RSS
poniedziałek, 31 sierpnia 2009

To już ostatni wakacyjny galop Pegaza, który syty wrażeń wraca z tzw. terenu na kulturalne szlaki swojego ulubionego galicyjskiego miasteczka. Ale zanim powróci na dobre odnotujmy, dziwiąc się nieco nadmiernemu medialnemu hałasowi wokół nikomu dotąd szerzej nie znanemu tarnowskiemu studentowi II roku krakowskiej AGH Jackowi Janisowi, który został pierwszym dawcą szpiku kostnego z Tarnowa. Jego dane znajdowały się w banku dawców szpiku od dwóch lat, w czasach gdy był on jeszcze uczniem I LO. Wówczas to wziął udział w akcji zorganizowanej przez Stowarzyszenie „Kropla”, które  od kilku lat realizuje program pozyskiwania honorowych dawców szpiku. Zabieg odbył się kilka dni temu w Szpitalu Dziecięcym w Krakowie - Prokocimiu. Nasz bohater zadeklarował przy okazji gotowość udziału w kolejnym takim zabiegu, bowiem szpik kostny można oddać trzy razy w życiu. Bardzo to wszystko piękne i szlachetne, aczkolwiek tak naprawdę nic nadzwyczajnego się nie stało. Młody człowiek zachował się przyzwoicie wypełniając jeden z moralnych nakazów pomocy bliźniemu. Skromnie i normalnie. Tyle, albo aż tyle. Ale żeby z tej okazji miłościwie nam panujący (jeszcze) Prezydent Ryszard Ścigała osobiście fatygował się i honorował, co miało miejsce 26 sierpnia, Jacka Janisa statuetką „Anioł Ciepła”. Nagrodą, o istnieniu której tak na dobre świat dowiedział się dopiero teraz. Za to o swoim prezydenckim bycie obywatel Ryszard S. przypomina nam regularnie Właśnie do Tarnowa dotarło orzeczenie wojewody małopolskiego uchylające podjętą całkiem niedawno bardzo kontrowersyjną decyzję naszego prezydenta nadającą skwerowi przed Mościckim Centrum Kultury imię Stanisława Opałki, wieloletniego dyrektora Zakładów Azotowych i prominentnego członka w randze sekretarza KC najwyższych władz śp. nieboszczki PZPR. Ale, jak się okazuje werdykt wojewody wcale nie zamyka sprawy. Oto bowiem nasz prezydent zamierza wyciągnąć konsekwencje wobec swoich prawników, którzy przedstawili mu – jak teraz widać – błędne opinie w tej sprawie… . A my przypominamy, że w podobne prawne maliny wpuścili oni Prezydenta Ścigałę przy okazji sporu własnościowego o Górę Św. Marcina. Po co przychodzi nam po raz kolejny jeść tę żabę, na razie nie wiadomo. A póki co, jeszcze tylko do 20 września czynna będzie wystawa w Galerii (Rynek 4). Ekspozycja prezentuje wybrane prace współczesnych artystów polskich w większości związanych z regionem tarnowskim. Tematyka prac wykonanych w klasycznych technikach malarskich oscyluje głównie wokół pejzażu oraz martwej natury. W wystawie uczestniczą min. Tadeusz Świniarski, Teresa Szafrańska, Władysław Andrusiewicz, Aleksandra Zuba-Benn, Jan Matras, Anna Śliwińska-Kukla, Renata Stadler, Anna Fruhauf, Ewa Rosiek-Buszko, Leszek Wąsik, Jacek Wróbel oraz marek Chodkowski. Gościnnie, miniatury rzeźbiarskie prezentuje kielecki artysta Arkadiusz Latos. Jak zapewniają nasi „galernicy” wszystkie eksponaty można nabyć po bardzo atrakcyjnych cenach. Zaś tuż obok w Tarnowskim Centrum Kultury odbyły się 27 sierpnia warsztaty… wikliniarskie, czyli ostatnie wakacyjne spotkanie z PracOFFnią. Udział w warsztatach wikliniarstwa to szansa na wykorzystanie (lub odkrycie) talentu i twórczy sposób spędzenia czasu. I szkoda, że ta ciekawa propozycja była skierowana tylko do dzieci i młodzieży w wieku od 8 do 14 lat. I że była tylko jednodniowa. Przemierzając tarnowską starówkę zajrzeliśmy także na pobliski Plac Rybny, skąd zniknęła oryginalnie pomyślana ekspozycja „Panoramy Siedmiogrodzkiej”, jedna z wakacyjnych atrakcji kulturalnych miasta. Aliści, jak się okazuje wspomniany plac od początku był miejscem „tymczasowym” – czarno-białą kopię (przypomnijmy – parokrotnie mniejszą od oryginału!) monumentalnego dzieła Jana Styki będziemy mogli już wkrótce podziwiać na skwerze pod byłym „Owintarem". Stąd już tylko przysłowiowy rzut beretem, aby znaleźć się na tarnowskim dworcu PKP, gdzie w piątek 28 sierpnia rozpoczęto cały cykl, imprez upamiętniających 1 września 1939 roku. Właśnie na tarnowskim Dworcu, przed siedemdziesięciu laty, o 23.18, wybuchła bomba. Historycy datują ten fakt jako niechlubny początek II wojny światowej. Tak twierdzą przynajmniej w Tarnowie (vide: biegun ciepła, pierwsze niepodległe..?). Tragiczne wydarzenie pochłonęło dwadzieścia ofiar śmiertelnych, trzydzieści pięć osób zostało rannych. Ludzie, którzy czekali wtedy na pociąg, nigdy nie dojechali na miejsce przeznaczenia. I nic to, że tarnowski dworzec, niegdysiejsza duma austrowęgierskich kolei i nasza, wygląda dzisiaj jakby gorzej niż w pamiętnym 1939 roku…


Kilka tygodni temu prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała podpisał zarządzenie w sprawie nadania skwerowi przy Mościckim Centrum Kultury imienia Stanisława Opałki, co szczegółowo opisywaliśmy już wcześniej. Decyzja prezydenta wzbudziła skrajne opinie – pozytywnie wypowiadali się o niej głównie działacze szeroko pojętej lewicy, zaś kontestowali ją ludzie prawicy. Głównie członkowie Prawa i Sprawiedliwości, negatywnie wypowiadał się na ten temat także Instytut Pamięci Narodowej. Zasadniczym powodem tamtych protestów było to, że nowy patron skweru był I Sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR i członkiem Biura Politycznego Komitetu Centralnego te partii. Najbardziej niezadowoleni złożyli stosowne doniesienia do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa mającego polegać na nadaniu rzeczonemu skwerowi imienia członka „przestępczej organizacji komunistycznej”, co prokuratura uznała za bezzasadne i oddaliła pozew. Aliści na skargę zareagował wojewoda małopolski. – Nie odnosiliśmy się do tego, czy skwer powinien nosić nazwę Stanisława 0pałki czy też nie, tylko do tego, czy prezydent miał prawo decydować w tej sprawie – skwitowała sprawę Joanna Sieradzka z biura prasowego Małopolskiego Urzędu Małopolskiego. Wojewoda uznał bowiem, że nadawanie nazw i patronów ulicom i placom to kompetencja rady miasta. To wynika wprost z ustawy o samorządzie, a prezydent Tarnowa uznał, że skoro ustawa o gospodarce nieruchomościami daje mu prawo zarządzania nimi, to także do nadawania im nazw i imion. W te sytuacji wojewoda uchylił zarządzenie prezydenta, co sekretarz RM Tarnowa Aleksandra Mizera skwitowała następująco – Uznajemy stanowisko wojewody i na pewno nie będziemy się odwoływać. A tzw. społeczeństwo zastanawia się czy i kiedy polecą głowy prezydenckich prawników. A marka miasta? To tylko nazwa jednego z magistrackich wydziałów.

Aby o tej kolejnej prezydenckiej siurpryzie chociaż na chwilę zapomnieć warto było wpaść do Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie na spotkaniu z wikliniarstwem można było poznać technikę wyplatania z wikliny i tym samym własnoręcznie wykonać niewielką formę przestrzenną (florystyczną). Z bogato występujących w krajobrazie Polski wierzb powstaje wiklina, tworzywo do wyrobu różnego rodzaju plecionych przedmiotów użytkowych. Gatunki, z których głównie pozyskuje się wiklinę to wierzby plecionkarskie. Do wyplotu eleganckich koszy i mebli wiklinowych wykorzystuje się szlachetne odmiany wiklin specjalnie uprawiane na plantacjach. Natomiast do wyplatania prostych gospodarczych koszy stosowane są dziko rosnące wikliny, porastające bujnie m. in. brzegi rzek. Wiklina jest tworzywem ekologicznym i cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Przedmioty wykonane z wikliny, poza walorami użytkowymi, mogą też posiadać wartości artystyczne, bądź pozbawione użytkowej funkcji, służyć jedynie dekoracji, jak na przykład ogrodowe formy przestrzenne. Wyplatanie wikliny to jedno z najstarszych rzemiosł, jednak wyroby plecionkarskie nie są trwałe i jest niewiele przykładów dokumentujących tę działalność człowieka.

Koniec sierpnia to także kolejna rocznica hekatomby II wojny światowej, która w Tarnowie rozpoczęła się 28 sierpnia 1939 , dokładnie o godzinie 23.18. Właśnie wtedy gmachem dworca kolejowego w Tarnowie wstrząsnął potężny wybuch. W przechowalni bagażu eksplodowała bomba zegarowa – w wyniku tej eksplozji zginęło 20 osób, kolejnych 35 zostało rannych. Część dworca uległa zniszczeniu. Wybuch ten, złowrogi zwiastun zbliżającej się wojny, był dywersyjną akcją zorganizowaną przez wywiad niemiecki – jej bezpośrednim wykonawcą był Antoni Guzy, mieszkaniec Sielska.
”(...) Od wejścia na dworzec widać powybijane szyby – prawie wszystkie z wyjątkiem kilku okien od strony wschodniej. (...) Sąsiadujące z tym pomieszczeniem od strony zachodniej ubikacje, jak przechowalnia bagażów, umywalnia i wartownia Policji Państwowej mieszkania prywatne nad tą częścią budynku zupełnie zniszczone – i zawalone gruzami. (...) Od strony torów kolejowych stwierdza się kompletne zniszczenia wskutek zawalenia gruzem, poczekalni i restauracji 3 klasy (...) Ogólny wygląd miejsca wypadku wskazuje na to że ogniskiem które spowodowało wypadek mogła być poczekalnia i restauracja 3-ciej klasy, lub przechowalnia bagażów, a raczej ta ostatnia, gdzie znaleziono zaraz po wypadku spalone częściowo zwłoki ofiar. Z powodu prowadzenia przy udziale kilkudziesięciu osób akcji ratowniczej przy wydobywaniu z pod gruzów ofiar i groźby walących się ścian w ubikacjach sąsiadujących z ogniskiem katastrofy, odstąpiono od szczegółowego badania i oględzin pomieszczeń uszkodzonych i zawalonych gruzem – gdyż w obecnym stanie rzeczy jest to niemożliwe.” - tak brzmią fragmenty Protokołu oględzin miejsca wypadku spisanym 29 sierpnia 1939r. („Obecni: S.O.SL.M.Grzybek, protokolant: J. Janicki prakt. II kat.).
Terrorystyczne akcje niemieckie na ziemiach polskich tuż przed wybuchem wojny miały na celu wywołanie paniki wśród ludności cywilnej oraz dezorganizowaniem akcji mobilizacyjnej wojska. Pierwszymi ofiarami zbliżającej się wojny stały się osoby, które oczekiwały na pociąg. Jest to początek listy ofiar II wojny światowej, na której znalazło się 50 milionów istnień ludzkich.
”Momentalnie usłyszałem straszny huk i błysk i zauważyłem, że ściana z poza bufetu wali się na salę. Prąd powietrza zrzucił mię z mojego bagażu i częściowo mię zasłonił (...). Z pod gruzów wydostałem żonę, harcerzyka Pawlika syna posterunkowego z Tarnowa, następnie wydobyłem Danutę, a później wydobyłem zwłoki Janiny”. To fragment protokołu przesłuchania świadka Feliksa Ziaja, będącego na tarnowskim dworcu 28 sierpnia 1939 roku, w czasie gdy wybuchła tam bomba, spisany trzy dni później. Tarnów uczcił to wydarzenie w tym roku nieco inaczej niż w latach poprzednich – bardziej artystycznie aniżeli politycznie. W piątek 28 sierpnia, o godz. 20:30 na Placu Dworcowym odbyło się interdyscyplinarne przedsięwzięcie, zatytułowane „Znicze Pamięci”. Po oficjalnym wystąpieniu Prezydenta Miasta miał miejsce „Vitae” – happening wg scenariusza Michała Poręby z udziałem Mariusza Szaforza, aktora Tarnowskiego Teatru im. L. Solskiego, zaś po nim „Kollaps” – audiowizualny performance Elektro mOOn Vision. Na placu Dworcowym oraz Peronie Kolejowy, 2 zapalone zostały również specjalne Znicze Pamięci – „Lumeny”. Otwarto również wystawę plenerową Muzeum Okręgowego „Wojna zaczęła się w Tarnowie”. Na kilku planszach zaprezentowane zostały fotografie budynku dworca zniszczonego wybuchem, a także obszerne fragmenty zeznań zamachowca, Antoniego Guzego oraz dokumenty  z oględzin miejsca tragedii.
„Znicze pamięci” zapłonęły nie tylko w Tarnowie, ale także w Oświęcimiu i Gdańsku Trzech miastach, dla których II wojna światowa ma znaczenie i wymiar szczególnie symboliczny. Z inicjatywy tarnowskiego oddziału ZPAP i Światosława Karwata osobiście, zapłonęły w nich symboliczne znicze pamięci – otwarte ognie w tzw. „piecach węgierskich”.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



22:00, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 sierpnia 2009

Także i w tym wakacyjnym sprawozdaniu o tym, co w tarnowskiej, i nie tylko, kulturalnej trawie piszczy buszujemy z moim parzystokopytnym interlokutorem po tzw. bliższym i dalszym terenie. Ale zanim na pegazowych skrzydłach odlecimy, odnotujmy ciekawy koncert, jaki odbył się w środę 19 sierpnia w Sali Koncertowej Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie wystąpił młody kontrabasista rodem z Tarnowa Jakub Cywiński w towarzystwie akompaniatora, pianisty Waldemara Różańskiego, również absolwenta Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie. Udając się na południe na pierwszy postój stajemy w Tuchowie, gdzie w sali wystawowej miejscowego Domu Kultury oglądać można poplenerową wystawę Ogólnopolskiego Pleneru Malarskiego „Sacrum”, jaki odbywał się w dniach 18 – 31 lipiec w Tuchowie. Komisarzem tej co rok organizowanej imprezy jest znana tarnowska artystka malarka Krystyna Baniowska – Stąsiek, na zaproszenie której artyści z całej Polski i z zagranicy przebywali w Domu Pielgrzyma tamtejszego Sanktuarium Matki Boskiej Tuchowskiej, korzystając z gościnności opiekunów tego miejsca ojców Redemptorystów. Po pokrzepieniu ducha i serca pogalopowaliśmy dalej do urokliwego dworku mistrza Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, gdzie tradycyjnie latem odbywają się co dwa lata, na przemian z Festiwalem „Bravo Maestro”, Mistrzowskie wieczory – trzydniowa impreza będąca artystyczną konfrontacją wybitnie uzdolnionej muzycznie młodzieży z doświadczonymi maestro. W tym roku wypadła ona nieco skromniej z powodu finansowych turbulencji, ale o tym wszystkim piszemy oddzielnie obok. Wracając zajrzeliśmy do pobliskich Ciężkowic, gdzie jedną z kulturalnych atrakcji tego lata jest… Filmowa Góra, czyli IV Festiwal Kina Niezależnego – Filmowa Góra 2009 zorganizowany przez miejscową gminę wraz z Fundacją Rozwoju Kultury KOMBINAT KULTURY w Zielonej Górze. W ramach festiwalu zaprezentowany został cykl 7 DIAMENTÓW KINA – Stanisław Różewicz oraz projekcje konkursowe, w których biorą udział filmy młodych twórców kina niezależnego. Projekcje odbywały się w ciężkowickim Rezerwacie Przyrody „Skamieniałe Miasto” pomiędzy skałami Ratusz i Czarownica w dniach od 15 do 21 sierpnia od godz. 20:30. Niezwykła sceneria tego miejsca sprawia, że każda organizowana tam impreza staje się niezwykłym przeżyciem. Przypomnijmy, że odbywający się jednocześnie w kilku miastach festiwal, początkowo do Tarnowa sprowadził Światosław Karwat z tarnowskiego oddziału ZPAP (projekcje odbywały się obok Pubu Studio na ulicy Żydowskiej), aliści później festiwal wyemigrował do Ciężkowic okazując się prawdziwym strzałem w dziesiątkę. Następnie wykorzystując skrzydlate możliwości Pegaza przenieśliśmy się na północne opłotki Tarnowa i na kolejny popas zatrzymaliśmy się w Brniu, gdzie otoczony niegdyś pięknym parkiem niszczeje zabytkowy dwór. Po likwidacji przed kilku laty działającej tam szkoły rolniczej miejscowe władze nie bardzo wiedziały, co z tym fantem zrobić. I oto zrodził się pomysł, aby zlokalizować tam Centrum Polonii. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego wszak teren Powiśla Dąbrowskiego to prawdziwy emigracyjny matecznik, gdyby nie osoba wybrana przez zarząd powiatu dąbrowskiego na twórcę i dyrektora tej placówki. Otóż został nim dobrze znany w Tarnowie działacz samorządowy i dziennikarz dr Marek Ciesielczyk, były opozycyjny (programowo) radny, tyleż permanentnie co bezskutecznie kandydujący do wszystkich możliwych funkcji publicznych – od radnego miejskiego do posła „Samoobrony”. Otóż od jakiegoś czasu na internetowych łamach redagowanego przez siebie obywatelskiego blogu, dokonuje on lustracji m.in. amerykańskiej polonii, co wywołało prawdziwą burzę i wręcz międzynarodowy skandal, skutecznie zamykając naszemu doktorowi wstęp na polonijne salony i do tamtejszych mediów, m.in. związkowy dziennik Chicago Daily News zerwał z nim współpracę i ogłosił bojkot jego osoby w USA. Jak w tej sytuacji władze Dąbrowy Tarnowskiej i sam Marek Ciesielczyk wyobrażają sobie szeroką współpracę z Polonią, szczególnie w kontekście zbliżającego się we wrześniu Forum Mediów Polonijnych, na które co roku zjeżdżają się do Tarnowa dziennikarze i działacze polonijni z ponad 30 krajów świata pozostaje, jak na razie, pytaniem bez odpowiedzi.


Ponieważ nic tak nie łagodzi napięć i stresów, tudzież obyczajów jak muzyka poważna, więc od niej zacznijmy. Jak już wspomnieliśmy we środę 19 czerwca o 21.30 w Tarnowskim Centrum Kultury dał koncert Jakub Cywiński. Podczas koncertu artysta w towarzystwie akompaniatora Waldemara Różańskiego wykonał m.in.: Koncert D-dur Anton Hoffmeister, "Grand Allegro" Giovanniego Bottesiniego, "Divertimento Concertante" Nino Roty, "Hommage a la J.S Bach" Juliena Zbindena.
Jakub Cywiński jest absolwentem tarnowskiej Szkoły Muzycznej w klasie kontrabasu Krzysztofa Krawczyka i Akademii Muzycznej we Wrocławiu w klasie profesora Tadeusza Górnego. Studia ukończył z wyróżnieniem. Współpracował z wrocławską orkiestrą Leopoldinum grając z nią liczne koncerty w Polsce i za granicą. Brał udział w festiwalu Warszawska Jesień, jest laureatem międzynarodowego konkursu kontrabasu we Wrocławiu w roku 2008. W ostatnim czasie został zakwalifikowany do udziału w międzynarodowym konkursie muzycznym ARD w Monachium, do którego aktualnie się przygotowuje. Jakuba Cywińskiego wsparł akompaniator –Waldemar Różański Pianista związany z krakowską sceną muzyczną.

A kolei z Ogólnopolskim Plenerze Malarskim „Sacrum”, w Tuchowie udział wzięło kilkunastu artystów z kraju i zagranicy. Do Tuchowa zaprosiła malarzy tarnowska „dama w kapeluszu” czyli Krystyna Baniowska – Stąsiek, artystka znana w Polsce i we Francji. Pytana dlaczego jej wybór padł na Tuchów, opowiada o magii tego miejsca, jego energii i pięknie, stanowiących niejako naturalną inspirację twórczą. Dodatkowym atutem miasteczka, a w tym wypadku rodzajem artystycznej prowokacji stała się aura świętości – sacrum, jaką roztacza namalowany na lipowej desce w XVI w. przez Mistrza z Bodzentyna, cudowny obraz Matki Boskiej Tuchowskiej znajdujący się w XVII – wiecznym klasztorze, pierwotnie zakonu benedyktynów, a obecnie zgromadzenia o.o. redemptorystów. To światłe zgromadzenie misjonarskie „od zawsze” było mecenasem sztuki i kultury, jak najszerzej pojętych. I tak jest obecnie. I oto w ten sakralno - kulturalny pejzaż ( w tym roku plener odbywał się w czasie trwania Wielkiego Odpustu Tuchowskiego), „wdarli” się profani „uzbrojeni” w farby, pędzle i sztalugi. Sacrum to tajemnica, jej odkrywanie to rodzaj misterium, a to już sztuka – akt twórczy. Ale nie zawsze tak się dzieje. Bywa, że artystyczna iluminacja  zamienia się w profanację, często niezamierzoną. Dużą odwagą  (to już bodajże 9 taka impreza w tym świętym miejscu), połączoną ze staropolską gościnnością wykazali się gospodarze tego znanego szeroko Sanktuarium, którzy brać malarską nie tylko do siebie zaprosili ale i pod dach swój przyjęli. W zgodnej opiniach uczestników pleneru warunki stworzone artystom były wręcz rewelacyjne – aż się chciało malować – mówili. Te malarskie harce zakończyły się poplenerowym wernisażem, który odbył się w klasztornych podziemiach i zgromadził znakomite grono gości.
Efekty tego sakralnego mimo wszystko pleneru, okazały się być nadspodziewanie dobre. Połączenie sacrum i profanum zaowocowało powstaniem ponad stu prac olejnych, akwareli i pasteli – przedstawiających zabudowania klasztorne i wnętrze kościoła, wiejskie i małomiasteczkowe pejzaże, dożynki i abstrakcje, twarze ludzi i twarz Boga.

Ciekawe jaka twarz zaprezentuje Marek Ciesielczyk na nowym stanowisku dyrektora Centrum Polonii w podtarnowskim Brniu. Jak doniósł w ubiegłym tygodniu Dziennik Polski zarząd powiatu dąbrowskiego dotychczasowym Ośrodkiem Turystyki i Rekreacji w Brniu będzie z dniem 1 września kierował Marek Ciesielczyk, znany tarnowski radny i dziennikarz. – Dyrektor zatrudniony został na razie na czas określony, do końca tego roku. Jego zadaniem będzie stworzenie Centrum Polonii – opracowanie koncepcji działalności tej instytucji i przygotowanie zaplecza – poinformował starosta dąbrowski Wiesław Krajewski. Podobno głównym powodem, jaki zdecydował o powołaniu Marka Ciesielczyka na stanowisko dyrektora ośrodka w Brniu są jego relacje i doświadczenia w kontaktach z Polonią. Uzasadnienie tej osobliwej nominacji dokonane przez wspomnianego starostę – brzmi jak spóźniony chichot historii. Zdaniem Pegaza skonfliktowanie amerykańskiej Polonii samej ze sobą i z krajem ojców, czego autorem jest m.in. właśnie nasz doktor, stanowi raczej przeszkodę a nie atut tej nominacji. Tym bardziej, iż nowo powołany dyrektor ma się poza merytoryczną działalnością zająć nawiązywaniem kontaktów z przedstawicielami Polonii, szczególnie z przedstawicielami tamtejszych kół gospodarczych. W jego zakres obowiązków wpisano także koordynację działań podejmowanych przez okoliczne powiaty i samorząd Tarnowa. - Porozumienie o współpracy z Centrum Polonii w Brniu zawarły powiaty brzeski i tarnowski oraz miasto Tarnów. Dla wszystkich samorządów z naszego regionu może to być doskonała instytucja służąca do nawiązywania kontaktów, ze szczególnym nastawieniem na biznesowe. Ale będzie to również instytucja kulturotwórcza i służąca rekreacji – podkreśla starosta Wiesław Krajewski. Jak z lektury Dziennika Polskiego wynika, Marek Ciesielczyk został powołany na dyrektora CP przez zarząd powiatu po nierozstrzygniętym konkursie na to stanowisko, jaki ogłoszono wiosną tego roku. Zgłosiło się do niego trzech kandydatów (w tym M. Ciesielczyk), ale żaden z nich nie spełniał formalnego wymogu wykazania się świadectwem pracy potwierdzającym pięcioletni etatowy staż pracy. Kuriozalne w tym wszystkim jest to, iż pomimo tego zarząd powiatu dąbrowskiego zdecydował się na nominację dr Ciesielczyka na to odpowiedzialne stanowisko. Pegaz mimo wszystko życzy dyrektorowi – nominatowi wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia!

Zakończmy ten letni felieton zgoła wakacyjnym akcentem. Oto w ostatnią sobotę, niedzielę oraz poniedziałek na 4 spektaklach zaprezentowali się tarnowskiej publiczności artyści znanego cyrku „Warszawa". W trakcie przedstawień widzowie mogli zobaczyć m.in. żonglerkę, jazdę akrobatyczną na rowerach i monocyklach, tresurę małp oraz tresurę mieszaną tchórzofretki, koguta, gołębi i węża. Poznać też można było tajemnicę kobiety - gumy, groteskę akrobatyczną, huedla-hoop, iluzjonistów a także tresurę lwicy i jedynych w Polsce tygryso-lwów. Wszystkich bawił clown Dimo. Chyba po raz pierwszy w pegazowej historii piszemy o sztuce cyrkowej, a wszak to również ważny element naszego kulturalnego pejzażu. Chociaż, prawdziwych cyrków, podobnie jak cyganów, już ponoć nie ma…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



10:54, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Z przyjemnością informujemy, iż znany tarnowski prozaik i od jakiegoś czasu współpracownik Gazety Krakowskiej, a także nasz stały autor Jerzy Reuter został finalistą Międzynarodowego Festiwalu „Opowiadania” organizowanego przez wrocławskie środowiska kulturalno - literackie. Z kilkuset nadesłanych prac, jego opowiadanie pt. „Masaj Jakaya” znalazło się w gronie 12 wyróżnionych utworów, z pośród których w październiku wyłoniony zostanie laureat głównej nagrody (20 tys. zł). A już teraz J. Reuter został zaproszony do udziału w warsztatach kreatywnego pisania prowadzonych przez Nataszę Goerke i Janusza Rudnickiego. Gratulujemy i skromnie przypominamy, że jako pierwsi opublikowaliśmy na naszych internetowych łamach nagrodzone we Wrocławiu opowiadanie. Z kolei inny nasz autochton, aczkolwiek od dekady na dyrektorskiej emigracji w teatrze w Legnicy - Jacek Głomb pokazał w rodzinnym mieście swój najnowszy film pt. „Operacja Dunaj”. W gwiazdorskiej czesko – polskiej obsadzie filmu znaleźli się m.in. zdobywcy Oscara Jirii Menel, a także Jan Budar (czterokrotny zdobywca Czeskiego Lwa), Marta Issova (laureatka nagrody dla najlepszej aktorki w Karlowych Warach 2008), Jaroslav Dusek, Monika Zoubkowa, Vojtech oraz Maciej Stuhr, Tomasz Kot, Zbigniew Zamachowski. Uroczysty pokaz „Operacji Dunaj” odbył się 12 sierpnia w kinie „Marzenie”, na dwa dni przed oficjalnym wejściem filmu na ekrany polskich kin (doceniamy i dumnie prężymy pierś). Wziął w niej udział reżyser filmu Jacek Głomb oraz scenograf Małgorzata Bulanda. Ten nieco spóźniony, zważywszy na teatralny staż reżysera debiut filmowy dyrektora i reżysera Teatru Modrzejewskiej w Legnicy, jednej z najciekawszych scen teatralnych w Polsce, zrealizowany „pod specjalnym nadzorem” Jiriego Menzla, jednego z najsłynniejszych czeskich twórców filmowych, spotkał się w Tarnowie z entuzjastycznym przyjęciem. Także na zorganizowanym po projekcji specjalnym spotkaniu autorów filmu z widzami było bardzo tłumnie i gorąco. Przypomnijmy, że bezpośrednią inspiracją do napisania przez Jacka Kondrackiego i Roberta Urbańskiego scenariusza filmu były autentyczne wydarzeniach 1968 roku, kiedy to podczas inwazji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację, zaginął czołg o wdzięcznej nazwie „Biedroneczka”, jednak dalsze zabawne losy bohaterów to już tylko fikcyjna opowieść. Jak mówił sam reżyser filmu Jacek Głomb: "...Operacja Dunaj to film „i do śmiechu” i „do płaczu. Zabawny ale szlachetny w sposobie opowiadania. Nasi bohaterowie – załoga „Biedroneczki” – nie są bojownikami o wolność i demokrację. Nie kierują nimi „szlachetne intencje”. Dopiero to, co spotyka ich w Czechosłowacji, powoduje że na swój sposób się zmieniają. Stają przed zadaniami, które ich przerastają, i przegrywając jako żołnierze, wygrywają jako ludzie….”. Resztę przeczytacie państwo w wywiadzie w Jackiem Głombem, który opublikujemy już wkrótce. Zaś po wyjściu z kina warto zajrzeć na tarnowski Rynek, gdzie w sierpniu co piątek odbywają się bluesowe posiady ale o tym piszemy odrębnie. Żebyśmy tylko przy okazji nie wpadli do… kanału, na który natrafiono podczas remontu tarnowskiego ratusza. Kilkumetrowy odcinek to prawdopodobnie kanał ściekowy z XIX wieku. Otwór ma średnicę kilkudziesięciu metrów i prowadzi z budynku w kierunku południowym. Dalsza jego część jest zasypana. Tak więc wszystko jeszcze przed nami. A póki co postanowiliśmy z Pegazem wpaść na Jamną, gdzie trafiliśmy na… pogrzeb. Na szczęście, jak to u ojca Jana Góry, radosny i nie byle kogo, bo Matki Boskiej… Maryję, po hebrajsku Miriam /jasnowidzącą/, najwyższą czcią otaczają dwa Kościoły – katolicki i prawosławny. Katolicy – świętują wniebowzięcie, a prawosławni – zaśnięcie Najświętszej Maryi Panny. Odwieczny dylemat chrześcijan: czy Maryja została wzięta do nieba przed czy po śmierci, rozstrzygnął dopiero nasz papież, Jan Paweł II stwierdzając, że skoro umarł Chrystus, trudno, żeby inaczej stało się z jego Matką. Jej wniebowzięcie z duszą i ciałem do nieba, czyli przejście z doczesności w wieczność jest dla chrześcijan zapowiedzią zbawienia, a więc wiecznej szczęśliwości. Stąd też pomysł radosnego jej pogrzebu. Jamna to obok Kalwarii Zebrzydowskiej, Kalwarii Pacławskiej i Borku Starego czwarte miejsce w Polsce, w którym celebrowany jest taki pogrzeb.


Ale zacznijmy ab ovo. Pod budynkiem ratusza w Tarnowie odnaleziono podczas prac remontowych fragmenty prawdopodobnie kanału ściekowego z połowy XIX wieku. Kilkumetrowy odcinek prowadzi z budynku w kierunku południowym do wysokości schodów do ratusza. Dalsza część jest zasypana. – Kiedy po raz pierwszy okazało się, że mamy nieznany korytarz pod ratuszem sądziliśmy, że to może dodatkowe pomieszczenia piwnic, wcześniej zasypane. Potem dopiero okazało się, że to fragment kanału – mówi Andrzej Szpunar, archeolog, wicedyrektor tarnowskiego muzeum. – Nie jest to budowla stara, sięgająca czasów budowy ratusza, świadczą o tym zarówno cegły, jak i obecny w odkrytym fragmencie beton. Zdaniem pracowników muzeum tego typu kanały budowano w czasach austriackich w połowie XIX wieku, podobny fragment, również o średnicy kilkudziesięciu centymetrów odsłonięto przed kilkunastu laty, podczas remontu nawierzchni rynku na odcinku pomiędzy ratuszem a wielkimi schodami. – Zainteresujemy się odkrytym fragmentem, może uda się ustalić cały przebieg kanału, nie tylko od strony południowej – mówi Andrzej Szpunar. – W tego typu miejscach zdarza się na trafić na archeologiczne ciekawostki, choć nie należy raczej spodziewać się odnalezienia przedmiotów bardzo starych i o wyjątkowej wartości. O ile dobrze pamiętamy podobny fragment dawnego kanału odsłonięto pod płytą rynku kilkanaście lat temu, podczas wymiany nawierzchni. I nic z tego nie wynikło. Więc potraktujmy rzecz całą w kategorii „letnich ogórków”.

Za to absolutnie poważnie aczkolwiek z wakacyjnym luzem potraktować należało wizytę w Respublica Dominicana u ojca Jana Góry na Jamnej koło Zakliczyna w słynnym w świecie Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego poznańskich dominikanów. Tradycyjnie w połowie sierpnia odbywa się tam oryginalne patriotyczno – religijne triduum. Radosny pogrzeb Matki Bożej, Święto Pojednania i odpust ku czci św. Jacka, patrona dominikanów, a w tym roku jeszcze trzydniowe rekolekcje „mini szkoły przebicia” oraz warsztaty prowadzone przez samego Krzysztofa Zanussiego, o. Jacka Salija i dr. Wandę Połtawską – a to wszystko uświetnił gość specjalny prymas Józef Glemp. Wzgórze jamneńskie to miejsce kontemplacji, modlitwy i zadumy. Kiedyś miało być zalesione, dzisiaj tętni życiem. – Jamna ma wiele do zaoferowania. Tu wszystko łączy się z sobą harmonijnie. Mamy tu cudowne pejzaże, spokój z dala od miejskiego zgiełku i Matka Niezawodnej Nadziei, która każdego wysłucha i pomoże – mówi o. Jan Góra. Jak przyznaje, choć ostatnio bardziej jest kojarzony z Wielkopolską, Poznaniem i Lednicą, to jednak na Jamnej czuje się najlepiej. – To zasługa niepowtarzalnej atmosfery tego miejsca i ludzi, którzy tutaj mieszkają i przyjeżdżają. Tu wszystko ma sens.
Tegoroczne uroczystości rozpoczęły się w piątek 14 sierpnia para teatralną inscenizacją radosnego pogrzebu Matki Bożej i procesją wśród pól. Samo misterium rozpoczęła o godz. 15, nietypowa bo muzyczna „lednicka” Koronka do Miłosierdzia Bożego odprawiona w jamneńskim kościele, po której wyruszył radosny kondukt pogrzebowy do symbolicznego grobu Matki Bożej, zlokalizowanego w pobliżu oddalonej o kilka kilometrów, ukrytej w lasach pustelni. Niesioną na marach naturalnej wielkości drewnianą rzeźbę Matki Boskiej poprzedzały oryginalne lednicko-jamneńskie sztandary, feretrony i rzeźby. Tuż za nimi szedł orszak biało ubranych dziewcząt z wiankami z ziół na głowach, niosących biały, ponad stumetrowy, przyozdobiony polnymi kwiatami, welon, przypominając wszystkim ludowy charakter uroczystości, zwanej także świętem Matki Boskiej Zielnej. Ta wypełniona śpiewem, muzyką i medytacją procesja, trwała blisko cztery godziny, zatrzymując się po drodze na czterech „leśnych stacjach”, na których modlitewnie rozważano ostatnie dni ziemskiego życia Matki Boskiej. Po przybyciu na miejsce symbolicznego pochówku Maryi, który stanowiła kamienna piwnica – kopiec, gdzie złożono jej drewnianą figurę. Po „zmartwychwstaniu” Maryja została z powrotem odprowadzona leśnymi duktami i polnymi dróżkami do kościoła, któremu patronuje jako Matka Niezawodnej Nadziei. Uroczystości pogrzebowe zwieńczył wieczorny koncert.

Następnego dnia odbyły się główne uroczystości jamneńskiego Święta Pojednania poprzedzone polową mszą świętą, z udziałem licznych delegacji kombatanckich i przedstawicieli władz. Pytany, dlaczego tu i teraz zorganizował Święto Pojednania, o. Jan cierpliwie tłumaczył, że głównym powodem jego decyzji była wojna i cierpienia niewinnej ludności cywilnej. Jesienią 1944 r. Niemcy zaatakowali stacjonujący na Jamnej oddział AK. Karą za pomoc partyzantom była całkowita i metodyczna pacyfikacja wsi. Część mieszkańców ukryła się w kamiennej piwnicy na ziemniaki. Gdy hitlerowcy weszli do wioski, ludzie z piwnicy wysłali im naprzeciw matkę z trojgiem małych dzieci i obrazem Matki Boskiej. Sądzili, że do matki z dziećmi i obrazu nie będą strzelać. Niestety, stało się inaczej. Wszyscy zostali rozstrzelani. W zrekonstruowanej tamtej piwnicy, znajdującej się nieopodal obecnego kościoła, i wokół niej, ojciec Góra tworzy rodzaj muzeum pamięci – martyrologium ofiar, ale także symboliczne miejsce pojednania. „Myśląc o pojednaniu – mówi – zastanawialiśmy się, kto i z kim ma się tutaj na Jamnej pojednać. Generalnie chodzi o pojednanie historii z teraźniejszością, przeszłości z przyszłością”. Wybór Jamnej i szerzej regionu tarnowskiego nie był przypadkowy, bowiem to tutaj rozsiane są liczne cmentarze wojskowe z czasów I wojny światowej, na których spoczywają żołnierze wielu różnych, często sobie wrogich, narodowości i wyznań. Połączyła ich śmierć i młodość. To, zdaniem o. Góry, najlepszy pomost do pojednania. Z ich tragicznej śmierci chcemy czerpać nadzieję i przelewać ją na nowe pokolenia – dodaje.

Tegoroczny jamieński odpust dopełniła niedzielę polowa Msza św. odprawiona przez gospodarza miejsca ojca Jana Gorę (zapowiadany wcześniej w mediach prymas J. Glemp dotarł dopiero na wieczorne nieszpory) przed południem na pobliskiej łące – amfiteatrze, na której za ołtarz służy wydobyty przed laty z dna Dunajca, ogromny, ważący ponad 10 ton, pień czarnego dębu. Eucharystię sprawowano w intencji min. pszczelarzy obchodzących tam swoje patronalne święto.

Ale Święto Pojednania to nie tylko religijne i patriotyczne uroczystości. To również prawdziwy ludowy odpust z kramarzami i kapelami ludowymi, występy zespołów i tańczony na łące... polonez. To święto młodości i dojrzałości. Wielopokoleniowe i wielokulturowe. Sprowadziliśmy trochę Lednicy na Jamną - tak skomentował swoje dzieło o. Góra, i dodał - Zawsze mówię, że „Wielko” i „Mało” – to jest dopiero Polska. Z ogromnym entuzjazmem wracam w te strony. Tu czuję się, jak u siebie. W Lednicy jest wiara, na Jamnej nadzieja i miłość w sercach ludzi. - Chodzi nam o wychowanie integralnego człowieka, który musi mieć siłę przebicia, coś robić, wykazywać aktywność – tłumaczy o. Jan, który mówi o sobie, że jest… przynętą Pana Boga. Kim jest ów wędkarz a raczej rybak? Jan Góra. Dominikanin, duszpasterz akademicki i doktor teologii. Biznesmen i menager, twórca i prezes duszpasterskiego holdingu /Lednica, Jamna i Hermanice/. Idol młodzieży i gwiazda mediów. Owsiak w sutannie i Wioletta Villas polskiego kościoła. Ale także wrażliwy pisarz i poeta. To on jest autorem słynnej pieśni „Abba Ojcze”. Ale to przede wszystkim ksiądz, który co roku przeprowadza tysiące młodych ludzi /średnio jest ich ponad sto tysięcy/ przez Bramę Tysiąclecia w Lednicy. Jest chyba drugim po naszym Janie Pawle Wielkim człowiekiem w Polsce, zdolnym zgromadzić i skutecznie ewangelizować takie tłumy młodzieży. Także i w tym roku w tym trzydniowym odpuście wzięły prawdziwe tłumy głownie młodych chrześcijan, a również ludzi wszelkich stanów i zawodów, a także Vipów, polityków i biznesmenów wszelkiej maści i proweniencji… . Fenomen Respublica Dominicana ukrytej w kompleksie leśnym góry Jamna koło Zakliczyna od lat budzi także ogromne zainteresowanie mediów. Mam głowę robaczywą od pomysłów – to zawołanie twórcy jej potęgi.

Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



19:15, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
środa, 12 sierpnia 2009

Wakacje to czas wędrówek więc i my z moim parzystokopytnym przyjacielem kolejny raz wyruszamy na szlak i sprawozdajemy poniżej, co w kulturalnej trawie piszczy. Na pierwszy popas stanęliśmy na sławnych ongiś tarnowskich Falklandach, dokładnie na niewielkim wzniesieniu pomiędzy osiedlami Westerplatte i Legionów, gdzie w kwietniu tego roku uroczyście zasadzono 26 drzew – Dębów Katyńskich. Przypomnimy, iż był to tarnowski fragment wielkiej, ogólnopolskiej akcji, mające upamiętnić polskich oficerów wziętych do niewoli we wrześniu 1939 roku przez bolszewików, a następnie zamordowanych strzałami w tył głowy w kwietnie 1940 roku. Zasadzone wiosną z wielką pompą Dęby Katyńskie miały upamiętniać bestialski mord na pochodzących z Tarnowa i okolic oficerach Wojska Polskiego i Policji. Posadzono je w dwóch przypominających woskowy szyk szpalerach, pomiędzy którymi zaprojektowano szeroką aleję. Pod każdym z drzew umieszczono obelisk z informacją, jakiemu oficerowi został poświęcony. Dęby - pomniki miały upamiętniać i przypominać tamtą hekatombę, ale pomimo, iż przechodzą tamtędy codziennie setki ludzi, nikt nie zauważył, że drzewa po prostu usychają, marnieją w oczach. Szkoda, ze to miejsce Pamięci Narodowej powoli staje się miejsce niepamięci… Aż dziw bierze, że tego co tam się dzieje nie dostrzegli swoimi obiektywami tarnowscy fotograficy, m.in. dokumentaliści.pl A może zainteresują się nim pozytywni.pl z pobliskiego Żabna. Właśnie tam, jak nas poinformował znany tarnowski fotograficzny maestro Marcin Głuszak, odbyły się w lipcu ciekawe warsztaty fotograficzne prowadzone przez wybitnego poznańskiego fotografika i dokumentalistę Mariusza Foreckiego, będące częścią ambitnego projektu „Fotonova” realizowanego w Żabnie min. dzięki wsparciu finansowemu Polsko- Amerykańskiej Fundacji Wolności z programu Działaj Lokalnie VII. Równie ambitnie poczynają sobie latem gospodarze dworku – posiadłości wielkiego polskiego pianisty i polityka Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, gdzie pofrunęliśmy na skrzydłach Pegaza. Otóż Centrum Paderewskiego również i tego lata zorganizowało tam warsztaty muzyczne dla młodzieży pragnącej doskonalić swoje talenty, w tym roku brali w nich udział głównie uczniowie tarnowskiej Szkoły Muzycznej, w wieku od 13 do 18 lat. W ich programie znalazły się dwie ciekawe propozycje: warsztaty klarnetowe pod kierunkiem Arkadiusza Adamskiego, absolwenta Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, solisty Polskiej Filharmonii Kameralnej, następnie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach, członka licznych polskich i zagranicznych zespołów, oraz warsztaty skrzypcowe pod kierunkiem profesora Henryka Keszkowskiego, wybitnego skrzypka, prof. zw. Akademii Muzycznej w Bydgoszczy, a prowadzone przez Katarzynę Bąkowską absolwentkę tejże uczelni, kontynuującą swą edukację muzyczną na amerykańskim uniwersytecie w Bloomington. Wraz z artystką warsztaty prowadził pianista Franciszek Jasionowski. Oba warsztaty rozpoczęły się i zakończyły uroczystymi koncertami z udziałem ich uczestników: 30 lipca finałowy dla „klarnetowców”, 4 sierpnia inaugurujący zajęcia dla skrzypków (Katarzyna Bąkowska i Franciszek Jasionowski), zaś 13 sierpnia wieńczący ich zajęcia. Za to zgoła nie muzyczne zajęcia, m.in. rozbijanie jajek batem, obieranie ziemniaków na czas, rzut podkową do celu, obejrzeć można było podczas sobotnio niedzielnego (8 i 9 sierpnia) Turnieju Sołectw Gminy Tuchów, jaki odbywał się w Krowodrzy, gdzie stanęliśmy z Pegazem na kolejny popas. Aliści nie tylko my w te wakacje wędrujemy. Oto także nasza „Dama z łasiczką” czyli „Panorama Siedmiogrodzka”, a dokładnie jej fragmenty, przedstawiające zwycięską bitwę o Sybin, jaką stoczyli Węgrzy pod dowództwem polskiego gen. Józefa Bema uświetniły obchody 160 rocznicy Wiosny Ludów na Węgrzech. W połowie minionego tygodnia „nawiedziła” także Tarnów znana podróżniczka i pisarka Elżbieta Dzikowska (wywiad z nią przeprowadzony przez J. Reutera dla Gazety Krakowskiej opublikujemy za kilka dni także my). Jak widać sporo się w naszym galicyjskim miasteczku dzieje. Nie zmienia to jednak smutnego faktu, iż w rankingu samorządów „Rzeczpospolitej” spadliśmy z 28 miejsca na 42, lokując się w ostatniej dziesiątce polskich miast…


Jak się okazuje w Miejsko – Gminnym Centrum Kultury w Żabnie, od jakiegoś czasu zarządzanego przez byłego dyrektora tarnowskiego teatru Wojciecha Markiewicza całkiem sporo się dzieje. W lipcu gościł tam min. Mariusz Forecki, fotograf dokumentalista, autor wielu nagradzanych i pasjonujących reportaży. Spotkanie miało dwa etapy- pierwsze było otwarte dla wszystkich, którzy interesują się fotografią reportażową i dokumentalną. W jego trakcie fotograficzny guru opowiadał o swoich zdjęciach i inspiracjach. Drugą część stanowiły warsztaty, adresowane do uczestników projektu „Fotomova”, który aktualnie realizowany jest przez Towarzystwo Fotograficzne z Żabna. Mariusz Forecki mieszka i pracuje w Poznaniu, od wielu lat dokumentuje polską rzeczywistość. Jest absolwentem Instytutu Twórczej Fotografii na Uniwersytecie Śląskim w Opavie w Republice Czeskiej.
Fotografuje dla największych tytułów prasowych w Polsce. Jest laureatem prestiżowych konkursów, jest również członkiem Związku Polskich Artystów Fotografików. Współtworzy Agencję Fotograficzną TAMTAM, a także jeden z najpoczytniejszych magazynów internetowych poświęconym fotografii dokumentalnej- „5 klatek”. Prowadzi również warsztaty fotoreportażu w Akademii Fotografii w Warszawie i kreatywne warsztaty fotografii w Gliwicach. Obecnie pracuje nad szerokim projektem „Kocham Polskę”, którego finał poznamy końcem 2009 roku. Jego zdjęcia podziwiać mogli na wystawach nie tylko Polacy, ale także mieszkańcy wielu krajów europejskich. Jak wspomina nasz informator Marcin Głuszak - To były bardzo produktywne warsztaty. Do późnych godzin wieczornych poznański fotograf dokumentujący Polskę przeprowadził zajęcia z fotografii na zaproszenie Pozytywnych.
Mariusz Forecki przyjechał do Żabna na zaproszenie Towarzystwa Fotograficznego POZYTYWni. Zorganizowane z nim spotkanie warsztatowe miało nie tyle przybliżyć osiągnięcia zasłużonego i docenianego na całym świecie polskiego reportażysty, ale przede wszystkim przybliżyć specyfikę pracy fotografa dokumentującego rzeczywistość i przygotować do realizacji najnowszego przedsięwzięcia grupy z Żabna- stworzenia opowieści fotograficznych za pomocą zdjęć i dźwięku. Blisko siedmiogodzinne warsztaty, na których członkowie i przybyli goście mogli zobaczyć kilkaset fotografii, prezentacji, porównań, przewartościowały z pewnością wiele spojrzeń na fotografię dokumentalną, jednocześnie dając wiele energii i pomysłów do podejmowania nowych, coraz ciekawszych tematów zdjęciowych. Nie zabrakło pytań, tłumaczenia niuansów pracy reportera, opowieści o wyjazdach, o tym jak wygląda zaplecze pracy kogoś kto znalazł się np. w samym środku konfliktu zbrojnego.

Do żadnego konfliktu, także zbrojnego, nie doszło na szczęście podczas Turnieju Sołectw Gminy Tuchów w Karwodzy połączonego z wielkim Piknikiem Rodzinnym, odbywającego się jak na porządny piknik przystało przy grillu i piosence biesiadnej. Rzecz cała zaczęła się 8 sierpnia, w sobotę o godzinie 14.00 Turniejem Piłki Nożnej Trampkarzy Młodszych, a wieczorem od godziny 19.00 zawładnęły imprezą piosenki biesiadne, śpiewane przy piknikowym grillu. Następnego dnia, w niedzielę 9 sierpnia o godzinie 15.00 rozpoczął się, pełen atrakcji Turniej Sołectw. Organizatorzy bardzo się postarali i przygotowali kilka interesujących konkurencji, w dyscyplinach niezwykle rzadko uprawianych, nie tylko na wsi polskiej. Był więc m.in. rzut podkową do celu, rzut wałkiem do sylwetki, rozbijanie jajek batem, obieranie ziemniaków na czas. Ponadto obejrzeć można było zmagania siłaczy, strzały na bramkę z różnych odległości, rzuty lotką do tarczy, przeciąganie liny i wiele innych zmagań. Niewątpliwą atrakcją turnieju była parada koni i jeźdźców, a całą imprezę zakończyła dyskoteka na… plaży.

Tarnowskie Muzeum Okręgowe, które od lat zbiera rozproszone fragmenty nieistniejącej już „Panoramy”, namalowanej przez zespół malarzy pod kierunkiem Jana Styki, wypożyczyło aż czternaście największych na wystawę do Budapesztu. Wystawa, w której tarnowskie Muzeum uczestniczy, wypożyczając fragmenty Panoramy Siedmiogrodzkiej gromadzone przez Muzeum w Tarnowie od 1977 roku, stała się jednym z najważniejszych wydarzeń kulturalnych tego roku na Węgrzech. W Muzeum Historii Budapesztu, oprócz uzbrojenia, mundurów, można było zobaczyć na wystawie ciekawe dokumenty oraz inne pamiątki i realia z epoki, a także bogatą ikonografię tych walk narodowowyzwoleńczych, w postaci interesujących grafik i obrazów. Pomysł udziału strony polskiej, reprezentowanej w tym największym wydarzeniu muzealnym na Węgrzech w 2009 roku, przez Muzeum Okręgowe w Tarnowie, był wynikiem kilkuletniej współpracy Muzeum z Instytutem Polskim w Budapeszcie i Ambasadą RP na Węgrzech. Po Muzeum Historii Budapesztu, wystawa ta zostanie kolejno zaprezentowana w sześciu innych muzeach regionalnych na terenie Węgier, m.in. w Eger, i w Székesfehérvár. Ostatnim etapem wystawy będzie rumuńskie miasto Arad, niegdyś znajdujące się na terenie Węgier.
Muzeum Okręgowe w Tarnowie, kontynuując współpracę z muzeami węgierskimi, a tym samym biorąc udział w kolejnej edycji wystawy o Wiośnie Ludów, wypożyczyło 4 fragmenty Panoramy do Munkacsy Mihaly Museum w Bekescsaba, gdzie będą prezentowane od listopada 2009 do końca lutego 2010 roku i po rocznej nieobecności powrócą w marcu 2010 roku do Muzeum w Tarnowie.

Mimo tylu sukcesów (regularnie przypomina o nich magistracki wydział marki), aż o 14 miejsc w dół przesunął się tarnowski samorząd w corocznym rankingu „Rzeczpospolitej”. Z pozycji 28 za rok 2007 na miejsce 42 za rok 2008 spadł Tarnów w tegorocznym rankingu samorządów – miast na prawach powiatu. Tym samym nasze miasto znalazło się w ostatniej dziesiątce. Tuż za nami znalazły się np. Suwałki, na ostatniej 50-tej pozycji jest Nowy Sącz, natomiast wyprzedzają nas m.in. Kielce (poz. 34), Tarnobrzeg (36) czy Rzeszów (24).
Stawkę (cytujemy za portalem inTARnet.pl) otwiera Poznań, który otrzymał łącznie 72,7 punktów w ocenie jakości gminy. Tarnów uzyskał 47 punktów, Nowy Sącz 39.. W ocenie tej za sytuację finansową otrzymaliśmy 31,16 pkt. (Poznań 35,03, Nowy Sącz 22), zaś za zarządzanie – 15,87 (Poznań 37,63, Nowy Sącz 16,98).
Dochody własne na osobę wyniosły 3.465 zł (tu najwyżej uplasował się Sopot – 7.173 zł, w Nowym Sączu było to odpowiednio 3.730 zł, niektóre miasta ledwie przekroczyły pułap 3 tys zł, zaś wysokie notowania miały Żory i Świnoujście). Wydatki własne na osobę wyniosły w Tarnowie 3.509 zł (3.712, a więc znów więcej było w Nowym Sączu, rekord padł w Świnoujściu – 5.131 zł).
Pozyskane środki unijne na osobę: Tarnów – 16,7 zł, Nowy Sącz – 14,9 zł; liderem listy był Sopot – aż 637 zł na osobę, trzycyfrowy poziom osiągnęło bardzo wiele miast, jak liczące 62 tys. mieszkańców Żory – 563,9 zł.
Kolejna pozycja: zobowiązania do dochodów (w procentach) – Tarnów: 36,3 procenta, Nowy Sącz 18,6; najmniejszy poziom osiągnął Sopot – 2,8 procent, najwyższy – Kraków – 54,9 procent.
Udział wydatków na organizacje pozarządowe: Tarnów – 0,4, Nowy Sącz – 0,5, największy wskaźnik ten był w Gorzowie Wielkopolskim – 2,76 procenta, najmniejszy w Lesznie – 0,1 procent. Kraków – 0,38. W większości miast było to więcej niż 1 procent.
Nakłady na gospodarkę mieszkaniową na osobę: Tarnów – 55 zł, Nowy Sącz – 134 zł; najmniej, bo 20 zł było w Tarnobrzegu, najwięcej bo 843 zł w Katowicach.
Wydatki na promocję w wydatkach ogółem: Tarnów – 0,42 procent, Nowy Sącz 0,10; najmniej, bo 0,06 procenta wydawał Toruń, najwięcej bo 2,39 Sopot, 1 lub więcej niż 1 procent przeznaczały także: Gdynia, Jelenia Góra, Gorzów Wielkopolski, Płock i Wrocław.
Nowe podmioty gospodarcze (liczone na 1000 mieszkańców): Tarnów – 7,89, Nowy Sącz – 11,16; najwięcej było w Sopocie (14,69). Na 50 miast na prawach powiatu, gorzej od Tarnowa wypadło 11 miast – Łomża (najsłabiej, bo 3,79), Włocławek, Chorzów, Ruda Śląska, Zabrze, Biała Podlaska, Tarnobrzeg, Tychy, Gliwice, Rybnik, Żory. Znacznie lepiej od Tarnowa wypadały pod tym względem ośrodki porównywalne wielkością, natomiast wśród miast mniejszych od Tarnowa lepsza była m.in. 66-tysięczna Zamość na Lubelszczyźnie, 77-tysięczne Siedlce, 41-tys. Świnoujście, 64-tys. Leszno (11,99), 47-tys. Krosno, 39-tys. Sopot, 86-tys. Jelenia Góra, 99-tys. Płock, 97-tys. Słupsk, 63-tys. Suwałki, 80-tys. Konin, 68-tys Chełm i 84-tys Nowy Sącz.

Pegaz ani nie płacze ani się nie śmieje, tylko czeka na to, co na takie dictum miłościwie nam panujący prezydent Ryszard Ścigała i jego „marka miasta”. A czasu do kolejnych wyborów pozostało już nie wiele, a i miarka dawno się już przebrała…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



18:53, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 sierpnia 2009

Tym razem zaczniemy urodzinowo, jako że we czwartek 30 lipca obchodził swoje 35. urodziny najznamienitszy współczesny tarnowski pisarz Jacek Dukaj. Autor znany i doceniany w szerokim świecie (laureat m.in. Nagrody Kościelskich oraz Europejskiej Nagrody Literackiej), a dziwnie nieobecny w naszym lokalnym życiu kulturalnym. Ale podobnie jest z drugim naszym „eksportowym”, światowej sławy artystą, malarzem Wilhelmem Sasnalem, co by potwierdzało starą maksymę, iż cudze chwalicie, swego nie znacie. Być może któryś z uczestników Letniej Autorskiej Pracowni Plastycznej prowadzonej w Tarnowskim Centrum Kultury przez znane tarnowskie małżeństwo artystów – plastyków Elżbiety i Witolda Pazerów, a której podsumowujący kolejny rok pracy wernisaż odbył się onegdaj na Rynku, pójdzie w jego ślady. Podobnie, jak biorący udział w Miejskim Plenerze artyści, którzy na zaproszenie cenionej tarnowskiej artystki Krystyny Baniowskiej – Stąsiek zjechali ośmioosobowa grupą z różnych stron Polski. Zakwaterowani w Szkole Szczepanika mieszczące się przy ulicy Brodzińskiego przez dwa tygodnie malowali Tarnów, a to co „zmalowali” pokazali na wystawie w auli szkoły. Swoje umiejętności doskonalili także, aczkolwiek w innej artystycznej materii, młodzi muzycy podczas specjalnych warsztatach gitarowych „Mistrz i uczeń” zorganizowanych we dworze w Janowicach, które dzięki gospodarującemu tam byłemu prezydentowi Tarnowa Mieczysławowi Bieniowi wyrastają na prężny ośrodek kulturalny. Dziwi tylko, że efekt swoich muzycznych poszukiwań zaprezentowali przyszli mistrzowie gitary na galowym koncercie zorganizowanym w piątek 31 lipca lub w niedzielę 2 sierpnia (jak niepoważnie informowała Gazeta Krakowska) na… zamku w Dębnie. Jak było naprawdę wiedzą ci, co zaryzykowali. Powody tej logistycznej łamigłówki (chodzi o miejsce a nie czas) znane są zapewne dyrektorowi Muzeum Okręgowego zawiadującego kasztelem w Dębnie, który w letnich okolicznościach przyrody przygotował u siebie w Rynku ciekawą ekspozycję poświęconą Józefowi Bemowi, mającą ostatecznie rozwiać pojawiające się tu i ówdzie wątpliwości, co do autentyczności złożonych w tarnowskim mauzoleum w Parku Strzeleckim doczesnych szczątków generała. A propos Ojczulka Bema, jak go nazwali Węgrzy, to właśnie fragmenty „Panoramy Siedmiogrodzkiej”, przedstawiającej zwycięską bitwę o Sybin, jaką stoczyli Węgrzy pod dowództwem polskiego gen. Józefa Bema uświetniają właśnie obchody 160 rocznicy Wiosny Ludów na Węgrzech, uroczyście obchodzone w obu naszych krajach. Ale powróćmy jeszcze na chwilę w muzealne plenery, tym razem do Dołęgi, gdzie w tamtejszym dworze odbył się kolejny, już 51. koncert muzyki klasycznej. Tym razem zgromadzeni melomani mieli okazję wysłuchać muzyki w wykonaniu kameralnego zespołu gitar klasycznych Cracow Guitar Quartet. Warto dodać, że zespół ten uczestniczył na początku lipca br. w Międzynarodowym Festiwalu Muzyki Gitarowej w Ile de Ré we Francji zajmując na tym Festiwalu zaszczytne I miejsce. Aby pozostać w temacie odnotujmy jeszcze, iż na Zamku w Dębnie, mimo wyjątkowo złej pogody jak na środek wakacji, odbyła się w niedzielę 26 lipca rodzinna impreza „Pierścień św. Kingi”. Przybyły na nią setki chętnych do uczestnictwa w zabawach historycznych, grach terenowych i poznawania tajemnic przeszłości. Trwa tam także cykl koncertów w ramach „Chopinowskiej Muzyki Lata” – impreza organizowana przez Pałac Młodzieży we współpracy z Muzeum Okręgowym. Przez dwa kolejne Pegazy informowaliśmy o zagranicznych sukcesach znanych tarnowskich chórów katedralnych „Puellae Cantores” i „Puellae Orantes”. Jak się okazuje dobra passa obu zespołów śpiewaczych trwa nadal. Oto pod koniec sierpnia ukaże się kolejna (szósta) płyta Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes”, zatytułowana „Klasycy Wiedeńscy”. Płyta będzie wyjątkowa nie tylko z uwagi na jej liryczny, ciepły nastrój. Znajdą się na niej najpiękniejsze utwory Wolfganga Amadeusa Mozarta, Josepha Haydna i Michaela Haydna. Zapowiadany album „Klasycy Wiedeńscy” będzie unikatowy, gdyż na świecie nie ma jeszcze nagrania utworów tych kompozytorów w wykonaniu chóru jednorodnego.


Nasz Drogi Jubilat Jacek Dukaj, znany polski pisarz, autor fantastyki urodził się 30 lipca 1974 r. w Tarnowie. Pisuje głównie literaturę science fiction, choć niektóre z jego utworów zaliczyć można również do fantasy.
Ukończył III Liceum Ogólnokształcące w Tarnowie. Studiował filozofię na Uniwersytecie Jagiellońskim. Debiutował opowiadaniem Złota galera, opublikowanym w lutym 1990 w miesięczniku "Fantastyka", napisanym gdy miał 14 lat. Kolejne jego opowiadania ukazywały się drukiem w magazynie literackim "Fenix" oraz "Nowa Fantastyka". W 1997 r. wyszedł debiut książkowy Dukaja, powieść Xavras Wyżryn.
Opowiadania i książki Dukaja przetłumaczone zostały do tej pory na języki: angielski, niemiecki, rosyjski, czeski i węgierski. 6 grudnia 2007 ukazała się kolejna powieść Jacka Dukaja – epickie dzieło pod tytułem „Lód”, Książka Roku 2007 w plebiscycie Wirtualnej Polski, książka jesieni 2007 w PPNW, nominowana do Angelusa, Nagrody im. Józefa Mackiewicza i Nagrody Literackiej NIKE 2008.
Dwunastokrotnie nominowany do nagrody im. Janusza A. Zajdla. Został laureatem Zajdla za rok 2000 za opowiadanie „Katedra”, za rok 2001 za powieść „Czarne oceany”, za rok 2003 za powieść „Inne pieśni”, za rok 2004 za powieść „Perfekcyjna niedoskonałość” oraz za rok 2007 za powieść „Lód”. Film animowany Tomasza Bagińskiego Katedra na podstawie opowiadania Dukaja został w 2003 roku nominowany do Oscara. W przygotowaniu jest film Bagińskiego na podstawie kolejnego opowiadania Dukaja – „Ruch generała”. Oprócz pierwszego wydania Xavrasa Wyżryna, okładki wszystkich książek Dukaja są autorstwa Bagińskiego. Dukaj trzykrotnie otrzymał nominację do Paszportu Polityki.
W lipcu 2008 Jacek Dukaj otrzymał nagrodę SFINKS w kategorii „Twórca Roku" oraz Śląkfę za najlepszą polską powieść – „Lód”. 27 września 2008 jury Fundacji im. Kościelskich ogłosiło, że Jacek Dukaj otrzymał za Lód Nagrodę Kościelskich. W 2009 roku Jacek Dukaj został pierwszym polskim zwycięzcą Europejskiej Nagrody Literackiej.

Może równą sławę i maestrię, co Jacek Dukaj zdobędą młodzi adepci sztuk plastycznych, którzy w niebanalny, aktywny i kreatywny sposób postanowili spędzić pierwszy miesiąc wakacji na tarnowskim bruku. Od 14 lipca codziennie, raz w pracowni TCK, na Starówce i w Parku Sanguszków, raz w plenerze, to przy sztalugach z pędzlem w dłoni, a to znowu za obiektywem aparatu odbywały się zajęcia plastyczne, które prowadzili Elżbieta i Witold Pazerowie. Zainteresowanie było dość duże, jednak tylko kilkanaście dzieci mogło wziąć udział w Letniej Autorskiej Pracowni Plastycznej. Efekty ich pracy oraz sam akt twórczy można było zobaczyć w ostatni dzień zajęć, w ubiegły piątej 24 lipca kiedy między godziną 10.00, a 13.00 kiedy to ich uczestnicy rozłożyli sztalugi i zaaranżowali małą wystawę swoich prac na płycie Rynku. – Poza zajęciami plastycznymi były też zajęcia z fotografii. Podczas krótkich wykładów mówiliśmy o podstawach fotografowania, o tym, jak zbudowany jest aparat, jaka jest rola światła i długości naświetlania, jak poprawnie kadrować. Teorię sprawdzaliśmy w praktyce. Uczestnicy zajęć wykonywali zdjęcia portretowe, fotografowali martwą naturę – podsumował Letnią Autorską Pracownię Plastyczną jej twórca, ceniony tarnowski malarz Witold Pazera.

Także w lipcu, tyle że w jego drugiej połowie odbywały się w janowickim pałacu warsztaty muzyczne zatytułowane „Mistrz i uczeń”. Głównym ich celem jest rozwijanie umiejętności gry na instrumencie, pogłębianie wrażliwości i wiedzy muzycznej. O d niedzieli do piątku młodzi gitarzyści pod okiem wytrawnych maestro – wykładowców Akademii Muzycznych w Krakowie, Wrocławiu i Warszawie: Łukasza Kuropaczewskiego, Michała Nagy, Anny Pietrzak, Ryszarda Bałałuszko i Piotra Zaleskiego doskonalili swoje umiejętności. Solo i zespołach kameralnych – duetach i triach. Grano muzykę od średniowiecza poprzez renesans, aż do współczesności. W bogatym programie znalazł się nawet kurs tańców dworskich. – Jestem tu już po raz drugi z rzędu i chciałbym przyjechać także za rok – mówił Krzysztof Warzecha, jeden z 40 uczestników warsztatów i dodaje – Zebrano tu najlepszą kadrę, o jakiej moglibyśmy pomarzyć. Zainteresowanie warsztatami było tak duże, iż niektórzy uczestnicy, aby zapewnić sobie w nich udział wysyłali swoje zgłoszenia jeszcze w… lutym. Z pewnością tej muzycznej edukacji sprzyjają urokliwe plenery janowickiego kompleksu pałacowego i iście staropolska gościnność jego gospodarzy. Brawo Panie Mieczysławie. Tak trzymać!

Aliści powróćmy z tej wieńczącej lipiec ekskursji i zajrzyjmy raz jeszcze do cytowanego po wielokroć w tym felietonie Muzeum Okręgowego. Tym którzy pozostali w Tarnowie polecamy interesującą ekspozycję zorganizowaną z okazji ogłoszonego w 2009 roku Tarnowie „Roku Generała Józefa Bema”. Wystawa nawiązuje do głośnych w ostatnim dziesięcioleciu kontrowersjach dotyczących identyfikacji sprowadzanych szczątków sławnych Polaków z zagranicy. Wśród badaczy i publicystów pojawiły się również w ostatnim czasie hipotezy jakoby w mauzoleum tarnowskim pochowana była inna osoba, niż gen. Józef Bem. Wystawa, którą przygotowało tarnowskie Muzeum Okręgowe rozwiewa te wątpliwości. „Po raz pierwszy bowiem publicznie pokazano dowody – cytujemy za portalem inTARnet.pl - pozwalające wyrobić sobie zdanie na ten temat. Przede wszystkim udostępniono szczątki kostne generała pozyskane już w Tarnowie przed pochówkiem. Kość śródręcza oraz ząb stanowią niespotykany, sensacyjny eksponat, który naprawdę warto zobaczyć. Tradycja ustna, jaką przekazano przy tej okazji brzmi jak sensacyjne opowiadanie. Trumna ze szczątkami generała przybyła na tarnowski dworzec kolejowy rankiem 30 czerwca 1929 r. Kondukt żałobny przeszedł do Ogrodu Strzeleckiego i tam trumnę złożono na stopniach Mauzoleum. Po przemówieniach, składaniu wieńców i salwach artyleryjskich goście rozeszli się, a trumnę odwiedzali jeszcze popołudniem harcerze. Co zdarzyło się później?
Oficjalny program mówi o złożeniu szczątków generała w krypcie Mauzoleum, posadowionej na kolumnach, 12 metrów na ziemią. Tymczasem w niedzielę, 30 czerwca, nic takiego nie miało miejsca. Wyniesienie trumny na tę wysokość wymagało użycia konstrukcji, którą postawiono prawdopodobnie dopiero następnego dnia. Gdzie trumna znajdowała się przez noc? Otóż nieliczni tarnowianie przed wojną wiedzieli, że trumnę wniesiono na noc do pałacyku Towarzystwa Strzeleckiego, gdzie ściśle dobrane grono zacnych mieszczan dokonało otwarcia trumny i ponownego zbadania szczątków gen. Józefa Bema. Materialne tego dowody, to fotografie czaszki i kości, wykonane przez zakład fotograficzny „Mroczkowski” i … owe szczątki kostne, które po latach trafiły do zbiorów muzealnych. Właśnie te dowody z owej „tajnej identyfikacji” Generała, znalazły się na centralnym miejscu tegorocznej wystawy. Dodatkowo pokazane zostały zdjęcia z oględzin czaszki i szkieletu wydobytego na syryjskim cmentarzu. Fotografie oraz dokumenty Ostatecznie rozwiewają one nieprawdopodobne, bajkowe opowieści o tym, że Mauzoleum zawiera szczątki innej osoby, a nie wielkiego generała.”


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



14:40, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: