RSS
poniedziałek, 25 lipca 2011

Po raz kolejny przychodzi nam pochylić się nad bezkarnością połączoną z indolencją, by nie rzec arogancją władz naszego galicyjskiego miasteczka oraz zadumać nad absolutnym brakiem jakiejkolwiek opozycyjnej reakcji czy też próby obywatelskiego protestu lubo też nieposłuszeństwa wobec lansowanych przez magistrat znanych haseł: „wolność Tomku w swoim domku” i „hulaj dusza piekła (czytaj: opozycji) nie ma”. A rzecz cała dotyczy wątpliwej konieczności i jakości oraz terminu i tempa prac „wykopaliskowych” prowadzonych w środku sezonu turystycznego i kulturalnego w ścisłym centrum miasta czyli  na ulicy Krakowskiej. Najpierw sparaliżowało to logistycznie prestiżową Tarnowską Nagrodę Filmową, później święto miasta „Zdaerzenia 2011”, a w mijającym tygodniu wyruszenie z Muzeum Etnograficznego corocznego Taboru Pamięci Romów, za kilka tygodni „utrudnienie” to dotknie wymarszu kolejnej ponad dziesięciotysięcznej 29 Pieszej Tarnowskiej Pielgrzymki. To tylko niektóre kwiatki z magistrackiej łączki, bowiem ciągle rozkwitają nowe, ot choćby budowa pomnika komiksowego żółwia, czy utopijny pomysł z budową nowego amfiteatru… . Najnowszy z nich to wspomniany już zainaugurowany we czwartek romski tabor, którego uczestnicy po raz pierwszy w 12 letniej historii imprezy zamiast końskimi wozami podróżują autobusami… Po raz pierwszy kolorowe wozy cygańskie nie przejechały ulicami Tarnowa, ponieważ z powodu remontu Ul. Krakowskiej wozy taborowe nie mogły wyjechać z Muzeum Etnograficznego, gdzie na stałe stacjonują. Początek taboru, jednak tradycyjnie odbył się w Muzeum Etnograficznym, skąd potem autobusami (wozy konne pojechały na lawetach) z ul. Goldhammera uczestnicy udali się w dalszą drogę. Pierwszym przystankiem na trasie Taboru było Żabno, gdzie  modlono się przy mogile 49 Romów, zamordowanych przez hitlerowców. Następnie Tabor wyruszył do Szczurowej. To w tej miejscowości jeszcze przed II wojną żyło kilkanaście cygańskich rodzin. W 1943r. rozstrzelano tam 93 osoby. Poza modlitwą w miejscu kaźni, otwarto wystawę  zatytułowaną "Małopolski Szlak Martyrologii Romów". W piątek zwinięto obozowisko i tabor wyruszył do  Bielczy, kolejnej wsi niezwykle ważnej w historii Romów. I tam odprawiono nabożeństwo w miejscu mordu 28 Cyganów w przysiółku Biedacz oraz przy zbiorowej mogile na miejscowym cmentarzu. Sobota była kolejnym dniem modlitw za rozstrzelanych, tym razem w Borzęcinie. W południe odsłonięto tam Pomnik Pamięci o Zagładzie Romów - dokładnie w lesie, gdzie doszło do zagłady. Zaś wieczorem zaplanowano koncert muzyki cygańskiej w wykonaniu kapeli rumuńskiej „Romano Vodźi” (Romska dusza) i spektakl „Romano jiło” (Romskie serce) w wykonaniu Catherine Andrault z Francji. Tabor Pamięci Romów to nie tylko wydarzenie mające na celu upamiętnienie tragicznych wydarzeń II wojny, ale też przekazywanie wiedzy o tradycji i historii, zupełnie innej kulturowo nacji. Poprzez uczestnictwo w Taborze, jak przekonują organizatorzy, podnosi się też poziom tolerancji wobec innych. Ich kulturalny dorobek można było podziwiać m.in. podczas zorganizowanego we środę 20 lipca przez Mościckie Centrum Sztuki „EtnoPleneru” – przez pogodowe anomalie plenerowego tylko z nazwy,  mega koncertu polonijnych Zespołów Pieśni i Tańca z USA: „Wesoły Lud” z Chicago, oraz „Dolina” z St. Paul oraz Minneapolis w Minnesocie, zaproszonych przez Zespół Pieśni i Tańca „Świerczkowiacy”.  Na koniec odnotujmy spektakularną porażkę wcale nie małej liczby zwolenników ustawienia na popularnej Marcince 22 metrowego krzyża. Otóż, jak wieść gminna niesie, ten zbożny pomysł musi jednak zostać odłożony na później, bowiem nie udało się zgromadzić wystarczających do zrealizowania przedsięwzięcia funduszy.  Pegaza zastanawia spektakularne w tej sytuacji milczenie miejscowych władz: Urzędu Miasta i Kurii Diecezjalnej, wcześniej deklarujących pełne poparcie tej inicjatywy. Czyżby poprawność POlityczna oraz medialne protesty przebojowej szefowej Stowarzyszenia Zamek Tarnowski Ewy Kropiowskiej zrobiły swoje… 


Każdorazowo celem wędrówki Międzynarodowego Taboru Pamięci Romów jest Szczurowa, położona ok. 50 km od Tarnowa, miejsce na mapie cygańskiej martyrologii szczególne. Do 1943 r. mieszkało tam kilkanaście rodzin cygańskich, zżytych z miejscową ludnością do tego stopnia, że trafiały się wśród nich małżeństwa mieszane. 3 lipca 1943 r. niemal cała ta społeczność została wymordowana. Policja niemiecka rozstrzelała na miejscowym cmentarzu 93 Cyganów, których lista zachowała się w dokumentach parafialnych (byli chrzczeni w szczurowskim kościele). 8 maja 1956 r. z inicjatywy miejscowych ludzi (Powiatowy Zarząd ZBOWiD w Brzesku) na mogile Cyganów ustawiono pamiątkowy głaz z odpowiednim napisem. Jest to zarazem pierwszy pomnik, postawiony dla upamiętnienia cygańskiej Zagłady.
Poza Szczurową Tabor Pamięci odwiedza inne miejsca martyrologii Romów: Żabno, z mogiłą 49 zamordowanych Cyganów, Borzęcin Dolny - 29 zamordowanych; Bielcza - 28 ofiar.
Trasa Taboru jest każdorazowo tak pomyślana, by przebiegała jak najbardziej atrakcyjnymi drogami, wygodnymi dla koni, ludnymi, a obozowiska organizowane są na stadionach wiejskich, pod lasami czy, jak w tym roku, w parku. Karawanie wozów, które wyruszają z Tarnowa i przemierzają drogi Małopolski zawsze towarzyszy ogromne zainteresowanie.
Poza pamięcią o Zagładzie Romów Tabor ma również znaczenie edukacyjne - dla Romów i nie-Romów. Posługiwanie się symbolami flaga, hymn, podkreślanie ważności tradycji - wozy, konie, wędrówka, wieczorne opowieści przy ognisku - przyczyniają się do wzmocnienia poczucia tożsamości i podniesienia wartości własnej kultury romskiej.
Nie-Cyganie poprzez uczestnictwo w Taborze budują własną tolerancję, przestają postrzegać Romów stereotypowo i negatywnie. Tabor Pamięci stanowi zatem również narzędzie społecznej integracji. Wieczory w obozowisku zaś dają możliwość zakosztowania przez wszystkich - tradycyjnego, a dzisiaj zapomnianego, sposobu życia dawnych Romów: muzykowania, tańca, opowieści, spotkań, wspólnego święta.
Tegorocznemu XII Taborowi Pamięci Romów towarzyszyły m.in. wystawy:
Dzieci z Jarovnic - prace dzieci romskich ze Słowacji ze zbiorów Konsulatu Generalnego Republiki Słowacji w Krakowie, prezentowane w Centrum Kultury w Żabnie,
Cyganie - fotografie Josefa Kolarčika z Muzeum w Prešovie, eksponowane w Gminnym Ośrodku Kultury w Szczurowej oraz Małopolski Szlak Martyrologii Romów, wystawa autorstwa Natalii Gancarz, pokazywane  w plenerowej taborowej  Galerii.
*   *   *
Na zaproszenie Zespołu Pieśni i Tańca „Świerczkowiacy” do Tarnowa przyjechały zespoły polonijne z USA. W koncercie organizowanym przez Centrum Sztuki Mościce wystąpiły grupy „Wesoły Lud” z Chicago, oraz „Dolina” z St. Paul oraz Minneapolis w Minnesocie. Zaprezentowały one  m.in. tańce z regionów: sądeckiego, beskidzkiego, spiskiego, krakowskiego i lubuskiego.
Zespół Polskich Tańców Ludowych WESOŁY LUD z Chicago, jest reprezentacyjnym zespołem folklorystycznym Zjednoczenia Polskiego Rzymsko-Katolickiego w Ameryce - najstarszej i jednej z największych organizacji Polonii Stanów Zjednoczonych. Od początku istnienia celem działalności zespołu jest rozpowszechnianie polskiego folkloru, tańca i śpiewu, doskonalenie umiejętności artystycznych oraz zachęcanie młodzieży amerykańskiej polskiego pochodzenia do spędzania pożytecznych i przyjemnych chwil w gronie polonusów.
Zespół występował m.in. w: Polsce, Litwie, Ukrainie, Kanadzie, w Shanghaju w Chinach w Pawilonie Polskim EXPO 2010, oraz w wielu stanach Stanów Zjednoczonych Ameryki. Ośmiokrotnie na przestrzeni lat 1980 – 2008 r. brał udział w Światowym Festiwalu Polonijnych Zespołów Folklorystycznych w Rzeszowie – a w 2011 r. uczestniczyć będzie po raz dziewiąty. Zespół otrzymał nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki za młodzieńczość i ekspresję, a w 2007 r. pierwszy   „Złoty Medal” wręczony w Stanach Zjednoczonych „za zasługi w krzewieniu kultury polskiej wśród rodaków w  Stanach Zjednoczonych Ameryki i na całym świecie” od Stowarzyszenia "Wspólnota Polska". Członkami zespołu są uczniowie szkół średnich, studenci i osoby pracujące.
W repertuarze Zespołu znajdują się suity: Górnego Śląska, Krakowa Wschodniego, Lachów Sądeckich, Łowicka, Lubelska, Orawska, Opoczyńska, Podhalańska, Podlaska, Rzeszowska, Spiska, Warmińska, Wielkopolska,  oraz tance narodowe - Polonez, Mazur (z Opery S. Moniuszki "Straszny Dwór" oraz  Biały Mazur), Kujawiak, Oberek i Krakowiak (Kosynierów).  WESOŁY LUD jest jednym z założycieli i członkiem Stowarzyszenia Polskich Tańców Ludowych w Ameryce (Polish Folk Dance Association of the Americas, Inc.) oraz organizatorem Festiwali Polskich Tańców Ludowych w Chicago (1982 i 2007).

Zespół „Dolina” z miast bliźniaczych St. Paul oraz Minneapolis w Minnesocie także promuje polską kulturę przez taniec, muzykę i śpiew. Zespół został założony w 1949 roku przez Lilianę i Ray’a Kurkowskich. Obecnie jest znany głównie w środowisku polonii na środkowym zachodzie USA.
W początkowych latach działania Doliny, występy ograniczały się do kilku tańców. Muzyka była prezentowana z płyt winylowych. Dzisiaj grupa ma kapelę prowadzoną przez dyrektora muzycznego i skrzypka Jeff’a Wasieńskiego. Obecny kierownik artystyczny Edward Rajtar pracuje z Doliną 35 lat,  był min. prezydentem PFDAA – Stowarzyszenia Polskich Zespołów Ludowych Ameryki Północnej, międzynarodowej organizacji promującej polski folklor w USA oraz Kanadzie.  Dziś repertuar Doliny obejmuje 18 tańców regionalnych. W ramach Doliny, istnieje również młodzieżowa grupa Chabry. Przez ostatnie 60 lat Dolina  występowała w Centrum Epcot w Dinseyland, Nebrasce, Illinois, Wisconsin, Michigan oraz Kanadzie. W tym roku Dolina została zaproszona na koncerty w Budapeszcie, Myślenicach, oraz Tarnowie. Będzie także po raz ósmy brać udział w Rzeszowskim Festiwalu Zespołów Polonijnych.
Kilkoro tancerzy Doliny urodziło się w Polsce, ale większość to piąta lub szósta generacja Polaków. W zespole znajdują się także osoby niemające polskich korzeni. Aby zebrać fundusze na wyjazd członkowie zespołu pracowali, m.in. wypiekali i sprzedawali pączki, myli samochody…
*   *   *
Na zamkowej górze od 76 lat stoi już drewniany, mierzący ponad 7 metrów krzyż. Wzniesiony został na zakończenie jubileuszu odkupienia – 1900. rocznicy Męki i Śmierci Zbawiciela, która w diecezji była obchodzona w latach 1934–1935.– Zamysłem ówczesnego biskupa Franciszka Lisowskiego było, aby ten znak zbawienia nie tylko królował miastu, parafii i diecezji, ale i przypominał o wspólnym dziedzictwie chrześcijańskim – podkreśla ks. Andrzej Augustyn, wikariusz z katedry. Obecnie stan krzyża jest fatalny. Czas zrobił swoje.
Od pięciu lat, wikary wspólnie z młodzieżą zrzeszoną we wspólnocie "Pokolenie JPII", organizuje pod krzyżem spotkania modlitewne. Dzięki nim to zapomniane przez tarnowian miejsce co roku jest porządkowane. Z czasem zrodził się pomysł, by krzyż odrestaurować i zadbać o teren wokół niego. - Kiedy krzyż stawiano przed wojną, był widoczny z miasta. Teraz trudno go dostrzec. Zasłaniają go rosnące obok drzewa - mówi ks. Augustyn. - Zamiast drewnianego, chcielibyśmy ustawić krzyż stalowy. Byłby na pewno trwalszy - dodaje. Jego rozmiary - 22,5 metra - nawiązywać mają do 225-lecia diecezji tarnowskiej i sprawić, że krzyż znowu byłby widoczny z daleka, jak kiedyś.
Idea budowy krzyża podzieliła tarnowian. Jedni są temu zdecydowani przeciwni i mówią, że to zbyteczny wydatek, inni twierdzą zupełnie odwrotnie, że krzyż powinien górować nad miastem, świadcząc o religijności i wierze mieszkających tutaj ludzi. - Tak duża konstrukcja zdominowałaby wzgórze zamkowe, zmieniając charakter tego zabytkowego miejsca - twierdzi Ewa Kropiowska ze stowarzyszenia Zamek Tarnowski. Jak mówi, nie jest przeciwko krzyżowi, ale lepszym rozwiązaniem byłaby renowacja obecnego - drewnianego, niż stawianie nowego - trzy razy większego, który ma być jeszcze nocą iluminowany.
Projekt spotkał się też z pozytywną oceną tarnowskiego magistratu. Właśnie uprawomocniło się wydane w czerwcu pozwolenie na budowę. Nowy krzyż pierwotnie planowano poświęcić na zamkowym wzgórzu 14 września - w święto Podwyższenia Krzyża. Jest to jednak mało prawdopodobne, gdyż dotąd nie rozpoczęto prac przy nowej konstrukcji. – Jego renowacja ma być widzialnym pomnikiem jubileuszu diecezji tarnowskiej, jak również beatyfikacji Papieża Polaka, dlatego samorząd miasta otwarcie włącza się w to dzieło – podkreśla Ryszard Ścigała.
Pomysł ustawienia imponujących rozmiarów krzyża na Górze św. Marcina jednak musi zostać odłożony na później - inicjatorom nie udało się zgromadzić wystarczających funduszy. Nieoficjalnie mówi się o kwocie rzędu kilkuset tysięcy złotych. - Jeżeli nie w tym roku, to w przyszłym. Będzie ku temu równie dobra okazja, ponieważ obchodzić będziemy 25-lecie pobytu Jana Pawła II w Tarnowie - mówi ks. Augustyn. Ideę budowy nowego krzyża mogą wesprzeć indywidualnie wierni i przedsiębiorcy, aczkolwiek zbiórka w kościołach na ten cel nie jest planowana. Cena może być jednak niższa, jeśli wybrano by zamiast planowanej stali szlachetnej odpowiednio tańsze materiały. Na razie takich pieniędzy nie ma, stąd budowa, mimo skompletowania wszystkich niezbędnych pozwoleń, utknęła w martwym punkcie.

Ryszard Zaprzałka


10:04, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
niedziela, 17 lipca 2011

Na mieszkańców Tarnowa czeka wakacyjna niespodzianka. Każdy, kto marzy o gorącym piasku i rozłożystych palmach, nie musi jechać daleko. Obok Centrum Handlowego Gemini Park Tarnów, przez najbliższe trzy kolejne weekendy lipca otwarta będzie plaża pełna atrakcji. Fani błogiego lenistwa będą z pewnością zadowoleni w cieniu egzotycznych palm, na plaży pełnej gorącego piasku. Tarnowscy plażowicze będą mogli zarówno wylegiwać się przy dźwiękach gorących rytmów, jak i aktywnie spędzać czas. Przepłynięcie basenu w suchej kuli na czas, zmierzenie się z falami dzięki symulatorowi surfingu, czy zawody gladiatorów to tylko niektóre z propozycji. Rodzice z dziećmi będą mogli wziąć udział w konkursach polegających na wznoszeniu budowli z piasku oraz malowaniu kamieni. Dla miłośników ruchu będzie prowadzona gimnastyka relaksacyjna na plaży. - Lato to wspaniała okazja do relaksu. Stąd nasza propozycja aby upalne dni w mieście spędzić na plaży wśród palm - mówi Kinga Witek, Dyrektor Marketingu i PR Gemini Park Tarnów. Z tą typowo wakacyjną impresją dobrze komunikuje wiadomość, jaka dotarła do opinii publicznej z naszego magistratu. Otóż Tarnowski Teatr wreszcie będzie klimatyzowany, co sprawi, że widzowie i aktorzy nie będą się „gotować”… Chociaż w przypadku tych ostatnich termin „gotować się” nie dotyczy tylko spraw klimatycznych ale także aktorskiego rzemiosła. Jak informuje Urząd Miasta właśnie ogłoszono przetarg na wykonanie klimatyzacji w kilku miejscach tarnowskiego teatru. W znaczny sposób poprawi ona komfort osób korzystających z obiektu. Nowa instalacja obsługiwać będzie widownię, scenę oraz jej zaplecze. Rzeczona inwestycja będzie realizowana w ramach zadania „Modernizacja budynku Tarnowskiego Teatru”, stanowiąc uzupełnienie przygotowanego wcześniej i już działającego systemu wentylacyjnego o elementy związane bezpośrednio ze schładzaniem powietrza pobieranego z zewnątrz.  Zakończenie prac przewidziano na koniec wakacji. W sytuacji personalnego pata, w wyniku którego nadal brak następcy sp. Edwarda Żentary, co skutkować będzie kolejnym straconym sezonem artystycznym, bowiem nowy dyrektor, nawet jeśli powołany zostanie jesienią nie wiele zdziała, wszak umowy i angaże podpisuje się wiosną – aleć dobre i to. Nie ma dyrektora będzie klimatyzacja.. Podobny pat dotyczy popadającego w coraz większą ruinę amfiteatru letniego przy ulicy Kopernika, który zamiast być kulturalną wizytówką miasta staje się jego  antyreklamą. Aliści ponoć idzie nowe… Na północnych peryferiach miasta, obok  glinianego „akwenu” za kompleksem basenów przy ulicy  Piłsudzkiego ma powstać amfiteatr na 2 tysiące miejsce. Podstawowe pytanie brzmi: kto za tym stoi czyli komu potrzebna jest znakomicie zlokalizowana działka w centrum miasta, gdzie dogorywa były amfiteatr, który z pewnością za mniejsze pieniądze niż przeznaczone na budowę nowego, można by gruntownie wyremontować. Za to autentyczną promocyjną lokomotywą są letnie festiwale i cykle koncertowe organizowane m.in. na tarnowskim Rynku. Opisujemy je oddzielnie, teraz tylko odnotujmy jazzowe novum, jakie nasi kulturalni zawiadowcy przygotowali na sobotę 16 lipca. Tym razem jazz rozbrzmiewał na rynkowym „bruku” z…Krakowa. Tradycyjnie też w letnie niedziele odbywają się Spacery po Tarnowie. Ostatni poświęcony był klasztorowi bernardynów i nosił intrygujący tytuł „Sznur bernardynów". Zanany tarnowski historyk  Krzysztof Moskal opowiadał m.in. o tym, co symbolizują węzły na sznurze bernardyna, kto był fundatorem klasztoru bernardynów w Tarnowie, skąd się wzięła legenda o tajemniczym tunelu łączącym zamek z miastem. A propos spacerów, to skutecznie obrzydzają je, nieestetyczne a niekiedy wręcz urągające sztukom plastycznym reklamy i szyldy, banery i billboardy, oraz wszechobecne plakaty i afisze reklamujące wszystko i wszystkich… tylko nie Tarnów. Nie promują go także lokalne periodyki, w rodzaju kolejnego numeru „Nowiny Tarnowskiej Gminy”.

Nasze miasto w zgodnej opinii wielu jego mieszkańców oraz odwiedzających je licznie turystów pięknieje z każdym dniem, miesiącem i rokiem. Jednakże  kiedy zapędzimy się na ul. Kopernika może dopaść nas zatrważający widok tarnowskiego amfiteatru, który przypomina krajobraz po bitwie lub plan filmu katastroficznego. Uszkodzone i popękane elewacje, scena udekorowana ręką fachowców od graffiti, zdewastowane resztki wyposażenia (działała tam kiedyś mała gastronomia), a miedzy miejscami siedzącymi można poczuć się jak na sawannie… A przecież jeszcze nie tak dawno, to tam koncentrowało się koncertowe  życie miasta. Zamiast każdorazowo budować na Rynku specjalną scenę z zapleczem, generując w ten sposób kolejne koszty, to tam organizowano koncerty, spektakle teatralne, kabaretony, dyskoteki, a nawet działało kino letnie… Teraz w powszechnej opinii miejsce to staje się antyreklamową wizytówką Tarnowa. „Cóż z nagrodzonej, nowoczesnej fontanny kiedy miejsce, które jest naznaczone wspaniałymi wydarzeniami, radością, piękną muzyką, ciekawymi osobistościami, oddycha jeszcze talentem przebywających tam artystów ulega zniszczeniu.” To tylko jedna z obywatelskich opinii. Brak gospodarskiej ręki, systematycznej dbałości i konserwacji daje o sobie coraz wyraźniej znać,  a w niedługim czasie, jeśli nic się nie zmieni trudno będzie dostrzec czy właściwie taki obiekt znajduje się jeszcze na terenie miasta. Mieszkańcy miasta coraz  częściej dochodzą do wniosku, że w tym marnotrawstwie jest jakaś metoda, że komuś na tym wyraźnie zależy… Tymczasem magistrat za nic mając te opinie i oczekiwania obywateli naszego grodu przygotował plan budowy zupełnie nowego amfiteatru. Ma się on powstać po wschodniej stronie ul. Piłsudskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie stawu (wyrobiska po byłej cegielni) poprzez wykorzystanie naturalnych warunków terenowych.  Jak czytamy w nadesłanej przez magistrat informacji, zgodnie z projektem Amfiteatr będzie posiadał widownię dla dwóch tysięcy widzów z kompletnym zapleczem scenicznym i kinowym oraz parking dla 10 autobusów i ponad 200 samochodów. Amfiteatr zostanie przykryty lekkim dachem membranowym umożliwiającym prowadzenie działalności bez względu na pogodę. Realizacja umożliwi organizację masowych imprez rekreacyjnych, rozrywkowych, artystycznych, kina letniego, wystaw, targów oraz innych miejskich uroczystości integrujących mieszkańców. Obiekt jest zaprojektowany jako zespół sześciu budynków, które będą obsługiwać scenę wraz z widownią. Zagospodarowanie terenu obejmuje ponadto: plac wejściowy - pieszy przed wejściem na widownię; plac techniczny – pieszo-jezdny z dojazdem do zaplecza sceny; przystań kajakową; kawiarnię z tarasem, plac zabaw, plac ćwiczeń, wiaty grillowe i ciągi piesze. Nie zmienia to faktu, że nadal aktualne pozostają wątpliwości co do sensowności całego, tego niewątpliwie kosztownego przedsięwzięcia. Tym bardziej, że dopiero co, gruntownie zmodernizowano Stadion Miejski w Mościcach, przystosowując go do różnego rodzaju masowych imprez.


W tak zwanym międzyczasie w sobotę 16 lipca w  grodzie Kraka miała miejsce Noc Jazzu czyli jeden z najważniejszych punktów programu XVI Letniego Festiwalu w Piwnicy Pod Baranami. Tarnowski magistrat postanowił retransmitować  to  wydarzenie. Śledzić je było można na ekranie diodowym o wymiarach 4 x 3 metry. Relacja na tarnowskim rynku rozpoczęła  się  o godzinie 16.00 transmisją materiałów archiwalnych dokumentujących poprzednie imprezy tego typu. Relację koncertów na żywo zaplanowano na godzinę 18.00. Jako pierwszą  można było  usłyszeć i zobaczyć „Suita wiosenną” – premierowe krakowskie wykonanie kompozycji symfonicznej Jarka Śmietany w wykonaniu orkiestry symfonicznej pod dyrekcją Krzesimira Dębskiego i Quintetu Jarka Śmietany. Godzinę później wystąpili  Grzech Piotrowski World Orchestra, prezentując międzynarodowy projekt w wykonaniu artystów z Norwegi, Holandii, Mołdawii, Bułgarii i Polski. A na zakończenie o 20.45 zagrał zespół The Syndicate.


Niestety, liczne tego lata na Rynku muzyczne igrzyska nie są w stanie przesłonić faktu, że król jest nagi, przynajmniej ten od reklam… Czasami już nawet nie chodzi o same reklamy, szczególnie te rozmieszczone w ścisłym centrum miasta, ale o ich wygląd. Część reklam jest po prostu brzydka, brudna, poniszczona, co dodatkowo wpływa na ich ocenę. Mała estetyka reklam oraz ich kiepska jakość to nie wszystko. Odrębną kwestią jest umiejscowienie danych materiałów reklamowych. I tutaj wypadałoby napisać nie o tym gdzie są umieszczane reklamy, ale raczej o tym gdzie jeszcze ich nie ma. A są prawie wszędzie, na elewacjach budynków, na płotach, siatkach, na drzwiach, bramach, w oknach, sklepowych wystawach, itd. długo by wymieniać. Codziennie przechadzając się po mieście  możemy zaobserwować tysiące przeróżnej wielkości i kolorystyki reklam, próbujących zachęcić do skorzystania z danej oferty. Części z tych reklam nawet nie zauważamy przyzwyczajeni do ich obecności, przechodzimy dalej nie poświęcając im uwagi. Chyba, że są to tzw. reklamy "potykacze", które wystawione na chodniku, bywają przeszkodą na którą czasem się wpada.
Wśród reklam są materiały bardzo dobrej jakości, które jednak często giną pomiędzy nadmiarem kolorowych szyldów. Wiele z tych reklam razi starością, rdzą, brudem, brakującymi fragmentami - zarówno pojedynczych liter, jak i całych elementów. Powszechne jest nawet umieszczanie reklam w takich miejscach w których ich nie widać. Niektórzy wykorzystują każdą dostępny skrawek miejsca, do powieszenia jakiejś formy reklamy. Właściciele (należą do nich również: zarządcy dróg, miasto, powiat, Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad) skrzętnie wykorzystują dostępne powierzchnie, aby czerpać z nich zysk. Wynajem miejsc pod reklamę stał się nawet dla niektórych formą stałego zarobku. Tak więc, władze czy też niektóre instytucje również przyczyniają się do zaśmiecania przestrzeni publicznej.
Odrębną kwestią są reklamy przy drogach, które estetyki miasta nie zwiększają, ale za to mają wpływ na bezpieczeństwo uczestników ruchu drogowego. Takie reklamy, wszelakiej wielkości (od zwykłych plakatów po kilkumetrowe billboardy) zasłaniają zwykłe znaki drogowe, odwracając uwagę i zmniejszając koncentrację kierowców. Nową formą takich reklam są tablice z ekranami LED, które dodatkowo swoim światłem (jeśli są źle ustawione) rażą po oczach. Głównym problemem z reklamami jest brak jasno określonych przepisów, które regulowałyby ich wygląd oraz zasady rozmieszczania. Takie regulacje powinny chronić przestrzeń publiczną przed nadmiernym ingerowaniem w jej otoczenie, zabezpieczać zabytki i reprezentatywne miejsca, wyznaczać standardy estetyczne i bezpieczeństwa. Oczywiście regulacje nie powinny całkowicie zakazywać rozmieszczania reklam, powinny jednak jasno wskazywać co jest dozwolone i przede wszystkim bezpieczne. Wydaje się że Rada Miasta powinna aktywnie podjąć kwestie uregulowania przepisów dotyczących reklam, ponieważ obecnie każdy może wieszać co chce i gdzie chce.


Milczą w tej bulwersującej sprawie także liczne lokalne media, które narastającego problemu zdają się nie dostrzegać. Być może ich  zastanawiająca bierność w „tym temacie” bierze się stąd, że same czerpią finansowe profity z tego reklamowego procederu. Tak jest na przykład w przypadku najnowszego numeru czasopisma „Nowiny Tarnowskiej Gminy”. Znajdziemy w nim m.in. artykuł o pracach i trudnościach związanych z opracowywaniem planów zagospodarowania przestrzennego, poradnik zawierający informacje jakie formalności trzeba spełnić by wybudować dom i wiele innych informacji „z życia gminy”. W szczegółach wygląda to tak:  
W tej typowo reklamowo - promocyjnej gminnej gazetce, wyróżniającej się przede wszystkim śladowymi ilościami prawdziwych tekstów,  dominantę stanowi „propaganda” sekwencji typu: wójt „odebrał”, „przeciął”, „otworzył”, „mówi” itp. Znaleźć tam  można jeszcze artykuł poświęcony dietom radnych, tekst „Nierówne podatki – niesprawiedliwość czy zaniedbanie?”, czy materiał o rządowej koncepcji posyłania sześciolatków do szkół, która również w gminie Tarnów nie cieszy się szczególną popularnością wśród mieszkańców. Jest informacja o poczynionych w ostatnim czasie inwestycjach, jest tekst o opłatach za przedszkole – radni podczas ostatniej czerwcowej sesji przyjęli najniższe z możliwych stawek, czy też artykuł o działającej niespełna rok straży gminnej. Znajdujemy tu swoiste kalendarium gminnych wydarzeń, informacje o możliwości bezpłatnego korzystania z basenu w Woli Rzędzińskiej i o bezpłatnych badaniach mammograficznych, o domach kultury w Błoniu i Nowodworzu, jubileuszu 10-lecia istnienia Teatru Carpe Diem, działającego przy Publicznym Gimnazjum nr 1 w Woli Rzędzińskiej pod przewodnictwem Jolanty Onak; mamy zapowiedź gminnych „Dożynek” w Radlnej (14 sierpnia), których gwiazdą będzie Ryszard Rynkowski i wiele innych informacji. W „Nowinach...” czytamy ponadto o konkursie „100 placów zabaw na 100 lat Nivea” - głosować można na dwie lokalizacje takich obiektów: przy Przedszkolu Publicznym w Tarnowcu oraz na terenie Centrum Wsi w Zbylitowskiej Górze. Słowem – jest co poczytać: od praktycznych i przydatnych informacji, po swego rodzaju „zapis”, także kulturalnego życia gminy; całość zaś okraszona została odpowiednią liczbą zdjęć czy np. nazwisk osób, które zwyciężyły w poetyckim konkursie, co dla dzieci i rodziców może stanowić miłą pamiątkę. Numer zamyka felieton Adama Ryby „Głos z Polski B” oraz artykuł ks. dr Tadeusza Wolaka „Opatrzność Boża daje nam biednych ludzi, abyśmy przez jałmużnę ubogacali siebie”. Jednym słowem cały wiejsko – gminny lans i piar…
I to by było na tyle w ten „ogórkowy” czas.


Ryszard Zaprzałka


16:17, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 11 lipca 2011

Po deszczowych,  z przeproszeniem, Zdaerzeniach nastał nam czas iście letnich upałów. Być może ta lipcowa kanikuła wprawia w stan pewnego letargu niektóre nasze instytucje kulturalne. Ale tak jest co roku więc właściwie nie ma po co strzępić języka. Dziwi nas tylko, że poza zamkniętym na głucho teatrem, co może nie jest najgorszym wyjściem z personalno – artystycznego pata tej placówki, także w Galerii Miejskiej wyrugowanej z centrum miasta na kolejową bocznicę nic się tak naprawdę nie dzieje. Podobnie jest w Bibliotece Miejskiej i Muzeum Okręgowym. A przecież wakacje to czas tradycyjnej wędrówki ludów, a gdzie jak gdzie, to właśnie w Tarnowie krzyżują się różnego rodzaju szlaki i trasy turystyczne. I od lat nikomu do głowy nie przychodzi aby, wzorem większych i mądrzejszych od nas miast, właśnie na Rynku otworzyć prawdziwy salon sztuk wszelakich, gdzie odbywałyby się spektakle teatralne, wernisaże i koncerty. Ze szczególnym naciskiem na promocję lokalnych twórców, których twórczości na co dzień nie mają szans oglądać inne, poza tarnowskie, nacje. Aliści, gwoli historycznej rzetelności, godzi się przypomnieć niekonwencjonalne pomysły śp. Bogusia Wojtowicza – dyrektora Galerii Miejskiej, który z powodzeniem ożywiał naszą Starówkę. Sprawiając, że w miesiącach letnich to właśnie na Rynku biło kulturalne serce miasta. A tak, to jeno trwa tam permanentna okupacja piwnych ogrodników… Jedynymi rodzynkami w tym kulturalnym zakalcu są Tarnowskie Centrum Kultury i Mościckie Centrum Sztuki, organizatorzy bardzo cenionych przez publiczność letnich festiwali: Jazzowego Rynku i Muzycznych Tarasów, do których raz w roku dołącza znane małżeństwo muzycznych Judymów – Teresa Kaban i Henryk Błażej ze swoimi Letnimi Koncertami. Sporo dzieje się również w Kąśnej Dolnej, gdzie organizowane są Muzyczne Spotkania u Paderewskiego. Także Pałac Młodzieży organizuje cykl koncertowy Muzyka Lata, aliści gro koncertów odbywa się na zamku w Dębnie. Jak z powyższej wyliczanki wynika, latem Tarnów staje się muzyczną potęgą. Szkoda tylko, że pomija się pozostałą, wcale liczną, populację pozamuzycznych obywateli naszego galicyjskiego miasteczka. W ten muzyczny pejzaż doskonale wpisują się uliczni grajkowie, których widok z gitarą, skrzypcami, harmonijką czy trąbką to niemal wakacyjna codzienność ulicy Wałowej. Ale dość tego ogrywania. Oto, jak się z Pegazem dowiedzieliśmy, para tarnowskich nastolatków Monika Kocik – reżyseria i  Radek Ryba – dźwięk zrealizowali ciekawy film o jednym z najwybitniejszych tarnowskich malarzy Stanisławie Westwalewiczu, więźniu obozu jenieckiego w Kozielsku, za co otrzymali pierwszą nagrodę (laptop) w konkursie o losach polskich Sybiraków. Pozostańmy jeszcze przez chwilę w filmowym świecie. Oto 4 lipca zabytkowy dwór w Dołędze stał się planem filmowym. Dwór „zagrał” mieszkanie jednego z członków rodziny Goetzów, założycieli browaru w Brzesku, w filmie zatytułowanym „Losy Goetzów”. W salonie dworu nakręcona została scena, w której syn Jana Ewangelisty Goetza, Jan Albin przyjeżdża do ojca z Wiednia i następuje symboliczne przekazanie interesu rodzinnego z ojca na syna. Akcja rozgrywa się w drugiej połowie XIX wieku, a dwór w Dołędze „zagrał” mieszkanie Jana Ewangelisty. Z kolei w innym, równie urokliwym dworku, będącym siedzibą Muzeum Etnograficznym w Tarnowie przy ul. Krakowskiej, można oglądać unikalny „Malarski pamiętnik Bronisławy Trzaskuś”, będący  retrospektywnym przeglądem znanej ludowej artystki pochodzącej z Jaźwin na ziemi dębickiej. Ciekawą prezentację malarstwa oglądać można również w fili MBP w Mościckim Centrum Sztuki, gdzie w ostatni piątek 8 lipca odbył się wernisaż wystawy "Barwy natury".  Jej autorką jest malarka Maria Wielgus-Antz, z wykształcenia ekonomistka. W latach 1990-2009 mieszkała w Niemczech, gdzie uzyskała dyplom Szkoły Malarstwa w Hamburgu (Axel Andersen Akademia). Należy do Związku Artystów Plastyków w Bremen. Od 2009 znów mieszka na stałe w Tarnowie i maluje w różnych technikach. A tę cotygodniową kulturalną galopadę zakończmy tym razem na… Starym Cmentarzu, gdzie pod historycznym szkiełkiem i okiem Antoniego Sypka renowacji poddawane są kolejne nagrobki.

Na ulicach Tarnowa można spotkać co raz więcej ulicznych grajków, zwłaszcza w okresie wakacji. Często szukają oni sposobu na zarobek, czasami myślą o sławie, a niekiedy chcą po prostu zabić czas. Są w różnym wieku i z różnych powodów śpiewają na chodnikach. Piotr Czosnyka z zespołu "Suchy chleb dla konia" występuje dla przechodniów od trzech lat. - Pierwszy raz był najgorszy, bo to jednak największy stres i zamiast grać, to chyba godzinę się zbierałem w sobie, żeby w ogóle usiąść i zacząć śpiewać - wyznaje. - A zaczęło się typowo, po prostu brak kasy. Nieco inny początek ulicznego grania miała Basia Kozik, licealistka, która grając na rynku, nie od razu myślała o pieniądzach - Sprawiało mi to radość, dopiero później stwierdziłam, że może warto spróbować w celach zarobkowych - przyznaje. Na granie na ulicy muzyk przeznacza kilka godzin dziennie. W ciągu takiego dnia można zarobić nawet od 120 do 150 złotych, ale jak zgodnie mówią tarnowscy grajkowie, to nie monety są najważniejsze. -Śpiewanie to przede wszystkim pasja, a pieniądze to tylko przyjemny dodatek - przyznaje Piotrek. Zwłaszcza w ostatnim czasie na Tarnowskim Rynku, czy na ul. Wałowej można zobaczyć uczniów, którzy właśnie rozpoczęli wakacje i aby zapełnić wolny czas grają i śpiewają ze znajomymi. Czasem dla zabawy, czasem dla zarobku. Wielu z nich liczy, że grajkowanie na ulicy może otworzyć drzwi do dalszej kariery. Piotr, bez emocji mówi jednak, że trudno jest się na czymś takim wypromować - Trzeba by mieć wielkie szczęście, żeby ktoś podszedł i powiedział "jesteś dobry, chodź podpiszemy kontrakt", ale to się w Polsce niestety nie zdarza. Ulica to nie jest dobry sposób na promocję, choć nie ukrywam, że warto się tu pokazywać, ponieważ jest to dobra szkoła dla głosu. Sprawdzenie swych możliwości jest głównym atutem muzykowania również dla Wioli Randowskiej, która dopiero zaczyna swoją przygodę ze śpiewaniem dla przypadkowych osób. Oczywiście dla ulicznego grajka nie jedynym wyzwaniem jest prawidłowe zagranie melodii. Trzeba też liczyć się z opiniami przechodniów. - Wydaje mi się, że ludzie reagują raczej pozytywnie. Czasami ktoś się krzywi, ale my się z tego śmiejemy, bo to raczej zabawne. Przecież nie każdemu musi się podobać - kończy Piotr.

Film opowiadający historię Stanisława Westwalewicza spodobał się jurorom najbardziej spośród czterystu nadesłanych z całej Małopolski. Rozstrzygnięcie konkursu odbyło się w Sali Senackiej Uniwersytetu Pedagogicznego. Został on zorganizowany przez Studenckie Koło Naukowe Historyków działające na krakowskiej uczelni oraz Centrum Dokumentacji Zsyłek, Wypędzeń i Przesiedleń. Był skierowany do uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Reżyserem filmu jest Monika Kocik, dźwięk zrealizował Radek Ryba. Za swój film o więźniu obozu jenieckiego w Kozielsku, Stanisława Westwalewicza, otrzymali pierwszą nagrodę w konkursie o losach polskich Sybiraków. Monika Kocik jest uczennicą trzeciej klasy V LO w Tarnowie. Wcześniej uczęszczała do gimnazjum nr 8 im. Stanisława Westwalewicza. Tam poznała ze szczegółami historię patrona swojego gimnazjum. Na uroczystościach szkolnych często bywał Andrzej Westwalewicz, syn Stanisława Westwalewicza. Opowiadał o ojcu, prezentował pamiątki rodzinne. Gdy Monika Kocik dowiedziała się o konkursie na film historyczny, postanowiła wspólnie z Radkiem Rybą odwiedzić pana Andrzeja w domu, dawniej domu jego ojca. Tam w obecności kamery rozmawiała z synem tarnowskiego artysty-malarza. Potem przyszła jeszcze żmudna praca na zarejestrowanym materiałem i jego montaż. - Poświęciliśmy na to ponad dwa miesiące - mówi Monika Kocik. - Nasz sukces w konkursie i wywalczenie pierwszego miejsca, to w dużej mierze zasługa pana Andrzeja Westwalewicza, który ma dar opowiadania o swoim ojcu. Niezwykła jest sama historia Stanisława Westwalewicza, tarnowianina. Cudem został ocalony od tragicznej śmierci z rąk NKWD. Znalazł się wśród 60 więźniów, których nie rozstrzelano w Katyniu. Film trwa 42 minuty i zdaniem Andrzeja Westwalewicza, powinna się nim zainteresować telewizja. - Jestem bardzo szczęśliwy z sukcesu Moniki i Radka, bo to pokazuje, że moje chodzenie po szkołach i opowiadanie tamtych tragicznych historii nie pozostaje bez echa - mówi wzruszony pan Andrzej.

Bronisława Trzaskuś to jedna z najstarszych malarek w naszym regionie. Jej prace pochodzące ze zbiorów Muzeum Etnograficznego w Tarnowie i z kolekcji prywatnych rodziny i przyjaciół,  warte są pokazania szerszej publiczności. Ich ekspozycja stanowi uhonorowanie i docenienie bogatej twórczości artystki. Pozwala na prześledzenie długoletniej i wieloetapowej działalności artystycznej, autorki posiadającej talent i potrzebę tworzenia.
Tej wystawy nie wolno przegapić, bo ukazuje malarstwo nieskażone komercjalizmem, a zarazem tak czyste w formie i narracji, że wręcz zachwyca. Wystawę nazwano pamiętnikiem, bo artystka zarejestrowała obrazy ze swego życia, które dla oglądających są opowiadaniem bardziej emocjonującym, niż powieść, album rodzinny, czy filmowa saga.
Bronisława Trzaskuś urodziła się w 1917 r. w Jaźwinach (pow. dębicki), gdzie spędziła całe życie. Jest ludową malarką, samoukiem, przedstawicielką sztuki nieprofesjonalnej, osobą o niezwykłym talencie i wyobraźni. Malować zaczęła w późnym wieku, kiedy trudy prowadzenia domu i gospodarki przejęły dorosłe dzieci. Maluje świat własnych przeżyć i wspomnień, odwołując się do lat swej młodości, które przypadły na drugą ćwierć ubiegłego wieku. Jej malarstwo jest swoistym pamiętnikiem, dokumentem przeszłości, obrazującym życie małopolskiej wsi: jej architekturę, pejzaż, prace gospodarskie, obrzędowość. Niektóre obrazy Bronisławy Trzaskuś charakteryzuje niemal fotograficzna dokładność, stanowią zapis życia wsi o wartości opisu etnograficznego. Oprócz opisów wsi w jej twórczości występuje również tematyka sakralna: wizerunki świętych, Matki Boskiej, Chrystusa, Papieża. Jest też autorką portretów, kwiatów oraz kopii scenek rodzajowych wzorowanych na obrazach mistrzów. Jej twórczość charakteryzuje się dojrzałością estetyczną i ciekawą, dopracowaną.

Zarząd Komitetu Opieki nad Starym Cmentarzem w Tarnowie na wniosek prezesa Antoniego Sypka podjął decyzję o konserwacji trzech nagrobków z pieniędzy zebranych podczas kwesty AD 2010. Ostatnia kwesta była rekordowa, zebrano 23.5 tys. zł. Po uzyskaniu stosownych zezwoleń od konserwatora i dyrekcji MZC w Tarnowie konserwacji zostaną poddane:
Nagrobek Jana Leńka (1857-1920). Jeden z piękniejszych na tarnowskim cmentarzu. Bardzo zniszczony. Komitet od lat zabiegał o jego remont. Niemniej skomplikowane stosunki własnościowe do tego nagrobka nie pozwalały na jego remont. Dzięki inicjatywie dyrektor MZC w Tarnowie Marii Wójcik, która nawiązała kontakt z sędziwymi właścicielami grobowca, grobowiec Jana Leńka będzie remontowany w tym roku. Jan Leniek był wybitnym historykiem Tarnowa. Autor najlepszej do tej pory historii miasta pt. Dzieje miasta Tarnowa wydanej w 1910 r. wraz z pozostałymi dwoma autorami: Franciszkiem Herzigiem i ks. Franciszkiem Leśniakiem. Autor kilku innych źródłowych opracować dotyczących historii Krakowa i Tarnowa. Autor podręczników historii. Był pierwszym dyrektorem nowopowstałego w naszym mieście w 1903 r. II Gimnazjum im. Hetmana Jana Tarnowskiego. Był wieloletnim radnym, inicjatorem wielu przedsięwzięć ratujących zabytki Tarnowa. Stał na czele Komisji ds. Ogrodu Miejskiego. Tarnowski ogród miejski zwany parkiem Strzeleckim uważany był wówczas za jeden z piękniejszych w Galicji.  Wybitny pedagog i nauczyciel. W 1916 r. został zawieszony w czynnościach, a następnie zmuszony przez władze szkolne do odejścia na wcześniejszą emeryturę. Powodem wymuszonej dymisji zasłużonego dyrektora był wybryk gimnazjalistów ośmieszających monarchię i cesarza. Leniek energicznie i skutecznie wybronił swoich uczniów nie tylko przed wyrzuceniem ze szkoły, ale i aresztowaniem (trwała I wojna światowa). Zmarł 20 lipca 1920 r. doczekawszy Niepodległej Polski. Wraz z synkami spoczywa na Starym Cmentarzu w Tarnowie, po prawej stronie alei głównej, w kwaterze III, kilkadziesiąt metrów od bramy głównej. Drugim grobowcem poddanym restauracji będzie grobowiec w kwaterze X, w którym spoczywają prochy zmarłego nieznanego nazwiska (NN). Grobowiec z pięknym żeliwnym krzyżem na obelisku pozbawiony jest niestety napisu epitafijnego, który z upływem czasu zaniknął. Konserwację obu nagrobków wykona dyplomowany konserwator mgr Barbara Dworaczyńska. Ostateczny termin ukończenia remontu to 1 X 2011 r.  Trzecim grobowcem wytypowanym do konserwacji jest nagrobek Walentego Pogończyka Muszyńskiego ( 1843-?). Obywatela z Poznańskiego, który bił się w oddziale Taczanowskiego w bitwie  pod Ignacewem w marcu 1863 r. Po potyczce wyemigrował do Galicji. Nie wiemy gdzie mieszkał, w każdym razem był dzierżawcą majątków szlacheckich w okolicach Pilzna lub Dębicy. Nie wiemy kiedy zmarł, być może niedługo po 1914 r. Pochowany jest na Starym Cmentarzu w kwaterze III. Na nagrobku charakterystyczny tarnowski Orzeł Powstańczy, jakim znakowali groby powstańców w latach 50. XX wieku miłośnicy Starego Cmentarza. Autorem Orła Powstańczego jest tarnowski architekt Witold Giżbert Studnicki. Inicjatorem pomysłu był m.in. inż. Witlod Gryl.

Ryszard Zaprzałka


11:47, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 04 lipca 2011

Miniony tydzień w tarnowskiej kulturze zdominowały, a raczej zdemolowały trwające od 1 do 3 lipca „Zdaerzenia” - doroczne święto Tarnowa. Poczynając od samej nazwy obrażającej językowych ortodoksów i budzącej estetyczny sprzeciw, poprzez muzyczną inwazję byłych mega gwiazd, czyli zespołu Scorpions, którego obecność w naszym galicyjskim miasteczku mocno „ograniczyła” tegoroczny budżet imprezy, a na mizerii pozostałych propozycji (głównie dla muzycznej, młodzieżowej populacji tarnowian) czy też raczej ich braku (dla pozostałych, poza muzycznych obywateli) kończąc - było… tak sobie. Także pogodowo i frekwencyjnie. Swoistą antyreklamą święta miasta była gruntownie rozkopana i miejscami nie do pokonania reprezentacyjna ulica Krakowska, wiodąca do Rynku, gdzie odbywała się większość imprez. O samej imprezie szczegółowo piszemy obok. Teraz odnotujmy jeno kolejnych laureatów nagród Miasta Tarnowa, wręczonych w drugim dniu tegorocznych „Zdaerzeń”. A zostali nimi:    Dziewczęcy Chór Katedralny PUELLAE ORANTES, ś.p. Jacek Wróbel – artysta malarz i grafik, Jan Kudelski – właściciel Kawiarni TATRZAŃSKA oraz Justyna Pawłowska – skrzypaczka, studentka Akademii Muzycznej w Katowicach. Niejako domykając temat przypomnijmy, że pierwsze Dni Tarnowa odbyły się w latach trzydziestych ubiegłego wieku, druga edycja miała miejsce w roku 1948. Po dłuższej przerwie organizowane są regularnie od lat siedemdziesiątych. Z różnym skutkiem, jak widać… Być może wymiernym „plusem dodatnim” tegorocznego świętowania będzie zakup klimatyzacji do nowo odbudowanego gmachu teatru, w którym „zapomniano” owo jakże pożyteczne urządzenie zainstalować. Wszak, jak wieś gminna niesie wpływy z biletów na Scorpionsów znacznie przewyższyły wydatki więc może uda się wygospodarować jeden milion na ten szczytny cel, tyle bowiem ma to kosztować. A rzecz jest arcy pilna, bowiem póki co w Solskim panują tropiki… Jest duszno i gorąco, co szczególnie dało się we znaki uczestnikom ostatniej w tym sezonie premiery „Celi ojca Maksymiliana” i benefisu jej autora prof. K. Brauna. Skandal i nieporozumienie, to najłagodniejsze komentarze rozgrzanej, niekoniecznie sztuką, licznie zebranej publiki. - W teatrze nie ma jeszcze klimatyzacji. Na widowni działa wentylacja, czyli wymiana powietrza z sali na to z zewnątrz. Rzeczywiście, przy wysokich temperaturach na zewnątrz nie stwarza to komfortowej sytuacji dla widzów - przyznaje Rafał Balawejder, pełniący obowiązki dyrektora Tarnowskie Teatru. Takiego tłumaczenia chyba nikt się nie spodziewał. Przypomnijmy, przebudowa tarnowskiego teatru trwała dwa lata począwszy od połowy czerwca 2009 roku i kosztowała ponad 13 mln zł. Podczas jednej z konferencji prasowych nowy obiekt z dumą prezentowali prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała oraz ówczesny zastępca dyrektora teatru Rafał Balawejder. Mówiono o zupełnie nowych wnętrzach i nowoczesnej technologii sceny. Pokazywano przestronne foyer, duża widownię o amfiteatralnym układzie miejsc siedzących, nowe garderoby dla aktorów i pomieszczenia akustyków z nowoczesnym sprzętem. To wszystko miało znacznie poprawić komfort przygotowywania i oglądania spektakli. - Na etapie remontu teatru, ze względu na oszczędności, zrezygnowano z instalacji klimatyzacji. Koszty montażu urządzeń w tak dużym budynku są ogromne. Aktualnie trwają analizy w tej sprawie, rozważana jest taka ewentualność, ale nie ma jeszcze decyzji. Wiemy na pewno, że byłoby to możliwe bez budowlanego ingerowania w budynek, który na etapie remontu został przystosowany do montażu urządzeń klimatyzacyjnych - wyjaśnia Dorota Kunc-Pławcka, rzecznik prasowy prezydenta Tarnowa. A my pytamy wprost, kto personalnie i finansowo odpowiada za cały ten skandal zaniechania i niedopełnienia obowiązujących przepisów i procedur. Wszak jakaś komisja odbierała i podpisywała odbiór budynku… Ale nic to! Na szczęście nie samym teatrem Tarnów stoi. Są nawet dziedziny, w których jesteśmy lepsi… Według najnowszego samorządowego rankingu „Rzeczpospolitej” Tarnów zajął w grupie miast na prawach powiatu drugie miejsce, dystansując m.in. królewski Kraków zajmujący 49 lokatę i Nowy Sącz sklasyfikowany na miejscu 52. Tyle tylko, że plebiscytowe kryterium zarządzania finansami i nakładami na inwestycje dotyczyło lat 2007 – 2010. Poza tym, w piwnicznej galerii Muzeum Okręgowego otwarto wystawę malarstwa Marka Chodkowskiego pt. „Niewidzialny świat”, w Galerii Miejskiej odbyły się warsztaty fotograficzne, dziennikarz filmowy  Łukasz Maciejewski trafił do amerykańskiego wydawnictwa Uniwersytetu w Yale (Yale Duke University Press,  no i rozpoczęły się niedzielne „Spacery po Tarnowie”…
 
 
W poniedziałek 27 czerwca o godzinie 18.00 w Galerii Piwnica Muzeum Okręgowego w Tarnowie odbył się wernisaż wystawy prac Marka Chodkowskiego „Niewidzialny świat”. To kolejna wystawa z cyklu „Tarnowscy artyści w galerii muzealnej”, organizowanego wspólnie przez Muzeum Okręgowe i tarnowski oddział Związku Polskich Artystów Plastyków. Marek Chodkowski jest absolwentem UMCS w Lublinie gdzie w 1996 roku obronił dyplom w dziedzinie malarstwa. W latach 1997 - 1998 pracował w Muzeum Okręgowym w Tarnowie na etacie plastyka. Oprócz pracy zawodowej zajmował się także konserwacją mebli, obrazów oraz grafiką komputerową. Od 2004 roku należy do Związku Polskich Artystów Plastyków. Jest autorem kilku wystaw indywidualnych i brał udział w wielu wystawach zbiorowych, m.in. w : Opolu, Lublinie, Krakowie i Tarnowie. Początkowo malarstwo Marka Chodkowskiego odzwierciedlało rzeczywistość, malował to, co widział, świat nieprzetworzony, realny. Dopiero z biegiem czasu zaczął dostrzegać, że w materii można nieskończenie poszukiwać zarówno poprzez kolor jak i formę. Artysta chce poprzez abstrakcyjne formy pokazać to, co jest praktycznie niezauważalne bądź to w zwykłych rzeczach, bądź w kosmosie. Wystawa czynna jest do 24 lipca.
 
Z kolei 30 czerwca i 1 lipca na dwudniowe warsztaty fotograficzne zaprosiło amatorów i profesjonalistów Biuro Wystaw Artystycznych Galeria Miejska w Tarnowie. Zajęcia, odbywające się w okolicach dworca kolejowego, prowadzili Tomasz Sikora i Andrzej Świetlik. Tematem przewodnim warsztatów była „Podróż”. Po zakończeniu warsztatów, w których brać mogli udział zarówno amatorzy jak i profesjonaliści, uczestnicy otrzymali specjalne dyplomy potwierdzające udział.
Tomasz Sikora od 1972 przez 10 lat pracował jako stały fotoreporter warszawskiego Tygodnika Ilustrowanego Perspektywy. Od 1982 w Australii, gdzie w następnym roku założył studio fotografii reklamowej, prowadził warsztaty fotograficzne w Victoria College w Melbourne, wydawał książki i kalendarze. Twórca teatralnych i filmowych plakatów, ilustracji książkowych, realizator prac dla agencji reklamowych w Ameryce i Europie.
Andrzej Świetlik jest wykładowcą Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku. Od 20 lat mieszka w Warszawie. Współtwórca i założyciel legendarnej, awangardowej grupy artystycznej Łódź Kaliska oraz Galerii Bezdomnej. Zajmuje się fotografią artystyczną, reklamową, użytkową i prasową. Współpracuje z wydawnictwami krajowymi i zagranicznymi.

Niebawem, nakładem wydawnictwa Uniwersytetu w Yale (Yale Duke University Press), ukaże się pierwszy amerykański tom poświęcony twórczości Krystiana Lupy, jednego z najwybitniejszych europejskich reżyserów teatralnych.  Jednym z autorów tego wydawnictwa jest związany z Tarnowem krytyk filmowy i teatralny – Łukasz Maciejewski.
 Yale to jeden z najbardziej prestiżowych uniwersytetów amerykańskich, należący do tzw. Ligi Bluszczowej (Ivy League). Uniwersytet zaliczany jest do najlepszych placówek edukacyjnych na świecie. Absolwentami Yale byli m.in. prezydenci i v-ce prezydenci USA (George W. Bush, Bill Clinton, George H. W. Bush, Gerald Ford, Dick Cheney, Hillary Clinton), kilkudziesięciu laureatów Nagrody Nobla, Pulitzera i wielu innych wyróżnień.
 W tomie „Krystian Lupa: In His Own Words / Theater” wydanym przez „Yale School of Drama” (ukończonej m.in. przez Jodie Foster i Meryl Streep), znajdą się najważniejsze artykuły i wywiady poświęcone Lupie, które ukazały się na świecie na przestrzeni kilkudziesięciu lat.
 Do prestiżowej publikacji wybrane zostały aż dwie rozmowy Łukasza Maciejewskiego: „My fucking me” (wywiad opublikowany pierwotnie w „Notatniku Teatralnym”) oraz „My film catastrophe” – rozmowa Maciejewskiego na temat studiów Lupy w Łódzkiej Szkole Filmowej, oraz filmowych inspiracji reżysera (wywiad ukazał się w 8 numerze „Filmu” z 2008 roku).

Kontynuując cieszący się niezwykłą popularnością cykl "Spacerów po Tarnowie", Tarnowskie Centrum Informacji przygotowało kolejnych pięć spotkań z historią naszego miasta. Tegoroczna edycja otwartych wycieczek z przewodnikiem proponuje nowe spojrzenie na zabytki centrum Tarnowa - i, po raz pierwszy, obejmie wędrówki alejami dzielnicy ogrodu - przemysłowych, a jednocześnie zabytkowych, Mościc. Tradycyjnie spotkania odbywać się będą w niedzielne popołudnia lipca i sierpnia. Spacerki, z wyłączeniem trasy po Mościcach, rozpoczynać się będą o godz. 15:00, przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji, Rynek 7. Zwiedzanie dzielnicy ogrodu zaplanowano również na godzinę 15:00, lecz miejscem zbiórki będzie pętla autobusowa w Mościcach.
Fascynujące opowieści o Tarnowie snuć będą dr Krzysztof Moskal oraz Ewa Łączyńska-Widz (w trakcie spaceru po Mościcach).

Oto ich szczegółowy diagram:
3 VII - Tarnów Leliwitów, Tarnów hetmana - spacer rozpocznie się przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji - Rynek 7 - o godz. 15.00.
17 VII - Sznur bernardyński - spacer rozpocznie się przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji - Rynek 7 - o godz. 15.00.
31 VII - Mościce - Dzielnica Ogród - spacer rozpocznie się na pętli autobusowej w Mościcach o godz. 15.00.
14 VIII - Tarnów Sanguszków - spacer rozpocznie się przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji - Rynek 7 - o godz. 15.00.
28 VIII - Tarnów miasto biskupów - spacer rozpocznie się przed siedzibą Tarnowskiego Centrum Informacji - Rynek 7 - o godz. 15.00.

Ryszard Zaprzałka


13:09, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: