RSS
sobota, 26 lipca 2008

Ani się obejrzeliśmy a za nami już połowa wakacji. Ale ciągle jeszcze wiele dróg przed nami. Nie dalej jak wczoraj (24.07) wyruszył z Tarnowa kolejny, dziewiąty już, Tabor Pamięci Romów. Jego ideą jest nie tylko żałobne pielgrzymowanie, ale także pamięć o wolnym wędrownym życiu, które władze komunistyczne przerwały w 1964 roku, o zwyczajach i kulturze romskiej, wreszcie o tym, że ta społeczność była i pozostaje częścią etnicznej barwy naszego kraju. Uroczysty wyjazd taboru cygańskiego poprzedziło otwarcie w Muzeum Etnograficznym wystawy „Dzieci Wiatru” o historii i kulturze Romów na Słowacji, przygotowanej przez Slovenské Národné Múzeum v Martinie. Również wczoraj odbył się „start” multimedialnej harcerskiej „Kapsuły Czasu”, która została wmurowana w cokół pomnika twórcy polskiego skautingu Andrzeja Małkowskiego. Tym wszystkim którzy nie zdążyli albo deszcz wystraszył proponujemy odwiedziny (ale nie w celach administracyjnych) tarnowskiego oddziału krakowskiego Urzędu Wojewódzkiego przy Al. Solidarności, gdzie obejrzeć można Wystawę Twórczości Plastycznej „Art. – Akademia” działającej przy Pałacu Młodzieży. Letnie miesiące to nie tylko czas słodkiego leniuchowania ale też twórczego wypoczynku. A taką wartościową formę plastycznej edukacji połączonej z wakacyjnym luzem proponuje znane tarnowskie malarskie małżeństwo Elżbieta i Witold Pazerowie otwierając w sierpniu Letnią Pracownię Plastyczną.


Tegoroczna wędrówka „Dzieci wiatru”, jak poetycko nazwano romskie wędrowanie, potrwa cztery lipcowe dni. W tym czasie nawiedzone zostaną miejsca w regionie, w których pochowani są Romowie zamordowani w czasie drugiej wojny światowej, a także te związane z kulturą Romów. W tym roku IX Tabor Pamięci wyruszył sprzed Muzeum Etnograficznego, a następnie przez Mościce i Wierzchosławice dotarł do Bielczy. Tu, na cmentarzu parafialnym pochowanych jest 42 Romów, ich zbiorowa mogiła znajduje się na cmentarzu w Żabnie. Ale, jak mówi dyr. Adam Bartosz z Muzeum Okręgowego, najważniejsza jest Szczurowa, gdzie Niemcy zamordowali ponad 90 osób z tamtejszej cygańskiej osady. Tam też odbędą się główne uroczystości związane z 65 rocznicą hitlerowskiego mordu Romów. Byli tacy – snuje swoją opowieść zafascynowany kulturą romską Adam Bartosz – których gorszyło, że Tabor odwiedza miejsca męczeństwa Romów barwnym korowodem, z muzyką i śpiewem, ale trzeba być choćby na jednej z takich wędrówek, aby zobaczyć, że Romowie inaczej czczą pamięć zmarłych. Oprócz modlitwy jest kieliszek wódki wypity przez żyjących i jeden wylany na mogiłę, jest też melodia zagrana zmarłemu… A na trasie tegorocznego Taboru Pamięci znajdą się jeszcze Niedomice, Radłów i Dołęga, ale może być inaczej bowiem dla społeczności cygańskiej czas i miejsce mają inny wymiar.
Warto przy tej okazji przypomnieć, iż w Tarnowskim Muzeum Etnograficznym znajduje się najstarsza w Europie stała ekspozycja muzealna przedstawiająca historię i kulturę Romów.
To właśnie „ruchoma” część tej niezwykłej wystawy w postaci oryginalnych wozów taborowych ciągnionych przez konie każdorazowo uczestniczy w Taborze Pamięci. Zgodnie z tradycją wieczorami na trasie rozbija się cygańskie obozowisko i wtedy Romowie ubrani w typowe dla ich społeczności stroje przypominają sobie jak żyli ich przodkowie: gotują posiłki na ognisku, wspominają dawne czasy, grają, śpiewają i tańczą,  kultywując swój język i stare obrzędy, np. śluby i chrzciny. Stąd też zawsze Taborowi Pamięci towarzyszy krajowy duszpasterz Romów ks. Stanisław Opocki, który przed wyruszeniem na trasę poświęcił i pobłogosławił go. I co ciekawe, nigdy też nie podaje się dokładnych czasów wyruszenia na trasę, przyjazdów i odjazdów, bowiem wędrujący cyganie nigdy nie spoglądali na zegarki, zawsze czuli się wolni. A czas i tempo ich wędrówek najczęściej wyznaczały słońce i konie… .

Pierwszy Tabor Pamięci wyruszył z Tarnowa w lipcu 1996 roku.  Sporo uczestników tegorocznej wędrówki pamięta jeszcze tamte tradycyjne tabory, te sprzed 1964 roku: Urodziłem się w takim obozie, nad brzegiem przepływającej przez Tarnów rzeki Białej – wspomina wicekról romski Krzysztof Jaworski, który uczestniczy w imprezie już po raz trzeci i specjalnie  przylatuje na nią ze Szwecji – do 18 roku żyłem ciągle w drodze, miałem już nawet swojego konia… .
W tym roku w kolorowym Taborze jadą Romowie z całej Europy, nie tylko z Tarnowa. Są w nim liczni przedstawiciele Organizacji Romskich z Anglii, Niemiec i Słowacji. Zresztą do Taboru dołączyć może każdy, kto ma namiot, środek transportu i odwagę… Nowością ma być nauka hymnu romskiego połączona z prezentacją flagi Romów z niebiesko – zielonymi pasami i 16 – szprychowym kołem.

Tuż przez wyruszeniem na trasę nastąpiło w Muzeum Etnograficznym uroczyste otwarcie wystawy „Dzieci Wiatru” ukazującej historię i kulturę Romów na Słowacji, przygotowanej przez Slovenské Národné Múzeum v Martinie – Múzeum Kultúry Rómov na Slovensku – Hanę Zelinową, Adrianę Danekovą i Gabrielę Dobrovičovą. Można się z niej dowiedzieć o życiu Romów od IX wieku do czasów współczesnych – poznać ich zwyczaje, obrzędy, kulturę i tradycję. A to wszystko w zdjęciach i tekstach w 4 językach: romskim, słowackim, angielskim i oczywiście polskim. Z kolei na obozowisku w Bielczy swoje prace malarskie zaprezentowała trójka romskich artystów: Małgorzata Mirga – Tras, Bogumiła Delimała i Krzysztof Gil.

Nieco poniżej etnograficznego dworku, u zbiegu ulic Krakowskiej, Bema i Bandrowskiego odbyła się tego samego dnia uroczystość wmurowania aktu erekcyjnego pod nowy tarnowski pomnik, tym razem twórcy polskiego skautingu Andrzeja Małkowskiego. Oprócz wspomnianego aktu w „kapsule czasu” znalazły się jeszcze m.in. harcerski krzyż i lilijka, dukat tarnowski i flaga miasta wraz pendrivem z jego panoramami oraz kamień i ziemia z Zatoki Meksykańskiej, w której utonął Andrzej Małkowski.  Ma to być przekaz od obecnych mieszkańców miasta dla przyszłych pokoleń tarnowian. Uroczyste odsłonięcie pomnika - popiersia dłuta Michała Poręby, znanego tarnowskiego plastyka, zaplanowano na 19 września – wówczas w Tarnowie odbędzie się Zlot Krakowskiej Chorągwi ZHP.
Andrzej Małkowski, przejęty ideą skautingu, wiele lat życia poświęcił na propagowanie jego zasad – obowiązku wobec Boga, bliźnich i samego siebie. Przez kilka lat był związany z Tarnowem, dlatego w mieście powstał Komitet Budowy i Odsłonięcia Pomnika Andrzeja Małkowskiego. Wzruszenie odbiera mi głos. To dla mnie niesamowite chwile, kiedy widzę, że długie, bo blisko 25 – letnie starania o jego wzniesienie wreszcie przybierają realne kształty – mówił podczas uroczystości phm. Marek Popiela, inicjator wzniesienia monumentu upamiętniającego twórcę polskiego skautingu i przewodniczący komitetowi budowy. A Pegaz przypomina, iż  rok 2008 został ogłoszony przez Senat RP Rokiem Andrzeja i Olgi Małkowskich.

Kończąc naszą cotygodniową kulturalna galopadę po Tarnowie zapraszamy na Wystawę Twórczości plastycznej, rysunku artystycznego i malarstwa, uczestników pracowni plastycznej Barbary Leszczyńskiej, działającej przy tarnowskim Pałacu Młodzieży. Wystawa prac ma miejsce w Urzędzie Wojewódzkim w Tarnowie przy Al. Solidarności. A swoje prace – malarstwo, rysunek, grafika, rzeźba -  młodzi adepci plastycznego fachu wykonali w różnych technikach, takich jak: sepia, węgiel rysunkowy, ołówek, pastela, plakatówka oraz akryl, co świadczy o niemałych już ich umiejętnościach. Spora w tym zasługa właśnie mgr. Barbary Leszczyńskiej, która oprócz pracy  dziećmi zajmuje się także własną twórczością artystyczną. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy zajęcia prowadzone są tam w grupach wiekowych, gdzie do każdego uczestnika podchodzi się indywidualnie, w zależności od jego uzdolnień plastycznych oraz zainteresowań. Większą część uczestników stanowią uczniowie, którzy chcą zdawać w przyszłości do szkół plastycznych oraz na wyższe uczelnie artystyczne. Praca z młodzieżą  prowadzona jest zarówno w pracowni jak i w plenerze. Dodatkowo uzupełniają ją pogadanki o sztuce, zwiedzanie wystaw oraz spotkania z twórcami sztuki. Pozwala to kształtować dobry gust i wyczucie estetyczne oraz rozwijać uzdolnienia plastyczne. Obecna wystawa zlokalizowana w ważnym tarnowskim biurowcu, który co dzień odwiedzają tłumy interesantów to znakomita promocja tej odbywającej się nieco w cieniu innych tego typu przedsięwzięć „pracy u podstaw”.

Podobna, acz nieporównywalnie głośniejszą medialnie działalność uprawia od lat  Tarnowskie Centrum Kultury, które z początkiem sierpnia zaprasza do Letniej Pracowni Plastycznej Elżbiety i Witolda Pazerów. Koszt dziesięciu spotkań wynosi 40 zł i z uwagi na ograniczoną ilość miejsc lepiej na zajęcia zapisać się już teraz. W programie tych interdyscyplinarnych spotkań znalazły się m.in.  plenerowa „Architektura i natura” oraz warsztaty akademickie „Forma we wnętrzu i przestrzeni”. A dokładnie rzecz ujmując uczestnicy tej letniej pracowni zapoznają się z takimi zagadnieniami, jak: „analityczna i syntetyczna obserwacja pleneru i martwej natury, nauka podstaw warsztatu plastycznego, zasady właściwego komponowania płaszczyzny, nabywanie umiejętności świadomego widzenia, postrzeganie związków koloru ze światłem i przestrzenią, swobodna kreacja twórcza z wykorzystaniem różnych technik plastycznych – tempera, monotypia, coullage, rysunek ołówkiem, tuszem i inne”. I chociaż my z Pegazem mamy inne artystyczne preferencje – „rzeźbimy w słowie”, to jak najbardziej doceniamy i zapraszamy do uczestnictwa w tym, co proponują inni.
I to by było na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



22:33, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 lipca 2008

Lato jak wiadomo sprzyja podróżom. Tych, których na nie stać mogą sobie na przykład pooglądać przejeżdżające przez nasz galicyjski dworzec pociągi. Pamiętam, iż jako pacholę wyprowadzany byłem na spacer tam właśnie by wraz z moim dziadkiem, emerytowanym kolejarzem w randze kierownika pociągu, kontemplować a raczej kontrolować rozkład jazdy i całokształt dworcowego życia. A pięćdziesiąt lat temu przez tarnowski dworzec przetaczały się pociągi w zupełnie „starym stylu”, istne parowe monstra, których postoje i odprawy były prawdziwymi spektaklami, no i kolejarze (ach te ich mundury!) oraz podróżni byli inni… . Niejaką namiastką tamtych złotych czasów kolei żelaznej był drugi w ponad 100. historii pociągu  przejazd przez Tarnów i krótki postój (14 lipca, godz. 19.47) legendarnego Orient Expresu. Skoro już się zgadało o letnich wojażach, to i my z moim parzystokopytnym przyjacielem, jako że w samym mieście nie wiele się dzieje, postanowiliśmy wychynąć poza jego opłotki. Na pierwszy popas zatrzymaliśmy się w Tuchowie, który jak się okazuje, nie tylko odpustem stoi ale i prawdziwą sztuką. Zaś nieco dalej w sercu Pogórza Ciężkowickiego natknęliśmy się na „Rezerwat w… ogniu”, czyli „Strefę magiczną” Tygla Kultury, do tej pory ściśle tarnowskiej imprezy wyeksportowanej tego lata do Ciężkowic właśnie. Syci wrażeń powróciliśmy do naszego miasteczka, gdzie trafiliśmy na otwarcie kolejnego sklepu z winem, tym razem firmowanym przez samego Marka Kondrata, a nie Konrada, jak napisał Dziennik Polski. Ale błądzić jest rzeczą ludzką i  nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi…


Tak się przypadkiem złożyło, iż wizyta w naszym mieście słynnego Orient Expresu przypadła w 219 rocznicę zdobycia Bastylii przez lud Paryża (1789), oraz w przeddzień zwycięskiej bitwy Polaków z Krzyżakami pod Grunwaldem (15 lipca 1410). Podobne, rewolucyjno - bitewne nastroje zaobserwować można było na tarnowskim dworcu  wśród prawdziwych tłumów oczekujących w poniedziałkowy wieczór na 13. minutowy postój legendarnego pociągu. Ale warto było, bowiem  to jeden z najpiękniejszych, najdroższych i najbardziej ekskluzywnych pociągów świata. I chociaż teraz nazywa się nieco inaczej bo Venice Simplon – Orient Express, to dokładnie ten sam, aczkolwiek poddany niezbędnemu liftingowi  pociąg, który w XIX i XX wieku przemierzał pierwszą transsyberyjską linię kolejową pomiędzy Paryżem a ówczesnym Konstantynopolem. Aliści tak naprawdę ponad czasową sławę przyniosło mu umieszczenie w nim akcji jednej ze swych kultowych powieści kryminalnych przez Agatę Christie, wielokrotnie późnie przenoszonej na ekran (oczywiście powieści a nie autorki). Od tamtej pory Orient Expres nieodmiennie kojarzony jest z powieściowym śledztwem w sprawie tajemniczego morderstwa amerykańskiego milionera Samuela Edwarda Ratchetta. To pewnie dlatego 25 lat temu mocno nadwyrężony przez czas zabytkowy skład nabył i starannie odrestaurował obecny właściciel pociągu, organizując w nim sentymentalne podróże w czasie i przestrzeni po kolejowych bezdrożach Europy. Aktualnie cały ten zabytkowy skład liczy 16 wagonów, w którym oprócz części pasażerskiej i sypialnej znajdują się trzy wagony restauracyjne oraz… piano – bar. Dania serwowane są na oryginalnej porcelanie i oprawione muzyka na żywo. Całość ma niepowtarzalny mieszczańsko – arystokratyczny styl, staroświecki szyk i swoistą elegancję. Romantycznym i bywa, że mocno romansowym okolicznościom wielodniowego podróżowania sprzyjają m.in. ekskluzywne kanapy i fotele, pokryte jedwabnymi narzutami stoliki wykonane z najwyższej jakości drewna, dużo kwiatów, dyskretne oświetlenie i znakomita obsługa. Szkoda tylko, że ta podróż w zupełnie starym stylu z udziałem bogatej, międzynarodowej socjety odbywa się w mało romantyczny sposób. Otóż, legenda światowego kolejnictwa ciągniona jest przez zwykłą i całkiem współczesną lokomotywę spalinową! Czyżby organizatorom zabrakło pary w przysłowiowym gwizdku… ?

Szkoda również, iż Orient Express w swej drodze na Słowację nie zatrzymał się w Tuchowie, gdzie żądni przygód zblazowani bogacze mogliby zobaczyć nie tylko prawdziwy polski odpust ale i obejrzeć plon dwutygodniowego Ogólnopolskiego Pleneru Malarskiego „Sacrum”, w którym udział wzięło 17 artystów z kraju i zagranicy.  Do Tuchowa zaprosiła malarzy tarnowska „dama w kapeluszu” czyli Krystyna Baniowska – Stąsiek, artystka znana w Polsce i we Francji.  Pytana dlaczego jej wybór padł na Tuchów, opowiada o magii tego miejsca, jego energii i pięknie, stanowiących niejako naturalną inspirację twórczą. Dodatkowym atutem miasteczka, a w tym wypadku rodzajem artystycznej prowokacji stała się aura świętości – sacrum, jaką  roztacza namalowany na lipowej desce w XVI w.  przez Mistrza z Bodzentyna, cudowny obraz Matki Boskiej Tuchowskiej znajdujący się w XVII – wiecznym klasztorze, pierwotnie zakonu benedyktynów, a obecnie zgromadzenia o.o. redemptorystów. To światłe zgromadzenie misjonarskie „od zawsze” było mecenasem sztuki i kultury, jak najszerzej pojętych. I tak jest obecnie. I oto w ten sakralno - kulturalny pejzaż ( w tym roku plener odbywał się w czasie trwania Wielkiego Odpustu Tuchowskiego),  „wdarli” się profani „uzbrojeni” w farby, pędzle i sztalugi. Sacrum to tajemnica, jej odkrywanie to rodzaj misterium, a to już sztuka – akt twórczy. Ale nie zawsze tak się dzieje. Bywa, że artystyczna iluminacja  zamienia się w profanację, często niezamierzoną. Dużą odwagą  (to już szósta taka impreza w tym świętym miejscu),  połączoną ze staropolską gościnnością wykazali się gospodarze tego znanego szeroko Sanktuarium, którzy brać malarską nie tylko do siebie zaprosili ale i pod dach swój przyjęli. W zgodnej opiniach uczestników pleneru warunki stworzone artystom były wręcz rewelacyjne – aż się chciało malować – mówili. Te malarskie harce miały miejsce w dniach 2 – 14 lipiec i zakończyły się poplenerowym wernisażem, który  odbył się w klasztornych podziemiach i zgromadził znakomite grono gości.
A efekty tego sakralnego mimo wszystko pleneru, okazały się być nadspodziewanie dobre. Połączenie sacrum i profanum zaowocowało powstaniem ponad stu prac olejnych, akwareli i pasteli – przedstawiających zabudowania klasztorne i wnętrze kościoła, wiejskie i małomiasteczkowe pejzaże,  dożynki i abstrakcje , twarze ludzi i twarz Boga. Tradycyjnie już w tuchowskim plenerze biorą udział plastycy z różnych środowisk artystycznych Polski, Ukrainy i Słowacji oraz z Tarnowa, skąd w tym roku przyjechali m.in. Teresa Szafrańska oraz Dorota i Marek Sakowie.

Ale kulturalny szlak tarnowskich artystów nie kończy się w Tuchowie. Kilka kilometrów dalej, w równie uroczym jak maryjny Tuchów miasteczku Ciężkowicami zwanym nastąpiła w ubiegłym tygodniu prawdziwa erupcja artystycznych talentów. Stało się tak za sprawą tarnowskiego Judyma, w cywilu prezesa oddziału ZPAP Światosława Karwata, który w kulturalnym tyglu wymieszał muzykę z teatrem, sztuki wizualne z niezależnym kinem, co sprawiło, iż spokojne na co dzień „Skamieniałe miasto” stanęło w… ogniu. Te interdyscyplinarne spotkanie ze sztuka rozpoczął w piątek 11 lipca oryginalny projekt budowy pieców plenerowych do wypalania realizowany przez znanych tarnowskich artystów: Arlettę Kocoł, Renatę Stadler – Rawińską i Światosława Karwata, który dodatkowo zaprezentował „Pętanie Żywiołu”. Muzycznym przerywnikiem akcji wypalania był koncert perkusyjny zespołu „Drums Collective” w składzie: Bartłomiej Rojek i Sylwester Malinowski. Zaś później zaprezentował się teatr plastyczny „Aprala”, który przedstawił spektakl Pt. „Ciepło”. Interesująco wypadł „Czarno – biały” performance zrealizowany przez Łukasza Murzyna oraz  montaż poetycki „Działania z Herbertem” Krystyny Kuziemskiej i Stanisława Świdra. Wręcz zaczarował licznie zebranych widzów „Magiczny środek ziemi czarownic” w wykonaniu awangardowego teatru plastycznego „Aaprala” Barbary i Michała Porębów działającego przy Tarnowskim Centrum Kultury. Spore zainteresowanie wzbudziły po raz pierwszy zaprezentowane w tym miejscu wideoprezentacje prof. Zbigniewa Bajki i Łukasza Murzyna, Anny Paduszyńskiej, Joanny Styrylskiej i Jacka Wróbla oraz pokazy wideoaudioart  „Elektro mOOn”. Natomiast późnym wieczorem kilkaset osób obejrzało nieopodal słynnej skalnej „Czarownicy” misteryjno – magiczny spektakl „Magia Ognia - Krąg Żywiołów”. Drewniane sztukopodobne obiekty zaprezentowali uznani tarnowscy twórcy: Światek Karwat, Wojciech Ruszel i Michał Poręba. Zaciekawienie wzbudzały awangardowe tańce oświetlone płonącymi pochodniami i tajemniczymi kręgami. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszyły się nocne plenerowe projekcje filmów ze znanego tarnowskiego cyklu „Filmowa Góra”. Cały ten trzy dniowy  mini festiwal sztuk wszelakich zakończył niedzielny pokaz – ekspozycja wypalonych rzeźb i „Kręgu Żywiołów”.  Impreza po raz pierwszy przeniesiona z Tarnowa do urokliwego „Skamieniałego Miasteczka” w Ciężkowicach w powszechnej opinii okazała się  prawdziwym hitem tegorocznego lata, tak dla mieszkańców, jak i licznie przybyłych gości.

PS. Ponieważ z racji wieku i możliwości nie uczestniczyłem w całości tego artystycznego wydarzenia lata 2008, więc to, czego nie widziałem  opisałem na podstawie raportów TW, a te jak wiadomo nie zawsze okazują się rzetelne, toteż niejako a priori biję się w ciągle jeszcze męską pierś… .


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



13:18, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 lipca 2008

Mojemu skrzydlatemu przyjacielowi, z którym co tydzień kłusem bądź galopem przemierzamy kulturalne szlaki naszego małego galicyjskiego miasteczka, przybyła groźna konkrecja. Oto bowiem Tarnowskie Centrum Informacji uruchomiło, na razie tylko na sezon letni, przejażdżki trzyosobową bryczką konną po najciekawszych miejscach Tarnowa. Z tym, że my z Pegazem robimy to altruistycznie, zaś magistrat komercyjnie żądając za taką nietypową ekskursję aż 50 złociszy. Co z tego wyniknie zobaczymy, a póki co robimy swoje i ruszamy w tzw. teren. A tam, zupełnie niedaleko od centrum studenci z Wyższej Szkoły Biznesu przygotowali dla swoich rówieśników atrakcję, co się zowie czyli TARCON – trzydniową imprezę pełna zabaw i przygód… Szkoda tylko, że przegapili z nią swoje juvenaliowe święto. Aby nieco odsapnąć wychynęliśmy nieco dalej, poza opłotki Tarnowa i pogalopowaliśmy do pobliskiego Dębna, gdzie ma miejsce ciekawa kulturalna, dokładnie muzyczna, kooperatywa tamtejszego zamku z tarnowskim Pałacem Młodzieży. Ażeby pozostać w tych arystokratycznych klimatach wracając pokłusowaliśmy do Gumnisk, gdzie tradycyjnie już w dawnym pałacu książąt Sanguszków organizowane są również letnie koncerty.


Wraz z rozpoczęciem się wakacji większość z nas zaczyna zastanawiać się, co zrobić z wolnym czasem. Niejako naprzeciw  tym deliberacjom wyszli studenci Wyższej Szkoły Biznesu National Louis University w Tarnowie organizując TARCON – trzydniową imprezę, mającą na celu zgromadzenie młodzieży z terenu całej Polski na wspólnej zabawie. Rzecz cała odbyła się ona na terenie WSB-NLU przy ulicy Kochanowskiego 30 w dniach od piątku 4 do niedzieli 6 lipca. TARCON został stworzony po to, by bawić się i uczyć zarazem. Podczas imprezy można było zagrać w różnego rodzaju gry karciane, planszowe i bitewne, wysłuchać ciekawych prelekcji, wyruszyć z jedną z drużyn na podbój Tarnowa oraz wygrać wiele ciekawych i cennych nagród. To już druga edycja tej interdyscyplinarnej zabawy, rok temu bawiło się 160 osób z Tarnowa, Krakowa, Rzeszowa, Warszawy i wielu innych miast. Nowością i jak się okazało jedną z najciekawszych propozycji tegorocznego TARPON – u był udział w prawdziwej Uczcie Średniowiecznej, połączonej z nauką tańców dworskich. Poza podziwianiem średniowiecznych rycerzy, natknąć się było można podczas tej kulturalno - oświatowej trzydniówki na Trzeci Najemny Oddział Piechoty Japońskiej, pograć w najnowsze gry, takie jak: „Jenga”, „Cytadela”, „Blefuj” czy „Word of Warcraft boardgame”.  Dla osób obdarzonych szczególnie rozbudowaną wyobraźnią organizatorzy przygotowali liczne rodzaje gier RPG (Role Playing Game) – podczas których można było wcielić się przeróżne postacie – od średniowiecznego klechy po mitycznego elfa. Dla kinomanów, lubiących czytać książki czy słuchać muzyki ciekawą propozycją okazały się Kalambury, sprawdzające naszą wiedzę i połączone z  wygrywaniem cennych nagród, łącznie z repliką Miecza Stridera – Obieżyświata.
Dla lubiących mocne wrażenia zdecydowanie najciekawszy był drugi dzień imprezy. Sobotni dzień zainaugurował przyjazd dwóch grup odgrywających terrorystów i antyterrorystów. Terroryści zaczęli gonić pewną kobietę ubraną w czarny podkoszulek z napisem FBI. Z opresji dziewczynę uratowali antyterroryści, którzy szybko zneutralizowali zagrożenie obezwładniając terrorystów. Zaciekawieni wywołanym przez terrorystów zamieszaniem przedstawiciele Trzeciego Najemnego Oddziału Piechoty Japońskiej opuścili swą kryjówkę i rozpoczęli trening. Zainteresowani uczestnicy Tarcon'u zostali wciągnięci do treningu – Japończycy chętnie udzielali porad, uczyli odpowiedniej postawy oraz skutecznego władania boken’em (drewnianym mieczem treningowym). Ninja zapewnili również innego rodzaju atrakcję. Ubrani na czarno wbiegli do „games room’u” i porwali jedną z uczestniczek gier! Wybiegli tak szybko, że nikt nie mógł stwierdzić, gdzie szukać koleżanki. Zdesperowani organizatorzy szybko zorganizowali grupę poszukiwawczą, obiecując uczestnikom imprezy nagrodę dla osoby, która odnajdzie porwaną. Na szczęście dla organizatorów i uczestników wszystko zakończyło się hepy endem. A ciąg dalszy  studenckich igrców  zwanych TARCON –em już za rok. Może wtedy uda się organizacyjnie zsynchronizować tę ciekawą imprezę z tradycyjnymi studenckimi Juwenaliami.

Muzyka, jak wiadomo łagodzi obyczaje, więc szybko pognaliśmy do pobliskiego Dębna, gdzie w tamtejszym średniowiecznym zamku zainaugurowano cykl koncertów „Muzyka lata”. Organizatorem tego mini festiwalu muzyki kameralnej jest tarnowski Pałac Młodzieży, który podjął się tego po raz pierwszy, i sądząc po premierze, bardzo profesjonalnie i przy aplauzie licznie zebranej publiczności. W programie „Musica Dell esteta” rozpisanego na lipiec i sierpień znalazły się znakomite dzieła literatury muzycznej, w wykonaniu wybitnych artystów polskich – solistów, duetów, triów i kwartetów.
Pierwszy z zaplanowanego cyklu koncertów odbył się w niedzielę 6 lipca i była to prawdziwa muzyczna uczta. Z recitalem wystąpiła bowiem jedna z najwybitniejszych polskich skrzypaczek Kaja Danczowska, której na fortepianie towarzyszyła równie utalentowana córka Justyna. „Mowa i śpiew instrumentów”, bo taki tytuł nosił ten klimatyczny wieczór, stanowiły znakomitą rekomendację kolejnych zamkowych wieczorów: „Chopin i muzyka hiszpańska” (13 lipiec): Mariola Cieniawa - fortepian, "Poezja głosu i fortepianu” (27 lipiec): Izabela Matula – sopran i Maria Rydzewska - fortepian, „W romantycznym tonie” (10 sierpień): Bartosz Koziak – wiolonczela i Justyna Danczowska – fortepian, „Pieśni i duety w kolorach włoskim, hiszpańskim i polskim” (17 sierpień): Ludmiła Staroń – sopran, Przemysław Firek - bas i Renata Żełobowska – Orzechowska – fortepian, „W żywiole brzmienia Południa. Ole!” (24 sierpnia): Marcin Dylla – gitara, „W stylu brillant: Paganini, Schubert” (31 sierpień): Kaja Danczowska – skrzypce, Krzysztof Sadłowski – gitara, Marta Czepielewska – altówka i Marcin Mączyński – wiolonczela.

Połączenie zabytkowych wnętrz, niepowtarzalnego klimatu Zamku Królewskiego w Dębnie i pięknej muzyki, to wyjątkowa oferta, która winna zaspokoić nawet najbardziej wymagających melomanów, skutecznie konkurując z dotychczasowym monopolistą w tym względzie, a mianowicie Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna.

Tradycyjnie już w każdą z lipcowo - sierpniowych niedziel, zawsze o godzinie 16 odbywają się w otoczonej pięknym parkiem byłej posiadłości książąt Sanguszków w Gumniskach letnie koncerty muzyki klasycznej. W tym roku odbywa się już XVIII ich edycja. Głównymi  organizatorami tego letniego muzykowani jest tarnowska Agencja Inter – Art., której właścicielami są cenieni muzycy i animatorzy kultury muzycznej, uhonorowani m.in. prestiżową nagrodą „Uskrzydleni”- Teresa Kaban i Henryk Blażej. Melomani całej Polski znają ich przede wszystkim z organizacji unikatowego w skali Europy, międzynarodowego Festiwalu Muzyki Odnalezionej, którego kolejne edycje odbywają się co roku wielu miastach południowej Polski. To dzięki nim w kilkuhektarowym parku, noszącym ślady dawnej książęcej świetności i ciągle jeszcze okalającym Pałac Sanguszków koncertują nie tylko ptaki… Tak jest i w tym roku, w cztery kolejne niedzielne popołudnia 6, 13, 20 lipca oraz wyjątkowo w tym roku 3 sierpnia  w Sali Lustrzanej wysłuchać mozna cyklu interesujących koncertów muzyki poważnej w wykonaniu znanych polskich i zagranicznych kameralistów. W programie pieśni i arie pałaców Europy XVIII i XIX wieku, perełki polskiej muzyki romantycznej, „muzyczne pamiątki z dalekich podróży” oraz wieczór poświęcony Chopinowi. Oto szczegóły:

6 lipca, godz. 16:00, Park Sanguszków - Pieśni i arie pałaców Europy XVIII i XIX wieku
W programie najpiękniejsze pieśni na mezzosopran z towarzyszeniem fortepianu, pieśni, które były „hitami” ówczesnych pałaców Włoch, Francji, Niemiec, Austrii, Rosji, Polski... Usłyszymy arcydzieła F. Schuberta, G.B. Pergolesiego, G. Faure, C. Debussyego, E. Griega, W.A. Mozarta czy S. Moniuszki i T. Joteyki. Na koniec koncertu - niespodzianka. Wystąpią: Larisa Dareńska - mezzosopran i Helena Władyslawska - akompaniament.
Artystki są solistkami Filharmonii Lwowskiej.

17 lipca, godz. 16:00, Park Sanguszków – Perełki polskiej muzyki romantycznej
Najpiękniejsze i najpopularniejsze utwory na fortepian oraz na flet z fortepianem. W programie zabrzmią więc słynne preludia i nokturny F. Chopina
oraz „walc minutowy” i popularny „Kujawiak i Obertas” - H. Wieniawskiego, „Polonez” - I.F. Dobrzyńskiego, „Romans” - W. Zeleńskiego, „Serenada” - M. Karłowicza i inne. Wystąpią pomysłodawcy i organizatorzy całego tego letniego cyklu koncertowego Teresa Kaban – fortepian  i  Henryk Błażej - flet.

20 lipca, godz. 16:00, Pałac Sanguszków – Muzyczne pamiątki z dalekich podróży
W programie - atrakcyjne i interesujące utwory z rożnych krajów m.in. z Irlandii, Argentyny, Francji, Gruzji.- kompozytorów anonimowych i uznanych twórców. Prezentowane utwory częściowo oparte są o melodie folklorystyczne. Wystąpią: Joanna Łukasik - fortepian, Paweł Lukasik – altowka.

3 sierpnia, godz. 16:00, Sala Lustrzana – Chopin
Recital złożony głownie z utworów F. CHopina , w dużej mierze z nokturnów. Wystąpi znakomity włoski pianista - wirtuoz fortepianu, laureat prestiżowych konkursów muzycznych - Sergio Marchegiani.

I co nie mniej ważne, na wszystkie letnie koncerty w Gumniskach, w odróżnieniu np. od tych organizowanych w Kąśnej i w Dębnie  wstęp jest wolny! Gorąco, nie tylko  z racji letnich upałów, polecamy i zapraszamy na te zamkowo – pałacowe muzykowanie…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



19:26, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 lipca 2008

Wprawdzie letnia kanikuła w pełni ale nawet iście afrykańskie upały nie usprawiedliwiają zamieszania w kalendarzu imprez zapowiadanych u progu wakacji. Jak na razie wypadły z niego: wystawa „Wołyń” mająca upamiętnić przypadającą w lipcu 65. rocznicę masowych mordów dokonanych na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów, której wernisaż miał się odbyć w TCK 2 lub 3 lipca, mówi się też o piątku 4 - różne źródła podawały różne daty, oraz niedzielny (6 lipca) „Koncert pod Bimą” wybitnego kantora synagogi nowojorskiej Benziona Millera. Na szczęście, jak zapowiadają organizatorzy „Dni Pamięci Żydów Galicyjskich” z Muzeum Okręgowego mają go zastąpić znani krakowscy klezmerzy - Quartet Klezmer Trio, zespół wokalno-instrumentalny wykonujący tradycyjną żydowską i bałkańską muzykę klezmerską we własnych aranżacjach. Ale obie te imprezy, jeśli się ostatecznie odbędą opiszemy oddzielnie. Z kolei, jak donoszą Pegazowi TW z tarnowskiego teatru nareszcie nastąpiło tam trwające od pół roku personalne przesilenie (właśnie zakończył się mocno oprotestowany konkurs), i wkrótce na dyrektorskim stolcu zasiądzie nowy - stary artystyczny dyktator… mody krawieckiej z miasta Breslau. Za to bez zgrzytów nasi rajcy przyznali, wprawdzie mocno spóźnione ale w Galicji życie zawsze toczyło się wolniej, honorowe obywatelstwo miasta obywatelowi świata księdzu Michałowi Hellerowi, któremu także ostatnio przyznali swój laur tarnowscy… elektrycy. Poza tym kulturalne lato zapowiada się całkiem interesująco, przynajmniej na afiszach… .


A te obfitują w zapowiedzi imprez, często absolutnie premierowych, tak jak chodzi o miejsce i czas. Tak jest m.in. w przypadku mościckiej parafii, którą od niedawna zawiaduje dotychczasowy popularny duszpasterz młodzieży z akademickiej zamustrowanej na „Tratwie” ks. Artur Ważny. Otóż ten nietuzinkowy kapłan postanowił ożywić kulturalnie swoją parafię i przygotował rozpisaną na całe lato imprezę pt. Mościckie Koncerty Organowe, które rozpoczął w ostatnią niedzielę czerwca znakomity krakowski organista prof. Andrzej Białko.

Profesor Andrzej Białko jest on Dziekanem Wydziału Organów i Klawesynu Akademii Muzycznej w Krakowie. Brał udział w większości krajowych festiwali organowych, koncertował w Anglii, Austrii, Bułgarii, Czechach, Danii, Finlandii, Francji, Islandii, Niemczech, Słowacji, Szwajcarii, Szwecji, na Węgrzech, we Włoszech oraz w Libanie i obu Amerykach. Udziela się również jako pedagog- jest profesorem w Katedrze Organów Akademii Muzycznej w Krakowie oraz w Państwowej Szkole Muzycznej II stopnia im. Władysława Żeleńskiego w Krakowie. Współpracuje z licznymi zespołami, m.in. Capella Cracoviensis, Chórem Polskiego Radia w Krakowie, a także z Filharmonią Krakowską.

W pamięci melomanów trwale zapisał się wykonaniem w jubileuszowym roku 2000 organowych dzieł wszystkich J. S. Bacha w Krakowie i we Wrocławiu, zaś w sezonie 2001/2002 w serii 20 koncertów pod wspólnym tytułem "Ars organi" zaprezentował w Krakowie antologię muzyki organowej XVI -- XX wieku. W rozległym i stale poszerzanym repertuarze, obejmującym wszystkie style, artysta posiada także komplet organowych dzieł Buxtehudego, Bruhnsa, Mendelssohna, Francka, Liszta. Szereg jego nagrań wzbogaciło taśmotekę programu II Polskiego Radia - ma na swoim koncie 8 CD. W 2006 roku Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego odznaczył go Srebrnym Medalem "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".
Zaś podczas ostatniego jego koncertu w Mościcach mogliśmy usłyszeć m.in. Toccatę d-moll BWV 645 i Chorał „Wachet auf, ruft uns die Simme” Jana Sebastiana Bacha, Preludium i Fugę na temat B-A-C-H Ferenca Liszta, oraz Wariacje i Fugę „Heil dir im Siegerkranz" Maxa Regera.

I wszystko byłoby cacy gdyby nie godzina rozpoczęcia tego interesującego  ze wszech miar koncertu, a mianowicie 12.30 ! No cóż, widać jego organizatorzy asekurancko postanowili zabezpieczyć sobie frekwencję, zatrzymując wiernych uczestniczących w południowej mszy świętej. Więcej odwagi drogi Arturze – prawdziwa sztuka broni się sama i nie potrzebuje marketingowych wspomagaczy…  A organy w Kościele NMP Królowej Polski w Tarnowie – Mościcach brzmią naprawdę pięknie więc z niecierpliwością czekamy na następne koncerty.

Za to grande finale zdaje się osiągnąć personalny koncert, pardon konkurs, na obsadę dyrektorskiego z przeproszeniem stolca w naszym tarnowskim teatrzyku. Bowiem w opinii nie tylko Pegaza, teatr w Tarnowie to był ale za czasów pamiętnej dyrekcji Ryszarda Smożewskiego, i może jeszcze przez chwilę za któregoś z jego licznych następców. W każdym razie do ścisłego finału dyrektorskiego konkursu wysoka komisja zakwalifikowała dwoje kandydatów: krakowianina  Edwarda Żentarę (52 lata) i wrocławianina Szymona Turkiewicza (32 lata). I to zwycięzcę tego pojedynku doświadczenia i rutyny z młodością i bezkompromisowością miłościwie nam panujący prezydent Ścigała namaści na nowego dyrektora  teatru im. L. Solskiego w Tarnowie. Jak ćwierkają wróble na magistrackich drzewach może to już nastąpić jeszcze w tym tygodniu, co zdaniem jednego z konkursowych jurorów artysty Sejmickiego może budzić podejrzenia, iż decyzje w tej sprawie już dawno zapadły. Przewodniczący teatralnej „Solidarności” nie kryje, że spodziewa się, iż to właśnie Szymon Turkiewicz - mimo wcześniejszych protestów zespołu - może zostać nowym dyrektorem Solskiego, bo taka intencja organizatorów konkursu - jego zdaniem - wisiała w powietrzu i była bardzo odczuwalna podczas przesłuchań konkursowych. - Turkiewicz zaprezentował się nieźle, o wiele lepiej niż podczas wiosennego spotkania z zespołem i swoją elastycznością, jeżeli chodzi o obecną koncepcję prowadzenia teatru mnie zaskoczył. Niemniej jednak nie była to najlepsza prezentacja podczas przesłuchań. Turkiewicz znalazł się w czołówce, ale wraz z 3-4 innymi kandydatami – dopowiada.
Dwójkę ostatecznych kandydatów wyłoniła komisja konkursowa, po przesłuchaniach 8 osób, ubiegających się o dyrektorski fotel, o czym szczegółowo pisaliśmy w poprzednich Pegazach. Z powodów formalnych (teoretyczny brak 5-letniego etatowego stażu zawodowego - kandydaci samozatrudniają się lub współpracują z placówkami kulturalnymi w oparciu o umowę o dzieło) odrzucone zostały podania Piotra Jędrzejaka, Krzysztofa Prusa i Ireneusza Janiszewskiego. Dwóch z nich wystosowało do ministra kultury protest w tej sprawie. Dwunasta aplikacja, po pierwotnym zgłoszeniu, w ogóle nie wpłynęła do komisji.

A propos składu komisji konkursowej, to ostatecznie z udziału w jej pracach zrezygnował znany krakowski psycholog Zbigniew Nęcki, uznając widocznie iż stan emocjonalny członków komisji i przesłuchiwanych przez nią kandydatów nie wymaga obecności czy raczej interwencji fachowca jego specjalności. W tej sytuacji z powodzeniem zastąpiła go „rozwodząca się” po wieloletnim pożyciu z Solskim p.o. dyrektora Grażyna Nowak, która postanowiła od nowego sezonu występować w… Operze Krakowskiej. Długie, bo jedenastogodzinne, konkursowe przesłuchania kandydatów przez komisję wyłoniły wspomnianą już dwójkę liderów, z których Szymon Turkiewicz zebrał tylko o 1 punkt mniej od  Edwarda Żentary. Kolejne miejsca w tym dyrektorskim castingu zajęli Andrzej Bucek i nasz Grzegorz Janiszewski, który o to stanowisko stara się nie po raz pierwszy.

Jak donosi portal inTARnet.pl , zdaniem magistrackich prawników prezydent nie musi czekać na rozstrzygnięcie wątpliwości protestujących kandydatów przez ministra Zdrojewskiego. „Dziś dokumenty konkursowe obu pozostałych na placu rywalizacji konkurentów przekazał prezydentowi Marcin Sobczyk, dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta. Przed podjęciem decyzji prezydent będzie prawdopodobnie chciał się jeszcze spotkać z Edwardem Żentarą, ponieważ koncepcję zarządzania teatrem przez Sz.Turkiewicza poznał już wcześniej. - Nie zazdroszczę prezydentowi konieczności dokonywania tego wyboru. Obaj kandydaci są naprawdę mocni. W mojej punktacji dzieliła ich bardzo niewielka różnica, choć zaprezentowali kompletnie odmienne koncepcje prowadzenia Tarnowskiego Teatru. Odważną koncepcję poprowadzenia w Tarnowie nowoczesnej sceny opartej o stałą grupę aktorską, jaką zaprezentował Szymon Turkiewicz, znaliśmy już wcześniej. Koncepcja Edwarda Żentary to być może koncepcja mniej nowatorska, tak naprawdę sprowadzająca się do funkcjonowania Teatru, jakich wiele jest w kraju. Niemniej jednak jestem przekonany, że byłby to teatr na bardzo wysokim poziomie artystycznym. Prezydenta czeka naprawdę trudna decyzja – komentuję całą sprawę dyrektor Marcin Sobczyk.

Za to z pewnością nieporównywalnie łatwiejszą była decyzja tarnowskich radnych, którzy u progu wakacji postanowili, niejako rzutem na taśmę, przyznać honorowe obywatelstwo wcześniejszemu laureatowi Nagrody Tempeltona uznawanego w świecie za teologicznego Nobla, księdzu profesorowi Michałowi Hellerowi. Tytuł Honorowego Obywatela Tarnowa został nadany, jak napisali w uzasadnieniu rajcy – w uznaniu wybitnych zasług w aktywnym poszerzaniu horyzontów nauki w dziedzinach filozofii i teologii oraz niekwestionowanych osiągnięciach w budowaniu relacji pomiędzy naukami przyrodniczymi a chrześcijańską tradycją intelektualną, a także za prace na rzecz wzbogacania światowego dorobku naukowego z zakresu fizyki, filozofii, kosmologii i teologii, systematyczne dążenie do odkrywania prawdy, oraz postawę kreatywnego naukowca i duszpasterza. Co sam obdarowany z właściwą sobie naukową skromnością skomentował tak: Dotychczas kochałem Tarnów zwyczajnie, a teraz będę honorowo… .   A nam się wydaje, iż to naszym rajcom wypadało by poszerzyć myślowe horyzonty i honorowo oraz samokrytycznie przyznać się do prestiżowej siurpryzy, bowiem honorowy tytuł powinni nadać najznakomitszemu ze współczesnych tarnowian już dawno. Ale widać brazylijski tarnowianin w randze księcia był ważniejszy… . O pewnym żużlowcu nie wspominając, którego także zamierzano obdarzyć honorowym obywatelstwem, na szczęście nie zdążono, bo żużel upadł a mistrz wyjechał zarobkować gdzie indziej. Chociaż z drugiej strony lepiej późno niż wcale. Widać łaska pańska na pstrym koniu, a bywa że i na motorze, jeździ… . Aliści nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Oto bowiem resort finansów łaskawie zdecydował, że nasz tarnowski „noblista” nie będzie musiał płacić drakońskiego podatku od otrzymanej nagrody, a była to niemalże połowa z przyznanego miliona sześciuset tysięcy dolarów suplementu do Nagrody Templetona. Jak doniosła prasa, ministerialni urzędnicy wzięli pod uwagę fakt, iż ks. profesor Heller postanowił całą nagrodę przekazać na powstanie Centrum Kopernika w Krakowie. Trochę szkoda, że nie w Tarnowie, gdzie ostatnio otrzymał on także Medal im. Jana Szczepanika (polskiego „Edisona”)od tarnowskich… elektryków, co zważywszy na ich rolę w najnowszej historii Polski daje dużo do myślenia.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



17:48, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: