RSS
sobota, 24 grudnia 2011

Ponieważ Święta Bożego Narodzenia już „się dzieją” więc zacznijmy nasz cotygodniowy alert po kulturalnych zaułkach naszego tarnowskiego Betlejem od życzeń i wizyty w podtarnowskim Błoniu, gdzie wypieka się… wigilijne opłatki. Ktoś policzył, że całkowita moc sygnałów odebranych do tej pory przez wszystkie radio teleskopy świata równa jest energii jaka uwalnia się podczas uderzenia płatka śniegu o ziemie, więc podzielmy  się nim niczym opłatkiem, obdarujmy gałązką jemioły, zaś w naszych sercach  niech zakwitnie gwiazda betlejemska… . I w ten sposób rozpocznijmy nasze polskie, rodzinne świętowanie. Niechaj Boże Narodzenie Anno domini 2011 stanie się prawdziwym narodzeniem nas dla siebie i dla najbliższych, dla świata i poza nim… . Aliści zanim słowo stanie się ciałem w tę jedyną w roku betlejemską noc wewnętrznego spokoju i zewnętrznego pokoju, tradycyjnie odbywają się na tarnowskim bruku przeróżne około świąteczne imprezy, z różnym skutkiem łączące działalność charytatywną z komercyjną. I tak, tradycją Galerii Miejskiej są grudniowe spotkania opłatkowe tuż przed Wigilią Świąt Bożego Narodzenia. W tym roku, w związku z jubileuszem 100-lecia ZPAP,  wigilijna ekspozycja tarnowskich środowisk twórczych na dworcu PKP dedykowano ją  laureatom ostatnich tarnowskich Salonów Jesiennych. To serdeczne spotkanie miało miejsce we wtorek 20 grudnia, a w programie poza oficjalnym otwarciem wernisażu znalazło się świąteczne słowo Duszpasterza Tarnowskich Środowisk Twórczych ks. Tadeusza Bukowskiego, składanie życzeń i wspólne kolędowanie. To pierwsza wigilia tarnowskich galerników bez charyzmatycznego dyrektora Galerii Miejskiej Bogusława Wojtowicza, cenionego animatora kultury, pasjonata i znawcy teatru, propagatora muzyki francuskiej i jazzu, cenionego kuratora niezliczonej ilości wystaw krajowych i zagranicznych, pomysłodawcy interdyscyplinarnego Festiwalu Sztuki ArtFest, który od tegorocznej edycji nosi jego imię. W piątek 23 grudnia, w pierwszą rocznicę jego odejścia na niebiańskie salony wystawiennicze w tarnowskiej Katedrze odprawiona została za spokój jego duszy Msza Św. celebrowana przez ks. T. Bukowskiego. W nastrój Świąt wpisuje się od kilku lat przywracany naszej obyczajowości Akatyst – śpiewany na stojąco starodawny hymn ku czci Najświętszej Maryi Panny. To jedna  z najważniejszych z form kultu maryjnego w cerkwi prawosławnej. Przetłumaczony najpierw na łacinę, a potem na wiele kolejnych języków, wywarł ogromny wpływ na poezję maryjną całego Kościoła. W niedzielę 17 grudnia w kościele Świętej Rodziny w Tarnowie Akatyst wykonany został przez Capellę Tarnoviensis, wzbudzając ogromne zainteresowanie. To przez całe wieki nieobecne w katolickich  świątyniach dzieło pochodzi prawdopodobnie V-VI wieku, a jego autorstwo jest bardzo niepewne. Około VIII wieku, dzięki kontaktom Wenecjan ze Wschodem, Akatyst został przeniesiony do Włoch i przetłumaczony na łacinę wywierające ogromny wpływ na poezję maryjną całego Kościoła. Polskiego przekładu Akatystu dokonał w 1965 roku jezuita Mieczysław Bednarz. Treść 24-zwrotkowego hymnu koncentruje się wokół tematu obecności Maryi w Tajemnicy Słowa Wcielonego i Jego Kościoła. Zwrotki, w których na przemian przeplatają się teksty maryjne i chrystologiczne, zaczynają się od kolejnych liter alfabetu. Każdą strofę zaczyna zapowiedź wydarzenia lub tematu, która ma skierować rozmyślanie ku wnętrzu tajemnicy. Ale nie tylko Akatyst pierwszy raz wykonano w Tarnowie, również po raz pierwszy pod Bimą zapalono we środę 21 grudnia świece chanukowe… W tej niezwykłej  ceremonii  udział wzięli poza prezydentem Tarnowa, rabini Boaz Pash i Eliezer Gurari oraz biskup W. Lechowicz, administrator Diecezji Tarnowskiej. Interesująco rzecz całą komentują A. Bartosz i M. Poświatowski (oba teksty obok). Za to zgodnie z dwunastoletnią już tradycją, również we środę  21 grudnia na tarnowskich ulicach pojawił się wóz z wigilijnym sianem. W imprezie, zorganizowanej przez starostwo powiatowe uczestniczyła grupa kolędnicza „Kumotry”, która wraz z życzeniami rozdawała siano, śpiewając kolędy i pastorałki. Poza tym w Solskim dano premierę „Makbeta”, a w Muzeum otwarto wystawę prac S. Potępy (o obu tych wydarzeniach czytaj obok),  ukazały się także dwie pozycje książkowe: leksykon o tarnowskim sporcie i tramwajarska monografia…

Nazwa opłatek wywodzi się z łaciny: „oblatum” – „dar ofiarny”. Jest to cieniutki płatek chlebowy, wyrabiany z białej mąki i wody, bez drożdży, soli i zakwasu. Od opłatka spożywanego podczas Eucharystii różni się tym, że nie jest konsekrowany, lecz wyłącznie pobłogosławiony. Wigilijny opłatek stał się stałym elementem naszej Polskiej kultury. Czasami możemy się dziwić, dlaczego w innych krajach ludzie nie łamią się opłatkiem. Chrześcijanie pierwszych wieków przynosili na eucharystię między innymi chleb. Po skończonej agapie chleb ten rozdzielano potrzebującym. Jednak część chleba zabierano z powrotem i dzielono się nim z tymi, którzy na spotkanie wspólnoty nie mogli przyjść. W ten sposób wyrażano wzajemną łączność wspólnoty z nimi. Był to znak wzajemnej miłości i pamięci. Można spotkać się z opiniami, że opłatek powstał w Polsce. W formie jaką dziś znamy, pojawił się w średniowieczu i był wówczas wypiekany w klasztorach i kościołach. Ozdabiano go symbolami religijnymi, scenami z narodzin Jezusa oraz roślinnymi ornamentami Dokładnie jednak nie wiadomo, kiedy tradycja dzielenia się opłatkiem na stałe zagościła w polskich domach. Pierwsze wzmianki pochodzą z XVIII wieku. Kiedy nasz kraj przestał istnieć to przodkowie chcieli zachować jedność mimo, że mieszkali w różnych krajach, dlatego zaczęli posyłać w listach chleb. Niemożliwym było posyłanie w jego normalnej formie, wymyślono więc opłatek, który można włożyć do koperty. Pisał o nim Cyprian Kamil Norwid:„Jest w moim Kraju zwyczaj, że w dzień wigilijny,Przy wejściu pierwszej gwiazdy wieczornej na niebie,Ludzie gniazda wspólnego łamią chleb biblijny,Najtkliwsze przekazując uczucia w tym chlebie".

Opłatek pieczony jest z mąki i wody tak samo, jak hostia używana przez kapłana w czasie Mszy świętej i do  niej również nawiązuje łamanie się nim jako pamiątki uobecnienia Chrystusa miłującego swój lud. Łamanie opłatka i składanie sobie życzeń jest  symbolicznym wyrazem jedności i miłości. Według słów św. Alberta opłatek winien nam także przypominać, abyśmy byli "dobrymi jak chleb" i „podzielnymi jak chleb”. Przełamanie się opłatkiem powinno nieść ze sobą ładunek życzliwości, miłości, zrozumienia i wybaczenia – wszystko to pozwala uczestnikom wigilii zasiąść w zgodzie i harmonii do wspólnego stołu, by razem przeżyć ten wyjątkowy wieczór narodzenia Zbawiciela.Przełamując się opłatkiem zwykle nie zadajemy sobie pytania o to gdzie i kiedy został on upieczony.

Tymczasem większość opłatków trafiających do mieszkańców Tarnowa i regionu powstaje w Błoniu pod Tarnowem, gdzie znajduje się znany ośrodek formacyjny tarnowskich seminarzystów. Najwięcej powstaje oczywiście białych, ale są także opłatki niebieskie, żółte, różowe, zielone i pomarańczowe. Są na nich wzory z motywami nawiązującymi do Świąt Bożego Narodzenia. Receptura od lat jest taka sama. - Opłatek powstaje z mąki i wody, ciasto trzeba dobrze wymieszać i trafia ono do specjalnego pieca. Samo pieczenie trwa niecałe dwie minuty. Później opłatki przenosi się do nawilżalni, wycina i pakuje – opowiada ksiądz Wiesław Czaja, dyrektor zakładu przetwórczo – handlowego. Wypieka się je przez cały rok, aczkolwiek najwięcej pracy jest od września do grudnia. Opłatki są zamawiane przez proboszczów diecezji tarnowskiej, kupują je także księża pracujący na misjach. Z Błonia w świat idzie około 70 – 80 tysięcy dużych opakowań z opłatkami oraz 30 – 40 tys. małych, m.in. do USA, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, na Ukrainę i Białoruś.  W Wigilijny wieczór opłatkami z Błonia dzielą się także mieszkańcy różnych rejonów Polski. Uzyskane z ich sprzedaży pieniądze  przeznaczone są na utrzymanie tarnowskiego seminarium.

Tarnowski magistrat kolejny raz przeprowadza akcję „Daj swoim bliskim ciepło”, polegającą na tym, że zamiast tradycyjnych kartek świątecznych – wysyła się „e-kartki”, a zaoszczędzone w ten sposób pieniądze przeznacza na paczki żywnościowe dla najuboższych. Rzecz w tym, iż z przygotowanych przez magistrat kartek nie dowiemy się, że chodzi o Boże Narodzenie. Jest tylko coś w rodzaju „Święta Choinki”, w dodatku zorganizowano w naszym galicyjskim miasteczku uroczystości zapalenia świateł... lampy chaunkowej, z udziałem prezydenta, rabina i biskupa. Mamy więc Boże Narodzenie bez Boga, i Chanukę – bez Żydów, bo ich w Tarnowie nie ma... Chanuka to radosne, trwające osiem dni święto żydowskie, obchodzone na pamiątkę zwycięstwa Żydów nad okupującymi Ziemie Izraela grecko-syryjskimi władcami Seleucydami. Z tej okazji każdego 25 Kislew [w tym roku dzień ten przypada na 20 grudnia] zapala się płomienie w specjalnym ośmioramiennym świeczniku, codziennie zapalając o jedną świecę więcej. Święto nosi nazwę chanuka co po hebrajsku nawiązuje do słowa oznaczającego odpoczynek po walce, a ośmioramienne świeczniki nazywa się chanukowymi [chanukija]. Chanuka nie jest dla Żydów świętem biblijnym, jak pesach, sukkot czy szawuot. 

W piątek na księgarskie półki trafił leksykon "Tarnowski sport od A do Ż". Kompendium wiedzy o lokalnych sportowcach, działaczach i klubach powstało dzięki zapałowi dziennikarzy - Roberta Nogi i Romana Kierońskiego.- Książka jest naszym świątecznym prezentem dla tarnowskich kibiców - mówi Robert Noga, dziennikarz piszący o żużlu i komentujący mecze Speedway Ekstraligi na antenie TVP Sport. Podczas oficjalnej promocja publikacji w hotelu Bristol autorzy przekonywali, że "bodźcem" do opracowania książki były m.in. kontrowersje związane z "Encyklopedią Tarnowa", do której autorzy leksykonu przygotowywali hasła dotyczące sportowców. - Z różnych powodów - niezależnych od nas - w "Encyklopedii..." nie zmieściło się kilka istotnych haseł - tłumaczyli autorzy. Podczas benedyktyńskiej pracy dziennikarze wykonali setki telefonów. Odwiedzili też wielu ludzi związanych z tarnowskim sportem. Praca przyniosła wspaniałe efekty. Leksykon zawiera aż 1294 hasła i biogramy oraz 446 zdjęć. Nie brakuje ciekawostek, które zainteresują nie tylko kibiców. - Nie wszyscy na przykład wiedzą, że Tomasz Zeliszewski, perkusista Budki Suflera, zanim poświęcił się karierze muzycznej, był utalentowanym tenisistą Tarnovii - mówi Roman Kieroński. 

Szkoda, że wyraźnego pecha ma tarnowski tramwaj, który przed wojną kursował po Tarnowie i jest ciągle wspominany. Na ten temat ukazało się już wiele publikacji, ale nowością jest książka Krzyszofa Galasa, która poświęcona tej problematyce. To pierwsza monografia tramwajarskiej przeszłości Tarnowa. Nawet nie bardzo wiadomo, dlaczego tramwaj wciąż budzi tyle wspomnień, a nawet emocji. Chociaż nie ma go już od kilkudziesięciu lat, ciągle przywoływany jest w pamięci. Tarnów szczyci się, że w 1911 r. otrzymał - po Lwowie i Krakowie - tramwaj elektryczny, wtedy rzadkość w Galicji. Łatwo było to zauważyć – pisze w Dzienniku Polskim Wiesław Ziobro - także w czasie tegorocznego lata, gdy świętowano w Tarnowie 100-lecie miejscowej komunikacji miejskiej. Na uroczystościach, które odbywały się w centrum miasta, nagle pojawił się "tramwaj". Używam cudzysłowia, gdyż po prawdzie był to autobus udający pojazd szynowy, lecz przez uczestników imprezy został potraktowany bardzo serio. Należy przypuszczać, że książka Krzysztofa Galasa jeszcze bardziej spopularyzuje tematykę tramwajową w Tarnowie. Każdy, kogo ciekawi ten temat, może liczyć na drobiazgowe informacje. Tekst poświęcony jest nie tylko ogólnej historii tego rodzaju komunikacji, ale również funkcjonowaniu przedsiębiorstwa przewozowego i typom wozów tramwajowych, które dostarczyła fabryka w Sanoku. Publikacja obfituje, jak można się domyślać, w wiele interesujących archiwalnych zdjęć. Autor opisuje także projekty wskrzeszenia tramwaju w Tarnowie po wojnie. W latach 80. mówiło się m.in. o szybkiej linii łączącej przemysłowe Mościce z nowymi osiedlami. Podobno coś w tej sprawie mówiono także w 2004 roku. Ale od kiedy "Azoty" straciły ponad połowę załogi, w mieście wystarczają już zwykłe autobusy...

Ryszard Zaprzałka



10:48, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 grudnia 2011

Zakończyły się wreszcie prace rewitalizacyjne na Placu Rybnym w Tarnowie. Renowacji zostało poddane także otoczenie Bimy i ulica Wąska. Koszt remontu placu wraz z otoczeniem to prawie 1,4 mln złotych. Przywrócona została pierwotna forma placu – teren został obniżony, powstały nowe mury oporowe z cegły gotyckiej i schody, wymieniona została nawierzchnia placu, zbudowane zostały nowe chodniki z szarej i rudej kostki granitowej. Przypomnijmy, że już zmodernizowano lub kompleksowo wyremontowano m.in. tzw. zakątek Łokietka, skwery: ks. Kokocińskiego i Piszów, przy ul. Bóżnic oraz place; Ofiar Stalinizmu i ks. J. Popiełuszki przy ul. Krakowskiej z Układem  Słonecznym. A co do ubiegłotygodniowego kalendarza imprez kulturalnych, to zacznijmy od odnotowania otwartej w ZK w Mościcach wystawy malarstwa Marka Muchy pt. "Już czas". Autor jest absolwentem Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu i WSP w Krakowie. Pracuje jako polonista w I LO w Bochni i szkole przy Zakładzie Karnym w Nowym Wiśniczu. Od lat doskonali samodzielnie swój warsztat malarski, studiując techniki pracy dawnych mistrzów, kopiując ich dzieła. Na prezentowanych na wystawie obrazach widać wpływy Rembrandta, Dalego, impresjonistów. - Tytuł wystawy "Już czas" to wyraz dylematu czterdziestoletniego artysty, który dość długo decydował się na pierwszą ekspozycję obrazów. Obecna wystawa, w naszym zakładzie karnym, jest jego drugą z kolei - mówi J. Matrejek, dyrektor mościckiego ZK i animator kultury, wielką wagę przywiązujący do resocjalizacji osadzonych poprzez sztukę. A tymczasem, proszę szanownej publiki, w naszym galicyjskim miasteczku po raz kolejny pojawiły się krasnoludki… Krasnoludki to postacie nie tylko z bajek W. Disneya, ale także z naszej, polskiej literatury. Ponad 100 lat temu ukazała się znana pokoleniom Polaków baśń M. Konopnickiej „O krasnoludkach i o sierotce Marysi”, w której pojawiło się liczne grono sympatycznych skrzatów. Co by było, gdyby dawno temu jakaś tajemnicza postać przypadkowo uśpiła kilku krasnali, którzy po stu latach obudziliby się współcześnie, w dzisiejszym Tarnowie? Taki jest punkt wyjścia spektaklu „Powrót krasnoludków”, w którym autorka, a zarazem reżyser i scenograf w jednej osobie - Zina Zagner, niegdysiejsza aktorka tarnowskiego teatru z czasów R. Smożewskiego, opowiada o perypetiach obudzonych po stu latach krasnali. Zagubione w dzisiejszym świecie, uczą się korzystania z techniki XXI wieku, spotykają na swojej drodze Kota – rezydenta mieszkania w jednym z bloków w mieście, poznają także sprawczynię całego zamieszania – Wróżkę, która niechcący uśpiła  bohaterów i pomaga im w oswojeniu współczesności. Najnowsza premiera Tarnowskiego Teatru, jaka miała miejsce  w sobotę 10 grudnia,  to inicjatywa aktorska adresowana do dzieci w wieku od 3 do 10 lat, które są nie tylko widzami, ale także aktywnymi uczestnikami wydarzeń. W spektaklu biorą udział: M. Baczyńska, M. Wenta-Hudziak, K. Urban i J. Pal. W ubiegłym tygodniu, we wtorek 13 grudnia, obchodziliśmy 30. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, co w Tarnowie „uczczono” m.in. otwarciem w Muzeum Etnograficznym wystawy pt. „Strach ma wielkie oczy”… (trudno doprawdy o lepszy tytuł w kontekście grudnia 181 roku, aliści rzeczona ekspozycja nie ma z tym nic wspólnego),  oraz w dworcowym  Biurze Wystaw Artystycznych projekcją filmu „Pokój” Sławomira Shutego i Macieja Bochniaka. Dzień później, we środę 14 grudnia w MBP odbyło się interesujące spotkanie z M. Witanem poświęcone książce pt. "Nie jestem stąd. O chrześcijańskim obliczu twórczości Czesława Miłosza z ks. prof. Jerzym Szymikiem rozmawia Marcin Witan", artystycznie oprawione przez „Krakowskie Przedmieście”. Poza tym we czwartek 15 grudnia, w Ratuszu zorganizowano  konferencję "Z chlubnych kat historii na postument...", poświęconą hetmanowi J. Tarnowskiemu, w tarnowskim plastyku odbył się wernisaż prac uczniów tej szkoły, a w nauczycielskiej „Palecie” otwarto wystawę M. Honkisz-Latawskiej. Tydzień zakończyła sobotnia premiera „Makbeta” w Solskim, której szczęśliwie mistrz nie musiał oglądać…(aliści my o niej napiszemy), poprzedzona wernisażem malarstwa Renaty Stadler. Ps. Uwaga!  Makbet, podobnie jak pawie pióra, to dla każdego teatru nieszczęście gotowe. Ale może nas ominie…

Strach ma wielkie oczy to kolejna wystawa w tarnowskim Muzeum Etnograficznym, odwołująca się do elementarnych ludzkich emocji.  Strach towarzyszy człowiekowi od zawsze i bardzo często przyobleka się w irracjonalne wyobrażenia. Wystawa zderza ze sobą tradycyjne, niekiedy legendarne postacie strachu, znane z demonologii prasłowiańskiej i później naszej,  ludowej z przedstawieniami strachów i lęków współczesnych.Dominuje jeden z najbardziej trwałych i najsilniejszych strachów -  przed śmiercią i jej konsekwencjami, przed zmarłym, w którego ciało - pozbawione mocy fizycznej – wcielić się może zły duch czyniąc z niego wampira, strzygę. Zwiedzającego może zaskoczyć na wystawie materialne spotkanie z nieboszczykiem, który po śmieci może stać się wampirem.  Zadziwiająca „kariera” w światowej literaturze wampira – słowiańskiego demona, każe zwiedzającemu zastanowić się także nad współczesnymi strachami. Być może w ich rozpoznaniu przewodnikiem stanie się  seria mrocznych fotografii „Wampiry” autorstwa Malwiny Hryńczak. Według autorki dla wielu współczesnym wampirem może być człowiek o odmiennym kolorze skóry, orientacji seksualnej, religii, lub chory na śmiertelną chorobę zakaźną. Te „urealnione” wampiry, jakże groźnie się prezentują w zestawieniu z demonami ludowymi, które obłaskawiono w bajkach i legendach, a które alegorycznie przedstawił na swych obrazach Krzysztof Borda. Walce ze strachami i demonami człowiek częściej przeciwstawiał tajemniczy rytuał, zaklęcia i magię, rzadziej chłodne rozumowanie. Organizatorzy wystawy zachęcają do analizy znaczenia ludowego porzekadła „Strach ma wielkie oczy”, które posłużyło za motto tej ekspozycji. W znaczeniu frazeologicznym można wyjaśnić że zawsze strach jest większy niż rzeczywiste zagrożenie. Ale dlaczego przybiera postać „wielkich oczu”? Większość ssaków reaguje na strach wytrzeszczeniem oczu, zdaniem zoologów jest to reakcja obronna. Błysk białek ma wystraszyć to coś, co nas przestraszyło…Podczas wernisażu zaprezentowana została kolekcja mody awangardowej autorstwa tarnowianki Kingi Dubiel.

Biuro Wystaw Artystycznych, jakby nigdy nic, zaprosiło  13 grudnia do Galerii na Dworcu PKP w Tarnowie na projekcję filmu „Pokój” Sławomira Shutego i Macieja Bochniaka. Po projekcji odbył się panel dyskusyjny o filmie z udziałem: Małgorzaty Mleczko (Fundacja No Local), Patrycji Musiał (Fundacja No Local) i dr Anny Taszyckiej (filmoznawczyni).Sławomir Shuty (ur. 1973) – prozaik, fotograf i reżyser. Najbardziej znany z działalności pisarskiej, publikował w Rastrze, Lampie i Iskrze Bożej, brulionie, stale współpracuje z Ha!artem, gdzie przez pewien czas prowadził dodatek pt. Baton, kontynuowany obecnie na portalu Ha!artu. Współtwórca krakowskiego Klubu Artystycznego Galeria T.A.M. Wychował się w blokowiskach Nowej Huty, jego pseudonim jest zniekształconym zwrotem „z Huty". Laureat Paszportu Polityki w dziedzinie literatury za powieść „Zwał „ („za literacki słuch, za pasję i odwagę w portretowaniu polskiej rzeczywistości"), za którą w grudniu 2004 r. uhonorowany został Nagrodą Krakowska Książka Miesiąc. O filmie:Ekipa filmowa wybiera się na wieś by nakręcić program dokumentalny w stylu „Nie do wiary”. Reporterzy telewizyjni w poszukiwaniu sensacji trafiają do nawiedzonego pokoju w domu na wsi. Nie wiadomo tylko, kto kogo tam nawiedził – i czy w ogóle. W trakcie opowieści na jaw wychodzą mroczne tajemnice mieszkańców.... Plus trup.Specyficzny sposób przedstawienia prowincji jest najciekawszy w dziele Shutego i Bochniaka. „Pokój” to celne spojrzenie na dzisiejsze społeczeństwo. Wielkomiejscy „artyści” i mieszkańcy wsi są mniej lub bardziej grzeczni i porządni wobec obcych. Dopiero podglądani przez kamerę podczas relacji ze swoją rodziną i bliskimi znajomymi okazują się zwykłymi hipokrytami. Film miał swoją premierę 28 maja 2011 podczas 51. Krakowskiego Festiwalu Filmowego.

W czytelni naukowej Miejskiej Biblioteki Publicznej im. J. Słowackiego w Tarnowie odbyło się  interesu8jące spotkanie promujące książkę pt: „Nie jestem stąd. O chrześcijańskim obliczu twórczości Czesława Miłosza z ks. prof. Jerzym Szymikiem rozmawia Marcin Witan”. Gościem specjalnym spotkania był autor książki – Marcin Witan, z którym rozmawiała Sylwia Smoleń. – W mojej książce jest trzech rozmówców. My dwoje z ks. prof. i Czesław Miłosz, który jest obecny na stronach tej książki. Miłosz był zwyczajnym człowiekiem, który uważał iż literatura jest męką. W swoich wierszach często poruszał tematy metafizyczne, mówił o wieczności, sakralności życia. Dla niego śmierć była jakimś nieporozumieniem. Miłosz pasjonował się teologią, o czym może świadczyć bogata korespondencja ze słynnym teologiem Thomasem Mertonem. Muszę podkreślić, że nie miałem żadnego planu, jak powinna wyglądać ta książka. Wybrałem formę dialogu, gdyż jest ona najłatwiejsza w odbierze dla czytelnika. Duchowy wymiar ludzkiego życia i religia to najważniejsza oś tematyczna w twórczości Miłosza – wyjaśnił Marcin Witan. Podczas spotkania duet „Krakowskie Przedmieście” (Agata Bernadt – śpiew i Adam Niedzielin – piano) wykonał wiersze Czesława Miłosza. Spotkanie odbyło się w ramach obchodów roku Czesława Miłosza w naszym mieście. 100-lecie urodzin polskiego noblisty przypomnieli już wcześniej w swoim repertuarze także Leszek Długosz i Czesław Mozil. 

Zaś w Ratuszu zorganizowano ciekawą konferencję zatytułowaną "Z chlubnych kat historii na postument...", poświęconą tegorocznym obchodom 450. rocznicy śmierci hetmana Jana Tarnowskiego oraz 480. rocznicy jego zwycięstwa w pod Obertynem.W czasie konferencji odbyła się m.in. prezentacja i zarazem promocja książki historycznej pt. "Hrabstwo Tarnowskie w XVII i XVIII wieku" autorstwa dra A. Niedojadły, natomiast R. Żądło, dyrektor Wydziału Kultury i Promocji Starostwa Powiatowego podsumował wydarzenia związane z obchodami hetmańskich rocznic w 2011 roku.Organizatorem wydarzenia był starosta powiatu tarnowskiego Mieczysław Kras, który podczas konferencji wręczył specjalne statuetki hetmana Jana Tarnowskiego instytucjom i osobom, które włączały się w organizację rocznicowych obchodów. Przypomnijmy, że Jan Amor Tarnowski urodził się w zamku na Górze Św. Marcina w 1488 roku. Jako żołnierz zadebiutował podczas wyprawy orszańskiej w 1508 roku. Już w wieku 20 lat powierzono mu dowodzenie chorągwią jazdy. Przez kilka lat podróżował po Europie. W 1527 roku został wojewodą ruskim i otrzymał od króla Zygmunta Starego godność hetmana wielkiego koronnego. W 1531 roku rozgromił Wołochów w bitwie pod Obertynem, co wraz z późniejszymi zwycięstwami zapewniło mu sławę niezwyciężonego wodza i funkcję kasztelana krakowskiego. Zmarł w wieku 73 lat po błyskotliwej karierze politycznej i wojskowej.

Z kolei w Zespole Szkół Plastycznych w Tarnowie otwarto wystawę prac uczniów wykonane podczas warsztatów artystycznych w Zalipiu. Na specjalnej wystawie, inaugurującej działalność nowej galerii szkolnej, można obejrzeć dzieła plastyczne powstałe z inspiracji sztuką ludową.Warsztaty odbywały się w Domu Malarek we wrześniu 2011 r. Młodzież z Zespołu Szkół Plastycznych oraz uczniowie Gimnazjum w Oleśnie wspólnie wykonywali projekty oraz realizowali obiekty artystyczne oparte na motywach ludowych malowanek. Ideą tego przedsięwzięcia było poszukiwanie nowoczesnych rozwiązań plastycznych w obszarze sztuki dekoracyjnej i użytkowej, twórcza inspiracja folklorem w dziedzinie jaką jest współczesny design oraz poznawanie kultury materialnej regionu. Pasja twórcza uczniów wydała owoce w dziedzinach takich, jak m.in. fotografia i film, collage, grafika komputerowa. 

Natomiast w Galerii Twórczości Artystycznej Pracowników Oświaty „Tarnowska Paleta" przy ulicy Piłsudskiego 24 oglądać można prace Magdaleny Honkisz-Latawskiej. - Dość długo zabiegałem o to, aby Pani Magdalena zgodziła się wystawić u nas swoje prace - mówi prezes J. Sadowski, opiekun galerii. Tarnowianka zajmuje się malarstwem batikowym, na materiale. Na co dzień jest nauczycielką plastyki w SP 14 w Krzyżu. Jest autorką Aniołków Szczęścia, które co roku przygotowuje przed Bożym Narodzeniem.

Premierowego Makbeta poprzedził w Foyer Teatru wernisaż malarstwa Renaty Stadler „Podróże małe i duże”. ”Przedstawiam ludzi w ich cielesności, poprzez rysunek, bryłę, formę i kolor pokazuję ich ciała, a poprzez treści, fabułę pokazuję ich dusze i ich naturę. Atmosfera obrazu jest pejzażem, w którym żyję” – rekomendowała swoje prace artystka. R. Stadler ukończyła studia na Wydziale MGRZ w PWSSP we Wrocławiu, gdzie uzyskała dyplom z malarstwa w 1994 roku w pracowni prof. K. Jarodzkiego. Z powodzeniem uprawia malarstwo i grafikę, poza tym zajmuje się także konserwacją malarstwa. Wykreowany przez nią świat składa się z przeróżnych motywów zaczerpniętych m.in. z figuratywnego realizmu, impresjonizmu, ekspresjonizmu i czystej abstrakcji. 

Ryszard Zaprzałka





09:30, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 12 grudnia 2011

 

Już po raz jedenasty, dokładnie w poniedziałek 5 grudnia, na tarnowskim Rynku pojawiła się duża choinka oraz kilka mniejszych wraz świecącymi atrapami reniferów. Zgodnie z magistracką tradycją drzewka zostały udekorowane przez tarnowskich przedszkolaków specjalnie na tę okazję przygotowanymi ozdobami. Obrzędowi temu towarzyszyli m.in. św. Mikołaj, anioł, diabeł i… prezydent. Ale to dopiero początek świątecznego wystroju miasta, bowiem pojawić się mają jeszcze kurtyny świetlne w liczbie 25 (m.in. na placu Kościuszki i Drzewnym, na skwerze Kokocińskiego, na Rynku oraz na ulicy Wałowej). Zostanie ozdobiony ponadto górny odcinek ulicy Lwowskiej, a na ulicy Wałowej dodatkowo zostanie zainstalowanych 45 diodowych gwiazdek oraz sześć przewieszek. Otwartym pozostaje pytanie czy nas we wszechobecnym kryzysie na to stać, podobnie jak na zakup kolejnej prezydenckiej limuzyny (ponoć za 100 tys. zł) o czym z dumą doniosły pro magistrackie, kolejne pytanie to czy są jeszcze inne, media. Aliści dość pytań. Pora przejść do odpowiedzi. Na wypatrywane z utęsknieniem przez magistrackich magików od PR zapotrzebowanie na jakikolwiek sukces odpowiedziały ostatnio tancerki z tarnowskiej formacji LABIRYNT, reprezentujące Polskę na Mistrzostwach Świata Cheerleaders w Hong Kongu, zdobywając tam drugie miejsce! Tarnowianki ze szkoły tańca Honoraty Włoch-Kowalczyk walczyły w kategorii Cheer Dance z 6 innymi zespołami. Oto wyniki: 1 miejsce - RUSSIA - 442 punktów, 2 miejsce - POLAND - 405.5 i 3 miejsce - CHINESE TAIPEI – 404. No cóż, ulec Rosjanom to historyczna normalność ale wygrać,  choćby i o pół punktu z chińczykami, to jest coś! Kolej na dobra wiadomość jest taka, że oto kilka dni temu swoją działalność zainaugurowało w Tarnowie studio Radia Kraków. Studio wróciło do pomieszczeń (Rynek 9), wykorzystywanych przez tę publiczną rozgłośnię radiową już kilka lat temu. Obecnie współdzielone są z TVP Kraków. 4 lata temu ówczesne władze Radia Kraków zrezygnowały z posiadania tarnowskiego ośrodka z powodów ekonomicznych. Czy powrót studia teraz oznacza zasadniczą poprawę kondycji finansowej Radia ? Wprost przeciwnie. Jak powiedział podczas otwarcia studia, prezes  Radia Kraków, Marcin Pulit:  jest gorzej, dlatego... studio wróciło. A że, Święta tuż tuż, nic dziwnego, że cykliczny już „Teatr przy stoliku” miał świąteczny charakter. We środę 7 grudnia –  aktorzy Solskiego w składzie: M. Baczyńska, Monika Wenta-Hudziak, M. Szaforz i P. Hudziak, oraz słuchacze Uniwersytetu Trzeciego Wieku,  przeczytali „Opowieść wigilijną” K. Dickensa. I nic to, że miało to miejsce w Przedszkolu Publicznym nr 32. Bo oto,  zbliżającą się premierę „Makbeta” tarnowski teatr promuję obok strony na Facebooku i konwencjonalnej zbiórki używanych lalek oraz kart do gry -  obiadem w restauracji, z reżyserem sztuki jako przystawką… Poza tym w Ratuszu we czwartek 8 grudnia, odbyła się zorganizowana przez MBP dyskusja panelowa pt. „Literatura Europy”. W programie znalazły się wykłady: „Literatura a tożsamość" – prof. A. Borowskiego, „W wędrówce po tożsamość. Krótki przewodnik po dziejach jednego toposu" – mgr E. Krzyńskiej-Nawrockiej oraz „Tożsamość nietożsamości, nietożsamość tożsamości. Gombrowicz i Miłosz" – dr hab. M. Nawrockiego. Tego samego dnia odbył się kolejny Jazzowy Czwartek w BombayMusic, który wypełnił  zespól Erwin Żebro & Leliwa Jazz Band w składzie: Erwin Żebro (gościnnie) trąbka; E. Wnęk banjo; S. Stańczyk trąbka; K. Król klarnet; R. Bartnicki perkusja; R. Starzec kontrabas; K. Partyka saksofon; J. Partyka puzon. W trzeci weekend Art Festu, w piątek 9 grudnia miał miejsce ostatni muzyczny akcent Festiwalu – mościcki koncert Gaby Kulki, uzupełniony wernisażem wystawy plakatu "Kino" Andrzeja Dudzińskiego. Festiwal zakończył tamże sobotni (10 grudnia) bardzo mocnym akcent teatralny - spektakl „Skarpetki” w wykonaniu tuzów polskiego teatru: P. Fronczewskiego i W. Pszoniaka. Również w sobotę w Sali Lustrzanej wystąpił wraz z zespołem znany krakowski śpiewający poeta L. Długosz. A tydzień domknęły: niedzielny Salon Poezji, który po dłuższej nieobecności powraca do Ratusza, co z prawdziwą satysfakcją odnotowujemy oraz tarnowscy medycy, którzy w Solskim zatańczyli i zaśpiewali  na rzecz budowanego Hospicjum „Via Spei” ale o tym napiszemy oddzielnie.

Formacja LABIRYNT zajęła II miejsce na Mistrzostwach Świata Cheerleaders, które odbyły się w Hong Kongu, w dniach 26-27 listopada. Sukces tarnowianek podparty był wieloletnią pracą. Aby rywalizować z najlepszymi formacjami cheerleader, dziewczyny z najcieplejszego polskiego miasta musiały sporo się natrudzić.- Droga do Hong Kongu była dosyć długa - przyznaje Honorata Włoch-Kowalczyk, trener i choreograf grupy LABIRYNT. - Nasz zespół istnieje już od 14 lat i bierze udział w różnego rodzaju Mistrzostwach Polski i Europy. Po zwycięskich dla nas Mistrzostwach Polski w Chorzowie, które odbyły się w pierwszej połowie tego roku, otrzymaliśmy zaproszenie do Chin, gdzie mieliśmy reprezentować nasz kraj na Mistrzostwach Świata. Od tego momentu zaczęła się prawdziwa walka z czasem dla zespołu, który musiał zgromadzić fundusze, aby móc wyjechać na mistrzostwa. Koszt to 5 tysięcy złotych na jednego członka zespołu. Dodatkowo, zadanie to utrudniały wakacje, bowiem większość potencjalnych sponsorów, korzystała z wypoczynku. Niezwykle pomocny okazał się tarnowski magistrat, który nie mógł dać zespołowi pieniędzy na wyjazd, ale stworzył warunki, aby dziewczyny mogły sobie zapracować, tańcząc przy różnych okazjach.- Przyznam szczerze, że właśnie podczas naszych występów przed publicznością przygotowywaliśmy się do Mistrzostw Świata. Dziewczyny zawsze dawały z siebie wszystko, co zaowocowało końcowym sukcesem - podkreśla Honorata Włoch-Kowalczyk.Szefowa Studia Tańca HONORATA, zwraca uwagę także na wysoki poziom reprezentantek innych krajów, z którymi mierzyły się w Hong Kongu cheerleaderki z formacji LABIRYNT. Opowiada ona także o pewnym ciekawym epizodzie. - Jeżeli chodzi o jedzenie bałyśmy się ryzykować rozregulowania naszych żołądków, dlatego nie ukrywam, że skorzystaliśmy z usług McDonald's - wyjawia Honorata Włoch-Kowalczyk. Obecnie cheerleaderki z Tarnowa przygotowują się do kolejnych Mistrzostw Polski. 

- Chciałem, by dziennikarze mieli możliwość lepszego poznania twórców przedstawienia - mówi o idei "Obiadów reżyserowanych" dyrektor naczelny Tarnowskiego Teatru, Rafał Balawejder. - Klasyczne konferencje prasowe są skazane na medialny pośpiech i skupianie się na zrobieniu "setki" czy kolumny. Zaś rozmowa w restauracji (na początek był to sławny "Bristol"), pozwoliła na wymianę poglądów i dyskusję. Spotkanie z reżyserem - Rafałem Matuszem oraz Iwoną Kusiak - dramaturgiem, to początek cyklu takich spotkań przedpremierowych.Reżyser spektaklu apeluje do widzów, by przynosili używane, a niepotrzebne już lalki. Zabawki mają stanowić element scenografii "Makbeta". Można je zostawiać w Biurze Organizacji Widowni lub na portierni teatru. Widzowie "Makbeta" będą mieli także możliwość kupienia tradycyjnych kart do gry, z wizualizacjami głównych bohaterów dramatu Szekspira. Taka propozycja ma zaintrygować szczególnie młodych odbiorców tej premiery.W ramach promocji spektaklu odbędą się też warsztaty dla polityków i samorządowców. Poprowadzą je pracownicy Fundacji Instytutu Myśli Obywatelskiej im. Stańczyka w Krakowie.

10 grudnia w Centrum Sztuki Mościce miało miejsce jedno z ważniejszych wydarzeń tegorocznego ArtFest-u, a mianowicie dano tam „Skarpetki, opus 124”, spektakl w wykonaniu aktorów Teatru Współczesnego w Warszawie Piotra Fronczewskiego i Wojciecha Pszoniaka. Dwaj aktorzy o różnych rodowodach scenicznych i silnych osobowościach mają już za sobą chwile sławy. Podejmują próbę powrotu na scenę. Przygotowują spektakl słowno-muzyczny według scenariusza napisanego przez jednego z nich - co z racji skrajnie różnych charakterów i doświadczeń życiowych bohaterów nie może się odbyć bez zgrzytów i zabawnych konfliktów. "Skarpetki, opus 124" - to partytura na świetne role grane przez znakomtych aktorów – Piotra Fronczewskiego i Wojciecha Pszoniaka, w reżyserii Macieja Englerta. Premiera sztuki Daniela Colasa odbyła się 11 września 2010 roku. Daniel Colas, aktor, reżyser teatralny i filmowy, pisarz. Od 2006 roku dyrektor artystyczny Teatru "Les Mathurins" w Paryżu. Absolwent Wyższej Państwowej Szkoły Teatralnej w Paryżu (Conservatoire National supérieur d'art dramatique) - szkołę ukończył w 1970 roku z pierwszą lokatą. W 1972 uhonorowany nagrodą im. Gerarda Philipe'a dla najlepszego aktora teatralnego.Jest autorem 9 sztuk (La Maille, Chacun pour moi, La Voisine, Femme a lunettes, Vilains pas beaux, Putain de soirée, Charlotte Corday, Atrocement vôtre, Chaussettes, opus 124). Reżyserował sztuki Pintera, Sartre'a, Tennesse Williamsa, J.-C. Grumberga oraz wielu innych autorów, wśród nich także utalentowanych debiutantów.

Z ostatnim koncertem, będącym pożegnaniem z cyklem "100 lat dla Czesława Miłosza", organizowanym wspólnie przez Stowarzyszenie Przyjaciół Zamku w Dębnie i dębińską filią Muzeum Okręgowego w Tarnowie, wystąpił  w sobotę, w Sali Lustrzanej Leszek Długosz z zespołem. Znany krakowski artysta wystąpił już w ramach tego samego cyklu, ale było to na początku roku w sali koncertowej zamku w Dębnie. Bardzo dobre przyjęcie spowodowało, że organizatorzy raz jeszcze postanowili zaprosić tego samego wykonawcę, by klamrowo zakończyć cykl poświęcony wielkiemu poecie. Tym razem jednak koncert zorganizowano  w Tarnowie. W programie recitalu znalazły się głównie utwory z najnowszej, wydanej w tym roku, płyty Leszka Długosza. Na krążek  "LESZEK DŁUGOSZ 2011" składają się nowe aranżacje klasyka Piwnicy spod Baranami oraz najnowsze piosenki artysty. Poszerzona dynamika, kolorystyka, bogactwo niuansów, ekspresji. Plus oczywiście to co Długosz ma do przekazania jako autor…Oto jedna z pierwszych recenzji tej płyty („Rzeczpospolita): ”Po ośmiu latach Leszek Długosz – krakowski kompozytor, poeta i pieśniarz – wydał płytę. Długosz sprawił sobie i nam prezent na 70. urodziny, które obchodził w czerwcu. Dawno temu związany był z Piwnicą pod Baranami. Opuścił ją ponad 30 lat temu, ale wciąż bywa z nią kojarzony, co skwitował piosenką „Pod Baranami też już dzisiaj inny czas". Przypomina, że gra się tam teraz inną muzykę, a czarne anioły odfrunęły w świat. Długosz pozostał wierny temu, co robił dawniej. Wciąż jest poetą refleksyjnym, który z dystansem, ale i z życzliwością, przygląda się zagonionym ludziom. W piosence „Na dworcach wszystkich miast" skonstatował kiedyś, że dla nich „sama jazda to już cel". Jako autor lubi metafory odwołujące się do codziennego życia. Jego teksty są rodzajem bezpośredniej rozmowy ze słuchaczem. Jako kompozytor ceni zaś klimaty piosenki francuskiej z czasów swej młodości, o czym najdobitniej świadczy utrzymany w rytmie na trzy czwarte „Dzień w kolorze śliwkowym" Ten walczyk, pełen jesiennego słońca, to jeden z dawnych przebojów, tak jak „Jurgowska karczma" czy „Berlin 1913". Wszystkie kompozycje zostały na nowo zaaranżowane, Długosz zaprosił grupę młodych muzyków i dzięki nim stare piosenki odmłodniały, zagrane z większym temperamentem.Długosz nie jest zgryźliwym 70-latkiem i jeśli czasem w jego tekstach pojawia się ironia (to tytuł jednego z premierowych utworów), zaprawia ją dawką humoru. Zatem bez złośliwości wypomina nam, że „wyprawa pięknie pomyślana w Himalaje, wycieczką kończy się w Beskidy Niskie". Leszek Długosz zna życie i wie, że tak często kończą się ludzkie marzenia.”

Miniony tydzień zakończyło wydarzenie wyjątkowe. Oto po kilkuletniej przerwie wracają do ratuszowej Sali Pospólstwa bardzo kochane przez tarnowian Salony Poezji. I jak poprzednio zorganizowały je Miejska Biblioteka Publiczna im. Juliusza Słowackiego oraz Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Szkoda tylko, że do tej poetyckiej kooperatywy nie dołączył tarnowski teatr, artystyczny partner poprzednich salonowych edycji. Nowe otwarcie Salonu Poezji  zatytułowane "Pejzaż ze słońcem" odbyło się, zgodnie z tradycją  w niedzielne przedpołudnie 11 grudnia. Poezję laureata Nagrody nobla 2011 TOMASA TRANSTRÖMERA  czytał Krzysztof Globisz – znakomity aktor Narodowego Starego Teatru im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie. Jego występ oprawili młodzi tarnowscy muzycy: Anna Podkościelna-Cyz – wiolonczela, Angelina Kierońska – skrzypce i Alicja Soboń – skrzypce. Salonowym prezentacjom towarzyszyła Galeria Jednego Obrazu – obraz Jacka Wróbla ze zbiorów naszego Muzeum Okręgowego. A całość bardzo profesjonalnie poprowadzili nowi – starz gospodarze Salonu: Ewa Stańczyk – nowa dyrektor MBP i Wojciech Markiewicz – były dyrektor Tarnowskiego Teatru. 

Ryszard Zaprzałka



10:42, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 grudnia 2011

Wydarzeniem, nie tylko ostatniego tygodnia, jest niewątpliwie nowo zakupiony w Niemczech fragment słynnej  Panoramy Siedmiogrodzkiej, który oficjalnie zaprezentowano w tarnowskim muzeum  w piątek  25 listopada. Dyrektor Adam Bartosz nie  krył dumy z pozyskania kolejnej części dzieła mistrza Styki, choć podkreślał, że zgromadzenie wszystkich części jest właściwie niemożliwe. – Fragmenty Panoramy gromadzone są w Tarnowie od 1977 roku - dywagował. Pierwsze z nich zakupiło Towarzystwo przyjaciół Węgier, następne były pozyskiwane dzięki fundacjom miejskim, wojewódzkim, ministerialnym . To już piętnasty fragment Panoramy Siedmiogrodzkiej, jaki  pozyskało  nasze muzeum. Zatytułowany" Kapela cygańska", mający 1,8 x 2 m obraz jest darem pana Fiszmana z Niemiec. Nie wiadomo, na ile dokładnie fragmentów została pocięta Panorama – dzieło polskich i węgierskich artystów według koncepcji Jana Styki. – Do wczoraj było wiadomo, że jest 31 fragmentów – uzupełnia dyrektor Bartosz. Do wczoraj, bo otrzymałem telefon z warszawy, że 5 grudnia w Muzeum Łowiectwa i Jeździectwa będzie prezentowany kolejny. Co widać na nowym fragmencie Panoramy? Jak wskazuje nazwa – cygańską kapelę przygrywającą, jeśli sądzić po minach zgromadzonych, dość żywo. Ale to tylko jedna strona, gdyż z drugiej możemy obserwować zaplecze bitewne. Na kompleksową kontemplację i interpretację dzieła muzeum zaprasza  9 grudnia, o godzinie 19, kiedy to ”Kapela cygańska” uświetni uroczystości 55-lecia Rewolucji Węgierskiej w Budapeszcie i tarnowskiego Towarzystwa Przyjaciół Węgier. I tylko żal, że Panorama Siedmiogrodzka, nasza duma, nasza sława, ciągle nie znalazło dla siebie w Tarnowie odpowiedniego miejsca na ekspozycję, choć różni decydenci różne rzeczy w tej materii obiecywali i obiecują… Póki co, we wtorek 29 listopada stadion miejski zmienił się na kilkadziesiąt minut w teatr. Oto bowiem o godz. 17 odbyło się tam czytanie "Szwoleżerów". Dramatu autorstwa Artura Pałygi opisującego ciemną stronę życia żużlowców. Sztuka przedstawia historię trzech zawodników oraz żyjących w ich cieniu kobiet - żon i matek. Na przykładzie speedwaya ukazana została ciemna strona życia sportowców: nieustająca presja wyniku, zaniedbywanie życia osobistego, brak prywatności. Jak mówi Artur Pałyga - żużlowcy ponoszą skrajne konsekwencje i płacą ogromną cenę za swoją pasję. Właśnie na ciemnej stronie sportu skupił się autor „Szwoleżerów”. Porównanie żużlowców do szwoleżerów nie jest przypadkowe. Dla tych sportowców, podobnie jak tytułowych kawalerzystów, każda jazda może być ostatnia.  Wizyta aktorów na tarnowskim stadionie miejskim była kolejnym etapem rozpisanego w czasie i przestrzeni projektu "Teatr przy stoliku". Wcześniej aktorzy Solskiego gościli m.in. na dworcu PKP w Galerii Miejskiej oraz w kościele Filipinów. Jak powszechnie wiadomo happening jest jedną z form teatru, więc odnotujmy w tym miejscu para teatralną akcję, jak miała miejsce we czwartek 1 grudnia przed Państwową Wyższą Szkołą Zawodową przy ul. Mickiewicza, gdzie z okazji obchodzonego w tym roku 30 – lecia walki z HIW/AIDS, tarnowski oddział Ruchu Palikota rozdawał…prezerwatywy (było tego ponoć ponad 1000 sztuk). „Zaszczytu” udziału w tej ogólnopolskiej akcji „Dzień przeciw AIDS” obok Tarnowa dostąpiły jeszcze tylko: Białystok, Gdańsk, Kraków, Łódź, Olsztyn, Toruń i Warszawa. To podobno wyraz uznania dla prężności harcowników posła Palikota w naszym galicyjskim miasteczku. No cóż, PR, lans lub, jak kto woli ściema, nie jedno ma imię… Aliści nic tak nie łagodzi obyczajów, jak muzyka więc odnotujmy jeszcze 1 grudniowy koncert młodego jazzu - grupy Acoustic Acrobats, jaki odbył się w piwnicach TCK oraz odbyty tego samego dnia w  Klubie Bombay Music  kolejny Jazzowy Czwartek, który wypełniła formacja Piotr Schmidt Group. Poza tym jubileusz 20 – lecia obchodziła Tarnowska Orkiestra Kameralna, koncertując w sobotę 3 grudnia w tarnowskiej katedrze. Natomiast w Pradze zasłużony sukces odniosła tarnowska wystawa  „Z Małopolski ku niepodległej Polsce – Ignacy Jan Paderewski”. No i trwa ArtFest…

1 grudnia w Piwnicach TCK usłyszeć można było czarujące dźwięki z pogranicza jazzu i muzyki etnicznej. Zespół Acoustic Acrobats na żywo zaprezentował  materiał, z którym już wkrótce wejdzie do studia by go zarejestrować i wydać na płycie. Tarnowski koncert był swoistym testem na reakcję publiczności, na nowe kompozycje grupy. Acoustic Acrobats wykonuje muzykę głównie swojego autorstwa, zagrał kilkaset koncertów w Polsce, krajach europejskich, afrykańskich, a nawet na Jamajce. Zdobywali doświadczenia koncertując w synagogach, teatrach, filharmoniach, na stadionach, ale także w kameralnych salach, a nawet  w miejscach tak egzotycznych, jak położona w dżungli misja. Zespół tworzy utwory instrumentalne z pogranicza muzyki etno i jazzu, słychać brzmienia charakterystyczne dla muzyki klezmerskiej i bałkańskiej, jest jednak do wychwycenia znacznie więcej wielokulturowych inspiracji oraz barw przywiezionych z całego świata. Aktualny skład zespołu to: Piotr Skupniewicz - klarnet, klarnet basowy, kompozycja (związany m.in. z zespołem Lubieżnicy folkloru)., Jacek Hołubowski - akordeon, kompozycja (m.in. Emotion Trio)., Adam Leśniak - perkusja, instrumenty perkusyjne, wokal, kompozycja i Jacek Fedkowicz - gitara basowa, kontrabas, didgeridoo.

Z kolei Klub Bombay Music w Tarnowie zorganizował we czwartek 1 grudnia kolejny koncert jazzowy. Tym razem wystąpił Piotr Schmidt Group. To ciekawy nowatorski projekt muzyczny łączący przestrzenny jazz i groove z soulem, funkiem, R&B, jak również muzyką filmową i eksperymentami rytmicznymi oraz brzmieniowymi. Zespół założony przez Piotra Schmidta wiosną tego roku, wyzwala fascynujące emocje wśród publiczności. Piotr Schmidt, znany głównie z formacji Wierba & Schmidt Quintet, to laureat wielu indywidualnych nagród w konkursach jazzowych zarówno w Polsce jak i zagranicą. Doceniony nagrodą dla Najlepszego Solisty przez jury konkursu w Getxo w Hiszpanii, podobnie jak pozostali członkowie zespołu jest absolwentem Akademii Muzycznej w Katowicach. Współpracował już m.in. z Piotrem Baronem, Pawłem Kaczmarczykiem, Francesco Angiuli, Januszem Muniakiem, Krzysztofem Gradziukiem. Zespół  gra w składzie: Piotr Schmidt (trąbka, efekty), Tomasz Bura (keyboard), Michał Kapczuk (gitara basowa) i Sebastian Kuchczyński (perkusja).

A tymczasem Tarnowska Orkiestra Kameralna skończyła właśnie  20 lat. Jak można przeczytać na stronie internetowej zespołu: „Celem działania Tarnowskiej Orkiestry Kameralnej jest rozwój i upowszechnianie kultury muzycznej, promocja uzdolnionej muzycznie młodzieży oraz promowanie miasta Tarnowa. TOK powstała w 1991 roku i od tej pory regularnie koncertuje na terenie Tarnowa; występuje również w innych miastach - na koncertach i festiwalach oraz poza granicami kraju (Szwajcaria, Niemcy, Hiszpania). Repertuar TOK jest rozległy - od baroku po muzykę współczesną. Z założenia jest orkiestrą kameralną, ale - powiększając skład - prezentuje również dzieła symfoniczne i oratoryjne. Wykonuje głównie muzykę klasyczną, ale okazjonalnie również jazz, muzykę filmową, współczesną muzykę eksperymentalną i rockową.” Z okazji okrągłego jubileuszu 3 grudnia w sobotę zorganizowano w tarnowskiej katedrze uroczysty koncert, w którym oprócz jubilatów wystąpili  soliści i Chór „Psalmodia” Uniwersytetu Papieskiego im. Jana Pawła II w Krakowie. Dyrygował  maestro Stanisław Krawczyński, a w programie koncertu znalazły się utwory Haendla i Schuberta. Ale na tym nie skończyły się te muzyczne urodziny. Dzień później w niedzielę 4 grudnia  w Sali Lustrzanej odbył się koncert muzyki klasycznej zorganizowany przez Tarnowską Orkiestrę Kameralną oraz Zespół Szkół Muzycznych. W koncercie wystąpili:  Adam Mokrus – skrzypce oraz Katarzyna Makowska – fortepian. W programie dzieła Karola Szymanowskiego, Ignacego Jana Paderewskiego, Fryderyka Chopina i Henryka Wieniawskiego.

Interesującą wystawa poświęcona postaci Ignacego Jana Paderewskiego i jego związkom z Małopolską prezentowana była ostatnio w ambasadzie Rzeczypospolitej Polskiej w Pradze podczas z obchodów Narodowego Święta Niepodległości. Ekspozycja przygotowana przez Starostwo Powiatowe w Tarnowie cieszyła się dużym zainteresowaniem Polonii i mieszkańców miasta nad Wełtawą. To już raz trzeci w stolicy Czech powiat tarnowski zaprezentował przygotowaną przez siebie ekspozycję poświęconą historii. Tym razem do Pragi trafiła wystawa „Z Małopolski ku niepodległej Polsce – Ignacy Jan Paderewski”. Na 10 wielkoformatowych planszach można znaleźć biografię kompozytora, jego związki z ziemią tarnowską, m.in. pobyt w Kąśnej Dolnej, dalszą działalność polityczną oraz karierę muzyczną. Wystawa pokazana w ramach Salonu Polskiego była okazją do przybliżenia postaci I. J. Paderewskiego, w przypadającą w tym roku 70 rocznicą jego śmierci. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy  podczas rozmów z ambasadorem wstępnie ustalono, że w przyszłym roku w Pradze pokazana zostanie wystawa fotograficzna promująca ziemię tarnowską. Wcześniej powiat tarnowski prezentował w stolicy Czech wystawę o cmentarzach wojennych z okresu I wojny światowej oraz ekspozycję poświęconą pobytowi Paderewskiego w Kalifornii.

A propos cmentarzy, to wreszcie ruszyły kolejne prace nad odtworzeniem cmentarza wojennego nr 202 usytuowanego na zbiegu ulic Szpitalnej i Matki Bożej Fatimskiej. W zeszłym roku zrealizowano pierwszy etap prac, który obejmował m.in. wykonanie alejki głównej oraz pomnika głównego.Aktualnie realizowany jest drugi etap inwestycji. Obejmuje on wykonanie ogrodzenia od strony zachodniej włącznie z bramą cmentarną. Koszt tej inwestycji to prawie 80 tysięcy złotych. Dodatkowo, w przyszłości, zostaną odtworzone kwatery oraz powstanie ogrodzenie od strony wschodniej. Przypomnijmy, cmentarz wojenny nr 202 jest jednym z największych obiektów w Galicji Zachodniej. W czasie I wojny światowej pochowano tu 680 żołnierzy austro-węgierskich, 9 niemieckich oraz 796 żołnierzy carskich. Nekropolia powstała w XIX wieku jako cmentarz garnizonowy. Po jego likwidacji w 1966 roku został przeznaczony na zieleniec.

A  w ramach festiwalu ArtFest - w piątek 2 grudnia do Tarnowa na promocję nowej książki zatytułowanej „Dziennik pisany później” przyjechał jeden z najpoczytniejszych polskich prozaików, laureat literackiej nagrody Nike, Andrzej Stasiuk. Spotkanie z autorem „Dukli” i „Murów Hebronu” odbyło się w siedzibie BWA przy Placu Dworcowym. Tegoroczna edycja Art Festu wpisuje się także w obchody Roku Miłosza. W niedzielę 4 grudnia w Centrum Sztuki Mościce z nowym projektem poświęconym laureatowi nagrody Nobla, wystąpiła grupa Czesław Śpiewa. Tego wieczora podziwiać można było także fotografie Wojciecha Prażmowskiego na wystawy zatytułowanej "Miłosz tutejszy" połączonej z promocją albumu. Przypominamy, że tegorocznej edycji Festiwalu, od początku do końca jej trwanie (23.11-10.12), towarzyszy  plenerowa wystawa fotografii na tarnowskim Rynku dedykowana zmarłemu w ubiegłym roku Bogusławowi Wojtowiczowi, dyrektorowi Galerii Miejskiej BWA.

Ryszard Zaprzałka



10:37, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: