RSS
sobota, 30 sierpnia 2008

No i mleko się rozlało. Wychodzi na to, iż to jaśnie państwo Sanguszkowie sami  sobie sprzedali naszą Górę św. Marcina wraz z resztkami swojej świetności i honoru... . I jeszcze chcą na tym nieźle zarobić. Widać u nich nadal obowiązuje szaraczkowe zawołanie, iż szlachcic na zagrodzie równy wojewodzie, chociaż teraz to się nazywa demokracja. Przy okazji pojawił się nowy wątek w sprawie pożaru, jaki w ubiegłym roku wybuchł w tarnowskim magistracie, w trakcie którego nieomal nie spłonął jeden z dokumentów dotyczących spornej góry. Na szczęście od wieków muzyka łagodzi obyczaje, i coraz częściej wychodzi  z salonów na… tarasy. Tak dzieje się m.in. w Mościckim Centrum Kultury, gdzie przez całe wakacje Muzyczne Tarasy robiły prawdziwą furorę, zaś jesienią rozszerzą swoją ofertę i zamienią się na Małopolskie Tarasy Sztuki. A póki co, mogliśmy zanurzyć się w klimatycznej muzyce Seweryna Krajewskiego, ikony polskiej muzyki rozrywkowej wszechczasów. Aliści, jak się okazuje muzyka nie wycisza wszystkich złych emocji, być może zależy to od jej gatunku i ciężaru oraz rodzaju i wieku odbiorcy. Nie wdając się szczegółowiej w te pedagogiczno – artystyczne dywagacje odnotujmy jeno fakt bezprzykładnego ataku grafficiarsko – hip hopowego na ledwie ukończony ale jeszcze nie odsłonięty pomnik Andrzeja Małkowskiego, usytuowanego u zbiegu ulic Krakowskiej i Bema, tuż pod nosem komendy policji! Może w ramach resocjalizacji sprawców należałoby skierować ich do Piaskownicy na placu zabaw w Parku Strzeleckim, gdzie tarnowscy aktorzy już kolejny raz realizują ciekawy projekt teatralno – edukacyjny. Albo wzorem prezydenta Ścigały mogliby udać się na pielgrzymkę… . Na zakończenie wiadomość z ostatniej chwili – nowy dyrektor tarnowskiego teatru zatrudnił zamiast jednego zastępcy, dwóch pełnoprawnych pełnomocników


W świetle najnowszych ustaleń naszych rodzimych dziennikarzy śledczych dotyczących prawno – finansowo – historycznych zawirowań wokół Góry św. Marcina powoli wychodzi przysłowiowe szydło z worka. Ponieważ o całej tej skandalicznej i mocno kompromitującej sprawie pisaliśmy onegdaj szczegółowo, i to kilkakrotnie, więc teraz odnotujmy jeno jej kolejną odsłonę. Otóż okazuje się, że spółkę, która w kwietniu kupiła za jedyne 200 tysięcy złotych naszą krowę, pardon górę, założyli sami Sanguszkowie. Ponoć aby zapobiec przejęciu jej przez władze miasta i wpisaniu 5. hektarowej działki do ksiąg wieczystych. Przypomnijmy, iż prawnicy rodziny Sanguszków odrzucają wszelkie roszczenia miasta do rzeczonej góry, uważając je za bezzasadne, bo nie poparte żadnymi dokumentami, a jedynie „wieścią gminną”, która niesie, jakoby książę Roman Sanguszko podarował przed wojną zamkowe ruiny wraz z działką ówczesnym władzom miasta. Ale, jak się okazuje jeszcze nie wszystko stracone, bowiem miasto może Gorę św. Marcina wraz z ruinami zamku odkupić, tyle że za kwotę znacznie wyższą, niż owe śmieszne 200 tysięcy złociszy. Jak ustaliła reporterka RDN Małopolska chodzi o kwotę miliona złotych, i co ciekawe ponoć takową  propozycję tarnowski samorząd otrzymał już w 2006 roku ! Obecnie Rodzina Sanguszków jest w stanie bezpłatnie przekazać 2/3 terenu, którego jest właścicielem, ale za 1/3 miasto musi zapłacić. Cała sporna działka mająca ponad 5 hektarów zdaniem przedstawiciela rodziny warta jest ok. 3 milionów złotych. Podczas piątkowej konferencji prasowej prezydent Ryszard Ścigała pytany przez dziennikarzy czy w dotychczasowych kontaktach pojawiła się kwestia oferta sprzedaży odpowiedział, że bezpośrednio nie. Aliści zapowiedział, że wkrótce ma dojść do spotkania prezydenta z przedstawicielami rodziny Sanguszków, aby rozmawiać o propozycji przejęcia wzgórza. No cóż, śledząc dotychczasową „zamkową ofensywę”, jej tempo, indolencję i grzechy zaniechania kolejnych ekip rządzących miastem, może warto by rozważyć ogłoszenie pospolitego ruszenia i zorganizować obywatelską zbiórkę na rzecz wykupienia od Honorowego Obywatela Tarnowa naszej Góry i ostatecznie sprawę rozstrzygnąć. A wyrównanie rachunków pozostawić wyborcom… .

W tak zwanym międzyczasie można było się nieco rozerwać zanurzając się w klimatycznej muzyce Seweryna Krajewskiego, legendarnego kompozytora i wokalisty „Czerwonych Gitar”. Ta ponadczasowa muzyka inspiruje kolejne już pokolenie artystów. Tym razem na scenie Mościckiego Centrum Kultury wielkie przeboje Seweryna Krajowskiego zaprezentował w aranżacji smooth jazzowej Kwartet Piotra Rodowicza, jednego z czołowych polskich kontrabasistów jazzowych. Zespól w składzie: Piotr Rodowicz – kontrabas, Tomasz Filipczak – fortepian, Roman Ślefarski – perkusja i Jacek Kotlarski – vocal, artysta Teatru Muzycznego Roma w Warszawie – wykonał, m.in. „Strofki na gitarę”, „Przemija uroda w nas”, „Nie spoczniemy”, „Uciekaj moje serce” . Melodyjne, proste, urzekająco piękne piosenki lidera Czerwonych Gitar w nowych, odkrywczych aranżach przypomniały nam naszą młodość – ten szczęsny czas. Był to znakomity wieczór zarówno dla miłośników jazzu jak i wielbicieli twórczości Seweryna Krajewskiego. „Grając z zespołem utwory Seweryna Krajewskiego na koncertach w Polsce i w innych krajach między innymi w Stanach Zjednoczonych, przekonałem się o ogromnym potencjale muzycznym i wspaniałym odbiorze jego piosenek, wykonywanych w jazzowym opracowaniu. Wydobywa ono piękno tych melodii i podkreśla ich ponadczasowy urok" - mówi Piotr Rodowicz, pomysłodawca projektu.

A tak o tym koncercie napisała tegoroczna maturzystka Asia Kuta, nasza nowo pozyskana współpracowniczka: W dniu 22.08 (piętek) mieliśmy okazję usłyszeć  na żywo muzykę Seweryna Krajewskiego w Mościckim Centrum Kultury.  W owy piątkowy wieczór  o 19 zagrał nam świetny koncert Quartet Piotra Rodowicza, jeden z najlepszych polskich kontrabasistów. Przybyło sporo słuchaczy, wśród nich można było spotkać bardzo młodych ludzi, ale większość stanowiły osoby dorosłe,  a wszyscy okazali się miłośnikami jazzu. Zespół promował swoją nową płytę : „Seweryn Krajewski Smooth Jazz”. Jako pierwszą usłyszeliśmy piosenkę Seweryna Krajewskiego z filmu „Uprowadzenie Agaty” pt. „Wielka miłość” w wersji instrumentalnej. Słuchając tej pięknej muzyki można było zamknąć oczy i oderwać się od dominującej wszech i wobec muzyki pop. Następnie pojawił się na scenie wokalista Jacek Kotlarski –artysta Teatru Muzycznego Roma w Warszawie. Pierwsza piosenka  jaką zaśpiewał to „ Kiedy mnie już nie będzie” ze słowami Agnieszki Osieckiej. Tak doskonale znana piosenka brzmiała zupełnie inaczej w aranżacji jazzowej. Mieliśmy okazje usłyszeć, również w wersji jazzowej piękną „Kołysanka dla okruszka”.
Pan Jacek zaśpiewał nam jeszcze 4 piosenki, aczkolwiek były one autorstwa Czesława Niemena i Andrzeja Zauchy, m.in. „Pod papugami” i „Siódmy rok”.  Usłyszeliśmy także wspaniałe kawałki solowe każdego z członków zespołu. Fortepian, kontrabas i perkusja brzmiały wyśmienicie, szczególnie w kompozycjach z piosenkami Krajewskiego.
Szkoda jedynie, że koncert trwał tak krótko. Już po godzinie artyści podziękowali publiczności zgromadzonej w Mościckim Centrum Kultury. Miłośnicy jazzu tak długo domagali się bisu klaszcząc, aż muzycy zgodzili się zagrać tym razem w wersji instrumentalno-wokalnej, pierwszą tego wieczoru piosenkę, mianowicie „Wielka miłość”, którą wszyscy przybyli na koncert odśpiewali wspólnie. Atmosfera była bardzo miła, a muzyka fantastyczna. Pozostaje czekać tylko na następny podobny koncert. Więcej jazzu!

Albo czadu. Okazuje się, iż nasi rodzimi wandale podobnie, jak ich koledzy z wielkich miast za nic sobie mają miejsca publiczne i  to, że są one monitorowane przez odpowiednie służby. Tym razem dali popalić nowemu, jeszcze nie odsłoniętemu pomnikowi twórcy harcerstwa i idolowi ich rówieśników z przedwojnia Andrzejowi Małkowskiemu. Jak doniosły lokalne media, a społeczeństwo mogło sobie obejrzeć nowe dzieło dłuta znanego tarnowskiego pomnikotwórcy i performensa Michała Poręby zanim oficjalnie zaistniało już zostało uszkodzone. Bezczelni profani nie dość, że pomalowali rzeźbę farbą, to jeszcze jeden z nich zostawił na niej swój podpis. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, że Skwer imienia A. Małkowskiego na którym stanął pomnik został urządzony przy ul. Krakowskiej w centrum miasta, tuż obok komisariatu policji przy ulicy Bandrowskiego. Tarnowscy harcerze nie kryją oburzenia z powodu uszkodzenia pomnika twórcy polskiego skautingu. Podharcmistrz Maksym Pękosz, komendant Hufca Tarnów z ubolewaniem mówi o akcie wandalizmu. Odsłonięcie pomnika zaplanowane jest na 19 września. Wtedy to  w Tarnowie ma się odbyć zlot Krakowskiej Chorągwi ZHP. Do tego też czasu szpecący pomnik i kompromitujący miasto napis ma zostać usunięty. W uroczystości wezmą udział reprezentanci Związku Harcerstwa Polskiego oraz skauci z kraju i z zagranicy. Honorowym gośćmi mają być: wnuczka Andrzeja Małkowskiego, oraz Marszałek Senatu. Przy okazji warto podkreślić, iż rok 2008 został ogłoszony Rokiem Olgi i Andrzeja Małkowskich. A my z Pegazem przemierzając kłusem bądź galopem kulturalne szlaki naszego powiatowego miasteczka nieraz spotykaliśmy dubeltowy patrol miejskich strażników, jak na nowych wypasionych motocyklach popisywał się na różnych oficjalnych uroczystościach, uświetniając i dodając blasku prezydenckiej obecności. Szkoda, że na co dzień nie zapuszcza się w okolice np. DH „Świt” i inne nieco odleglejsze miejsca. Może wtedy domorośli „artyści – sadyści” czuliby się mniej pewnie.

Może do ich resocjalizacji przyczyni się przykład miłościwie nam panującego prezydenta, który nie tylko urzęduje ale i pielgrzymuje. Otóż Ryszarda Ś. zatroskany losem wielotysięcznej rzeszy tarnowskich pielgrzymów udał się do nich z posługą… gastronomiczną. Spotkał się z nimi w Charsznicy i  oprócz pozdrowień od mieszkańców Tarnowa, przywiózł rodakom wyborcze (?) drożdżówki i napoje. Szkoda, że ograniczył się tylko do tego bowiem dopełnieniem tej PR wizyty winna być jeszcze stosowna…homilia.

U schyłku kończących się wakacji zajrzeliśmy do reprezentacyjnego Ogrodu Strzeleckiego, gdzie już po raz drugi działa Teatralna „Piaskownica”, udany projekt Tarnowskiego Teatru przygotowany dla dzieci. Sześć edycji imprezy rozpoczęło się 22 sierpnia przed południem.
Następne spotkania odbywały się w kolejne dni – do 27 sierpnia. Dzieci uczestniczące w projekcie mogły nie tylko wysłuchać wierszy Jana Brzechwy w wykonaniu tarnowskich aktorów (Anna Nowicka, Ewa Romaniak, Piotr Jędrzejek, Przemysław Sejmicki, Mariusz Szaforz i Robert Żurek), ale także wziąć udział w konkursie plastycznym „Malujemy świat Brzechwy” – pod okiem teatralnych plastyków. W ostatnim dniu o godz. 11, w parku zaprezentowany został spektakl „Towarzystwo Pana Brzechwy” w wykonaniu aktorów Tarnowskiego Teatru. Po przedstawieniu najlepsi uczestnicy konkursu plastycznego odebrali nagrody i upominki. Z prawdziwą przyjemnością obserwowaliśmy, jak nie tylko nasi milusińscy i ich opiekunowie ale także przypadkowi przechodnie dali się porwać pięknej, pomad czasowej poezji mistrza Brzechwy wsłuchując się w „Kaczkę – Dziwaczkę”, „Suma”, „Żurawia i Czaplę” czy „Entliczka – Pentliczka”.

Tę magiczną podróż w krainę dzieciństwa zakończyliśmy w równie tajemniczym miejscu, a mianowicie w teatrze, gdzie od niedawna rządzi nowy dyrektor Edward Żentara. I jak się dowiedzieliśmy zaczął dość niekonwencjonalnie zatrudniając na miejsce zajmowane dotąd przez Grażynę Nowak aż dwóch swoich zastępców. Ale nie to nas najbardziej zdziwiło i zaskoczyło, a marketingowy kamuflaż zastosowany przy tej okazji. Otóż obaj nowi pomocnicy dyrektora Żentary nazywać się będą oficjalnie: pełnoprawni pełnomocnicy!
Jak ostatnio doniosło RDN Małopolska będą nimi Grzegorz Janiszewski i Rafał Balawejder. Nominacje te, jak i językowa hucpa zastosowana na ich określenie są tak zaskakujące, by nie rzec szokujące, iż wymagają chwili medytacyjnej refleksji, toteż skomentujemy je za tydzień.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



18:46, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2008

Mnie ręce a mojemu parzystokopytnemu przewodnikowi uszy opadły na numer, jaki wykręcił nam jaśnie oświecony książę Paweł Sanguszko sprzedając jeszcze w kwietniu swoją ale i naszą Górę św. Marcina wraz z zamkowymi ruinami. I to komu! Nikomu nieznanej krakowskiej spółce „Castle Investment” powstałej dzień wcześniej… Za obszar o powierzchni 5,3 hektara zainkasował „nasz” książę 200 tysięcy! A było już tak pięknie – szlachetnie urodzony i od lat osiadły w Brazylii Książę Pan został przed laty Obywatelem Miasta Tarnowa, zaś w czerwcu tego roku otrzymał z rąk prezydenta Ryszarda Ś. dowód osobisty. Ale jak widać życie przerosło kabaret i oto rzeczony młodzian odpłacił miastu swoich przodków pięknym za nadobne, o czym szczegółowo piszemy w artykule obok. Zaś tuż po „Hańbie tarnowskiej”, bo takim tytułem go opatrzyliśmy, drukujemy list wystosowany przez zdesperowanych artystów z Teatru Nie Teraz, których magistrat właśnie eksmituje z ich dotychczasowej siedziby. To tylko dwa najnowsze grzechy zaniechania popełnione przez naszego prezydenta i jego polityczno – biznesowy dwór. Ciekawe, kto mu owe grzechy odpuści, bo chyba nie wyborcy, a jak wieść gminna niesie nasz biskup ordynariusz zapadł był na zdrowiu, co uniemożliwiło mu, chyba po raz pierwszy „odprawić” na pątniczy szlak kolejną XXVI Pieszą Pielgrzymkę Tarnowską na Jasną Górę. Ci, co pozostali mogą np. przysiąść na „ławce poetów”, która ostatnio znalazła się na Małopolskim Szlaku Literackim i podumać nad konkretyzująca się ideą Encyklopedii Tarnowa lub poczekać na nową płytę zespołu Ziyo… .


No cóż, obywatel w randze księcia sprzedał nie do końca swoje Niderlandy, co niestety mógł zrobić w świetle obowiązującego na nas w Polsze prawa, w dodatku wyprowadzając w pole naszych magistrackich magików od wszystkiego. Ale rzeczony magistrat nie miał absolutnie prawa wyrzucać na bruk zasłużonego dla tarnowskiej kultury i jedynego z prawdziwego zdarzenia działającego u nas nieprzerwanie od blisko 30 alternatywnego Teatru Nie Teraz im. Antoniego Żaka, pardon, założyciela i dyrektora. Widać w gmaszysku przy ulicy Mickiewicza uznano, że jak nie teraz to kiedy? I postanowiono wzorem księcia sprzedać budynek dawnego internatu, a później akademika w Mościcach przy ulicy Czerwonych Klonów nie proponując jego teatralnym lokatorom nic w zamian. To i tak dobrze, że nie sprzedano go wraz z nimi a łaskawie uprzedzono jedynych lokatorów o wygaśnięciu umowy najmu. Pomijając fakt dżentelmeńskiej umowy dyr. A. Żaka z poprzednim prezydentem miasta M. Bieniem sprowadzającej się do tego, iż w razie zmian właścicielskich budynku w którym tymczasowo od kilka lat funkcjonował TNT, zostanie mu zaproponowana inna siedziba, a która winna być honorowana przez obecnego włodarza miasta, to obecne działania magistratu wobec tej amatorskiej trupy są nie do zaakceptowania w cywilizowanym świecie. Ale, jak widać nie wszyscy honorują prymat ducha nad materią. Abstrahując od dywagacji na temat poziomu artystycznego i siły rażenia tego liczącego zaledwie kilku członków  zespołu, a przez który przewinęło się w historii grupy ponad dwieście, mającego tyleż wrogów co i przyjaciół  zdecydowanie protestujemy przeciwko takiej hucbie. A może pomogą teatrowi jego para religijne konotacje (Bractwo Piusa X zwane Lefebrystami), lub ostatni pomysł zrealizowania u bram kirchołu pomnika tarnowskich Żydów… .

A oto laurka, jaką wystawił TNT Łukasz Winczura na łamach Gazety Krakowskiej: 5000 widzów na przestrzeni ostatnich kilku lat. Premiery, zaproszenia ze spektaklami w kraj, Europę i świat. Wielu znaczących wychowanków (…)mających wpływ na Zycie społeczne i kulturalne dzisiejszego Tarnowa i nie tylko: Jacek Głomb, Piotr Filip, Światosław Karwat, Paweł Sroka, Marek Zięba, Katarzyna Adamczyk. A w zanadrzu jubileusz 30-lecia działalności. Są dumni z tego, co robią. I jednocześnie smutni, może nawet rozżaleni. (…)
Teatr Nie Teraz i zespół Ziyo to dwie rodzime marki Tarnowa na polskiej mapie kulturalnej. (…) Wszystko zaczęło się jesienią 1980 roku, kiedy grupa pasjonatów postanowiła swoje artystyczne projekcje zamknąć w formie zinstytucjonalizowanej. „Warsztatowej”, która ma na swoim koncie szereg ciekawych spektakli i przedsięwzięć już nie ma… (…) Tylko TNT się utrzymał, tułając się po różnych dziwnych miejscach. Kilka lat temu trafił do budynku byłego internatu przy ulicy Czerwonych Klonów. Budynek w kiepskim stanie, z zewnątrz nie mający nic wspólnego z teatrem. Przekonał się o tym najlepiej były marszałek Sejmu Marek Borowski, który przez dobre kilkanaście minut krążył wokół mnąc zaproszenie na którąś z kolejnych premier (…)
.

Szkoda, że znów  ta obecnie bardzo profesjonalna pod względem technicznym alternatywna scena Tarnowa (to efekt sześciu lat mozolnego budowania materialnej substancji teatru)  musi szukać dla siebie kolejnej siedziby. Szkoda, że jak wieść gminna niesie trupa Antoniego Żaka trafi prawdopodobnie do jednego z budynków Zakładów Mechanicznych przy ulicy Kochanowskiego. Czyli znów peryferie i kulturalne obrzeża. Oby tylko lokalowe a nie artystyczne…

Właściwie po tych niewątpliwych grzechach zaniechania naszych polityczno – biznesowych włodarzy powinni oni posypać głowy popiołem i wyruszyć na oczyszczającą z brudów tego świata pielgrzymkę. Okazja do tego była XXVI Piesza Pielgrzymka Tarnowska, jaka w dniach 17 – 25 sierpnia przemieszczała się do Częstochowy. Ta jedna z najliczniejszych w Polsce pielgrzymek liczyła prawie 9 tysięcy pątników podzielonych na 26 grup, oprócz tarnowskich między innymi z Nowego Sącza, Dębicy, Mielca czy Limanowej!
Tegorocznym hasłem tarnowskiej pielgrzymki było wezwanie: “Wzorem św. Pawła bądźmy uczniami Chrystusa”. Na Jasną Górę pątnicy dotarli po 9 dniach wędrówki, podczas której pokonali ponad 250 kilometrów. Tradycyjnie już w leżących na trasie pielgrzymki znanych sanktuariach  Zabawie (po raz pierwszy) i Okulicach odbyły się ceremonie ślubne. W tym roku sakramentalne tak wypowiedziało tam sześć par. Pod nieobecność chorego ordynariusza pielgrzymów odprawił w drogę biskup pomocniczy Wiesław Lechowicz, który dostał na drogę… prawdziwą owieczkę! Odbył się też pierwszy w historii tarnowskich pielgrzymek happening. Oto bowiem przedstawiciel każdej z 26 grup musiał wdrapać się na ustawioną obok katedry drabinę strażacką po specjalną pielgrzymkową flagę. Niech ta drabina uzmysławia nam, że codziennie powinniśmy wchodzić coraz wyżej na kolejne szczeble wiary - przekonywał dyrektor PPT ks. Zbigniew Szostak. 
W tym roku już po raz drugi można było śledzić wędrówkę pątników na Wirtualnej Mapie Pielgrzymek Opoki i Plusa. Uczestnicy mogli także zapisywać się na e-Liście Pielgrzymów, wysyłać tam MMSy i zdjęcia z aparatów fotograficznych. Właśnie popularność ubiegłorocznej Wirtualnej Mapy Pielgrzymek skłoniła Fundację “Opoka” do kolejnego kroku – założenia strony e-Pielgrzymka.pl. Jest to społecznościowy serwis wszystkich przemierzających  pątniczy jasnogórski szlak. Niewątpliwy hit roku ubiegłego – Wirtualna Mapa Pielgrzymki, na której w czasie rzeczywistym można obserwować marsz danej grupy pątników także i w tym roku zrobiła furorę. Mapa jest znakomitą informacją dla wszystkich, którzy chcą na trasie odwiedzić pielgrzymów, a także pomocą dla mediów, kierowców i wszelkich służb zaopatrujących pielgrzymki w żywność i napoje. Społecznościowy serwis pielgrzymkowy powstaje po to, by pątnicy mogli się poznać jeszcze przed pielgrzymką; jest też zachętą do wzięcia udziału w pielgrzymce – podkreśla Krzysztof Piądłowski, odpowiedzialny w “Opoce” za witrynę e-Pielgrzymki.pl. – Choć miałam nie pójść na pielgrzymkę w tym roku, zapisałam się, żeby sprawdzić, jak działa e-Lista. Chyba w ten sposób zadziałał Pan Bóg, bo skoro już się zapisałam w wirtualnie, to pójdę i w realu – napisała w mailu do “Opoki” osoba, która jako jedna z pierwszych wpisała się na e-Listę pątników.
Gdzie te czasy, kiedy pielgrzymowanie było prawdziwym wyzwaniem i przeżyciem religijnym, pozbawionym tego całego cywilizacyjnego balastu i medialnego zgiełku, jaki obecnie towarzyszy pielgrzymkom, bardziej przypominającym wakacyjne rajdy i zloty niż autentyczne poszukiwanie prawd ostatecznych...

Tym nielicznym, którzy zmęczeni codzienną „bieżączką” proponujemy chwilę wyciszenia na sławnej tarnowskiej „ławce poetów” zlokalizowanej na ulicy Wałowej. Ostatnio pojawiła się tam tablica informująca, że Tarnów leży na „Małopolskim Szlaku Literackim”. Umieszczono na niej informacje (po polsku i angielsku) na temat związków naszego miasta z postaciami z ławki oraz krótką biografię Romana Brandstaettera, którego pomnik stoi przy ul. Wałowej. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy, najciekawsze miejsca Małopolski, związane z twórczością literacką, wytypowało Stowarzyszenie Antropologiczne „Archipelagi Kultury” z Krakowa. Łącznie ustawiono 20 tablic. Kolejnym krokiem ma być przewodnik, zaś w dalszej perspektywie, w miejscowościach na szlaku, pojawią się ławki, na wzór tarnowskiej.
Poza Tarnowem, w naszym regionie szlak przebiega przez Sikorzyce (powiat tarnowski), gdzie urodził się poeta i pisarz Tadeusz Nowak, Królówkę, Lipnicę Murowaną i Nowy Wiśnicz – miejscowości na Bocheńszczyźnie, związane z postacią Kazimierza Brodzińskiego oraz Borzęcin, gdzie urodził się Sławomir Mrożek i skąd pochodzi poeta Józef Baran.
Tablicę przy ul. Wałowej ustawiło Tarnowskie Centrum Informacji. Projekt został dofinansowany ze środków samorządu województwa małopolskiego oraz Ministerstwa Kultury.

Może ministerialni decydenci zechcą również dofinansować niezwykle cenną inicjatywę obywatelską, jaką jest przygotowywana właśnie Encyklopedia Tarnowska. Pomysł ten ma już co najmniej kilkuletnią historię aliści dopiero teraz przybiera realny kształt. Na około 600 stronach umieszczonych zostanie około 3,5 tysiąca haseł oraz wiele map i wykresów. W Urzędzie Miasta Tarnowa powołano już specjalny zespół redakcyjny, łącznie w przygotowanie Encyklopedii Tarnowa zaangażowanych ma być około 150 osób. Całość ma ostatecznie ujrzeć światło dzienne na 680 urodziny miasta przypadające 7 marca 2010 roku.
To monumentalne dzieło ukaże się również w wersji multimedialnej płyty. Ciekawe tylko dlaczego w zespole redakcyjnym tego pionierskiego przedsięwzięcia zabrakło znanego tarnowskiego historyka i społecznika, Antoniego Sypka?

Z zapowiedzi  warto również odnotować przygotowywanie nowej płyty legendy tarnowskiego rocka – zespołu Ziyo o nieco prowokacyjnym tytule „Puzzle”. Ukaże się ona najprawdopodobniej na przełomie września i października, a promujący ją utwór „SMS 636” zdaniem recenzentów z „Dziennika” przywodzi na myśl kompozycje wczesnych Beatlesów”.
Na „Puzzle” złoży się 10 oryginalnych kompozycji tarnowskiego zespołu i cover przeboju Ultravox „Dancing With Tears In My Eyes”. Jak zapewnia lider grupy Jerzy Durał album będzie zróżnicowany, ale nie eklektyczny. O ile poprzednia płyta, "Popburger" (2005), była ukłonem w stronę elektroniki, to "Puzzle" są, zdaniem Durała, utrzymane w "oldskulowych klimatach". Pewnie wielu to zdziwi, ale to zaledwie drugi album tej kultowej tarnowskiej formacji  w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Aż się wierzyć nie chce! Jak się dowiadujemy już w przyszłym tygodniu premierowy singiel „SMS 636” pojawi się na antenach rozgłośni radiowych i, zdaniem zespołu, jest to najcieplejsza na całej płycie piosenka. Autorem okładki płyty jest znany muzyk (grał m.in. w zespole „Gardena”)i grafik Alek Januszewski. A my życzymy aby „Puzzle” stały się prawdziwym muzycznym wydarzeniem.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



12:04, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 18 sierpnia 2008

Tym razem nasz cotygodniowy przegląd lokalnych wydarzeń bądź zdarzeń kulturalnych ma wyjątkowo patriotyczno – bogoojczyźniany charakter. Ale też i okoliczności 15. sierpniowe są szczególne, bo to i kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej z 1920 roku zwanej „cudem nad Wisłą” i święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny szczególnie na polskiej wsi obchodzone jako święto Matki Boskiej Zielnej. I obydwa te święta mają również swoje głębokie tarnowskie konotacje chociażby poprzez fakt udziału w wojnie polsko - bolszewickiej stacjonującego ówcześnie w naszym mieście 16 Pułku Piechoty i 5. Pułku Strzelców Konnych oraz XIV Drużyny Strzeleckiej, a także  słynnego szeroko w Polsce jedynego w swoim rodzaju czterodniowego Odpustu Pojednania w Sanktuarium Matki Boskiej Niezawodnej Nadzieii w Jamnej koło Zakliczyna. Ten socjologiczny fenomen, będący inteligencko – plebejskim połączeniem religijnego odpustu z kulturalnym jarmarkiem od lat organizuje w ukrytym w leśnej głuszy Jamnej znanym w całym kraju Ośrodku Duszpasterskim poznańskich dominikanów charyzmatyczny duszpasterz młodzieży, twórca Lednicy, dominikanin ojciec Jan Góra. Wymownym cieniem na tych rocznicowych obchodach położyła się wiadomość o śmierci Romana Kolasińskiego – wielkiego patrioty i miłośnika Tarnowa, o którym piękne wspomnienie napisał jego przyjaciel Antoni Sypek, znany tarnowski historyk i społecznik.


Dokładnie 88 lat temu, w dniach 13 – 25 sierpniu 1920 roku, na nadwiślańskich równinach rozegrała się bitwa, która zdecydowała o losach Polski i Europy. W tym wielkim historycznym starciu nacierające na zachód siły bolszewickie (wcześniej Armia Czerwona przeszła przez Białoruś i Ukrainę wdzierając się do centralnej Polski), zostały powstrzymane przez Wojsko Polskie. Zwycięstwo Polski w tej znanej z podręczników historii jako „Bitwa Warszawska” ofensywie nie tylko uchroniło młode państwo polskie przed wcieleniem do ZSRR, lecz także całą Europę. Na Warszawę, Berlin i Paryż marsz – nawoływał latem 1920 roku swoich żołnierzy rosyjski generał Michaił Tuchaczewski. Jeszcze przez II wojną światową znany angielski polityk i historyk, lord Edgar Vincent De Abernon, uznał Bitwę Warszawską za 18. bitwę decydującą o losach świata. Kluczową rolę w tamtej batalii odegrał oskrzydlający manewr Wojska Polskiego opracowany przez szefa sztabu gen. Tadeusza Rozwadowskiego, a mistrzowsko przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego. Przypomnijmy: 16 sierpnia znad Wieprza we front rosyjski uderzyła dowodzona przez Piłsudskiego specjalna grupa manewrowa złożona z pięciu dywizji piechoty i brygady kawalerii. Jej natarcie przełamało linie obrony sowieckiej w rejonie Kocka i Cycowa przedostając się na tyły wojsk atakujących Warszawę. 19 sierpnia armia polska zmusiła oddziały Tuchaczewskiego do odwrotu nad Niemen. Synonimem tego bezprecedensowego zwycięstwa polaków nad bolszewikami stało się określenie „cud nad Wisłą”, użyte przez prof. Stanisława Stroińskiego na wzór „cudu nad Marną” z 1914 roku. W tym miejscu z satysfakcją trzeba odnotować udział tarnowskich formacji wojskowych (16. Pułk Piechoty i 5. Pułk Strzelców Konnych, znany wcześniej jako 3. Pułk Dragonów) oraz paramilitarnych w tej historycznej ofensywie. Na hasło rzucone przez Piłsudskiego prawie natychmiast zareagował Tarnów. Już nazajutrz po 3 sierpnia do wyjazdu gotowa była pierwsza grupa ochotników z XIV Polskiej Drużyny Strzeleckiej. W sumie w „cudzie nad Wisłą” wzięło udział około 125 tarnowskich drużyniaków, co przekładając na język wojskowy odpowiadało liczebnie trzem legionom. Z ówczesnych statystyk wynika, iż łącznie z naszego regionu, w pamiętnym sierpniu 1920 roku na podkrakowskie Oleandry stawiło się 812 legionistów, co oznacza, że na każdych stu czterech  pochodziło z Tarnowa lub jego najbliższych okolic. O tej pięknej karcie naszej historii przypomina tablica pamiątkowa umieszczona na budynku usytuowanym w cieniu tarnowskiej katedry, tuż obok Domu Mikołajewskiego, gdzie mieścił się  sztab, z którego wyruszali nasi legioniści. Tegoroczne, niedzielne obchody 88 rocznicy Bitwy Warszawskiej w Tarnowie okazały się być kolejną sztampową patriotyczno – religijną celebrą powtarzaną z roku na rok. Rozpoczął ją wiec pod pomnikiem Wincentego Witosa i przemarsz do katedry, gdzie odprawiono uroczystą mszą za Ojczyznę, po której nastąpił kolejny przemarsz pod Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie przemawiano i składano wieńce, oddano salwę honorową, a zakończył koncert pieśni patriotycznych.

Rocznicowe obchody „cudu nad Wisłą” nakładają się na jedno z ważniejszych świąt kościoła katolickiego czyli uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W polskiej tradycji 15 sierpnia to również  święto Matki Boskiej Zielnej, święci się wtedy kwiaty i zioła. We wszystkich sanktuariach maryjnych w całej Polsce odbywają się wówczas uroczyste nabożeństwa i odpusty. W naszym regionie wzrastającym z roku na rok zainteresowaniem cieszy się leżące nieco z dala od znanych miejsc kultu Najświętszej Marii Panny, sanktuarium Matki Niezawodnej Nadziei na Jamnej koło Zakliczyna, gdzie Pegaz bywa regularnie, nie tylko z racji odpustu, i ma tam wielu przyjaciół. Odpust Jamneński, odbywający się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny poprzedza odprawiany dzień wcześniej Radosny Pogrzeb Matki Boskiej, mający charakter plenerowej, wielkiej, parateatralnej inscenizacji - misterium. Jamna dołączyła tym samym do grona jedynie kilku miejscowości w kraju (Borek Stary, Kalwaria Pacławska, Kalwaria Zebrzydowska), gdzie odbywają się podobne misteria.
Następujące dzień później (15 sierpnia) Święto Pojednania, związane jest z wydarzeniem z II wojny światowej – jesienią 1944 roku naprzeciw hitlerowcom pacyfikującym wieś wyszła matka z trojgiem małych dzieci i obrazem Matki Boskiej. Niemcy jednak otworzyli ogień… W zrekonstruowanej piwnicy z tamtych lat ojciec Góra tworzy muzeum pamięci – ale też i symboliczne miejsce pojednania. Wokół Jamnej i na terenie całego regionu tarnowskiego nie brak bowiem cmentarzy wojskowych, także z czasów I wojny światowej – spoczywają na nich żołnierze różnych narodowości i wyznań. Połączyła ich młodość – i śmierć. Z ich tragicznej śmierci chcemy czerpać nadzieję i przelewać ją na nowe pokolenia – uzasadnia sens tego święta gospodarz Jamnejskiej Respublica Dominikana ojciec Jan Góra. Ale  15 sierpnia na Jamnej to nie tylko modlitwa, to również tradycyjny polonez tańczony na jamneńskich łąkach z samorządowcami powiatu i politykami, integracyjna odpustowa zabawa połączona z kiermaszem i degustacją gilowego co nie co oraz pysznej grochówki, a także zdarzeń artystycznych (m.in. misterium Jacka Kowalskiego o zaśnięciu Najświętszej Maryji Panny) i koncertów, w tym roku chóru męskiego z Bad Berki w Niemczech, miasta partnerskiego naszego Żabna. Dzień później (sobota, 16 sierpnia) na Jamnej odbył się już po raz trzeci Zlot Matek Boskich - spotkanie regionalnych wizerunków Matek Boskich, zainspirowane tekstami z „Beniowskiego” J.Słowackiego. Ta nieco pretensjonalna i cepeliowska impreza  ma na celu pokazanie kolorytu oraz bogactwa maryjnej obrzędowości i duchowości wiernych z różnych regionów Polski. „Zlot…”, na który przybyli m.in. kustosze sanktuariów maryjnych, zwieńczył uroczysty koncert. Ten czterodniowy odpustowy maraton zakończył kolejny, niedzielny odpust, tym razem patrona jamneńskiego duszpasterstwa - Św. Jacka. Kto nie był niech żałuje i już teraz rezerwuje w przyszłorocznym kalendarzu czas na Jamieński Odpust.

Dokładnie w przeddzień „cudu nad Wisłą”, 13 sierpnia odszedł Roman Kolasiński, jeden z ostatnich, co tak pięknie opowiadał o rodzinnym Tarnowie – jak napisał o zmarłym Antoni Sypek. Ukochał bezgraniczną miłością to miasto. Potrafił godzinami opowiadać o jej historii, którą przecież w ciągu 87 lat swojego życia sam także tworzył. Był człowiekiem niezwykle życzliwy ludziom, dowcipnym, eleganckim, niespotykanie  kulturalnym, bardzo towarzyskim. Uroczy causeur, wielbiciel muzyki, architektury, literatury. Prezentował ten styl bycia, który odszedł do lamusa. Jego charakterystyczną sylwetkę eleganckiego, uśmiechniętego pana, wielu zapamiętało na zawsze. Miał w sobie tę wytworność, która cechowała ludzi jego pokolenia, dziś zanikającą.
       Urodził się w Tarnowie w 1921 r., w samym sercu miasta, przy placu Kazimierza Wielkiego, w domu Anieli Piszowej, kronikarki miasta, którą dobrze pamiętał i nieraz o niej mi opowiadał. Być może z jej pięknej książki o Tarnowie nauczył się kochać rodzinne miasto. Był synem starszego wachmistrza legendarnego tarnowskiego 5. Pułku Strzelców Konnych. Wzrastał w duchu legionowym, przepełniony był Pan Roman patriotyzmem. Z zawodu był handlowcem. W l. 60. i 70. był kierownikiem upaństwowionej drogerii Władysława Bracha na rogu Targowej i Katedralnej, któż tego słynnego handlu nie pamięta.
       Mógł godzinami rozmawiać o Tarnowie swojej młodości, znał niezwykłe szczególiki z historii miasta, ludzi i architektury. Znał każdą kamieniczkę, każdą uliczkę, miał w swojej doskonałej pamięci nazwiska wielu tarnowian. Był razem ze swoim wielkim przyjacielem, zmarłym rok temu inż. Witoldem Grylem, zaczynem mojej książki Mój Tarnów, powstała m.in. dzięki Nim. Pan Roman owdowiał rok temu, przeżył bardzo śmierć ukochanej Małżonki, nieodstępnej towarzyski życia. Pociechą w jego ostatnich miesiącach życia byli synowie. 
       Zmarł w przeddzień Cudu nad Wisłą, On, wielki patriota, syn przedwojennego wojskowego, został wezwany na ostatnią wartą w tak niezwykły tydzień. Nie zobaczymy już charakterystycznej sylwetki Pana Romana na ulicach Tarnowa. Nie zaznamy rozmowy w Nim, nie wysłuchamy ciekawej opowieści o dawnym Tarnowie. Nikt tak jak on nie snuł gawędy o rodzinnym mieście. Pamiętam, jak pewnego razu zapytał mnie, ile krzyży i krzyżyków znajduje się na kościele xx. Misjonarzy? Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy. 34, naliczyłem jeszcze przed wojną, powiedział. Nic dziwnego kościół xx Misjonarzy był kościołem garnizonowym. Prowadzony na nabożeństwa przez ojca wojskowego miał okazję policzyć krzyżyki. Teraz tam w niebie będą razem z inż. W. Grylem liczyć je z wysoka. Pan Roman Kolasiński został pochowany na Starym Cmentarzu, którego był wielkim opiekunem i znawcą.
Jego miłość do Tarnowa była bezgraniczna, ale i nieodwzajemniona, nigdy nie uhonorowano Go w godny sposób. Dla mnie i dla wielu znajomych był Honorowym Mieszkańcem Tarnowa. Pozostanie na kartach historii miasta XX i XXI wieku. Cześć Jego Pamięci
.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



13:43, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 09 sierpnia 2008

No i mamy oczko. To już bodajże piąte w bogatej historii naszych kulturalnych harców licząc tylko tytuły czasopism, na łamach których ukazywały się pegazowe felietony. A ten najnowszy zdominowała muzyka, bowiem to ona tego lata króluje  niepodzielnie na tarnowskich scenach, tarasach i ogródkach. Po jazzowym lipcu nastał nam oto bluesowy sierpień. A dzieje się tak głównie za sprawą Tarnowskiego Centrum Kultury, które wiedzie absolutny prym w promowaniu i organizowaniu najróżniejszych imprez muzycznych, szczególnie w miesiącach letnich kiedy to na tarnowskim rynku na plenerowej scenie występują soliści i kapele prezentując wszystko co aktualnie w jazzowo – bluesowej trawie piszczy. Aliści w tym roku przybyła TCK – owi poważna konkurencja w postaci Muzycznych Tarasów – cyklicznej imprezy organizowanej u siebie przez Mościckie Centrum. I trochę szkoda, że tej letniego muzycznego dyktatu nawet nie próbują przełamać tarnowscy plastycy, którzy swoje plenerowe prezentacje postanowili wypalić w kulturalnym tyglu zlokalizowanym tym razem w  Ciężkowicach. A skoro już tam wirtualnie zajrzeliśmy, opisując rzec całą w poprzednich Pegazach, to już niebawem, bo 17 sierpnia w pobliskiej im Kąśnej Dolnej rozpocznie się chyba najważniejsza impreza muzyczna sezonu, a mianowicie Ogólnopolski Festiwal Muzyki Kameralnej „Bravo Maestro”. Ale to temat na specjalne, szczegółowe relacje. A ponieważ nie samą muzyką żyje homo sapiens więc odnotujmy jeszcze lokalny news ostatnich dni czyli informację o zgodzie Watykanu na wejście tarnowskiego Wydziału Teologicznego w struktury planowanej Akademii Tarnowskiej, o co solidarnie zabiegają nasze polityczno – kościelno – biznesowe elity.


Przed rokiem, po raz pierwszy otwarty został letni Ogródek Tarnowskiego Centrum Kultury, usytuowany na jego tyłach – wejście od ulicy Krótkiej, w którym w niepowtarzalnej atmosferze odbywały się kameralne koncerty jazzowe.  Pomysł ten został bardzo dobrze przyjęty, więc również w tym roku przez cały lipiec odbywały się tam spotkania z muzyką. Z tym, że nie był to tylko jazz ale i inne gatunki muzyczne, zmianie, oprócz nazwy imprezy uległ także termin tych cyklicznych imprez, z piątkowego na sobotni. Tegoroczny „Ogródek Dźwięków” wypełniły cztery cotygodniowe koncerty prezentujące różne style i formy muzyczne – od nastrojowej muzyki zespołu MANO, którego wokalistką jest doskonale znana tarnowskiej publiczności z zespołu SIEDEM, Magda Piwowarczyk, poprzez „Kwintet Smyczkowy” z największymi przebojami muzyki rozrywkowej, formację „Niezgoda Ascoustic Band”, po duet gitarowy „Kudelka Brothers” z repertuarem muzyki filmowej.

Kto odczuwał niedosyt muzycznych wrażeń mógł je w pełni zaspokoić tuż obok na tarnowskim rynku, gdzie w lipcowe piątki odbywał się „JAZZ-owy RYNEK” – Letni Festiwal Jazzu Tradycyjnego, nowatorski projekt powstający we współpracy z najbardziej utytułowanym tarnowskim zespołem jazzowym Leliwa Jazz Band, który był gospodarzem imprezy. A na plenerowej scenie wystąpili: Beale Street Band,  The Orginal Vigas Band ze Słowacji, Hagaw Associattion, Jazz Pom Band Brzozow, Old Timers. Tradycyjnie każdy z letnich wieczorów jazzowych rozpoczynali gospodarze, a później na scenie pojawiali  się zapraszani goście, wśród nich nierzadko znane osobistości ze świata jazzu tradycyjnego, nie tylko z Polski, co gwarantowało muzyczną ucztę na najwyższym poziomie.

A po jazzie przyszedł czas na blues. III już edycję letniego festiwalu „Był sobie blues…” otworzył pierwszego sierpnia koncert „Bielszy odcień bluesa”.

Tarnów pokazał, że lubi tę muzykę i mimo początku miesiąca licznie zgromadził się na płycie rynku, by posłuchać i potańczyć w ulubionych rytmach. Gospodarzem piątkowych koncertów jest ich animator i współautor, tarnowski gitarzysta Wojtek Klich, który w tym roku do udziału w festiwalu zaprosił młodych wykonawców oraz tych, którzy „czują bluesa” już od wielu lat. Zbieżność tytułu koncertu z programem radiowym kultywującym i propagującym muzykę bluesową (niegdyś na antenie radiowej Trójki) nie jest przypadkowa. Tarnowski rynek wypełniła plenerowa audycja muzyczna poprowadzona przez Jana Chojnackiego i Redaktora Klicha Wojciecha. Było to swoiste novum w postaci przewodnika po muzyce bluesowej, jej historii. Natomiast najważniejsze utwory tego gatunku na żywo wykonał zespół Wojtka Klicha, w składzie którego znaleźli się dodatkowo Karolina Cygonek (wystąpiła rok temu podczas festiwalu „Był sobie blues”), Tadeusz Pocieszyński (The Bluesmobile Band), Piotr Restecki (wirtuoz stylu "fingerstyle"). W zgodnej opinii uczestników tego inauguracyjnego koncertu był on jednym z najlepszych spośród wszystkich dotychczasowych. z  tego cyklu Ale byli tacy, dla którym „Był sobie blues…”  okazał się „taki sobie”.  Oto internetowa opinia red. Agnieszki Setlik zamieszczona na portalu inTARnet.pl:

Magiczne słowo „blues” w nazwie tarnowskiego festiwalu ściągnęło pod scenę tłum ludzi. Oczywiście wyraźnie kłóci się to z opinią, że prawdziwy blues nie jest masowy. Jednak z drugiej strony podobno „blues niejedno ma imię”. Hołdując powyższej zasadzie, bardzo łatwo przerobić ten spójny przecież i jednolity gatunek muzyczny na worek, do którego można wszystko wrzucić, żeby potem każdy mógł wygrzebać sobie z niego coś dla siebie. Taki właśnie „workowy blues” zabrzmiał na piątkowym koncercie. W miejsce głęboko „klimatycznego” grania w specyficznym półtonowo-rytmicznym charakterze, pojawił się blues na modłę rockową z dudniącym basem, rozbujanym rytmem i porywającym, nieokrzesanym brzmieniem. Trochę flejowaty, ale na szczęście barwny, pełen ekspresji i daleki od nudy. Klichowi towarzyszył doborowy zespół muzyków. Tarnowski bluesman, dwójka wirtuozów gitary w osobach Tadeusza Pocieszyńskiego i Piotra Resteckiego oraz - znana z poprzedniej edycji festiwalu - zjawiskowa wokalistka Karolina Cygonek, stworzyli ogniste, pełne rockowo-bluesowego nerwu show o ogromnej sile rażenia. Ich świetny warsztat połączony z ogromną radością grania spowodowały, że od pierwszych dźwięków wszyscy - publiczność i muzycy - bawili się znakomicie. W zasadzie ja też. I choć nie jestem szczególnie sentymentalna, nie mam profilu na „Naszej Klasie” i nie tęsknię za słuchaną w czasach licealnych muzyką – także tą w wykonaniu Klicha - to już dziś wiem, że z przyjemnością pojawię się na kolejnych tegorocznych koncertach w ramach wymyślonego przez niego festiwalu.

Wszystkich, którzy po tym wspaniałym początku poczuli bluesa zapraszamy w imieniu organizatorów na kolejne sierpniowe, piątkowe koncerty : 8 – Blues Doctor, Hoodoo Band, 22 -40% Bluesa, Ścigani, 29 – Kłusem z bluesem, Big Fat mama.
Każdorazowo też ok. godz. 23.00 odbywa się w ramach „Klubu festiwalowego Leliwa” "Sam na sam z bluesem" i jam sessions – kameralne koncerty z udziałem muzyków występujących wcześniej na dużej scenie.

Ktoś kiedyś napisał, że hasło „blues” działa na niejednego jak ryba na kota. I dokładnie ta nieco przewrotna maksyma sprawdziła się podczas wczorajszego (piątek 8 sierpnia) koncertu.
Były tłumy, tańce i świetna zabawa. Oto muzyczni bohaterowie wieczoru:
Blues Doctor - to utytułowany zespół grający muzykę z pogranicza bluesa, funky i soulu. Połączenie tych gatunków, akurat w ich przypadku było strzałem w dziesiątkę. Powstały kompozycje o bardzo świeżym brzmieniu, doskonałe do zabawy. Blues Doctors wykonuje również covery takich artystów jak: Coco Montoya, Derek Trucks, Freddie King, Joe Bonamassa, Stevie Ray Vaughan.
W drugiej części festiwalowego wieczoru na scenie pojawił się zespół Hoodoo Band, jest to wrocławska grupa grająca mieszankę bluesa, soulu i funku, czyli podobny klimat, jak wspomniany wcześniej Blues Doctors. W 2007 roku Hoodoo Band został odkryciem roku w ankiecie przeprowadzonej przez "Okolice Bluesa" oraz czasopisma Twój Blues. Zespół ma na koncie występy na bluesowych festiwalach w kraju oraz za granicą. Obecnie Hoodoo Band kończy prace nad debiutanckim albumem, który ukaże się jeszcze w tym roku. Kolejne koncerty Festiwalu "Był sobie blues" zaplanowano dopiero za dwa tygodnie, 22 sierpnia. Wystąpią wtedy anonsowani już wcześniej - 40% Bluesa i Ścigani.

I chociaż niektórzy określają proponowaną przez TCK muzykę „nieokrzesanym brzmieniem”, a nawet „morderstwem bluesa w czystej formie”, to owo magiczne coś, które mimo wszystko ona niesie, i które pozostaje w sercu na długo sprawia, że ten rodzaj muzycznego uzależnienia nie przemija, i trwa… . I nie jest go w stanie zagłuszyć wszechobecny na tarnowskim rynku , szczególnie w weekendy, gwar piwnych ogrodników oraz niekiedy padający deszcz.

Być może ta muzyczna nawałnica przetaczająca się tego lata przez naszą starówkę oczyści nieco atmosferę (jak wiadomo muzyka łagodzi obyczaje) wokół idee fixe tarnowskich decydentów od polityki i religii tudzież biznesu czyli Tarnowskiej Akademii. A takową chcą oni powołać na bazie wydziału Filologii Polskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej i Wydziału Teologicznego Sekcji Tarnów Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Sam pomysł wydaje się ze wszech miar słuszny bowiem jego realizacja spowoduje powstanie nareszcie tarnowskiej uczelni wyższej z prawdziwego zdarzenia, konkretnie tzw. drugiego stopnia akademickiego, gdzie studenci mogliby uzyskiwać nie tylko tytuł magistra ale i doktora. Wprawdzie świeckich szkół wyższych ci u nas dostatek ale tak naprawdę można na nich zdobyć co najwyżej licencjat, a nierzadko ich poziom oscyluje wokół dawnej, i to nie koniecznie przedwojennej, matury. Jak na razie tylko tarnowski biskup ordynariusz Wiktor Skworc przeszedł od słów do czynów, czego efektem jest zgoda rzymskiej Kongregacji Wychowania Katolickiego, a konkretnie jej prefekta polskiego kardynała Zenona Grocholewskiego na to, aby Wydział Teologii Sekcja Tarnów oddzielił się od Krakowa i następnie wszedł do Akademii Tarnowskiej. - Bardzo się cieszę, jasnym sygnałem z Watykanu, że doceniono nasze starania i rolę Kościoła, który chce zaangażować się w edukację młodego pokolenia - podkreśla ordynariusz tarnowski biskup Wiktor Skworc. I dodaje - Tarnów na to stać, aby stworzyć środowisko naukowe na wysokim poziomie.

Jak na razie, osoby studiujące w Tarnowie teologię, mogą uzyskiwać tytuły magistra i doktora, zaś takiego prawa nie mają jeszcze studenci państwowej uczelni. Gdy władze PWSZ również spełnią konieczne warunki i otrzymają stosowne pozwolenie, możliwe będzie połączenie wydziałów i utworzenie Akademii Tarnowskiej. Ostateczna decyzja o powołaniu uczelni należy do rządu i parlamentu. Ale od czegóż mamy nasze tarnowskie lobby w Sejmie i rządzie najjaśniejszej RP.

Być może dobrą okazja do postawienia przysłowiowej kropki nad „i” będzie listopadowa wizyta w Tarnowie kardynała Zenona Grocholewskiego, która odpowiednio zmotywuje pozostałych uczestników bitwy o Tarnowską Akademię.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



11:09, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 01 sierpnia 2008

Wprawdzie letnia kanikuła nie sprzyja czytaniu, a raczej tylko oglądaniu, nie mniej my proponujemy połączenie obu tych opcji. Oto chroniąc się przed napromieniowaniem przez „tarnowski biegun ciepła” zajrzeliśmy do Muzeum Okręgowego, gdzie w holu wyeksponowane są róże turystyczne tarnowviana, a wśród nich poczesne miejsce zajmuje nowy album o Tarnowie opatrzony tytułem „Tarnów. Piękne ślady wieków” autorstwa Piotra Bernackiego i Dariusza Kobylańskiego. Oglądaniu sprzyjają także organizowane w lipcu i sierpniu wspólnie przez Tarnowskie Centrum Informacji i Tarnowską Artystyczną Konfraternię – historyczne wędrówki, a raczej spacery po Tarnowie, które w każdym roku  przyciągają bardzo wielu rozkochanych w swoim mieście mieszczan. Szkoda, że te niedzielne spacery nie obejmują takich miejsc, jak np. ulica ks. Ziai, gdzie mieści się domowe muzeum jednego z najwybitniejszych tarnowskich malarzy Stanisława Westwalewicza, dla którego obrazów przez całe dziesięciolecia nie znaleziono godnego miejsca w jego rodzinnym mieście, a które chce u siebie wyeksponować Turek… . Ostatni lipcowy tydzień domknął zaduszkowy wieczór zorganizowany przy popularnej „ławeczce poetów” przy ulicy Wałowej, gdzie uczczono dziesiątą rocznicę śmierci autora „Pana Cogito”… .


Najnowszy i chyba najlepszy z dotychczas wydanych albumów o Tarnowie liczy 160 stron  niezwykle pięknie i profesjonalnie zilustrowany ponad 250. kolorowymi fotografiami wykonanymi głównie przez znanego tarnowskiego artystę fotografika Piotra Bernackiego. To prawdziwie edytorskie cacko powstało w wydawnictwie SCAN, którego właścicielem jest współautor albumu Dariusz Kobylański. Teksty napisał, od dawna zauroczony Tarnowem kielczanin, Andrzej Cedro, a podpisy opracował tarnowski historyk Janusz Kozioł. Zapewne z myślą o zagranicznych turystach wstęp napisany został także w języku angielskim.  Publikacja miała godną swojego poziomu prezentację podczas tegorocznych czerwcowych Dni Tarnowa.
A oto, recenzja tego wyjątkowego dzieła pióra starszego kustosza Muzeum Okręgowego, cenionego historyka Kazimierza Bańburskiego:
Tytuły poszczególnych rozdziałów: Wrażliwe maszkarony, Ślady wieków, Kamienice, zaułki i ogrody czy Dobra pamięć brzmią po części poetycko i trochę nostalgicznie. Autorzy, dość umiejętnie, wprowadzają nas w historyczny Tarnów. Jest to jak gdyby, wędrówka w czasie i przestrzeni. Wydobywanie Tarnowa, którego na, co dzień może nawet nie zauważamy. My − to znaczy stali mieszkańcy tego uroczego miasta. Na Tarnów trzeba patrzeć trochę inaczej. Tarnów ma swój urok i wdzięk z perspektywy jego przeszłości. Dnia dzisiejszego, postrzeganego przez pryzmat historii. Spróbujcie Państwo zajrzeć letnim wieczorem w zaułki za katedrą, przejść się koło Pilzneńskiej Bramy, ulicą Basztową, Krótką, wejść na Taras. Zatrzymać się na chwilkę, podumać. Zapomnieć, chociażby na krótko, o troskach codziennego dnia. „Chwytać dzień” − jak doradzał rzymski poeta − jeśli on niesie chociaż trochę przyjemności. Być może są to zbyt osobiste odczucia, ale takie refleksje nawiedzały mnie, gdy przeglądałem fotografie w tym albumie. Zapewne do tych ulubionych miejsc wraca się, chociażby myślami, jak do dobrych wspomnień sprzed lat. Spojrzeć na nie, chociażby na zdjęciu, przypomnieć miłe chwile, pomarzyć.
Dziś, w dobie mediów elektronicznych, książki − niesłusznie − schodzą na dalszy plan. Szansę przetrwania mają właśnie albumy. Nie łatwo jest je opracowywać i wydawać. Dobry album niesie nieraz więcej informacji niż sążniste opracowania tekstowe o mieście, regionie czy osobie. Albumy są ostatnio poszukiwane, dość szybko znikają z księgarskiego rynku. Są często głównymi nośnikami informacji o zabytkowych miastach, obiektach, krajobrazach. Zresztą, samo pochodzenie słowa „album” jest bardzo interesujące. W starożytnym Rzymie, słowem tym nazywano bieloną tablicę lub nawet fragment muru, na których umieszczano informacje ważne dla ludności miasta. Album „Tarnów. Piękne ślady wieków” jest poniekąd taką tablicą, tylko nie białą, lecz kolorową. Informacje w nim zawarte są ważne i dla ludności miasta, i dla przybyszów. Tarnów jest miastem „fotograficznym”, więc ładnie na zdjęciach „wychodzi”. Po latach będzie zapewne oglądany jak fotografia miłości sprzed lat. Warto też będzie spotkać się z nią jeszcze raz. Zwłaszcza, że jest to edytorskie „cacko”.

Tak się składa, że znakomita większość obiektów sfotografowanych przez autorów albumu znajduje się na szlaku cieszących się od lat ogromną popularnością „Spacerów po Tarnowie”. 
Przewodnikiem tych bezpłatnych 2 - 3 godzinnych wędrówek jest cytowany wyżej Kazimierz Bańburski. Tegoroczne niedzielne spacerki wyjątkowo odbywają się co 2 tygodnie. Miejscem zbiórki jest zawsze ogródek letni kawiarni „Kabaret" przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji w Rynku 7 w Tarnowie. Przed każdym wyjściem Tarnowska Artystyczna Konfraternia prezentuje kilkunastominutowe etiudy i impresje.
Pierwszy tegoroczny spacer odbył się 6 lipca a jego wiodącym tematem był „Tarnów i tarnowianie w powstaniach narodowych” (Stary Cmentarz. Pomnik Rufina Piotrowskiego (1806-1872), powstańca z powstania listopadowego zesłańca na Sybir, uciekiniera z zesłania, autora "Pamiętników z pobytu na Syberii". Mogiła powstańców z powstania styczniowego. Płyta z nazwiskami ofiar rabacji 1846 r.). Następny spacer po Tarnowie miał miejsce 20 lipca i przebiegał pod tytułem „Generał Józef Bem, bohater narodu polskiego i węgierskiego. Wiosna Ludów (1848 r.) w Tarnowie”. I obejmował wędrówkę tarnowskim  szlakiem gen. J. Bema: Dom przy pl. Gen. Bema (Burek), ul. Kapitulna (miejsce, w którym mieszkali rodzice J. Bema), pomnik na placu przy ul. Wałowej, Mauzoleum w parku (dawnym Ogrodzie Strzeleckim), Plac Sobieskiego (dawny pl. Pocztowy), budynek dawnej poczty (kamienica Serdowej), budynek dawnego Starostwa - miejsca związane z wydarzeniami podczas Wiosny Ludów (1848 r.). Tematami kolejnych niedzielnych wędrówek mają być: 3 sierpnia „Tarnów – drogi do niepodległości w latach 1914 – 1918” ( plac Katedralny, Zaułek za katedrą koło Domu Mikołajowskich, tablica na domu pl. Katedralny 3, skąd wyruszali tarnowianie do legionów w sierpniu 1914 r. Mogiły legionistów na Starym Cmentarzu. Grób Nieznanego Żołnierza przed gmachem I LO), 17 sierpnia – „Wojsko w Tarnowie” (Koszary 57. Pułku Piechoty ("dzieci tarnowskich"), później 16. Pułku Piechoty (dziś gmach Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej), pomnik "Poległym w obronie Odrodzonej Ojczyzny 5. Pułku Strzelców Konnych w latach 1920-1923", na placu koszarowym od strony ul. Matki Bożej Fatimskiej. Kompleks dawnych budynków koszarowych przy ul. Mościckiego), 31 sierpnia „Wojna zaczęła się w Tarnowie” (Gmach dworca kolejowego, gdzie w dniu 28 sierpnia 1939 r. Wybuchła bomba zegarowa podłożona przez niemieckiego dywersanta, ul. Urszulańska, (budynek gestapo), tarnowskie więzienie, skąd więźniowie zostali w dniu 13 czerwca 1940r. przewiezieni do budynku łaźni żydowskiej, Plac Więźniów Oświęcimia, budynek łaźni żydowskiej, pomnik Pierwszego Transportu do KL Auschwitz 14 czerwca 1940 r.).

I wszystko byłoby cacy gdyby organizatorzy tych historycznych postojów pamięci sami wcześniej dokonali inspekcji proponowanych tras, bo to co przy okazji oglądają uczestnicy tych spacerów woła o pomstę do nieba, a przynajmniej o patrol straży miejskiej… . Oto internetowe wrażenia jednego ze spacerowiczów: 
Zaczynamy od ruiny Młyna Szancera, następnie udajemy się pod pomnik Witosa gdzie o każdej porze dnia można spotkać kompletnie zalanych i śmierdzących tubylców, przechodzimy pod straszny w swej formie pomnik ofiar stalinizmu wokół którego znajdziemy licznych wytatuowanych osobników, następnie obok pomnika Bema udajemy się pod wucety miejskie, których drzwi wychodzą dokładnie na pozostałość po synagodze, odurzeni zapachami cifu i sfermentowanego moczu podziwiamy suszące się na okolicznych balkonach gacie oraz rozsypujący się w puch mur po czymś tam, omijając kpiące piłkę dzieci oraz sączących jabola tubylców udajemy się na róg wałowej i rybnej podziwiając Romana Brandstaettera zachwalającego uroki tytoniowego nałogu i tutaj natrafiamy na najpiękniejszą ulicę miasta – Wałową, i ja tutaj nieopodal mieszkam…

Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy swoim przykładem Tarnów zaraził Włocławek, gdzie już po raz drugi organizowane są podobne spacerowe imprezy. Ciekawe czy i tam występują podobne do naszych trudności obiektywne w temacie „społecznej otoczki substancji historycznych…”.

Zapewne to te obiektywne trudności uniemożliwiają kolejnym ekipom rządzącym Tarnowem zorganizowanie muzeum z prawdziwego zdarzenia jednemu z najznakomitszych jego malarzy Stanisławowi Westwalewiczowi. Tylko dzięki determinacji i rodzinnym powinnościom syna malarza, również znanego plastyka i społecznika Andrzeja Westwalewicza jego twórczość ocalała i przetrwała. Nie czas i miejsce aby przypominać tutaj osobę i dzieło mistrza Stanisława – żołnierza tułacza i autora kilkuset obrazów, robiliśmy to na różnych łamach wielokrotnie. I oto teraz o tego zmarłego w 1997 roku tarnowskiego twórcę upomniał się Turek… wielkopolskie miasto, w którym powstaje muzeum poświęcone innemu słynnemu malarzowi XIX i XX wieku Józefowi Mehofferowi, autorowi m.in. pięknej polichromii w miejscowym kościele. Co obaj mają wspólnego? Otóż Stanisław Westwalewicz  był jednym z najzdolniejszych uczniów Józefa Mehoffera i pomysłodawcy ekspozycji w Turku chcą aby wraz z dziełami mistrza zawisły również prace jego uczniów. Prawdopodobnie jeszcze w tym miesiącu pojawią się w rodzinnym domu Westwalewiczów przy ul. Ziai emisariusze z Turka aby wypożyczyć kilkanaście obrazów tarnowskiego twórcy. Może przewrotnie zapoczątkuje to wielki powrót Stanisława Westwalewicza na tarnowskie salony… .

Te zaś w poniedziałkowy wieczór 28 lipca po godzinie 21.00 w mocno zdziesiątkowanej przez kanikułę liczbie stawiły się pod pomnikiem, a raczej figurą Zbigniewa Herberta przy ulicy Wałowej, stanowiącej fragment „ ławeczki poetów”. Zapalono znicze i świece, ustawiając z nich datę 1998  oraz napis „Bądź wierny. Idź” . Ten płonący „neon” to hasło ogólnopolskiej akcji przeprowadzanej z okazji 10 rocznicy śmierci Księcia Poetów. Inicjatorem tych happeningów  jest mocno tajemnicza organizacja o nazwie Akcja Kontrrewolucyjna wspierana przez równie intrygujące Towarzystwo Michała Archanioła. W ramach rozpoczętego 3 lipca projektu „Bądź wierny Idź" malowano na ulicach wielu polskich miast, m.in. w Częstochowie, Katowicach Kotlinie, Krakowie, Radomiu, Rzeszowie, Tychach i Warszawie, fragmenty "Przesłania Pana Cogito" oraz wkładano kartki z tymi fragmentami do książek w empikach, księgarniach oraz bibliotekach. W Tarnowie gdzie odbył się finał tych nietypowych obchodów dodatkowo odczytano jeszcze na głos "Przesłanie Pana Cogito", którego tekst (w kilkudziesięciu egzemplarzach) włożono do kufra znajdującego się obok rzeźby poety. A może lokalne delegatury owych „podziemnych” organizacji w podobny sposób uczciły by naszych tarnowskich poetów… .


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



20:10, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (2) »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: