RSS
niedziela, 30 maja 2010

Przeglądając tzw. zasoby internetowe, szczególnie te najnowsze, w nomen omen, powodzi najróżniejszych spraw i tematów, wyłowiłem m.in. taką oto perełkę. Otóż w przedostatnim dniu maja przypada Międzynarodowy Dzień Bez Stanika (!), które to święto w naszym galicyjskim miasteczku przeszło zupełnie bez echa. A szkoda, bowiem można było np. na rynku zorganizować manifę szalonych feministek połączoną z hapenningowym… paleniem staników, co nieodłącznie kojarzone jest z tym świętem. Chociaż jego źródła wywodzą się ponoć z dwóch wyrazów na literę „f”, a mianowicie fiszbinem i feminizmem. Jak wiadomo fiszbin był niegdyś głównym składnikiem kobiecych gorsetów i staników, które bardzo utrudniały oddychanie, stąd Dzień Bez Stanika miał zachęcać i przekonywać nasze prababki do swobodnego oddychania, pełną piersią właśnie. Co zaś się tyczy palenia staników, to tak naprawdę nigdy do niego nie doszło. Wprawdzie w 1968 roku w Atlantic City grupa amerykańskich kobiet chciała w ten sposób zaprotestować przeciwko konkursowi Miss Ameryka, jako formie uprzedmiotowienia kobiet, aliści rzecz nie wypaliła, podobno owe „kobiece narzędzia tortur” źle się palą… . Ale media zrobiły swoje, wieść poszła w świat i odtąd palenie staników stało się ikoną ruchów wyzwolenia kobiet. Aczkolwiek gwoli historycznej prawdzie przypominamy, że pierwsze biustonosze powstały jeszcze w starożytnej Grecji, natomiast stricte współczesny stanik został opatentowany w 1859 roku przez Henryka Leshera w Nowym Jorku. Aliści czas najwyższy wsiąść do naszej zaczarowanej pegazowej dorożki i wyruszyć na utarte szlaki kulturalnych zdarzeń i wydarzeń minionego tygodnia. Jakież było nasze zdumienie kiedy na tarnowskiej Starówce omal nie zderzyliśmy się z prawdziwą dorożką która, jak się okazało, brała udział w zdjęciach do filmu i spektaklu poświęconego „Zaczarowanej dorożce” mistrza Ildefonsa Gałczyńskiego. A rzecz całą reżysersko przygotował wraz ze słuchaczami Uniwersytetu III Wieku (tego działającego przy MWSE) były dyrektor teatru im. L. Solskiego Wojciech Markiewicz, obecnie szef Gminnego Centrum Kultury w Żabnie. Premiera tego multimedialnego widowiska odbyła się w dawno przez nas nie odwiedzanym Zespole Szkół Plastycznych we czwartek 27 maja o godz. 17. Słuchacze - aktorzy tworzący 11. osobowy ansambl spektaklu Pt. „Zaczarowana dorożka” (m.in. B. i Zb. Kapilewiczowie oraz A. Król ze Stowarzyszenia Literackiego „Jaskółka”), dopełnili swoją premierę specjalnie na tę okazję zrealizowanym filmikem, na którego plan przypadkiem „zabłądziliśmy”. Doceniając tę skądinąd bardzo cenną inicjatywę zastanawiamy się z Pegazem czy nie jest to próba powrotu sympatycznego pana Wojtka na deski prawdziwej sceny, czego mu szczerze życzymy. A skoro się o teatrze zgadało, to w sobotę 23 maja odbył się w klubie „Gwiazda” (wcześniej planowany w Sali Lustrzanej) ciekawie pomyślany panel, podczas którego zastanawiano się czy „Tarnowski Teatr – kulą u nogi, czy skrzydłami dla miasta”, zorganizowany przez znaną trójkę aktorskich „Rokoszan” – Roberta  Zurka i Przemysława Semickiego z Anną Lenczewska w tle. Nieco wcześniej do Tarnowskiego Teatru trafił  komplet dokumentów sądowych dotyczących wspomnianych wyżej aktorów: Przystali oni na zaproponowaną przez dyrekcję Solskiego ugodę i zaakceptowali rozwiązanie stosunków pracy z nimi - z końcem sezonu odchodzą na zasadzie porozumienia stron. W ten sposób zdaje się definitywnie kończyć wygenerowany kilka miesięcy temu konflikt pomiędzy aktorami a dyrekcją teatru. Na koniec z nieukrywaną satysfakcją odnotujmy autentyczny, kolejny międzynarodowy sukces naszego renomowanego Chłopięcego Chóru Katedralnego „Pueri Cantores Tarnovienses” oraz kolejna (po trzykroć odkładaną), 2 edycję cenionego cyklu „Alfabet polski” z udziałem Anny Molskiej, który doszedł do skutku we wtorek 25 maja w Galerii Miejskiej BWA. Również przesunięty falami powodzi Finisaż Komiksu udało się doprowadzić do szczęśliwego końca we czwartek 27 maja ale o tym piszemy oddzielnie.


Jako się rzekło wyżej, na scenie popularnego tarnowskiego plastyka we czwartek miała miejsce premiera „Zaczarowanej dorożki” Ildefonsa Gałczyńskiego. Na scenie pojawiła się cała galeria postaci znanych z wierszy poety. I tak marynarza Sztoka osobiście zagrał reżyser spektaklu Wojciech Markiewicz, występując w…klapkach i zębach wampira. Z kolei w postać dyrygenta chóru „Cześć pieśni” wcieliła się Barbara Stanczykiewicz. W spektaklu wystąpił też gościnnie popularny tarnowski aktor Mariusz Szafarz, kreując rolę Mistrza Onoszko. Swojego głosu użyczył także sam Krzysztof Globisz, znany krakowski aktor i pedagog. Gwoli dziennikarskiej rzetelności wymieńmy pozostałych, poza już wymienionymi wyżej, pasażerów tej aktorskiej dorożki: Barbara Sadowska, Anna Waleszczyńska, Jan Marzec, Wanda Starostka, Aldona Ganc, Małgorzata Dąbek i Urszula Goleniowska. O sukcesie tego trwającego ponad dwie godziny przedstawienia najlepiej świadczyła wypełniona po brzegi sala plastyka oraz owacyjne brawa na zakończenie. Dla tych, którzy nie mieli okazji podróżowania „Zaczarowaną dorożką” w wykonaniu tarnowskich seniorów, mamy dobrą wiadomość. Otóż, spektakl Markiewicza obejrzeć można będzie podczas zbliżających się Dni Tarnowa czyli Zderzeń 2010. Już w sobotę 5 czerwca „Zaczarowana dorożka” wystawiona zostanie w Pałacu Młodzieży podczas specjalnego wieczoru rozpoczynającego się o godz. 17, który wypełni najpierw zawodowy spektakl „Ildefonsjada”, a po niej wjedzie „Zaczarowana Dorożka Trzeciego Wieku”.

Kierownictwo Solskiego poinformowało ostatnio także o zmianie kształtu tegorocznego festiwalu komedii „Talia”. Zostanie on najprawdopodobniej poszerzony m.in. o ukraiński aspekt międzynarodowy. Ponadto, oprócz obecnych dotychczas modułów festiwalu - Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia oraz Talii Młodych, pojawią się nowe. Będą to: „Talia Korzenie” – organizowany wraz z nowosądeckim „Sokołem” przegląd tradycyjnych grup kolędniczych oraz „Talia Bez Barier” – w tym akcie festiwalu, wezmą udział artyści niepełnosprawni. Po raz pierwszy finał głównego modułu „Talii” będzie w tym roku na żywo transmitowany do sześciu kin cyfrowych w Małopolsce. Do zespołu aktorskiego zaangażowani zostali natomiast: Paweł Chudziak oraz Monika Kufel , których będzie można zobaczyć w najbliższych premierach: „Niezwykłym Domu Pana A.” (premiera 12 czerwca w ramach Małej Talii) oraz „Szycu” Hannoha Lewina (krakowska premiera 18 czerwca - powstaje we współprodukcji z Teatrem Barakah). Kończąc ten wyjątkowo obszerny teatralny wtręt, przytaczamy fragmenty relacji z przywołanego wyżej panelu, pióra redaktora Jerzego Reutera z Gazety Krakowskiej.


Tarnowski Teatr – kula u nogi, czy skrzydła dla miasta

„Pragnę podziękować za Państwa zaangażowanie i dobór tej, jakże ważnej dla miasta tematyki. Dziękuję także za wybór Tarnowa jako miejsca dyskusji. Jestem przekonany, że debata w tak doborowym gronie doprowadzi Państwa do odważnych, ale zarazem odpowiedzialnych konkluzji na temat funkcjonowania i przyszłości Tarnowskiego Teatru. (…) Jednocześnie kończąc, chciałbym z całą stanowczością podkreślić, że w mojej opinii Teatr nie jest dla miasta przysłowiową kulą u nogi, a wręcz przeciwnie i zdecydowanie – „przyprawia mu skrzydeł”. – przekazał, między innymi, w liście do organizatorów i uczestników panelu „Tarnowski Teatr – kula u nogi, czy skrzydła dla miasta” Prezydent Tarnowa Ryszard Ścigała. Spotkanie panelowe odbyło się w sobotę 23 maja w Sali teatralnej klubu „Gwiazda”. Organizatorzy – Robert Żurek i Przemysław Sejmicki - zaprosili do dyskusji nad stanem kondycji Tarnowskiego Teatru przedstawicieli środowisk twórczych z całej Polski, między innymi: Andrzej Sadowski reżyser i aktor, Wiesław Hołdys – dyrektor teatru, Piotr Zawadzki – wice prezes ZASP, Ewa Marcinkówna – reżyser, Świętosław Karwat – ZPAP w Tarnowie. Niejasne przeczucie podpowiada mi, że prawdopodobnie my – jako społeczność Tarnowa – nie bardzo wiemy, jaki ma być nasz wymarzony teatr – powiedział w swoim wystąpieniu Robert Żurek. – Że jednostki, które w tym mieście się nad tym zastanawiają i mają konkretne przemyślenia, zbyt rzadko dochodzą do głosu. Reprezentujący ZASP, Piotr Zawadzki, wiceprezes największej organizacji reprezentującej artystów teatralnych przekazał uczestnikom panelu Apel Zarządu Stowarzyszenia ZASP do Premiera RP o wstrzymanie prac nad nowelizacją ustawy o organizowaniu i prowadzeniu działalności kulturalnej. Dyrektor Wydziału Kultury UMT Marcin Sobczyk odniósł się do proponowanego przez środowiska artystyczne Tarnowa stworzenia w Teatrze „Tygla kultury”, stwierdzając bezzasadność tej inicjatywy, ale jednocześnie zaprosił wszystkich twórców do szerokiej współpracy przy tworzeniu artystycznego wizerunku Tarnowskiego Teatru. Nasz teatr nie jest kulą u nogi miasta, a wręcz przeciwnie, był jest i będzie wizytówką kulturalnego Tarnowa – podsumował swoje wystąpienie M. Sobczyk. Na odczyt Wiesława Hołdysa (były dyrektor Tarnowskiego Teatru) o sposobach nowoczesnego zarządzania kulturą żywo zareagowała tarnowska radna Anna Czech. Logika nakazuje, by rozłączyć zarządzanie teatrem, instytucji gospodarczej i artystycznej. Oszczędności w tym zakresie - łączenie stanowisk dyrektora i kierownika artystycznego - są pozorne i szkodliwe – stwierdziła A. Czech. - Czy jako dyrektor szpitala, powinnam zamiast lekarza decydować o wyborze najlepszej terapii? – zapytała. W luźnej dyskusji uczestnicy powracali do głośnego i zakończonego ugodą sądową sporu dyrektora Edwarda Żentary z trójką tarnowskich aktorów. Ewa Marcinkówna – reżyser - nazwała tamtą sytuację skandalem ogólnopolskim, a plany artystyczne dyrekcji teatru określiła jako niepoważne. Po odpowiedzi wice dyrektora tarnowskiej sceny Rafała Balawejdera doszło do ostrych przepychanek słownym z Ewą Marcinkówną, skutecznie zażegnanych przez prowadzącego panel Roberta Żurka. Po burzliwej, ale merytorycznej dyskusji, głos zabrała Barbara Brożek - Czekańska, przewodnicząca Komisji Kultury i Ochrony Zabytków w Radzie Miasta Tarnowa. oświadczając, że nie wypowie się na temat samego teatru, ale stwierdza, iż cała dzisiejsza dyskusja jest jałowa i nikomu niepotrzebna.”

Za to jak najbardziej potrzebna jest akcja edukacyjna Galerii Miejskiej „Alfabet polski” inspirowana – jak piszą jej organizatorzy -  dotkliwym brakiem edukacji w zakresie sztuki współczesnej, chęcią przekazywania inspiracji, rozpracowywania pozycji prowincji wobec zagadnień sztuki współczesnej, jest w zamyśle zbiorem, rodzajem archiwum tego co ważne w danym czasie i miejscu. Właśnie trwa druga odsłona tego cenionego w kraju cyklu, prezentującego najciekawsze zjawiska sztuki polskiej ostatnich lat. Wypełniają je spotkania z artystami i otwarcie wystaw indywidualnych od marca do czerwca, po wakacjach wystawa zbiorowa i wydanie publikacji. W ramach eksperymentalnego pierwszego Alfabetu do Tarnowa przyjechali: Basia Bańda, Pola Dwurnik, Mikołaj Grospierre, Łukasz Jastrubczak, Szymon Kobylarz / OŚMIORNICA, Tomasz Kowalski, Małgorzata Markiewicz, Bartosz Mucha, Agnieszka Polska, Joanna Rajkowska, Magdalena Starska, Truth, Zorka Wollny, Julita Wójcik, Erwina Ziomkowska. Obecnie gościem „Alfabetu” była Anna Molska.

Artystka urodziła się w 1983 roku w Prudniku -  tworzy filmy wideo. Studiowała na Wydziale Rzeźby ASP w Warszawie w Pracowni prof. Grzegorza Kowalskiego, słynnej „Kowalni”, którą wcześniej ukończyli m.in. Paweł Althamer, Katarzyna Kozyra i Artur Żmijewski. W swoich pracach korzysta z doświadczeń badawczo-wspólnotowych metod „Kowalni”, często odnosi się do dorobku awangardy, łącząc echa Bauhausu czy konstruktywizmu z współczesną sytuacją społeczną. Nominowana do nagrody Deutsche Banku „Spojrzenia”, laureatka 4. edycji konkursu „Samsung Art Master” za pracę Tanagram. Stypendystka programu Art in General w Nowym Jorku. Prezentowała swoje prace m.in. w Tate Modern w Londynie. Aktualnie trwa indywidualna wystawa artystki w Malmö Konsthall w Sztokholmie. Współpracuje z Fundacją Galerii Foksal. Mieszka i pracuje w Warszawie.

Na koniec – uwaga sukces! Chłopięcy Chór Katedralny Pueri Cantores Tarnovienses pod kierunkiem księdza Grzegorza Piekarza zdobył pierwsze miejsce na Międzynarodowym Festiwalu Pieśni Religijnej „Cantate Deo”, który odbywał się w Rzeszowie 21 i 22 maja. Chłopcy z Tarnowa otrzymali także nagrodę specjalną za najlepsze wykonanie utworu obowiązkowego, którym było w tym roku „Agnus Dei” z dowolnie wybranej mszy. Chórzyści z Tarnowa wybrali jako utwór obowiązkowy „Agnus Dei” z „Missa Paschalis” Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego (XVIII w.).
W konkursie uczestniczyło 31 jeden chórów z całej Polski i z zagranicy. Podczas wręczenia nagród chór odebrał gratulacje m.in. od Ordynariusza Diecezji Rzeszowskiej biskupa Kazimierza Górnego. Gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



19:55, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 maja 2010

Festiwalowy tydzień szczęśliwie za nami. I jak co roku kolejna edycja Tarnowskiej Nagrody filmowej wzbudziła u jednych spazm zachwytu, a u drugich paroksyzm zniesmaczenia. Poważne recenzje i omówienia tego corocznego filmowego odpustu w naszym galicyjskim miasteczku opublikowaliśmy na naszych łamach tuż po jego zakończeniu. Teraz ograniczmy się tylko do dwóch biegunowo różnych i bardzo emocjonalnych refleksji. Jedną z nich sformułował na łamach piątkowej Gazety Tarnowskiej w swoim cotygodniowym felietonie redaktor Jerzy Reuter, pisząc m.in. Nie wiem dlaczego każdy festiwal filmowy w pomniejszym mieście obfituje w filmy zgrane, nagrodzone, skrytykowane i skonsumowane wielokrotnie, niczym złota dolarówka z filmu „Rewers”. Widownia w niewidoczny sposób zakontraktowana na podziwianie… podziwia, bo tak każe obyczaj i potęga wcześniejszych nagród na większych festiwalach, gdzie nagrody rozdają ludzie mądrzejsi od całej prowincji… . Jedno jest pewne, dzisiaj widz jest tylko etykietką doklejaną do wykreowanego przez środowisko sukcesu i można go robić na szaro, tłumaczą się enigmatyczną metaforą, celowością popełnianych błędów i wielkością sztuki ponad ludzkim – widzów – rozumem. Z kolei znany dziennikarz filmowy i etatowy juror TNF Łukasz Maciejewski deklaruje w najnowszym TEMI – Jestem dzieckiem Tarnowskiej Nagrody Filmowej, której status pozostaje dla mnie wyjątkowy. Oznacza pamięć „magdalenki”: mikrego ciasteczka, które narratorowi „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta przypominało o pierwszym kęsie rozkoszy – smaku najbardziej wyrafinowanym, bo przełomowym. Na łamach tego ponoć poczytnego (chyba tylko wyłącznie z racji reklam) organu wyczytałem ponad to, że prawdopodobnie TNF po raz ostatni odbyła się w maju, w 2011 roku zaplanowano ją na zakończenie lata. Cokolwiek to oznacza, jedno wydaje się oczywiste – to zapowiedz zmian, oby tylko nie wyłącznie kosmetycznych i marketingowych ale zmieniających naprawdę oblicze, tej mocno już postarzałej i z przeproszeniem posuniętej imprezy. I żeby było jasne: ważnej i potrzebnej. Na zakończenie tego wątku odnotujmy jeszcze poważny przeciek, na szczęście nie związany z obecną katastrofalną powodzią, do jakiego doszło przed oficjalnym ogłoszeniem wyników festiwalowego konkursu. Otóż, jak doniosły „życzliwe” festiwalowi media – Dobrą zabawę festiwalowej publiczności popsuł internetowy serwis Intermaks.pl, który w sobotę, tuż po godz. 11, na blisko dziesięć godzin przed oficjalną galą i ogłoszeniem werdyktu opublikował wyniki festiwalu. Jednym słowem skandal, ale cóż to byłby za festiwal gdyby nie wywoływał i wręcz nie kreował (!) podobnych sensacji. Za to zupełnie bez echa i jakiegokolwiek szerszego zainteresowania (także medialnego) minął okrągły jubileusz 2O lecia istnienia Centrum Paderewskiego Tarnów - Kąśna Dolna, obchodzony w niedzielę 16 maja, ale to temat na oddzielne dywagacje. W tym samym dniu okazało się, że „Faceci to gady”, a to za sprawą monodramu Ewy Pająk, jaki dała ta niestety niedoceniana w Solskim artystka w Pałacu Młodzieży. „Faceci to gady” to tragikomedia dotycząca losów pięćdziesięcioletniej kobiety na przestrzeni przemian politycznych i gospodarczych naszego kraju. Faceci to gady – skarżą się niejednokrotnie kobiety po przejściach, głęboko urażone w swych uczuciach. Tak też czyni bohaterka monodramu, która w swej tragikomicznej spowiedzi przedstawia nam bujną historię swego dorosłego życia. Najprościej mówiąc jest to historia kobiety, która w czasach PRL dorobiła się majątku handlując w „ramach RWPG”, to jest także jej opowieść o życiu i śmieszna i straszna, ale z pewnością nie nudna. Przeplatają się w niej śmiech i łzy, ale w tle widnieje Polska ostatnich 27 lat i doskonale znane nam realia. Za to jak najbardziej współczesną sztukę oglądać można w Galerii Miejskiej BWA, gdzie swoje odlotowe, wirtualne, by nie rzec kosmiczne, a na pewno odjazdowe multimedialne prace prezentuje młody tarnowski artysta Łukasz Pazera, syn znanych artystów i pedagogów Elżbiety i Witolda Pazerów. Tydzień domknął otwarty panel pt. „Tarnowski Teatr – kula u nogi czy skrzydła dla miasta”, jaki miał się odbyć w sobotę w Sali Lustrzanej, aliści zainteresowani przybyli tamże na godz. 15 (wśród ich Pegaz), zastali drzwi zamknięte na głucho i żadnej informacji o zmianie adresu. Bowiem, jak się okazało rzeczone spotkanie odbyło się tyle, że w DK „Gwiazda”, o czym wiedzieli tylko nieliczni, co może budzić różne podejrzenia. I to niekoniecznie te związane z kosztami wynajęcia sali przez teatralnych „rokoszan”… . Na koniec powróćmy do zeszłotygodniowego spotkania w restauracji Pasaż, którego gościem był kandydat na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Olechowski, którego pytano m.in. o jego powiązania z międzynarodową finansjerą i masonerią… .


Łukasz Pazera to kolejny młody „gniewny” rodzimego chowu artysta, którego prace prezentuje Galeria Miejska BWA. Wernisaż wystawy jego prac opatrzonych tytułem „Pocztówki ze Strefy” odbył się w piątek 21 maja i zgromadził całkiem spory tłum zainteresowanych oryginalną twórczością tego twórcy. Strefa – niestabilna, niebezpieczna, nieobliczalna przestrzeń, która ma absolutna władzę nad wszystkim, z czym się zetknie. Moja koncepcja „Strefy” nawiązuje do trzech elementów: powieści „Piknik na skraju drogi” autorstwa braci Arkadija i Borysa Strugackich, filmu „Stalker” nakręconego na podstawie książki i do katastrofy w Czarnobylu. Prace wykonane są z wykorzystaniem malarskich narzędzi cyfrowych, grafiki trójwymiarowej, a także podkładów akrylowych, przetworzonych i uzupełnionych w komputerze – opowiada o swojej wystawie autor. Łukasz Pazera jest absolwentem ASP w Krakowie – dyplom zrobił w 2004 roku w pracowni filmu animowanego prof. Jerzego Kuci. Jest artystą uniwersalnym. Zajmuje się filmem animowanym, grafika komputerową 3D i 2D, malarstwem i technologią animacji trójwymiarowej. W swoim dorobku ma kilka filmów animowanych, m.in. współpracował z „Oscarowym” (aczkolwiek tylko nominowanym) Tomkiem Bagińskim i warszawskim studiem Platige Imane. Aktualnie współpracuje z londyńskim studiem animacji Passion Picture przy realizacji teledysków, projektów video i reklam. Jest także wykładowcą z zakresu animacji komputerowej na uczelniach w Anglii, Niemczech i ASP w Krakowie.

Aktorzy tarnowskiego Anna Lenczewska, Robert Żurek i Przemysław Sejmicki byli organizatorami panelu dyskusyjnego „Tarnowski Teatr - kula u nogi, czy skrzydła dla miasta?” zorganizowanego pod patronatem Związku Artystów Scen Polskich. Uczestnikami panelu mieli być m.in.: profesor Maria Szyszkowska, która miała wygłosić referat na temat „Teatr- ile etyki, ile prawa”, nie przybyła też zapowiadana nowo wybrana prezes ZASP Joanna Szczepkowska, która w liście wystosowanym do uczestników spotkania napisała - Taki panel wydaje się dzisiaj konieczny wobec licznych pytań, które pewnie od lat nurtują środowisko, a teraz naprawdę domagają się odpowiedzi. Sprawa jest szczególnie istotna w tych miastach, gdzie teatr instytucjonalny jest jeden i wpisuje się w poziom takich teatrów w całej Polsce. Artyści zawodowi nie mogą mieć poczucia izolacji środowiskowej i osamotnienia w problemach związanych z ich bytem. Byli za to: reżyser i były dyrektor teatru w Tarnowie Wiesław Hołdys („Dyrekcja teatru jako model zarządzania”), była wieloletnia z-ca dyr. naszego teatru Grażyna Nowak, przedstawiciele ZASP z Krakowa, reż. Ewa Marcinkówna, za czasów dyrekcji R. Smożewskiego etatowo związana z Tarnowskim Teatrem, z-ca dyr. Solskiego Rafał Balawejder, dyr. Wydziału Kultury M. Sobczyk, przew. Komisji Kultury B. Czekańska – Brożek. Łącznie salę „Gwiazdy” wypełniło około pół setki zainteresowanych tematem tarnowian. - Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami wydarzeń znamionujących zapaść w polskim teatrze. Co rusz to kolejne osoby, opisują sytuacje napawające niepokojem całe środowisko artystyczne. Dochodzimy do wniosku, że nastał czas na poważną dyskusję, na temat sposobów wyjścia z tego kryzysu – zapowiadali organizatorzy dyskusji. - Chcemy zacząć od własnego podwórka, od spotkania osób związanych z kulturą i jej zarządzaniem w naszym mieście, w Tarnowie. Twierdzimy, że tylko w konstruktywnej dyskusji wszystkich środowisk twórczych Tarnowa, można stworzyć trwałe podwaliny odrodzonego teatru i odrodzonej sztuki, istotnej dla środowiska, w którym są one tworzone. Chcemy zaprosić wszystkich dla których kultura jest rzeczą ważną i równą innym podstawowym potrzebom ludzkim, na panel. Być może stanie się on zarzewiem czegoś istotnego dla Tarnowa. Dla nas wszystkich. Czy te pobożne życzenia nie pozostaną jeno teoretycznymi dywagacjami, czas pokaże. Bowiem dyskusja trwająca ponad 4 godziny ograniczyła się tylko do wygłaszania oświadczeń i jako żywo przypominała przysłowiowe, znane z tzw. minionej epoki, przelewanie pustego w próżne, o czym Pegaz dowiedział się z tzw. drugiej ręki, od zaprzyjaźnionego z naszym organem dziennikarza G.K.

Ubiegły tydzień wypełniła nie tylko sztuka  ale i polityka. Podczas wizyty w Tarnowie kandydata na prezydenta RP Andrzeja Olechowskiego pytano w Pasażu Tertila m.in.  o to, co ma takiego, czego nie mają inni kandydaci, o współpracę z tajnymi służbami w PRL, wizję Polski w kontekście przynależności do UE i o politykę zagraniczną, stosunek do takich kwestii jak suwerenność, ale też i aborcja, a także o powiązania z „klubem”, „grupą” Bildenberg – w organizowanych co roku, odbywających się za zamkniętymi drzwiami spotkaniach uczestniczy amerykańska i europejska elita finansjery, polityki, najbardziej wpływowi ludzie świata. Andrzej Olechowski jest gościem tych spotkań od 1994 roku. A oto, co sprawozdawał na ten temat na potralu inTARnet.pl red. Mirosław Poświatowski.

Współpraca ze służbami specjalnymi PRL
Na moją uwagę, że na jego kandydaturze cieniem się kładzie współpraca ze służbami PRL, Andrzej Olechowski odpowiada, iż kandydując (nie po raz pierwszy – przyp. red.) „brał to pod uwagę i swój rachunek sumienia zrobił”. - Skoro tu jestem, to znaczy że uważam, że w tej kwestii jest w porządku. Nikt nie może mnie dziś czynić zależnym z tego powodu – jestem jedynym polskim politykiem, który poinformował o współpracy z wywiadem bez żadnego przymusu ustawowego, jeszcze w 1992 roku - mówi.
Przypomnijmy, że w okresie pracy w instytucjach międzynarodowych, A. Olechowski współpracował z wywiadem – Departamentem I MSW, a jako „Tener” i „Must” był kontaktem operacyjnym Gromosława Czempińskiego, swego rodzaju ojca Platformy Obywatelskiej – wedle jego własnych wypowiedzi. Czempiński zajmował się m.in. dezintegracją Polonii i hierarchią kościoła katolickiego.

W gronie najbardziej wpływowych ludzi świata
Zapytałem z kolei o przynależność kandydata na urząd Prezydenta RP do tzw. „Grupy Bildenberg”. To nieformalny, choć posiadający swoje biuro klub, stowarzyszenie organizujące od 1954 roku spotkania najbardziej wpływowych ludzi na świecie, z udziałem np. magnatów prasowych, królów, prezydentów, byłych szefów najważniejszych instytucji finansowych (np. Banku Światowego), ludzi (nie zawsze eksponowanych na czołówkach stron gazet) świata polityki i biznesu. W spotkaniach tych biorą udział starannie wyselekcjonowani dziennikarze, jednak nie pojawią się później żadne publikacje na ten temat. Nie brak zarzutów, że Bildenbert to m.in. zalążek nieformalnego jeszcze „rządu światowego”, „nowego porządku”. W spotkaniach tych, od 1994 roku bierze udział m.in. Andrzej Olechowski.
Na moje pytanie o „Bildenbert”, A. Olechowski odpowiada: - To są pogłoski z kategorii ufologicznej, nie ma czegoś takiego jak „grupa Bildenberg”, jest raz w roku organizowana konferencja, która wzięła swoją nazwę od pierwszego spotkania które odbyło się w hotelu Bildenberg w Holandii. Na te spotkania byłem kilkanaście razy zapraszany, to jedna z najciekawszych konferencji na świecie, której celem jest zetknięcie elit europejskich z amerykańskimi. A. Olechowski zauważa, że są to spotkania poświęcone „współpracy euroantlantyckiej”, bierze w nich udział jedynie sto osób – osób wybitnych, zaś w charakterze „przyzwoitek” spotkaniom tym przysłuchują się dziennikarze. -Tyle że to są spotkania prywatne, więc nic się z nich nie publikuje - mówi kandydat na prezydenta.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



15:09, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 16 maja 2010

Czarne chmury zdają się gromadzić nad naszym Muzeum Okręgowym, którego dyrektor jakby nie dostrzegając powagi sytuacji robi dobre miny do złej gry. Być może jest w tym jakaś metoda, wszak, gdy Titanic tonął, to też orkiestra grała. Aliści, jeśli taki stan rzeczy potrwa dłużej, to dyrektorowi Bartoszowi pozostaną do robienia jeno miny, bowiem kierowana przez niego placówka stracić może rację bytu. A wszystko to za sprawą księcia pana Pawła Sanguszkę, potomka dawnych panów na Gumniskach, który wraz z liczną i spowinowaconą z najpotężniejszymi (najbogatszymi) europejskimi rodami rodziną chce odzyskać wszystko, co jego protoplaści pozostawili na tarnowskiej ziemi. Kiedy w 1939 roku książę Roman Sanguszko opuszczał wraz z rodziną Tarnów był w pierwszej dziesiątce najbogatszych arystokratów II RP. Żeby było jasne, to coraz bardziej dramatyczny konflikt z księciem wygenerował aktualny włodarz miasta Ryszard Ścigała, który najwyraźniej „przespał" niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju szansę na promocję Tarnowa w szerokim świecie, jaką stwarzała przychylność księcia, na co dzień mieszkającego w Brazylii, do mocniejszego, także finansowo - inwestycyjnego wejścia (powrotu?) w rodzinne strony. Właśnie w tych dniach książę Paweł ożenił się we Francji i jak zapowiada będzie częściej i na dłużej gościł w Europie i Polsce... gdzie ma sporo ruchomości i zamierza zintensyfikować swoje interesy. Warto przypomnieć, że w Tarnowie przy ulicy Wałowej ma on okazałą kamienicę, gdzie do dzisiaj mieści się administracja dóbr księcia, którą to realnością zarządza... hrabia Ostrowski.  Bardzo krótkowzroczny okazał się formalno - prawny manewr, a raczej fortel, wykonany przez prezydenckich urzędników, aby równolegle z uroczystym wręczeniem na Ratuszu księciu Pawłowi nowego dowodu osobistego (wcześniej stał się Honorowym Obywatelem Miasta), wszcząć przeciw niemu postępowanie sądowe mające na celu odebranie mu Góry św. Marcina wraz z ruinami zamku Tarnowskich. A przecież wystarczy rozejrzeć się wokół i wpaść chociażby do pobliskiego Wiśnicza, nad którym góruje jeden z najpiękniejszych polskich zamków odzyskany po latach przez wpływową rodzinę Zamojskich, gdzie w jednym ze skrzydeł mają swoje apartamenty (reszta to ogólnodostępne państwowe muzeum), gdzie regularnie bywają, organizując rodowe uroczystości i podejmując arystokratycznych gości z całego świata. W naszym galicyjskim miasteczku rzecz postanowiono załatwić inaczej, w wyniku czego popularna "Marcinka" juz została wzięta, a odzyskanie reszty tarnowskich dóbr książąt wydaje się być tylko kwestią czasu i prawników... . Że w ślady Sanguszków mogą pójść inni, najlepiej świadczy pozew, jaki ostatnio złożył w Krakowie Antoni Stadnicki, potomek właściciela dworu w Wielkiej Wsi koło Wojnicza, który walczy o odzyskanie rodowych pamiątek, w tym cennych obrazów, będących także w zbiorach tarnowskiego Muzeum. Bezcenne są również, liczące niejednokrotnie nawet pół tysiąca lat, starodruki, które po wojnie wprost z podtarnowskich dworów trafiły do miejskiej biblioteki. Tam, póki co, śpią spokojnie, obchodząc w dniach 8 - 15 maja tradycyjny Tydzień Bibliotek. A w tak zwanym międzyczasie, 11 maja odbyło się w Galerii Miejskiej kolejne spotkanie w ramach drugiej edycji Alfabetu polskiego, tym razem z twórczością Katarzyny Przezwańskiej, która wprawdzie studiowała malarstwo, ale zamiast obrazów tworzy malarskie interwencje pełne fizycznej obecności koloru. Na zakończenie tego filmowego tygodnia zdominowanego przez Tarnowską Nagrodę Filmową, ponownie stanęliśmy na popas w Muzeum Okręgowym, gdzie w sobotę 15 maja wieczorem zorganizowano tzw. Noc Muzeum, równocześnie przypominając 25 rocznicę odsłonięcia w Tarnowie pomnika gen. Józefa Bema i otwarcia pierwszej wystawy "Panoramy Siedmiogrodzkiej".


A propos książąt Sanguszków, to jest się czego bać, albowiem tylko wstępne roszczenia byłych panów na Tarnowie obejmują m.in. 12 tysięcy eksponatów zarekwirowanych im po wojnie i bezterminowo zdeponowanych przez komunistów w Muzeum Okręgowym, dziesiątki hektarów lasów i pól wokół Marcinki, głownie w okolicach Skrzyszowa, tartak "Rudy"( a raczej atrakcyjny inwestycyjnie teren po nim obejmujący 5,5 hektarów), dawny browar ks. Sanguszki (obecny "Owintar" w ścisłym centrum miasta), stadnina koni w Klikowej (63 hektary plus zabudowania warte co najmniej 40 mln zł) i tereny po byłej na Chyszowie, oraz pałac wraz z parkiem w Gumniskach, gdzie obecnie mieści się zespół szkół. Sama tylko wartość eksponatów w zbiorach naszego MO praktycznie nie jest do oszacowania. Do najcenniejszych należą m.in. obrazy Canaletta, Carla Dolciego, Baciarellego czy Jacka Malczewskiego, unikalne w skali światowej kolekcje złotnictwa, porcelany i militariów, elementy wyposażenia pałaców, zamków i dworów sprzed kilkuset lat.

Aliści zostawmy błękitnokrwistych z ich problemami i przenieśmy się nieco dalej, gdzie w na galerniczych salonach BWA w Pasażu 11 maja we wtorek miała miejsce kolejna odsłona cenionego cyklu edukacyjnego „Alfabet polski”, którego istotą jest pogłębiony kontakt młodzieży ze sztuką współczesną. Tym razem gościem Galerii Miejskiej była warszawska artystka Katarzyna Przezwańska, która przed południem spotkała się z młodzieżą, zaś wieczorem wzięła udział w otwarciu wystawy swoich prac. Katarzyna Przezwańska (rocznik 1984) jest absolwentką Wydziału Malarstwa warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych. Współpracowała m.in. z Instytutem Awangardy Fundacji Galerii Foksal i Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Mieszka i pracuje w Warszawie. Wprawdzie studiowała malarstwo, ale zamiast obrazów tworzy malarskie interwencje pełne fizycznej obecności koloru. Artystka odnosi się do modernizmu, do awangardowych ruchów 1 połowy XX wieku, w których architekci odcinając się od tradycji projektowali wizje przyszłości, wierząc, że architektura jest w stanie kształtować życie człowieka i bezpośrednio na nie wpływać. Przezwańska lubi realizować swoje prace w peerelowskich budynkach, szarych i brzydko starzejących się, źle kojarzonych z uwagi na czas ich powstania, choć najczęściej bardzo interesujących pod względem architektonicznym. Kolor w działaniach artystki można traktować sensualnie, bezpośrednio i aintelektualnie, jednocześnie pojawiają się barwne cytaty z jej ulubionych architektów. Artystyczne interwencje Przezwańskiej łączą się z chęcią powrotu do indywidualnego kontaktu ze sztuką, którego współczesny galeryjny obieg nie zapewnia.

Na kolejny popas zatrzymaliśmy się w Miejskiej Bibliotece Publicznej, gdzie właśnie trwa Tydzień Bibliotek 2010 objęty, jak wynika z oficjalnych materiałów imprezy, patronatem honorowym Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego - Bogdana Zdrojewskiego. To już po raz siódmy Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich zorganizowało w dniach 8-15 maja 2010 r. wielką akcję popularyzacji książki i czytelnictwa pod nazwą TYDZIEŃ BIBLIOTEK. Co roku akcja ma inne hasło wiodące, które wskazuje jakie obszary działalności bibliotek należy eksponować i co chcemy upowszechnić w świadomości społecznej. Hasłem wiodącym w Tygodniu Bibliotek 2010 r. jest: „Biblioteka – słowa, dźwięki, obrazy”. Oto fragment okolicznościowej odezwy ZG SBP:
"Współczesna biblioteka, zwłaszcza biblioteka publiczna, stopniowo przestaje być wyłącznie zbiorem książek i czasopism drukowanych; staje się miejscem gdzie czytelnik angażuje swój słuch, a wzrok służy nie tylko rejestracji kształtu liter, ale również odbiorowi bogactwa obrazów i zdjęć. Coraz częściej biblioteki stają się mediatekami, gromadzącymi treści na różnych nośnikach. Multimedialność naszych książnic stała się faktem, stąd hasło Tygodnia Bibliotek 2010, które pozwala uświadomić czytelnikom nie tylko kierunek, w jakim zmierzają placówki biblioteczne, ale i pokazać konkretne rozwiązania stosowane w praktyce. W realizowaniu hasła: "Biblioteka - słowa, dźwięki, obrazy" jest miejsce zarówno na podkreślenie roli Internetu, w którym splot tych pojęć realizuje się najpełniej, jak i na odniesienie do zbliżającego się Roku  Chopinowskiego."

W bogatym programie tegorocznego tarnowskiego Tygodnia Bibliotek znalazły się m.in.: W sobotę 8 maja na Placu Sobieskiego zorganizowano tradycyjny kiermasz pod hasłem „Książka dla Biblioteki” , podczas którego każdy czytelnik zakupujący książkę dla Biblioteki został odnotowany w na liście darczyńców, która jest od 2003 r. prowadzona na stronie www MBP. Do zakupionych przez czytelników książek wklejane były specjalne naklejki z nazwiskiem ofiarodawcy książki. Główne uroczystości Tygodnia odbyły się w południe w poniedziałek 10 maja, kiedy to z okazji przypadającego dwa dni wcześniej Dnia Bibliotekarza w Czytelni Naukowej MBP przy ul. Krakowskiej Prezydent Miasta wraz ze swoimi urzędnikami spotkał się z dyrekcją i pracownikami tej zasłużonej dla miasta placówki (były laudacje i gratyfikacje). Natomiast 12 maja we środę także w Czytelni Naukowej odbyło się interesujące, chociażby w kontekście tego o czym piszemy w czołówce tego felietonu, spotkanie autorskie  Grzegorza Szczerby i promocja nowej publikacji: "Darowizna Księcia Romana Sanguszki". Na obwolucie tej broszurki przeczytać można m.in.:  "Autor w sposób rzetelny i wyczerpujący a zarazem zrozumiały i przystępny opisuje okoliczności , w jakich w listopadzie 1938 roku książę Roman Sanguszko darował Gminie Miasta Tarnowa wzgórze zamkowe.(…)Pasja historyczna i dociekliwość Autora, połączona z walorami pisarskiego warsztatu oraz szeroką wiedzą prawniczą i umiejętnością prowadzenia argumentacji prawniczej, czynią omawiane opracowanie niepowtarzalnym i wartościowym , a tym samym godnym polecenia".

Na koniec ponownie wracamy do Muzeum Okręgowego, które wzorem innych tego typu placówek zorganizowało w sobotę 11 maja tzw. Noc Muzeum. W tym międzynarodowym projekcie, który zainicjowało w 2005 roku francuskie Ministerstwo Kultury, tarnowska placówka uczestniczy już po raz kolejny. Jego istotą jest bezpłatne udostępnianie (z reguły pod osłoną nocy) szerokiej rzeszy chętnych niedostępnych często na co dzień muzealnych zbiorów. Projektowi  towarzyszy z reguły szereg imprez niekoniecznie stricte muzealnych. Nie inaczej było i naszym galicyjskim miasteczku, gdzie Noc Muzeów odbywała się w kilku miejscach. M.in. w Muzeum Etnograficznym zaplanowano występ cygańskiej kapeli ze Starej Lubowali na Słowacji, w budynku głównym Muzeum zwiedzać można było wystawę prac tarnowskiego artysty Wojciecha Ruszla oraz posłuchać znanej lokalnej formacji rockowej „Anakonda” w nowym programie „Minucyje” opartym na tekstach staropolskich i tzw. literaturze błazeńskiej, w prywatnej Galerii „Sztyler” otwarto „Piwnicę Lippoczego”, na cześć wybitnego kolekcjonera i konesera wina, Węgra z urodzenia, a Tarnowianina z wyboru; można było także przejechać się dorożką po staromiejskich zaułkach, bawić się przy tradycyjnym romskim ognisku i konsumować… .

A skoro o Muzeum mowa, to kończąc odnotujmy obchodzoną właśnie okrągłą rocznicę 25 lecia odsłonięcia w Tarnowie pomnika gen. Józefa Bema i otwarcia pierwszej wystawy "Panoramy Siedmiogrodzkiej". Przypomnijmy więc za Gazetą Krakowską, że rzeczony pomnik został odsłonięty 11 maja 1985 r. Stanął pod wierzbami na ul. Wałowej, na tle fragmentów zachowanych murów obronnych. Jego twórcami byli artyści z Tarnowa: Bogdan Drwal i Stefan Niedorezo. Pomnik został odlany z brązu i przedstawia na 2,5 m wysoką postać generała w węgierskim stroju wojskowym, chwytającego za szablę. Na wysokim postumencie umieszczono napis: "Generał Józef Bem, tarnowianin, bohater Polski i Węgier". Monument powstał dzięki inicjatywie Tarnowskiego Towarzystwa Przyjaciół Węgier, w tym wielkiego pasjonata, Norberta Lippóczego, Węgra z pochodzenia, długoletniego mieszkańca miasta.

W tym samy czasie Muzeum Okręgowe w Tarnowie zorganizowało pierwszą wystawę fragmentów "Panoramy Siedmiogrodzkiej", autorstwa Jana Styki oraz jego współpracowników, dzieła z końca XIX stulecia. W pracach nad gromadzeniem dla Tarnowa pierwszych fragmentów obrazu uczestniczyła m. in. Alicja Majcher-Węgrzynek z Muzeum Okręgowego. - Pomysł związany z wystawą należał do Pauliny Chrzanowskej, ówczesnej dyrektorki muzeum - opowiada pani Alicja. - Nasza placówka miała wtedy na własność tylko jeden fragment obrazu, odkupiony w 1977 r. od jednego z antykwariatów. Przedstawiał on woźnicę z rannym węgierskim huzarem. Ostatecznie na pierwszej wystawie "Panoramy Siedmiogrodzkiej" w Tarnowie znalazło się pięć fragmentów. "Panorama Siedmiogrodzka" Jana Styki i innych autorów miała uświetnić 50. rocznicę walk rewolucyjnych 1848-49, w których brał udział także gen. Józef Bem. Obraz został wystawiony w 1896 r. w Budapeszcie, ale w następnych latach - w celach komercyjnych - pocięto go na poszczególne fragmenty (całość miała w obwodzie 120 m). Dzięki staraniom Muzeum Okręgowego w Tarnowie, w tym głównie Alicji Majcher-Węgrzynek, zgromadzono dotychczas 15 fragmentów wielkiego obrazu. Są też wiadomości o ponad trzydziestu innych, znajdujących się w różnych zakątkach świata.

I to by było w tym  mijającym tygodniu na tyle.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



14:44, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 maja 2010

Tradycyjnie już początek maja to Tarnowska Nagroda Filmowa (o czym sprawozdajemy obszernie na bieżąco) i Juvenalia, które w założeniu powinny być świętem młodego Tarnowa, a od lat nie są. W tym roku odbywały się w dniach od czwartku 6 maja do niedzieli 10 maja, o czym głośno było tylko na tarnowskim rynku. Kuriozum całej sprawy polega na tym, iż pomimo ponad 10. tysięcznej rzeszy młodzieży studiującej w naszym galicyjskim miasteczku ich naznaczone wielowiekową tradycją święto organizują im… byli absolwenci, zrzeszeni w specjalnie w tym celu powołanym Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Miasta Tarnowa “Leliwa”. Niegdyś było to święto całego miasta, takie przynajmniej były założenia jego organizatorów i oczekiwania Tarnowian. Obecnie ogranicza się ono jeno do imprez stricte środowiskowych, zamkniętych w uczelnianych campusach lub klubach. Podstawową przyczyną nieobecności środowiska studenckiego w życiu kulturalnym miasta jest absolutna, pogłębiająca się z roku na rok ignorancja i indolencja organizacyjna żakowskiej braci. Pomimo kilkunastu wyższych, przynajmniej z nazwy, uczelni działających w Tarnowie, a wśród nich takich potęg jak Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Małopolska Wyższa Szkoła Ekonomiczna czy Wyższa Szkoła Biznesu od lat nie udaje się u nas zorganizować z prawdziwego zdarzenia Juvenaliów. Partykularne interesy poszczególnych uczelni, w tym ich studenckich samorządów, organizacji i klubów, które zamiast współpracować i promować się na zewnątrz, ostro ze sobą rywalizują o studencki „rząd dusz”, poddają organizacyjnej eutanazji wielowiekową tradycję swojego sztandarowego święta. Tym, którzy w ferworze walki już zapomnieli skąd się wzięły Juwenalia były bean i student, czyli Pegaz przypomina, iż zawdzięczamy je kaprysowi rzymskiego cesarza Nerona. Zaś sama ich nazwa pochodzi z łacińskiego słowa „iuvenalis” czyli „młodzieńczy”. A co do kaprysu, to któregoś dnia cieszący się złą sławą cesarz zgolił swoja bródkę i żeby uczcić to „wydarzenie” urządził igrzyska… . Może gdyby wrócić do tej zapomnianej tradycji i obciąć w grodzie Leliwitów, co trzeba i komu trzeba, to wtedy idea prawdziwych studenckich igrzysk by odżyła. Na szczęście nie wszyscy animatorzy życia kulturalnego zasypali przysłowiowe gruszki w popiele. Oto wraz z rozpoczęciem Juvenaliów, w piątek 7 maja otwarło swoje podwoje w połowie już odremontowane Mościckie Centrum Kultury, które prezentuje się bardzo efektownie imponując rozmachem przeprowadzonych prac i ich niezwyczajną jakością. Pegaz wie co mówi, bowiem był zaproszony na specjalny dziennikarski bryfing zorganizowany tego dnia o godzinie 13, którego częścią była interesująca wycieczka poprowadzona po nowym obiekcie przez dyrektor Agnieszkę Kawę, przed którą z szacunkiem chylimy głowę za jej dokonania. Zaś wieczorem o godzinie 19.00. odbyła się uroczysta gala otwarcia, na której program złożyły się: wystawa malarstwa Joanny Srebro, projekcja filmu dokumentalnego Bogusława Hynka „Joanna” oraz koncert zespołu The Beatles Revival, o czym piszemy oddzielnie obok. Aby pozostać w tym artystycznym klimacie Pegaz zaprasza na dwie ciekawe wystawy, jakie aktualnie można oglądać na tarnowskiej starówce. I tak w piwnicznej galerii Muzeum Okręgowym na Rynku swoje prace prezentuje Wojciech Ruszel, a w Kawiarni „Alchemik” oglądać można rysunki Martyny Zgłobisz. Domknijmy ten tydzień niecodziennym protestem, jaki ogłosił na swoich stronach portal inTARnet.pl kontestując swoją nieobecność na ogłoszonej przez Diecezję Tarnowską liście zakazanych stron internetowych, których reklamowanie i w jakiejkolwiek formie promowanie jest niedopuszczalne na diecezjalnym forum. Pegaz tyleż zbulwersowany, co i zniesmaczony ustalił, że na tej liście wyklętych znalazły się m.in. strony poświęcone Mszy Wszechczasów czy Bractwu Św. Piusa X, o których regularnie pisują nasi portalowi pobratymcy. Ciekawe czy w sankcjach dla niesubordynowanych znalazła się kościelna klątwa anatemy.


Absolutnie nie będziemy oryginalni stwierdzając, a raczej potwierdzając powszechnie dostrzegany fakt znaczącej nieobecności życia i twórczości studenckiej braci w naszym galicyjskim miasteczku, szczególnie podczas majowych Juwenaliów. Bo jak na razie to ta 4 dniowa impreza ma u nas prawie wyłącznie charakter klubowy i plenerowo - piwny, jest nieobecna w mieście i ma fatalny PR. Może przysłowiowy piej pogrzebany jest w formule organizacyjnej tarnowskich Juvenaliów, za które przypomnijmy odpowiedzialne jest Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Miasta Tarnowa “Leliwa” powstałe we wrześniu 2005 r. z inicjatywy niewielkiej grupy studentów z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Tarnowie i Małopolskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej w Tarnowie. Oficjalnie zostało zarejestrowane w grudniu w 2005 r. Nazwa “Leliwa” jest nawiązaniem do historii Tarnowa. W 1330 r. właścicielem miasta był Spycimir Leliwita. Dlatego herbem Tarnowa stała się Leliwa, noszona przez Spycimira. I tak pozostało do czasów dzisiejszych. Obecnie w Stowarzyszeniu działa 37 osób i z każdym dniem przybywa członków. Jest to grupa osób pełnych energii, pomysłów i chęci na zrobienie “czegoś” pożytecznego dla rozwijania życia studenckiego. Celem założycieli jest stworzenie organizacji działającej ponad uczelnianymi władzami, a także chęć zjednoczenia środowiska studenckiego. Poszczególne cele chce realizować poprzez propagowanie Miasta Tarnowa jako nowego ośrodka akademickiego, wydawanie gazety studenckiej, a także podejmowanie działań wspierających organizowanie imprez kulturalno – sportowych oraz tarnowskich Juwenaliów. Jak podkreślają jego członkowie, Stowarzyszenie daje szansę samorealizacji każdemu, kto chce poświęcić swój czas na prace w organizacji. Członkowie Stowarzyszenia swoją postawą chcą udowodnić wielu studentom, że jeśli się tylko chce to można wiele zdziałać, a nie tylko narzekać. Tyle, że tak, jak i w poprzednich latach nie widać znaczących zmian na lepsze. Z kronikarskiej powinności odnotujmy więc, co znalazło się na afiszu tegorocznych studenckich igrców. We czwartek 5 maja zaplanowano dwa turnieje: Paintballa w ośrodku Ligi Obrony Kraju przy ul. Krzyskiej i bilardowy w klubie „Bila” przy ul. Gumniskiej oraz imprezy klubowe - RedAlert @ Alfa Club i Pretekst przy Rynku, a także w Indigo maraton karaoke. W piątkek miano w południe rozegrać Grę Terenową na dziedzińcu PWSZ przy ul. Mickiewicza, a o 16 na tarnowskim Rynku oficjalnie rozpocząć Juvenalia, którą to uroczystość miały uświetnić znane tarnowskie formacje:. Mindfield, Przystanek Mrówkowiec i Totentanz, po czym zaplanowano zajęcia towarzyskie w  około rynkowych pubach i klubach. Na sobotę zaplanowano siatkówkę plażową na boisku przy WSB i Piknik Studencki na „Błękitnych”, w którego programie zapowiedziano: pokazy walk średniowiecznych, wioskę bębniarską oraz koncerty – WD (Dabljuem), Mango Collectiva, Jama i Coma  oraz After party… . Niedzielny finał to m.in. Przegląd Kabaretów w auli MSWE przy ul. Waryńskiego i Msza św. z Gos.PL  w kościele księży Filipinów. Jak było naprawdę wiedzą ci, którzy byli, a ci których tam zabrakło, też chyba nic nie stracili… .

Sporo za to stracili ci, którzy nie pojawili się w poniedziałek 4 maja w Kawiarnii „Alchemik”, gdzie wieczorem odbył się wernisaż wystawy Martyny Zgłobisz o mocno tajemniczym tytule „boiz and their toyz”. Martyna Zgłobisz jest studentką trzeciego roku anglistyki. Uwielbia zabawę sztuką w różnej postaci. W swoich twórczych poszukiwaniach często podejmuje temat ludzkich pasji. Pomysł cyklu rysunków, które składają się na wystawę "boiz and their toyz" jest związany z odwieczna fascynacją pasją eksplodującą z nie takich znowu zwykłych chłopców. Próbą jej uchwycenia i przetłumaczenia na swój własny, obrazkowy język.
"Boiz and their toiz" – tytuł wystawy jest przewrotny, mówi o zabawkach, trąci małym chłopcem, a opisuje historie męskich pasji. Zapis jest celowo „gramatycznie niepoprawny”- tak jak niepoprawne, czasami niebezpieczne, ale równocześnie obłędnie piękne są wyczyny niektórych mężczyzn-wiecznych dzieci.

Od jakiegoś czasu Muzeum Okręgowe w Tarnowie we współpracy ze Związkiem Artystów Plastyków, oddział w Tarnowie jest organizatorem cyklu wystaw pod wspólnym hasłem: TARNOWSCY ARTYŚCI W GALERII MUZEALNEJ. Celem projektu jest promowanie dorobku tarnowskich artystów plastyków. Kolejna wystawa w tym cyklu, pt: „Wojciech Ruszel - rzeźba i malarstwo”, została otwarta w Muzeum, w Galerii Piwnica 4 maja 2010 roku.
Wojciech Ruszel urodził się w Tarnowie w 1959 roku. Na co dzień zajmuje się rzeźbą i malarstwem oraz renowacją starych mebli, a także stosując tradycyjne metody i środki wykonuje precyzyjne repliki mebli historycznych. Uczestniczył w wielu zdarzeniach plastycznych i kulturalnych na terenie Tarnowa, Nowego Sącza i Warszawy. Wykonał m.in. rzeźbę portretową Z. Strzałkowskiego dla Szkoły Podstawowej w Zawadzie, koło Tarnowa. Brał udział w warsztatach „Tarnowskie Klimaty” w 2005 i 2008 roku. W cyklu Strefa Fantazji Tygla Kultury w kawiarni „Teatralna” w Tarnowie w roku 2007, zorganizował indywidualną wystawę rzeźby i malarstwa. Bierze udział w plenerach krajowych i zagranicznych. Uczestniczy w wielu wystawach zbiorowych. Jego prace znajdują się w kolekcjach prywatnych w kraju i za granicą. Swoje prace przekazuje na akcje charytatywne, na rzecz dzieci. Jest członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków, Okręg Krakowski, Oddział w Tarnowie.

O swojej twórczości mówi: „W gonitwie, problemach życia codziennego, rzeźba i malarstwo jest ucieczką w świat magiczny. Jest uspokojeniem mojego burzliwego wnętrza. W trakcie rzeźbienia czuję się jak upojony, są to chwile skradzione z życia codziennego. Twórczość dla mnie jest kroplą drążącą skałę centymetr po centymetrze, gdzie przemienia się w obraz rzeczywisty. Uważam, że w każdym kawałku drewna, we wszystkich bryłach kamienia, zamknięta jest odwiecznie rzeźba. Aby jednak się ujawniła musi zaistnieć ta szczególna i niezmiernie rzadka chwila spotkania konkretnego człowieka z tym a nie innym okruchem świata. Malarstwo jest wejściem w inny świat, świat wyobraźni, świat przetworzony, świat pełen kolorów”.

Jak Polska długa i szeroka, w ostatnich dniach niezależne media obiegła informacja, że na stronie internetowej Diecezji Tarnowskiej pojawiła się lista stron, których reklamowanie niedopuszczalne jest na diecezjalnym forum. Lista jest na razie krótka i dotyczy stron poświęconych Mszy Wszechczasów czy Bractwu Św. Piusa X. Witryny te, jako jedyne wymienione z nazwy, znalazły się między bliżej nie określonymi stronami „pornograficznymi”, „obraźliwymi”, „sprzecznymi z prawem państwowym” oraz „wchodzącymi w konflikt z nauczaniem Kościoła Rzymsko-Katolickiego”.

Pozostaje zagadką – dywaguje na swoim portalu red. Mirosław Poświatowski, czy omp.lublin.pl, msza.net, tradycja.org, tridentina.net i piusx.org.pl, są stronami pornograficznymi, czy może „wchodzącymi w konflikt z nauczaniem Kościoła Rzymsko-Katolickiego”? Nie pierwszy raz bowiem biskup tarnowski Wiktor Skworc sabotuje wolę Ojca Świętego – właśnie w zakresie Mszy Trydenckich i samego Bractwa Św. Piusa X. Wierni mają jeszcze żywo w pamięci listy pasterskie odczytywane w kościołach, w których straszono ekskomuniką tych, którzy „pójdą” na mszę do „Lefebrystów”. Również w zakresie Mszy Wszechczasów, mimo iż jej odprawianie nie wymaga specjalnej zgody biskupa, ten modernistyczny sabotaż jest zauważalny – po wielu miesiącach udało się wiernym doczekać dwóch takich mszy w miesiącu, w jednym tylko kościele w Tarnowie, a zapewne i w całej diecezji. Próżno także szukać „listów pasterskich” czy nawet drobnej informacji na stronach Diecezji Tarnowskiej, komunikującej że taka msza jest odprawiana. W efekcie wydaje się, że więcej wiernych wie o mszach odprawianych przez Bractwo Św. Piusa X w kaplicy w Tuchowie, niż o tej tarnowskiej. Biskupowi tarnowskiemu najwyraźniej bliżej jest do nabożeństw ze Słowem Bożym głoszonym przez Żyda w katolickiej świątyni, jak to obserwowaliśmy podczas „Dni Judaizmu”, niż do mszy odprawianej w rycie towarzyszącym wiernym przez stulecia.

Czy na diecezjalny indeks trafi również nasz portal? W końcu nie raz publikowaliśmy artykuły o Mszy Trydenckiej, Bractwie Św. Piusa X, a nawet reklamowaliśmy odprawiane w starym rycie msze święte. Bardzo prosimy od dopisanie do listy stron zakazanych portalu www.intarnet.pl. Obraża nas fakt pominięcia na tym modernistycznym indeksie stron zakazanych.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



22:30, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 02 maja 2010

Z konieczności zaczynamy od tematu, który także w ubiegłym tygodniu otwierał nasz cotygodniowy felieton. Otóż, pomimo że od zakończenia oficjalnej żałoby narodowej upłynęło już dwa tygodni, w tarnowskim teatrze trwa ona w najlepsze. Przez cały ten czas tablice reklamowe teatru usytuowane w ścisłym centrum miasta oklejone są plakatami informującymi o odwołanych spektaklach, chociaż teatr gra w najlepsze… To bardzo oryginalny sposób na promocję i reklamę wart może szerszego upowszechnienia. Tak się niefortunnie złożyło, że teatralna żałoba nałożyła się na czas majowego świętowania, i to aż trzydniowego. Z jedną drobną różnicą, otóż zamiast dobrze znanego 1 Maja, w tym roku w sobotę obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Solidarności Ludzi Pracy. Już bez propagandy i przymusowych pochodów, ale za to wciąż wolny od pracy. Niezależnie od nazwy 1 maja obchodzony  jest od ponad 120 lat dla upamiętnienia wydarzeń, jakie miały miejsce w pierwszych dniach maja 1886 roku w Chicago, na rzecz poprawienia warunków pracy i wprowadzenia ośmiogodzinnego dnia pracy zamiast 12-godzinnego. W Polsce pierwsze obchody miały miejsce już w 1890 roku. Charakteru propagandowego natomiast nabrały po II wojnie światowej, kiedy to organizowano pochody, w których masowo uczestniczyło się pod presją w zakładach pracy i szkołach. Z kolei w niedzielę 2 maja - po raz siódmy - obchodzony jest Dzień Flagi RP. Święto zostało wprowadzone nowelą ustawy z 20 lutego 2004 roku o godle, barwach i hymnie RP. Jednocześnie 2 maja jest obchodzony jako Dzień Polonii i Polaków za Granicą. Historycznie polskie barwy narodowe wywodzą się z barw herbu Królestwa Polskiego i herbu Wielkiego Księstwa Litewskiego. W symbolice polskiej flagi biel pochodzi od bieli orła, będącego godłem Polski, i bieli Pogoni - rycerza galopującego na koniu, będącego godłem Litwy. Oba te godła znajdują się na czerwonych tłach tarcz herbowych. Dlatego też na fladze biel znalazła się u góry, ponieważ w polskiej heraldyce ważniejszy jest kolor godła niż tła. Polskie barwy narodowe mają jako jedne z nielicznych w świecie pochodzenie heraldyczne. 7 lutego 1831 roku Sejm Królestwa Polskiego podjął specjalną ustawę dotyczącą barw polskiej flagi. Wcześniej, obok barw biało-czerwonych, używane były także inne barwy. Z kolei poniedziałek to Święto Konstytucji 3 Maja. Konstytucja z 1791 roku była jedną z najważniejszych ustaw w Polsce. Była ona drugą konstytucją w świecie - po Konstytucji Stanów Zjednoczonych z 1787 r. i pierwszą w Europie. W tym roku świętujemy 219. rocznicę jej uchwalenia. W Tarnowie świętowanie rozpoczęto od Mszy św. w intencji Ojczyzny w bazylice katedralnej (w tym dniu czcimy także Najświętszą Maryję Pannę Królowę Polski), potem przewidziano uroczystości pod Grobem Nieznanego Żołnierza oraz Festiwal Pieśni Patriotycznych. Ale dość o tym. Niezależnie od tych patriotyczno – politycznych zawirowań trwa Rok Chopinowski, który obchodzony jest na wielu kontynentach. Nawiązywał do tego tytuł unikalnego koncertu – projektu Marii Pomianowskiej „Chopina na 5 kontynentach”, jaki odbył się w poniedziałek 26 kwietnia o godz. 19:00 w Mościckim Centrum Kultury. Zaprezentowano nań unikalne aranżacje muzyczne dzieł wielkiego kompozytora, z wykorzystaniem instrumentów etnicznych świata (np. aborygeńskie didjeridoo, duduk ormiański, ney, kaval czy lira korbowa), muzyki klasycznej i muzyki ludowej. Ten będący połączeniem tradycji muzycznej pięciu kontynentów z utworami polskiego kompozytora koncert jest częścią cyklu „Chopin 3 Kolory” w ramach którego zaplanowano także: „Chopin & Jazz” (wrzesień b.r.) oraz „Chopin & Tango” (listopad). Dzień później we wtorek 27 kwietnia o godz. 18:00 w Galerii Miejskiej BWA odbyło się kolejne spotkanie z cyklu „Alfabet polski2” (i zarazem otwarcie wystawy) – tym razem gościem tej cyklicznej imprezy był Dominik Lejman. Młody artysta łączący malarstwo z projekcjami wideo, lubi prezentować swoje prace także poza galerią; na fasadach budynków, miejskich placach, w szpitalu, kościele. Studiował na Akadami Sztuk Pięknych w Gdańsku (1989-1993) i w Royal College of Art w Londynie (1993-1995). Laureat wielu nagród, m.in. Paszportu „Polityki" w 2001 roku. Z kolei we środę 28 kwietnia rozpoczęła się w TCK czterodniowa „2 Tarnowska Wiosna Jazzowa". Oprócz lokalnych jazzmanów, tarnowskiej publiczności zaprezentowali się artyści m.in. ze Słowacji, Czech, Węgier oraz Stanów Zjednoczonych Ameryki. Gwiazdą festiwalu była supergrupa Walk Away, która podczas finałowej gali świętowała swoje dwudziestopięciolecie istnienia. Na koniec odnotujmy jeszcze dwie interesujące ekspozycje: wystawę dyplomantów Zespołu Szkół Plastycznych oraz „Genji monogatari” z Muzeum Sztuki Japońskiej „Manggha” w Krakowie, jaką oglądać można w MBP.


Trwa Rok Chopinowski. W każdym zakątku Polski zza rogu wystaje szalona czupryna naszego genialnego romantyka. Filharmonie wiodą prym z klasycznych przedstawieniach dzieł mistrza, zapraszając do nich najwybitniejszych pianistów z całego świata. A my... postanowiliśmy pobawić się z Chopinem i jego muzyką. Zbliżyć nostalgiczne i intymne brzmienia jego dzieł poprzez powiązanie ich z 3 gatunkami czy też stylami muzycznymi. W pierwszej, kwietniowej odsłonie podróżowaliśmy z Chopinem w najodleglejsze rejony stylistyczne, zwiedzając wraz z twórcą projektu - Marią Pomianowską - Afrykę, Azję, obie Ameryki no i oczywiście Europę.

Skład zespołu na koncert:
Maria Pomianowska - śpiew, słowo, instrumenty smyczkowe: (sarangi, er hu morin hur, gadułka, kemancze, suka, fidel), kierownictwo artystyczne
Małgorzata Szarlik- skrzypce
Gwidon Cybulski - śpiew, balafon, tabla, didjeredoo
Bartłomiej Pałyga - śpiew alikwotowy, drumle, bas
Paweł Betley – flety
Robert Siwak - bębny, gongi
Sebastian Wielądek - lira korbowa, ney, duduk, kaval

Maria Pomianowska - kompozytor, wokalistka, instrumentalistka, pedagog. Z wykształcenia wiolonczelistka (A.M im. Fr. Chopina). Jej zainteresowania artystyczne cechuje niezwykła otwartość na różne formy i systemy muzyczne.
Od 1981r. prowadzi studia nad unikatowymi technikami gry na instrumentach smyczkowych kultur muzycznych Azji (podróżując do Indii, Chin, Korei, Japonii, na Bliski Wschód). Na terenie swej macierzystej uczelni tworzy Sekcję Muzyki Pozaeuropejskiej oraz prowadzi zajęcia w instytucie Muzykologii UW, ukazując związki i odrębności pomiędzy rozmaitymi systemami muzycznymi. Studia porównawcze oraz wielokulturowe doświadczenia artystyczne pozwalają jej podjąć się arcytrudnego zadania odtworzenia, pod względem artystycznym i naukowym, dwóch zaginionych staropolskich instrumentów smyczkowych. Wspólnie z dr. Ewą Dahlig i lutnikiem Andrzejem Kuczkowskim realizuje z sukcesem rekonstrukcję Suki Biłgorajskiej i Fideli Płockiej (a fascynująca praca znalazła swój zapis w filmie TV pt. "Narodziny suki").
W 1994 r. zakłada Zespół Polski, którego jest kierownikiem artystycznym. Trzy płyty oraz wiele programów TV zrealizowanych wraz z Zespołem Polskim potwierdzają unikatowy charakter jej twórczości, szacunek dla tradycji przy ogromnym ładunku emocjonalnym na miarę wymagań współczesnego słuchacza. W latach 1995-98 Zespół Polski koncertuje w Japonii, na Tajwanie, w Czechach, Bułgarii, Belgii, Niemczech, Austrii.
Od 1997-2002 artystka mieszka i tworzy w Japonii, kontynuując swoją karierę muzyczną. W 1999 r. na zamówienie światowej sławy wiolonczelisty Yo Yo Ma komponuje utwory odnoszące się do jej bogatych azjatyckich doświadczeń. Prawykonanie tej muzyki ma miejsce w 2000 r. w Nugata (Japonia), gdzie wraz z genialnym artystą prezentuje publiczności próbę przełamania barier międzykulturowych, łącząc swe doświadczenia w dziedzinie muzyki Azji z poszukiwaniami własnej kulturowej tożsamości. Jest to połączenie dźwięku staropolskich instrumentów, tzw. "białego głosu", wiolonczeli i instrumentów z różnych regionów Azji. W 2002 r. realizuje marzenie swojego życia - nagranie wraz z muzykami z Japonii, Chin, Australii i Polski płyty pt. "Suita Jedwabnego Szlaku". Kompozycje są podsumowaniem 20-letnich poszukiwań wspólnego muzycznego pierwiastka łączącego rozmaite kultury kontynentu Euroazjatyckiego. Artystka od lat prowadzi wykłady i warsztaty muzyczne, naucza, promuje młode zespoły i muzyków. W swej muzycznej wędrówce przekracza z łatwością rozmaite bariery i łamie utarte stereotypy. Czyni to jednak z niezwykłym poszanowaniem dla odrębności każdej muzycznej tradycji którą poznaje i prezentuje.

Po raz drugi w Tarnowie odbyła się „Wiosna jazzowa”. Organizatorem tego czterodniowego festiwalu było Tarnowskie Centrum Kultury. Program tegorocznej imprezy okazał się być bardzo atrakcyjna. Licznie zebranej publiczności zaprezentowali się zarówno artyści tarnowscy, jak i goście z Węgier, Słowacji, Czech, Stanów Zjednoczonych. Po każdym koncercie odbywały się w klubie festiwalowym „Bombay Music” Jam Session, którego gospodarzami byli muzycy ze znanej tarnowskiej formacji LELIWA JAZZ BAND.
Gwiazdą festiwalu była supergrupa Walk Away, która podczas finałowej gali świętowała  swoje dwudziestopięciolecie działalności. W jubileuszowym koncercie WALK AWAY wziął udział znakomity gitarzysta Dean Brown, zaś całość  sobotniej gali jazzu transmitowana była na żywo przez portal onet.tv.

Oto szczegóły  „2 Tarnowskiej Wiosny Jazzowej":
28 kwietnia (godz. 19.30)
GOS.PL & Caroline Mhlanga – wstęp wolny!
Kościół xx. Filipinów
29 kwietnia (godz. 19.30)
P.M. Elektric Quartet (PL) & Tamas Berki (H)
Krzysztof Popek International Quartet (USA, PL)
Feat: Kirk Lightsey, Wayne Dockery, John Betsch, Piotr Wojtasik, Tamas Berki.
Piwnice TCK (Tarnów, Rynek 5), Bilety: 25 zł
30 kwietnia (godz. 19.30)
Andrea Kolmanova (CZ)
Piwnie TCK (Tarnów, Rynek 5), Bilety: 20 zł
1 maja (godz. 20.00)
GALA JAZZU
United Europe Jazz Connection
Jazz Band Ball Orchestra
Caroline Mhlanga & Uli Hanke
25 YEARS of WALK AWAY Feat.: Dean Brown
Kino "Marzenie" (Tarnów, Staszica 4), Bilety: 35 zł

Do końca maja czynna jest w nowym budynku Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie  wystawa prac dyplomowych uczniów, którzy w tym roku kończą naszą szkołę. Na wystawie prezentowane są dyplomy z trzech specjalności: reklamy wizualnej, tkaniny artystycznej, meblarstwa artystycznego oraz rysunki, obrazy i rzeźby wykonane w ramach aneksu do pracy dyplomowej. Ekspozycja jest pokazem umiejętności konceptualnych, artystycznych i warsztatowych Uczniów. Można na niej obejrzeć kompozycje tkackie wykonane w technikach klasycznych Jak gobelin czy kilim, a także formy eksperymentalne o charakterze instalacji trójwymiarowych. Pracownia mebla artystycznego przedstawia zestaw stylizowany z motywami historycznymi i ludowymi wykonany w drewnie dębowym. Specjalność reklama wizualna to projektowanie plastyczne 2D i 3D. Na wystawie znalazły się prace z zakresu grafiki użytkowej:(identyfikacje wizualne, projekty publikacji drukowanych, opakowania, kalendarze, reklamowe formy przestrzenne, jest także makieta rekonstrukcji zamku tarnowskiego. W tym roku szkolnym do obrony dyplomów przystąpiło 38 uczniów z 2 klas czwartych Liceum Plastycznego.

Niepowtarzalny klimat rzadko u nas oglądanej sztuki japońskiej można poczuć w Galerii Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie. A wszystko to za sprawą oryginalnej pod względem treści i nieco siermiężnej w formie wystawy „Genji monogatari”, jaką do nas przywiozło krakowskie Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej „Manggha”. „Genji monogatari” bardzie znana jako „Opowieść o Księciu Promienistym” to klasyczne dzieło literatury japońskiej, uważane też za jeden z najstarszych romansów świata. Opowieść wzbogacona o ilustrację, spisana została na zwojach, które do dzisiaj uważane są za narodowy skarb Japonii. Okazją do powstania wystawy jest okrągła, tysięczna rocznica powstania opowieści, datowana na XI wiek Warte podkreślenia jest, że ekspozycja poza Krakowem była dotąd prezentowana jeno w Warszawie. Poza planszami nawiązującymi do fabuły i przybliżającymi bogactwo kultury Orientu, ekspozycja zawiera m.in. zwoje z ilustracjami, zestawy muszelek i kart do gry polegającej na dobieraniu pasujących do siebie par z „Opowieści”, wachlarzy i japońskich lalek.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



08:30, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: