RSS
poniedziałek, 26 marca 2012

 

Tym razem  zaczynamy od „Damy w jedwabnej sukni”, wciągającej opowieści o księżniczce Helenie Sanguszkównie pióra Magdaleny Jastrzębskiej, jaka właśnie ukazała się na księgarskich półkach. To oparta na materiałach źródłowych powieść biograficzna o Helenie Sanguszkównie (1836-1891), przedstawicielce potężnego rodu, nieodłącznie związanego z Tarnowem, o czym niejednokrotnie pisaliśmy na naszych łamach. Helena była kobietą niezwykle piękną, znaną i podziwianą w salonach niemal całej Europy. Dla jednych była światową damą o ogromnej wrażliwości, księżniczką o „dobrym sercu", dla innych jedynie bohaterką romansów i towarzyskich plotek. Pozostańmy jeszcze przez chwilę w świecie książek. Oto w sobotę 10 marca w osiedlowym klubie M2 w Tarnowie tarnowska poetka Jolanta Kwiek, członkini grupy poetyckiej Obserwatorium promowała swój najnowszy tomik fraszek "Drzwi uchylone". Jest to piąty zbiór fraszek artystki. Natomiast od czwartku 15 marca w Galerii Hortar oglądać można malarstwo Jacka Sztuki (jego „Sztuce” poświęciliśmy oddzielny tekst). Wraz z nadejściem wiosny zaczęło się także coś dziać w Tarnowskim Teatrze. Nareszcie. Wprawdzie na dobry początek odbyły się tam we wtorek 20 marca tylko ćwiczenia na wypadek ewentualnego pożaru, aliści dobre i to. Ponoć zaledwie w ciągu czterech minut udało się ewakuować cały teatr. W tym samym czasie na sygnale dotarły wozy strażackie z ul. Klikowskiej. Z garderób wybiegli aktorzy przygotowujący się do próby, z dużej sceny pracownicy techniczni montujący elementy dekoracji do najnowszej premiery „Trzech sióstr", a  z pomieszczeń biurowych cała administracja. Również bezpiecznie małą scenę opuściły dzieci i młodzież, uczestniczące w warsztatach teatralnych organizowane przez Pogotowie Opiekuńcze w Tarnowie. Takie ćwiczenia są bardzo ważne nie tylko dla pracowników teatru, którzy powinni być przygotowani na ewentualne zagrożenia. Również dla straży pożarnej, by mogła sprawdzić ewentualne możliwości ratunkowe. Dzięki takiemu przygotowaniu i sprawnej akcji ewakuacyjne widzowie mogą czuć się bezpiecznie - tłumaczył Włodzimierz Nędza inspektor ds. BHP w Tarnowskim Teatrze. Równie gorąco było podczas eliminacji konkursu Miss Tarnovia, kiedy to wśród całego stadka urodziwych tarnowianek pojawiły się dwie z trzech sióstr czyli Irina i Natasza – Matylda Baczyńska i Matylda Damięcka – aktorki odtwarzające główne role w przygotowywanej właśnie premierze „Trzech sióstr” Antoniego Czechowa. Aktorki tarnowskiego teatru potraktowały ten występ jako możliwość udzielenia profesjonalnych rad dziewczynom biorącym udział w konkursie. Zwracały uwagę na konieczność poprawnej artykulacji i wcześniejszego przygotowania swojej wypowiedzi. Pierwszy dzień wiosny, jak żaden inny, kojarzy się z dobrą zabawą. Dzięki akcji  „Latawce i Marzenia”, uczniowie tarnowskich szkół przekonali się, że wiosnę i dobrą zabawę włączyć można także w obchody Roku Janusza Korczaka. A wszystko to za sprawą V LO im. Janusza Korczaka w Tarnowie, które w pierwszy dzień wiosny vel dzień wagarowicza zaprosiło na tarnowski finał „Przystanek Korczak 2012” międzynarodowego projektu „Talking Kites All Over the World”, którego polska edycja p nosi tytuł „Latawce i Marzenia”. W południe na  stadionie klubu „Błękitni” przy ulicy Piłsudskiego uczestnicy projektu wypuścili w niebo przygotowane przez siebie latawce, na których umieścili swoje marzenia oraz cytaty i myśli „Starego Doktora”. Z kolei 23 marca w piątek mieście Szeged na Węgrzech obchodzono po raz kolejny Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej. W uroczystości udział wzięli prezydenci obu krajów: Schmitt Pál oraz Bronisław Komorowski, zaś nasz Dziewczęcy Chór Katedralny „Puellae Orantes” został poproszony o przygotowanie oprawy muzycznej mszy świętej oraz wykonanie koncertu w Katedrze Wotywnej w Szeged. Ale to nie koniec tarnowskich akcentów na Węgrzech. Oto z okazji święta narodowego Węgier na Placu Tarnów w centrum Kiskőrös, partnerskiego miasta Tarnowa, stanęła replika Panoramy Siedmiogrodzkiej.  Ale powróćmy do Tarnowa, gdzie w sobotę 24 marca odbył się w piwnicach TCK koncert bardzo lubianej i cenionej w Tarnowie formacji Fisz Emade promujący kolejną płytę zespołu "Zwierzę bez nogi". Zaś w Kąśnej Dolnej w niedzielę 25 marca dano recital kameralny kwartetu Ł. Długosz (flet), R. Pujanek (skrzypce), K. Budnik – Gałązka (altówka) i R. Kwiatkowski (wiolonczela).  No i od niedzieli śpimy krócej…

Znowu po prawie roku przychodzi mi pochylić się nad fraszkami Jolanty Kwiek. Tym razem pisarka oddaje w ręce czytelników tomik pt. Drzwi uchylone. Autorka pomieściła w nim dwieście krótkich utworów poetyckich pisanych pod wpływem różnych impulsów. Fraszki Jolanty Kwiek odnoszą się do różnych sfer naszego życia. Pisarka bacznie przypatruje się otaczającej ją i nas wszystkich rzeczywistości. Słucha uważnie wypowiedzi celebrytów, polityków, przywódców. Ich wystąpienia są często najlepszym bodźcem do napisania lapidarnego utworu – uszczypliwego i refleksyjnego. Autorka mądrość czerpie również z filozofii zwykłych zjadaczy chleba. Ci właśnie zwykli zjadacze chleba z pewnością przyczynili się do rozważań twórczych tarnowskiej pisarki, przystępnych i ujmowanych w lekką formę. Niektóre z fraszek Jolanty Kwiek urastają do rangi aforyzmów. Bo czymże innym, jak nie aforyzmem może być „Blizna”: Gdy na głowie Polaka Widnieje blizna Powody mogą być trzy Polityka, dziewczyna, ojczyzna. Fraszki Jolanty Kwiek są łatwo czytelne. Aby takie pisać należy dobrze znać się na warsztacie literackim. W wielu utworach pisarka rezygnuje z interpunkcji, co wcale nie pomniejsza ich walorów, ani też nie osłabia „fali emocjonalnej”. Autorka dobrze przemyślała tytuł najnowszego zbiorku fraszek. Drzwi uchylone dają czytelnikom wiele możliwości. Można przez nie wiele doświadczyć, można wiele podpatrzeć. Te uchylone drzwi są równocześnie zaproszeniem do wspólnej zabawy literackiej, do dysputy, do poetyckiej uczty. W cybernetycznej rzeczywistości są bardzo ważnym sygnałem. Sygnałem do zwrócenia uwagi na Człowieka, tak bardzo odartego przez naszą cywilizację. Kiedy tak nocną porą czytałem najnowsze utwory Jolanty Kwiek, przypomniałem sobie fraszkę Jana Sztaudyngera: „Miły czytelniku, upraszam cię wielce, Nie pij fraszek haustem – sącz je po kropelce”. I fraszek Jolanty Kwiek nie da się pić haustem. Każdą trzeba dobrze opukać, zbadać, obłaskawić, rozważyć. Wówczas lotem błyskawicy dojdziemy do wniosku, iż pisarka jest mistrzynią w wyszukiwaniu pointy. To jest fraszkopisarki Jolanty Kwiek największy oręż. Na uwagę zasługują umieszczone w najnowszym tomiku tarnowskiej pisarki rysunki liryczne autorstwa Iwony Surman i rysunki satyryczne wykonane przez Małgorzatę Saidę. Od pierwszego zbiorku fraszek Jolanty Kwiek wydanego w 2008 r. obie artystki dbają o szatę graficzną książek Joli. Wszystkim tym paniom uczestniczącym w przygotowaniu zbiorku należą się słowa uznania. Polotu, humoru i fantazji im nie brakuje. Życzę im tego w dalszej drodze twórczej. Józef Komarewicz Prezes Rady Oddziału Tarnowskiego Stowarzyszenia Autorów Polskich.

Czechowskie postaci kobiece pojawiły się nieoczekiwanie podczas organizowanego konkursu Miss Tarnovia. Irina i Natasza-  odgrywane przez Matyldę Baczyńską i Matyldę Damięcką - zaprezentowały się wśród innych urodziwych Tarnowianek. Na scenie aktorki widzowie zobaczą podczas premiery „Trzech sióstr” oraz pokazu przedpremierowego już w najbliższą niedzielę. ”Nasze” kandydatki:Irina Prozorow – lat 20: ”chcę do Moskwy. Nikogo nie kocham. Od siódmej do trzeciej leżę i rozmyślam- chciałabym być robotnikiem, nauczycielem albo maszynistą. Chciałam, bo kiedy zaczęłam pracę na poczcie i w magistracie- to już nie było chęci, tylko nienawiść. Nie lubię samowarów. Lubię pierogi i szarlotkę. Nie lubię Solonego. Nie pamiętam, jak jest po włosku „okno” i „sufit”. Nie kocham Tuzenbacha. A on mnie tak. Wyjdę za niego. Motto? Trzeba żyć. Trzeba pracować. Pracować, pracować, pracować!”Natasza Prozorow - lat 22: ”Nie chcę do żadnej Moskwy. Tu jest mój dom i mój Bobuś, mój Andrzej, moja Sofijka i mój ogród. Dziecko się śmieje albo dziecko płacze i to jest ważne, a nie jakieś dyrdymały, „jak mi źle, wyjedźmy”. Rano trzeba wstać i zająć się domem. Z tego pokoju zrobię pokój dziecinny, a z tamtego sypialnię, jak siostry już sobie wyjadą. Lubię mówiś po fhąsusku, a wy? Nie lubię Anfisy, bo jest starą złodziejką, niedołęgą i wiedźmą. Nie lubię świerków, ale lubię kwiatuszki. Bo kto nie lubi kwiatuszków?” 

Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej jest obchodzony od roku 2007. 12 marca 2007 roku parlament węgierski przyjął jednogłośnie deklarację uznającą dzień 23 marca Dniem Przyjaźni Polsko-Węgierskiej, analogiczną uchwałę 16 marca 2007 roku podjął przez aklamację Sejm RP. Obchody odbywają co roku na przemian – w Polsce i na Węgrzech. W tym roku uroczystości odbyły się w węgierskim mieście Szeged. Wzięli w nich udział m.in. prezydenci obu krajów - Schmitt Páloraz Bronisław Komorowski.. Oficjalne obchody odbyły się w Narodowym Parku Pamięci Historycznej w Ópusztaszer. Na Węgry zaproszony został także Dziewczęcy Chór Katedralny „Puellae Orantes” z Tarnowa. Chór wystąpił podczas uroczystej mszy świętej w Katedrze Wotywnej w Szeged, a po nabożeństwie tarnowskie chórzystki dały koncert.W ten świąteczny klimat bardzo dobrze wpisał się Tarnów. Oto w centrum  Kiskőrös na placu Tarnów stanęła replika Panoramy Siedmiogrodzkiej. Henryk Słomka - Narożański, zastępca prezydenta Tarnowa wraz z merem Kiskőrös dokonali uroczystego odsłonięcia wybitnego dzieła Jana Styki. Panorama obrazuje bitwę pod Sybinem zakończoną zwycięstwem armii siedmiogrodzkiej dowodzonej przez gen. Józefa Bema. Na zaproszenie samorządu Kiskőrös z okazji święta narodowego Węgier, z wizytą do partnerskiego miasta, wraz z zastępcą prezydenta Tarnowa udał się również Andrzej Szpunar, z-ca dyrektora Muzeum Okręgowego w Tarnowie. – Podczas przemówienia opowiadałem o niesamowitych dziejach Panoramy, podkreślałem wagę węgierskich patriotów ważnych i dla naszej historii – relacjonuje Henryk Słomka-Narożański. – Złożyłem także pozdrowienia od prezydenta Ryszarda Ścigały oraz mieszkańców naszego miasta. Zostało to gorąco przyjęte, a cała uroczystość cieszyła się ogromnym zainteresowaniem władz Kiskőrös i mieszkańców miasta. Replika Panoramy Siedmiogrodzkiej eksponowana będzie w Kiskőrös do października bieżącego roku. Potem pojedzie do Miszkolca. Od momentu uroczystego odsłonięcia repliki obrazu, co miało miejsce 21 marca 2009 roku w Tarnowie przy udziale ówczesnego Marszałka Sejmu, dzisiejszego Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, Panorama wędruje po Europie. Prezentowana była już w Varpolota i w Santu Gheorhe.

Fakty o Panoramie Siedmiogrodzkiej:

 Panorama Bitwy pod Wielkim Sybinem zamówiona została przez społeczeństwo węgierskiej pod koniec XIX wieku w 50. rocznicę Wiosny Ludów.

 Panorama została namalowana pod przewodnictwem polskiego malarza, Jana Styki.

 Malowidło powstało w 1897 roku w budynku Rotundy we Lwowie. Prace trwały do kwietnia do września.

 Pierwotne wymiary Panoramy to: 120 metrów obwodu i 15 metrów wysokości.

 Panoramę wystawiano we Lwowie, Budapeszcie, Krakowie i Warszawie. W 1908 roku obraz nagle zniknął. Jak się okazało, Styka pociął obraz, by w kawałkach go sprzedać. Kilka części odnaleziono dopiero po 70-ciu latach.

 Do dziś odnaleziono 31 części, z czego 20 znajduje się w zbiorach polskich muzeów, w tym w Tarnowie. Pozostałe 11 pozostaje w prywatnych rękach w kraju i zagranicą.

 Muzeum Okręgowe w Tarnowie prowadzi akcję poszukiwania zaginionych fragmentów Panoramy.

Klimatyczny koncert formacji Fisz Emade promujący "Zwierzę bez nogi" odbył się onegdaj w Piwnicach TCK gromadząc wiernych fanów tej grupy.Mija właśnie 10 lat od czasu wydania płyty "Polepione dźwięki", dlatego FISZ EMADE dumnie mianują się "mistrzami starej szkoły" i prezentują nowy materiał, stylistycznie nawiązujący do ich pierwszych inspiracji muzycznych, w tym do pionierskiego hiphopu. Ci, którym brakowało klasycznych rymów Fisza i mistrzowskiej produkcji Emade będą na pewno usatysfakcjonowani - przesterowany rap podbity mocnym rytmem nie brzmiał tak dobitnie od czasów "Check Your Head" Beastie Boys, do twórczości których fani znajdą nawiązania chociażby oglądając teledysk zapowiadający płytę. Fisz i Emade nie byliby oczywiście sobą gdyby nie pokazali także drugiej strony swoich muzycznych fascynacji. Bracia nadal uważnie poszukują nowych brzmień - na nowym albumie znalazło się też miejsce dla wycieczek w stronę elektroniki i dubu.

Ryszard Zaprzałka



10:14, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 marca 2012

Wprawdzie kalendarzowa wiosna jeszcze przed nami aliści w tarnowskiej kulturze, jak najbardziej. Prawdziwy wysyp nagród i wyróżnień. Już po raz piąty czytelnicy tygodnika TEMI przyznali swoim wybrańcom Złote Róże za rok 2011. Otrzymali je: tarnowskie Azoty, Piotr Pociask – muzyk, kompozytor, nauczyciel, twórca festiwalu jazzowego, który Złotą Różę odebrał już po raz trzeci, oraz dziennikarz filmowy, ceniony krytyk i publicysta Łukasz Maciejewski, od lat kształtujący repertuar mościckiego kina Millennium. W tym roku zdobywcy największej liczby głosów zamiast tradycyjnej róży wręczono  różany obraz pędzla Witolda Pazery (laureata ubiegłorocznego plebiscytu), który odebrał prezes „Azotów” Jerzy Marciniak. Przyznano także Srebrne Róże, którymi obdzielono: III LO, Wojtek Klich – gitarzysta i kompozytor, znany animator kultury, Stanisław Klimek – prezes Stowarzyszenia Rodzin Katolickich. Ogłoszono również laureatów alternatywnych Złotych Rózg. Przypadły one prezydentowi Ryszardowi Ścigale – za „chowanie się za plecami swoich urzędników” , jego zastępcy Henrykowi Słomce – Narożańskiemu odpowiedzialnemu m.in. za „remont” ul. Krakowskiej oraz tarnowskim radnym – lekarzom za załatwienie bezpłatnego parkowania swoim kolegom medykom. Niestety żaden z odznaczonych, czy tez naznaczonych rózgami nie pofatygował się na piątkowa galę w Hotelu Tarnovia, gdzie wręczono także przyznane po raz pierwszy nagrody im. Bogusława Wojtowicza – otrzymała je dwójka młodych tarnowskich muzyków Paweł Mazur i Piotr Smoleń, wykładowcy Szkoły Muzyków Rockowych przy TCK. O samej nagrodzie pisaliśmy obszernie kilka tygodni temu. Z kolei we środę 14 marca w Tarnowskim Teatrze odbyła się uroczysta gala będąca częścią obchodów 382 urodzin miasta. Podczas uroczystości wręczone zostały dziennikarskie „Weny”, nagrody przyznawane za szczególne osiągnięcia na medialnym polu działania. W tym roku „Weny” przyznano Marcie Tutaj, podróżniczce i dziennikarce tygodnika „Temi”, Marcinowi Pulitowi za stworzenie tarnowskiego studia Radia Kraków oraz Ryszardowi Jaźwińskiemu, dziennikarzowi radiowej „Trójki” za skuteczne promowanie Tarnowskiej Nagrody Filmowej. Podczas gali wręczono także tytuł Ambasadora Tarnowa. Z rąk prezydenta Ryszarda Ścigały tytuł odebrał Aleksander Grad, co przyjmujemy z miłosierną dezaprobatą… No cóż,jakie weny taka  i oprawa artystyczna, będąca żenującą powtórką z rozrywki! Interesujący za to był wykład doktora Mateusza Antoniuka z Zakładu Filologii Polskiej, jaki w PWSZ zorganizowało w poniedziałek 12 marca Towarzystwo Literackie im. Adama Mickiewicza Oddział w Tarnowie, zatytułowany „Nieznany wiersz Zbigniewa Herberta, czyli o urokach (i pułapkach) badania rękopisu”. Zdecydowanie na fali wznoszącej jest nasz „różo złoty” Łukasz Maciejewski, którego cykliczne spotkania w Centrum Sztuki Mościce cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Po malarsko - filmowym duecie A. i W. Sasnalów we czwartek 15 marca „Gościem Łukasza Maciejewskiego” był znany warszawski celebryta i modny aktor  Marcin Dorociński, jeden z najciekawszych artystów swojego pokolenia. Spotkanie, które trzeba było przenieść z sali kameralnej do głównej (przyszło ponad 400 osób) poprzedziła projekcja głośnego filmu „Róża” Wojciecha Smarzowskiego z udziałem aktora. Dzień później, również w CSM odbył się kolejny wernisaż w ramach oryginalnego projektu Red Gallery Cafe – tym razem było to odsłonięcie całości pracy Sebastiana Wołoszczuka pt. „Czerwona wróżka”. Niejako po sąsiedzku, w mościckiej filii Miejskiej Biblioteki Publicznej oglądać można ciekawą wystawę rzeźb dłuta Jana B. Styszko „Mój świat”, na która składają się rzeźbione w drewnie poetyckie postaci, pełne paradoksów, metafor i humoru. Poza tym w Galerii Miejskiej BWA odbył się w piątek 16 marca wernisaż prac tarnowskiego fotografika Grzegorza Powroźnika, w Bombaju  kolejny „Jazzowy Czwartek”, zaś w sobotę 17 marca Portal MuzycznyTarnów.pl zorganizował w klubie HDS koncert tarnowskiej formacji „Uwaga na Jeże” (bit beat, rock) oraz częstochowskiej grupy 69. Na koniec odnotujmy znaczące odejście wybitnego kapłana  ks. prałata dr Edwarda Łomnickiego – tarnowskiego „punktu odniesienia”…

16 marca o godz. 18:30 w Centrum Sztuki Mościce miało miejsce odsłonięcie całości pracy Sebastiana Wołoszczuka pt. Czerwona wróżka. Wernisaż odbył się w ramach Red Gallery Cafe – galerii będącej swego rodzaju Hyde Parkiem, otwartym na działania w obszarze różnorodnych form artystycznych, od klasycznych dziedzin sztuki po najnowsze działania w obszarze nowych mediów. „Czerwona Wróżka" jest humorystycznym nawiązaniem do napoju alkoholowego - Absyntu - oraz magicznej otoczki, która jest związana z tym trunkiem. Praca jest melanżem technik tradycyjnych (kontur został wykonany tuszem i pędzlem) połączonych z grafiką komputerową (nałożenie kolorów).  Autor pracy - Sebastian Wołoszczuk urodził się 4 lutego 1987 roku w Tarnowie. Jest absolwentem tarnowskiego Liceum Plastycznego, które ukończył w 2007 roku, a obecnie jest studentem na Krakowskiej Akademii im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego na wydziale kulturoznawstwa, kierunek sztuki audiowizualne. W jego twórczości artystycznej prym wiodą głównie dwie dziedziny: grafika oraz fotografia kreacyjna. Inspiracją dla jego twórczości jest głównie sztuka współczesna i otaczający go świat.

W mościckiej filii Miejskiej Biblioteki Publicznej mieszczącej się w Centrum Sztuki Mościce do końca marca oglądać można wystawę oryginalnych, bardzo osobistych rzeźb Jana B. Styszko „Mój świat”.  Zapełniają ją rzeźbione w drewnie postacie uciekające trochę w kierunku poezji, trochę w paradoks, trochę w metaforę. Niektóre z figur patrzą na świat przez błazeńskie maski, inne uczą się chodzić lub próbują latać na drewnianych skrzydłach.  Jan Styszko jest z zawodu inżynierem, byłym pracownikiem Zakładów Azotowych w Tarnowie. Zainteresowanie rzeźba odziedziczył po ojcu Wincentym, który po przejściu na emeryturę zaczął „dłubać” w drewnie.  – Zawsze interesowałem się sztuką, rysowałem, projektowałem, robiłem dekoracje – dywaguje autor mościckiej wystawy. I dodaje – Ostatecznie nie poszedłem jednak w tym kierunku, zostałem inżynierem.  Rzeźbą zainteresował się w latach siedemdziesiątych. Początkowo rzeźbił figurki  w stylu ludowym, uczestniczył w plenerach i warsztatach. Potem zaczął jednak szukać własnych form i treści. Prezentowana w bibliotecznej galerii ekspozycja jest jego pierwszą indywidualną wystawą. Wcześniej swoje prace prezentował m.in. w Krakowie, Żywcu, Bielsku Białej i Nowym Sączu. – Podobno nie jestem już twórcą ludowym, nie jestem też twórcą profesjonalnym. Na dodatek jestem emerytem... – żartobliwie określa swój obecny status J. B. Styszko.  

SALA PRÓB – to nowy projekt BWA Galerii Miejskiej prezentujący najciekawszych młodych artystów związanych z Tarnowem. Jest kontynuacją cyklu wystaw organizowanych w dawnej „Galerii Małej”. Aktualnie obejrzeć tam można prace Grzegorza Powroźnika  „Bez tytułu”,  z zakresu fotografii konceptualnej: odbitki fotograficzne, obiekty i wideo. Jest to pierwsza tarnowska prezentacja działań młodego twórcy. Grzegorz Powroźnik (ur. 1990 w Tarnowie) swoje prace wykonuje aparatem fotograficznym, skupiając się na intelektualnej stronie dzieła. Dokumentuje codzienne, banalne czynności, próbując w prosty sposób przedstawić wielowarstwowość i poetyckość zdarzeń. Opisuje otoczenie i podstawowe prawdy, na zasadzie: „poznać świat, badając ziarnko piasku". W fotografii najbardziej interesuje go odbitka, jako obiekt działający w określonej przestrzeni, dlatego też często wykracza po za ramy fotografii, tworząc swego rodzaju „rzeźby", czy instalacje. Debiutował na wystawach w Warszawie i Berlinie. Obecnie żyje i pracuje w Tarnowie.

Z kolei MuzycznyTarnow.pl zaprosił do klubu muzycznego HDS na rockowe brzmienia. Na scenie tarnowskiego klubu zagral rodzimy zespół UWAGA NA JEŻE. Grupa obraca się w muzyce Big Beat / Rock. Jako gość wieczornego koncertu wystąpiła częstochowska kapela 69, działająca na scenie od 2005 roku. Zespół 69 rozpoczął swą działalność na początku 2005 roku. Założycielem 69 jest paveu ,razem z nim grupę tworzą ludzie którzy brali udział w różnych formacjach muzycznych z Częstochowy: Dariusz Bafeltowski, Łukasz Kwarciak, Bartosz Żyngiel, Grzegorz Rurański. Największe sukcesy to: I miejsce „Otwarta Scena Muzyczna” ..05 w Siemianowicach , I miejsce „Mayday Rock Festival” ..05 w Głogowie, najlepszy wokalista „Rock co rok” ..05 w Raciborzu, najlepszy gitarzysta „Festiwal rockowy Wrock” ..05 we Wrocławiu, finał „Fama” ..05 Świnoujście, I miejsce „Jurajskie Granie „ ..06 w Olsztynie, „Dzień Kotana” ..06 Warszawa, I miejsce „Oleśnicki Wyskok” ..06 Oleśnica, lista rezerwowa Debiuty Opolskie ..06 w Opolu, finalista „Młode Wilki” ..06 w Warszawie, I miejsce „Liga Rocka” ..07 w Jeleniej Górze oraz najciekawszy perkusista, basista i gitarzysta Ligi Rocka, I miejsce „Rock Time Festival” ..07 Opole, I miejsce „Juwenaliada” ..07 w Krośnie. Zespół w sierpniu 2007 roku podpisał kontrakt z firmą fonograficzną 4ever Music pod szyldem, której w czerwcu 2009 roku ukazała się debiutancka płyta "69".Strona: http://www.myspace.com/69pl  

Uwaga na Jeże - Grają od 2008 wcześniej pod nazwą AWAITS jednak ciągle następowały zmiany muzyków w zespole. Pod koniec 2010 roku graja w trochę innym składzie "Uwaga Na Jeże". Muzyka w jakiej się obracają to Big Beat / Rock. Skład: Katarzyna Jurek - wokalBartłomiej Kisała - gitara Grzegorz Dzierwa - basMateusz Wyczesany - perkusja

25 lutego 2012 roku zmarł Ks. Prałat dr Edward Łomnicki – emerytowany wykładowca i prefekt w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. Osoba charakterystyczna, wrośnięta w pejzaż centrum Tarnowa, którego ulice (Piłsudskiego, Wałową, Katedralną) często bardzo wolno przemierzał, stając się wówczas dla przechodniów swoistym punktem odniesienia. Nic nie mówiąc, zachęcał nas za każdym razem do zwolnienia kroku ... Był też wybitnym teologiem i wielkim autorytetem moralnym. Podczas stanu wojennego ten zasłużony kapłan niósł pomoc internowanym, otoczył również duszpasterską troską i opieką tarnowską „Solidarność”. 

Ks. Prałat dr Edward Łomnicki urodził się 4 lipca 1935 roku w Piwnicznej. Kształcił się w szkole średniej w Nowym Sączu i w Małym Seminarium w Tarnowie. Egzamin dojrzałości złożył w 1952 roku, a następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie. Święcenia kapłańskie otrzymał z rąk biskupa Karola Pękali w dniu 29 czerwca 1958 roku. Następnie do roku 1962 był prefektem w Małym Seminarium w Tarnowie. Potem został skierowany na studia specjalistyczne z zakresu filologii klasycznej  i teologii fundamentalnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po ukończeniu studiów w 1968 roku, przez krótki czas był wikariuszem w parafii św. Józefa i Matki Bożej Fatimskiej w Tarnowie. W latach 1972 – 1973 przebywał na stypendium naukowym na Papieskim Uniwersytecie Gregorianum w Rzymie, a w 1977 roku obronił doktorat z zakresu teologii fundamentalnej.W latach 1968 – 1978 pełnił obowiązki prefekta, a w latach 1968 – 1998 był też wykładowcą języka łacińskiego w Wyższym Seminarium Duchownym w Tarnowie. W latach 1974 – 1996 pełnił funkcję delegata diecezji tarnowskiej do spraw Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a od roku 1977 do roku 1996 sprawował obowiązki diecezjalnego duszpasterza trzeźwości. Ponadto był cenzorem ksiąg religijnych i członkiem Diecezjalnej Rady Duszpasterskiej. W  1985 roku został obdarzony godnością Kapelana Jego Świątobliwości.Podczas stanu wojennego w wielkim stopniu zaangażował się w niesienie pomocy osobom internowanym, otoczył również duszpasterską troską i opieką tarnowską „Solidarność”. Bardzo wrażliwy na potrzeby bliźnich spieszył z pomocą dzieciom z rodzin zaniedbanych moralnie. Po przejściu na emeryturę mieszkał jako rezydent w Parafii Katedralnej w Tarnowie.(za Diecezjalnym Serwisem Informacyjnym). 

A tak tego zasłużonego kapłana wspomina Jerzy Reuter:   Księdza Edwarda Łomnickiego poznałem ponad 25 lat temu, gdy jeszcze patrzył uważnie na otaczający Go świat zdrowymi oczyma. Mieszkał w malutkim mieszkanku, w starej kamienicy na Placu Katedralnym, bez kuchni i okazałego umeblowania. Częstował herbatą, a wodę gotował w szklance zwykła grzałką turystyczną. Zawsze zamyślony, ale nad wyraz życzliwy i pamiętający, że ktoś na Niego czeka, bo dary które przynosił zawsze sprawiały wiele radości i pomagały przetrwać najgorsze dni. Pukali do księdza Edwarda wszyscy potrzebujący. Samotne matki, niepełnosprawni, pijacy i narkomani, a On, w swojej wielkiej skromności, wysłuchiwał każdego jednako i dzielił się tym co miał. Pamiętam też, gdy zaszyty w bieszczadzkich ostępach ośmieliłem się napisać w jednym z listów do księdza Edwarda o ciężkiej doli leśnych ludzi, o okrutnej zimie i niedostatku. Po kilkunastu dniach, zupełnie niespodziewanie, przyszła skromna paczka, a w niej zimowa kurtka… uff! Wisi do dzisiaj na poczesnym miejscu w szafie i przypomina o szlachetnym geście tarnowskiego księdza. Po wielu latach spotkałem na ulicy Wałowej księdza Łomnickiego i wrosłem z wrażenia w uliczny bruk. Szedł w kierunku seminarium, samotny i niewidzący, trzymając się ścian kamienic, przystając co chwilę w zamyśleniu, jakby szukając drogi do siebie. Czasami przystanął przed jakąś naturalna przeszkodą i szukał w pamięci bezpiecznego ominięcia schodów, krawężników. Podbiegłem, by się przypomnieć, przeprowadzić do celu, ale ksiądz delikatnie, ale stanowczo odmówił skorzystania z mojej pomocy i poszedł dalej, samotnie, bez oglądania się za siebie. Musiało upłynąć wiele dni zanim zrozumiałem, że dobrzy ludzie pozostają w samotności i samotnie odchodzą, bez szukania jakiejkolwiek zapłaty za swoje wielkie uczynki… i niech tak pozostanie, ku pamięci. 

Ryszard Zaprzałka


12:25, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 marca 2012

 

W minionym tygodniu obchodziliśmy kolejne 682 urodziny naszego galicyjskiego miasteczka, z tym że tak naprawdę świętujemy je dopiero od pięciu lat. Tak, jak w latach poprzednich urodziny miasta rozpoczęły się 7 marca o godz. 11.30 pod pomnikiem Władysława Łokietka, gdzie zgromadzono pospolite ruszenie maluchów z tarnowskich przedszkoli, które potem w kolorowym pochodzie przeszło na rynek. W tym urodzinowym przemarszu wzięły m.in. znaczące dla lokacji miasta postacie historyczne, z samym królem Władysławem Łokietkiem na czele. Po dotarciu na płytę rynku najmłodsi obywatele Tarnowa  zaprezentowali program artystyczny przygotowany specjalnie na tę okazję. Zaś w południe odczytany został akt lokacyjny Tarnowa. Uroczystość zwieńczył słodki poczęstunek w postaci 1330 muffinek oraz chorągiewek z herbem Tarnowa. Przygotowano także baloniki w barwach miasta, które na finał i vivat wypuszczono w niebo… Drugą, dorosłą część świętowania urodzin Miasta zaplanowano na 14 marca. Gala odbędzie się w Teatrze im. L. Solskiego podczas, której wręczony zostanie tytułu "Ambasador Tarnowa" oraz dziennikarskie "Weny". Pegaz zgłasza do tych niewątpliwie zaszczytnych tytułów odpowiedzialnych za drogową demolkę ulicy Krakowskiej oraz remont teatru. Bowiem, jak się okazuje nie tylko rzeczona ulica zanim jeszcze została z przeproszeniem wyremontowana to już wymaga kosztownych poprawek, ale i  Tarnowski Teatr, na co wielokrotnie zwracaliśmy uwagę, także nie spełnia pokładanych w nim modernizacyjnych nadziei. Oto nowa dyrektor artystyczna Solskiego pani Ewelina Pietrowiak publicznie zgłosiła szereg niedoróbek projektowo – budowlanych, jakie zastała w gruntownie ponoć zmodernizowanym budynku teatru. Chodzi m.in. o urządzenie widowni w taki sposób, że miejsca zapewniające najlepszą widoczność  znajdują się na schodach…zajmują je bowiem nie fotele ale szerokie dojście – przejście do nich, dokładnie przez sam środek widowni. Podczas gdy w większości takich sal dojścia do poszczególnych rzędów foteli usytuowane są z boków widowni, pod ścianami. Pani dyrektor zwraca również uwagę na zbyt dużą odległość między sceną a pierwszym rzędem foteli, brak sceny obrotowej, zapadni oraz ewidentne absurdy w postaci chociażby urządzenia stanowiska inspicjenta nie przy wejściu aktorów na scenę, a po jej przeciwnej stronie, czy brak okien w garderobach, o bufecie dla aktorów (rzecz święta i podstawowa w każdym teatrze)) nie wspominając. Zważywszy, że pierwszą odkrytą przez… widzów projektową niedoróbką był brak wentylacji, którą na szczęście udało się już zainstalować, to trudno oprzeć się wrażeniu, że generalny remont tarnowskiego teatru przeprowadzany pod hasłem: „szybko i tanio” (chociaż z półrocznym opóźnieniem i za ponad 15 mln zł) oraz „jakoś to będzie”, bez odpowiednich studiów i konsultacji na etapie projektowania oraz kosztem jakości wykonania i profesjonalnego wyposażenia, będzie nas jeszcze sporo kosztował… I mało pocieszające jest to, że z większością zgłoszonych przez nową dyrektor teatru uwag dotyczących tzw. substancji materialnej budynku zgadzają się nasi rajcowie i magistraccy urzędnicy, którzy tę remontową hucpę zatwierdzili, sfinansowali i odebrali! Dobrym komentarzem do całej tej komedii omyłek była wystawiona we czwartek 8 marca z okazji Dnia Kobiet farsa pt. „Czego nie widać”. A owe Święto, niegdysiejszy „dar” towarzysza Wiesława, którego symbolem był goździk, w tym roku upłynął, przynajmniej w Tarnowie,  pod znakiem tulipanów, których ponad tysiąc rozdało naszym paniom Radio RDN… Paniom też dedykowany był nowy projekt TCK, a mianowicie „Skład kultury”, który muzycznie wypełnił nowy – stary „Personel”, komik Paweł Reszela oraz „Fotokasty” Pawła Topolskiego. Rzecz działa się w piątek 9 marca. Tamże dwa dni wcześniej we środę 7 marca otwarto interesującą wystawę fotografii  Marcina Osmana „Twarze Azji”. A w klubie „Przepraszam” zagrała tarnowska grupa „Fingers” finiszując jam session. Zaś 8 marca w Bombay Musik odbył się kolejny jazzowy czwartek, w którym wystąpił Beale Street Band. Na koniec odnotujmy obywatelską refleksję red. J. Reutera nad kulturalnym i handlowym upadkiem tarnowskiego „Burku”… 

Dawno już nie zaglądaliśmy do popularnego klubu studenckiego „Przepraszam” mieszczącego się na Rynku, a tam we środę zagrał tarnowski zespół Fingers.   Po koncercie odbył się jam session. „Wszystkich chętnych zachęcamy by zabrali ze sobą instrumenty i części zapasowe do nich, bo po koncercie Jammujemy – zapraszali organizatorzy.  - Właściwie historia zespołu „Fingers” sięga jeszcze czasów, kiedy Damian Halski rozstał się ze swoją poprzednią grupą. Wtedy już planował rozpoczęcie nowego projektu. Los - pechowo czy szczęśliwie - tak chciał, że spotkał na swojej drodze Piotra Wątrobę, który z nieoczekiwanym zapałem przystał na ten pomysł. Zaawansowany gitarzysta jakim był Damian i początkujący wokalista Piotrek rozpoczęli poszukiwania członków zespołu. I trochę czasu zajęło im znalezienie Mateusza Mytnika. Najciemniej pod latarnią, przyjaciel Piotra jeszcze z czasów gimnazjum grał na basie i z chęcią przyłączył się do tworzącej się grupy. Wtedy też, pod koniec 2010 roku zespół zaczął prowadzić regularne próby w klubie motocyklistów Watahy. To tam narodziły się pierwsze koncepty kawałków takich jak 'Pętla', 'Wyjście', czy 'Nie ma nas'. Do trzyosobowego składu przyłączył się wtedy barman i weteran Watahy - Ryszard Dobosz. Siedząc za garami spotęgował moc twórczą. Nie było już możliwości odwrotu, Damian bardzo szybko sprowadził do zespołu swojego przyjaciela Piotrka Wódkę i... Rozpoczęła się przygoda z muzyką. Pełną parą z pełną mocą. Początki były trudne, ale kiedy już zespół wyszedł z ciemności grając parę koncertów, pojawił się także swoisty "fun". Muzyka wszakże przede wszystkim jest zabawą, formą wyrażenia siebie i możliwością spotkania z ludźmi. Chcemy grać dla ludzi, którzy chcą nas słuchać – deklarują członkowie grupy.

Z kolei Tarnowskie Centrum Kultury  zaprosiło w piątek 9 marca do „Składu kultury". Jest to nowa formuła cyklu imprez organizowanych w tej placówce, których gospodarzem był tarnowski zespół Personel (pomysłodawca niegdysiejszej „Restauracji Sialalala...". Jako, że właśnie obchodzimy Święto Kobiet wątkiem przewodnim pierwszej edycji "Składu kultury" były kobiety... Płeć piękna z racji swojego święta dominowała w muzyce, dowcipie, a także na fotografiach. A na program tego interdyscyplinarnego wieczoru złożyły się: koncert zespołu Personel,  pokaz fotokastów „Kobiety" – oryginalnych fotografii Pawła Topolskiego - jeden z najlepszych tarnowskich fotografów. Paweł Topolski zaprezentował fotografie, które wykonał w ciągu ostatniego roku. Wystąpił również gość specjalny - Paweł Reszela ze swoim programem kabaretowym.

A główny wykonawca wieczoru to „Personel” czyli tarnowsko – krakowski mezalians. Grupa powstała w 2000 r. z inicjatywy Krzysztofa Hubera - autora tekstów i muzyki oraz Mariusza Dziekana - pianisty i aranżera. Po kilku zmianach "personalnych" krystalizuje się ostateczny kształt formacji. Muzyka Personelu, to swobodna wycieczka po różnych stylach i gatunkach opatrzona treścią. Członkowie grupy są finalistami SFP w Krakowie i OPPA w Warszawie. Od początku działalności z powodzeniem występują zarówno w klubach, jak też na imprezach plenerowych na terenie kraju, a także na zapleczu "Restauracji Sia la la la la" cyklicznej imprezy kulturalnej organizowanej niegdyś przez TCK skupiającej w sobie zapędy twórcze różnej maści.Koncertem 9 marca w piwnicach TCK Personel wznowił działalność po blisko siedmiu latach milczenia. A oto aktualny skład zespołu: Krzysztof Huber – wokal, Mariusz „Mario” Dziekan – instrumenty klawiszowe, Sebastian Mnich – perkusja, Piotr Sokołowski – gitara, Marek Buchowicz – bas, Marek Krupa – saksofon.

Paweł Topolski to znany i ceniony oraz powszechnie lubiany Tarnowianin, rocznik 1971. Od 1991 r. pracuje jako fotoreporter. Współpracuje z wieloma dziennikami i portalami internetowymi w Tarnowie, także z naszym Tarnowskim Kurierem Kulturalnym. Jego fotografie publikowane są także w prasie, m.in. w Gazecie Wyborczej, Dzienniku Polskim, Temi, Polityce, czy Wprost. Paweł Topolski zajmuje się także fotografią artystyczną. Jego prace wystawiane były m.in.: w Art Cafe ("Portrety" - 1998), w ramach "Galicjaner Szteti" (Tarnów, 2005), a także w Wilanowie.

Paweł Reszel to znakomity komik, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Znany w kraju i za granicą. Główną cechą jego występów jest bardzo dobry kontakt z publicznością, a także energia, którą przekazuje widzom. Bawi przede wszystkim humorem sytuacyjnym i zabawnymi zdarzeniami, które mogą spotkać każdego z nas. Doświadczenie kabaretowe może zagwarantować nam wiele uśmiechu i łez... tych, które wydobywają się z nas wtedy kiedy już wszystko nas boli od śmiechu.

Natomiast redaktor Jerzy Reuter przechodząc  przez nasz ukochany Burek – zauważa, że rodzimi kupcy zamieniają się powoli w rozleniwionych nierobów. Piją herbatki, przekąszają frytkami i bajdurzą ile tylko wlezie. Czasami przybiegnie zdyszany umyślny i rzuci w przelocie informację, że pani Maria od koszul sprzedała pierwszy krawat od trzech dni i płacze ze szczęścia. Pan Rysiek, ten od tanich spodni, poopowiada z łezką rozrzewnienia w oku, jak to drzewiej bywało, gdy dziennie sprzedawał dwie pary dżinsów i jakoś żył. Burek, a właściwie jego historia, podzielił się na dwa okresy, ten pierwszy to „przed”, a drugi „po”. Po czym i przed czym? A no, sprawa jest prosta jak biegun ciepła, który w swojej doskonałości pionowej zawsze coś musi dzielić. Tak więc, mamy erę przed wybudowaniem Gemini Park i po wybudowaniu tego zjawiska pychy i arogancji, mocno wspieranej przez naszego miejskiego prezydenta, chociaż wzmiankowany moloch jest w rękach prywaciarzy i wyzyskiwaczy, drenujących rynki naszych miasteczek, ale dających wielką arenę rządzącym do pokazywania się tam i robienia sobie dobrego wizerunku. To nic, że biedota piszczy z głodu, nic że pracy jest co raz mniej, ważne są dochody ziomali, bo przecież czymś się tacy różnią od armatniego mięsa wyborczego. Pamiętam otwarcie galerii Tarnovia, te uginające się stoły od wykwintnego jadła i tańczące kankana półnagie panienki – wypisz, wymaluj, zabawa po plenum KC. Pamiętam również księdza, który poświęcił galerię i szybko zwiał, bo na horyzoncie pojawiły się owe girlaski. Jakie to piękne! Prawda? Powracając jednak na Burek, muszę dodać. Jestem za likwidacją tego miejsca i natychmiastową eutanazją sprzedawców, którzy mają czelność stać na zimnie i płakać nad własnym upadkiem. Przecież to tylko mała sprawa dla sytego pana prezydenta. Podpisano – karmiony sieczką.

Ryszard Zaprzałka



11:54, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 marca 2012

Dobra wiadomość jest taka. Najsławniejszy ze współczesnych Tarnowianin, światowej sławy kosmolog i filozof ksiądz profesor Michał Heller otrzymał kolejny tytuł, tym razem  doktora honoris causa Politechniki Warszawskiej. Uczelnia przyznała ten zaszczytny tytuł swojemu  wykładowcy, który od ponad 20 lat związany jest z nią pracą naukową i dydaktyczną.  Podczas uroczystości z udziałem m.in.  kard. Kazimierza Nycza, abp Stanisława Budzika, metropolity lubelskiego oraz licznego grona profesorów i rektorów polskich uczelni, przypomniano, że ks. Michał Heller jest pierwszym Polakiem, który został laureatem Nagrody Templetona nazywanej również „religijnym Noblem”. Wyróżnienie otrzymał w 2008 roku  za budowanie pomostów miedzy nauką  i wiarą a nagrodę przekazał na powstanie Centrum Mikołaja Kopernika Badań Interdyscyplinarnych w Krakowie. Gratulujemy i życzmy ks. profesorowi aby penetrując - „ najwcześniejsze etapy kosmicznej ewolucji z zastosowaniem nowych metod matematycznych, rejony gdzie wszystko jest tak, jak powinno być… od czasu do czasu bywał na ambonie. I swoimi mini wykładami w formie kazań przybliżał nam „zwykłym zjadaczom chleba” kosmiczne świętych obcowanie i nasz w tym udział. Zaś zła wiadomość jest taka. Posadę stracił dotychczasowy sekretarz prasowy Tarnowskiego Teatru Jerzy Świtek, prawdziwy humanista i wytrawny znawca sztuki, oddany człowiek teatru i filmu. Znany w środowisku „Uskrzydlony” animator kultury, od prawie roku pełniący tę funkcję (miał podpisaną umowę na dwa lata) i teraz z dnia na dzień zwolniony przez nową dyrektor artystyczną Solskiego E. Pietrowiak. Jego następczynią została  młoda, dramatopisarka Anna Wakulik. - Szukałam osoby, która posiada doświadczenie dramatopisarskie oraz trzyma rękę na pulsie życia teatralnego w Polsce i na świecie – uzasadnia swoją decyzję  dyrektor artystyczna teatru. Wypada tylko żałować, że w tym nowym personalnym rozdaniu w kierowniczym teamie Solskiego nie znalazło się miejsce dla człowieka z taką wiedzą i doświadczeniem, jak Jerzy Świtek. Widać idzie nowe… ale czy dobre… Artykuł dotyczący 400. rocznicy śmierci ks. Piotra Skargi otwiera najnowszy biuletyn tarnowskiego Klubu Inteligencji Katolickiej. Znajdujemy w nim także list adresowany do przewodniczącego KRRiTV Jana Dworaka będący protestem wobec naruszenia prawa w procesie przyznawania koncesji na cyfrowym multipleksie dla Telewizji Trwam, a także program spotkań w miesiącu marcu. Upłyną one głównie pod znakiem Rekolekcji Wielkopostnych, choć nie zabraknie również ciekawych wieczorów, takich jak np. ten poświęcony 70. rocznicy przemianowania ZWZ w AK. Z kolei 2 marca nastąpiła oficjalna, formalna zmiana nazwy Mościckiego Centrum Kultury na funkcjonujące  już od dłuższego czasu  Centrum Sztuki Mościce, dokona  na podstawie stosownej uchwały Sejmiku Woj. Małopolskiego. Tego samego dnia w piwnicach TCK zagrała L.Stadt -  łódzka formacja powracająca do Tarnowa z kolejnym, po debiutanckim krążku, tym razem albumie "EL.P". Koncert łodzian poprzedził występ tarnowskiego trio SAYES. Tamże dzień później, w sobotę 3 marca wystąpił jazzowy guru Marek Napiórkowski Trio promując nową płytę  „KonKubiNap". Niewątpliwą gratką były poprowadzone przez tę formację niedzielne warsztaty muzyczne obejmujące gitarę, bas i  perkusję. Natomiast w sobotę w klubie Kotłownia przy ul. Urszulańskiej miał odbyć się koncert charytatywny wraz z aukcją płyt i gadżetów na rzecz walczącego z mukowiscytozą Łukasza Zadylaka z udziałem The Grends, Angel’sSorrow, Nirah oraz New Gephard, The Hegemony, Nymphill, Nerzhul. Niestety, jak z przykrością zawiadamiają organizatorzy w przeddzień tego serdecznego koncertu jego adresat zmarł… W związku z zaistniałą sytuacją koncert poświęcony został pamięci Łukasza, a dochód z niego przekazany jego rodzinie. Wielki szacun za ten piękny gest solidarności młodych fanów. Zaś niedzielnymi gośćmi Łukasza Maciejewskiego w Centrum Sztuki Mościce byli nasi topowi tarnowsko – krakowscy artyści, obywatele świata Anna i Wilhelm Sasnalowie, którzy zaprezentowali swój wspólny pełnometrażowy debiut filmowy „Z daleka widok jest piękny”, ale to wydarzenie opisujemy oddzielnie.   

Przypomnijmy, że nasz „noblista” ks. prof. Michał Heller urodził się 12 marca 1936 r. w Tarnowie w rodzinie inteligenckiej. Matka, Zofia, z domu Strugalewicz, pochodziła z polskiej rodziny zamieszkałej na Ukrainie. Ojciec, Kazimierz był absolwentem Politechniki Wiedeńskiej i Lwowskiej. Po wybuchu II wojny światowej w 1940 r. Rosjanie wywieźli całą rodzinę na Sybir. Przebywali tam przez całą wojnę. Po jej zakończeniu rodzina wróciła do Polski. Zawsze skromny i unikający rozgłosu, od dzieciństwa marzył, aby zostać naukowcem. Często podkreśla, że zawdzięcza to swoim rodzicom, szczególnie ojcu, inżynierowi pracującemu przez długie lata w Zakładach Azotowych w Tarnowie - Mościciach. Niemalże codziennie spotkać można ks. prof. Michała Hellera, jak skromnie ubrany /najczęściej w szary garnitur i takiż prochowiec lub kurtkę, z nieodłącznym beretem na głowie/, wychodzi z plebani kościoła przy ul. Urszulańskiej i zdąża w kierunku tarnowskiego Wyższego Seminarium Duchownego lub bloku, w którym mieszka przy ulicy Powstańców Warszawy. Mało, kto rozpoznaje w tym starszym, 75 letnim szczupłym mężczyźnie, profesora Wydziału Filozofii Papieskiej Akademii Teologicznej i kierownika Katedry Filozofii Przyrody, wykładowcę Oksfordu i  Leicester, Louvain i Liege, pracownika Obserwatorium Watykańskiego, członka zwyczajnego Papieskiej Akademii Nauk i wielu towarzystw naukowych, autora ponad 30 książek i blisko 600 rozpraw i publikacji.

Największą frajdą jest dla mnie kontakt z ciekawymi tekstami dramatycznymi. Drugą frajdą będzie praca z Eweliną Pietrowiak. A największą frajdą jest tworzenie nowego miejsca, które może przynieść frajdę widzom - mówi Anna Wakulik. Nowa sekretarz prasowa teatru jest studentką Instytutu Kultury Polskiej UW, absolwentką Szkoły Dramatu przy Teatrze na Woli (2011). Wcześniej uczestniczyła w programie International Residency w The Royal Court Theatre w Londynie (opieka reżyserska nad tekstem „A Time to Reap”- Ria Parry). Finalistka Gdyńskiej Nagrody Dramaturgicznej 2010 („Krzywy Domek”) i Metafor Rzeczywistości 2009 („Sans Souci”), laureatka konkursu dramaturgicznego Teatru Wybrzeże („Elżbieta H.”) i „Szukamy polskiego Szekspira” ośrodka ASSITEJ. W Szkole Dramatu przy Teatrze na Woli Anna Wakulik prowadzi zajęcia z twórczego pisania. Laureatka Internationaler Journalistenpreis 2009. W latach 2006-2009 sprawowała funkcję rzecznika prasowego Teatru Atelier im. A. Osieckiej w Sopocie. Pisała dla „Dialogu”, „Die Welt” i „Gazety Wyborczej”. Do obowiązków nowej sekretarz należeć będzie czytanie i opiniowanie nowych sztuk, przedstawianie propozycji repertuarowych, szukanie nowych, ciekawych dramatów oraz praca nad wystawianymi tekstami dramatycznymi. A. Wakulik zasiądzie także w jury niedawno ogłoszonego konkursu dramatopisarskiego.  

L.Stadt - to łódzka grupa muzyczna która w swoim dorobku artystycznym ma dwa albumy długogrające oraz zdążyła zagrać na największych imprezach muzycznych w Polsce, USA, Kanadzie i Europie. Każdy ich występ to koncertowa petarda, energetyczny wulkan, pełen magii, rytmu i surf rockowego brzmienia muzyczny spektakl. Ich świeże i niebanalne spojrzenie na muzykę porywa publikę już od pierwszego gitarowego riffu. L.Stadt tworzą czterej młodzi, profesjonalni muzycy: wokalista, gitarzysta i pianista Łukasz Lach, basista Adam Lewartowski i dwóch perkusistów: Andrzej Sieczkowski i Piotr Gwadera. Każdy z nich ma za sobą doświadczenie w innych grupach i udział w różnorodnych projektach muzycznych. L.Stadt pomimo, że pochodzą z Łodzi, poznali sie w Strasburgu. Pierwszy ich koncert odbył się na scenie klubowej w trakcie festiwalu Camerimage w 2003 roku. Muzyka zespołu jest melodyjna, mimo to krytycy mają problem z określeniem ich stylu muzycznego, jeden z francuskich dziennikarzy okreslił to jako alternative-pop-garage-noise-rock. Debiutancki album – "L.Stadt" miał swoją premierę - 29 lutego 2008. Płyta miała fantastyczne recenzje a zespół według polskich mediów został uznany za nadzieję polskiej muzyki. Od wydania płyty zagrali ponad 150 koncertów klubowych i plenerowych w Polsce oraz  min. w Niemczech, Anglii, Chorwacji oraz na festiwalach PKO BP London Live – Wembley Arena, Opener, Off-festival, Aix Provance Class-rock, 4 Kultury, Wroclaw Non Stop, Bremen Viertel Fest, B2gheter (Litwa). W 2010 roku zespół otrzymał zaproszenie na jeden z największych festiwali muzycznych w Stanach Zjednoczonych – SXSW – w Austin. W trakcie pobytu zespół zagrał w sumie 13 razy, odbywając przy tym pierwsza trasę po Texasie (Austin, Houston, Dallas, Ft. Worth). Obecnie zespół promuje drugą płytę "EL.P", grając koncerty w kraju, Europie czy za Atlantykiem.

Marek Napiórkowski, jeden z najbardziej cenionych polskich gitarzystów jazzowych, wystąpił w ostatnią sobotę w Tarnowie promując swoją trzecią płytę pt. „KonKubiNap". Skład zespołu tworzy trzech niezwykłych muzyków - absolutna czołówka polskiej sceny jazzowej: gitarzysta Marek Napiórkowski, basista Robert Kubiszyn i perkusista Cezary Konrad.

Nowy materiał jest mieszanką żywiołowej, pełnej energii improwizowanej muzyki, ekspr esyjnych partii solowych, ale także stonowanych, lirycznych ballad. Oprócz bardzo różnorodnych stylistycznie kompozycji autorstwa lidera zespołu pojawiły się także utwory klasyków Jazzu, Johna Coltrane'a i Jaco Pastorius'a. Album „Konkubinap" został nagrany (jesień 2010) podczas koncertów grupy w klubach jazzowych w kilku miastach Polski i udowadnia, że zespół Napiórkowskiego to muzycy z samej jazzowej czołówki. Marek Napiórkowski - nagrał ponad 100 płyt z różnymi wykonawcami sceny polskiej (m.in. z Henrykiem Miśkiewiczem, Urszulą Dudziak, Krzysztofem Ścierańskim, Janem Ptaszynem Wróblewskim, Tomaszem Stańko i Dorotą Miśkiewicz) i z gwiazdami światowego jazzu (m.in. z Patem Methenym, Richardem Boną, Mino Cinelu, Marcusem Millerem, Dhaferem Youssefem, Angelique Kidjo, Ivanem Linsem, Klausem Doldingerem). "KonKubiNap" to trzecia solowa płyta gitarzysty, po "Nap" (2005) i "Wolno" (2007). Cztery razy był nominowany do Nagrody Muzycznej Fryderyk. Obecnie nagrywa i koncertuje w Polsce i za granicą z Anną Marią Jopek, Henrykiem Miśkiewiczem Full Drive, Dorotą Miśkiewicz, Funky Groove i własnymi projektami.

Robert Kubiszyn - gitarzysta basowy i kontrabasista, mający na koncie współpracę min. z Adamem Pieronczykiem, Deanem Brownem, Jonem Herringtonem, Mino Cinelu, Zbigniewem Namysłowskim, Marią Schneider. Kubiszyn grał również na dwóch poprzednich płytach Napiórkowskiego.

Cezary Konrad - znany perkusista, nieprzerwanie od roku 1992 uznawany za najlepszego polskiego perkusistę jazzowego według rankingu Jazz Top czasopisma "Jazz Forum". Współpracował m.in.z Leszkiem Możdżerem, Zbigniewem Namysłowskim, Tomaszem Stańką oraz z zagranicznymi muzykami takimi jak Karrin Allyson, Randy Brecker, Joe de Franco, Paul Imm, Didier Lockwood, Pat Metheny, Nippy Noya, Susan Weinert.

Ryszard Zaprzałka



11:12, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: