RSS
sobota, 31 maja 2008

Podobnie, jak były mój szef, redaktor naczelny nie ukazującego się już tygodnika „Echo Tarnowa” Paweł Piszczek, który w najnowszym „kwestionariuszu” Gazety Tarnowskiej stwierdza, iż nie wyobrażał sobie, że kiedyś będzie miał 39,5 lat, tak i niżej podpisany dziwi się, burzy medialnej rozpętanej wokół budżetu tegorocznych Dni Tarnowa. Podobnie zaskoczeni wydają się być organizatorzy konkursu na stanowisko dyrektora naszego teatru, którzy nie spodziewali się aż tylu chętnych na tę posadę. Za to zupełnie nie rozczarował nas dyrektor Adam Bartosz, który u progu sezonu turystycznego zamknął ratuszowe podwoje na amen (!). Ponoć z powodu remontu, którego nijak nie można było zaplanować np. jesienią. Widać to, co dla turystów jest jednym z najciekawszych miejsc do odwiedzenia w Tarnowie, latem szczególnie, dla niektórych wprost przeciwnie. Na szczęście są jeszcze tacy, którzy po prostu robią swoje. Oto na lokalnym rynku prasowym pojawił się nowy periodyk, którego optymistyczny tytuł „Przyjazne wieści” zapowiada same dobre wiadomości. Oby! Z konsekwencją godną tytułu „Mecenasa Kultury” państwo Kopczyńscy w swojej prywatnej Galerii Sztuki przygotowali kolejną wystawę, tym razem tarnowskiej artystki Anny Fruhauf. A w jazzowym mateczniku, czyli piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury odbył się koncert zespołu Grzech Piotrowski Kwartet.


W opublikowanym w najnowszym numerze Gazety Tarnowskiej, lokalnej mutacji Gazety Krakowskiej, dyrektor wydziału kultury Marcin Sobczyk był łaskaw stwierdzić, iż pół miliona złotych przeznaczonych na organizację tegorocznych Dni Tarnowa to wcale nie jest tak dużo, jak na taką imprezę. Sęk w tym, że tak prestiżowa dla miasta i w dodatku organizowana w cyklu dwuletnim, impreza winna być dla jej organizatorów absolutnym priorytetem, tak pod względem rozmachu jak i jakości przygotowywanych atrakcji. A tymczasem w opublikowanym szczegółowym programie czerwcowego święta miasta dominuje sztampa i przeciętność. Bowiem odczyty i sesje, wernisaże i koncerty winny stanowić chleb powszedni, szczególnie letniego sezonu kulturalnego, kiedy odbywają się turystyczne wędrówki ludów. W zaprezentowanej ofercie ze świecą szukać czegoś naprawdę oryginalnego, podkreślającego wyjątkowość Dni Tarnowa. Imprezy lokomotywy, która byłaby ich wizytówką, integrującą mieszkańców i zapamiętaną przez nich na długo. Tymczasem większość najważniejszych imprez o zasięgu ponad regionalnym takich, jak Tarnowska Nagroda Filmowa,  Międzynarodowy Festiwal Muzyki Odnalezionej czy Międzynarodowy Festiwal Filmowy „Dozwolone do 21” już się odbyła, zaś Festiwal Komedii „Talia” i Festiwal Filmowy „Vitae Valor” planowane są na jesień. A przecież działa jeszcze Centrum Paderewskiego organizujące mi. in. renomowany  Festiwal „Bravo Maestro” i cały szereg wartościowych imprez muzycznych. Pytanie tylko, kto koordynuje te wszystkie wydarzenia kulturalne i tak układa kalendarz imprez w roku Dni Tarnowa, że wszystkie one odbywają się poza nimi?  Dlaczego w święcie miasta nie biorą widocznego udziału np. Mościckie Centrum Kultury, Pałac Młodzieży czy Muzeum Okręgowe? Wychodzi na to, że każdy sobie rzepkę skrobie – Urząd Marszałkowski swoją, Starostwo Powiatowe swoją, muzealnicy swoją… A tak przy okazji pragniemy zwrócić nieśmiało uwagę wszystkim zawiadowcom tegorocznych Dni Tarnowa, iż nasze miasto nie tylko młodzieżą stoi, a to dla niej przygotowano zdecydowaną większość imprez, ale całkiem sporo żyje w nim czterdziestolatków i pięćdziesięciolatków oraz  starszych, a dla nich w świątecznym meu nie ma nic ciekawego. Otwartym więc pozostaje pytanie, czy 500 tys. zł przeznaczonych na tegoroczne Dni Tarnowa, to dużo czy mało, czy świętowanie winno się ograniczać tylko do centrum miasta, czy za te pieniądze nie można było przygotować ciekawszej oferty? 
No, cóż także PR nawałnice w rodzaju Dni Tarnowa często okazują się być jeno burzami w szklance wody, a tej, co widać i słychać, w magistrackim młynie nie brakuje.

Że nie wszystkim na wspólnym dobru zależy najlepiej świadczy remont perły naszych zabytków czyli Ratusza, którym z woli Marszałka z Krakowa zawiaduje Adam Bartosz, a który to dyrektor za nic mając kapitalne dla promocji miasta święto zamknął go właśnie na głucho. Czyżby zapomniał, że właśnie zaczyna się sezon turystyczny i za kilka dni rozpoczynają się Dni Tarnowa? Ale on marszałkowski, a nie magistracki, więc jest panem na swojej zagrodzie… A jeśli już nie mógł inaczej i musiał ów remont ratuszowego strychu i piwnic rozpoczynać akurat teraz, to mógł chociażby oddać Ratusz w ręce plastyków performerów, którzy wzorując się na uznanych w branży artystach owinęli by go białym płótnem i zaproponowali wszystkim chętnym wspólne malowanie, tworząc nową estetykę naszej starówki. A tak przy okazji, to szkoda, że organizatorzy miejskiego święta nie pomyśleli np. o tym żeby wzorem słynnych Schodów Hiszpańskich w Rzymie zagospodarować nasze rodzime Wielkie Schody i zorganizować na nich plener malarski lub nocny pokaz mody. Ale dość o tym, bowiem od wymyślania świątecznych atrakcji są etatowi magistraccy magicy…

Chociaż czasami ich nadmiar bywa przyczyną bólu głowy naszego prezydenta, któren ostatnio zafrasował się ilością kandydatów na stanowisko dyrektora sceny przy ulicy Mickiewicza. Otóż najpierw z ominięciem wszelkich konkursowych procedur, za podszeptem tarnowsko – legnickich doradców desygnował na to stanowisko niejakiego Turkiewicza z Wrocławia, aby później swoją decyzję anulować i ogłosić normalny konkurs. I tu powstał niespodziewany kłopot z ilością kandydatów do tej posady, których, jak na razie zgłosiło się aż 12 (słownie: dwunastu). Obfitość chętnych spowodowała w magistracie lekką konsternację i wywołała małą obstrukcję, bowiem czas nagli, nowy sezon za pasem a dyrektora pewnie prędko powołać się nie uda. Nas z Pegazem dziwi tylko niczym nie uzasadniona aura tajemniczości otaczająca personalny kontredans wokół dyrektorskiego stolca w Solskim. Bowiem ani poprzednio, ani teraz nie wiadomo kto startuje w konkursie, ani też kto zasiada w komisji kwalifikacyjnej. Wychodzi na to, że to co ma być niebawem ciemnemu ludkowi odkryte musi być najpierw zakryte…

Ale zmieńmy klimat na bardziej przyjazny. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy niepełnosprawni uczestnicy Warsztatu Terapii Zajęciowej im. Jana Pawła II przy ul. Hodowlanej w Tarnowie próbują swoich sił jako dziennikarze. Warsztat rozpoczął wydawanie kwartalnika pt. „Przyjazne wieści”. Tytuł wymyślili sami niepełnosprawni, którzy – tworząc gazetę – biorą udział w programie rehabilitacji społecznej i zawodowej. W pierwszym numerze można przeczytać o tym jakie były początki Warsztatu i Stowarzyszenia „Ich Lepsze Jutro”, które go prowadzi. Są prezentowani uczestnicy, ich zainteresowania i opisane najciekawsze zajęcia prowadzone w Warsztacie. Przedstawiane są też plany na najbliższe tygodnie. Gazeta powstaje w Pracowni Komputerowo - Internetowej. Niepełnosprawnym pomagają terapeuci i pracownicy Warsztatu. - „Przyjazne wieści” są doskonałym elementem rehabilitacji społecznej i zawodowej prowadzonej przez Warsztat Terapii Zajęciowej im. Jana Pawła II. Tytuł gazety wymyślali sami podopieczni – mówi Krzysztof Drwal, prezes Stowarzyszenia „Ich Lepsze Jutro”. Gazetę każdy może przeczytać w Internecie na stronie Warsztatu pod adresem www.ichlepszejutro.pl W kolejnych numerach „Przyjaznych wieści” znajdą się teksty i zdjęcia opisujące codzienność pracy terapeutycznej i rehabilitacyjnej, chwile warte uwagi i zatrzymania, a przede wszystkim utrwalenia na papierze. Gazeta będzie doskonałą dokumentacją bogatej działalności Warsztatu Terapii Zajęciowej im. Jana Pawła II w Tarnowie, który stał się drugim domem dla 36 osób niepełnosprawnych intelektualnie. I tego młodym kolegom po fachu serdecznie życzymy.

Z konsekwencją godną najwyższego uznania „robią swoje” państwo Kopczyńscy, którzy regularnie przygotowują w swojej Galerii „Hortar” ciekawe wystawy, promując sztukę malarską z najwyższych półek. Nie inaczej jest i obecnie, kiedy to oglądać tam można od połowy maja subtelny urok krajobrazu prezentowany w malarstwie tarnowskiej artystki Anny Fruhauf. Ta znana malarka reprezentuje średnie pokolenie tarnowskich twórców, pozostając od prawie czterdziestu lat wierna tradycyjnemu uprawianiu sztuki. W jej obrazach dominują wyrafinowane estetycznie krajobrazy, przywodzące na myśl czas wakacyjnych wędrówek i beztroskich wakacji. Na najnowszej wystawie pokazała także bliskiej jej sercu olejne kompozycje kwiatowe i dwa portrety dziecięce. Pegazowi najbardziej przypadły do gustu sielskie obrazy przedstawiające np. niewielki kościółek na wzgórzu, rzekę wijącą się pośród łąk, wyciszoną taflę jeziora…

Podobną, tyle że muzyczna, pracę u podstaw wykonuje Tarnowskie Centrum Kultury, które od lat  przygarnia pod swój dach m.in. miłośników jazzu. Tak było i w ostatni piątek 30 maja  gdzie licznie zgromadzona publiczność  mogła zanurzyć się w jazzowe otchłanie Grzechu Piotrowski Quartet. Artyści tej klimatycznej formacji  w swoim stałym gwiazdorskim składzie Grzech PIOTROWSKI – saksofon, Grzegorz GRZYB – perkusja, Jacek KITA – piano, Michał BARAŃSKI – bas zagrali utwory zarówno te starsze zaliczane do klasyki polskiego jazzu, jak i najnowsze własne kompozycje. Grzech Piotrowski, to postać doskonale znana tarnowskiej publiczności. Przed laty zagrał w kinie „Marzenie” z Alchemikiem i w Piwnicach TCK z zespołem OXEN.  Tarnowski koncert  okazał się być połączeniem gatunków: nu-jazzu, fusion i muzyki filmowej i był swoistą retrospekcją ich dotychczasowej twórczości. Obecna wiosenna trasa koncertowa grupy jest zwieńczeniem 10 lat działalności wydawnictwa Alchemik Studio, w którym ukazała się m.in. płyta Grzech Piotrowski „SIN”.
I to by było w tym tygodniu na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



12:57, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 25 maja 2008

Wyjątkowo wczesne (bo majowe) w tym roku święto Bożego Ciała bardziej przypominało śmigus dyngus niż dostojne czerwcowe procesyjne, uliczne wędrowanie aliści jak widać także życie nadprzyrodzone nabiera przyspieszenia. Dostroił się do tego ogólnego trendu również i nasz prezydent, który niezwłocznie po siurpryzie swojego pomysłu na obsadę dyrektorskiego fotela w Solskim ogłosił normalny konkurs na to stanowisko. I tak się z tym spieszył, iż termin składania ofert (21 maj) nałożył się na ogłoszenia w prasie, które dokładnie ukazały się w tym samym dniu, m.in. w tygodniku TEMI. Ale nic to, jak mawiał mały rycerz (ciekawe czy tegoroczni maturzyści wiedzą kto zacz?). Niezależnie od tego kto będzie sprawował teatralny rząd dusz, nasi radni miejscy na ostatnim swoim „synodzie”, poza podwyżką dla prezydenta, przyznali także nagrody w dziedzinie twórczości artystycznej, upowszechniania i ochrony kultury, których beneficjentami zostali: „Świerczkowiacy”, prof. Barbara Wiatr i Firma „Hortar”. Kolejne laury przypadły uczniom popularnego tarnowskiego „Plastyka”, który  pod wodzą poety Zbigniewa Mierosławskiego kroczy od sukcesu do sukcesu. Ale w tej beczce miodu nie może zabraknąć łyżki dziegciu więc odnotujmy, że chętni do zanurzenia się w sławną w zjednoczonej Europie i  w… Tarnowie Międzynarodową  Noc Muzeów zastali tarnowskie obiekty zamknięte na głucho. Wieczorem zapłonęło tylko ognisko na podwórku Muzeum Etnograficznego inaugurując „Romską Wiosnę” ale to impreza z innej bajki. Czyżby dyrektor Bartosz nie obudził się jeszcze z zimowego snu… Mości Adamie – kulturalne larum grają, a ty śpisz?


Jako zagorzały teatrał i człek zakochany po uszy w Melpomenie z rosnącym zażenowaniem obserwuję personalny kontredans wokół obsady dyrektorskiego fotela w Solskim. Jak wiadomo prezydent Ścigała powołał w swoim misjonarskim zapale na tę funkcje szefa „krawieckiego teatru” z Wrocławia, niejakiego Turkiewicza, pomijając dobre, konkursowe obyczaje w tym względzie. Jak było do przewidzenia pomysł spalił na panewce, bowiem rzeczony obywatel nie dość, że nie miał żadnego doświadczenia reżyserskiego i dyrektorskiego, za które trudno do prawdy uznać działalność w studenckim teatrzyku, to jeszcze nie uzyskał akceptacji, by nie rzec akredytacji tarnowskich aktorskich związkowców i zawodowców. Pegaza w tym wszystkim zastanowiło jedno, dlaczego główny promotor wrocławskiego artysty, dyrektor Głomb zawiadujący teatrem w pobliskiej Legnicy nigdy nie zaufał reżyserowi Turkiewiczowi i nie powierzył mu zrobienia sztuki w swoim teatrze. Ale zostawmy te teoretyczne dywagacje. Oto bowiem prezydent wycofał się ze „swojego” pomysłu, którego jedyną jak się zdaje ofiarą padł jego były już rzecznik, i ogłosił normalny konkurs na stanowisko dyrektora teatru. Dziewięciu osobowy konkursowy areopag ma do 7 lipca rozstrzygnąć, który z siedmiu zgłoszonych kandydatów obejmie we wrześniu rządy w naszym teatrze. Jak wieść gminna niesie, jednym z nich został ponownie… Szymon Turkiewicz. Ale młodzian ów chyba nie doczytał do końca regulaminu konkursu, bowiem stoi tam, iż kandydat musi posiadać poza oczywistym wyższym wykształceniem artystycznym II stopnia, czyli magisterskim, jeszcze 5 – letni staż pracy na odpowiednim do wymogów konkursu stanowisku, mieć doświadczenie i znajomość zasad ekonomiczno – księgowych oraz innych…

Póki co, jak najbardziej zasłużenie uhonorowano Nagrodami Miasta Tarnowa obchodzący w tym roku jubileusz 45-lecia  Zespół Pieśni i Tańca „Świerczkowiacy” -  kategoria: twórczość artystyczna, polonistkę prof. Barbarę Wiatr, doceniając organizowane przez nią spotkania poświęcone literaturze i historii – kategoria: upowszechnianie kultury i Firmę Hortar, której właściciele otrzymali zaszczytny tytuł „Mecenasa Kultury Tarnowa” – wyróżnienie w kategorii: wspieranie kultury. Uroczyste wręczenie nagród nastąpi 13 czerwca, podczas inauguracji „Dni Tarnowa”. Nagrody w dziedzinie twórczości i upowszechniania kultury przyznawane są w wysokości 5 tysięcy złotych, wraz ze statuetką, okolicznościowym dyplomem oraz wpisaniem laureata do Honorowej Księgi Nagród Miasta Tarnowa. Natomiast tytuł „Mecenasa Kultury” ma charakter honorowy, potwierdzony dyplomem i statuetką oraz wpisem do księgi; pozwala on na posługiwanie się tytułem i znakiem graficznym nagrody w działaniach promocyjnych i reklamowych laureata przez jeden rok. Pegaz gratulując wszystkim laureatom, szczególnie kontent jest z nagrody dla „Hortaru”, gdzie znakomicie działa prywatna galeria sztuki, a organizowane tam wernisaże malarstwa to prawdziwe święta sztuki, tej pisanej z dużej litery…

Z równą przyjemnością publikujemy nadesłany nam przez dyrektora - poetę Zbigniewa Mirosławskiego list odnotowujący kolejne sukcesy kierowanej przez niego placówki. Oto jego treść:
Warto zapamiętać te nazwiska, bo przed nimi wielka przyszłość artystyczna. Po sukcesach: Mateusza Kijaka (dwukrotnie w Rzeszowie i na plenerze w Dębnie; ten ostatni wczorajszy!), Eweliny Ważny (także dwukrotnie w Rzeszowie i Koszalinie), Kasi Jakus, Ewy Baran, Grzegorza Kumorka, Magdy Łuszczarz, Dominiki Styczyńskiej, Sebastiana Pasterskiego i Jana Macioła, Anny Foryś, Izabeli Ligęzy i Marii Patyny, w bieżącym roku szkolnym nasz tarnowski „Plastyk” tryumfuje w kolejnych konkursach artystycznych. Po nagrodach i wyróżnieniach dla 12 uczniów, m. in. w Częstochowie i Jarosławiu, nagrodzie specjalnej Dyrektora Muzeum Karykatury w Warszawie, nagrodzie Komitetu Integracji Europejskiej, kolejny raz Jan Macioł znalazł się w gronie laureatów konkursu zorganizowanego przez Centrum Edukacji Artystycznej przy Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Duszpasterstwo Młodzieży Archidiecezji Gdańskiej i Zespół Szkół Plastycznych w Gdyni.
       Wszystko zaczęło się od „Listu do Artystów” napisanego w 1999 roku przez Jana Pawła II. List ten stał się swoistym testamentem papieża skierowanym do ludzi sztuki. Organizatorzy zaproponowali młodym artystom podjęcie próby przełożenia papieskiego przesłania na język obrazów. Do konkursu zaproszono młodzież wszystkich Szkół Plastycznych z całej Polski. Hasłem tegorocznej edycji stały się słowa z „Tryptyku Rzymskiego” - „Jeśli chcesz odnaleźć źródło musisz iść w góry, pod prąd”. To zmaganie się z drogą, przedzieranie do góry, pod prąd, stało się tematem, o którego interpretację poproszono młodych plastyków.
       W sumie nadesłano 109 prac z 14 szkół. W jury zasiadali m. in. ks. Wincenty Pytlik, dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Pelplinie, Barbara Bielecka, prezes Fundacji Rozwoju Sztuki Sakralnej „Dei Gratia”, członek rzeczywisty PAN, dr Zbigniew Treppa, wykładowca gdańskiej ASP, Janusz Janowski prezes ZPAP w Gdańsku.
       To już trzecie ogólnopolskie laury Janka Macioła, po Grand Prix za film pt. „Fantasmagorie” i nagrodzie w ogólnopolskim konkursie literackim w Lublinie. Nauczycielem rysunku i malarstwa Janka jest pani profesor Anna Śliwińska Kukla. Wyróżniona praca zatytułowana „Cały Jestem Twój” znalazła się w pokonkursowym katalogu „Jeśli chcesz odnaleźć źródło musisz iść w góry, pod prąd”.
       Z kolei nauczycielem rysunku i malarstwa Mateusza Kijaka jest pani profesor Teresa Szafrańska.
Nie dziwi fakt, że obie szkoły funkcjonujące w ramach Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie (4 letnie Liceum Plastyczne i Ogólnokształcąca Szkoła Sztuk Pięknych tj. 3 letnie gimnazjum plastyczne i 3 letnie liceum plastyczne) znalazły się na I miejscu w Polsce w rankingu wszystkich typów szkół plastycznych w Makroregionie Polski Południowo-Wschodniej obejmującym Podkarpackie, Świętokrzyskie i Małopolskę. Laurów przybywa z dnia na dzień.

Za to absolutnie „dali ciała” tarnowscy muzealnicy, którzy wzięli na swoje sumienie grzech zaniechania i wyraźnie odpuścili sobie Międzynarodową Noc Muzeów, która w ubiegłym roku stała się prawdziwym wydarzeniem w Tarnowie. Wszyscy mają jeszcze w pamięci widoki, jakie mogli podziwiać z udostępnionej w tę jedną, jedyną noc tarnowskim nocnym  markom ratuszowej wieży. Za nic mając ubiegłoroczne sukcesy w tym roku pozamykali oni wszystkie swoje obiekty na głucho i poszli na łatwiznę, a dokładnie na ognisko, którym zainaugurowali… „Romską Wiosnę”. Rzecz cała miała miejsce w Muzeum Etnograficznym przy ulicy Krakowskiej, które jest oddziałem Muzeum Okręgowego więc niby wszystko było w porzo. Szkoda, że ta muzealna ściema, okazała się powielekroć powtarzaną edycją tej samej cygańskiej imprezy. Nowością było tylko    zawieszenie romskiej flagi, czego dokonali Wicemarszałek Województwa Małopolskiego Roman Ciepiela  oraz Adam Andrasz - Prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Społecznego Romów. Cała reszta: ognisko, pobielanie żelaznych patelni i tańce oraz piosenki w wykonaniu dziecięcego zespołu Newo Drom oraz  romskiej kapeli z Nowej Huty już przerabialiśmy…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



14:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (2) »
sobota, 17 maja 2008


Z obiektywnych konieczności nasz najnowszy cotygodniowy felieton będzie z jednym wyjątkiem (Tydzień Bibliotek) wyłącznie prezydencko – teatralny. A to dlatego, iż nasz naczelny zawiadowca kulturalny, która to rola zdecydowanie zadaje się przerastać miłościwie nam panującego Ryszarda S., „narozrabiał” ostatnio zdecydowanie ponad prezydencką miarę. Tak czuły na punkcie PR Tarnowa i swoim własnym, tym razem „nie zauważył” wraz ze swoimi urzędnikami, iż np. Tarnów, dumnie nazywany „perłą renesansu”  nie znalazł się w programie prestiżowych X Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturowego. Całkowitym niewypałem okazał się też prezydencki pomysł na personalną rewitalizację w Solskim, czyli odwołanie starego i powołanie nowego dyrektora teatru, którego najpewniej poznamy dopiero jesienią, tracąc tym samym kolejny sezon. Chociaż gwoli prawdzie musimy z Pegazem przyznać, iż teatr pod tymczasowymi rządami Grażyny Nowak ma się zupełnie dobrze, o czym świadczy chociażby ostatnia udana artystyczna kooperatywa z teatrem częstochowskim. Jeśli dodać do tego grzech zaniechania wobec znakomitego pomysłu poprzednika obecnego prezydenta, a mianowicie pozyskania dla potrzeb tarnowskiej kultury Młynu Szancera i „przerobienie” go na Młyn Sztuki, personalne zawirowania wokół biura promocji miasta, które powstało na bazie zlikwidowanego urzędu rzecznika prasowego, promocyjną wpadkę z nowym logo Tarnowa i ogólnopolską licytacyjną siurpryzę z ustaleniem czy Tarnów rzeczywiście był pierwszym z wyzwolonych miast, to w zupełności wystarczy do postawienia prezydenta Ścigały pod pręgierzem opinii publicznej. A to tylko niektóre z dotychczasowych „dokonań” szefa magistrackich urzędników, ale widać „nic to” dla naszych rajców, którzy właśnie przyznali mu znaczącą, bo aż ponad 1.500 zł liczącą podwyżkę! W wyniku czego stanie się on z pensją przewyższająca 12,5 tysięcy brutto jednym z najlepiej opłacanych samorządowców…



Jak wyjątki, to tylko w piątki, wobec czego zaczynamy od zorganizowanego w dniach 5 – 11 maja Tygodnia Bibliotek pod wielce wymownym hasłem: Biblioteka miejscem spotkań. Zgodnie z tą ideą Miejska Biblioteka Publiczna przygotowała cały szereg interesujących imprez, dziejących się, co ważne, w całym mieście. A wśród nich m.in. Dni Otwarte w swojej głównej siedzibie i kilkunastu filiach, uroczyste spotkanie z okazji Dnia Bibliotekarza z władzami miasta, wystawa ekslibrisów tarnowskiego grafika Jerzego Napieracza, wieczór autorski z młodym nowohuckim pisarzem i performerem Sławomirem Shutą oraz wieńczący je tradycyjny majowy kiermasz książek na placu Sobieskiego. Jego idea Książka dla biblioteki polega na tym, iż każdy przechodzień mógł kupić na kiermaszowym stoisku dowolną książkę i podarować ją bibliotece i w zamian zostać wpisanym na honorową listę sponsorów MBP. Ponad to każda podarowana w ten sposób książka opatrzona zostanie specjalna naklejką z nazwiskiem darczyńcy. Gratulując okolicznościowo bibliotekarzom żałujemy z Pegazem, iż w bogatym (?) programie tegorocznego Tygodnia Bibliotek nie znalazło się miejsce na promowanie rodzimych pisarzy (choćby Jerzego Reutera) i poetów, a tych ostatnich jest w naszym mieście co najmniej kilkudziesięciu…


Ponieważ na bieżąco monitorujemy działalność każdego z magistrackich namiestników jest rzeczą całkowicie naturalną, że uważnie patrzymy na ręce i obecnej władzy. I tak o wielu z bogatej listy  prezydenckich grzechów głównych pisaliśmy na naszych internetowych łamach obszernie onegdaj. Tak więc teraz skupimy się tylko na dwóch najnowszych. A wśród nich poczesne miejsce zajmuje znaczący brak Tarnowa na tegorocznym szlaku X Małopolskich Dni Dziedzictwa Kulturalnego. Impreza organizowana w woj. Małopolskim od 1999 roku ma za zadanie najszerzej pojętą promocję regionu, najciekawszych miejsc i obiektów naszych małych ojczyzn. Tradycyjnie każdego roku na specjalnej liście znajduje się po kilkanaście wybranych zabytków, które autochtoni i turyści mogą w określonym czasie zwiedzać bezpłatnie, często o zupełnie nietypowych porach i oprawie. Niestety nasz Tarnów jest od jakiegoś czasu z niezrozumiałych względów pomijany w tym prestiżowym rankingu. Po raz ostatni gościł on na marszałkowskiej liście w 2002 roku, kiedy to w programie Dni Dziedzictwa znalazło się nasze Muzeum Okręgowe ze sławną kolekcją fragmentów Panoramy Racławickiej. Wszędobylski Pegaz ustalił, że każdorazowo listę obiektów polecanych do zwiedzania sporządzają pracownicy Małopolskiego Instytutu Kultury w Krakowie w wyniku wielostronnych konsultacji m.in. z historykami sztuki i promocyjnych zabiegów lokalnych władz. Czy ktoś z Tarnowa w jakikolwiek sposób zabiegał o umieszczeniu go na tej kulturalnej liście tego oczywiście nie sposób ustalić. Szkoda, bo w czym niby gorszy jest on od takiego np. Grybowa, Nowego Sącza lub Lanckorony, które preferowano do zwiedzania w tym roku. Tym bardziej to dziwne i niezrozumiałe, że ostateczną listę zabytków zatwierdza Urząd Marszałkowski, a jednym z jego wiceprzewodniczących jest były prezydent Tarnowa…


Za to obecny wydał specjalne oświadczenie w sprawie  wyboru dyrektora teatru, w powszechnym odczuciu będące honorowym przyznaniem się do klęski lansowanej przez siebie koncepcji obsady tego stanowiska. Aby nie było niedomówień – przytaczamy je w całości:


Wobec emocji i sporów toczących się wokół stanowiska dyrektora Tarnowskiego Teatru oraz sugestii Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, postanowiłem, iż stanowisko to obsadzone zostanie w drodze konkursu. Miejskiej scenie potrzebna jest nowa formuła, uwzględniająca zarówno oczekiwania mieszkańców Tarnowa, jak i uzasadnione aspiracje do odgrywania znaczącej roli na teatralnej mapie naszego kraju. Osiągnięcie tego celu w atmosferze sporów byłoby niezwykle trudne. Kontrowersje w sztuce są rzeczą pożądaną, ale teatr jako instytucja nie powinien dzielić, a takie zagrożenie pojawiło się w naszym mieście. Nie mogę do tego dopuścić.


Rozważając nominację Szymona Turkiewicza kierowałem się, oprócz podstawowych w tym przypadku względów merytorycznych, chęcią uniknięcia długotrwałej procedury konkursowej w trakcie sezonu. W zaistniałej sytuacji nie widzę jednak innego wyjścia, tym bardziej że atmosfera toczącej się dyskusji jest także zagrożeniem dla skuteczności misji Szymona Turkiewicza. Można jedynie żałować, że przywołano w niej tak mało rzeczowych argumentów, obficie pojawiły się natomiast opinie krzywdzące dla kandydata na dyrektora, nie bazujące na wiedzy o jego dokonaniach i pozycji we współczesnym teatrze.


Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski, do którego zwróciłem się o opinię na temat zamiaru odstąpienia od konkursu i powołania Szymona Turkiewicza na stanowisko dyrektora, nie zajął jednoznacznego stanowiska. W piśmie sekretarza stanu pana Piotra Żuchowskiego mowa jest o sprzecznych opiniach środowiska o kandydacie oraz o mojej gotowości do ogłoszenia konkursu. Zawarto w niej sugestię dotyczącą takiego trybu wyłonienia dyrektora. Informuję zatem, że przychylam się do takiej sugestii zdając sobie równocześnie sprawę, iż procedura będzie czasochłonna, a nowego dyrektora poznamy najwcześniej w lipcu. Dalsze spory wokół miejskiej sceny nie służą ani samej placówce, ani mieszkańcom naszego miasta. Czas je przerwać, a energię ich uczestników wykorzystać w pracy dla dobra Tarnowskiego Teatru. Nie mam wątpliwości, że wszyscy chętnie się w nią włączą.


Dyrektora oceni i wskaże komisja konkursowa. Jej skład jest określony przepisami, by jednak przeciąć wszelkie spekulacje chcę zaprosić do niej autorytety nie związane z żadną ze stron tego niepotrzebnego sporu, chociaż – ze względu na ograniczenia ustawowe – nie będą miały głosu wiążącego.


Wypada tylko żałować, iż wraz z prezydentem nie podpisał go „ojciec chrzestny” tego pomysłu wywodzący się z Tarnowa Jacek Głomb – obecny dyrektor legnickiego teatru.


PS. A w tzw. międzyczasie (dokładnie 9, 10 i 11 maja) gościł w Solskim częstochowski teatr im. A. Mickiewicza prezentując trzy bardzo różne gatunki i formy sceniczne. Szkolną pod każdym względem „Zemstę” w reż. Grzegorza Warchała, znakomity kolaż poematu dygresyjnego i smutnej komedii czyli „Nowonarodzony” – monodram Łukasza Wylężałka i bardzo dobrze przyjętą przez dzieci bajkę „Jaś i Małgosia”.



Ryszard Zaprzałka



By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót




11:30, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2008

To piękne, gdy człowiek jest dumny ze swojego miasta, lecz jeszcze piękniej, gdy miasto może być z niego dumne. Te piękne i mądre słowa wypowiedział przed laty amerykański prezydent Abraham Lincoln, a  ostatnio przywołał je tarnowski prezydent Ryszard Ścigała komentując przyznanie pierwszemu Polakowi i od urodzenia tarnowianinowi ks. profesorowi Michałowi Hellerowi nagrody Templetona - teologicznego Nobla. Pegaz śledząc relacje z londyńskiego Pałacu Buckingham gdzie odbyła się uroczystość wręczenia nagrody naszemu światowej sławy kosmologowi  ze zdumieniem graniczącym z niesmakiem odnotował obecność tam szefa tarnowskiego magistratu, którego udział w dorobku i promocji dzieła prof. Hellera jest żaden. A przy okazji rodzi się pytanie kto sfinansował wycieczkę prezydenta Ścigały do Londynu. No cóż, nie od dziś wiadomo, iż sukces ma zawsze wielu ojców, zaś klęska zawsze pozostaje sierotą. Aliści najnowsza historia Tarnowa na co dzień nie sięga gwiazd, dzieje się tu i teraz w naszej małej ojczyźnie. A że nie zawsze jest o niej głośno, to często wina naszych prowincjonalnych kompleksów. Pierwszym z brzegu tego przykładem jest unikalny w skali światowej Festiwal Muzyki Odnalezionej prawie zupełnie nieobecny w lokalnych mediach i cieszący się, niestety, śladowym zainteresowaniem magistrackich magików od kultury i mieszkańców miasta. Nierzadko winę za taki stan rzeczy ponoszą sami organizatorzy imprez. Dzieje się tak na przykład z majowymi igrcami studentów. Od lat tradycyjnie w maju organizowane są Juwenalia, podobno także w Tarnowie, gdzie uczy się kilkanaście tysięcy studentów. Podobno i w tym roku odbywają się one w naszym galicyjskim miasteczku, podobno… Za to na pewno drożeje u rynkowych ogrodników piwo, i to aż o złotówkę ale to chyba nie ma związku ze studenckim balowaniem, chociaż…


Wczoraj (7 maja) w Londynie, w Pałacu Buckingham, z rąk księcia Edynburga, małżonka królowej Elżbiety, ksiądz profesor Michał, Heller - tarrnowianin, filozof, fizyk, kosmolog odebrał Nagrodę Templetona, jako pierwszy uhonorowany nią Polak. O naszym sławnym profesorze pisaliśmy na łamach tkk  ostatnio wielokrotnie, więc tylko odnotujmy, iż sama nagroda to okolicznościowy medal i czek na 820 tysięcy funtów. I, że jest to największa indywidualna nagroda pieniężna na świcie (przewyższająca Nobla), przyznawana za pokonywanie barier między nauką a religią, oraz, że ksiądz Heller przeznaczył ja w całości na powołanie do życia Centrum Kopernika w Krakowie. A sam bohater ma 72 lata i jest człowiekiem niezwykle skromnym, mieszka w bloku niedaleko centrum miasta, nie ma samochody ani telewizora i nie używa komórki, ale za to posługuje się najnowszymi komputerami…, zaś w nielicznych wolnych chwilach ćwiczy na symulatorach samolotów i czyta… kryminały. I co znamienne, przez całe lata pisząc i wykładając, zasiadając i uczestnicząc, odnosząc znaczące międzynarodowe sukcesy naukowe, pozostawał poza oficjalnym zainteresowaniem i wsparciem władz swojego rodzinnego miasta. Do dziś dnia nie naprawiono wyrządzonych jego rodzinie krzywd i nie zwrócono mu zagrabionego po wojnie rodzinnego domu.  Dopiero teraz, mocno spóźnieni rajcy miejscy postanowili uhonorować ks. prof. Michała Hellera tytułem honorowego obywatela miasta. Zaś sam prezydent osobiście pofatygował się do Londynu aby ogrzać się w cieniu sławy najznamienitszego ze współczesnych tarnowian. A może by tak podarować naszemu Templenotowi jakiś dom, gdzie miałby wreszcie normalne warunki pracy, urządził bibliotekę i może małe obserwatorium astronomiczne… Mogli w ten sposób rodacy uhonorować noblistę Sienkiewicza, może moglibyśmy i my?

Ale to przyszłość, oby tylko bliższa niż dalsza, a już teraz możemy zapomniane i odnalezione ocalić… Mowa o kolejnym XV Festiwalu Muzyki Odnalezionej, jaki zawsze nastaje wraz z wiosną, szkoda tylko, że  zamiast rozkwitać zdaje się obumierać – przynajmniej w Tarnowie. A jest to jedyna  tego typu impreza na świecie, w dodatku wymyślona i od początku, tj. od 15 lat organizowana przez tarnowskich muzycznych Judymów - Teresę Kaban i Henryka Błażeja. W początkowych latach ta unikalna impreza odbywała się wyłącznie w Tarnowie, przysparzając mu splendoru i znakomicie go promując. Niestety, od 2000 roku, na wskutek różnych zawirowań polityczno – organizacyjnych oraz zwykłej zawiści ze strony tzw. środowiska i braku kompetencji połączonej z wyobraźnią lokalnych urzędników, Festiwal zmuszono do emigracji poza Tarnów. Na szczęście przygotowywany przez nich z roku na rok z coraz większym rozmachem Festiwal przetrwał i ma się całkiem dobrze. Właśnie trwa  jego XV edycja. Założeniem Festiwalu jest przywracanie pamięci utworom kameralnym i symfonicznym, polskim i obcym, które zapomniane przeleżały w rękopisach dziesiątki a czasem setki lat. Teraz zostały odnalezione i zdarza się, że są to kompozycje wyjątkowo cenne dla kultury narodowej i historii muzyki. W poprzednich edycjach Festiwalu zaprezentowano m.in. odnalezione po kilkuset latach utwory żony znanego kompozytora Roberta Schumanna - Klary, Fanny Mendelssohn, siostry Feliksa Mendelssohna i wielu innych znanych artystów. Na szczęście dla tarnowskich melomanów Festiwal nie całkiem „wyniósł” się z naszego miasta, ale o tym napiszemy w specjalnej relacji z tej unikalnej imprezy.

Zgoła zupełnie inne są przyczyny nieobecności środowiska studenckiego w życiu kulturalnym miasta. Podstawowa tego stanu przyczyną jest absolutna, pogłębiająca się z roku na rok ignorancja i indolencja organizacyjna żakowskiej braci. Pomimo kilkunastu wyższych, przynajmniej z nazwy, uczelni działających w Tarnowie, a wśród nich takich potęg jak Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, Małopolska Wyższa Szkoła Ekonomiczna  czy Wyższa Szkoła Biznesu, na których studiuje ponad dziesięć tysięcy młodych ludzi, od lat nie udaje się zorganizować jeden raz w roku z prawdziwego zdarzenia Juwenaliów. Pomimo, iż od kilku lat ich reanimacją zajmuje się specjalnie do tego celu powołane Stowarzyszenie Studentów i Absolwentów Miasta Tarnowa „Leliwa”, które w tym roku dodatkowo „nie zauważyło” nałożenia się terminów studenckiego świętowania w Tarnowie i Krakowie!  Partykularne interesy poszczególnych uczelni, w tym ich studenckich samorządów, organizacji i klubów, które zamiast współpracować i promować się na zewnątrz, ostro ze sobą rywalizują o studencki „rząd dusz”, poddają organizacyjnej eutanazji wielowiekową tradycję swojego sztandarowego święta. Tym którzy w ferworze walki już zapomnieli skąd się wzięły Juwenalia były bean i student  czyli Pegaz przypomina, iż zawdzięczamy je kaprysowi rzymskiego cesarza Nerona. Zaś sama ich nazwa pochodzi z łacińskiego słowa „iuvenalis” czyli „młodzieńczy”. A co do kaprysu, to któregoś dnia cieszący się złą sławą cesarz zgolił swoja bródkę i żeby uczcić to „wydarzenie” urządził igrzyska… . Może gdyby wrócić do tej zapomnianej tradycji i obciąć w grodzie Leliwitów co trzeba i komu trzeba, to wtedy idea prawdziwych studenckich igrzysk by odżyła. Bo jak na razie to ta 5 dniowa impreza  ma u nas prawie wyłącznie charakter klubowy, jest nieobecna w mieście i ma fatalny PR.

Niestety nie ma w Tarnowie kawiarni literackiej lub innego klubowego matecznika gdzie tzw. twórcy mogliby się spotykać, bywać, obserwować i w miarę tanio konsumować. Stąd nieliczni, niejako z konieczności, przesiadują na Rynku, który w tzw. sezonie co roku okupują piwni ogrodnicy. Czy stać ich na to będzie w tym roku, nie wiadomo. Oto bowiem nasi rynkowi browarnicy podnieśli znacząco ceny oferowanych u siebie napojów, w tym najpopularniejszego z nich czyli piwa, średnio aż o 20%. Windując w ten sposób Tarnów na czołowe miejsce w Małopolsce, albowiem nasz tarnowski browar okazuje się być droższym od krakowskiego! Postanowiliśmy z Pegazem rzecz zbadać na miejscu i cóż się okazało. Otóż, nasi piwni okupanci tłumaczą, że zmusił ich do tego nie kto inny a nasz kochany tarnowski magistrat podnosząc ponoć o 100%  (było 8 - jest 15 zł za metr) stawki za wynajem rynkowej płyty na piwne ogródki. Bez ogródek ogłosiła to w imieniu swojego pryncypała, nowa prezydencka rzecznik red. Agnieszka Borzęcka – po prostu urealniliśmy ceny. W ten sposób delektując się chmielowym napojem wspierać będziemy miejskie finanse. Nigdy nie należeliśmy z Pegazem do zwolenników piwnej okupacji  pełnej zabytków Starówki, która zamiast być letnim salonem staje się westernowym, szczególnie wieczorami, salunem. Ale jesteśmy zdecydowanie przeciw przerzucaniu kosztów wojny magistratu z restauratorami na barki zwykłych obywateli. Tym bardziej, iż browarkiem raczą się na Rynku głównie studenci i tzw. bohema, która groszem nie śmierdzi. A gdzieś i przy czymś pogadać musi…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



11:33, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 maja 2008

I stało się. Miłościwie nam panujący prezydent R. Ścigała zlikwidował onegdaj przypisane od wielu kadencji jego poprzednikom stanowisko rzecznika prasowego wraz z jego biurem. Pytany o powody swojej rewolucyjnej decyzji stwierdził, iż wina leży po stronie dziennikarzy… Na szczęście, niezależnie od tych pseudo sukcesów odnotować możemy także te prawdziwe, niezależne od bieżącej polityczno – biznesowej koniunktury. Oto kolejne sukcesy odnotowali uczniowie naszego Liceum Plastycznego pod dyrektorskim okiem poety Zbigniewa Mirosławskiego. Z kolei w teatrze seminaryjnym młodzi alumni wystawili z sukcesem sztukę Jerzego Szaniawskiego Pt. „Nie wszystko kończy się po zapuszczeniu kurtyny”, tworząc tym samym nowy konkurencyjny wobec Solskiego ośrodek teatralny, co wszystkim wyjść może jeno na dobre. Muzyczną dominantą minionego tygodnia był niewątpliwie piwniczny koncert w Tarnowskim Centrum Kultury zespołu The Globetrotters, formacji muzycznej dobrze znanej i wspominanej w Tarnowie. Udanie, i odważnie, zadebiutował też w roli producenta śpiewający aktor i dziennikarz Grzegorz Janiszewski, który w tarnowskim teatrze przedstawił wraz z przyjaciółmi „Piosenki Bułata Okudżawy”.


Jak u schyłku ubiegłego tygodnia poinformowały stosowne magistrackie służby, stanowisko rzecznika prasowego Prezydenta Miasta opuszcza Piotr Filip. Rozwiązaniu ulega też dotychczasowe Biuro Rzecznika. Ponieważ Zycie nie znosi próżni tuż po „długim weekendzie"  miejsce powszechnie lubianego redaktora Filipa i jego drużyny zajmie lokalna firma public relations, zawiadywana przez dwójkę byłych dziennikarzy tarnowskiego oddziału „Gazety Krakowskiej" - Agnieszka Borzęcka i Dariusz Niedojadło. Prezydent Ścigała, zapytany kilka dni temu o powody odwołania Piotra Filipa, stwierdził m.in., że przyczynili się do tego ... dziennikarze (!). Ponoć byłemu już rzecznikowi zaproponowano pozostanie w urzędzie i pracę na innym stanowisku, ale jak publicznie oświadczył nie widzi siebie w ramach na nowo organizowanych struktur promocyjno-informacyjnych miasta i odchodzi z magistratu. No, cóż historia kołem się toczy i być może wróci on na swoje poprzednie miejsce pracy w znanym tygodniku galicyjskim, wszak był i pozostał rasowym dziennikarzem. Niezależnie od tego co się stanie, życzmy z Pegazem pomyślnych wiatrów i wysokich lotów. A sobie winszujemy, aby z przyszłym prezydenckim piarowcem układało się nam równie pomyślnie…

Ale dość personaliów. Z prawdziwa satysfakcją odnotowujemy kolejne w tym roku sukcesy tarnowskiego Plastyka. Jak nas poinformował dyrektor placówki Zb. Mierosławski właśnie nadeszła informacja z Warszawy z Urzędu Komitetu Integracji Europejskiej od dyrektora Departamentu Informacji Europejskiej pani Agnieszki Kudlińskiej z podziękowaniami za zaangażowanie i staranne przygotowanie uczniów Liceum Plastycznego w Tarnowie do Ogólnopolskiego Konkursu na plakat pod hasłem “Zjednoczeni w różnorodności. Polska w dialogu kultur Europy”. Szczególnym osiągnięciem jest wyróżnienie w tym konkursie pracy Ewy Baran z klasy II a. Wyróżniony plakat będzie opublikowany w pokonkursowym katalogu wydanym przez UKIE. Wyrazy podziękowania i uznania skierowano pod adresem nauczyciela przedmiotu “Podstawy projektowania” pani profesor Magdaleny Kopczyńskiej-Kołodziej pod kierunkiem której powstały konkursowe propozycje plakatów, ukazujące „pomysłowość i wielką wyobraźnię uczniów tarnowskiej szkoły”.

Absolwenci tarnowskiego Zespołu Szkół Plastycznych odnoszą również sukcesy w Krakowie. W bieżącym miesiącu w Nowohuckim Centrum Kultury odbył się pokaz kolekcji dyplomowych Szkoły Artystycznego Projektowania Ubioru tj. Cracow Fashion Awards. Wśród wielu bardzo ciekawych kolekcji mody oglądać można było także te przygotowane przez Magdalenę Brasse, absolwentkę Liceum Plastycznego z Tarnowa i Jakuba Ziemirskiego, absolwenta 6 letniej Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych z Tarnowa (3 letniego gimnazjum plastycznego i 3 letniego liceum plastycznego).

W czwartkowy wieczór 24 kwietnia, w auli seminaryjnej Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie miała miejsce premiera sztuki Pt. „Nie wszystko się kończy po zapuszczeniu kurtyny” przygotowana na podstawie najgłośniejszego dramatu Jerzego Szaniawskiego „Dwa teatry" (1946). Ten wybitny polski dramatopisarz i eseista (1886 – 1970) „W konstruowaniu dramatów posługiwał się formą komediową, ale w istocie tworzył teatr refleksyjny i filozoficzny. Zderzał przyziemną rzeczywistość z tęsknotą do celów wyższych. Wymiar realistyczny przeplatał się ze sferą marzeń. Subtelnie ironiczne dramaty pełne były niedopowiedzeń. Mówiły o oczekiwaniu, podskórnych przeczuciach, podświadomych instynktach. Szaniawski „wywodził skromnie swój teatr z potocznej, zwyczajnej obserwacji świata i ludzi. Widział, jak sam wyznawał - w całej przyrodzie, a więc i w człowieku dążenie ku wyższej formie, czyli doskonałości. (A. Hutnikiewicz, Wstęp w: J. Szaniawski, "Wybór dramatów").  Do 1957 roku DWA TEATRY były najczęściej grywaną sztuką Szaniawskiego. W 1962 roku dramat ten wystawiło radio genewskie. Walter Weideli - dramatopisarz szwajcarski po premierze napisał: „Widzieliśmy, że podczas ostatniej wojny załamywały się schematy, w które wierzyliśmy. Wiemy, że możliwości ludzkie są nieograniczone w dobrym i złym. Człowiek, którego uważaliśmy za istotę prostą, logiczną i wytłumaczalną, gotuje nam codziennie niespodzianki. Pod powierzchnią kryją się otchłanie. W nie właśnie sięga Szaniawski. „Bo my - mówi jedna z postaci Dwóch teatrów - podnosimy maski.” Cały teatr Szaniawskiego w tym właśnie się mieści.

Autorem scenariusza i reżyserem sztuki „Nie wszystko się kończy po zapuszczeniu kurtyny” jest ks. Jacek Nowak, nowy rektor  Seminarium. Teatr Seminarium Duchownego w Tarnowie wystawił tę sztukę jeszcze 26  i 27 kwietnia wieczorem, oraz planuje jej wznowienie  w dniach 10 i 11 maja, godz. 19.00 - dla szkół i parafii. Zważywszy, iż tarnowscy seminarzyści otwarli właśnie bodajże najnowocześniejszą w mieście scenę teatralną z pełnym zapleczem technicznym, jakiego mogą jej tylko pozazdrościć zawodowcy z pobliskiego teatru im. L. Solskiego wypada tylko się cieszyć i oczekiwać ścisłej kooperatywy obu scen. Szczególnie, iż Talia puka do drzwi…

Kto choć raz był na koncercie zespołu założonego przez jednego z najlepszych na świecie wibrafonistów, Bernarda Maselego, zjawił się na pewno w piątkowy wieczór 25 kwietnia w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury. Ci, którzy jeszcze zespołu nie słyszeli „nadrabiali zaległości” korzystając z okazji do wspaniałej zabawy. The Globetrotters, bo o nim mowa, którego poprzednie występy w Tarnowie (m.in. w grudniu 2005) dostarczały niezmiennie świetnej zabawy i niezapomnianych wrażeń, to zespół reprezentujący tzw. world music. Zespół powstały w 1999 roku  tworzą: wokalista Kuba Badach, saksofonista i flecista Jerzy Główczewski oraz twórca całego przedsięwzięcia, wibrafonista Bernard Maseli. W2001 roku zespół nawiązał współpracę ze znakomitym indonezyjskim muzykiem Nippy Noyą. Artysta znakomicie uzupełnił brzmienie Globetrotterów swoimi instrumentami perkusyjnymi Gratulując TCK coraz to lepszych pomysłów oczekujemy na kolejne imprezy. A Tarnowska Nagroda Filmowa tuż, tuż…

Jak napisała w Gazecie Krakowskiej sympatyczna redaktor Karolina W.B. bywają osobowości nietuzinkowe, które obdarowywały innych czymś, co nie sposób jednoznacznie nazwać. Kiedy odchodzą pozostaje po nich nostalgia – za czymś bliżej nieokreślonym, nieuchwytnym. Pięknem, poetycką refleksją, twórczym buntem...? A tak dzieje się  w przypadku Bułata Okudżawy, zmarłego przed 11 laty rosyjskiego barda, poety i kompozytora, którego cała twórczość była niepowtarzalnym zjawiskiem w radzieckiej kulturze. Właśnie kilkanaście, Pegaz doliczył się ich 17, najpiękniejszych pieśni i ballad tego kultowego dla wielu pokoleń Polaków artysty,  można było posłuchać w ostatni poniedziałek kwietnia  w tarnowskim teatrze. Za co tak wielu kocha Bułata Okudżawę? Dlaczego kiedy słyszymy niektóre z jego piosenek, staje przed naszymi oczami całe nasze życie i pogrążamy się we wspomnieniach? Aktor i producent spektaklu „Okudżawa” Grzegorz Janiszewski uważa, że podobne pytania można by mnożyć bez końca i snuć bardziej lub mniej trafne odpowiedzi. – Twórczość Okudżawy wciąż fascynuje i cieszy się niezmierną popularnością wśród artystów na całym świecie. Organizowane recitale, koncerty „in memoriam”, a nawet festiwale dowodzą, że jego duch jest wciąż żywo obecny wśród nas. Gromadzi a nawet porywa do wspólnego śpiewu. I nie ma wówczas znaczenia ani wiek, ani narodowość ani też przekonanie - twierdzi Grzegorz Janiszewski. W spektaklu występują obok niego jeszcze: Marek Kępiński i Ewa Cypcarz-Bogucka,  oraz zespół w składzie: Adam Andrasz, Fryderyk Andrasz,  Krzysztof Bogucki i Tomasz Ben, który zaaranżował większość wykonywanych utworów. A posłuchać, powzruszać i powspominać można było wsłuchując się w te najsławniejsze z nich m.in. „Modlitwę”, „Trzy miłości”, „Balonik”, „Piosenkę o piechocie”, „Katarynkę”, „Czarnego kota” i „Balladę o głupcach”. Dla nas z Pegazem pieśni Bułata to czas młodości, durnej i chmurnej, niezapomniane lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Na scenie Solskiego  aktorzy śpiewają wspólnie również piosenkę „Panie, Panowie”, do której tekst napisała przyjaciółka artysty Agnieszka Osiecka. – To była bardzo bliska przyjaźń. Mieszkaliśmy w domu Agnieszki, jej mama rano przynosiła nam kawę. A Bułat bardzo lubił Polskę – wspomina w jednym z wywiadów Olga Arcimowicz, żona Okudżawy. – Poszczęściło mu się, bo jego przyjaciółmi byli tu wielcy i bardzo utalentowani ludzie. Jego poezję tłumaczyli najlepsi polscy poeci. Chcę wierzyć, że kiedy w Rosji go zapomną, w Polsce nadal będą o nim pamiętać – dodaje Arcimowicz. Co daj Boże. Amen.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



22:50, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: