RSS
piątek, 25 kwietnia 2008

Nareszcie wiosna nastała, jak należy, więc i nasze kulturalne życie nabiera nowych barw. O narastającym skandalu wokół odwołania starego i powołania nowego dyrektora tarnowskiej sceny dywagujemy w kolejnym już tekście pióra Łukasza Wilczury, wobec czego stonujmy wibrujące emocje i ambicje zaglądając do dawno już przez Pegaza nieodwiedzanego Muzeum Etnograficznego. A obejrzeć tam można interesującą wystawę ponad 200 rzeźb z kolekcji Andrzeja Cerlińskiego z Gdyni. Wracając zaś do centrum miasta natknęliśmy się na coś w rodzaju próby technicznej nowego, jak się okazało, pomysłu znanego tarnowskiego rzeźbiarza dr Jacka Kucaby, który u zbiegu ulic Wałowej i Rybnej zamierza ustawić pomnik, pardon, rzeźbę Romana Brandstaettera, sławnego Judeo – Chrześcijańskiego pisarza wywodzącego się z Tarnowa. Ale nasze galicyjskie miasteczko nie tylko rzeźbą stoi. Oto nawiedził je ostatnio egzotyczny gość aż z dalekiej Japonii Daisuke Yoshimoto – mistrz teatru butoh… Zaproszony przez prawdziwego nestora zespołów alternatywnych w Polsce, amatorską grupę Teatr Nie Teraz z Tarnowa i jej charyzmatycznego guru Tomasza Antoniego Żaka, przez pięć dni (15 – 19.04.) prowadził warsztaty teatralne w Kąśnej Dolnej, na zakończenie których dał w sobotę pokaz swojego kunsztu spektaklem „Ruiny ciała”. Zupełnie inną warsztatową maestrię zaprezentował 24 kwietnia o godz. 19.00 na Małej Scenie Tarnowskiego Teatru, znany serialowo – krakowski aktor Tomasz Schimscheiner w monodramie zatytułowanym „Marek Edelman: Życie. Po prostu”, w multimedialnym skrócie przedstawiając jedynego żyjącego przywódcę powstania w getcie warszawskim. A już w sobotę kolejna premiera w Solskim, o wielce wymownym tytule – „Lewe interesy”, ale to wydarzenie zasługuje na odrębny tekst.


Andrzej Celiński z wykształcenia jest historykiem sztuki, a z racji urodzenia i pasji człowiekiem morza. Zafascynowany kulturą Dalekiego Wschodu po studiach wstąpił do marynarki handlowej, dzięki czemu zwiedził kawał świata, z każdej podróży przywożąc egzotyczne pamiątki. W ten sposób powstała fascynująca kolekcja rzeźb, głównie z Indii i Malezji oraz z Chin, w których nasz globtroter spędził w sumie kilka lat. Na tarnowskiej wystawie zatytułowanej „Świat Orientu i Południa” liczącej ponad 200 eksponatów podziwiać można rzeźby wykonane z egzotycznych gatunków drewna, kamieni i kości słoniowej. Podzielona na działy odpowiadające o pochodzeniu rzeźb zachwyca precyzją i bogactwem form oraz wyrafinowaną stylizacją. W chińskich manufakturach obserwowałem, jak powstają takie cacka. To mrówcza praca, wymagająca benedyktyńskiej wręcz cierpliwości i złotych rąk. Technika wykonywania tych prawdziwych dzieł sztuki rękodzielniczej przekazywana jest tam z pokolenia na pokolenie. Praktycznie wygląda to tak, że stary mistrz prezentuje swoje dzieła, a młodzi adepci, jego uczniowie poprzez ich kopiowanie uczą się tajemnic warsztatowych tej tajemniczej dla nas sztuki. Tyle właściciel tej niezwykłej kolekcji, a my dodajmy tylko, iż ekspozycja w dworku etnograficznym przy ulicy Krakowskiej czynna będzie jeszcze przez cały maj.

Zaś już 10 czerwca na rogu ulic Wałowej i Rybnej zostanie odsłonięty pomnik Romana Brandstaettera, znanego dwudziestowiecznego pisarza, poety, dramaturga i tłumacza pochodzącego z Tarnowa. Rzeźba autorstwa dr Kucaby wykonana zostanie z brązu i mieć będzie około dwóch metrów wysokości Odsłonięciu towarzyszyć będzie kilka dodatkowych imprez, m.in. promocja książek, spektakl teatralny i happening historyczny. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy autor zakończył właśnie prace przy modelu i teraz dziełem zajmą się odlewnicy. Tarnowski rzeźbiarz, ale i nie mniej znany animator kultury przypomina przy okazji, iż w swoim autorskim programie „Szkoła latania” jest również szeroki projekt stworzenia dla miasta cyklu rzeźb (a nie pomników, co podkreśla) wtopionych w ulicę, stojących niejako obok przechodniów, a związanych ze światem sztuki, literatury i muzyki. Częścią tego rozpisanego na lata projektu jest m.in. zlokalizowana przy ulicy Wałowej „Ławka poetów” z postaciami A. Osieckiej, Zb. Herberta i J. Brzechwy, od samego początku wzbudzająca liczne kontrowersje, obecnie coraz bardziej wrastająca w staromiejski pejzaż miasta. Przypomnijmy przy tej okazji, iż Roman Brandstaetter (1906-1987) pisarz, poeta, dramaturg, tłumacz urodził się w Tarnowie, w żydowskiej rodzinie inteligenckiej, jako syn Ludwika i Marii z domu Brandstaetter. Jego dziadek, Mordechaj Dawid Brandstaetter był właścicielem tłoczni oleju lnianego w Tarnowie, jak również znanym nestorem literatury hebrajskojęzycznej, autorem wielu opowiadań i nowel. Brandstaetter ukończył szkołę powszechną oraz Gimnazjum Męskie im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie, a egzamin dojrzałości zdał w 1924 r., w Krakowie. Tam też studiował filozofię i filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Fizycznie do Tarnowa już nigdy nie powrócił. I oto teraz przystanie oparty o narożną kamienicę, obok której zapewne wielokrotnie w swoich tarnowskich czasach przechodził. W mojej rzeźbie – zapowiada Kucaba - widz odczyta wewnętrzne rozdarcie, jakiemu uległ Brandstaetter pozostając pomimo przejścia na katolicyzm pomiędzy dwoma tradycjami: żydowską i chrześcijańską. Czy to artystyczno – moralne przesłanie dotrze do tarnowian – zobaczymy! Póki, co ściskamy kciuki za pomyślność całego przedsięwzięcia.

Ale zanim to nastąpi z artystyczną posługą zawitał do Tarnowa jeden z największych światowych mistrzów teatru butoh - Daisuke Yoshimoto. Jak podają Internetowi mędrcy „Butoh to japońska forma tańca nowoczesnego powstała w latach pięćdziesiątych, kiedy to po drugiej wojnie światowej japońscy artyści odwrócili się od tradycyjnych form, jak też od wpływów masowej kultury Zachodu i zaczęli szukać inspiracji w rodzimej mitologii, w idei teatru okrucieństwa, a także w dokonaniach niemieckiego ekspresjonizmu. Jak surrealizm, wczesne butoh wykorzystywało skrzywienie natury, jak dada – przypadek jako zasadę kompozycji. Japoński artysta, którego gościł w Tarnowie, a dokładnie w Kąśnej Dolnej Teatr Nie Teraz, to cytując dalej patronujący całemu przedsięwzięciu portal – „wybitny tancerz, choreograf i pedagog ukończył kierunek sztuki na Wydziale Teatru na Uniwersytecie Nippon w 1967 r. Od pierwszych lat swej scenicznej aktywności współpracował i współtworzył spektakle z największymi twórcami butoh, m.in. z Kazuo Ohno, Hisayo Iwaki, Yukihiko Sakai. Wielokrotnie gościł w Polsce, był m.in. programowym konsultantem wrocławskiego festiwalu tańca butoh, którego organizatorem był Ośrodek Grotowskiego.

Kwintesencja orientalnej sztuki uprawianej przez japońskiego maestra był wieńczący jego pobyt u nas spektakl The Ruins of Body" (Ruiny ciała), który tak zrecenzowała Agnieszka Setlik: W półmroku lizanej ciepłą aurą świec drewnianej sceny, biały jak śmierć, półnagi Daisuke Yoshimoto ekspresyjnymi ruchami próbuje zbudować nową epistemologię, zdolną opisać istotę bytu. Tak w największym skrócie można streścić absolutnie wyjątkowy spektakl „Ruiny ciała”, którego jednorazowy pokaz odbył się w sobotę w letniej sali koncertowej Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, szczelnie wypełnionej publicznością, która zjechała na przedstawienie z całego regionu. Poruszające solo japońskiego mistrza butoh doskonale wyraża egzystencjalne niepokoje, pobudza do zadumy i rozmyślań nad sprawami metafizycznymi. Bardzo przy tym przypomina wywiedziony z najskrytszych głębi duszy magiczny obrzęd, który oddziaływa na widza, napawa go lękiem i przerażeniem, a równocześnie pociąga i zniewala. Zapach palonej stearyny potęguje uczucie grozy, a obrzędu dopełniają delikatne dźwięki muzyki, która jak w transie dyktuje rytm akcji. Po wyjściu ze spektaklu w nozdrzach długo jeszcze pozostał delikatny zapach świec, a przed oczami portret owładniętego szaleństwem, topiącego się w mroku podświadomości tancerza. „Ruiny ciała” to świetna sztuka, bo jej największą wartość stanowi sens metafizyczny.

Dla jednych było to katharsis i misterium dla innych kicz i hucpa. Jak było naprawdę nie wiemy, bo nie uczestniczyliśmy, będąc dla niektórych kimś w rodzaju persona non grata. Aliści dla porządku odnotowujemy i szczerze się cieszymy, że Tarnów nobilitują tacy artyści, jak Daisuke Yoshimoto.

Za to jak najbardziej mile widziani jesteśmy z Pegazem w przybytku Melpomeny przy ulicy Mickiewicza w Tarnowie. Korzystając z kolejnego zaproszenia obejrzeliśmy na Małej Scenie ciekawie zrealizowany monodram o Marku Edelmanie. W tym multimedialnym spektaklu Tomasz Schimscheiner opowiada o dramatycznym życiu Marka Edelmana - jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim. W przedstawieniu wykorzystano materiały filmowe i fotograficzne oraz wypowiedzi Edelmana z jego pierwszej książkowej biografii „Marek Edelman: Życie. Po prostu”, Witolda Beresia i Krzysztofa Brunetko, którzy w dniu spektaklu podpisywali ją przed południem w księgarni Oświatowa przy placu Sobieskiego. Organizatorzy zapowiadali, że jest to spektakl niezwykły, bo przedstawiający niezwykłą postać - Marka Edelmana. Spektakl fascynujący - bo prezentuje prostą prawdę o koszmarnie nieprostych czasach. To spektakl o najwyższych wartościach i największych podłościach, wprowadzający widzów w świat doświadczeń i przeżyć człowieka, który przeszedł uczciwie przez cały dwudziesty wiek - choć wokół wszystko co uczciwe umierało. I tak było naprawdę. Nic dodać, nic ująć, tylko pogratulować!


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



17:23, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2008

Nad miedzianym niebem Tarnowa zgasła 13 kwietnia kolejna wielka gwiazda, tym razem poetycka. Odeszła znana, powszechnie lubiana i szanowana poetka Józefa Frysztakowa, którą Pegaz miał zaszczyt znać, i po której na szczęście pozostaną liczne wiersze i obrazy oraz pamięć. My także czcimy jej pamięć kilkoma wierszami, do lektury, których zapraszamy poniżej. Być może jest jeszcze czas, aby w przygotowywanych przez Capellę Tarnoviensis monumentalnych Nieszporach Tarnowskich znalazło się miejsce dla któregoś z wierszy pani Józefy. A póki co, zajrzeliśmy do dawno nie odwiedzanej przez nas Mekki tarnowskich jazzmanów, czyli Restauracji  Bombay Music (ul. Krakowska 11a), gdzie tradycją już stały się muzyczne czwartki, podczas których brylują rodzimi jazzowi lowelasi oraz ich goście. Aby pozostać w temacie daliśmy się porwać wezwaniu „Chodźmy w tango”, do którego zaprosił w niedzielny wieczór 6. 04. do teatru Andrzej Słabik, krakowski artysta i bard. Jego koncert oprawili… „Aniołowie dnia codziennego”, a poprowadziła go anielska Anna Lenczewska, jedna aktorskich div Solskiego. Równie niebiańskie były „Struktury przestrzenne” Aleksandry Zuby – Ben, której wernisaż prac z papieru czerpanego i włókien odbył się 10.04. w Galerii Niebieskiej MBP 10 kwietnia. Ten muzyczny tydzień zakończyła niezapomniana uczta duchowa, czyli Andanca… w wykonaniu znakomitego męsko – damskiego duetu w składzie Grażyna Auguścik urodzona w Polsce wokalistka jazzowa na stałe mieszkająca w Chicago i Paulinho Garcia jeden z najlepszych brazylijskich kompozytorów i gitarzystów. Owa muzyczna obiata odbyła się w piątkowy wieczór 18.04. na scenie Mościckiego Centrum Kultury.


Jak się dowiadujemy w prężnie działającym przy kościele Księży Misjonarzy w Tarnowie ośrodku muzycznym, trwają intensywne przygotowania do wystawienia pierwszych w historii miasta Nieszporów „Ziemia – przystań miłości”, których premiera planowana jest na 7 czerwca na tarnowskim Rynku. Całość skomponowana została przez księdza Przemysława Pasternaka oraz tarnowskiego muzyka Bartłomieja Szułakiewicza. Do udziału w wielkim koncercie zaproszone zostały dwa chóry z Mielca, które dołączą do grona chórzystów Capelli Tarnoviensis. Łączna liczba chórzystów wyniesie około 140 osób. Temu licznemu chórowi towarzyszyć będzie  jeszcze 56-osobowa orkiestra symfoniczna, w której skład wchodzą najzdolniejsi uczniowie tarnowskiego Zespołu Szkół Muzycznych oraz jego profesorowie. Do współpracy włączą się również zawodowi muzycy. Będzie to jedyne w swoim rodzaju wydarzenie w Tarnowie. Pomysłodawcy tego pionierskiego przedsięwzięcia uzasadniają jego powstanie chęcią wypromowanie miasta bogatego w zabytki, przybliżenie mieszkańcom i gościom jego historii oraz stworzenie możliwości zaistnienia i pokazania utalentowanych ludzi tu mieszkających. Przedsięwzięcie jest realizowane dzięki wsparciu i pomocy Prezydenta Miasta Tarnowa Ryszarda Ścigały. Władze miasta pokryją m.in. częściowe koszty związane z budową sceny i nagłośnieniem.

Wystawienie Nieszporów to będzie prawdziwe święto, a muzyczna codzienność Tarnowa wyznaczają m.in. jazzowe czwartki w Bombay Music, mające swoją wierną publiczność i w miarę stały garnitur wykonawczy. Rolę gospodarzy tradycyjnie (choć nie zawsze obecni fizycznie) pełnią tam tarnowscy jazzmani z Leliwa Jazz Band oraz inni, nie mniej znani muzyczni „nestorzy” z całej Polski. A tak wygląda kwietniowy kalendarz czwartkowych koncertów zaczynających się zawsze o godzinie 20: 3 kwietnia grał Jazz Ball Orchestra - bodajże najstarszy zespół jazzu tradycyjnego w Polsce (powstały jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku), 10 kwietnia wystąpił Youth&Experiens z utworami swingowymi typu „cheek to cheek” i smoth-jazzowymi (m.in. Georga Bensona). Zespół wystąpił w składzie: Kajetan Borowski – piano, Michał Król – sax, Kuba Dworak – bass, Daniel Kapustka – perk., Paweł Południak – trumpet, Piotr Kita – voc., 17 kwietnia upłynął ze starym dobrym i naszym zespołem Leliwa Jazz Band, zaś ostatni kwietniowy czwartek (24) wypełni muzyka A.M. Special Quartet. Chemia jaka wytwarza się na scenie między muzykami tej formacji, prezentującymi największy kunszt wykonawczy, gwarantuje ponoć prawdziwe emocje i niezapomniane wrażenia. Czy tak będzie – zobaczymy. A wystąpią: Tomasz Grzegorski – saksofon tenorowy; Adam Mika – gitara; Tomasz Kupiec – kontrabas; Wiesław Jemioł – perkusja.

W tak zwanym międzyczasie poszliśmy z Pegazem w… tango. Zwabił nas do niego pełen pasji, energii, chęci życia, niebezpieczny, szalony, uwodzący, cyniczny, nostalgiczny, zmysłowy, przewrotny, obraz świata artysty, rysowany niezwykłą siłą i barwą głosu Andrzeja Słabiaka. Tak określany jest przez recenzentów i publiczność recital piosenek „Chodźmy w tango”, który zaprezentowany został na deskach Tarnowskiego Teatru im. Ludwika Solskiego w niedzielę 6 kwietnia o godzinie 18.00.

Andrzej Słabiak – absolwent wydziału aktorskiego PWST w Krakowie. Grał w teatrach Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Trójmiasta. Występował na festiwalach teatralnych w Bordeaux, Kolonii, Norymberdze, Quebecu oraz koncertował dla publiczności polonijnej w Toronto, Detroit i Chicago. Jest laureatem Festiwalu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Od kilku lat mieszka w Chicago. Na chwilę przyjechał z wizytą do Tarnowa, gdzie mieszka mama aktora. To właśnie mamie i mieszkańcom naszego miasta Andrzej Słabiak zadedykował swój tarnowski koncert. W 2007 roku ukazała się w Polsce jego płyta „Chodźmy w tango”- wybór kompozycji krakowskiego kompozytora Andrzeja Zaryckiego do słów polskich klasyków: Mickiewicza, Leśmiana, Witkacego, Baczyńskiego i współczesnych krakowskich poetów: Ewy Lipskiej, Józefa Barana, Elżbiety Kuryło oraz samego wykonawcy.
Koncert odbył się w towarzystwie „ANIOŁÓW DNIA CODZIENNEGO”, autorką, których jest Zofia Gołębiowska – Tabaszewska, nauczycielka języka polskiego w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu, członek Związku Polskich Artystów Plastyków w Toruniu. Zaś cały ten niezwykły recital prowadzi aktorka Tarnowskiego Teatru Anna Lenczewska.

Wprawdzie „Anioły dnia codziennego” odleciały wraz z ich artystyczną matką, nie mniej nie zostaliśmy całkowicie osieroceni. Oto bowiem w Galerii Niebieskiej Miejskiej Biblioteki Publicznej jedna z plastycznych anielic Tarnowa Aleksandra Zuba – Ben pokazała swoje oryginalne prace z papieru czerpanego i włókien. Niech nikogo nie zmyli ten nieco technokratyczny tytuł ekspozycji - „Struktury przestrzenne”, bowiem kryje się za nimi delikatność i wrażliwość oraz niezwykłe wyczulenie artystki na formę. A realizuje się ona głównie w malarstwie, ale równie często sięga unikatowe tkaniny i papier czerpany, a nawet wiklinę, z których wyczarowuje swój „osobny” świat. Przypomnijmy, że Aleksandra Zuba – Ben, absolwentka Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, na co dzień uczy w Zespole Szkół Plastycznych w Tarnowie, wykłada również w Instytucie Sztuk Pięknych Akademii Świętokrzyskiej. A na swoim artystycznym koncie ma 14 wystaw indywidualnych, m.in. w Kayserbergu we Francji i udział w licznych ekspozycjach zbiorowych. Cała ta interesująca i intrygująca wystawa pięknie wpisuje się w obchodzoną w tym roku okrągłą 100. rocznicę działalności tarnowskiej MBP.

Grażyna Auguścik i Paulinho Garcia mają fanów, by nie rzec wyznawców niemal na całym świecie. A zachwycają przede wszystkim oryginalnym brzmieniem bossa novy – pełnym energii, melancholii i dynamiki. I właśnie takiej muzyki można posłuchać na ich najnowszej płycie „Andanca”, która w marcu pojawiła się w polskich sklepach. Znakomity wokalny damsko-męski duet urodzonej w Polsce wokalistki jazzowej, na stałe mieszkającej w Chicago, i jednego z najlepszych brazylijskich kompozytorów i gitarzystów tworzy niewiarygodną siłę. Czy tak jest naprawdę można się było przekonać podczas ich jedynego w Tarnowie, piątkowego koncertu w Mościckim Centrum Kultury. Na promowanej podczas obecnej trasy koncertowej płycie „Andanca” nie ma zbyt wysmakowanych orkiestracji czy nagłych kontrastów. Ten muzyczny projekt – jak twierdzą krytycy – to przede wszystkim wyobraźnia i magiczny nastrój, powstałe dzięki perfekcyjnie współgrającym instrumentom i znakomicie wykonanym aranżacjom. Na płycie znajdują się utwory wykonywane w trzech językach, łączące elementy muzyki brazylijskiej, polskiej, a także charakterystycznej techniki wokalnej. I te różne światy są bliżej niż kiedykolwiek, a ich kojąca siła lśni uzdrawiającą wręcz mocą. I to jest fenomen zjawiska duetu Grażyny Auguścik i Paulinho Garcii, o których ze zdumiewającą zgodnością zarówno amerykański „All About Jazz”, jak i polski „Jazz Forum Magazine” piszą, iż są to dwa głosy stworzone dla siebie. W porównaniu do „Fragile” – pierwszego projektu artystów brzmienie płyty „Andanca” wydaje się jeszcze bogatsze i wysublimowane. W USA utwory z płyty „Andanca” grane są od stycznia w ponad 500 rozgłośniach radiowych wzbudzając ogromne zainteresowanie. Obaj z Pegazem życzymy, aby i polska płyta zespołu znalazła podobny oddźwięk. A ci, którym nie było dane uczestniczyć w tej muzycznej terapii niech żałują i… spieszą do sklepów.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



09:46, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 kwietnia 2008

Coraz więcej znanych postaci ze świata szeroko rozumianej kultury odwiedza nasze galicyjskie miasteczko. Piszący dziennikarze promują swoje książki a estradowi muzycy reklamują podczas koncertów najnowsze płyty. Nie inaczej było i w mijającym tygodniu, w którym bawił u nas publicystyczny gwiazdor TVN24 Grzegorz Miecugow, zaś Bruno Schulz zaprezentował swoją debiutancką płytę. Chodzi oczywiście o alternatywną kapelę a nie o wybitnego pisarza i rysownika, który od dawna nie żyje. Ta nijak się mająca do wykonywanej muzyki nazwa jest moim zdaniem rażącym nadużyciem, podobnie jak określanie tarnowskiego koncertu mianem wydarzenia. Za to na tradycyjnie już wysokim poziomie był sobotni koncert pianistyczno – barytonowy w dworku w Kąśnej Dolnej z udziałem prawdziwych profesjonalistów Stanisława Kiernera – baryton i pianisty Marka Szlezera. Kulturalny tydzień domknął klimatyczny wieczór poetycki w piwnicach TCK trzech tarnowskich licealistek Karoliny Kleszyk, Kingi Szczerby i Moniki Bochenek.


Grzegorz Miecugow - laureat Wiktora sprzed dwóch lat zawitał do nas w ubiegły piątek 4 kwietnia odwiedzając znaną tarnowską księgarnię „Oświatowa” oraz spotykając się wieczorem w Restauracji „Pasaż”. Wizyta miała związek z promocją książki "Kontaktowi, czyli szklarze bez kitu", której jest współautorem. Obecny szef zespołu wydawców TVN24 karierę dziennikarską rozpoczął w III Programie Polskiego Radia, później pracował jako wydawca i prezenter Wiadomości TVP oraz twórca i prezenter Faktów TVN. Ale najbardziej znany jest ze „Szkła kontaktowego” emitowanego od stycznia 2004 roku, które prowadzi na zmianę wraz z  wraz z Tomaszem Sianeckim. Jest cenionym wykładowcą uniwersyteckim,  na stałe związanym z Collegium Civitas.

Fenomen popularności „Szkła kontaktowego”, nadawanego w TVN 24 pięć razy w tygodniu, nie podlega dyskusji. Na temat programu powstało już kilka prac magisterskich, pękają w szwach internetowe fora sympatyków, fani urządzają zloty... Nic, więc dziwnego, że na spotkanie czołowym kontaktowym szklarzem przyszły tłumy. Podczas spotkania w „Pasaż TEMI” popularny dziennikarz ze swadą i we właściwym dla siebie stylu opowiadał o swojej pracy, fakty przeplatając anegdotami. Np. w pracy nazywany jest „kustoszem”, ponieważ z dużą przyjemnością oprowadza wycieczki po swojej stacji, motywowany tym, że  „TVN24 ma najnowocześniejsze studio w Europie".

Gość spotkania z przykrością stwierdził, że tradycyjne media odchodzą w przeszłość. Następuje spadek czytelnictwa. W 1997r. każdego dnia w Polsce sprzedawano 8,5mln gazet, dzienników, zaś w 2007r. średnia wynosi 2,7 mln, czyli w ciągu dziesięciu lat spadek o prawie 6 mln. Zmiany zachodzą w radiu, które głównie gra, radio mówione w ogóle się nie liczy. Nadzieją w tej sytuacji miał być Internet. Jednak: Wcale nie jest tak, że widz, zobaczywszy coś, poszuka więcej wiedzy na ten temat, że będzie coś odkrywał. Widz chce mieć wszystko spakowane w bardzo krótkiej formie, chce dowiedzieć się, czy kciuk jest do góry, czy w dół, czy ma się bać, czy nie. Laureat Wiktora 2006 wyraził również opinię na temat kreowania rzeczywistości przez media. Wg Miecugowa samo kreowanie nie występuje, za to gwałtownie postępuje  tabloidyzacja czyli banalizowanie rzeczywistości i jej upraszczanie.

Trudno nie zgodzić się z tymi gorzkimi prawdami, tym bardziej, iż wypowiadał je prawdziwy profesjonalista w dziennikarskim fachu i zwyczajnie mądry człowiek. Czy tarnowscy żurnaliści oraz tłumnie przybyli tarnowianie zweryfikują swoje medialne orientacje i preferencje – zobaczymy.

Wprawdzie ramy Niezależnej Sceny Młodych, funkcjonującej od jakiegoś czasu przy Tarnowskim Centrum Kultury, już ze swej definicji  są bardzo pojemne i otwarte dla różnych form spędzania wolnego czasu, niemniej to, co zaprezentowano tam ostatnio wręcz wolało o pomstę do nieba. Otóż dała tam koncert grupa „Banda Wolanda”, zaś gościem wieczoru był zespół Bruno Schulz, który po czterech latach działalności, w marcu 2007 wydał swój debiutancki album „Ekspresje Depresje Euforie”. Muzyczni „bandyci” Wolanda to dawna kapela The Yellow Papers /pokazali się w ramach Niezależnej Sceny Młodych w lutym 2006 r./.Jak mówią o sobie w ramach auto promocji: „staramy się grać muzykę oryginalną, znajdującą się w opozycji do klasycznego fast-food rocka. Pracujemy nad spektaklem muzycznym, który będzie syntezą obrazu, muzyki i gry aktorskiej.” A wystąpili w stałym składzie: Alvaro (Woland) Wojciech – wokal, Oktawia – klawisze, Michał - gitara, Tomasz (Marbas) – bas, Vitek – perkusja.
Z kolei napisać o sobotnim koncercie gości NSM kapeli Bruno Schulz w składzie Colin Magee z Irlandii (perkusja), Karokl Stolarek (wokal), Marcin Regucki (gitara), Wit Zarębski (bas)./, że był nieudany, byłoby zbytkiem łagodności, jak określiła to ulubiona recenzentka Pegaza A. Setlik Grupa zaprezentowała w piwnicach TCK-u muzykę z debiutanckiej płyty „Ekspresje, depresje, euforie", która zebrała w prasie sporo pozytywnych recenzji. Wydana przed rokiem płyta uznana została przez „Tylko Rock” za jedną z trzech najlepszych polskich płyt wiosny 2007 roku. Zespół ma na koncie pokaźną liczbę indywidualnych koncertów w całym kraju oraz występy m.in. z Myslovitz, Hey, Cool Kids Of Death. I to właśnie koncerty są najmocniejszą stroną „Bruno Schulz” – panowie lubią dać się ponieść euforii i chętnie odpływają w stronę improwizacji i zabawy dźwiękiem, który jest dla nich najbardziej bezpośrednim środkiem wyrażania niepokoju.
I znów przywołajmy mającą świetne pióro Agę: Cóż, brzmi to pięknie, ale na żywo panowie mocno rozczarowali. Nosząca ślady alternatywy, postpunku, disco-punku, czy nawet pop-rocka muzyka okazała się ledwie przeciętna. Psychodeliczne improwizacje naszkicowano lewą ręką i niedbale zaśpiewano - głos Karola Stolarka nie ma się w czym rozmyć i słychać, że nie płynie po podkładach, tylko po nich mozolnie człapie. Owszem, wyczuwa się w tej muzyce dobre inspiracje takimi zespołami, jak Radiohead, Franz Ferdinand, The Rapture, czy Myslovitz, ale całość jest mało oryginalna, szalenie bałaganiarska i chyba jeszcze nie do końca przemyślana. Wszystko tu zlało się w jedną dźwiękową masę, utwory jednym uchem wlatywały, a drugim wylatywały, natomiast muzykom za nic nie udało się wykrzesać z siebie energii, z trudem również nawiązywali kontakt z garstką nielicznych nastolatków, wyraźnie zresztą zmęczonych kiepskim występem. Niestety wysłuchanie koncertu w całości stanowiło nie lada wyzwanie, a depresją groziło nie tylko obcowanie z muzyką, ale też doszukiwanie się w niej inspiracji twórczością Brunona Schulza. Być może mam staroświeckie poglądy, niemniej uważam, że nazywanie zespołu muzycznego imieniem wybitnego pisarza i rysownika, to spore nadużycie, dowód braku oryginalności, szacunku do Artysty oraz zdziczenia obyczajów.
Nic dodać. Nić ująć. Tylko pogratulować autorce trafności spostrzeżeń i spuścić zasłonę miłosiernego milczenia nad gustami i kryteriami organizatorów z TCK.

Jakże inaczej było podczas sobotniego, 5 kwiecień, koncertu w urokliwym dworku mistrza Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej dolnej, gdzie zaprezentowali się w recitalu wokalnym Stanisław Kierner – baryton i pianista Marek Szlezer. A w interesującym programie znalazły się pieśni I. J. Paderewskiego z cyklu napisanego do wierszy C. Mendes’a, A. Mickiewicza i A. Asnyka oraz trzy fragmenty z poematów J. Kasprowicza i Karola Szymanowskiego. Obaj maestro pomimo stosunkowo młodego wieku są już dobrze rozpoznawalni na muzycznych salonach.

S. Kierner studia wokalne ukończył z wyróżnieniem w klasie prof. Włodzimierza Zalewskiego w Akademii Muzycznej w Łodzi. Jest m.in. stypendystą Fundacji Królowej Elżbiety w Belgii, gdzie odbył dwuletni cykl kształcenia w Studiu Operowym przy Teatrze Narodowym La Monnaie w Brukseli oraz w Chapelle Musicale Królowej Elżbiety pod kierunkiem José Van Dama, otrzymując dyplom z wyróżnieniem „Grande Distinction”. Odbył także studia podyplomowe w Narodowym Konserwatorium Paryskim na studiach podyplomowych pod kierunkiem Mireille Alcantary. Koncertował m.in. w Sankt Petersburgu,  w Szwedzkim Radiu w Sztokholmie, w Radiu MUSIQ3 w Belgii, w Radiu FRANCE MUSIQUE w Paryżu oraz w Palais des Beaux-Arts w Brukseli. Występował na wielu międzynarodowych festiwalach muzycznych we Francji, Niemczech, Rosji i Belgii. Jest laureatem I nagrody i nagród specjalnych w XII Międzynarodowym Konkursie Sztuki Wokalnej im. Ady Sari, w VI Konkursie Polskiej Pieśni Artystycznej im. Edmunda Kossowskiego w Warszawie oraz I nagrody na Międzynarodowym Konkursie Kameralnym im. Bacewiczów w Łodzi.
Z kolei M. Szlezer pobierał naukę m.in. w „Ecole Normale de Musique de Paris „A. Cortot”” we Francji w klasie fortepianu prof. Marcelli Crudeli zakończoną otrzymaniem „Diplome Superieure de Concertiste”. Jego karierę pianistyczną zainicjowało zdobycie w wieku lat 12 grand prix na IV Międzynarodowym Konkursie Pianistycznym w Rzymie w 1993. Od tego czasu artysta prowadzi aktywne życie koncertowe w kraju i zagranica, uczestnicząc w wielu międzynarodowych konkursach i festiwalach pianistycznych. Szczególnie ceniony jest za swoje interpretacje dzieł Fryderyka Chopina, za które był wielokrotnie nagradzany. Ma na swoim koncie liczne światowe i polskie prawykonania utworów współczesnych (m.in. kwartetu Marka Stachowskiego „Mirroir du Temps”, który także jako pierwszy nagrał na płytę). W trakcie swoich studiów brał udział w klasie interpretacji dzieł kameralnych prof. Krzysztofa Pendereckiego, przygotowując utwory pod kierunkiem kompozytora w Akademii Muzycznej w Krakowie. Jest aktywnie zaangażowany w promocję muzyki polskiej w kraju i zagranicą. Wydał trzy płyty kompaktowe, w tym jedną poświęconą w całości twórczości Marka Stachowskiego.

Na koniec odnotujmy młodopolsko - dekadencki wieczór wypełniony poezją i muzyką, jaki odbył się 10 kwietnia, się w piwnicach TCK, gdzie rozbłysło prawdziwe „Lux in Tenebris" - Światło w ciemnościach. W wypełnionej do ostatniego stojącego miejsca „piwnicznej izbie” punktualnie o godzinie 18 zabrzmiała nastrojowa „Sonata księżycowa” maestro Beethovena, a zaraz po niej młodzieńcza poezja trzech tarnowskich licealistek z I LO. Wiersze Moniki Bochenek, Karoliny Kleszyk i Kingi Szczerby interpretowały Agnieszka i Anna Cholewiak, a muzycznie oprawiły ją same autorki. Wiersze trzech poetek są w większości białe, aczkolwiek o czarnej treści. Opisują rzeczywistość, negują ją i ukazują w krzywym zwierciadle. A oto ich poetyckie credo: „Z ironią i dystansem podchodzimy do życia i do innych ludzi, wciąż zafascynowane zjawiskami dzisiejszego zabieganego świata (w tym dzisiejszym wydaniem miłości), stojąc nieco z boku, przyglądamy się wszystkiemu oczami wciąż-dzieci i przeciwstawiamy naszą wizję tego, co widzimy - temu, co widzi przeciętny człowiek. Wszak poezja uduchawia i wynosi na wyższe poziomy, a my, jako poetki z zacięciem filozoficznym, mamy moralny i społeczny obowiązek zapewnić odbiorcom naszej twórczości duchowe katharsis...

Autorki pomimo różnych aspiracji i planów na przyszłość, łączy miłość do muzyki i Kraju Kwitnącej Wiśni - Japonii. I, naturalnie, do poezji. A my z Pegazem gratulując „pierwszych kotów za płotem” życzymy jak najrychlejszego wydania wspólnego debiutanckiego tomiku, co zważywszy na roztaczaną nad nimi literacką opiekę guru tarnowskich poetów Zbigniewa Mirosławskiego jest bardziej, niż realne.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



14:29, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 05 kwietnia 2008

Tym razem naszą cotygodniową galopadę po kulturalnych zakamarkach niegdysiejszej perły Galicji, a obecnie jeno stolicy powiatu, rozpoczynamy od krótkiego popasu w samym sercu Starówki, czyli w Pub Studio przy ulicy Żydowskiej 3, gdzie aktualnie oglądać można interesują wystawę fotografii Andrzeja Kozioła dokumentującą jego fascynacje Indiami i Nepalem. Następnie wychynąwszy nieco poza dawne mury miejskie zatrzymaliśmy się w Teatrze, zwabieni odgłosami przesłuchań konkursowych XXIV Przeglądu Talentów Muzycznych, aby potem ruszyć kłusem do naszego „plastyka”, o którym znów głośno w Polsce. A ponieważ wiosenna aura jak najbardziej sprzyja dalszym wypadom, więc i my pogalopowaliśmy, co koń a raczej Pegaz, wyskoczy prosto do… Zakładu Karnego w Mościcach, gdzie odbył się resocjalizacyjny wernisaż prac wiśnickiego ceramika Wojciecha Hyżego. Aliści szybko stamtąd wróciliśmy dowiedziawszy się o pojawieniu się w mieście nowego dyrektora sceny przy ulicy Mickiewicza, którym podobno ma zostać /odpowiedni wniosek trafił już ponoć na biurko ministra Zdrojewskiego/ mianowany poza konkursem dotychczasowy szef wrocławskiego… Zakładu Krawieckiego mającego w szyldzie nazwę Teatr…


Ale wróćmy na chwilę do naszych baranów, pardon fotografii. Otóż, od wernisażowej premiery, czyli 15 marca guru tarnowskich fotografików Andrzej Tylko serwuje u sienie, obok dobrego piwa, równie wyborne fotografie niejako kolegi po fachu Andrzeja Kozioła.Prezentowane przez niego fotografie składają się na opowieść o ludziach, dla których współistnienie z innymi, harmonia z Bogiem są ważniejsze niż wyścig szczurów. To miejsca, które przez setek lat nie zmieniły się, może tylko bardziej wytarł się kamień… Indie i Nepal trzeba zobaczyć i poczuć nim plastik pokona mistycyzm…

Z kolei w Solskim 28 marca zakończyły się muzyczne wyścigi młodych wilków, boć przecież jeszcze nie szczurów, czyli przesłuchania konkursowe XXIV Przeglądu Talentów „Konfrontacje Muzyczne Młodych” – imprezy z dużymi tradycjami, organizowanej przez I Liceum Ogólnokształcące im. K. Brodzińskiego w Tarnowie. Geneza konkursu sięga 1984 roku, kiedy to wystartował I Przegląd Talentów Szkół Średnich. Jego inicjatorami byli uczniowie kl. I c wraz z wychowawczynią Teresą Wadowską. Tegoroczny repertuar był bardzo urozmaicony – zespoły prezentowały różne style muzyczne – od rocka poprzez pop, metal, hip-hop, aż do muzyki klasycznej. Na scenie wystąpili młodzi muzyczni harcownicy, których nazwiska /przynajmniej niektórych/ już teraz już warto zapamiętać: Justyna Chmielek, Bartłomiej Legęć, Humback oraz zespoły „Sandwich on the Floor”, „Dziunek i Mango collectiva”, „Bajka na N”, „The Same”, „Metal Division”, „Chodźmy na truskawki”, „Weź mnie żywcem”, „No Name”, „Mysterium RHB” i „Banda Wolanda”. Tego ostatniego będzie można było posłuchać w ostatni piątkowy wieczór w piwnicach TCK na kolejnym koncercie z cyklu Kultura Be. Jury konkursowe po wysłuchaniu wszystkich grup postanowiło nagrodzić następujących wykonawców: I miejsce: Sandwich on the Floor, II miejsce: Dziunek i Mango Collectiva, III miejsce: The Same. Nagrodę Publiczności otrzymał: Dziunek i Mango Collectiva, zaś Wyróżnienie: Ewelina Rapacz (z zespołu Chodźmy na truskawki) i Anna Stańczyk (z zespołu Humback). Gratulujemy i z niecierpliwością będziemy oczekiwali, co z tych muzycznych, wiosennych ozimin wyrośnie.

Jak wiadomo wszem i wobec, 1 kwietnia, jak co roku przypada prima aprilis, czyli dzień bezkarnego dokazywania i bez konsekwencji czynionych krotochwil. Aliści w tym roku nasze młode społeczeństwo i dostojne obywatelstwo jakby o tym nieco zapomniała. No może z wyjątkiem młodzieży z Zespołu Szkół Plastycznych, która w barwnym korowodzie przemaszerowała z siedziby szkoły przy ul. Westwalewicza pod budynek swojego internatu przy ul. Brama Pilzneńska, gdzie owa manifestacja zakończyła się krótkim happeningiem primaaprilisowym. Jak nas poinformował dyrektor szkoły, a w cywilu znany poeta Zbigniew Mirosławski - najefektowniejsze przebrania nagrodzone zostały przez nauczycieli plastyków, członków komisji konkursowej na strój „humorystyczno-artystyczny”. Organizatorem konkursu i happeningu był Samorząd Uczniowski ZSP. A opiekę nad projektem sprawowała pani profesor, opiekunka samorządu Jolanta Milcewicz.

Ale to przysłowiowy pikuś w porównaniu z kolejnymi sukcesami tarnowskich „plastusiów”. To już nie chwalebny wyjątek a nieomal norma. Po nagrodach i wyróżnieniach dla 9 uczniów, w Koszalinie, Częstochowie i Jarosławiu, nagrodzie specjalnej Dyrektora Muzeum Karykatury w Warszawie, o czym donosiliśmy w poprzednim Pegazie, kolejna trójka nieprzeciętnie uzdolnionej młodzieży znalazła się w gronie laureatów. I tak, na ogólnopolskim Przeglądzie Rysunku, Malarstwa i Rzeźby Makroregionu Polski Południowo-Wschodniej organizowanym przez Centrum Edukacji Artystycznej i Ministerstwo Kultury dla publicznych i niepublicznych średnich Szkół Plastycznych: Katarzyna Jakus, Mateusz Kijak i Ewelina Ważna zajęli pierwsze miejsce. Tym samym ich szkoły, 4 letnie Liceum Plastyczne w przypadku Kasi i Eweliny a Ogólnokształcąca Szkoła Sztuk Pięknych (3 letnie gimnazjum i 3 letnie liceum plastyczne) w przypadku Mateusza, obie szkoły funkcjonujące w ramach Zespołu Szkół Plastycznych znalazły się na I miejscu w Polsce w rankingu wszystkich typów szkół plastycznych. Ranking ten powstaje na podstawie skali punktowej. Punkty można uzyskać za każdą z wymienionych dyscyplin tj. za rysunek, za malarstwo i za rzeźbę. Warto podkreślić, iż w pokonanym polu zostały szkoły z Krakowa, Zakopanego, Jarosławia, Rzeszowa, Krosna, Kielc, Nowego Wiśnicza i Nowego Sącza. Acha, dyrektor Mirosławski prosił, żeby koniecznie dodać, iż opiekę nad młodzieżą w ramach przeglądu sprawował nauczyciel rzeźby Paweł Rybczyński.

A w tak zwanym międzyczasie odbył się w Zakładzie Karnym w Mościcach interesujący wernisaż ceramicznych prac znanego wiśnickiego twórcy i nauczyciela tamtejszego plastyka Wojciecha Hyżego. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie miejsce wystawy i ogromne zainteresowanie nią ze strony pensjonariuszy owego zakładu. Jak można było przeczytać w katalogu specjalnie wydanym z tej okazji – obrazy Hyżnego to osobliwe struktury geometryczno – antropomorficzne. Ich forma otwiera pole naszej wyobraźni, budząc asocjacje nie tylko z człowiekiem. Czy osadzeni w Mościcach więźniowie doświadczyli zapowiadanych w katalogu asocjacji nie wiadomo. Faktem jest, że zasypali wiśnickiego ceramika gradem pytań o źródła inspiracji oraz technikę wykonawczą zaprezentowanych na wystawie dzieł. Można z tego wnosić, iż ambitny resocjalizacyjny eksperyment powiódł się. Jak wiadomo każdy sukces ma swojego ojca. W Mościckim przypadku ojcem chrzestnym edukacji poprzez sztukę jest kapitan Andrzej Jeleń odpowiedzialny w tamtejszym więzieniu za sprawy kulturalno – oświatowe. Gratulujemy i życzymy kolejnych, podobnie udanych przedsięwzięć w nowo powstałej galerii.

Tymczasem lotem błyskawicy obiegła Tarnów, jak dotąd przez nikogo z oficjalnych zawiadowców kulturalnych niepotwierdzona, plotka o tym jakoby pojawił się, czy też objawił, nowy dyrektor sceny przy ulicy Mickiewicza. Popierany ponoć przez podwójnego dyrektora /teatru w Legnicy i tarnowskiej „Talii”/ Jacka Głomba i ostatnio widywany w towarzystwie ludzi Solskiego, ma być tym jedynym wybranym z potencjalnej piątki kandydatów. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy jest nim Szymon Turkiewicz, dotychczasowy dyrektor artystyczny wrocławskiego Teatru  „Zakład Krawiecki”, który pod jego kierownictwem przekształcił się z amatorskiego teatru studenckiego w profesjonalny teatr nieinstytucjonalny. Ten młody, 32 letni reżyser, dramaturg i kompozytor – absolwent wrocławskiej Akademii Muzycznej i Studium Animatorów Kultury „SKIBA”, a także były... copywriter - ma na swoim reżyserskim koncie ledwie 10 wyreżyserowanych przez siebie spektakli, ale za to granych m.in. w Berlinie, Dusselforfie, Salerno oraz w wielu miastach Polski i wszystko jeszcze przed sobą… Kończąc ten tekst dowiedziałem się, iż właśnie słowo stało się ciałem i prezydent R. Ścigała czeka już tylko na opinie ministerstwa i ZASP–u oraz działających w teatrze związków zawodowych, żeby postawić przysłowiową kropkę nad „i”.
W tej sytuacji Pegazowi nie pozostaje nic innego, jak tylko życzyć, aby były członek „Chóru Synagogi Pod Białym Bocianem”, kameralnego zespołu wokalistów wykonującego muzykę zapomnianych kompozytorów żydowskiego pochodzenia, a obecnie dyrektor nominat Szymon Turkiewicz okazał się prawdziwym Mesjaszem dla tarnowskich komediantów. I nie tylko…


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



11:05, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: