RSS
piątek, 27 czerwca 2008

Letnie miesiące to m.in. czas realizacji całorocznych marzeń o bliższych i dalszych podróżach, także tych morskich. Dla nizinnych szczurów lądowych, których im dalej od morza tym więcej, jakąś namiastką morskich przeżyć, jest organizowany w Tarnowie od lat bodajże 23 Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Bezan”, którego łajba właśnie dobiła do przylądka szczęśliwego zakończenia. Oby równie pomyślnie zakończyła się personalna hekatomba w tarnowskim teatrze, gdzie trwają konkursowe zmagania o dyrektorski fotel, o obsadzie którego decydować ma m.in. profesor psychologii…i księgowa. Póki co, można się było wybrać na nasze reprezentacyjne od niedawna Bulwary nad Wątokiem, gdzie podczas tarnowskiej  „Nocy Świętojańskiej” można się było całkiem nieźle zabawić. Poszukując w okolicach słynnego już „Mostku zakochanych” kwiatu paproci można było np. zgubić wianek, a zamiast piwa dostać… z dynki! Ale ogólnie było coul i w pożo, jak na każdym przyzwoitym odpuście, no może tylko muzyka była nieco z innej imprezy.


Ponieważ Pegaz organicznie nie lubi zimnej wody, dbając o swoje skrzydła i… nerki, więc nie uczestniczył w tegorocznym wodowaniu i cumowaniu „Bezanu”, nie chcąc mącić tafli  wspomnień o początkach żeglarskich biesiad organizowanych przed laty w tarnowskim teatrze przez Ryska Żądło. W związku z czym niech świadectwo bezanowej prawdzie da tym razem portalowy  redaktor Mirosław Poświatowski z inTARnet.pl Oto one:

Zakończył się Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Bezan”, „ściągany z mielizny” na jakiej po latach żeglugi utknął, przez Tarnowską Artystyczną Konfraternię, która wraz z Tarnowskim Centrum Informacji przejęła na siebie trud organizacji tej tarnowskiej imprezy. Podczas koncertów panowała atmosfera bardzo rodzinna, choć nie był to festyn – raczej żeglarska biesiada jednocząca ludzi, którzy chcą się pobawić przy szantach i pieśniach marynarskich, przybliżających nam magię morza i bezkresnych oceanów. „Bezan” rozpoczął się 20 czerwca od „skrzydlatego” „Żeglarskiego rendez vous” w restauracji Bombay Music, gdzie szantowe klimaty „Segarsów” i „The Cotton” dopełnione zostały przez poezje tarnowskiego żeglarza i konstruktora Władysława Brożka. Przygotowane przez niego filmy z żeglarskich wypraw towarzyszyły dzień później, na Campingu 202, szantowym koncertom, wyświetlane na ekranie obok sceny. Wokół tej zaś i między publicznością przechadzali się prawdziwi żeglarze i piraci, czyniąc to wszystko, co piratom czynić wypada... Wspaniale zaśpiewali i zagrali nam „Bukanierzy”, „Męski Punkt Widzenia”, „Sąsiedzi”, „Segarsi” i tarnowski „The Cotton”; w wielu wypadkach pieśni okraszone były gawędą, anegdotą....  W przerwach między koncertami mrożące krew w żyłach morskie opowieści snuł zaś Szymon Seremet z Teatru Nie Teraz. Podsumowując – tarnowski „Bezan” ma się coraz lepiej i jest to naprawdę wyjątkowa impreza, w której bezpiecznie i w dobrym towarzystwie – także kibicujących sobie nawzajem i słuchających się szantmanów i szantymaniaków, można wziąć udział zabierając z sobą przyjaciół czy rodzinę, by wspólnie pożeglować hen, za horyzontu kres – horyzontu oceanu, muzyki i wyobraźni...

Pegaz zbudowany tą pokładową relacją dziennikarskiego majtka Mirosława obiecuje zaprzyjaźnionemu z nami kapitanowi tegorocznego „Bezanu” Krystynie Drozdowej, iż kto wie, może w przyszłym roku także wyruszy w ten żeglarski rejs… .

A na razie kibicujemy organizatorom i uczestnikom konkursu na dyrektora sceny przy ulicy A. Mickiewicza, która od prawie pół roku nie ma dyrektora. Mało tego ostatnio zrezygnowała z funkcji p.o. dyrektora Grażyna Nowak, od ponad 20 lat związana z tarnowskim teatrem. Jako długoletni zastępca dyrektora to właśnie ona wprowadzała każdego nowego dyrektora  w lokalną specyfikę naszej sceny i na tarnowskie polityczno – biznesowo- kulturalne salony . Odejście właśnie teraz osoby tak kompetentnej w sprawach teatru dodatkowo komplikuje i tak już niełatwą sytuację tej instytucji. A konkursowy kontredans trwa w najlepsze. Jak się okazuje medialne bicie głową w ścianę magistrackiej arogancji, w czym i nasz organ miał swój udział, przyniosło wreszcie rezultaty. Oto bowiem po raz pierwszy w historii tarnowskich konkursów na dyrektorów teatru podano do publicznej wiadomości podstawową listę kandydatów na to stanowisko. I tak w konkursowe szranki stanęli: Andrzej Buck z Zielonej Góry (poprzednio wieloletni dyrektor tamtejszego teatru), tarnowianin Grzegorz Janiszewski (aktor i dziennikarz), krakowianin Ireneusz Janiszewski ( reżyserował w Solskim „Antygonę” w 2002 roku), kolejny dyrektor teatru w Zielonej Górze Piotr Jędrzejczak z Łodzi, reżyser i kompozytor Antoni Mleczko z Wieliczki (założyciel i kierownik Teatru Lalki i Aktora „Parawan”), krakowski aktor Jerzy Pal, reżyserujący aktor Mariusz Pilawski z Teatru Nowego w Łodzi, niedawny asystent reżysera w Operze Krakowskiej Krzysztof Prus, niegdyś związana etatowo z tarnowska scena aktorka Elwira Romańczuk z Krakowa, dobrze znany w Tarnowie krakowski reżyser Andrzej Sadowski (przygotował u nas dwie sztuki: „Nie wszyscy złodzieje przychodzą kraść” i „Zaproszony gość”), ostatni dyrektor – nominat Solskiego wrocławianin Grzegorz Turkiewicz,  którego desygnację na to stanowisko po protestach tzw. środowiska wstrzymał prezydent R. Ścigała, oraz znany aktor teatralno – filmowo - telewizyjny Edward Żentara z Krakowa (w przeszłości m.in. dyrektor teatru w Koszalinie).

Niejako w ślad za tym opublikowano również skład komisji konkursowej, w której składzie znalazł się m.in. znany profesor psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego Zbigniew Nęcki. Poza nim dziewięcioosobowa komisję tworzą jeszcze: wiceprezydent Tarnowa Dorota Skrzyniarz (przewodnicząca),  sekretarz miasta Aleksandra Mizera, dyrektor wydziału kultury UMT Marcin Sobczyk, wicedyrektor departamentu sztuki w ministerstwie kultury Małgorzata Dybowska, naczelnik wydziału teatru w departamencie sztuki wspomnianego wyżej ministerstwa Bożena Sawicka, aktor Solskiego i przedstawiciel teatralnej „Solidarności” Przemysław Sejmicki, kolejny  teatralny związkowiec – tym razem związku zawodowego pracowników tarnowskiego teatru – pracownica księgowości Maria Wąsil, oraz przedstawiciele ZASP Irena Wollen i Piotr Zawadzki.

Jak z powyższego wynika, o tym kto będzie w najbliższej przyszłości kreował teatralne zdarzenia w tarnowskim teatrze mają zdecydować psycholog, magistraccy i ministerialni urzędnicy, teatralna księgowa, związkowcy, a także jeden… aktor(!). A my z Pegazem mamy jeszcze jedną kandydaturę, a mianowicie jakiegoś renomowanego psychiatry, który poddał by  profesjonalnej psychoanalizie pomysłodawców i członków tego teatralnego konklawe. A czasu jest naprawdę mało, bowiem nieprzekraczalnym terminem ogłoszenia jego wyników podanym przez prezydenta jest 7 lipiec. Ale nawet gdyby zdążono w tym terminie ogłosić nazwisko nowego dyrektora to i tak w teatrze będzie już wakacyjna przerwa, a to wszak akceptacja dzielnej załogi Solskiego (głównie jej związkowej części) będzie decydująca dla losów dyrektora – nominata. Więc pewnie sprawa przeciągnie się do września, kiedy to dyrektor – elekt będzie mógł podjąć skuteczny lobbing swojej osoby i uzyskać związkowe votum zaufania. W ten sposób zmarnowany zostanie kolejny sezon, o Talii pukającej już niebawem do teatralnych wrót nie wspominając…

Ale przejdźmy do bardziej lżejszych tematów. Za nami kolejna Noc Świętojańska zwana też potocznie Sobótką, niegdyś bardzo ważne słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca obchodzonego w najkrótszą noc w roku (czyli najczęściej z 23 czerwca na 24 czerwca). To święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości obchodzone było na obszarach zamieszkałych przez ludy słowiańskie, germańskie i celtyckie. Przeprowadzane w jego trakcie zwyczaje i obrzędy miały zapewnić świętującym zdrowie i urodzaj. W czasie tej magicznej nocy rozpalano ogniska, w których palono zioła. W trakcie radosnych zabaw odbywały się różnego rodzaju wróżby i tańce. Dziewczęta puszczały w nurty rzek wianki z zapalonymi świecami. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera oznaczało to jej szybkie zamążpójście. Jeśli płynął dziewczyna wychodziła za mąż, ale nie prędko. Jeśli zaś płonął, utonął lub zaplątał się w coś prawdopodobnie zostawała starą panną. Poszukiwano także mającego ponoć magiczną moc kwiatu paproci... .

Organizowaną od kilku lat przez magistrat przy wsparciu Tarnowskiego Centrum Kultury w Parku Strzeleckim „Sobótkę”, postanowiono kolejny raz przenieść do centrum miasta, na promenadę nad Wątokiem. Zgodnie z tradycją miała ona formę czarodziejskiego wieczoru – widowiska, pełnego guseł, muzyki i światła. Wprawdzie niektórzy zamiast kwiatu paproci poszukiwali piwa, a inni woleli od udziału w konkursach chamskie bijatyki, niemniej całość była bardzo udana. Dopisała też pogoda, a wraz z nią i frekwencja. Najgłośniej było przy ulicy Cichej, tuż obok Bulwarów lub, jak kto woli Promenady nad naszym modrym i pięknym niczym Dunaj (a, co!) Wątokiem, gdzie zlokalizowano epicentrum sobótkowych igrców. Tę najkrótsza noc w roku wypełniły m.in. konkursy z nagrodami, koncert zespołów „Van” i „Normalsi”, „Las Czarownic” – widowisko plastyczno-taneczne Teatru Plastycznego „Aprapla” oraz oczywiście puszczanie wianków. Na koniec, zgodnie z tradycją, niebo rozświetliły sztuczne ognie i w ten sposób „Noc Świętego Jana”, jedyna taka magiczna noc w roku, kiedy spełniają się najskrytsze marzenia przeszła do lamusa historii. A my z Pegazem do tarnowskiej stajni Augiasza, gdzie również zobaczyć można kwiat paproci, szczególnie nad ranem… (adres do wiadomości redakcji).


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



15:19, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2008

Wakacje tuż, tuż więc i na naszej kulturalnej łączce pora na małe resume. Z Tarnowskiego Centrum Kultury otrzymaliśmy informację o rozstrzygnięciu konkursu plastycznego Pt. „Uśmiech” zorganizowanego w ramach 22 Tarnowskiej Nagrody Filmowej, która już dawno odeszła w medialną, i nie tylko, niepamięć. Widać czas nie dla wszystkich ma taki sam wymiar. Ale warto było czekać, bowiem nagroda jest wyjazd na warsztaty filmu animowanego. Z kolei Tarnowski Teatr im. L. Solskiego doniósł nam o rozstrzygnięciach plebiscytu publiczności „Cztery karty Talii”, którego laureat wszedł w posiadanie „Kryształowego Lustra”. Ciekawe czy w jego tafli odbije się organizacyjna wpadka magistrackich urzędników, którzy przy okazji zakończonych onegdaj Dni Tarnowa naruszyli ponoć ustawę o ochronie danych osobowych…i dowiemy się kto i jakie poniesie tego faktu konsekwencje. A skoro poruszyliśmy temat ostatnich „Zderzeń 2008”, to trudno oprzeć się konkluzji, że zdominowali je bratankowie Węgrzy. Pewnie nic w tym złego, a może nawet na tym skorzystamy, aliści zabrakło pewnej równowagi w reprezentacji innych, równie nam życzliwych nacji, o prawie całkowitej nieobecności naszych tarnowskich twórców nie wspominając. No, może poza młodzieżowymi kapelami. Nam z Pegazem zawsze się wydawało, że święto miasta, to okazja do pokazania tego, co mamy najlepszego innym, w tym gościom zagranicznym, a było akurat odwrotnie… . Ale eksperymentują także inni, niekoniecznie magistraccy zawiadowcy kulturalni. Oto właśnie trwa w TCK rozpisany na trzy dni para naukowo – edukacyjno – pedagogiczny „Eksperyment”, czyli objazdowa wystawa warszawskiego Centrum Nauki „Kopernik”.


Z uśmiechem pewnego czasowego zażenowania publikujemy  korespondencję otrzymaną z TCK. Oto ej treść: „W imieniu Tarnowskiego Centrum Kultury oraz Stowarzyszenia Filmowców Polskich pragniemy poinformować, że podczas trwania przeglądu „Kino Młodego Widza” - 22 Tarnowskiej Nagrody Filmowej, ogłoszony został konkurs plastyczny pt. ”UŚMIESZEK”. Dzieci tarnowskich Szkół podstawowych usłyszały historie o dobrym duszku, który zamieszkuje w kinie „Marzenie” i zbiera radość dzieci do buteleczki, by później osładzać nią ich sny. Lecz nikt nie wie jak ten duszek wygląda. Dlatego poprosiliśmy dzieci, aby spróbowały dla nas tego duszka przedstawić, używając dowolnej techniki plastycznej. Do udziału w konkursie zgłosiło się 10 szkół, które nadesłały ponad 150 prac. Przysłano nam prace malowane oraz rysowane, były wyklejanki i inne równie ciekawe techniki, którymi posłużyły się dzieci, by pod bacznym okiem nauczycieli stworzyć przepiękne i bardzo kolorowe obrazki. Komisja wyłoniła spośród nadesłanych prac laureata głównej nagrody oraz wyróżniła trzy prace. Główną nagrodę, wyjazd na warsztaty filmu animowanego odbywające się w Legnicy, w ramach Letniej Akademii Filmowej, sfinansowany przez Stowarzyszenie Filmowców Polskich, otrzymał Michał Krawczyk ze Szkoły podstawowej nr 9, a wyróżnione zostały Adrianna Baka i Małgorzata Myśliwiec ze Szkoły podstawowej nr 18 oraz Klaudia Wałaszek ze Szkoły podstawowej nr 10. Wręczenie nagród odbędzie się 18 czerwca (środa) br. o godzinie 16.00 w kinie „Marzenie”, tuż przed seansem filmu „Opowieści z Narni. Książe Kaspian”. Zwycięzcom gratulujemy nagród, a organizatorom refleksu… .

Nieco lepiej wypadł w tym konkursowym rankingu nasz Solski, gdzie podczas Dni Tarnowa rozstrzygnięty został plebiscyt publiczności „Cztery karty Talii”. Oto jego rozstrzygnięcia: „Kryształowe Lustro” otrzymali: Jerzy Bończak, jako reżyser sezonu – za spektakl „Lewe interesy”, Anna Lenczewska – aktorka sezonu („Czerwone komety”, „Hamlet i inni”, „Lewe interesy”), oraz Mariusz Szaforz – aktor sezonu („Cierpienia Starego Wertera”, „Hamlet i inni”, „Towarzystwo Pana Brzechwy” i „Lewe interesy”). Wśród głosującej publiczności rozlosowano także trzy nagrody – karnety na wszystkie spektakle tegorocznej „Talii”. Otwartym tylko pozostaje pytanie, czy bogini Talia zechce nawiedzić swoją krewną, boginię Melpomenę w sytuacji pogłębiającego się przy ulicy Mickiewicza personalnego bezkrólewia.

Za to pytanie zupełnie serio zadają coraz głośniej niektórzy tarnowscy dziennikarze dywagując czy Urząd Miasta naruszył ustawę o ochronie danych osobowych podczas organizacji ostatnich Dni Tarnowa? Otóż  dane osób, które kierowały sceną i pracowały przy imprezach, a dokładnie numery ich prywatnych telefonów od kilku dni są w sieci. Wystarczyło tylko wpisać w internetowej wyszukiwarce Google hasło „Dni Tarnowa” i nazwisko osoby, która nas interesuje, a na monitorze wyświetlał się jej prywatny nr tel. komórkowego. Podczas gdy Ustawa o ochronie danych osobowych wyraźnie wskazuje na to, że dane dotyczące sfery prywatnej można upublicznić tylko w przypadku zgody danej osoby. A takiej w tym przypadku zabrakło – wyjaśniła indagowana na tę okoliczność Małgorzata Kałużyńska-Jasak - rzecznik prasowy Generalnego Inspektora Ochrony Danych Osobowych w Warszawie. Jak się okazuje osoby z otoczenia prezydenta Tarnowa wiedziały o upublicznieniu danych osobowych już w piątek 13 czerwca od dziennikarzy RDN Małopolska, jednak nie zrobiły w tej sprawie nic. O arogancji magistrackich urzędników najlepiej świadczy fakt, iż od 16 czerwca (wtedy o to pytano) Agnieszka Borzęcka - rzecznik prezydenta Tarnowa nie udzieliła do tej pory  stosownych w tej bulwersującej sprawie wyjaśnień, powołując się na obowiązujące prawo prasowe. Tyle tylko, że stosowne uregulowania prawne stanowią, iż indagowany rzecznik ma na to… 24 godziny!

Nie od dzisiaj wiadomo, że „Polak – Węgier dwa bratanki, i do wina, i do szabli”. Najlepszą ilustracją tego były zakończone właśnie Dni Tarnowa, które rozbrzmiewały madziarską mową i kulturą. A tę najlepiej przyswajać za pomocą wina, w myśl innego przysłowia: „Nie masz wina nad węgrzyna!" Właśnie dla miłośników węgierskiego wina, choć nie tylko, przygotowano w sobotnie i niedzielne popołudnia na placu przed Muzeum Etnograficznym specjalne stoiska, promujące folklor, rzemiosło artystyczne i rękodzieło węgierskie. Na zainteresowanych czekała mennica, kramy z tradycyjnym rękodziełem i rzemiosłem artystycznym, ale też stoiska promujące znakomitą węgierską kuchnię. Do posiłków pija się oczywiście wino, z którego Węgry słyną na całym świecie. Wspomniany już węgrzyn to tradycyjne polskie określenie na białe wino z Tokaju, który przez wieki zaopatrywał piwnice szlacheckie w całej Rzeczypospolitej. Zgodnie ze średniowiecznym hasłem: „Vinum Regum, Rex Vinorum", uchodzi ono za wino królów i za króla win. Jednak najbardziej znanym winem (również w naszym kraju) jest Egri Bikaver, czyli Bycza krew z Eger. Nazwa ta pochodzi podobno z czasów okupacji tureckiej, kiedy Turcy jako mahometanie nie mogli pić wina, nazwali je więc byczą krwią i spokojnie zapijali się tym trunkiem. Przechadzającym się po placu zwiedzającym towarzyszyła tradycyjna węgierska muzyka ludowa (Magyar nepzene), której korzenie sięgają około tysiąca lat temu terenów Uralu i stepów turkmeńskich. O jej wyjątkowości decyduje to, że zachowała ona archaiczny rytm i brzmienie nie spotykane u innych narodów europejskich. W pieśniach nierówny rytm łączy się z uderzeniem akcentem na pierwszą sylabę. Z kolei brzmienia powszechnie uważane za tradycyjną muzykę węgierską, jak rozsławiony na świecie czardasz, w rzeczywistości mają pochodzenie cygańskie. Właśnie ta grupa etniczna, która przybywała na tereny Węgier od XV w., jak żadna inna wpłynęła na folklor tego kraju. Zainteresowani mieli okazję zapoznać się z historią i kulturą cygańską w  szeroko otwartych na tę okazję salach Muzeum Etnograficznego.

W spotkanie z kulturą węgierską i obchody Dni Tarnowa wpisało się także odsłonięcie kopijnika upamiętniającego postać wybitnego tarnowianina, jego Honorowego Obywatela, Norberta Lippóczego - osoby, która jak żadna inna w XX w. przyczyniła się do utrwalenia w naszym mieście przyjaźni polsko-węgierskiej. Kopijnik stanął przy Bramie Seklerskiej, blisko popiersia Sandora Petofiego przy ulicy Krakowskiej.

Korzystając z licznych z tej okazji publikacji przypomnijmy, iż Kopijnik to polska nazwa nagrobka słupowego, czyli drewnianej stelli stawianej zwyczajowo na grobach węgierskich wojowników, ku pamięci ich bohaterskich czynów. Dwa lata temu za Bramką Seklerską stanął kopijnik poświęcony Mihály’emu Forgonowi – węgierskiemu prawnikowi, historykowi i żołnierzowi, który zmarł w Tarnowie w wyniku ran odniesionych w czasie walk o twierdzę Przemyśl w 1914 roku. W uroczystości wzięły udział liczne delegacje węgierskich miast, w tym władze Tallya, położonego na zboczu tokajskich wzgórz – rodzinnego miasta Norberta Lippóczy’ego. Odsłonięciu kopijnika towarzyszyło węgierskie wojsko, w historycznych strojach. Zabrzmiały węgierski hymn narodowy i – traktowana nad Dunajem na równi z nim – pieśń patriotyczna „Szózat”. Norbert Lippóczy odszedł 12 lat temu. Ukochał nasze miasto. Tu wrócił po wojnie, która dla niego trwała kilkanaście lat, niezwykle ciężkich – spędzonych z dala od bliskich, w sowieckiej Rosji. Wrócił, by tu żyć, pracować i służyć. To jemu miasto zawdzięcza wyjątkowo bliskie kontakty z Węgrami. On był „dobrym duchem” Tarnowskiego Towarzystwa Przyjaciół Węgier, zrodzonego w 1956 roku, z solidarności z krwawiącym Budapesztem. O Norbercie Lippóczym mówiono „z pochodzenia Węgier, z wyboru Polak”. Z serca był tarnowianinem. Okazał go temu miastu wiele i zdobył serca jego mieszkańców. Pozostawił im piękne wspomnienie, ale także bogate kolekcje malarstwa i ekslibrisów, które przekazał Muzeum Diecezjalnemu i Muzeum Okręgowemu w Tarnowie. Kopijnik Norberta Lippóczego (podobnie jak ten poświęcony Forgonowi) wykonany został na Węgrzech przez rzeźbiarza Sandora Stigelmayera.

Węgierskie akcenty znalazły się również w przygotowanym przez rozkochanych w historii społeczników z tarnowskiej „Zamkomanii” uroczystym wjeździe na zamek, a raczej to co z niego zostało, węgierskiego króla Jana Zapolyi. Ten przygotowany z rozmachem historyczny happening sprawił, iż Zamek Tarnowski ożył na kilka godzin – byli rycerze i dwórki, śmiech i tańce dworskie mieszały się ze szczękiem oręża. W imprezie uczestniczyło tradycyjnie tarnowskie Bractwo Rycerskie Gladii Amici oraz bractwa rycerskie z Węgier i Słowacji, a także współcześni żołnierze- uczniowie XVI Liceum Ogólnokształcącego, które od początku współorganizuje Zamkomanie. Były pokazy walk, tańce dworskie, turniej łuczniczy i sporo znakomitej zabawy. Dr Krzysztof Moskal, autor monografii zamku opowiadał o historii i oprowadzał chętnych po ruinach. Rozstrzygnięto też konkurs na prace plastyczne  związane z zamkiem. Można je oglądać w Miejskiej Bibliotece Publicznej przy ul. Krakowskiej.

A to wszystko działo się za sprawa Zamkomanii, której druga edycja właśnie się zakończyła, a której dobrym duchem – założycielem jest Wojtek Maniak. Prezes, a bardziej człowiek – instytucja. Od niego dowiedzieliśmy się, że ideą imprezy organizowanej przez Stowarzyszenie Zamek Tarnowski jest zwrócenie uwagi mieszkańców i władz na ten bezcenny w historii miasta zabytek. Tutaj przed wiekami gościli najznamienitsi z rodów książęcych, książęta, królowie, osoby, które złotymi literami wpisały się w historię Polski. Niestety zamek od wieków niszczeje. Być może szczytną ideę rewitalizację zamkowego wzgórza uratuje jego prawowity właściciel książę Roman Sanguszko… Honorowy Obywatel Tarnowa i posiadacz wręczonego mu kilka dni temu nowego… dowodu osobistego.

A na zakończenie zapraszamy do Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie w dniach od 18 do 20 czerwca, można było „Eksperymentować” na wystawie która do Tarnowa przejechała z warszawskiego Centrum Nauki „Kopernik”. Dla chętnych, głównie na dzieci i młodzież, przygotowano 12 stanowisk z ciekawymi doświadczeniami, z zakresu fizyki, chemii, biologii i matematyki. Poprzez ciekawie i  mądrze pomyślaną zabawę można się było sporo nauczyć, wyjaśniając przy okazji trudne zagadnienia ze świata nauki. 
Na przykład można było ścigać się z ludzkim sercem, kierować wyładowaniami elektrycznymi w kuli plazmowej, sprawdzać swoją pamięć, czy robić bańki mydlane w kształcie ostrosłupa. Stanowiska z interaktywnymi urządzeniami zostały tak przygotowane, by użytkownicy mogli samodzielnie i całkowicie bezpiecznie wykonywać doświadczenia. Przy każdym stanowisku umieszczono krótkie wyjaśnienie obserwowanych zjawisk. Można było też poprosić o wyjaśnienia animatorów z „Kopernika”.

Pegaz, jako osobnik od zawsze ciekaw świata i jego niezwykłości, woli jednakowoż przy całym szacunku dla empirycznych doświadczeń, eksperymentować bardziej kulturotwórczo...


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



09:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 czerwca 2008

O trzynastce różnie się mówi, jedni uważają że przynosi pecha, inni wprost przeciwnie. Faktem jest, że oto ukazuje się na łamach niedawno powstałego tkk trzynasty felieton będący tygodniowym podsumowaniem tego, co w naszej kulturalnej trawie piszczy. W dodatku piszę go w piątek 13 więc… . Ale do rzeczy czyli naszych baranów. Niech nikomu nie przyjdzie do głowy mylić ich z baronami lub innymi błękitnokrwistymi. A propos arystokracji, to właśnie odwiedził Tarnów jego honorowy obywatel i prawdziwy książę Paweł Sanguszko, który w Ratuszu odebrał nowy… dowód osobisty. Zaś skoro o trzynastym mowa to właśnie w tym dniu wypada kolejna już 68 rocznica Rocznica Pierwszego Transportu więźniów, jaki z naszego miasta został wysłany do KL Auschwitz. Aliści dzień ten to nie tylko wspomnienie wojennej traumy. To również muzyczne przypomnienie największych przebojów muzyki operowej i operetkowej, jakie w wykonaniu gwiazdy polskiej sceny Grażyny Brodzińskiej przygotowało Mościckie Centrum Kultury. Niejako w cieniu pozostały inne wydarzenia, także warte odnotowania. Takie chociażby, jak malarskie „Opowiastki” o sztuce książki zaprezentowane w Galerii Niebieskiej MBP przez znaną tarnowską artystkę Annę Śliwińską – Kuklę oraz pożegnalny koncert założyciela i wieloletniego dyrygenta znakomitego Chłopięcego Chóru Katedralnego „Pueri Cantores Tarnovienes księdza Andrzeja Zająca, który przekazał batutę swojemu następcy. Ale to wszystko to ledwie preludium do zaczynających się również w piątek, 13 czerwca Dniach Tarnowa.


W czwartek 12 czerwca punktualnie o godzinie 12 – przekroczył w progi tarnowskiego Ratusza honorowy obywatel naszego miasta książę Paweł Sanguszko, który po wypiciu smakowitej kawy i, jakżeby inaczej, promującej Tarnów herbaty „Tarninówki” odebrał z rąk prezydenta Ryszarda Ścigały, nowy dowód osobisty. Książę przybył do Tarnowa w towarzystwie swojej matki księżnej Klaudii. Uroczystość odbyła się w piętnastą rocznicę wręczenia księciu dyplomu honorowego obywatela Tarnowa. Książę Sanguszko, który posiada polskie obywatelstwo i jest zameldowany w Tarnowie, w ubiegłym roku złożył wniosek o wydanie mu dowodu osobistego. Został wtedy poinformowany, że dowód zostanie mu wydany po trzydziestu dniach oraz że może go odebrać w ciągu 10 lat. Książę Paweł jest jedynym żyjącym męskim przedstawicielem domu książąt Sanguszków. Urodził się 16 stycznia 1973 w Sao Paulo w Brazylii, gdzie nadal mieszka. Jest synem ks. Piotra Antoniego Samuela Sanguszki (1937-1989) oraz francuskiej arystokratki Klaudii Anny Elżbiety des Roys d'Eschandelys (ur. 1939). Nie zapomniał o polskich korzeniach i odwiedza co jakiś czas kraj swoich przodków. W marcu 2005 został odznaczony, przez prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, Krzyżem Kawalerskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. W 2002 roku książę Sanguszko przekazał Bibliotece Jagiellońskiej w imieniu rodziny cenne starodruki i rękopisy. Biblioteka wzbogaciła się o 1837 tytułów, a 611 starodruków i 12 rękopisów dostała w depozyt. Uzyskała też do przechowania 225 dokumentów z księgozbioru rodzinnego Sanguszków, który na życzenie rodziny ma zostać zwrócony. Podczas wczorajszej uroczystości, książę Paweł Sanguszko dziękując za otrzymany dowód osobisty. wspomniał, jak wiele jego rodzinę wiąże z Tarnowem, a wyjazd Sanguszków do Brazylii, wymusiła sytuacja w kraju. Te ciepłe słowa, ku zaskoczeniu zebranych książę wypowiedział w języku polskim czym dobitnie potwierdził, iż choć od urodzenia mieszka w Brazylii, nie zapomniał mowy swoich przodków.
W dowodzie księcia są wpisane trzy imiona: Paul, Francis, Roman i szlachecki tytuł po angielsku („prince”) oraz adres – ulica Wałowa.  Nas z Pegazem najbardziej intryguje dlaczego w polskim urzędowym dokumencie użyto języka angielskiego, wszak w Polsce jest on prawnie chroniony, a także dlaczego sporządzając dokument naruszono polskie prawo, wszak już II Rzeczpospolita zniosła arystokratyczne tytuły. No i dlaczego spospolitowano nasze książątko meldując go w czynszowej kamienicy przy ulicy Wałowej, nawet jeśli kiedyś należała do jego rodziny, na pewno właściwszym i prawdziwszym byłby – pałac w Gumniskach...

I bardzo dobrze się składa, iż na tę okazjonalną i w gruncie rzeczy kurtuazyjną wizytę (przed laty podczas pierwszej wizyty Sanguszków witano ich w Tarnowie prawie „na kolanach”), nakłada się tragiczna rocznica wysłania pierwszego więźniów z Tarnowa do Oświęcimia, o której miasto pamięta i uroczyście ją obchodzi. Dwa wydarzenia, jakże różne, i jakże znaczące w historii miasta. Dokładnie 68 lat temu, 13 czerwca 1940 roku rozpoczęła się ponura historia „największego cmentarza świata” – KL Auschwitz. Z Tarnowa naziści wysłali do obozu koncentracyjnego pierwszych więźniów politycznych. W transporcie znalazło się 728 osób. W Auschwitz wytatuowano im numery od 31 do 758. A oto fakty.

W przeddzień owego najsłynniejszego transportu oświęcimskiego, wywołano z cel więźniów z przygotowanej listy. Według świadków, m.in. A. Pietrzykowej w godzinach popołudniowych 13 czerwca więźniów z tarnowskiego więzienia w samochodach ciężarowych przewieziono do budynku łaźni (b. żydowskiej), w celu dezynfekcji i kąpieli. Trwało to całą noc, gdyż dopiero o świcie następnego dnia pod eskortą Policji przeprowadzono więźniów wyludnionymi o tej porze ulicami miasta. „Ponury ten pochód więźniów przesunął się z placu Pod Dębem ulicą Wałową, Krakowską na rampę kolejową, gdzie w pośpiechu wtłoczono ich do uprzednio przygotowanych wagonów". Pochód wił się wśród ulic jak długi wąż - robił przy tym nieodparte wrażenie gnanego do rzeźni stada. Krzyki żandarmów przycichły, lecz nie ustały. Szliśmy poważni i przygnębieni. Byli wśród nas miejscowi tarnowianie - im chyba było najtrudniej. Choć trasa naszego marszu wciąż była pusta... mimo to gdzieniegdzie w oknach dało się dostrzec ukryte za firankami twarze. Spłoszone znikały szybko, aby za chwilę znów się ukazać. To oszołomione terrorem miasto w dwójnasób przeżywało wyjazd tak ogromnego transportu. W pewnym momencie, rzucona niewidzialną ręką, wiązanka czerwonych kwiatów, zdeptana została butem idącego żandarma. Tak żegnał swoich więźniów poczciwy Tarnów: cicho... tajemnie... serdecznie".
„Przybyłych do Oświęcimia pierwszych więźniów - jak pisze w swoich wspomnieniach Eugeniusz Niedojadło, więzień Oświęcimia nr 213 - komendant obozu Fritsch przywitał słowami: „Zdrowi i młodzi mają tu prawo żyć nie dłużej niż trzy miesiące... Wyjście stąd prowadzi tylko przez komin..."

Mimo tak jawnie przedstawionego wyroku co do przyszłości przybyłych tarnowskim transportem więźniów, nie załamali się oni, wykazując do końca krótkich zresztą, czy dłuższych dni swego życia, postawę godną prawdziwego człowieka. Przeżyło około dwustu z Pierwszego Transportu. Plac przed łaźnią w Tarnowie nosi dziś nazwę Więźniów Oświęcimia. W 1975 roku stanął na nim pomnik upamiętniający to tragiczne wydarzenie, projektu tarnowskiego architekta Otto Schiera.

Trzynasty to jednak dziwna data. Tak się złożyło, że właśnie w tym dniu na scenie Mościckiego Centrum Kultury wystąpiła „Solo i w duecie” Grażyna Brodzińska – gwiazda polskiej sceny operowej i operetkowej oraz tenor Michał Musioł. Śpiewakom akompaniował  Adam Mazoń.
Grażyna Brodzińska śpiewa repertuar operetkowy, operowy, musicalowy i piosenki ze światowego repertuaru. Współpracuje z czołowymi orkiestrami filharmonicznymi i operowymi. Dokonała licznych nagrań telewizyjnych i radiowych. Dzięki gościnnym występom, Grażynę Brodzińską, poza krajem, podziwiała także publiczność Stanów Zjednoczonych, Kanady, Francji, Austrii, Anglii, Włoch, Belgii, Izraela, Holandii oraz Australii. Rokrocznie śpiewa na Festiwalu im. Jana Kiepury, którego dyrektorem artystycznym jest Bogusław Kaczyński. Brała udział w bardzo popularnym cyklu TV "Z batutą i humorem" Macieja Niesiołowskiego. Współpracuje z Gliwickim Teatrem Muzycznym, śpiewając w spektaklach operetkowych, musicalach i widowiskach muzycznych. Nagrała cztery płyty CD. Ostatnia płyta "Śpiewaj, kochaj" zdobyła laur Złotej Płyty.
W programie tarnowskiego koncertu gwiazdy znalazły się wielkie przeboje operetki i musicali, m.in. „Jakże mam ci wytłumaczyć” („Księżniczka Czardasza”), „Dla Ciebie śpiewam tę pieśń” (film „Mien herzfuft nach dir”), „Czardasz” („Perła z Tokaju”), „Pardon Madame” („Victoria i jej huzar”), „Lekko, zwiewnie” („Hrabina Marica”), „Przetańczyć całą noc” („My Fair Lady”), „Aria ze śmiechem” („Perichola”), „Daj mi siebie” („Upiór w operze”), „Ach jedź do Varasdin” („Hrabina Marica”), „Graj cyganie” („Hrabina Marica”).
A tak o swojej divie pisze Bogusław Kaczyński: Prezentuje najwyższy kunszt sztuki wokalnej. Obdarzona urodą, wdziękiem, scenicznym temperamentem, śpiewa, tańczy, czaruje publiczność teatralną i filharmoniczną. Pojawienie się Brodzińskiej na scenie wywołuje dreszcz emocji, a potem burzę oklasków. Potrafi ona jak nikt inny wzruszać i bawić, ujmuje nowoczesnością interpretacji i teatralną prostotą, lecz kiedy trzeba, zniewala należnym gatunkowi patosem. Potrafi obnosić po scenie kostiumy z maestrią godną największych.

Ale u siebie również mamy divy, no może nie takiego formatu, jak G. Brodzińska i nie koniecznie operowe, ale np. plastyczne. Jedna z nich jest niewątpliwie ceniona i lubiana Anna Śliwińska – Kukla, której wernisaż najnowszych prac odbył się w ubiegłym tygodniu w Galerii Niebieskiej Miejskiej Bibliotece Publicznej przy ulicy Krakowskiej. „Opowiastki – sztuka książki”, bo taki tytuł nosi jej wystawa, to plastyczny przegląd różnych form artystycznych związanych z drukiem i książką. Prace znanej tarnowskiej artystki nawiązują do książki niekonwencjonalnej. Znalazły się wśród nich m.in. instalacje, obiekty książkowe oraz ilustracje. Zgromadzone w galerii dzieła stanowią świadectwo doświadczeń, wrażliwości i talentu uzdolnionej autorki. Dowodzą nie tylko znakomitych umiejętności warsztatowych, ale też niezwykłej pomysłowości. Prawdziwie dobra ilustracja, obraz, czy instalacja jest przecież pracą tyleż artystyczną, co intelektualną. Kicz sam się pleni na polu gustów pospolitych, ale kapryśny i delikatny kwiat sztuki wymaga ogromnej uwagi i troskliwej ręki „ogrodnika”. Artystka zdaje się to doskonale rozumieć, a jej wystawa nie tylko ma szansę pomnażać grono ludzi wrażliwych estetycznie, ale też promować książki i przydawać im dodatkowego waloru.
Przypomnijmy, iż nasza Ania kochana, zaprzyjaźniona z Pegazem od dawien dawna (stąd ta poufałość), jest członkiem ZPAP i Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „Wiklina”. A na swoim artystycznym koncie, pomimo młodego wieku, ma ponad 40 wystaw w kraju i zagranicą. Zaś pedagogicznie spełnia się w roli nauczyciela popularnego tarnowskiego „plastyka”. Gratulujemy i prosimy o jeszcze… 

Podobne gratulacje i laudacje, podziękowania i życzenia należą się prawdziwemu muzycznemu maestro księdzu prof. Andrzejowi Zającowi, który po 27 latach pracy z Chłopięcym Chórem Katedralnym „Purei Cantores Tarnovienses” przekazał kierowanie zespołem swojemu następcy ks. Grzegorzowi Piekarzowi. Stało się to podczas uroczystej liturgii w tarnowskiej katedrze sprawowanej przez biskupa Skorca, której oprawę muzyczną przygotowali młodzi chórzyści, ale już pod nowym kierownictwem. Puerii wykonali m.in. Missa „Laetaus sum” Menschicka wraz z kwintetem instrumentalnym i organami. Nasz chór dobrze znany w kraju i szeroko poza jego granicami, laureat wielu muzycznych festiwali i przeglądów – to od lat prawdziwa wizytówka miasta, jeden z jej najlepszych ambasadorów. Szkoda, że magistrat nie pomyślał o uhonorowaniu twórcy „tarnowskich słowików” nowo wymyślonym przez prezydenckich PR tytułem ambasadora Tarnowa.


Ryszard Zaprzałka

By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



23:00, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 czerwca 2008

Dokładnie przed tygodniem w Dniu Dziecka zakończył się organizowany od trzech lat w naszym mieście 26 Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Dozwolone do lat 21”, który obszernie omawialiśmy na naszych internetowych łamach, więc teraz jeno przedstawiamy wieńczący go werdykt Jury. Z kronikarskiego obowiązku odnotowujemy także quasi dyplomatyczny fakt desygnowania przez prezydenta Ryszarda Ścigałę pierwszego w historii Tarnowa… ambasadora, którym został znany tarnowski krakauer red. Zbigniew Święch. Ale to wszystko mały pikuś w porównaniu z wręcz hiobowymi wieściami dochodzącymi z naszego przybytku Melpomeny, w której od wiosny panuje dyrektorskie bezkrólewie. I teraz kiedy wydawało się, że może być tylko lepiej, okazuje się, że nie koniecznie, albowiem drugi z dyrektorskich foteli opuszcza Grażyna Nowak… . W tej sytuacji wątpliwym pocieszeniem jest informacja o możliwości rezerwacji biletów teatralnych przez Internet, co ma być dowodem na postępującą stabilizację teatralnej rzeczywistości. A tę prawdziwą przypomnieli nam nieliczni tarnowscy kresowiacy, którzy zorganizowali w Tarnowie w dniach 6 – 7 czerwca Dni Lwowa. W tym samym czasie przybyli też pod nasze tarnowskie okienka prawdziwi ułani…ze Szwadronu Jazdy im. 5 Pułku Strzelców Konnych obchodzących swoje doroczne święto.


Czterodniowe prezentacje dokonań filmowej młodzieży do lat 21, będące będącym najstarszym na świecie promocyjnym przeglądem kina niezależnego w kraju i na świecie w tej kategorii wiekowej oceniało profesjonalne Jury pod przewodnictwem Witolda Kona, od ponad 20 lat szefującego Federacji Niezależnych Twórców Filmowych przyznało następujące nagrody: GRAND PRIX FESTIWALU -Przemysław Filipowicz, Bolesławiec, za film pt. „Klej”; dwie I NAGRODY otrzymali: - Piotr Dworaczyński, Tarnów , za film pt. „Fabryka urojeń” - Karol Moch, Otwock za film pt. „Ćma”; dwie II NAGRODY przyznano: - Izabeli Przylipiak, Gdynia, za film pt.”Antara” - Przemysławowi Filipowiczowi, Bolesławiec, za film pt.” Pięknie jest żyć” ; dwie III NAGRODY powędrowały do: - Children’s Cartoon Studio „KROK”, Ukraina, za film pt.” Pani Muracha” - Piotr Szatyłowicz, Warszawa, za film pt. „Ja też chodzę do szkoły”; WYRÓŻNIENIA przypadły:  Леван Двали, Gruzja, za film pt. „Sala”, Przemysławowi Filipowiczowi, Bolesławiec, za film pt. „Portret Ewy”, Children’s Cartoon Studio „KROK”, Ukraina, za film pt. „Tybetańskie Tango”, Group of Children at SAF Studio, Chorwacja, za film pt. “Klaustrofobia” i Maciej Karkosza, Tarnów, za film pt. “SOS”; NAGRODY ZESPOŁOWE wywieźli: -Children’s Cartoon Studio „KROK”, Ukraina  i Galeria Entropia, Wrocław ; zaś ZŁOTY MEDAL UNICA (ŚWIATOWEJ UNII FILMU NIEZALEŻNEGO) przypadł -AKF „Laterna Magica” z Legnicy. Natomiast NAGRODĘ JURY MŁODZIEŻOWEGO otrzymał film pt. „Szafy” – Karol Moch. Gratulując zwycięzcom i organizatorom, w imieniu tych ostatnich zapraszamy do Tarnowa za rok.

Aliści, jak widać i słychać, takie promowanie naszego galicyjskiego miasteczka to za mało dla miłościwie nam panującego prezydenta, bowiem postanowił on powołać własny korpus dyplomatyczny. Oto bowiem 31 maja w auli Collegium Novum Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie znany pisarz, dziennikarz, publicysta, wykładowca, reżyser, członek nowojorskiego „Klubu Odkrywców” Zbigniew Święch uhonorowany został tytułem „Ambasadora Tarnowa”. Dyplom i statuetkę potwierdzającą przyznanie tego – pierwszego w dziejach naszego miasta – wyróżnienia, wręczył osobiście prezydent Ryszard Ścigała. Wśród licznych gości uroczystości był także Honorowy Obywatel Tarnowa, były wieloletni rektor UJ, profesor Franciszek Ziejka.

W tej sytuacji nie od rzeczy będzie przypomnienie osoby i dzieła naszego ambasadora. Zbigniew Święch urodził się w Tarnowie, w naszym mieście spędził dzieciństwo i młodość. Jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego. Sławę i uznanie przyniosła mu autorska formuła popularyzacji historii. Zwany jest człowiekiem- instytucją, polskim Ceramem, reporterem przeszłości. Jest laureatem kilkudziesięciu prestiżowych nagród i wyróżnień, autorem niezwykle popularnych książek i tysięcy publikacji w mediach krajowych i zagranicznych. Szczególnie podkreślane są jego zasługi w rozsławianiu Wawelu i Krakowa oraz propagowanie historii i kultury Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Myślą nadrzędną jego publicystycznej działalności jest: „służyć w możliwie najatrakcyjniejszy sposób ogromnej rzeszy czytelników”. W swoich wykładach, książkach i wystąpienia podczas licznych podróży nie zapomina o mieście swego pochodzenia. Zawsze podkreśla, że jest tarnowianinem. Tak było także w auli Collegium Novum. Zarówno podczas odbierania tytułu, jak i w trakcie wykładu „ Inicjatywy i dokonania naszych antenatów w dziele tworzenia unii narodów i budowania wspólnot europejskich na przestrzeni tysiąca lat”, Zbigniew Święch mówił o znaczeniu miejsca jego urodzenia w naukowym życiu. Zobowiązał się do dalszego promowania, w kraju i poza jego granicami, Tarnowa – ciepłego miasta, ciepłych ludzi. Pegaz także bardzo ciepło pozdrawia nową tarnowską ekscelencję przypominając, iż ambasadorski tytuł  Zbigniew Święch otrzymał jeszcze marcu z okazji 678. rocznicy lokacji Tarnowa. Dlaczego wówczas mu go nie wręczono media nie podały. Ale, jak to mówią, lepiej późno, niż wcale…

Zaś inne, tym razem „teatralne” przysłowie powiada, iż nieszczęścia zwykle chodzą parami, jedne za drugimi… . I doprawdy trudno byłoby o lepszy komentarz do aktualnej sytuacji w tarnowskim teatrze, który właściwie od początku roku pozostaje bez głównego sternika. Po znanych perturbacjach z kandydaturą - pierwotnie mającego objąć fotel szefa Teatru bez procedury konkursowej - Sławomira Turkiewicza, w maju ogłoszono konkurs na stanowisko dyrektora. Napłynęło na niego w sumie 12 ofert (ponowne ubieganie się o fotel dyrektorski potwierdził m.in. Turkiewicz). Trwa właśnie proces ich sprawdzania i weryfikacji. Nowego dyrektora poznamy najwcześniej w połowie wakacji. Tymczasem, jak grom z jasnego nieba pojawiła się informacja, że prawdopodobnie już 1 lipca do pracy w jednym z krakowskich teatrów odejdzie Grażyna Nowak, dotychczasowy p.o. dyrektora. Związana z Solskim od ponad 20 lat sympatyczna i niezwykle kompetentna pani Grażyna zapowiada „aksamitne" rozstanie z tarnowską sceną. Jej odejście zaplanowane zostało bowiem po zakończeniu sezonu, podczas przerwy wakacyjnej. Pegaz właśnie bawił w teatrze, kiedy pani dyrektor była na audiencji u prezydenta Ścigały i wypowiadała mu urzędnicze posłuszeństwo. Tak się składa, że prawie równocześnie z Grażynką zaczynaliśmy swoje teatralne kariery i przez te wszystkie lata nasze losy połączyły się na dobre i na złe. Ja rozstałem się ze sceną przy ulicy Mickiewicza jakiś czas temu lecz dziennikarsko byłem zawsze blisko teatru i jego dobrego ducha czyli Grażyny Nowak, ale w najśmielszych snach nie wyobrażałem sobie, że kiedyś może jej tam zabraknąć. I nawet najwięksi jej oponenci, a nie brakuje ich w samym teatrze,  przyznają, iż to dzięki niej tarnowski wóz Tespisa jeszcze jako tako się toczył… .Aby niejako zatrzymać ją we wdzięcznej pamięci już teraz zapowiadamy obszerny wywiad z dyrektor Grażyną Nowak, który opublikujemy niedługo.

A póki co, począwszy od dnia dzisiejszego (6 czerwca) bilety na spektakle Tarnowskiego Teatru im. L. Solskiego można będzie nabywać także drogą elektroniczną. Wystarczy wejść na stronę www.bileteria.pl, wybrać „Tarnów” i po zapoznaniu się z repertuarem dokonać odpowiednich rezerwacji. - Jesteśmy prekursorami w Tarnowie takiego przedsięwzięcia –  komentuje ów fakt Grażyna Nowak - Będziemy testować funkcjonowanie tego systemu i mamy nadzieję, że przyczyni się on do zwiększenia zainteresowania sztuką teatralną. Czekamy na Państwa w Teatrze z nadzieją, że pozostaniecie naszymi stałymi bywalcami.
I tego na odchodne wszyscy pani dyrektor życzymy oraz wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia.

Niezależnie od tych personalnych zawirowań w dniach  6 i 7 czerwca odbyły się tegoroczne Dni Lwowa w Tarnowie. Tradycyjnie ich organizatorem jest Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich. Spotkania i imprezy przygotowane co roku z tej okazji mają przybliżyć wydarzenia związane z tym dawnym miastem Polski i postaci, które odegrały ważną rolę na Kresach Południowo-Wschodnich. Dla wielu Polaków i tarnowian Lwów jest wciąż żywym wspomnieniem, tam żyły ich rodziny i tam mieli swoje domy, które po wojnie musieli na zawsze opuścić. W tym roku gośćmi Dni Lwowa byli dziennikarze Polskiego Radia Lwów. I tak w piątek o godzinie 17.00 w Sali Lustrzanej odbyło się spotkanie poświęcone historii Rozgłośni Radia Lwów, które wypełnił m. in. program poetycko-muzyczny przygotowany przez młodzież z zespołu teatralnego „Kurtyna", działającego przy tarnowskim VI Liceum Ogólnokształcącym. Natomiast w sobotę 7 czerwca o godz. 9.00 w kościele Matki Bożej Szkaplerznej na Burku odprawiono mszę świętą w intencji członków Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo-Wschodnich,  po której przy „Lwowskim Kurhanie" na Cmentarzu Starym oddano hołd mieszkańcom Kresów - ofiarom II wojny światowej. Zaś po południu o godzinie 17.00 w Tarnowskim Centrum Kultury odbył się koncert „Tylko we Lwowie" w wykonaniu Adama Żurawskiego, barda lwowskiego z Bytomia, któremu akompaniował Andrzej Jaworski.

Również 6 czerwca rozpoczęły się obchody „Święta Pułków” zainaugurowane sesją popularno – naukową w  auli Delegatury Urzędu Wojewódzkiego w Tarnowie, przypominająca historię 5. pułku strzelców konnych, drugiej jednostki wojskowej (obok 16. pułku piechoty), związanej w okresie międzywojennym z Tarnowem. Zaprezentowano podczas niej m. in. Publikację Pt. „5 Pułk Strzelców Konnych. Historia -Tradycja-Pamięć”. Jest ona efektem pracy historyków: dr hab. Edmunda Juśko z Tarnowa i Macieja Małozięcia z Dębicy (współautorzy płk Zbigniew Radoń, Lesław Kujawski, Marek Baran). Ilustracje do książki wykonał znany malarz batalista, Jarosław Wróbel. Sesje zakończyła część artystyczna w wykonaniu młodzieży z Zespołu Szkół Ponadgimnazjalnych w Radłowie. Pułkowe święto kontynuowano dzień później, w sobotę 7 czerwca, podczas pikniku ułańskiego zorganizowanego na terenie Stadniny Ogierów w Klikowej, a także w niedziele, 8 czerwca podczas uroczystej mszy świętej w kościele Księży Misjonarzy połączonej z odsłonięciem w tym dawnym kościele garnizonowym okolicznościowej tablicy pamiątkowej. Ułańskie święto zakończyła uroczysta parada na tarnowskim Rynku połączona pokazem musztry oraz awansami na kolejne stopnie oficerskie tarnowskich ułanów i ludzi zasłużonych dla propagowania wojskowych tradycji w Tarnowie.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



16:45, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: