RSS
wtorek, 31 maja 2011

Życie to jest teatr - mówisz, ciągle opowiadasz... a jednak w ostrej konfrontacji z życiem zdecydowanie przegrywa. Świadczy o tym najdobitniej ostatnie dramatyczne odejście dyrektora Tarnowskiego Teatru Edwarda Żentary (1956 – 2011), które żałobnym kirem okryło tarnowska kulturę. Ten wybitny aktor filmowy i telewizyjny, ale także reżyser i animator kultury, o niekwestionowanym dorobku i pozycji w środowisku (piszemy o tym oddzielnie), od samego początku swoje trzyletniej dyrekcji w Solskim, dziwnie nie pasował do Tarnowa. Nasza prowincjonalność, nasycona zawodowymi zawiściami i patologicznie skażona chorymi ambicjami, niechętna obcym i nieobecnym na polityczno towarzyskich salonach – w zderzeniu z artystyczną wrażliwością  i moralną prawością człowieka „osobnego”, jakim bez wątpienia był Edward Żentara, musiała „wygrać”. Tylko za jaką cenę… Miejscową sceną kierował od lipca 2008 roku, kiedy to wygrał konkurs na to stanowisko. Zapowiadał wtedy zauważalne w Polsce premiery i wypełnienie teatru publicznością, oraz ograniczenie występów impresaryjnych… . Jego dyrekcja przypadła na trudny czas generalnego remontu teatru i właściwie dopiero teraz po jego zakończeniu mógłby zrealizować swoją wizję „teatru ogromnego”. Ale nie zdążył… schorowany i zaszczuty, osamotniony i w jakimś sensie przegrany w Tarnowie… odszedł za wcześnie, w pełni sił twórczych (szczegóły poniżej). Odchodzimy, przychodzimy… Bogusław Wojtowicz, przez 12 lat był dyrektorem Galerii Miejskiej w Tarnowie. Gdyby żył, w niedzielę 22 maja skończyłby 55 lat. Odszedł przed rokiem, wezwany do Niebieskiego Centrum Kultury, 23 grudnia po południu… Boguś był twórcą i współtwórcą wielu artystycznych projektów. Został w naszej pamięci i sercach, czego najlepszym dowodem był zorganizowany w dniu jego pierwszych, już bez niego wśród nas, urodzin - serdeczny interdyscyplinarny wieczór w MCS, o czym piszemy obok. Zaś felietonowego podsumowania minionego tygodnia dokonał tym razem redaktor Jerzy Reuter, pisząc m.in. o narciarskich „awansach” prezydenta Ścigały, roboczej wizycie w naszym galicyjskim miasteczku stołecznej celebrytki – restauratorki pani Gesller oraz o prezentacji tzw. Biblii Urzędnika. Poza tym w Muzeum Okręgowym otwarto dwie wystawy: w niedzielę„Początki skautingu na ziemiach polskich”, a w poniedziałek „Włoskie pejzaże” Stanisława Westwalewicza (opisujemy to oddzielnie). Znany tarnowski dziennikarz filmowy Łukasz Maciejewski dołączył do prestiżowego grona Międzynarodowej Federacji Krytyków Filmowych - FIPRESCI. Fédération Internationale de la Presse Cinématographique (Międzynarodowa Federacja Krytyków Filmowych, FIPRESCI) stawia sobie za cel promocję kina i sztuki filmowej. „Fipresci” została stworzona w roku 1930 w Paryżu. Członkami organizacji są najbardziej opiniotwórczy krytycy na świecie. W Polsce przedstawicielami „Fipresci” są m.in. Jerzy Płażewski, Andrzej Werner, Maria Kornatowska i Barbara Hollender. Do obowiązków krytyka „Fipresci” należy m.in. reprezentowanie kraju w obradach jury przyznających nagrody krytyki międzynarodowej na kilkudziesięciu festiwalach filmowych na świecie. A propos filmu, to w Mościcach odbywała się dwudniowa filmowa majówka (27 – 28) zorganizowana przez Bogusława Hynka – prezentującego w MCS dokumenty pokazywane w tym roku na festiwalu filmowym „Prowicjonalia”. Przez trzy dni (27 – 30 ) obchodzono Dni Lwowa w Tarnowie – w Sali Lustrzanej M. Dudek wygłosiła prelekcję „Lwów – Miasto Królewskie”, wystąpił Chór „Echo” ze Lwowa oraz młodzież z zespołu teatralnego „Kurtyna” z VI LO, była msza święta w kościele M.B. Szkaplerznej na Burku, połączona z uroczystością przy Lwowskim Kurhanie na Starym Cmentarzu. A w Kąśnej Dolnej za sprawą maestro skrzypiec K. Jakowicza i Septetu "Kameleon" było…miłośnie i filmowo, ale o tym wydarzeniu obok. Tydzień domknęła aktorska gigantka Krystyna Janda – właścicielka Teatru „Polonia” w Warszawie, która  w MCS dała porywający monodram „Ucho, gardło, nóż”.


Oto fakty: w minioną środę 25 maja przed południem znaleziono jego zwłoki w mieszkaniu służbowym przy ul. Lwowskiej. Z prokuratorskich ustaleń wynika, że do tragedii doszło w nocy z wtorku na środę. Żentara przebywał wówczas sam w mieszkaniu, zamkniętym na klucz od wewnątrz. - Zaniepokojeni jego nieobecnością w teatrze, współpracownicy weszli do mieszkania używając zapasowych kluczy. Ciało dyrektora leżało zakrwawione w łazience. Oględziny wykluczyły udział w tej tragedii osób trzecich. Edward Żentara miał podcięte żyły w kostkach nóg i najprawdopodobniej wykrwawił się na śmierć. Na stole stały dwie butelki po alkoholu, w tym jedna niedopita... - informuje Bożena Owsiak, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej. Zwłoki dyrektora Teatru czekają jeszcze na sekcję, która powinna ostatecznie wyjaśnić przyczyny śmierci. Nieznane są natomiast motywy samobójstwa. Dlaczego znany polski aktor i szef tarnowskiej sceny targnął się na swoje życie? Odpowiedź na to pytanie miał zawierać pożegnalny list, który rzekomo znaleziono w mieszkaniu przy ul. Lwowskiej. Tymczasem, listu wyjaśniającego motywy desperackiego kroku nie było. Informacja o jego znalezieniu była nieprawdziwa; policjanci zabezpieczyli jedynie nieczytelne zapiski. - Na stole leżały kartki papieru, na których Edward Żentara usiłował coś napisać. Pozostawił jedynie kilka niezrozumiałych słów, nic z nich nie wynika... - dodaje prokurator Owsiak. Pogrzeb świętej pamięci Edwarda Żentary, dyrektora tarnowskiego teatru odbył się w poniedziałek 30 maja o godz.14  w jego rodzinnym Koszalinie.  Natomiast tarnowskie pożegnanie miało miejsce w piątek 27 maja, kiedy to w kościele księży Filipinów  o godz. 9 odprawiono uroczystą mszę świętą, którą celebrował ksiądz Tadeusz Bukowski, duszpasterz środowisk twórczych.

* * *

Doczekaliśmy się – dywaguje red. J. Reuter -  honorowego tytułu dla naszego prezydenta miasta - jakiegoś honorowego instruktora, czyli nauczyciela narciarstwa, co spowodowało, że tarnowscy pijarowcy nazwali nasz, tak biedny i wyeksploatowany gród, miastem szusowania i telemarku.. Aż się boję, bo tych tytułów jest tak wiele, że możemy tego nie przetrzymać. Ostatnio odwiedziło nas zaprzeczenie zdrowego odżywiania, z wywalonym brzuchem i pływającymi biodrami, by komuś doradzić jak ma gotować, byśmy wszyscy tak właśnie wyglądali. Nie mogę się na to zgodzić, bo już mam brzuch wysunięty ponad punkt krytyczny. Interesuje mnie natomiast coś bardziej filozoficznego i głębszego od zwykłego żarcia. Odsuńmy więc tłustą panią kucharkę nieco na bok, by mogła sobie spokojnie kręcić swoje rodzinne lody kosztem naiwnych urzędników i przejdźmy do świętości. Pan prezydent w otoczeniu swoich wice ogłosił niedawno, że miasto Tarnów doczekało się ustanowienia Biblii Urzędnika, co wprawiło mnie w bardzo niemiłe samopoczucie. W tym świętym akcie, pan prezydent zagwarantował wierność i uczciwość, i żeby było śmieszniej, lojalność dla Najwyższej Władzy każdego zatrudnionego w urzędzie pracownika. Pytam zatem: A kogóż to pan prezydent tam zatrudnia, że musi ich wszystkich stawiać do pionu? A gdzie kindersztuba wyniesiona z łona matki tarnowianki? A gdzie wykształcenie? Byłem dzisiaj w UM i na zapytanie o egzemplarz  świętej księgi „cieć malina” zrobił palcem wskazującym na swoim czole kółko, co dało mi wiele do myślenia. Nie chcę studiować owej księgi, ale proponuję nazwać Tarnów miastem polskiej gastronomii, gastroskopii, proktoskopii i zanikiem ludzkiej pokory. Na pożegnanie informuję, że na walkę z bezrobociem moje ukochane miasto dostało 60% mniej dotacji niż w zeszłym, wyborczym roku. Ale spoko, damy radę, póki my żyjemy.

Od redakcji:
20 maja okazało się, że Tarnów jest ośrodkiem narciarskim. Tak przynajmniej wynika z informacji uzyskanych z Urzędu Miasta Tarnowa. Prezydent Ryszard Ścigała udekorowany został z tej okazji honorową odznaką instruktora Polskiego Związku Narciarskiego.
 Informację o tym, że Tarnów jest ośrodkiem narciarskim traktujemy jako kuriozum. Najlepszym dniem na ogłaszanie takich wiadomości jest 1 kwietnia, rozumiemy jednak, że wstrząs wywołany tym odkryciem w zimie ustąpił na tyle, że wreszcie w maju można było ogłosić radosną nowinę. Proponujemy w następnej kolejności ogłosić Tarnów ośrodkiem sportów motorowodnych. Wszak na pobliskich Dwudniakach znajdzie się przecież jakaś motorówka dla miejskich urzędników.

* * *

Harcerstwo kojarzy się niektórym z czymś niepoważnym, ze śmiesznym bieganiem w krótkich spodenkach po lesie. Tak im się kojarzy, bo go nie znają. Sto lat temu, 22 maja 1911 r., student Andrzej Małkowski wydał we Lwowie pierwszy harcerski rozkaz. Od tego czasu harcerstwo ukształtowało moralne kręgosłupy tak wielu Polaków, że musiało to mieć wpływ na historię Polski. Z okazji tej okrągłej rocznicy w niedzielę, 22 maja, o godzinie 17.00 w gmachu głównym Muzeum Okręgowego w Tarnowie otwarto wystawę „Początki skautingu na ziemiach polskich”. Licznie przybyli na nią tarnowscy druhny i druhowie, którzy dzień wcześniej wybrali się na wycieczkę śladami pierwszych harcerzy do Żółkwi i Lwowa. Wystawa ukazuje historię początków nowego ruchu w trzech aspektach: skautingu angielskiego jako wzorcowej organizacji – poprzez postać Roberta Baden-Powella i jego dzieła, Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół” – w którym skauting znalazł organizacyjne oparcie oraz rodzimego skautingu – poprzez postać m.in. Andrzeja Małkowskiego. Na wystawie znalazły się oryginalne eksponaty, z których najstarszy, pierwszy statut Towarzystwa Gimnastycznego „Sokół”, pochodzi z 1867 roku. Uzupełnienie i tło będą stanowić fotografie wykonane z oryginalnych negatywów szklanych z lat 1911 – 1913 oraz tablice objaśniające niektóre aspekty historii skautingu.
Autorem wystawy jest tarnowski pasjonat historii skautingu, Marek Popiel. Zbiory i eksponaty prezentowane w Muzeum pochodzą właśnie z jego zbiorów. Dotyczą pierwszych trzech lat harcerstwa, 1911-13.
Eksponaty prezentowane obecnie w siedzibie Muzeum przy tarnowskim Rynku to efekt poszukiwań Marka Popiela prowadzonych przez ostatnie ćwierć wieku.
- Niestety zachowało się niewiele pamiątek z tamtych lat - mówił na otwarciu wystawy druh Marek Popiel. - Dwie wojny skutecznie zniszczyły dorobek harcerstwa z tamtego okresu, a nawet sami harcerze niszczyli wtedy dokumenty, bo obawiali się, że wpadną one w ręce Rosjan lub Niemców.
Wystawę otwarto w Muzeum 22 maja, bo w niedzielę upłynęło dokładnie sto lat od czasu odczytania pierwszego rozkazu harcerskiego we Lwowie. Początki harcerstwa polskiego rodziły się właśnie w mieście Semper Fidelis. Stamtąd idee skautowe szybko przedostały się do Tarnowa.
Twórca skautingu, Andrzej Małkowski przyjechał w 1911r. ze Lwowa do Tarnowa i tym sposobem stał się założycielem tarnowskiego harcerstwa. 5 listopada 1911r. założył pierwszą drużynę skautową w Tarnowie. Spotkanie tarnowskich harcerzy odbyło się wtedy w obecnej siedzibie Teatru im. Ludwika Solskiego, który kiedyś był budynkiem tarnowskiego "Sokoła".
Prezentowane na wystawie w Muzeum plansze z archiwalnymi fotografiami dotyczącą zresztą okresu lwowskiego harcerstwa. Autorem fotografii był druh Michał Affanasowicz, drużynowy VI Lwowskiej Drużyny Skautowej. Prezentowane fotografie wykonane zostały przez niego w latach 1911-13 i przedstawiają lwowskich druhów m.in. podczas ćwiczeń wodnych pod Lwowem.
Poza fotografiami na wystawie jest także wiele książek pochodzących z pierwszych lat skautingu na ziemiach polskich.

* * *

Na najlepsze filmy dokumentalne zaprosiło w końca tygodnia Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie. W dniach 27-28 maja na scenie Na Antresoli zaprezentowano tam filmy dokumentalne pokazywane w tym roku na festiwalu filmowym „Prowicjonalia”. Festiwal ma charakter kina oryginalnego i artystycznego, w którym dominuje świat prostych, uniwersalnych wartości, subtelność i estetyka narracji. „Prowincjonalia” często nazywane są również festiwalem kina peryferyjnego i outsiderów. Przeważają tutaj filmy dokumentalne o wysokich walorach artystycznych i humanistycznych. Celem Festiwalu jest popularyzacja polskiej sztuki filmowej oraz zaakcentowanie roli filmu w życiu społecznym. W sumie pokazano 13 filmów dokumentalnych, wśród nich tak znane, jak:
Kolba, na szczęście! (reżyseria: Tomasz Drozdowicz, Maria Nuckowska). Poruszający film opowiadający o Krzysztofie Kolbergerze - jednym z najwybitniejszych polskich aktorów i reżyserów teatralnych - artyście spełnionym, człowieku sukcesu, ale również o Hiobie, którego los wystawiał na próby. Zwykła - niezwykła historia zwykłego niezwykłego człowieka. Krzysztof Kolberger zmarł 7 stycznia 2011 roku.
 Warszawa do wzięcia (reżyseria: Karolina Bielawska, Julia Ruszkiewicz). Ania, Gosia i Ilona mieszkają w oddalonych od siebie popegeerowskich wsiach. Wszystkie trzy podejmują decyzję, żeby wyjechać do Warszawy i odmienić tam swój dotychczasowy los. Warszawa dla nich to „wielki świat", który znają jedynie z telewizji. Wyruszają w swoją podróż wierząc, że znajdą tam również miejsce dla siebie. Łączy je taki sam start i podobne nadzieje, czy powiedzie im się w nieznanym miejscu?
 Dagarama (reżyseria: Bogusław Hynek). Jan Głuszak, zwany „Dagaramą" był wizjonerem, futurystą, twórcą oryginalnych projektów architektonicznych, filozofem i poetą. To opowieść o wrażliwości, samotności, cierpieniu i przymusie dostosowania do „ciasnej" małej rzeczywistości. Punktem zwrotnym w filmie jest samospalenie ręki Głuszaka. Ten akt ma mistyczny wymiar - niczym ofiarowanie.
 Przesłuchanie (reżyseria: Adam Pale)
Poruszająca opowieść żołnierza AK skazanego w czasach stalinowskich. Mężczyzna opowiada o okrutnym traktowaniu w ubeckich kazamatach, wielogodzinnych torturach i poniżaniu. Wyjątkowy w formie film o woli życia i okrucieństwie systemu totalitarnego.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



00:59, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
sobota, 21 maja 2011

Tu na razie jest ściernisko ale będzie San Francisco… Ten znany przebój Golców zyskał ostatnio w Tarnowie na aktualności. A fakty są takie: Pod popularną Marcinką miał  być park rozrywki wart ok. 550 mln złotych, z niesamowitymi atrakcjami, ale na razie na 100 miejskich hektarach będzie rosło zboże. Miasto bowiem wydzierżawiło ten atrakcyjny teren nie znanemu bliżej rolnikowi ze Skrzyszowa, aż na trzy lata. Ów areał (całość to 140 hektarów), to resztówka po zlikwidowanym niedawno w Gumniskach gospodarstwie pomocniczym przy Zespole Szkół Ekonomiczno-Ogrodniczych. Jak donosiły media chętnych na zagospodarowanie tych terenów nie brakowało. Już pod koniec lutego  rzeszowska firma Xtreme Media Dynamix zaprezentowała w trakcie posiedzenia komisji rozwoju miasta, interesującą koncepcję stworzenia tam parku rozrywki. Inwestycja warta ok. 550 mln złotych miała powstać w dwa lata od rozpoczęcia prac. Według koncepcji atrakcjami miały być rollercoastery, wodne zjeżdżalnie, wieża swobodnego spadku, multimedialne sale oraz rotunda z Panoramą Siedmiogrodzką. Jak się okazuje te koncepcje nie mają żadnego pokrycia finansowego, co stawia pod znakiem zapytania profesjonalizm służb prezydenta R. Ścigały, które nie sprawdziły finansowej wiarygodności rzeszowskich oferentów. W tej sytuacji Prezydent Tarnowa uznał, że szkoda, aby teren przez najbliższe lata był nieużytkiem i rozpisał przetarg na jego wydzierżawienie. Ofertę złożył tylko jeden zainteresowany - rzeczony rolnik z gminy Skrzyszów, który będzie dzierżawił 99 hektarów przez najbliższe trzy lata. Roczna opłata dzierżawna to 40 tysięcy 400 złotych, która zasili budżet miasta. Jak się okazuje, jest jeszcze szansa, aby na obecnym ściernisku powstał kompleks rozrywkowy, bowiem ponoć rzeszowska firma nie rezygnuje ze swojej rozrywkowej koncepcji. Póki co, we wtorek 17 maja o godz. 17 gościem kolejnego spotkania z cyklu "InTARnetowe rozmowy przy książkach" organizowanych przez ten znany tarnowski portal  w księgarni Matras przy pl. Sobieskiego  był Piotr Legutko, redaktor naczelny "Dziennika Polskiego", autor głośnej książki "Dlaczego zawiedliśmy ?" - zbioru 20 wywiadów z osobami publicznymi różnych profesji przeprowadzonych w latach 2005-2010, o czym piszemy oddzielnie. Tego samego dnia, tyle że godzinę później, w Biurze Wystaw Artystycznych Galeria Miejska w Tarnowie (dworzec PKP) odbyło się spotkanie - dyskusja z Kingą Arayą, połączone z. prezentacją jej interdyscyplinarnych prac. Z kolei w piątek 20 maja na scenie teatru im. L. Solskiego odbył się koncert znanego tarnowskiego chóru GOS.PL. Tarnowski Chór GOS.pl powstał w styczniu 2003 roku z inicjatywy grupy osób związanych ze sobą różnymi projektami muzycznymi. W skład zespołu wchodzi 35 chórzystów. W repertuarze mają zarówno standardy muzyki gospel, negro spirituals, jak i utwory z najnowszej historii gospel. Gospel to rodzaj chrześcijańskiej muzyki obrzędowej, mającej swój rodowód w dziewiętnastowiecznej kulturze czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Nazwa gospel oznacza Dobrą Nowinę o zbawieniu. Dobre nowiny napłynęły ostatnio z Bułgarii, gdzie w Warnie Dziewczęcy Chór Katedralny „Puellae Orantes” brał udział w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym im. Georgi Dimitrova w Warnie, zdobywając Grand Prix Varna 2011. A w piątek odbył się jeszcze w klubie Lychee przy ul. Mościckiego wernisaż fotografii "Post-Fundamenty" Mateusza Zaczkiewicza. Zdjęcia ukazują miejsca zapomniane. Miejsca z każdym dniem popadające w nicość. Przestrzenie, które niegdyś stanowiły fundamenty przemysłowe naszego regionu. Wspaniałe formy zabudowy - powierzchnie będące areną gry światła i cienia, szarości i koloru, egzystencji i nieuniknionego rozkładu. Interesujące kompozycje tworzone przez elementy struktur tych wyjątkowych miejsc – promuje swoją wystawę autor. Natomiast końcówkę tygodnia zdominowali studenci organizując swoje Juwenalia…Aliści w świetle ostatniego rankingu szkół wyższych opracowanego przez "Rzeczpospolitą" i miesięcznik "Perspektywy", w którym na 101 uczelni z całego kraju MWSE w Tarnowie sklasyfikowano na 98. pozycji (!) – wyprzedziło nas Krosno i Sucha Beskidzka – powody do świętowania są takie sobie…


Kinga Araya urodziła się w 1966 roku w Tarnowie. To historyk sztuki, autorka interdyscyplinarnych prac z dziedziny rysunku, rzeźby, wideo, fotografii, performance, instalacji oraz audio artworks. W 1988 roku opuściła nasz kraj i przeniosła się do Włoch, później do Kanady, gdzie podjęła decyzję o kontynuacji studiów z historii sztuki, które ukończyła z wyróżnieniem. Rozpoczęła studia podyplomowe, i te również ukończyła z wyróżnieniem za opracowanie naukowe oraz indywidualną wystawę sztuki "Modus Vivendi" (Współżycie).

Prace Kingi Aray'i związane są z wszechobecną problematyką migracji, podróży, wyobcowania, które towarzyszą osobie podróżującej. Artystka przedstawia pozycję emigranta, który ciągle musi zmagać się z koniecznością egzystowania pomiędzy kulturami i językami, jego konieczności dostosowania się do nowych miejsc i akceptacji obcego otoczenia. Te artystyczne działania mają nierozerwalny związek z sytuacją samej artystki, która nie czuje się przynależna na stałe do jakiejkolwiek grupy etnicznej.

Kinga Araya prezentowała swoje prace na wielu wystawach w Kanadzie, Stanach Zjednoczonych, Polsce, Anglii, Jugosławii, Libanie, Włoszech, Francji, Hiszpanii i Australii. Otrzymała też wiele prestiżowych nagród i wyróżnień za pracę naukową i dokonania artystyczne, jak chociażby stypendium narodowe na przygotowanie pracy doktorskiej od Social Sciences & Humanities Research Council of Canada (2001) i stypendium artystyczne Conseil des Arts et des Letters du Quebec (2002-2003).

Do Tarnowa Kinga Araya wraca po latach spędzonych za granicą. W Polsce tropi ślady swojej patronki św. Kingi, odwiedza miejsca związane z własną historią. Spotkanie w BWA towarzyszy pracom nad projektem "Walking with Kinga" i jest zapowiedzią indywidualnej wystawy artystki, która odbędzie się w Tarnowie w październiku.

* * *

W dniach 12 – 15 maja Dziewczęcy Chór Katedralny „Puellae Orantes” brał udział w Międzynarodowym Konkursie Chóralnym im. Georgi Dimitrova w Warnie. Tarnowski zespół wygrał kategorię chórów młodzieżowych i pretendował do nagrody Grand Prix Varna 2011 jako jeden z trzech najlepszych chórów konkursu.

Międzynarodowy Konkurs Chóralny im. profesora Georgi Dimitrova w Warnie istnieje od 1975 roku. Od 1989 roku należy do Europejskiego Grand Prix, w skład którego wchodzą konkursy odbywające się w miastach: Arezzo (Włochy), Debrecen (Węgry), Tours (Francja), Maribor (Słowenia), Warna (Bułgaria) i Tolosa (Hiszpania). To najbardziej prestiżowe i najtrudniejsze konkursy chóralne w Europie, zarówno ze względu na długoletnią tradycję jak i bardzo wysoki poziom artystyczny.
W konkursie biorą udział chóry z całego świata, konkurując w czterech różnych kategoriach. W tym roku do konkursu zakwalifikowały się zespoły z Białorusi, Bułgarii, Mołdawii, Filipin, Rumunii, Słowenii, Hiszpanii, Ukrainy, Danii i Polski. W gronie tym znalazł się Dziewczęcy Chór Katedralny „Puellae Orantes” z Tarnowa.
Podczas programu konkursowego każdy chór musiał zaprezentować utwory z różnych epok a także bułgarski utwór obowiązkowy. Chór „Puellae Orantes” wykonał m.in. utwory kilku polskich kompozytorów: Stanisława Moniuszki, Edwarda Burego, Miłosza Bembinowa i Jacka Sykulskiego.
Występ zespołu zostały bardzo wysoko ocenione przez międzynarodowe jury z Bułgarii, Węgier, Słowenii, Włoch, Grecji i Irlandii. Tarnowski zespół wygrał kategorię chórów młodzieżowych i pretendował do nagrody Grand Prix jako jeden z trzech najlepszych chórów konkursu. Grand Prix wygrał ostatecznie chór Ateneo z Filipin (Manila). Jest to najstarszy uniwersytecki chór w Filipinach, którego historia sięga 1921 roku. Swoje uznanie jury wyraziło również przyznając nagrodę dla najlepszego dyrygenta konkursu księdzu Władysławowi Pachocie – dyrygentowi „Puellae Orantes”.
Chór otrzymał także wiele propozycji artystycznych. Dyrektor artystyczny konkursu – Gancho Ganchev, dyrygent orkiestry i chóru dziecięcego opery w Warnie, a także głównym specjalistą w Departamencie Kultury Warny zaproponował udział tarnowskiego chóru w przedsięwzięciach artystycznych związanych z przyznaniem Warnie tytułu Europejskiej Stolicy Kultury. Lorenzo Donati – włoski kompozytor, który był członkiem jury, zaproponował chórowi współpracę i przesłanie własnych kompozycji, które „Puellae Orantes” mogłyby wykonywać. Bardzo interesującą propozycję chór otrzymał od Johna Fitzpatricka – członka jury z Irlandii. Fitzpatrick jest dyrektorem artystycznym Międzynarodowego Festiwalu Chóralnego w Cork, do uczestniczenia w którym zaprosił tarnowski zespół. Chór „Puellae Orantes” skorzysta z zaproszenia do Irlandii w 2013 roku.

* * *

Juwenalia to czas, gdy brać studencka przejmuje kilkudniową kontrolę nad miastem, wszędzie gra muzyka, a uczelnie wyższe świecą pustkami. Nie inaczej było w tym roku w Tarnowie. Było filmowo, muzycznie i kabaretowo. Program tegorocznych Juwenaliów Tarnowskich prezentuje się niezwykle atrakcyjnie. W imprezie, która trwała od 19 do 22 maja, wystąpili tacy artyści jak m.in. StarGuardMuffin & Kamil Bednarek, Strachy Na Lachy oraz Grzegorz Halama. W tym roku po raz pierwszy Juwenalia zorganizowane zostały przez dwie największe tarnowskie uczelnie - Państwową Wyższą Szkołę Zawodową i Małopolską Wyższą Szkołę Ekonomiczną. - Zmienili się organizatorzy, zmieniła się nazwa i zmieniło się logo, ale idea pozostała ta sama. Juwenalia Tarnowskie to czas radości, sielanki i szaleństwa, moment relaksu dla studentów przed ciężkim okresem, jakim jest sesja – zapewniał Grzegorz Sokołowski, Przewodniczący Rady Uczelnianej Samorządu Studentów PWSZ w Tarnowie.

Głównym wydarzeniem  tegorocznych Juwenaliów w Tarnowie był niedzielny Piknik Studencki tradycyjnie odbywający się na stadionie KS "Błękitni" przy ulicy Piłsudskiego 32. Od godziny 14.00 na studentów i mieszkańców czekały liczne atrakcje, m.in.: ścianka wspinaczkowa, strzelanie z łuku, gigantyczne piłkarzyki, walki sumo w specjalnych strojach, konkursy, występy tancerek, ogródek piwny i catering. Wieczorem muzyczną część Juwenaliów wypełniły dwa ciekawe zespoły. O godzinie 18.00 zagrał StarGuardMuffin z najbardziej pożądanym w ostatnim czasie wokalistą w kraju – Kamilem Bednarkiem, znanym z finału trzeciej edycji telewizyjnego programu "Mam Talent". Zaraz po nim, o godzinie 20.00, wystąpiła rockowa formacja Strachy Na Lachy założona przez lidera i wokalistę grupy Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego. - Zróżnicowanie muzyczne oraz liczne piknikowe atrakcje to ukłon w stronę mieszkańców miasta i regionu, których również zaprosiliśmy do udziału w zaplanowanych wydarzeniach – mówił Marcin Nowak, przedstawiciel organizatorów odpowiedzialny za kontakt z mediami.

Dzień przed Piknikiem Studenckim, w sobotę 21 maja o godz. 17.00, miłośnicy dobrego humoru mogli wybrać się na Juwenaliowy Przedwieczór Kabaretowy w Tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego, na którym wystąpił znany kabareciarz Grzegorz Halama, Grupa Ad Hoc improwizująca na bieżąco w oparciu o sugestie widowni oraz tarnowski Kabaret Trochę Powagi.

20 maja, w piątek, warto było być wyspanym. Tego dnia o godz. 19.00 odbył się Nocny Maraton Filmowy w Auli PWSZ (ul. Mickiewicza 8). Na dużym ekranie można  było zobaczyć trzy filmy nieżyjącego już Stanley’a Kubricka, jednego z najwybitniejszych twórców światowego kina, Pełny magazynek (Full Metal Jacket), Lśnienie (Shining) i Mechaniczną pomarańczę (Clockwork Orange), a w przerwie posilić się  darmowo serwowaną kawa i herbatą, oraz. pizzą, aliści za za symboliczną opłatą.

Obok wspomnianego wyżej filmowego, muzycznego i humorystycznego akcentu, w ramach tegorocznego święta żaków w Tarnowie odbyły się również liczne imprezy w studenckim klubie Alfa Club (ul. Staszica 3) w czwartek (19.05), piątek (20.05) i afterparty w niedzielę po Pikniku Studenckim (22 maja).

I to by było na tyle. Reszta jest milczeniem…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



16:37, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 maja 2011

W tym tygodniu heroldem złych wieści okazała się dyrektor tarnowskiego Pałacu Młodzieży Marta Komorowska ogłaszając, że wobec wyczerpania się tzw. formuły nie odbędzie kolejna 28 edycja Międzynarodowego Festiwalu Kina Niezależnego „Dozwolone do 21”. Ta niezwykle prestiżowa i znakomicie promująca Tarnów impreza miała od lat swoje stałe miejsce w wiosennym kalendarzu imprez kulturalnych, gromadząc pochodzących z różnych stron świata młodych twórców kina niezależnego, którzy nie ukończyli jeszcze 21 lat. Ten międzynarodowy festiwal to najstarsza impreza filmowa w Polsce - dzięki determinacji i talentom organizacyjnym oraz filmowej renomie Tadeusza Koniarza, twórcy i szefa znanego w szerokim świecie klubu filmowego „Szwenk” działającego pod auspicjami naszego Pałacu Młodzieży - goszcząca od kilkunastu lat w Tarnowie. Tadeusza Koniarz – znakomity filmowiec i fotoreporter, były wice dyrektor PM i dyrektor Festiwalu „Dozwolone do 21”, współorganizował go wraz z Ogólnopolską Federacją Niezależnych Twórców Filmowych, pozyskując m.in. patronat UNICA – Światowej Unii Filmu Niezależnego działającej pod auspicjami UNESCO. Po latach sukcesów tarnowskich organizatorów Festiwalu nastąpił regres spowodowany głównie niezdrowymi ambicjami i będącymi ich naturalną konsekwencją zawirowaniami personalno – organizacyjno – finansowymi wokół osoby Tadeusza Koniarza, który dla dobra imprezy zrezygnował z wszystkich związanych z nią funkcji. I to, jak się okazało, było przysłowiowym gwoździem do festiwalowej trumny. Już w ubiegłym roku, kiedy nie odbył się 27 MFFN „Dozwolone do 21”, dla wielu było jasne, że ta wartościowa impreza definitywnie opuszcza Tarnów. Ciekawe, co na ten skandal ma do powiedzenia magistrat i jego służby zawiadujące tarnowską kulturą. To ewidentny grzech zaniechania, którego winni powinni być postawieni pod pręgierzem opinii publicznej, pozostając we „wdzięcznej” pamięci wyborców… Tym bardziej, że to nie jedyny rodzynek w kulturalnym torcie, sprokurowany w ostatnim czasie przez naszych magistrackich magików. Mija prawie miesiąc od hucznego otwarcia nowej, gruntownie przebudowanej siedziby Tarnowskiego Teatru, i to co tam się dzieje, a właściwie jego brak, woła o pomstę do nieba. Po średnio udanej, głównie scenograficznie, premierze „Tajemniczego ogrodu”, będącą obsadową obsuwą (głównego bohatera gra dwudziestokilkuletni „chłopiec”, o umiejętnościach i wdzięku drewnianego kloca), dano tam kolejną premierę „Brata naszego Boga”, obrażającą inteligencję widzów i postponującą pamięć błogosławionego autora sztuki Karola Wojtyłę. Zresztą wypełniona w jednej trzeciej, głównie prezydencką i biskupią świtą, premierowa widownia, najlepiej świadczyła o stosunku zwykłych tarnowian do „swojego” teatru. Po wpadnięciu w „artystyczny niebyt” dotychczasowego dyrektora Edwarda Żentary, nie widać tam nikogo zdolnego tchnąć ducha w tę zrewitalizowaną materię. Gołym okiem widać, że Prezydent, w naszym, podatników imieniu zawiadujący Teatrem im. L. Solskiego, nie ma ani wizji ani woli, aby poziomowi, milionowymi nakładami wyremontowanego budynku dorównał poziom artystyczny. Jak na razie nie ma repertuaru na miarę ambicji stutysięcznego (jeszcze!) miasta, ani zespołu aktorskiego, który udźwignąłby jego realizację, bo obecni na scenie przy ul. Mickiewicza aktorscy halabardnicy już dawno powinni znaleźć się za kulisami. Tak czy owak, obecny a chyba i następny sezon wydaje się być stracony. Nie ma odpowiednio dużej kasy, ani prężnego menagera umiejącego ją pozyskać, nie ma w końcu charyzmatycznej artystycznej osobowości, zdolnej wykreować Tarnów na liczący się na teatralnej mapie Polski ośrodek, jak za pamiętnej dyrekcji świętej pamięci Ryszarda Smożewskiego… Ale dość marzeń. Pora na prozę życia, a tę w ubiegłym tygodniu wypełniły celebry związane z hucznym otwarciem nowego – starego Ratusza wpisane w kolejną Międzynarodową Noc Muzeum. W tak zwanym międzyczasie we czwartek 12 maja w Galerii „Hortar” odbył się wernisaż malarstwa  włoszki z Dąbrowy Tarnowskiej - Aśki Mendys-Gatti, dzień później w teatrze charytatywnie wystąpił Grzegorz Turanu, oraz dobiegła końca 25 Tarnowska Nagroda Filmowa, którą skutecznie blokowali tarnowscy drogowcy…


Jubileuszowa - wyjątkowa jeśli chodzi o program i ilość gości z całego kraju - edycja Tarnowskiej Nagrody Filmowej odbywała się w kinie "Marzenie", do którego w tym roku bardzo trudno było dojechać. Remont ulicy Krakowskiej, który właśnie się rozpoczął, kompletnie zdezorganizował ruch w tej części miasta i logistykę festiwalu, będącego bezsprzecznie jedną z wizytówek promocyjnych miasta. Dotarcie do kina - centrum ogólnopolskiego festiwalu przyprawiało wielu uczestników imprezy o ból głowy. Miasto ponosi więc znaczne straty wizerunkowe związane z niefortunnym nałożeniem się terminów festiwalu i inwestycji drogowej. Czy naprawdę nie udało się uniknąć tej sytuacji ? Czy naprawdę remont ulicy Krakowskiej nie mógł poczekać jeszcze tych kilka dni? Czy wykonawcy zwrócono uwagę na newralgiczny czas pierwszej połowy maja, gdy odbywa się TNF? Czy próbowano jakichś negocjacji w sprawie przesunięcia terminu rozpoczęcia inwestycji? Oto kuriozalna odpowiedź jakiej udzieliła mediom Dorota Kunc – Pławecka, rzecznik Prezydenta Tarnowa:
- Termin rozpoczęcia i zakończenia prac związanych z remontem ulicy Krakowskiej nie jest zależny od miasta. Wynika on z zapisów umowy o dofinansowanie projektu „Program zapewnienia harmonii estetycznej i urbanistycznej centrum miasta”, który jest współfinansowany ze środków europejskich. Miasto się do tego dostosowuje. Podpisując umowy podjęto zobowiązanie do zakończenia prac przed 15 listopada. Ich zakres jest na tyle duży, że opóźnienie remontu nawet o tydzień mogłoby spowodować naruszenie tego terminu. Dołożymy wszelkich starań, aby został on dopełniony. Po zakończeniu remontu zarówno mieszkańcy jak i goście będą zadowoleni z wyglądu oraz funkcjonalności ulicy Krakowskiej. Modernizację po prostu trzeba wykonać.

Podobny stan emocji wzbudziła kolejna ekspozycja w prestiżowej tarnowskiej galerii sztuki „Hortar”, gdzie ku niemałemu zdumieniu Pegaza, zaprezentowano artystyczno - użytkową konfekcję malującej stomatolog Aśki Mendys – Gatti z Mediolanu. Ta zupełnie nie znana artystka  urodziła się w Dąbrowie Tarnowskiej. Studia na Wydziale Lekarskim Akademii Medycznej w Krakowie ukończyła w 1978 roku, po czym pracowała na Oddziale Chorób Wewnętrznych w Szpitalu Wojewódzkim w Tarnowie (dziś noszącym imię E. Szczeklika).
Cztery lata później, w stanie wojennym, wyszła za mąż za włoskiego przemysłowca z Monzy i wyjechała z kraju osiedlając się najpierw w Monzy, a później w Vedano al Lambro koło Mediolanu (miłośnicy sportów samochodowych znają tor wyścigowy zlokalizowany w byłym królewskim parku). Ale niech nikt nie wiąże tego wyjazdu z wielką polityką. To była po prostu miłość..., a jej owoce to dwaj synowie - Fryderyk i Ludwik, dla których zarówno język polski jak i polska kultura nie są obce.
Musiała nostryfikować dyplom na Uniwersytecie w Mediolanie (wówczas Polska jeszcze nie przystąpiła do Unii Europejskiej), co wcale nie było łatwe, bo wymagało przy okazji pokonania bariery językowej. W 1986 uzyskała doktorat z zakresu nowotworów jelita grubego. Chciała się specjalizować w gastroenterologii, ale ostatecznie wybrała stomatologię, która we Włoszech miała w tym czasie status specjalizacji, podobnie jak kardiologia czy laryngologia. Te trzyletnie studia nie były jednak ostatnim etapem medycznej edukacji. Kolejna zdobyta specjalizacja uniwersytecka to medycyna estetyczna. Dwa lata studiów na tym kierunku miały, w powiązaniu ze stomatologią, głęboki sens. Otworzyła bowiem własny gabinet stomatologiczny jak również gabinet medycyny estetycznej czyli „poprawiania urody", a osób niezadowolonych ze swojego wyglądu nigdy nie brakowało.
Tyle o medycynie, teraz pora odsłonić sztalugi. Malarstwo zafascynowało ją już w młodości. Ale tak naprawdę zaczęła malować i wystawiać w 2003 roku, po śmierci męża. Nigdy nie potrzebowała dużo snu, więc nocą sięgała po pędzel. I ten zwyczaj jej pozostał.
Malarstwo przyniosło jej sporo satysfakcji. Po wysłaniu na wystawy pierwszych obrazów nieoczekiwanie posypały się zaproszenia na kolejne pokazy. Urządziła sobie wygodne atelier (72 m2) w sąsiednim domu i zaczęła funkcjonować na włoskim (i nie tylko) rynku sztuki.
Jej twórczość — zróżnicowana tematycznie, inspirowana codziennością - zaliczana jest do pop-artu i fotorealizmu. Wystawy (w Rzymie, Mediolanie i Paryżu), wyróżnienia (m.in. podczas VII edycji Biennale d Arte Interna-zionale) i przychylne recenzje dostarczały satysfakcji i poczucie spełnienia w realizacji nowej pasji, jaką coraz mocniej stawało się malarstwo.
Została także członkiem kilku stowarzyszeń artystycznych, m.in. Międzynarodowego Związku Artystów w Monzy-Brianzy oraz Związku Artystycznego CIAC w Rzymie.

Za to w piątek 13 maja mieliśmy do czynienia z prawdziwą sztuką, w wykonaniu prawdziwego maestro  Grzegorza Turnaua, znanego krakowskiego barda i poety. Swoim klimatycznym występem w Solskim zainaugurował on ciekawy, czteroczęściowy projekt „Pro Publico Bono” Stowarzyszenia „Ponad Barierami” . Całkowity dochód z koncertu został przeznaczony na uruchomienie i prowadzenie Centrum Wsparcia Psychologicznego. Będzie ono służyło bezpłatną pomocą osobom ubogim, samotnym i potrzebującym pomocy. Projekt ten ma na celu uświadomienie społeczeństwa i uczulenie go na krzywdę i wykluczenie społeczne. Koncert Turnaua ma zgromadzić ludzi o wielkich sercach, wrażliwych na krzywdę bliźniego i ludzi dobrej woli.

Turnau to pochodzący z Krakowa pianista, kompozytor, piosenkarz, a także autor tekstów. Gry na fortepianie uczył się w PSM, a później studiował anglistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jego debiut miał miejsce 1984 roku na XX FPiPS w Krakowie, gdzie piosenką "Znów Wędrujemy" zdobył I nagrodę. Dzięki temu został zaproszony do "Piwnicy pod Baranami" przez Piotra Skrzyneckiego. W 1990 ukazał się jego debiutancki album zatytułowany "G. Turnau: Naprawdę nie dzieje się nic".

Turnau komponuje muzykę nie tylko do swojego repertuaru. Jest również kompozytorem muzyki do spektakli teatralnych, telewizyjnych, a także miniopery "Życie prywatne Wazów". Grywał również w filmach oraz Teatrze Muzycznym w Gdyni. Jest laureatem nagrody Fryderyk '94 w kategorii album roku - piosenka poetycka, Fryderyk '95 w kategorii wokalista roku, album roku, Wiktora '95, nagrody Programu III Polskiego Radia im. M. Święcickiego w 1996, a także Grand Prix KFPP Opole '96, Fryderyk '97 - album roku oraz Wiktora '98.

Turnau stworzył swój muzyczny styl, dość często określany jako nawiązujący do muzyki jazzowej, smooth jazzowej, jak również do twórczości Marka Grechuty oraz Jana Kantego Pawluśkiewicza.

Z kolei po dwóch latach tarnowski Ratusz znów  został udostępniony zwiedzającym. W odnowionych salach znalazło się m.in. wiele cennych eksponatów z bogatej kolekcji Sanguszków, zabrakło natomiast miejsca dla pamiątek związanych z postacią generała Józefa Bema i fragmentów Panoramy Siedmiogrodzkiej, które do tej pory były stale eksponowane w tym, reprezentacyjnym budynku Tarnowa. Jej  fragmenty  znalazły czasowo miejsce w gmachu głównym muzeum. - Ratusz nie jest z gumy i naprawdę trudno upchnąć w nim więcej niż w tym momencie - twierdzi. dyrektor MO Adam Bartosz. Jego zdaniem doskonałym miejscem na obie wystawy są pomieszczenia po byłej galerii BWA w Pasażu Tertila, jednak miasto ma inne plany zagospodarowania zwolnionego budynku. Sobotnie otwarcie nowego – starego Ratusza wpisano w tegoroczną edycję Międzynarodowej Nocy Muzeum. Od godziny można było bezpłatnie zwiedzać wystawy muzealne w Ratuszu, w Gmachu Głównym przy Rynku 21 oraz w Muzeum Etnograficznym przy ul. Krakowskiej 10.

Tradycyjnie już  zwiedzający traktują to muzealne święto jako wydarzenie rodzinne, dlatego obok stałych ekspozycji przygotowano specjalną ofertę. W Ratuszu, którego wnętrza bardzo korzystnie zmieniły się po remoncie zrozumiałą ciekawość wzbudzała nowa ekspozycja „W kontuszu i przy szabli”, poświęcona kulturze staropolskiej, m.in. broń i osprzęt przeznaczony do walki i łowów, jedną z najcenniejszych kolekcji portretu staropolskiego, bogato prezentowane zbiory porcelany, szkła i sreber stołowych oraz galerię portretów książąt Sanguszków. Zwiedzający z okazji Nocy Muzeów mieli wyjątkową okazję aby w tych zabytkowych wnętrzach zrobić sobie portret sarmacki. Organizatorzy przygotowali kostiumy z epoki oraz zbroje rycerskie i każdy mógł się przebrać i sfotografować. Ponadto – zainteresowanym zabytkami konserwatorzy z tarnowskiego Muzeum prezentowali metody restaurowania i zabezpieczania zabytków. Niewątpliwą atrakcją, jednakże dla ograniczonej liczby chętnych, było wejście na wieżę ratusza, skąd można było podziwiać nocna panoramę miasta. Wprawdzie wstęp kosztował 10 zł , aliści była to jedyna płatna oferta muzeum tej nocy.
Bezpłatnie można było zwiedzać ekspozycję romską w Muzeum Etnograficznym oraz wystawę malarstwa Adama Jańca „Siedemdziesiąt siedem spojrzeń na Tarnów”. Na dziedzińcu muzealnym zorganizowano muzealny piknik przy ognisku z udziałem Zespołu Pieśni i Tańca „Swojacy” z Wierzchosławic, promocję regionalnego jadła, przygotowaną przez Stowarzyszenia „Na śliwkowym szlaku”, pokaz filmów o tematyce romskiej w drewnianym spichlerzu oraz fotografowanie się w tzw. „monidle”. Gwiazdą muzealnej nocy był romski zespół „Perła i Bracia”.
Natomiast w Gmachu Głównym Muzeum na Rynku udostepniono wystawę malarstwa tarnowskiej artystki Bogny Toczek –Łojewskiej oraz ekspozycję fragmentów „Panoramy Siedmiogrodzkiej”, namalowanej pod kierunkiem Jana Styki.
Z kolei od godz. 18 do 22  oglądać było można najnowszą wystawę w Galerii BWA na dworcu PKP - „Notki z podróży” Waldemara Żuchnickiego.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



21:57, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (2) »
wtorek, 10 maja 2011

Wróćmy jeszcze na chwilę do przedwczesnego odejścia cenionego tarnowskiego artysty malarza Jacka Wróbla (poświęciliśmy mu oddzielne wspomnienie), którego pośmiertną wystawę oglądać można w kultowym Pub Studio Andrzeja Tylko przy ul. Żydowskiej. Pogrzeb Jacka odbył się w Wielką Sobotę. Wtedy też jego przyjaciele ustalili, że trzeba zrobić wystawę jego prac. I to nie za miesiąc, dwa albo pół roku, a już teraz. Do Andrzeja Tylko zadzwonił Artur Grodziński, który kolekcjonuje obrazy artysty. Powiedział, że udostępni prace, ktoś zaoferował samochód, którym zostały przywiezione, kilka osób przyszło powiesić je na ścianach. Rzecz miała miejsce w piątek 29 kwietnia. - Ten wernisaż zorganizowaliśmy naprędce. Skrzyknęliśmy się w Wielką Sobotę, po pogrzebie Jacka, że można by zrobić coś takiego, co przypominałoby go. Kiedy się tu zebraliśmy, oglądaliśmy zdjęcia z wernisażu Jacka sprzed kilku lat. Były bardzo wesołe i tak też chcieliśmy go zapamiętać - powiedział Andrzej Tylko. - Nie chcieliśmy czegokolwiek rozdrapywać, siedzieć tu i płakać, a zrobić normalny wernisaż, taki, na którym zjawiłby się Jacek, gdyby tylko miał czas - dodał. Na tym serdecznym wernisażu, oprócz licznie zgromadzonych przyjaciół, obecna była żona, a także córki artysty. - Tato często tu przebywał, dlatego tutaj jest ten wernisaż. To nie jest przypadkowe miejsce - powiedziała Łucja Wróbel. Także, o czym już pisaliśmy w poprzednim Pegazie, przywołujemy raz jeszcze I Galę Muzyki Chrześcijańskiej w Tarnowie. Tym razem to refleksje Andrzeja Króla związanego z portalem inTARnet.pl I to by było na tyle ubiegłotygodniowych suplementów. W ostatni piątek, 6 maja Galeria Miejska BWA w Tarnowie, z siedzibą na dworcu PKP zaprosiło na otwarcie wystawy malarstwa Waldemara Żuchnickiego „Notki z podróży”, rozpoczynającej ogólnopolską trasę wystawową tego urodzonego w Tarnowie artysty, stypendysty prestiżowej nowojorskiej Pollock-Krasner Foundation w 1991 roku. Waldemar Żuchnicki (rocznik 1954) studiował Historię Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ukończył Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uzyskując dyplom w pracowni profesora Jerzego Nowosielskiego oraz aneks z malarstwa architektonicznego w pracowni profesor Janiny Kraupe – Świderskiej. Uprawia malarstwo, rysunek i grafikę. Brał udział w kilkunastu wystawach w kraju i za granicą. Dokładnie w tydzień po beatyfikacji Jana Pawła II w tarnowskim teatrze im. Ludwika Solskiego odbyła się w premiera dramatu Karola Wojtyły pod tytułem ,,Brat naszego Boga". Reżyserem spektaklu jest Tomasz Piasecki natomiast w rolę Brata Alberta wcieli się Ireneusz Pastuszak. "Brat naszego Boga" to opowieść o istnieniu dwóch powołań i jednym człowieku. To historia polskiego powstańca i malarza Adma Chmielowskiego, który wybierając życie zakonne jako brat Albert poświęca się pracy dla biednych i bezdomnych. - Zabieramy się za to nie dlatego, że tak wypada, że chcieliśmy uczcić beatyfikację. Jednak zabraliśmy się za to bo znaleźliśmy w tym materiale Karola Wojtyły pewien fundament pod spektakl, który chcemy zrobić. To nie jest tak, że bierzemy to tylko dlatego, iż autorem jest Karol Wojtyła - wyjaśnia reżyser Tomasz Piasecki. Także w niedzielę 8 maja Centrum Paderewskiego zorganizowało w dworku w Kąśnej Dolnej tradycyjną majówkę – interdyscyplinarne spotkanie z muzyką mistrza, o czym piszemy oddzielnie. Niedziela to również czas inauguracji tradycyjnego majowego Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek, a tym roku zorganizowanego pod hasłem: „Biblioteka zawsze po drodze, nie mijam – wchodzę”. W poniedziałek 9 maja o godz. 12:00 w Sali Lustrzanej w ramach „Tygodnia Bibliotek” odbyło się uroczyste spotkanie pracowników MBP oraz bibliotek gminnych z władzami miasta i powiatu, radnymi, czytelnikami. W programie: wykład pt. „Europejskie korzenie literatury polskiej” (Miłosz, Herbert, Barańczak) dr hab. Michała Nawrockiego (prof. PWSZ) oraz recital poetycko – muzyczny w wykonaniu Andrzeja Słabiaka, aktora scen polskich, po występach w środowiskach polonijnych Kanady i USA. Na bogaty program tegorocznego Tygodnia Bibliotek złożą się m.in. dwie wystawy – „Ocalone dziedzictwo” w Galerii Niebieskiej MBP, prezentujące stare druki oraz „Anioły, anioły…”, ekspozycja prac plastycznych poetki Zofii Gołębiowskiej – Tabaszewskiej. I tylko żal organizowanych co roku ulicznych kiermaszy książek, których odeszły w niebyt wraz z tzw. minoną epoką. Na koniec odnotujmy zaproszenie znanego tarnowskiego muzealnika Andrzeja Szpunara z Muzeum Okręgowego w Tarnowie do pracy przy projekcie badawczym pt. "Archeologia doliny polsko-ukraińskiej rzeki Warężanka".


Twórczość – dywaguje w swoim tekście Andrzej Król - stanowi ludzki udział w dziele stwarzania świata. Twórczość literacka, muzyczna i plastyczna torowały sobie drogę przez wieki ewolucji chrześcijańskiego światopoglądu. Najwcześniej docenione zostało słowo pisane, choć dziś dzieła patrystyczne nie cieszą się powodzeniem (z różnych powodów), potem przyszła kolej na wyróżnienie w VIII wieku n.e. obrazów, siedemset lat później można było zapomnieć o bałwochwalstwie i podziwiać rzeźby Leonarda da Vinci oraz Michała Anioła. Największy opór stawiała muzyka. Przełom nastąpił dopiero po XX wiekach chrześcijaństwa.
W sobotnie popołudnie, w auli Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, mieście mianowanym przez portal Ekai stolicą muzyki chrześcijańskiej, przyznano „Chrześcijańskie Fryderyki”, czyli „Złote Gongi” w siedmiu kategoriach: debiut roku (dla zespołu LOVE STORY), piosenka roku (dla MIETKA SZCZEŚNIAKA), wokalistki roku (dla MONIKI KUSZYŃSKIEJ), wokalisty roku (dla MUŃKA STASZCZYKA), projekt roku (dla ELEKTRYCZNYCH GITAR), zespołu roku (dla MALEO REGGAE ROCKERS), płyty roku (dla RAZ DWA TRZY). O zwycięstwie zdecydowały głosy radiowych słuchaczy, oddane w antenowym plebiscycie.
Nie wiadomo, czy istnieje „muzyka chrześcijańska”, nie wiadomo, czym się różni „muzyka chrześcijańska” od „muzyki niechrześcijańskiej”, ale teraz wiadomo przynajmniej, że istnieją nagrody za jej uprawianie. W świecie, w którym coraz mniejsze panuje przekonanie o wartości nagrody wiecznej, coraz większe znaczenie mają nagrody doczesne. Medialność wymusza pozytywne wartościowanie każdej modalności. Chrześcijaństwo, jakże efektownie, ulega pokusie istnienia w sferze medialnej i wirtualnej. Wartość zjawisk artystycznych coraz częściej wiąże się z ich istnieniem, a coraz mniej z estetyką. Wszystko jest tak samo dobre, a lepsze jest to, co zostaje za takie uznane. Postmodernistyczne kryteria przenikają także sferę sacrum.
Uroczystość wręczenia nagród była transmitowana na falach eteru przez Radio Dobrze Nastawione, a za jego pośrednictwem także przez dwadzieścia innych stacjach radiowych w Polsce, USA i Kanadzie. Nie dźwięk jednak był dominantą uroczystości rozdania Złotych Gongów, ale obraz . Wirtualność nagród i eteryczność radiowa została doceniona przez sceniczną i realną obecność twórców muzyki. W mroku, ciętym kolorowymi iluminacjami z czterech reflektorów, wśród chtonicznych wyziewów parującego ciekłego azotu, widoczna była postać Chrystusa ukrzyżowanego, z krwistą stułą opadającą ku scenie, na której po prawicy, na stole, stał siedmioramienny świecznik Złotych Gongów, a po lewicy współczesne instrumentarium, służące niektórym do decybelicznych sadomasochistycznych tortur. Wybór takiej scenerii, takiej oprawy dla uroczystości chrześcijańskich, pozostaje dla mnie zawsze tajemnicą. Świadomość zatrzymuje się na tym misterium tremendum, którego nie mogą opisać słowa, bo wrażenia nie chcą poddać się werbalizacji.
A może to najlepszy sposób, aby obudzić głód światła i pragnienie refleksji? Zmysły spragnione harmonii pozwalają wtedy dostrzec i powitać jasną chwilę, gdy ta mroczność rozświetlona zostaje głosem Moniki Kuszyńskiej, która zaśpiewała jedną piosenkę na rozpoczęcie gali w duecie z Beatą Bednarz i zwieńczyła rozdanie nagród swoim koncertem, w którym znalazło się także miejsce na muzyczną improwizację z Januszem Yaniną Iwańskim. Każdy kolejny utwór egzorcyzmował rzeczywistość, wypełniał radością i nadzieją, był nasycony mocą śpiewnej modlitwy, przynosił osobliwe dary. W tej muzyce, w tym zdarzeniu spełnione były wszystkie kanony piękna, zaklętego w sferycznej harmonii Kosmosu.

A tak o obrazach Waldemara Żuchnickiego pisał zmarły ostatnio  profesor Jerzy Nowosielski: - Malarstwo Waldemara Żuchnickiego jest na granicy artystycznej niemożliwości, ponieważ składa się z dwu elementów, co do których zazwyczaj myślimy, że ich proste połączenie jest zupełnie niemożliwe, że da najwyżej zwykłą składankę, nie osiągając nigdy poziomu plastycznej syntezy.
Jeden element to realistyczne, prawie że banalne widzenie przedmiotów tak jak one istnieją dla naszego wzroku. Drugi element to siatka form abstrakcyjnych – jakby jakiś raster, przez który ta zwyczajna, przedmiotowa, opisowa zawartość ma się jakoś przesączać. Czuje się te obie warstwy wyraźnie oddzielnie, czuje się, że to przesączanie pierwszej przez drugą stanowi jak gdyby dla obu gwałt, że dzieje się to przemocą. A przecież wiemy, że przemoc w malarstwie nie popłaca.
Czy aby naprawdę? Czy zawsze? Chyba nie, ponieważ kontaktując się z malarstwem Żuchnickiego wyczuwamy w nim artystyczną prawdę. Jest to prawda surowa, niemal brutalna, całkiem na pewno dzika – a jednak przekonuje, uniemożliwia sprzeciw estetyczny. Jak to się dzieje? Jak to jest możliwe? Czy sama prostota, symplicystyczne uproszczenie przyjętego założenia jest dramatycznym na tle aktem woli i świadomości malarza, ze doprowadza jego realizacje do poziomu artystycznego, prawdziwego „dziania się’’. Możliwe, że to właśnie, to szaleńczo uproszczone – „ja tak chcę’’ jest punktem wyjścia i dostatecznym powodem. Ale rzeczywiście sprawa się natychmiast komplikuje. Powiedziałem na początku – raster. Tylko, że ten abstrakcyjny raster, ta abstrakcyjna siatka nałożona na zwykłą realistyczną wizję, pod ciśnieniem tej wizji ulega gwałtownemu odkształceniu. Przestrzeń tej abstrakcyjnej siatki staje się przestrzenią na swojej płaszczyźnie zmienną, to rozszerzającą się, to znów nadmiernie i gwałtownie skurczoną.
Cóż w tym nowego? Przecież tak działo się już we wczesnych realizacjach kubizmu. To prawda, ale w tamtych malowidłach czuło się , że wszystko dzieje się razem, że elementy abstrakcji malarskiej urastają jakby spontanicznie i niejako wtórnie w stosunku do analizowanych struktur przestrzennych przedstawianych przedmiotów.
U Żuchnickiego inaczej. Bierze on dwie konwencje malarskie „gotowe’’, osobno istniejące i dawno już przez innych sformułowane, poddaje te konwencje brutalnemu zabiegowi – wtłaczając jedną w drugą, jak w maszynce do mielenia mięsa wtłaczamy pokrojone kawałki w nóż i siatkę metalową, i pod ciśnieniem przepuszczając te kawałki uzyskujemy nową, inną substancję. Zabieg ten przemyślany ile brutalny. A jednak w rezultacie tego zabiegu Żuchnicki otrzymuje obrazy żywe, abstrakcyjne, dramatyczne - bliskie może dobrym relacjom op-artu, tyle że mniej programowe, bardziej skomplikowane i wzruszające. Jak to się dzieje? Myślę, że tego już opisać się nie da. Jest to tajemnicą jego talentu.

Archeolodzy biorący udział w międzynarodowym projekcie "Archeologia doliny polsko-ukraińskiej rzeki Warężanka" chcą zbadać stopień uszkodzeń znanych już środowisk archeologicznych i zarejestrować nowe, leżące po stronie polskiej. Gdy ćwierć wieku temu badacze rozpoczęli obserwacje rejonu granicznego odnotowali sytuacje, gdy ciekawe, łączące kultury stanowiska archeologiczne przecięte były granicą państwową. Spory problem stanowiła ówczesna sytuacja historyczna, ponieważ tereny leżące na obszarze ZSRR były niedostępne także dla badaczy ukraińsko-radzieckich. Innym celem projektu jest nawiązanie do aktualnie prowadzonych badań na obszarach przyległych Ukrainy i opublikowanie monografii archeologii regionu rzeki Warężanki (w języku polskim i ukraińskim wraz ze streszczeniem po angielsku). Badaniami kierują Andrzej Urbański (z Muzeum Zamojskiego w Zamościu) oraz Oleg Osalczuk (z RSA Lwów), reprezentujący placówki, które organizują projekt, finansowany przez polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



19:19, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 maja 2011

W ubiegłym tygodniu na niebiański plener został wezwany kolejny tarnowski artysta Jacek Wróbel - malarz, grafik, rysownik. Na naszych łamach zamieściliśmy obszerne wspomnienie o nim. Requiem in pace! Aliści trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe. Ten wyjątkowy kwietniowo – majowy tydzień zdominował kolejny długi weekend, na który złożyły się aż trzy święta. Pierwsze to obowiązujące w tzw. minionym okresie święto ludzi pracy czyli 1 Maja (w kościele to uroczystość świętego Józefa Robotnika), charakteryzujące się masowymi niegdyś pochodami pierwszomajowymi, aczkolwiek to pospolite świętowanie było w większości dobrowolnym przymusem. 1 Maja to teraz Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Już bez propagandy i przymusowych pochodów, ale za to wciąż wolny od pracy. Niezależnie od nazwy 1 maja obchodzony jest od ponad 120 lat dla upamiętnienia wydarzeń, jakie miały miejsce w pierwszych dniach maja 1886 roku w Chicago, na rzecz poprawienia warunków pracy i wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy zamiast 12-godzinnego. W Polsce pierwsze obchody miały miejsce już w 1890 roku, aczkolwiek charakteru propagandowego nabrały dopiero po II wojnie światowej. Pierwszy dzień maja to w tym roku także beatyfikacja naszego Jana Pawła II, stanowiąc z oczywistych względów zdecydowaną dominantę tego majowego weekendu. Drugie to obchodzone dopiero od siedmiu lat Święto Flagi RP, będące nie tyle patriotycznym świętowaniem, ile potwierdzeniem naszej akcesji do zjednoczonej Europy. Święto to zostało wprowadzone nowelą ustawy z 20 lutego 2004 roku o godle, barwach i hymnie RP. Jednocześnie poniedziałek 2 maja jest obchodzony jako Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Z tej okazji rok rocznie organizowane są przez miejscowych decydentów  na Placu Sobieskiego „flagowe happeningi”, polegające na darmowym lub za przysłowiową złotówkę wręczaniu, by nie rzec wciskaniu, naszych narodowych barw przypadkowym przechodniom Trzecie to najstarsze i najbardziej polskie z tego zestawu świąt, obchodzone na pamiątkę uchwalenia Konstytucji 3 Maja, którego depozytariuszem był od początku kościół katolicki obchodząc je w „koprodukcji” z uroczystością Maryi, Królowej Polski i organizując je w bardziej lub mniej jawnej opozycji do „komunistycznego” 1 Maja. Konstytucja majowa z 1791 roku była jedną z najważniejszych ustaw w Polsce. Była ona drugą konstytucją w świecie - po Konstytucji Stanów Zjednoczonych z 1787 r. i pierwszą w Europie. W tym roku świętujemy okrągłą 220. rocznicę jej uchwalenia. Niestety w Tarnowie od lat obowiązuje ten sam rytuał majowego świętowania, będący połączeniem bogoojczyźnianych uroczystości w kościołach (głównie msza o godzinie 12 w południe w bazylice katedralnej) z bezpośrednio po nich następującymi patriotycznymi celebrami lokalnych decydentów z reguły pod pomnikiem Nieznanego Żołnierza przy ulicy Wałowej. Czasem zdarzy się jakiś piknik, a raczej majówka lub koncert ale nic ponad tę organizacyjną sztampę. Wyjątkiem w tym roku była zorganizowana  przez Urząd Miasta Tarnowa po raz pierwszy akcja „Flaga na samochód”. Magistrat przygotował trzy tysiące małych flag, przystosowanych do powieszenia na samochodowej antenie. Można je było odbierać w Tarnowskim Centrum Informacji przy Rynku 7 oraz w Biurze Obsługi Mieszkańców UMT przy nowej 4. Wcześniej, Przez trzy dni - w środę, czwartek i piątek - tarnowskie Muzeum Okręgowe zamieniło się w historyczny warsztat, gdzie nauczyć się było można wyplatania przedmiotów z trawy, słomy, pędów drzew, łyka, pasków skóry oraz sznurków, a także poznać tajniki pracy bednarza i wykonać naczynia, beczki, czy wiadra. Także we czwartek odbył się w Pałacu Młodzieży, zorganizowany przez Stowarzyszenie „Tarnowianie” 11. już koncert z cyklu „Fortepian”, w którym zaprezentowali się uczniowie i profesorowie Zespołu Szkół Muzycznych w Tarnowie. Także dochód z tego koncertu, podobnie jak z poprzednich, przeznaczony został na zakup nowych instrumentów muzycznych dla młodych muzyków. We czwartek 28 kwietnia rozpoczęła się kolejna 3 Tarnowska Wiosna Jazzowa – tygodniowy, złożony z 5. koncertów festiwal zorganizowany przez Tarnowskie Centrum Kultury w ramach United Europe Jazz Festival. Z kolei w sobotę 30 kwietnia odbyła się, po raz pierwszy zorganizowana w Tarnowie, uroczysta gala „Muzycznych darów”, podczas której wręczono chrześcijańskie Fryderyki czyli „Złote Gongi”, zespołom i muzykom wykonującym muzykę z przesłaniem religijnym. Po gali w auli Wyższego Seminarium Duchownego na rynku odbył się koncert dedykowany Janowi Pawłowi II. Dzięki temu niewątpliwemu wydarzeniu Tarnów chociaż na jeden dzień stał się stolicą polskiej piosenki chrześcijańskiej.


Historycznie polskie barwy narodowe wywodzą się z barw herbu Królestwa Polskiego i herbu Wielkiego Księstwa Litewskiego. W symbolice polskiej flagi biel pochodzi od bieli orła, będącego godłem Polski, i bieli Pogoni - rycerza galopującego na koniu, będącego godłem Litwy. Oba te godła znajdują się na czerwonych tłach tarcz herbowych. Dlatego też na fladze biel znalazła się u góry, ponieważ w polskiej heraldyce ważniejszy jest kolor godła niż tła. Polskie barwy narodowe mają jako jedne z nielicznych w świecie pochodzenie heraldyczne. 7 lutego 1831 roku Sejm Królestwa Polskiego podjął specjalną ustawę dotyczącą barw polskiej flagi. Wcześniej, obok barw biało-czerwonych, używane były także inne barwy. Zaś a propos zeuropeizowania, by nie rzec zdominowania majowych świąt przez fanów i sceptyków zjednoczonej Europy, to najlepiej skomentował tę sytuację prof. Piotr Legutko na łamach  Gazety Krakowskiej w krótkim tekście „Duch obywatelski”: - „Według powszechnie obowiązującego stereotypu Polak kocha swój kraj, potrafi się za niego bić, ceni ponad wszystko honor, ale obce mu są cnoty obywatelskie. Wiadomo, warcholstwo, złota wolność, przysłowiowy polski bałagan. Ale to tylko pewien mit. Polska historia to nie tylko przegrane zrywy powstańcze, to także zdolność do naprawy własnego państwa. Duch obywatelski. Mamy swoje powody do dumy. Nie tylko z napisania pierwszej w Europie konstytucji i stworzenia nowoczesnego modelu wielonarodowego państwa (choć  o tym zawsze warto przypominać). 3 maja to także święto wielu podobnych, wielkich dzieł obywatelskich. Takich jak budowa II Rzeczpospolitej, jak „Solidarność” czy Komitety  Obywatelskie sprzed 20 lat. Nie dajmy sobie wmówić, żeśmy stworzeni jedynie do szabli i do szklanki.”.

28 kwietnia o godzinie 20.00 koncertem węgierskiej grupy Jazz Steps w Bombay Music Club rozpoczęła się 3 Tarnowska Wiosna Jazzowa. Podczas festiwalu, oprócz polskich jazzmanów, Tarnów gościł artystów m.in. ze Słowacji, Czech, Węgier, Wielkiej Brytanii i USA. Koncerty odbywały się  w klubie festiwalowym Bombay Music Club, a także piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury, Teatrze im. L. Solskiego oraz w Dębicy, w Domu Kultury „Śnieżka”.
Dwa ostatnie dni festiwalu upłynęły pod znakiem koncertów galowych w tarnowskim teatrze: 1 maja o godzinie 20.00 odbyła się „Gala Jazzu”, następnego dnia, również o 20.00  „Gala Blues Top”. Oto szczegóły:

GALA JAZZU - 1 maja 2011, godz. 20.00, Tarnowski Teatr

Leszek Żądło (ur. 1945 w Krakowie) - saksofonista, flecista i kompozytor jazzowy polskiego pochodzenia, zamieszkały na stałe w Niemczech.
Studiował kierunki muzyczne w Krakowie, Wiedniu i Grazu, obecnie wykłada na uczelniach muzycznych w Würzburgu i Monachium. Pierwszy zespół, Leszek Żądło Ensemble, założył w 1972 roku, a w 1983 r., już w Niemczech, pod jego kierunkiem rozpoczął działalność Polish Jazz Ensemble.
Muzyczny dorobek Leszka Żądło to ponad 80 płyt, w których nagraniu uczestniczył, nagrania radiowe i telewizyjne, liczne koncerty, także charytatywne (m.in. w celu organizowania pomocy dla Polaków podczas trwania stanu wojennego), organizacja warsztatów dla młodych muzyków w Niemczech i w Polsce.

Podczas Gali Jazzu usłyszeliśmy również najnowszy projekt Apostolisa Anthimosa. W jego nowym trio występują muzycy znani ze współpracy z Johnem McLaughlinem i innymi tuzami jazzu i rocka: Gary Husband i Etienne Mbappe. Wspólny koncert składu Anthimos - Husband - Mbappe to spotkanie na pograniczu kilku stylistyk: z fascynacji jazzem, rockiem i muzyką etniczną powstanie jedna, spójna całość.

GALA BLUESA - 2 maja 2011, godz. 20.00, Tarnowski Teatr

W Tarnowie na specjalnym koncercie spotkała się wybrana przez czytelników "Twojego Bluesa" śmietanka polskiego bluesa: JJ Band (zwycięzca kategorii "Płyta roku" za album "JJ Band i przyjaciele grają Tadeusza Nalepę"), HooDoo Band ("Zespół roku"), Joanna Mrozek ("Wokalistka roku"), Tomasz Nitribitt ("Wokalista roku"), Michał Kielak ("Harmonijkarz roku"), Bartek Szopiński ("Pianista roku"), Jan Gałach ("Instrumentalista roku" - skrzypce), oraz duet Przytuła i Kruk ("Odkrycie roku").
W drugiej części koncertu wystąpił gość specjalny - Blues Caravan: Girls with Guitars. Trzy dziewczyny to: Brytyjka Dani Wilde (gitara, śpiew) oraz Amerykanki: Samantha Fish (gitara, śpiew) i Cassie Taylor (bas, śpiew). Choć wszystkim daleko do trzydziestki, doświadczeniem scenicznym mogłyby się podzielić z o wiele starszymi od siebie adeptami gitary. Wilde ma na koncie dwie solowe płyty, Taylor - udział w nagraniu aż dziesięciu (m.in. jako członkini zespołu swego ojca, Otisa Taylora oraz jako gość specjalny Gary'ego Moore'a), zaś Fish - występy m.in. na scenie legendarnego chicagowskiego klubu Rosa’s Lounge. Dziewczyny promują niedawno wydaną wspólną płytę „Girls with Guitars”.

Projekt „Blues Caravan” to muzyczne „dziecko” Thomasa Rufa, właściciela prężnie działającej wytwórni płytowej operującej na muzycznym obszarze where blues crosses over czyli tam, gdzie blues krzyżuje się z innymi gatunkami – najczęściej z rockiem, czasami z jazzem i muzyką etniczną. Sześć lat temu Ruf wpadł na pomysł, by wsadzić w jeden autobus trzech wykonawców oraz grupę świetnych sidemanów, i objechać z nimi Europę. Pomysł ten wpisuje się w długą tradycję podobnych projektów, których idea jest prosta: za jednym zamachem publiczności serwowany jest nie jeden, a kilku artystów – i to w cenie jednego biletu! Gratką jest to, że każdego z wykonawców widzimy zarówno we własnym repertuarze, jak i w kilku specjalnie na tę okazję przygotowanych utworach wykonywanych wspólnie. Zazwyczaj profituje to niepowtarzalną atmosferą i niespodziewanymi scenicznymi sytuacjami.

I Gala „Muzyczne dary” odbyła się w ostatnią sobotę kwietnia o  godzinie15.00 w Tarnowie w auli Wyższego Seminarium Duchownego. „Chrześcijańskie Fryderyki”, czyli „Złote Gongi” wręczone zostały w kategoriach: Debiut Roku, Zespół Roku, Płyta Roku, Piosenka Roku, Projekt Roku, Wokalista Roku i Wokalistka Roku. O tym kto je otrzyma zdecydowali już słuchacze listy przebojów „Muzyczne Dary”. Od ponad 10 lat prowadzą ją: dziennikarz muzyczny Dariusz Ciszewski i gitarzysta Janusz Yanina Iwański. Jest ona transmitowana  w ponad 30 stacjach radiowych w Polsce i za granicą m.in. w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.
Z początkiem 2001 roku Dariusz Ciszewski i Janusz Yanina Iwański zawiązali grupę programową „Muzyczne Dary”. Jej celem było i jest tworzenie szerokiego forum prezentacji muzyki religijnej. Główną inspiracją był fakt, że ta muzyka w większości mediów nie jest mile widziana. Stąd zrodził się pomysł nadawania listy przebojów jako najlepszej formy lansowania takiej twórczości.
Podczas koncertu w auli Wyższego Seminarium Duchownego zaśpiewli m.in. Monika Kuszyńska i Beata Bednarz a także nagrodzeni artyści.
Natomiast o godzinie 18.00 na tarnowskim rynku odbył się koncert dedykowany Janowi Pawłowi II. z udziałem The Goodboys i Maleo Reggae Rockers. Podczas koncertu można było także posłuchać poezji Karola Wojtyły.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



16:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: