RSS
poniedziałek, 27 kwietnia 2009

To chyba nie przypadek, że im mniej interesujących rzeczy dzieje się w samym Tarnowie, tym ciekawiej jest poza jego miejskimi opłotkami. I to w miejscach dotychczas będącymi swoistymi białymi plamami na kulturalnej mapie regionu. Przyzwyczajeni do wydarzeń muzycznych w Kąśnej Dolnej, dworskiego muzykowania w Dołędze lub zamkowego  w Dębnie, nagle odkrywamy Pałac w Janowicach, gdzie od jakiegoś czasu jego menadżer Mieczysław Bień, były prezydent Tarnowa, organizuje ciekawe imprezy kulturalne. Ostatnio, we wtorek 21 kwietnia, „zaserwował” nam w pałacowych wnętrzach… Ibsena w oryginale, czyli „Dom lalki” Henryka  Ibsena w reżyserii Tonje Gotchalksena w wykonaniu norweskich aktorów z grupy Visjoner. Tę wyjątkową gratkę dla miłośników sztuki współczesnej w pełni docenili widzowie, dla których zbrakło miejsc, co z kolei „wymusiło” na organizatorach nieplanowany dodatkowy spektakl dzień później. Szkoda, że takim zainteresowaniem nie cieszył się w naszym galicyjskim miasteczku Światowy Dzień Książki obchodzony we czwartek 23 kwietnia, tradycyjnie organizowany u nas przez Miejską Bibliotekę Publiczną. Być może zainteresowani zamiast książek wybrali zorganizowaną dzień później, w piątek 24 kwietnia, imprezę w Wierzchosławicach, gdzie w tamtejszym Uniwersytecie Ludowym, w murach którego mieści się Gminne Centrum Kultury odbył się „testowy” koncert zrewitalizowanego na tamtejsze potrzeby fortepianu Bosrndorferr w wykonaniu znanego pianisty japońskiego Hiroshi Kurotaki, połączony z wystawą prac osób niepełnosprawnych z Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Tarnowie. Kolejnym zamiejscowym wydarzeniem kulturalnym mijającego tygodnia był „Wieczór meksykański” na Zamku w Dębnie, w niedzielę 26 kwietnia wystąpił wirtuoz gitary Michał Nagy mający w swoim dorobku m.in. nagrodę Fryderyka. Obok gorącej, latynoamerykańskiej muzyki nie zabrakło tam także pięknych kobiet, pokazu światło-dźwięk poświęconego słynnej malarce Fridzie oraz degustacji prawdziwej, meksykańskiej kawy. Tydzień domknęły trzy niedzielne imprezy: w Mościckim Centrum Kultury promował swoją pierwsza solową płytę „Tatango” Rafał Olbrychski, muzyk i aktor, znany głównie jako syn Daniela Olbrychskiego, oraz najnowsza premiera Tarnowskiego Teatru, gdzie na Małej Scenie dano spektakl „Zdążyć przed Panem Bogiem” H. Kral w reżyserii Tomasza Piaseckiego. Szkoda tylko, że Pan Prezydent nie zdążył z planowanym remontem teatru i całą procedurę przetargową trzeba będzie rozpoczynać na nowo. Zaś przed południem w teatralnym foyer odbył się kolejny „Salon Literacki” poświęcony nieco zapomnianej krakowskiej pisarce Natalii Rolleczek, autorce m.in. słynnego „Drewnianego różańca” i matce czołowego ongiś aktora naszego teatru Pawła Korombla, a obecnie cenionego tłumacza literatury anglojęzycznej, nadal mieszkającego w naszym mieście. Jednakowoż Salon Literacki zorganizowany o godzinie 11, w dodatku w niedzielne wiosenne i słoneczne przedpołudnie, to jednak chyba zbyt duże wyzwanie (przynajmniej frekwencyjne) dla tarnowskich mieszczan… .

Sadząc po wręcz entuzjastycznych reakcjach publiczności „Dom Lalki” w Pałacu w Janowicach będzie z pewnością pretendował do jednego z artystycznych wydarzeń kulturalnej wiosny w regionie. Prawdziwym hitem okazała się tyle treść tej znanej sztuki, ile jej prezentacja w oryginalnym języku autora. Zabytkowe mury janowickiego pałacu norwescy aktorzy  wraz z reżyserem bardzo udanie zaadoptowali na potrzeby dramatu Ibsena, rozgrywając go symultanicznie w kilku pomieszczeniach. Specjalny autokar podstawiony pod teatr oraz cała kawalkada prywatnych samochodów przywiozła do Janowic prawdziwy tłum teatralnych koneserów. Łącznie blisko sto osób uczestniczyło w tym niezwykłym przedsięwzięciu artystycznym, jakim okazało się przedstawienie „Dom Lalki” Henryka Ibsena wystawione w oryginale, przez norweskich aktorów z grupy VISJONER. - Nie ukrywam, że taka popularność spektaklu mocno nas zaskoczyła – przyznaje Mieczysław Bień – spodziewaliśmy się kilkadziesiąt osób mniej, ale jak widać popularność nietypowych przedsięwzięć kulturalnych ma także spore grono zwolenników.

Brawurowa zagrana sztuka wzbudziła zachwyt publiczności. Pełne emocji, wyraziste postacie wykreowane przez norweską trupę sprawiły, że znajomość języka Skandynawów okazała się zbędna do zrozumienia sztuki. - Już w przeddzień musieliśmy odmówić rezerwacji wielu osobom, które chciały zobaczyć spektakl – dodaje menadżer  Pałacu M. Bień.
Ten ewidentny sukces  skłonił organizatorów do zorganizowania jeszcze jednego spektaklu. „Dom Lalki” dzień później.
Przypomnijmy, iż „Dom Lalki" Ibsena to element projektu "Re-kreacja: Ibsen", które realizowany jest przez Teatr Nowy z Krakowa. Środki finansowe związane z finalizacją przedsięwzięcia pochodzą głównie z tzw. źródeł norweskich (EEA GRANTS, Norway Grants oraz z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego).
W Norwegii przedstawienie Dom lalki grane jest w pomieszczeniach Muzeum Ibsena. W trakcie festiwalu Re-kreacje: Ibsen spektakl pokazywany jest w zabytkowych pomieszczeniach i dobrze się stało, że wśród nich znalazł się także Pałac w Janowicach. I jeszcze jedno -  po przedstawieniu odbyło się „bankietowe” spotkanie z artystami, co zostało bardzo dobrze przyjęte przez gości Mieczysława Bienia. I co, oby, zapoczątkowało nową tradycję janowickich spotkań… . A póki co, gratulacje i wielkie brawa dla Mieczysława Bienia, „Pana na Janowicach”.

Dwa dni później, 23 kwietnia, przypadał Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich (również w skrócie Międzynarodowy Dzień Książki lub Światowy Dzień Książki) – doroczne święto organizowane przez UNESCO w celu promocji czytelnictwa, edytorstwa i ochrony własności intelektualnej za pomocą praw autorskich. Dzień ten po raz pierwszy obchodzono w 1995 roku. Data ŚDK wybrana jest nie przypadkowo, to symboliczny dzień dla literatury światowej. W tym dniu w roku 1616 zmarli Miguel de Cervantes, William Szekspir i historyk peruwiański Inca Garcilaso de la Vega (przy czym datę śmierci Shakespeare-a podaje się według kalendarza juliańskiego, a pozostałych dwóch – według gregoriańskiego). Na ten sam dzień przypada również rocznica urodzin lub śmierci innych wybitnych pisarzy, np. Maurice-a Druona, Halldora Laxnessa, Vladimira Nabokova, Josepa Pla i Manuela Mejía Vallejo. W Wielkiej Brytanii i Irlandii Światowy Dzień Książki wyjątkowo obchodzony jest w pierwszy czwartek marca, tak aby święto to wypadało w trakcie semestru szkolnego.
Pomysł organizacji święta zrodził się w Katalonii – w 1926 roku wystąpił z nim wydawca z Walencji, Vicente Clavel Andres. Z początku planowano związać je z datą 7 października, domniemaną datą urodzin Cervantesa, lecz ze względu na niepewność z nią związaną, ostatecznie ustalono datę 23 kwietnia. W Hiszpanii Dzień Książki jest świętem oficjalnym już od roku 1930, a od 1964 – we wszystkich krajach hiszpańskojęzycznych.
23 kwietnia jest w Katalonii hucznie obchodzonym świętem narodowym, jako dzień jej patrona – Świętego Jerzego. Zgodnie z długą tradycją w Katalonii obdarowywano w ten dzień kobiety czerwonymi różami, mającymi symbolizować krew pokonanego przez św. Jerzego smoka. Później kobiety zaczęły odwzajemniać się mężczyznom podarunkami z książek.

Miejska Biblioteka Publiczna w Tarnowie, od wielu już lat promuje to święto poprzez imprezy czytelnicze, wystawy, warsztaty literackie, dyskusje o ciekawych książkach itp. Czytelnicy wypożyczający w tym dniu książki w filiach i działach MBP zostaną obdarowani różą, cukierkami, oraz okolicznościowymi zakładkami… .
Kolejnym po Pałacu w Janowicach na nowo odkrytym dla naszej kultury miejscem okazało się Gminne Centrum Kultury w Wierzchosławicach, gdzie 24 kwietnia o godz. 18.00 odbył się koncert oraz otwarcie wystawy prac osób niepełnosprawnych z Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym Koło w Tarnowie. Na wystawie znalazły się zdjęcia dzieci z Niepublicznego Przedszkola Specjalnego, fotografie – portrety dzieci niepełnosprawnych będące pracą dyplomową Amelii Chwałek, absolwentki Liceum Plastycznego w Tarnowie, prace artystycznego uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej i Dziennego Centrum Aktywności oraz obrazy wykonane haftem krzyżykowym przez mieszkańców Domu Pomocy Społecznej „Hostel”. Na świeżo wyremontowanym fortepianie Bosrndorferr (przejętym z Uniwersytetu Ludowego) zagrał znany pianista japoński Hiroshi Kurotaki utwory m.in. F. Chopina, W.A. Mozarta.

Równie muzyczny wieczór miał miejsce w niedzielę na Zamku w Dębnie, tym razem poświęcony kulturze meksykańskiej. „Wieczór meksykański” poprowadził dr  Stanisław Moskała - obok gorącej, latynoamerykańskiej muzyki były także piękne kobiety, wśród nich malowana światłem i dźwiękiem słynna malarka Frida oraz degustacja prawdziwej, meksykańskiej kawy. W roli gwiazdy wieczoru wystąpi Michał Nagy – mistrz gitary, który swoimi umiejętnościami zachwyca nie tylko jurorów prestiżowych konkursów muzycznych, ale także krytyków i publiczność. Występuje nie tylko solo, chętnie wykonuje także muzykę kameralną. W 2000 roku jego płyta „Micro piezas” nagrana wspólnie z gitarzystą Marcinem Siatkowskim została nominowana do nagrody Fryderyka. Dwa lata później płyta „Piazzolla Tango”, nagrana wspólnie z K. Baranem została wyróżniona nagrodą ,, Fryderyk 2002’’ w kategorii Album Roku - Muzyka Kameralna. M. Nagy dokonał również solowych nagrań dla Polskiego Radia i Telewizji. Jest także autorem wielu aranżacji na gitarę solo i z zespołami kameralnymi. Jest adiunktem na Akademii Muzycznej w Krakowie. Wypada mieć nadzieję, iż ten dobry początek kulturalnej wiosny w Dębnie będzie miał ciąg dalszy… .

Nieco za to rozczarował, przynajmniej jeśli chodzi o frekwencję, Rafał Olbrychski, którego koncert odbył się 26 kwietnia 2009r. o godz. 19.00 na Dużej Scenie Mościckiego Centrum Kultury. Ten ciągle dobrze się zapowiadający muzyk i aktor (a także kucharz i tancerz…), promował u nas swój pierwszy solowy album TATANGO. Była to muzyczna podróż od Stinga przez Beatlesów do Toma Waits’a i Komedy. Płyta powstawała przez pięć lat. W projekcie tym od samego początku towarzyszył Rafałowi gitarzysta i producent Paweł Derentowicz, a ostateczny kształt brzmieniu nadał Filip Kuncewicz. Niewątpliwym atutem koncertu były premierowe teksty autorstwa m.in. Wojciecha Młynarskiego. O uznaniu starego mistrza świadczy najlepiej fakt, iż po wysłuchaniu efektu końcowego Młynarski udzielił Olbrychskiemu licencji na pisanie muzyki do swoich utworów. Podczas mościckiego koncertu usłyszeliśmy również piosenki, do których teksty napisali Bogdan Olewicz i Kuba Sienkiewicz, a do których muzykę skomponował Rafał Olbrychski. Na szczególną uwagę zasługują: tytułowe „Katango”, „Losu dwoistość” oraz piosenka „Gdy się znajduje przyjaciela”, tę ostatnią Rafał zaśpiewał (szkoda, ze tylko na płycie) wspólnie z niekwestionowaną Królową Polskiej Piosenki – Marylą Rodowicz.. A sama  płyta przy pierwszym słuchaniu - przyciąga… po kilkukrotnym - zaskakuje, uwodzi i uzależnia…

Za to frekwencyjnie nieźle wypadła najnowsza premiera w Solskim, gdzie także w niedzielny wieczór pokazano na Małej Scenie „Zdążyć przed Panem Bogiem” na podstawie tekstu Hanny Krall w adaptacji i reżyserii Tomasza Piaseckiego,  z udziałem Patrycji Szwarc i Jerzego Ogrodnickiego. Tekst sztuki to autentyczny zapis rozmowy Hanny Krall z Markiem Edelmanem, uczestnikiem powstania w getcie warszawskim, a po wojnie lekarzem i działaczem społecznym. Jest to niezwykle trudna rozmowa, w której, być może nie wprost, postawione zostaje pytanie o sens ludzkiego życia. Sensem życia Marka Edelmana jest wyścig z Bogiem. Zdążyć przed Panem Bogiem, to znaczy uratować czyjeś życie – życie człowieka, który za chwilę zostanie wywieziony do obozu zagłady, lub życie człowieka, który ma chore serce. - Jest to niezwykle trudna rozmowa, bo owo zadanie: uprzedzanie wyroków losu jest przecież niewykonalne, jest jedynie odroczeniem tego, co nieuniknione. Udaje się zdążyć przed Panem Bogiem przecież tylko na chwilkę, na moment – mówi reżyser Tomasz Piasecki. – Jest to niezwykle trudna rozmowa o powstaniu w warszawskim getcie. Edelman nie chce go upiększać ani estetyzować, a pragnie pokazać je takim, jakim było naprawdę.
Zważywszy, iż miała to być ostatnia przed planowanym remontem premiera tarnowskiego teatru, nie pozostaje nic innego, jak tylko opuścić zasłonę miłosiernego milczenia na tzw. całokształt, szczególnie w kontekście aktorskich dokonań Jerzego O. Nie mniej, zważywszy na fakt, iż planowane rozpoczęcie generalnej przebudowy budynku teatru zostało decyzją Prezydenta Tarnowa unieważniającą rozstrzygnięte już przetargi przesunięte w bliżej nie określoną przyszłość, a co podważa wiarygodność i poważne traktowanie się zainteresowanych stron –  jeszcze do całej tej bulwersującej sprawy wrócimy… .


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót

20:39, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 kwietnia 2009

Jeszcze na dobre nie odeszła do lamusa historii tegoroczna Wielkanoc z jej coraz bardziej zanikającymi obrzędami i obyczajami, czego dobitnym przykładem było prawie całkowite śmigusowo – dyngusowe zaniechanie, a już do kulturalnej ofensywy przystąpiły tarnowskie placówki kulturalne. I tak w poświąteczny wtorek 14 kwietnia w Galerii Miejskiej BWA odbyło się kolejne spotkanie w ramach interesującego cyklu edukacyjnego prezentującego najciekawszych polskich artystów. Tym razem z młodzieżą spotkała się przed południem reprezentująca młode pokolenie malarzy i animatorów kultury Pola Dwurnik, założycielka czasopisma „Sekcja” i Galerii „Zakręt”, zaś wieczorem odbył się wernisaż jej prac. W środku tygodnia przypomniał o sobie popadający w coraz większy remontowy zamęt tarnowski teatr, który jeszcze pod starym adresem (już na dniach ulicę Mickiewicza 4 zastąpi Pałac Młodzieży przy Piłsudskiego), zorganizował konferencję prasową poświęconą m.in. tegorocznej, ambitnie planowanej na październik Talii… . Niekwestionowaną gwiazdą tego nieco przedwczesnego briefingu była znakomita warszawska aktorka Barbara Wrzesińska, która zagra główną rolę w tarnowskiej inscenizacji sztuki Johna Patricka „Każdy kocha Opalę”, którą zobaczymy na rozpoczęcie XIII Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii „Talia 2009”. Tradycyjnie już koniec tygodnia to zmasowany atak magistrackich zawiadowców kulturalnych na nasze z naturalnych powodów ograniczone możliwości percepcyjne oraz logistyczne (!). Ten weekendowy wysyp otworzyła ostatnia sesja Akademii Filmowej z powodzeniem działającej w Tarnowskim Centrum Kultury pod „magnificencją” Jerzego Armaty, cenionego krytyka filmowego i publicysty krakowskiej Gazety Wyborczej. Zakończona w piątek 17 kwietnia filmowa edukacja to już trzecia edycja tej wartościowej imprezy, będącej tak naprawdę skondensowanym kursem  z zakresu wiedzy o filmie i sztuce filmowej,  w swoim założeniu skierowanym do kinomanów oraz do tych którzy później zamierzają pogłębić zdobytą wiedzę na uniwersyteckich studiach filmoznawczych, czy w szkołach filmowych. W tym samym dniu w Sali Lustrzanej odbył się również interesujący koncert Estrada Młodych, zorganizowany przez Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna, mający na celu promocję uzdolnionej muzycznie młodzieży, a w którego programie znalazły się m.in. Pieśni Żydów Hiszpańskich i fragmenty „Skrzypka na dachu”. Zgoła odmienną, rozpisaną na piątek i sobotę, propozycję przygotowało Mościckie Centrum Kultury, gdzie odbyło się Party Print, połączone z Międzynarodową Wystawą Plakatu Klubowego. Zaprezentowano na niej  plakaty związane z kulturą klubową lat1995-2009, gromadzone dzięki serwisowi www.partyprint.pl. Wystawa prezentuje nowe trendy obecne we współczesnej grafice użytkowej, świeże spojrzenie projektantów na grafikę i muzykę jako jej inspirację. W bogatym programie imprezy znalazły się także prezentacje okładek płyt winylowych, premiera filmu „Berlin Halling” oraz wspólne muzykowanie  w popularnych tarnowskich klubach „Pretekst” przy Rynku 12 i „HDS” na Placu Łaziennym 11. I na tym koniec dobrych wiadomości. Oto w Wielki Piątek 10 kwietnia zmarł były dyrektor Tarnowskiego Teatru Józef Zbiróg, kierujący naszą sceną w latach 1988 – 1990, tuż po niechlubnym odwołaniu także już śp. Ryszarda Smożewskiego. I znów w Solskim jakby „zapomniano” o odejściu kolejnego dyrektora tej placówki, cenionego łódzkiego aktora teatralnego i filmowego. Aliści my pamiętamy i piszemy o tym obok… .

Nie pisaliśmy jeszcze o tym ale Pegaz z uwagą i rosnącym uznaniem obserwuje ciekawie pomyślany i sprawnie organizowany przez Galerię Miejską BWA pierwszy taki w Tarnowie, cykl edukacyjny „Alfabet polski”,  którego kolejnymi bohaterami są najciekawsi polscy artyści młodego pokolenia. Spotkania z artystami odbywają się w każdy wtorek od 10 III do 30 VI, każdorazowo zakończone otwarciem wystawy prac przywiezionych przez artystów w Galerii Sekcji – przestrzeni specjalnie wydzielonej na czas trwania projektu. Ostatnie takie spotkanie miało miejsce we wtorek 14 kwietnia, a jego gościem specjalnym była Pola Dwurnik (rocznik 1979), niebanalna artystka i animatorka sztuki, córka znanych artystów Edwarda Dwurnika – malarza i Teresy Gierzyńskiej – fotografika. Nic dziwnego, że pomimo stosunkowo młodego wieku z powodzeniem rysuje, maluje, projektuje, ilustruje książki, kręci filmy. To z jej inspiracji powstało pismo artystycznego „Sekcja” i galeria „Zakręt” założona na klatce schodowej Instytutu Historii Sztuki UW, w której debiutowali m.in. Adam-X, Marzena Nowak, Karol Radziszewski. Zainteresowana alternatywnymi sposobami ekspozycji sztuki realizuje projekt „Message from Edie S.” nawiązujący do sztuki poczty, organizuje tajne wystawy. Kontynuacją igrania ze skostniałymi formami architektury wystawienniczej jest otwarta w 2007 r. Apolonia Art Gallery – przenośna, miniaturowa antygaleria, inspirowana domem dla lalek. Perfekcyjnie wykonany plac zabaw do gry w sztukę jest jednocześnie platformą eksperymentu i ważną alternatywą dla polskiej tradycji wystawienniczej.
Zakończeniem tego oryginalnego cyklu będzie powakacyjna wystawa zbiorowa i wydanie publikacji promującej sztukę współczesną w Tarnowie i okolicach. Szczegóły na www.galeria.tarman.pl/sekcja.

Zgoła odmienną alternatywę przygotowuję na czas rozpoczynającej się właśnie dwuletniej traumy remontowej (oby!) Tarnowski Teatr. Otóż przenosi się on do aktualnie rewitalizowanej (ponoć za 1 mln zł wyasygnowany z UM) Sali Teatralnej w pobliskim Pałacu Młodzieży, gdzie planowane jest otwarcie XIII Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii „Talia”. Z tej okazji ma być wystawiona tam sztuka Johana Patricka „Każdy kocha Opanię” z byłą warszawską gwiazdą teatralno – telewizyjną Barbarę Wrzesińską w roli głównej. A oto co powiedziała ona o tym projekcie na zwołanej dość nieoczekiwanie konferencji prasowej w Solskim:  - W pewnym sensie Opala jest radosną, ufną „wariatką”, bo wariactwem nazywa się w Polsce naiwność, a to przecież nic innego jak czystość wewnętrzna, zaufanie do ludzi. (...) Szukałam takiego tekstu – bo mówi on o tym, co mnie boli, a boli mnie, że zamiast rozumu mamy cwaniactwo, zamiast szlachetności – obłudę i hipokryzję i ta sztuka jest właśnie sprzeciwem wobec tego. (...) My w Polsce wolimy się wyśmiewać, niż śmiać. W „Opali” będziemy mieli do czynienia z czystym śmiechem, takim z łezką w oku.  W tarnowskiej inscenizacji sztuki Johna Patricka „Każdy kocha Opalę” zobaczymy obok Barbary Wrzesińskiej (Opala Kronkie) także: Annę Lenczewską, Jerzego Ogrodnickiego, Roberta Żurka, Tomasza Piaseckiego i Andrzeja Popiela. Spektakl wyreżyseruje Jan Tomaszewski, a scenografie przygotuje Tatiana Kwiatkowska.
”Ludzie różnie reagują na zło, które ich otacza i spotyka. Jeden go nienawidzi, inny sięga po karabin, jeszcze inny żyje w poczuciu wiecznej krzywdy albo mu ulega i sam zaczyna czynić zło. Opala ma sposób zupełni wyjątkowy, o czym mówi sama: zło istnieje, ale ja wcale o tym nie chcę słuchać, nie dopuszczam go do siebie i absolutnie nie zamierzam się nad tym zastanawiać (...) To sztuka o tym, że ludzie święci to dziwacy. I chyba nie tylko dlatego, że syrop na kaszel przechowują w butelce po szamponie, a torebki herbaty suszą na sznurku nad piecykiem” - pisał w 2004 roku w „Gazecie Wyborczej” Dariusz Barański, po premierze sztuki „Każdy kocha Opalę” w Gorzowie Wielkopolskim. Czy ta świetna komedia  rozśmieszy również tarnowskich widzów i czy planowana na jesień Talia się odbędzie zobaczymy… .  Póki co, wiosennie ściskamy za to kciuki.

Jak z powyższego wynika Festiwal  Komedii przed nami, a za nami Akademia Filmowa, która w ostatni piątek i sobotę (17 i 18 kwietnia)  właśnie zakończyła swoją działalność.
To już trzecia edycja rozpoczętego we wrześniu 2008 roku cyklu 16 spotkań, projekcji i wykładów (raz w miesiącu – zawsze w piątek i sobotę), prezentujących film polski, jego historię i dorobek prowadzonych przez  znanego krytyka filmowego Jerzego Armatę w Tarnowskim Centrum Kultury.  Przypominamy: w piątek mogliśmy wysłuchać wykładu „Adaptacje literackie – ekranizacja czy bryk?” oraz wziąć udział w projekcji filmu W. J. Hasa „Sanatorium pod klepsydrą”, zaś sobotnie popołudnie poświęcone zostało zawodowi montażysty – zwieńczyło je spotkanie z montażystą Krzysztofem Szpetańskim oraz film K. Kieślowskiego „Krótki film o miłości”.
Doświadczenie poprzednich edycji, które cieszyły się ogromnym zainteresowaniem pokazało, że grono zainteresowanych wykładami było bardzo duże. W pierwszym roku Jerzy Armata, krytyk i dziennikarz, prowadzący wykłady przedstawił historię kina na podstawie analizy gatunków filmowych. W drugim roku uczestnicy mogli poznać dorobek światowej kinematografii poznając sylwetki wybitnych twórców kina światowego. W kolejnej edycji nadszedł czas na przybliżenie polskiej kinematografii, jej historii i dorobku, zarówno w aspekcie historycznym jak i współczesnym. Dodatkowym elementem wprowadzonym w tym roku, są spotkania z twórcami, a gośćmi sobotnich spotkań przedstawiających zawody filmowe byli m.in.: Jacek Lipski – producent, Cezary Harasimowicz – scenarzysta, Jerzy Stuhr – reżyser, Adam Sikora – operator, Lech Majewski – reżyser, operator, Marek Sołek – kaskader, Zygmunt Konieczny – kompozytor, Ryszard Melliwa – scenograf.
- ”Kończąc cykl spotkań Akademii filmowej 3 – film polski, mam nadzieję że był on okazją do zapoznania się z naszą rodzimą kinematografią, do spojrzenia na film jako dzieło na którego kształt i wyraz składa się praca wielu ludzi, a spojrzeć można na niego z wielu stron” - podsumowała cykl Anna Grygiel z TCK. Gratulujemy i życzymy kolejnych udanych imprez.

Również do młodych, tym razem melomanów, skierowana była piątkowa propozycja Centrum Paderewskiego, które zorganizowało w Sali Lustrzanej Estradę Młodych. Czyli koncert wokalny w ramach cyklu służącego promocji młodych, utalentowanych muzyków, nie tylko artystów tarnowskich, ale także ich utalentowanych kolegów z innych ośrodków muzycznych. W koncercie wystąpili uczniowie oraz absolwenci Zespołu Szkół Muzycznych im. J. I. Paderewskiego w Tarnowie.  Oto szczegóły tego wyjątkowego koncertu, podczas którego mogliśmy wysłuchać: „Pieśni Sefardyjskich” i „Pieśni hiszpańskich Żydów”  w wykonaniu: Justyny Mucha (mezzosopran), Katarzyny Chrobak (wiolonczela), Joanny Ważnej-Pociask (flet), Moniki Zębaty (gitara), i Tomasza Bieleckiego (instrumenty perkusyjne); Tria akordeonowego – utworów „Motion Trio” zagranych przez  Łukasza Cebulę, Wiesława Ochwata i Pawła Kusiona; J. Milton i U. Sher „Don’t Forget Tonight Tomorrow”  wykonanych przez Tomasza Kumięgę (tenor) i Orkiestrę Smyczkową pod dyrekcją Agnieszki Stańczyk; N. Brodski „By my love” (Tomasz Kumięga (tenor), Maria Jędrzejowska (mezzosopran) i Orkiestra Smyczkowa pod dyrekcją Agnieszki Stańczyk; J. Bock – „Skrzypka na dachu” –  którego fragmenty wykonał Zespół Wokalny (klasy śpiewu solowego), Orkiestra smyczkowa pod dyrekcją Agnieszki Stańczyk oraz w „Matschmaker”.

Kultura klubowa odgrywa coraz większą rolę w życiu młodych ludzi i skupia wokół siebie środowiska twórcze. Jednym z jej ważniejszych elementów na przełomie ostatniego dziesięciolecia stała się grafika. Różnorodność przedsięwzięć i stylów muzycznych, otwarty charakter społeczności klubowych, spontaniczność i kreatywność złożyły się na powstanie nowego zjawiska jakim jest plakat klubowy. Międzynarodowa Wystawa Plakatu Klubowego Party Print prezentuje plakaty związane z kulturą klubową w latach 1995-2009, gromadzone dzięki serwisowi www.partyprint.pl. Wystawa prezentuje nowe trendy obecne we współczesnej grafice użytkowej, świeże spojrzenie projektantów na grafikę i muzykę jako inspirację. Jest również swoistym autoportretem kulturowym młodego pokolenia. Właśnie w dniach 17-18 kwietnia w Mościckim Centrum Kultury zostaną zaprezentowane dzieła artystów polskich i zagranicznych a także naszych rodzimych, tarnowskich twórców z tej dziedziny. By jeszcze lepiej przybliżyć to, jak wielki wpływ ma muzyka na grafikę a grafika na muzykę, MCK zaplanowało również kolekcjonerską wystawę okładek płyt winylowych z całego świata oraz oprawę muzyczną przygotowaną przez najlepszych polskich i tarnowskich dj-ów, muzyków i grafików takich jak Dj Mono (Łódź), grupa WOOHOO (Tarnów) w składzie kh (gramofony) i malvina (sax) , vj Alicja Saar, grupa Mystic Root Vibes w składzie Jok i Jaman a także perkusjonista IGUA. To jednak nie jedyne propozycje...
Dla chętnych zgłębienia kultury klubowej przewidziano m.in. polska przedpremierę filmu “Berling Calling” , która zaprezentowano w sobotę w hallu głównym Mościckiego Centrum Kultury. Dopełnieniem wystawy były dwie imprezy klubowe przygotowane we współpracy z dwoma tarnowskimi klubami Pretekst i HDS. Warto tu podkreślić sobotnią imprezę w klubie HDS, w której główną atrakcją stał się występ live czołowego polskiego producenta światowej skali Marcina Czubaly.

Ryszard Zaprzałka

By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót


08:07, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 11 kwietnia 2009

Miniony tydzień zdominowało nasze życie, w tym także to kulturalne, Triduum Paschalne czyli trzy niezwykle ważne w kalendarzu chrześcijan dni. Ten bezpośrednio poprzedzający Wielkanoc czas tradycyjnie wyznaczają: skupienie, cisza i refleksja… . W Tarnowie poprzedziło je otwierające Wielki Tydzień ogólnodiecezjalne spotkanie młodych chrześcijan, którzy w liczbie ponad tysiąca obchodzili w Niedzielę Palmową  Światowy Dzień Młodzieży. Najpierw wszyscy przeszli w radosnej drodze krzyżowej spod klasztoru sióstr karmelitanek głównymi ulicami miasta do katedry, gdzie odbyła się z udziałem biskupa miejsca uroczysta msza święta połączona z tradycyjnym święceniem palm, a potem na Rynku podjęto uczestników ŚDM skromną agapą, podczas której Fundacja Kromka Chleba serwowała żurek, zaś potem niczym na ulicach Jerozolimy koncertowano, pląsano i śpiewano hosanna… .  Kolejnym akcentem tego wyjątkowego tygodnia była środowa droga krzyżowa wokół Starówki, która rozpoczęła się o godzinie 20 gromadząc prawdziwe tłumy tarnowian. W tzw. międzyczasie, we czwartek  w galerii „Paleta” Związku Nauczycielstwa Polskiego przy ul. Piłsudskiego odbył się wernisaż wystawy osób uczęszczających na zajęcia do Pracowni Artystycznej dla Dorosłych, działającej po sąsiedzku przy Pałacu Młodzieży. Właściwe Triduum rozpoczęło się mszą w Wielki Czwartek, podczas której wspominano Ostatnią Wieczerzę, kiedy to Chrystus ustanowił kapłaństwo i eucharystię. W tym dniu zaczął się okres ciszy w kościołach. W czasie hymnu „Chwała na wysokości” jeszcze biły dzwony, ale zaraz po nim zamilkły aż do soboty. Ucichły także organy, nabożeństwom towarzyszył od tej pory dźwięk drewnianych kołatek. Kluczowym momentem czwartkowej mszy świętej był obrzęd, podczas którego celebrujący uroczystość kapłan, biskup, kardynał, a nawet papież – obmywał wodą stopy 12 mężczyznom na znak pokory, z jaką Chrystus podczas Ostatniej Wieczerzy umył nogi 12 apostołom. Symbolika twej przejmującej ceremonii wywodzi się ze starożytności, kiedy to słudzy myli stopy powracającym do domu panom, okazując im w ten sposób oddanie i cześć… . W Wielki Piątek, jedyny raz w roku, nie sprawuje się mszy świętej. W tym dniu po raz ostatni odprawiono drogę krzyżową, był to też dzień postu, można było zjeść maksymalnie dwa lekkie posiłki i jeden do syta, absolutnie nie spożywa się w tym dniu mięsa. Koniec Triduum przypada w sobotę wieczorem lub niedzielę rano, kiedy odbywają się uroczyste procesje rezurekcyjne. Podczas nich na powrót rozbrzmiewają organy i biją dzwony, rozpoczyna się Wielkanoc… czyli dwudniowe zgoła niechrześcijańskie powszechne biesiadowanie i dyngusowanie. To również dobra pora aby wychynąć za opłotki Tarnowa, co też z Pegazem uczyniliśmy zaglądając wiosennie do urokliwych dworków w Dołędze i Kąśnej Dolnej.

O tym, że święta potraktowano w naszym magistracie poważnie najlepiej świadczą ułożone na sianie ogromne kolorowe pisanki umieszczone w koszach wiklinowych, jakie pojawiły się na tarnowskim Rynku. - Dekoracja ma przypominać, że święta to czas radości i nadziei - mówi Maria Zawada Bilik z wydziału marki miasta.. Wikliną udekorowane zostały także cztery latarnie, stojące na głównym placu miasta. Wokół nich są informacje o zwyczajach wielkanocnych. Urząd Miasta Tarnowa drugi raz nie wysyłał kartek świątecznych, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze otrzymać ma Tarnowskie Stowarzyszenie na Rzecz Dzieci Autystycznych.. O świątecznym imiczu nie zapomnieli także tarnowscy strażacy, którzy przed swoją siedzibą przy ulicy Klikowskiej zainstalowali całą króliczą rodzinkę, Dokładnie sześć dużych rozmiarów królików w świątecznych strojach. Są one dużą atrakcją szczególnie dla najmłodszych mieszkańców Tarnowa. Także wielu dorosłych przechodniów zatrzymuje się i robi pamiątkowe wielkanocne sesje zdjęciowe.

A od zdjęć tylko krok do obrazów, szczególnie jeśli ma się na malarskie pasje czas. A tego najwięcej mają emeryci. Oto w galerii „Paleta” Związku Nauczycielstwa Polskiego przy ul. Piłsudskiego odbył się w czwartek wernisaż wystawy osób uczęszczających na zajęcia do Pracowni Artystycznej dla Dorosłych, działającej po sąsiedzku przy Pałacu Młodzieży. To już druga tego typu wystawa, podsumowująca dorobek osób uczęszczających do pracowni artystycznej w Pałacu Młodzieży. Pracownia działa od listopada 2006r. w formie warsztatów plastycznych. Zajęcia z malarstwa prowadzi Stanisława Kumorek, a zajęcia ze sztuki użytkowej Małgorzata Kądziela. - Nasze zajęcia skierowane są głównie do osób starszych, będących na rencie i emeryturze, ale uczestniczą w nich także osoby aktywne zawodowo a nawet studenci - mówi Stanisława Kumorek, plastyk w tarnowskim Pałacu Młodzieży. Do pracowni artystycznej dla dorosłych uczęszczają m.in. członkowie sekcji emerytów i rencistów działającej przy ZNP. Dodajmy, że zajęcia odbywają się raz w tygodniu, w poniedziałki, w godzinach od 9 do 14. Obecnie uczestnicy pracowni chcą pochwalić się swoimi pracami, które wykonali na zajęciach od września. Przygotowali z tej okazji wystawę, której wernisaż odbył się w Wielki  Czwartek, o godz. 16, w Klubie Nauczyciela przy ul. Piłsudskiego 24. Swoje prace pokazało tam 19 twórców, z których każdy  zaprezentował trzy obrazy swojego autorstwa. Jednym z nich jest Alicja Klich. Na wystawę przygotowała swoje impresje malarstwa Moneta. - Bardzo lubię impresjonistów i wszystko co z nimi związane, jestem zafascynowana światłem na obrazach Moneta – dywagowała pani Alicja, która maluje dopiero od czterech lat, a swoje pasje malarskie odkryła na emeryturze. Na co dzień jest przewodniczącą sekcji emerytów i rencistów ZNP. - Zachęcam wszystkich emerytów, aby rozwijali swoje pasje i umiejętności w tym zakresie – konkluduje i dodaje. - Malowanie w moim przypadku to bardzo pożyteczne zajęcie, łagodzi stresy, jest przydatne dla zdrowia fizycznego i psychicznego. Jest też odskocznią dla samotności.

Cywilizacyjne stresy łagodzi również kontakt z matka ziemią, lub jak kto woli naturą, o co najłatwiej wyjeżdżając z Tarnowa na przykład do Dołęgi koło Szczurowej, gdzie nad Wisłą znajduje się uroczy szlachecki, prawdziwie polski dworek, będący oddziałem naszego Muzeum Okręgowego. To XIX-wieczny budynek drewniany, pierwotnie modrzewiowy, pokryty pobielonym tynkiem. Zbudowany na planie podkowy z dachem dwuspadowym, gontowym. Od strony frontowej ma ganek oparty na dwóch filarach. Dwór otoczony jest parkiem o powierzchni 1,8 ha, w którym przeważają drzewa liściaste. Za sadem okazały spichlerz przeniesiony w 1982 r. z dawnego folwarku Sanguszków w Czyszowie To właśnie do Dołęgi się na letnie wywczasy XIX - wieczna krakowska bohema artystyczna, ze Stanisławem Wyspiańskim na czele. Bywali w Dołędze m.in. wybitny pisarz Ignacy Maciejewski „Sewer” i znany podróżnik prof. Michał Siedlecki. Dwór związany jest z działalnością niepodległościową w okresie Powstania Styczniowego. W 1973 roku ostatnia jego właścicielka, Jadwiga Tumidajska  z Wolskich przekazała obiekt państwu z przeznaczeniem na muzeum, co nastąpiło to we wrześniu 1981 roku. Z kolei pamiętnik spisany przez  siedemnastoletnią Marię Pikuzińską, a dotyczący rabacji chłopskiej w roku 1846, a więc związany z początkami istnienia dworu w Dołędze, stał się podstawą scenariusza spektaklu teatralnego autorstwa ówczesnego kustosza placówki Krzysztofa Nowaka, który wystawił w Dołędze Teatr im. Ludwika Solskiego w Tarnowie. Jego reżyser Ryszard Smożewski dowożonych autobusami z Tarnowa widzów na granicy ówczesnych zaborów dosłownie porywał, i konwojowanych na chłopskich wozach przez austriackich żandarmów dowoził do dworu, gdzie odbywał się ciąg dalszy spektaklu. Dla wielu widzów było to wręcz ekstremalne przeżycie, bowiem przedstawienie grane było zimą, a widzowie nie byli uprzedzani o czekających ich atrakcjach. 
Poza podstawową funkcją merytoryczną, którą jest udostępnianie zbiorów muzealnych zwiedzającym – Muzeum z powodzeniem kontynuuje działania mające na celu ciągłe uatrakcyjnianie i popularyzowanie obiektu, jak również ożywianie, a zarazem wykorzystanie zabytkowych wnętrz. Realizowana jest tutaj od lat  z dużym powodzeniem funkcja dydaktyczna. Prowadzone są we wnętrzach Dworu muzealne lekcje historii, jak również lekcje historii literatury polskiej przeznaczone dla młodzieży szkół podstawowych i średnich. Organizowane są także plenery malarskie. Owocna  jest współpraca z radiem oraz telewizją. Od 12 lat zrosły się z dołęskim Muzeum cykliczne koncerty muzyki klasycznej. Cieszą  się one niesłabnącym powodzeniem, o czym świadczy zawsze zapełniona sala koncertowa. Mają one stałych słuchaczy również z Krakowa, Tarnowa, Bochni i Brzeska. Właśnie niedawno, bo w sobotę 28 kwietnia odbył się w Dołędze jubileuszowy pięćdziesiąty taki koncert. Uświetnił go znany Zespół Kameralny MAES-TRIO. To jeden z najbardziej rozpoznawalnych i utytułowanych zespołów kameralnych w Polsce. Grupa występuje w stałym składzie: 
Marzena Mikuła-Drabek - założycielka zespołu, pianistka, kompozytorka, autorka wszystkich aranżacji wykonywanych utworów. Autorka muzyki do ponad 50 przedstawień teatralnych. Za instrumentacje ballad Bułata Okudżawy otrzymała Złotą Maskę;
Jacek Gros - pierwszy skrzypek i solista orkiestry Teatru Rozrywki w Chorzowie. Odtwórca tytułowej roli w „Skrzypku na dachu”. W swoim dorobku artystycznym posiada kilka nagrań płytowych, m.in. „Ordonka”, „Krzyk”, „Dyzma”. Zajmuje się również kompozycją i aranżacją;  Dariusz Kasperek - jedyny w Polsce klarnecista, który otrzymał Złotą Płytę. Współpracuje m.in. z Filharmonią Śląską i Opolską, NOSPR-em oraz śląskimi teatrami muzycznymi. Brał udział w nagraniu kilkunastu płyt. W programie prowadzonego przez Jacka Woleńskiego koncertu znalazły się między innymi takie utwory jak: „Nad pięknym, modrym Dunajem” J. Straussa, „Czardasz” V. Montiego. Sporo było również muzyki filmowej, w tym na przykład tytułowa piosenka z filmu „Singing in the rain”, czy też przepiękna melodia „Lara’s Theme” z filmu „Doctor Zhivago”. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy najbliższy  taki koncert kameralny planowany jest na miesiąc czerwiec i prawdopodobnie będziemy mieli okazję posłuchać kwartetu gitar klasycznych.

Z Powiśla Dąbrowskiego warto przemieścić się (wstając od świątecznego stołu) na Pogórze Ciężkowickie, gdzie znajduje się jedyna tak zachowana rezydencja wybitnego polityka, a przede wszystko genialnego pianisty i kompozytora Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. Tą prawdziwą Mekką melomanów z całej dosłownie Polski (szczególnie latem) zarządza  od lat dyrektor  Krystyna Szymańska, z powodzeniem realizuje kolejne plany inwestycyjne w otoczonym pięknym parkiem dworku mistrza Paderewskiego. Właśnie trwają starania o budowę oficyny północnej, w której znajdzie się baza hotelowa. - Okres zimowo - wiosenny, to czas na realizację projektów, artystycznych i inwestycyjnych. To jest dla nas zwykle gorący czas, ponieważ ogłoszono nabór wniosków i można liczyć na dofinansowanie z UE i to chcemy wykorzystać. Warto przypomnieć, że już z unijnych pieniędzy zrealizowaliśmy gruntowny remont dworu, łącznie z osuszeniem, wymianą pokrycia dachowego. Aktualnie przygotowujemy kartę projektu na nowe przedsięwzięcie, które mam nadzieję, pomoże w tym, byśmy się stali znaczącym obiektem turystycznym, co pomoże w samofinansowaniu się. W tej chwili, polityka kulturalna w państwie, jej środek ciężkości jest skierowany na samofinansowanie. Dyrektorzy mają sami zorganizować pieniądze na to by działać – mówi o swoich dokonaniach dyrektor Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna.  I dodaje - Nie pozostaje nic innego jak wymyślić sposób na zarabianie pieniędzy. W grę wchodzi odbudowa oficyny północnej, w której znajdowałaby się baza gastronomiczna. Dwór historycznie otoczony był dwiema oficynami, oficyna północna służyła za mieszkanie dla obsługi dworu. -Będziemy walczyć o środki na odbudowanie tej oficyny, zwiększy to bazę noclegową i pozwoli stworzyć węzeł gastronomiczny, który z całą pewnością zwiększy nasze walory jako bazy turystycznej. Będziemy mogli przyjmować wycieczki autokarowe, więc nasza oferta pojawi się w biurach podróży. W tej chwili jest to uniemożliwione, bo nie jesteśmy wstanie przenocować większej grupy.  Inwestycja ma kosztować około 3 mln zł i może być zrealizowana w ciągu dwóch lat. Projekt, który powstaje na bazie dostępnej ikonografii, map z 1846 z całą pewnością nawiąże do oficyny historycznej.

Ale to nie koniec dobrych wiadomości z Kąśnej. Oto bowiem radni powiatu tarnowskiego chcą nadać imię Anny Knapik nowej Sali Koncertowej, aktualnie rewitalizowanej z dawnej dworskiej stodoły, co było ideą fix twórczyni muzycznej potęgi Kąśnej Dolnej. Przypomnijmy, iż to właśnie zdecydowanie przedwcześnie odeszła śp. Ania (25 lutego minęła szósta już rocznica jej śmierci), przez 11 lat swojego zarządzania posiadłością mistrza Paderewskiego doprowadziła do jej prawdziwego muzycznego rozkwitu. To dzięki niej odbywają się tam do dziś znane szeroko w świecie muzycznym, prestiżowe festiwale muzyki kameralnej, takie jak „Bravo Maestro” i „Muzyczne Spotkania u Paderewskiego” czy  „Tydzień Talentów”, będącym nierzadko trampoliną do wielkich karier, by wspomnieć tylko te najważniejsze. To bardzo dobrze, że wreszcie coś się w tej sprawie dzieje. Nie mniej Pegaz nadal (jak na razie to głos wołającego na puszczy) będzie orędował za ufundowaniem i wmurowaniem na frontonie dworku najskromniejszej bodaj tablicy pamiątkowej poświęconej Annie Knapik. Co daj Boże najrychlej! Amen.

Ryszard Zaprzałka

By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót


09:08, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009

Właśnie rozpoczyna się Wielki Tydzień, a wraz nim czas tradycyjnych misteriów pasyjnych, z których wiele to prawdziwe wydarzenia kulturalne, ale nie to jest w nich najważniejsze. To naturalny dla katolików czas wyciszenia i medytacyjnej zadumy nad sobą i światem, pogłębionej refleksji nad miejscem, w którym jesteśmy tu i teraz oraz celem, do którego zmierzamy, bardziej lub mniej świadomie. To w jakimś stopniu tłumaczy niemal całkowity uwiąd tzw. życia kulturalnego. Tak przynajmniej od lat dzieje się w naszym galicyjskim miasteczku, w którym nawet porządnego widowiska pasyjnego nie ma kto zorganizować, o jakiejkolwiek wystawie lub koncercie w tym wyjątkowym tygodniu nie wspominając. No może z jednym wyjątkiem – oryginalnego projektu „Drzewo” opartego na ewangelicznych wydarzeniach Męki Pańskiej, a zrealizowanego w tym roku w tarnowskim Zakładzie Karnym przez ciągle alternatywny i ponownie bezdomny Teatr Nie Teraz, ale o tym piszemy oddzielnie. Z tym większą satysfakcją odnotujmy to, co udało się naszym zawiadowcom kulturalnym w ubiegłym tygodniu upichcić. I tak od 2 kwietnia w Tarnowskim Centrum Kultury oglądać można interesującą dubeltową ekspozycję fotograficzną, będącą artystycznym zapisem podróży do Maroka i Tybetu, a mianowicie „Harira” Anny Marii Pasek i „Tybet. Klejnot w lotosie” Izabeli Janeckiej. Tradycyjnie wysoki poziom utrzymuje prywatna Galeria Sztuki „Hortar”, gdzie w czwartek otwarto także podwójną wystawę malarstwa Aleksandra Dymitrowicza i rzeźby Stanisława Wysockiego, które to wydarzenie szczegółowo relacjonujemy obok. Koniec tygodnia to przede wszystkim sobotnia ogólnopolska zbiórka krwi dla dzieci pod hasłem "MOTOSERCE - KREW DAREM ŻYCIA, PODZIEL SIĘ NIM" zorganizowana na Rynku  m.in. przez Polski Czerwony Krzyż i Tarnowską Konfederacją Motocyklistów „Watacha", której tyleż uroczysta co głośna parada wokół Ratusza z Prezydentem Miasta na czele zainaugurowała bogaty blok imprez towarzyszących tej serdecznej akcji. Przed południem wystąpił m.in. tarnowski teatr z programem dla dzieci, zaś po nim miał wystąpić chór Gos.pl., ale choć zapowiadany nie wystąpił z powodów, jak się z Pegazem dowiedzieliśmy braku finansowego porozumienia z Urzędem Miasta, a wieczorem zagrali: 6.02 i Awatis oraz Anakonda. Również w sobotę niezmordowana w judymowym zapale Krystyna Drozd zaprezentowała wczesnym popołudniem w Solskim wraz z Tarnowską Konfraternią Artystyczną kolejną już 64 edycję cyklicznych spotkań „Na skrzydłach po drabinie”, tym razem poświeconych głównie poetyckiej twórczości Jana Pawła II i Leopolda Staffa. Także w sobotę, 4 kwietnia, miała miejsce w tarnowskim teatrze najnowsza premiera „Rozmów z katem” Kazimierza Mocarskiego, inaugurująca nową scenę Proscenium. Tak wybór sztuki, jak i jej tarnowski „oprawca” w osobie dyrektora Edwarda Żentary (skąd inąd świetny aktorsko) wzbudziły spore kontrowersje, wszak ten literacki trup napisany przed laty na zamówienie komunistycznych decydentów, teraz wyjęto z historycznego lamusa chyba tylko po to, aby aktualny dyrektor teatru, reżyser i aktor w jednej osobie mógł po raz kolejny się popisać. Przypomnijmy, iż to już trzecia pozycja (na pięć premier w tym sezonie) w tarnowskim dorobku Edwarda Żentary, a jak wiadomo nic tak nie wpływa negatywnie na morale i siłę rażenia zespołu oraz ogólną kondycję artystyczną, jak zbyt często reżyserujący i grający dyrektor teatru.

Ale wróćmy do początku tygodnia i miesiąca. Od środy 1 kwietnia Tarnowskie Centrum Kultury zaprasza do swojej galerii na fotograficzną podróż do Maroka i Tybetu. Wszystko to za sprawą dwóch wystaw – „Harira” Anny Marii Pasek oraz „Tybet. Klejnot w lotosie” Izabeli Janeckiej.
Pierwsza z autorek jest absolwentką tarnowskiego Liceum Sztuk Plastycznych oraz Akademii Sztuk Pięknych w Poznaniu, pracuje w Muzeum Regionalnym w Dębicy. Dotychczas prezentowała swoje fotografie na dwóch wystawach - „Szuflada w widnokręgu”, w galerii Pałac w Tarnowie w roku 2000 oraz „Barwy światła” w Mościckiej Fundacji Kultury w roku 2001.
- Nasza podroż przez Maroko w znacznej części przypadła na okres Ramadanu. Tradycja religii muzułmańskiej nakazuje wówczas post od wschodu do zachodu słońca. Jest to czas dziwnego odrętwienia, oszczędzania energii i oczekiwania na zachód słońca i sycącą harirę - tradycyjną bardzo gęstą zupę podawaną z daktylami. Bogata w swe odżywcze walory ma poniekąd regenerować organizm po całodziennym poście, toteż jest w niej właściwie wszystko – mówi o swojej podróży po Maroku Anna Maria Pasek. - Ta różnorodność składników i smaków doskonale pasują jako metafora spinająca ten cykl, o nieco reporterskim charakterze. Jednak nie jest to reportaż dynamiczny, nie ma w nim pogoni za niezwykłymi momentami. Zależało mi na tym, by mechanizm postrzegania przestroić na afrykańskie poczucie czasu, które w Maroku już wyraźnie się rysuje.

Izabela Janecka z kolei, jest absolwentką wydziału Inżynierii Środowiska na Politechnice Warszawskiej, zawodowo zajmuje się zagadnieniami związanymi z ochroną środowiska. Jej podróż do Tybetu uwieczniona została na 52 fotografiach, które zostaną zaprezentowane w oprawie muzyki z tego regionu. - Fotografią zainteresowałam się stosunkowo niedawno i wypłynęło to z mojej fascynacji Tybetem. W kwietniu 2007 roku odbyłam podróż na Dach Świata, jak określa się Tybet. Znalazłam się w świecie marzeń, oderwana od materializmu, monotonii i pośpiechu własnego życia. W świecie, w którym największe znaczenie ma duchowość, harmonia i szczerość. W miejscu, którego surowy, niemalże pustynny klimat warunkuje przetrwanie najsilniejszych. W świecie, w którym religia jest sposobem na życie. Zauważyłam, że za pośrednictwem zdjęć można opowiedzieć historie mieszkających tam ludzi i ich kraju. I to właśnie postanowiłam zrobić – opowiada o swoich pracach autorka. - Zachwyciło mnie, jak uchwycone przez migawkę, początkowo nieistotne scenki zmieniają się w obraz, by stworzyć barwną opowieść o Tybecie. Uwierzyłam, że przez przyjemne dla oka obrazy i ciekawy komentarz do każdego z nich mogę poruszyć sprawy ważne. Mogę zwrócić uwagę odbiorcy na trudną sytuację Tybetu i los jego mieszkańców.

Koniec tygodnia to przede wszystkim sobotnia ogólnopolska zbiórka krwi dla dzieci pod hasłem „MOTOSERCE - KREW DAREM ŻYCIA, PODZIEL SIĘ NIM. Pomysłodawcą i organizatorem akcji  są motocykliści zrzeszeni w Kongresie Polskich Klubów Motocyklowych.   Współorganizatorem Akcji jest Polski Czerwony Krzyż. Zarząd Rejonowy PCK dla Powiatu Grodzkiego w Tarnowie, które działając z Klubem Krwiodawców Azoty i Tarnowską Konfederacją Motocyklistów "Watacha" przyłączyły się do tej szlachetnej idei.
Punkt krwiodawstwa czynny był w godzinach od 9:00-14:00 w holu Tarnowskiego Centrum Kultury, Rynek 5. Zaś imprezy towarzyszące akcji  rozpoczęły się od parady czerwonokrzyskiej motocykli i innych pojazdów ulicami miasta, a następnie uroczystym wjazdem na płytę Rynku. Po oficjalnej części, którą wypełnił głównie  Prezydent Ryszard Ścigała, wystąpił tarnowski teatr z programem dla dzieci, a po nim chór Gos.pl. Na zakończenie pierwszej części, którą poprowadził Krzysztof Borowiec, znany dziennikarz muzyczny i nasz współpracownik, zagrała młodzież z Zespołu Szkół Technicznych w Tarnowie-Mościcach. Po tarnowskim i ogólnopolskim podsumowaniu akcji odbył się muzyczny  finał  będący artystycznym „podziękowaniem dla dawców krwi". O godzinie 19:00 wystąpi: 6:02, następnie  Awaits, a na deser gwiazda wieczoru ANACONDA.

Niejako równolegle odbyło się w teatrze (sobota, godzina 16) kolejne, 64. spotkanie z cyklu „Na skrzydłach, po drabinie” zharmonizowane z ciszą, powagą, zadumą i refleksją, jakie towarzyszą oczekiwaniu Wielkiej Nocy, jak anonsowała swoją imprezę główna animatorka tych spotkań Krystyna Drozd. - Nieprzypadkowo więc słowo i muzyka, zatrzymują nas w czasie i rytmie dlań właściwym, byśmy mogli wsłuchać się w innych, pozostawiając, niejako na uboczu, nasze codzienne zabieganie. Poezji Jana Pawła II, Leopolda Staffa oraz wierszom Krystyny z Lizoniów Aleksander towarzyszyły frazy dźwięków młodych tarnowskich pianistów:  Michała Chrobaka i Michała Krysy oraz Kwartetu Klarnetowego w składzie Dominik Chrobak, Michał Szarek, Janusz Słowik oraz Sebastian Kądzielawa. To niezwykłe, integrujące normalnych zjadaczy chleba ze sprawnymi inaczej spotkanie zaszczycili goście specjalni: Krzysztof Drwal z Podopiecznymi Stowarzyszenia „Ich Lepsze Jutro”, ks. bp Wiesław Lechowicz, Antoni Sypek - Przewodniczący Rady Kultury, Sławomir Kolasiński – Skarbnik Urzędu Miasta Tarnowa i Ryszard Żądło – Przewodniczący Rady Miejskiej w Tarnowie.

Ten przedświąteczny tydzień zakończyła kolejna premiera w Solskim, gdzie także w sobotę o godzinie 19 dano „Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego. Reżyserem ;przestawienia jest dyrektor teatru Edward Żentara, grający również główną rolę generała SS Jurgena Stroopa. Obok niego występują jeszcze Tomasz Piasecki – autor adaptacji, scenografii i opracowania muzycznego oraz Patrycja Szwarc – sędzia i Ryszard Adamiak – strażnik.

„Rozmowy z katem” Kazimierza Moczarskiego to klasyczna literatura faktu. Ukazała się po raz pierwszy w latach 1972-1974 w miesięczniku Odra, następnie jako książka, Rozmowy zostały wydane w 1975 (w niepełnej wersji). Wersja pełna i nieocenzurowana ukazała się po raz pierwszy w roku 1992 nakładem PWN. Książka ta stanowi dokumentalną i rzetelną relację, posiadającą cechy studium socjologicznego i psychologicznego. W roku 1949 Kazimierz Moczarski  (pseud. „Maurycy", „Rafał"), dziennikarz, prawnik z wykształcenia, żołnierz Armii Krajowej randze kapitana, został osadzony przez władze komunistyczne wraz ze zbrodniarzem, wysokiej rangi oficerem SS Jürgenem Stroopem w jednej celi więzienia mokotowskiego w Warszawie, gdzie wspólnie spędzili aż dziewięć miesięcy. Stroop (m.in. likwidator getta warszawskiego podczas jego powstania w 1943, odpowiedzialny za śmierć dziesiątków tysięcy ludzi) został skazany na karę śmierci, której wykonania oczekiwał w tej właśnie celi. Prawdopodobnie umieszczając Moczarskiego ze zbrodniarzem władzom komunistycznym chodziło o złamanie psychiki polskiego bohatera wojennego i działacza AK. Wraz z nimi wyrok odbywał Schielke, niemiecki policjant. To wydarzenie sprowokowało Moczarskiego do stworzenia portretu osobowości hitlerowca, opisu jego życia i kariery oraz napisania książki o mechanizmach działania i rozwoju nazizmu.

Uwagę zwraca niezwykła pamięć Moczarskiego, który spisując rękopis tuż po wyjściu z więzienia w 1956, pamiętał wiele szczegółów z pobytu, takich jak rozmowy, gesty czy reakcje współwięźniów. Sam autor podejrzewał, że pamięć spowodowana była niezwykłym napięciem okresu wyczekiwania na wykonanie na nim wyroku śmierci. Przed opublikowaniem Rozmów wszystkie fakty w nich zawarte, w miarę możliwości, zostały przez autora potwierdzone. Moczarski miał dostęp do niektórych świadków opisanych zdarzeń, oraz do stenogramów i dokumentów procesowych polskich i amerykańskich.

Pegaz przypomina, iż w 2007 roku Teatr Telewizji wyemitował adaptację „Rozmów z katem” w reżyserii Macieja Englerta, w których  rolę  Jürgena Stroopa kreował sam Piotr Fronczewski, zaś w postać Kazimierza Mocarskiego wcielił się tarnowianin Andrzej Zieliński, rozpoczynający swoją aktorską karierę u nas, na deskach sceny przy ulicy A. Mickiewicza.

Ale "Rozmowy z katem"  - jak napisał autor adaptacji Tomasz Piasecki, to także świadectwo niezłomności człowieka w obliczu totalitaryzmu. Moczarski został uwięziony przez stalinowski reżim, a podczas całego pobytu w jednej celi ze Stroopem był nieludzko torturowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Przez komunistyczny sąd Moczarski skazany został na 10 lat i na karę śmierci, którą potem zmieniono mu na dożywocie, informując go o tym fakcie dopiero po 15 miesiącach. Widz oglądając "Rozmowy z katem" nie może cofnąć się przed sądem moralnym, nie może nie potępić Stroopa i nie podziwiać nieugiętego ducha Moczarskiego. Jednocześnie jednak "Rozmowy z katem" dają nam wgląd w psychologiczne mechanizmy zła. Okazuje się, że zło - nawet to najbardziej okrutne jesteśmy sobie w stanie wytłumaczyć, zracjonalizować: człowiek jest produktem swoich czasów i swojego środowiska. I ta racjonalizacja mogłaby być drogą ku usprawiedliwieniu, gdyby nie fakt, że ktoś potrafi się złu przeciwstawić. Ci, którzy dokonują słusznych wyborów moralnych - tak jak Moczarski - pokazują nam, że nie jesteśmy skazani na determinizm zła, lecz jesteśmy wolni. Tylko dzięki dobru wiemy, że zła nie można usprawiedliwić (co nie znaczy, że nie można go przebaczyć - to jednak zupełnie inny temat). W roku 1956 Kazmierz Moczarski został w pełni zrehabilitowany wyrokiem sądu, który stwierdzał: "Dobre imię polskiego podziemia okupacyjnego, które w swej masie nie zhańbiło się żadną kolaboracją [.], i którego na swoim odcinku i swoim zakresie okupacyjnej działalności, przez wiele lat pobytu w więzieniu z budzącym szacunek uporem i hartem ducha bronił Kazimierz Moczarski, zostało zrehabilitowane.

Szkoda, że te literackie dywagacje w niczym nie uzasadniają powodów, dla których zaserwowano nam do zjedzenia tę mocno nie świeżą żabę właśnie teraz…

Ryszard Zaprzałka

By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót


09:29, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: