RSS
sobota, 29 listopada 2008

Nalejcie wosku na wodę ujrzycie swoją przygodę. Słychałam od swej macierze, że która mówi pacierze, w wigiliją Jędrzeja Świętego ujrzy oblubieńca swego – taka staropolską wykładnię pióra Marcina Bielskiego znalazłem w Internecie. Aliści nie zawsze tak bywało. Otóż ostatni tydzień listopada kończący się obecnie andrzejkowymi szaleństwami jeszcze nie tak dawno rozpoczynały tzw. Katarzynki, noc z 24 na 25 listopada, kiedy to kawalerowie mieli monopol na wróżby… . Zaś cały ten listopadowy sezon na wróżby i przepowiednie zaczynał się nocą z 10 na 11 listopada, której patronował św. Marcin, a kiedy to mający się ku sobie kawalerowie i panny wspólnie zerwane wcześniej gałązki z drzew owocowych, jednakowoż osobno, wstawiali do wody wierząc, iż jeśli zakwitną do Bożego Narodzenia dobrze to wróży planowanym małżeństwom. Na szczęście mijający tydzień nie tylko wróżbami stał i aczkolwiek one gusła także stanowią część naszego kulturalnego dziedzictwa, warte odnotowania są również inne kulturalna… . Np. poniedziałkowe spotkanie ze Sławomirem Sikorą promującym swoją kolejną książkę Pt. ”Osadzony”, na które przyszło do Pasażu… trzy osoby.


Ale wróćmy jeszcze na chwile do naszych „baranów”. Wielce prawdopodobne wydaje się, że kolebką wszystkich tych listopadowych wierzeń jest starożytna Grecja. Grecy wierzyli, iż dusza ludzka po śmierci człowieka zyskując dar jasnowidzenia, mocą tą wpływać może na świat rzeczywisty, zsyłając prorocze sny. Animizm i kult zmarłych w Grecji były składnikiem religii i do pomocy dusz Grecy uciekali się gdy chcieli uchylić rąbka tajemnicy przyszłości.
Na greckie pochodzenie wskazywać też może etymologia imienia patrona andrzejkowych zwyczajów - Andrzej po grecku to Andress (andros - mężczyzna, aner -mąż). Według innej hipotezy kult św. Andrzeja wywodzi się z wierzeń celtyckich i starogermańskich, związanych z postacią Frey (Frei, Freyrze), boga płodności i urodzaju, światła słonecznego i deszczu. Frey, syn Njorda władał też wiatrami i oceanem. Z kolei święty Andrzej z Betsaidy jest między innymi orędownikiem zakochanych w sprawach matrymonialnych, opiekunem małżeństw i rybaków. Niezależnie jednak od tych historycznych konotacji, andrzejkowa tradycja przetrwała w kulturze europejskiej do dziś. Andrzejkowy zwyczaj znany był między innymi w Szkocji, której od ponad tysiąca lat patronuje święty Andrzej i którego krzyż znajduje się na narodowej fladze (Flaga Saltire) tego kraju. Podobnie jak w Polsce i tam wigilia św. Andrzeja była wieczorem wróżb. W Niemczech również wróżono w andrzejkową noc, a w dzień św. Andrzeja wychodzili na ulice pierwsi kolędnicy.

Być może ta nieco przedwczesna przedświąteczna atmosfera sprawiła, że nieźle promowane w mediach, aczkolwiek zupełnie nieoplakatowane na mieście, spotkanie z dobrze znanym w Tarnowie Sławomirem Sikorą okazało się organizacyjnym niewypałem. Niezwykle bowiem rzadko się zdarza, aby na pisarza, a w takim charakterze występował on w Pasażu, czekało ledwie trzy osoby!. Chociaż gdyby doliczyć jeszcze dziennikarzy w sile pięciu ludzi oraz dwójkę organizatorów, to może nie było tak źle… . Aczkolwiek, kiedy gościł u nas w 2004 roku frekwencja była wcale, wcale… . Przypomnijmy, iż Sławomir Sikora to uczestnik jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych lat 90-tych, którego historia (wraz z A. Brylińskim) stała się osnową głośnego filmu "Dług" K.Krauze. W roku 2004 od spotkania w naszym mieście rozpoczęły się na dobre społeczne starania o ostateczne ułaskawienie go z więzienia, po odbyciu 10 lat kary. Decyzja o jego ułaskawieniu, w grudniu 2005 roku, była jedną z ostatnich decyzji odchodzącego prezydenta A. Kwaśniewskiego. Decyzję tę poparł także Lech Kaczyński, który zapowiedział również ułaskawienie Arkadiusza Brylińskiego (od wiosny 2006r. przebywa na wolności, jako przedterminowo zwolniony). Swoją traumatyczną historię opisał Sikora w  książce „Mój dług”, której tarnowska promocja w 2004 roku, z jego udziałem, spotkała się z dużym zainteresowaniem. Tym razem Sławomir Sikora, jak powiedział, przyjechał do Tarnowa spłacić swoisty dług wdzięczności za okazane mu wtedy poparcie. Przyjeżdża też po to, aby promować swoją najnowszą książkę "Osadzony". Oba te spotkania przygotowała z ogromnym osobistym zaangażowaniem Izabela Bieniek, dzięki której wtedy i teraz Sławek gościł m.in. w tarnowskiej „kablówce”. Nasze miasto odwiedził  Sikora także przy okazji ostatnich wyborów do Europarlamentu, udzielając swego poparcia byłemu posłowi i ministrowi oraz liderowi SLD Krzysztofowi Janikowi, o którym twierdzi, że był głównym inżynierem jego uwolnienia z więzienia.
W "Osadzonym" (wydawnictwo Albatros, 2008) Sikora spowiada się Radosławowi Grucy z ostatnich lat swojego życia. Jak zmieniło się polskie więzienie przez 20 lat? Czy frajer, cwel, klawisz, grypsujący znaczy to samo teraz, co kiedyś? Jak przetrwać uwięzienie w pudle? Jakie zawierać sojusze i co liczy się za murami: kasa, spryt, czy po prostu szczęście? A co z rodziną, kobietami, miłością...? Teraz gdy ktoś zapyta mnie, jak tam było, to nie będę mu tego relacjonował, ale po prostu odeślę do mojej książki – mówił w Tarnowie. Jest o wiele bardziej otwarta niż poprzednia książka „Mój dług”, gdyż mogłem w niej napisać o wiele więcej… .
Sławomir Sikora opowiadał też o swoim najnowszym, internetowym projekcie edukacyjno-społecznym, związanym z meandrami polskiego prawa i problemami z nim związanymi.

Kłopotów z frekwencją nie powinno być w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie nasza tarnowska Galeria Miejska BWA przygotowała wystawę prac Andrzeja Dudzińskiego "Pod lekkim napięciem", której kuratorem jest dyrektor Bogusław Wojtowicz. Przypomnijmy, iż mistrz gościł w ubiegłym tygodniu w Tarnowie, gdzie w ramach nowego cyklu „Osobowości” zaszczycił obecnością otwarcie w MCK wystawy swoich wielkoformatowych prac malarskich. Najnowsze prace Andrzeja Dudzińskiego, pokazywane na przełomie listopada i grudnia 2008 r. w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie są dowodem na wyraźną dominację fotografii w palecie artysty. Dudziński tak mówi o tym cyklu: - Obrazy cyfrowe, prądem, pod lekkim napięciem, malowane. - Ma na myśli niskie napięcia towarzyszące przekazywaniu informacji. W jego przypadku informacji kolekcjonowanych przy pomocy aparatu cyfrowego. Te zdjęcia są elementami powstających kolaży. Ulubiona technika dadaistów zawsze była bliska Dudzińskiemu. Wydawała się idealną formą przekazu na czas dekonstrukcyjnego myślenia. Jego pierwsza okładka dla "Ty i Ja" była kolażem. Tym razem komputer wyparł nożyczki, skalpel i klej a obraz powstający w wirtualnej przestrzeni pozbawiony został fizycznego formatu - może być wielkości kartki ze szkicownika i równie łatwo stać się czterometrowym bilbordem. A oto, co sam mistrz ma w tej materii do powiedzenia: Czy możliwa jest symbioza wody z papierem? A przyjaźń ognia z drewnem?? Harmonia w kolizji??? Te pytania, tylko z pozoru absurdalne, od dawna nie dawały mi spokoju. Wiara w jakieś tajemnicze wzajemne przyciąganie rzeczy i żywiołów sprowokowała mnie do rozpoczęcia serii wielkoformatowych kolaży cyfrowych, w klasycznej formie dyptyku. Początkowo chodziło o wygodną zasadę kompozycyjną, pozwalającą w przejrzysty sposób łączyć ze sobą przeciwstawne, albo nie mające ze sobą związku, tematy. Potem ta formuła zaczęła się rozmywać i linia demarkacyjna między zestawianymi wyobrażeniami przestała być wyraźna. A wreszcie podział na dwie połowy przestał mi wystarczać i poszerzyłem przestrzeń do, również klasycznej, konwencji tryptyku, wraz z jego geometrycznym dostojeństwem i sakralnymi odniesieniami...

Ale wróćmy na nasze tarnowskie podwórko, gdzie wyjątkową aktywność przejawia Krystyna Drozdowa wraz ze swoją Artystyczną Konfraternią. Tylko w mijającym tygodniu, i to dzień po dniu, zorganizowała ona dwa interesujące wieczory w Muzeum Okręgowym przy Rynku 21. Pierwsze z nich to cykliczne spotkanie „Uwaga człowiek” (środa 25), podczas którego muzyka wypowiadała się wierszem, ten zaś stapia się z muzyką. Przekładając to na prozę chodzi o strofy słuchaczy Akademii Trzeciego Wieku „pisane do szuflady”. Drugie (czwartek 26) to Piołun z kropelką rosy...  czyli kolejne spotkanie z poezją. Tym razem w całości zostało ono poświęcone Pani Stanisławie Wiatr – Partyce, znanej działaczce „kresowej” i kulturalnej. Tym razem usłyszeć można było, w muzykę oprawione wybrane wiersze z Jej tomiku „Piołun z kropelką rosy”. ”Urodziłam się w Nieświeżu – najpiękniejszym mieście na ziemi. Rosłam na stepie w Północnym Kazachstanie i tam zaczęłam pisać wiersze. (...) Data, której w moim życiorysie ominąć nie sposób: 13 kwietnia 1940 r. w Ostaszkowie został podpisany wyrok śmierci na mojego Ojca. W tym samym dniu wyruszył transport wiozący moją Matkę i mnie na Sybir”.

Zgoła odmienną propozycja były „Łotrzyce", czyli sztuka z piosenkami pióra Agnieszki Osieckiej, którą po raz pierwszy w 1974 roku na potrzeby sceny STS wyreżyserował Maciej Englert. Teraz inscenizację tego teatralno – muzycznego przeboju przygotował Piotr Bogusław Jędrzejczak. Gościnnie spektakl zaprezentowano w Tarnowskim Teatrze 24 listopada. Bohaterkami sztuki są dwie aktorki, niespełnione zawodowo i osobiście. Artystki żyją z chałtur, ale marzą o występach w teatrze. Nie układa im się z mężczyznami, ale pragną prawdziwej miłości. Do tego prowadzą ze sobą nieustanną grę pozorów. W pewnym momencie dochodzi jednak do przełomu. Okazuje się, że przegrane na wszystkich frontach kobiety zyskują nagle moc i wewnętrzną siłę. Postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Buntują się przeciwko agentowi, którego do tej pory posłusznie słuchały. Upijają go, krępują, robią makijaż i wyganiają na mróz....
”Wszystkie dialogi to majstersztyk Osieckiej. Po raz kolejny można się przekonać o jej nietuzinkowych zdolnościach do obnażania ludzkich słabości i przywar za pomocą kpiny, satyry, ironii... Nie brakuje w jej sztuce także tekstów lirycznych, jak choćby „Ninon”. W "Łotrzycach" momenty tragiczne przeplatają się z komicznymi.”
Zaś wśród wykonawców oprócz Beaty Łuczak, Ewy Pająk, zobaczyć można było Janusza Hamerszmita, aktora przed laty związanego z tarnowską sceną. Także oprawa muzyczna spektaklu spoczywała w rękach tarnowian: Tomasza Benna i Fryderyka Andrasza.
To kolejna po „Trzech siostrach” A. Czechowa z Teatru im. A. Mickiewicza w Częstochowie i „Wakacjuszce” wg. Z. Mierzyńskiej – monodramie w wykonaniu Emilii Krakowskiej, importowa propozycja Solskiego. Czyżby to listopadowe otwarcie zwiastowało impresaryjny przełom na scenie przy ulicy Mickiewicza. 
I to by było w tym tygodniu na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



22:03, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 listopada 2008

Zadziwiające, jak łatwo zapominamy o ludziach, którzy odeszli, jak nie umiemy, a może boimy się, godnie uczcić ich pamięć. Listopad, to jak wiadomo niebezpieczna pora… W tym roku szczególnie dla artystów. Oto tylko w odstępie kilku dni przeszli na drugą stronę Styksu: wybitny reżyser filmowy Stanisław Różewicz, dziennikarz i reżyser Ryszard Smożewski, wielki aktor i pedagog Jan Machulski, zaś wczoraj była wicewojewoda tarnowska (podlegała jej m.in. kultura) i wybitny samorządowiec Krystyna Broda. A przed nami jeszcze jedna dekada tego cmentarnego miesiąca… . Wszyscy oni w jakiś sposób związani byli z Tarnowem: twórca „TOR-u” S. Różewicz bywał na tarnowskich imprezach filmowych organizowanych przez Jerzego Świtka, zaś prof. Machulski był ledwie kilka tygodni temu na Festiwalu „Stop” w Skrzyszowie, a dyr. Smożewski to kawał historii Tarnowa. Tym większe zdumienie, a u niektórych wręcz niesmak, wzbudziła forma pożegnania legendy tarnowskiego teatru. Śp. Ryszard odszedł we czwartek 13 listopada, a dopiero w sobotę (osobiście informowałem teatr o zgonie dyrektora Smożewskiego zaraz rano we czwartek) nad wejściem umieszczono jego zdjęcie opatrzone datami urodzin i śmierci, aliści zapomniano o jakimkolwiek żałobnym akcencie, chociażby wstążce, o czarnej fladze lub innym kirze spowijającym teatr nie wspominając (nie wywieszono ich w ogóle!). Dopiero w dniu pogrzebu, po interwencji byłej dyrektor Grażyny Nowak naklejono wąziutką czarną wstążeczkę na rogu portretu tego tak zasłużonego dla teatru i miasta człowieka. Podobnie było z klepsydrą (tej teatr nie wydrukował) i nekrologami, ten oficjalny od dyrekcji teatru ukazał się dopiero po pięciu dniach, w dniu pogrzebu, i to w lokalnym TEMI, podczas gdy nekrologi od władz miasta i rodziny ukazały się znacznie wcześniej w Dzienniku Polskim i Gazecie Krakowskiej. Ale nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Pora na inne mniej stresujące wiadomości z obszaru najszerzej pojętej kultury… . Tym bardziej, iż właśnie obchodziliśmy światowy Dzień Życzliwości.


Zacznijmy odrabianie zaległości od jubileuszy.
Już sto lat funkcjonuje Miejska Biblioteka Publiczna im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie, powstała dzięki hojności mieszkańców miasta. MBP prowadzi kilkanaście filii, ma imponujący księgozbiór, w którym nie brak starodruków; współpracując z innymi instytucjami i organizacjami prowadzi działalność kulturalną i oświatową, także dla najmłodszych, organizuje wystawy, spotkania, wykłady, działają przy niej kluby dyskusyjne i literackie. 7 listopada okrągły jubileusz miał swój finał w Sali Lustrzanej, gdzie wręczono odznaczenia państwowe i medale jubileuszowe; nie zabrakło przy tej okazji wykładu prof. Franciszka Ziejki „Dzieje walk o prochy Juliusza Słowackiego”, monologu „Kordiana na Mont Blanc” w wykonaniu Artura Dziurmana (Teatr Stary w Krakowie) oraz koncertu muzyki klasycznej.

Obchodzące w br. swoje 50 – lecie Polskie Stowarzyszenie Kulturalne im. J. Bema na Węgrzech uhonorowało Adama Bartosza, dyrektora Muzeum Okręgowego w Tarnowie medalem 50-lecia PSK. Warto zauważyć, że tarnowskie Muzeum Okręgowe swoją pierwszą wystawę zagraniczną zorganizowało w 1976 r. właśnie przy współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Kulturalnym na Węgrzech, gdy w Kiskores zaprezentowano „Malowaną Wieś” – Zalipie. Wtedy też Muzeum wydało swój pierwszy kolorowy katalog wystawy. Stowarzyszenie Kulturalne im. J. Bema powołane zostało staraniem Polaków mieszkających na Węgrzech w trudnych latach, gdy Węgrzy leczyli swe rany po krwawym stłumieniu ich wyzwoleńczego zrywu w 1956 r. Utworzyli je potomkowie polskich emigrantów z XIX i XX wieku oraz pozostali po II wojnie światowej uchodźcy. Obrali sobie jako patrona gen Józefa Bema, postać która łączy nasze narody. Aktywność PSK skoncentrowała się na podtrzymywaniu polskości, działalności kulturalnej i umacnianiu przyjaźni polsko – węgierskiej. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Polacy mieszkający na Węgrzech uzyskali status mniejszości narodowej. Później było wiele wspólnych przedsięwzięć kulturalnych, pośród których szczególnie zapadły w pamięci wydarzenia związane z postacią gen. Józefa Bema i wystawa fragmentów Panoramy Siedmiogrodzkiej w Budapeszcie.

Nic też chyba nie będzie w stanie oddać atmosfery składającej się na wyjątkowość niepodległościowego widowiska muzycznego „Do Niepodległości”, które 11 listopada zaprezentowane zostało w Tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego. W każdym razie: przedsięwzięcie, przygotowane m.in. przez Centrum Animacji Społecznej „Horyzonty” i stowarzyszenie „Tarnowska Artystyczna Konfraternia” zachwycało i wzruszało, a przecież na scenie w przeważającej mierze występowali amatorzy, znakomicie przygotowana muzycznie młodzież, dzieci... Mamy nadzieję, że mieszkańcy Tarnowa będą mieli okazję odkrywać dla siebie jeszcze nie raz zespół „Ballada” z niewielkiego Zakliczyna, że będą mogli jeszcze nie raz usłyszeć znakomicie zapowiadającego się zakliczyńskiego tenora, obdarzonego przy tym zdolnościami aktorskimi Tomasza Kumięgę. Starannie dobrana narracja Krystyny Drozd i Antoniego Sypka, w połączeniu z tak dobrze zaaranżowanym i wykonanym repertuarem pieśni patriotycznych, ale też i żołnierskich, bardziej frywolnych, porwały do wspólnego śpiewu publiczność (rozdano nawet specjalnie przygotowane na tę okazję śpiewniki), jednocześnie pokazując, iż w Tarnowie i w Polsce w ogóle istnieje ogromne zapotrzebowanie na taki właśnie przekaz, niosący przy tym patriotyczne właśnie wartości, jednoczący ludzi we wspólnym, radosno – nostalgicznym śpiewie...

Ale pora najwyższa wlać do tej jubileuszowej beczki miodu łyżkę dziegciu. Oto bowiem w dniu, kiedy Tarnów – Pierwsze Niepodległe inaugurowało ogólnopolskie obchody państwowego święta, największe media o Tarnowie milczały jak zaklęte. Jak trafnie opisał to na łamach Gazety Krakowskiej Łukasz Winczura - „Pierwsze Niepodległe – pod taką marką Tarnów miał być rozpoznawalny jak Polska długa i szeroka. Cały kraj świętował 90. rocznicę odzyskania niepodległości, pretekst wydawał się więc idealny. Realizacja pomysłu zajęła kilkanaście miesięcy. W decydującej chwili miasto przegrało bitwę o media z... PZPN. Kulminacją długich przygotowań i czasem zbioru medialnych owoców miało być popołudnie i wieczór 30 października. Gościem uroczystej sesji połączonych samorządów Tarnowa i powiatu tarnowskiego był wtedy sam prezydent RP Lech Kaczyński. Przy Grobie Nieznanego Żołnierza głowa państwa, w towarzystwie małego Kacpra Przygody, zapalała „Światełko Pamięci”. I choć z tej okazji w Tarnowie akredytowało się 80 dziennikarzy z całego kraju, to i tak główne serwisy informacyjne o Tarnowie milczały.
Za to obronną ręką wyszedł Tarnów z burzy wokół niepodległościowego pierwszeństwa. Za rywali miał Kraków i Cieszyn. – To też dawało Tarnowowi obecność w mediach. Ten ranking został przez miasto wygrany i jest to naszym wielkim atutem. Również w kategoriach rozpoznawalności i marki miasta – uważa prezydent Ścigała. Historycy uczestniczący w konferencji „Rok 1918 – Młoda Europa” palmę pierwszeństwa przyznali Tarnowowi. Nawet sceptyczny wcześniej profesor Andrzej Chwalba z UJ przyklasnął takiemu werdyktowi. Przyznał, że tarnowianie najszybciej przeszli od słów do czynów i już 31 października o godz. 7.30 przewrót wojskowy zakończył się sukcesem. W kuluarach swoje wystąpienie skwitował zdaniem – Nie wiadomo, co powiedzą w Krakowie, jak się o tym dowiedzą. Sukcesem było sprowadzenie do Tarnowa prezydenta RP. Choć medialny efekt tej wizyty byłby bardziej znaczący, gdyby eksperci od wizerunku głowy państwa nie wpadli na pomysł urządzenia prezydentowi jesiennego objazdu po całym kraju. W rezultacie nawet osoba Lecha Kaczyńskiego nie zagwarantowała miastu „przebicia się” do głównych serwisów informacyjnych. Sam prezydent w migawkach telewizyjnych się pojawił. Ale przy okazji konferencji prasowej zorganizowanej w... Wierzchosławicach. Rok temu nikt nie mógł przewidzieć, że najważniejszego popołudnia i wieczoru tematem numer jeden w mediach będzie wybór nowego prezesa PZPN. Jeszcze rano tarnowskie uroczystości zapowiadały m.in. serwisy w TVN 24. Potem Tarnów swoje pięć minut na ekranach telewizorów przegrał z Grzegorzem Lato. Nieoficjalnie mówi się, że Ryszard Ścigała mizernym medialnym efektem przedsięwzięcia był mocno rozczarowany. Sam jednak kategorycznie temu zaprzecza. – Cel został w pełni osiągnięty. Ile kosztowała operacja pod kryptonimem „Pierwsze Niepodległe”? Dokładnego wyliczenia na razie nie ma. Z wstępnych i pobieżnych rachunków wynika, że będzie to suma idąca w setki tysięcy złotych. Remont Grobu Nieznanego Żołnierza pochłonął 120 tys. zł. Odnowienie elewacji Sali Lustrzanej to 33 tys. zł, pielęgnacja zieleni – 5 tys. zł, remonty ulic stricte pod kątem uroczystości – 23 tys. zł, materiały promocyjne – 9 tys. zł, wydanie „Hymnów Polskich” – 16 tys. zł, zakup flag – 10 tys. zł. Do tego doliczyć trzeba jeszcze koszt współprodukcji z TVP filmu dokumentalnego o Tarnowie, wydatki na organizację koncertu retransmitowanego w TVP 3 10 listopada, reklamy w portalu Onet i szereg innych pozycji na liście wydatków. ” No coment.

Nieco tę niepodległościową siurpryzę może złagodzić i dowartościować naszych lokalnych włodarzy trzydniowa wizyta kardynała Zenona Grocholewskiego z Watykanu. Szczególnie w kwestii projektowania Akademii Tarnowskiej, której jednym z filarów ma być teologia.
To była bardzo ważna wizyta. Przede wszystkim ze względu na oczekiwania wokół powstającej Akademii Tarnowskiej. A skoro filarem tarnowskiej uczelni ma być teologia, która jako „wiano” wnosi większość samodzielnych pracowników naukowych z tytułem doktora habilitowanego, więc głos prefekta Kongregacji Wychowania Katolickiego, która zajmuje się całokształtem katolickiego systemu oświaty i nauki, ma tu niebagatelne znaczenie. A, że najważniejszą osobą w Watykanie w rzeczonych kwestiach jest Polak, kardynał Zenon Grocholewski, była więc doskonała okazja do ustalenia wielu szczegółów związanych z działalnością uczelni, która mogłaby otworzyć swoje podwoje już w 2011 roku. Akademia Tarnowska nadawałaby tytuły doktorskie w naukach teologicznych, zaś stopnie magisterskie na polonistyce. Watykański hierarcha przyjechał do Tarnowa w środę wieczorem. Cały czwartek spędził w tarnowskim seminarium. Rano odprawił mszę i wygłosił homilię do alumnów. Później odbyło się spotkanie z kadrą profesorską, do której wygłosi konferencję na temat formacyjnej roli wykładowcy. Po południu kardynał Grocholewski poświęcił nową aulę seminaryjną oraz zainaugurował rok akademicki na tarnowskim Wydziale Teologicznym. Wygłosił tam wykład, zatytułowany „Życie duchowe centrum formacji kapłańskiej”. W piątek przed południem kardynał miał w planach spacer po starówce oraz zwiedzanie Muzeum Diecezjalnego. Następnie udał się do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, gdzie spotkał się z kadrą naukową. Później odbyły są rozmowy z Konwentem na rzecz Utworzenia Akademii Tarnowskiej. Na godzinę 15 wyznaczone zostało spotkanie w Sali Lustrzanej i wykład w ramach Tarnowskiego Towarzystwa Naukowego. Prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego poruszył w nim m.in. kwestię wychowania do wartości. W spotkaniu wzięli udział dyrektorzy szkół katolickich, placówek oświatowych noszących imię Jana Pawła II oraz mających za patronów świętych i błogosławionych. Ostatnim punktem wizyty była msza celebrowana o godzinie 18 w katedrze tarnowskiej, modlitwa przy grobie abp. Jerzego Ablewicza oraz koncert chóru Pueri Cantores Tarnoviensis.

A sokoro o muzyce się zgadało, to w poprzedni piątek w piwnicach TCK zagrała jedna z dam polskiego jazzu Krzysia Górniak wraz z zespołem. Był to pierwszy występ w Tarnowie artystki okrzykniętej mianem polskiej „Gitarowej Jazz Woman”. Delikatna i kobieca, a zarazem nieprzeciętnie uzdolniona Krzysia Górniak jest dziś prawdziwym unikatem na rynku muzycznym i kto przegapił jej występ niech żałuje. Jak napisała AS na potralu inTARnet pl Niezwykły popis kunsztu muzycznego gitarzystki i jej bandu przywraca wiarę w magię jazzu. Kwartet Krzysia Górniak Band wykonuje nowoczesny jazz fusion operując świetnie wypracowanym brzmieniem. Na piątkowym koncercie kwartet zaprezentował program z najnowszej płyty „Emotions” oraz z dwóch starszych „Tales” i „Ultra”. Zaprezentowane utwory to kawał szlachetnej i wartościowej jazzowej muzy - zróżnicowane, lecz zwarte, rasowe, a przy tym przystępne; sięgające korzeni, ale nowoczesne. Liryczne i zarazem inteligentnie napisane tematy, natychmiast wpadały w ucho, aranże niepostrzeżenie przechodziły w kolektywne improwizacje, a muzyka wprost kipiała od energii, intrygując i wciągając do samego końca. Poza niezrównaną Krzysią Górniak, świetnie wypadli też pozostali muzycy - Arkadiusz Nawrocki (piano) urzekał melodyjnością frazy, natomiast improwizacje Filipa Sojki (gitara basowa) i Przemka Knopika (perkusja) były nie tylko dowodem technicznej wirtuozerii, ale również umiejętnego malowania ciekawej i porywającej melodyjnością barwy. Mocna i dynamiczna gra Przemka nadawała muzyce porywającą motorykę, a jednocześnie co rusz wyzwalała perkusję z typowej dla niej rytmicznej funkcji, subtelnie cieniując i oszałamiając inwencją. To wzajemne wyczucie artystów przełożyło się na klarowność wykonania, umiejętne budowanie ekspresyjności oraz niczym nieograniczoną spontaniczność. Wszystko to sprawiło, że tarnowski występ Krzysia Górniak Band był tyleż kapitalny i olśniewający, co zaskakująco przystępny.

Zaś obecny tydzień domknął piątkowy Salon Jesienny w BWA (opiszemy go oddzielnie) oraz wernisaż fotografii Bożeny Wojtanowskiej opatrzonej tytułem Ścieżka – impresje bieszczadzkie w Pub-Galeria “Studio” przy ul. Żydowskiej 3 „Uważność jest ścieżką ku Bezśmiertelności, nieuwaga jest ścieżką ku śmierci. Uważni nie umierają, nieuważni już są martwi.” – to artystyczne motto tej kameralnej wystawy. Jej autorka jest absolwentką Instytutu Sztuki przy Akademii Pedagogicznej w Krakowie (dyplom z grafiki). B. Wojtanowska rozwija wiele różnych pasji, jedną z nich – góry – rozumie jako miejsce do odczuwania wolności. My z Pegazem także w górach czujemy się naprawdę wolni więc tym bardziej zachęcamy do zajrzenia do klimatycznej galerii Andrzeja Tylki.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



10:37, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (3) »
sobota, 15 listopada 2008

Żałobnym cieniem położyło się nad mijającym tygodniem odejście w czwartek (13.XI.) Ryszarda Smożewskiego, byłego dyrektora tarnowskiego teatru, reżysera i dziennikarza, ale przede wszystkim dobrego człowieka. Był znakomity w tym co robił w Solskim, z którego w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku uczynił jeden z najlepszych terenowych, ale nie prowincjonalnych, teatrów w Polsce. Jego teatr, podobnie jak jego publicystyka, był najwyższej próby. W tamtej siermiężnej epoce był prawdziwym prekursorem tego, co dziś powszechne. Był niezwykle skutecznym menagerem i artystycznym kreatorem. To był „ktoś”, wobec którego nie można było być nijakim, „letnim”. Zawsze pracował i był na najwyższych obrotach. I tego wymagał od współpracowników i oczekiwał od przyjaciół. Miałem zaszczyt i przyjemność zaliczać się do jednych i drugich. Byłem z nim od początku jego pracy „u podstaw” w tarnowskim teatrze, aż do końca, a i potem nasza przyjaźń trwała nadal… . Ostatni raz widziałem go w starym szpitalu na kilka dni przed „niebiańskim angażem”, wyniszczonego ciężką chorobą, już nie mógł mówić, ale jeszcze reagował na dotyk… . Trzymając go za rękę i mówiąc o książce, którą wspólnie planowaliśmy napisać (jeszcze kilka tygodni temu siedzieliśmy razem w ogrodzie GOK w Skrzyszowie u Jurka Świtka i pijąc kawę dogadywaliśmy jej szczegóły), próbowałem być z nim, i przy nim, ukrywając rozpacz i strach, bezradność i świadomość nieuniknionego… . Nie będąc pewnym czy mnie słyszy postanowiłem go pogłaskać po twarzy i wówczas cały się rozjaśnił, rozpromienił i uśmiechnął się do mnie….  jak za swoich, naszych, najlepszych lat. I takim go w najbliższą środę (19.XI.) o godz. 12 na Nowym Cmentarzu w Krzyżu pochowam, zachowam w pamięci i w sercu… .


Ciąg dalszy w tekście Golden Boy


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



22:05, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 listopada 2008

Ani się obejrzeliśmy a już czas najwyższy zamienić opony letnie na zimowe, bowiem temperatury regularnie wykazują tendencje spadkowe. Podobnie, jak nasze akcje i relacje finansowe. Na szczęście nasze reakcje na potrzeby innych pozostają na niezmienionym wysokim poziomie, a nawet zwyżkują, o czym najlepiej świadczą efekty ostatniej kwesty na Starym Cmentarzu, gdzie zbiórkę prowadzili m.in. wolontariusze z Komitetu Opieki im. A. Sypka, pardon skupieni wokół tego znanego historyka, oraz Towarzystwa Miłośników Lwowa. Tym bardziej niezrozumiałe jest całkowite fiasko innej publicznej zbiórki na wykupienie naszej „Marcinki”, podczas gdy niektórzy nasi obywatele gotowi byli ponoć płacić za miejsce w oknie lub na balkonie ulicy Wałowej podczas niedawnej „niepodległościowej” wizyty Prezydenta RP w Sali Lustrzanej i przy Grobie Nieznanego Żołnierza. Ale zanim o tym, odnotujmy jeszcze dwa ważne wydarzenia kulturalne, a dokładnie muzyczne. I nie chodzi o rozpoczęty właśnie kolejny Tydzień Talentów (to temat na „odrębne opowiadanie”), a o koncerty poświęcone obchodzonej aktualnie 90. rocznicy odzyskania niepodległości oraz pamięci Jana Pawła II, którego 30. rocznicę wyboru na papieża obchodziliśmy nie dawno. Pierwszy odbył się w tarnowskiej katedrze z udziałem najmłodszej polskiej orkiestry symfonicznej -Orkiestry Akademii Beethovenowskiej, zaś drugi miał miejsce w kościele NMP Królowej Polski w Mościcach, gdzie wystąpili Agata Bernadt i zespół Krakowskie Przedmieście z Krakowa. A skoro o rocznicach mowa to koniecznie trzeba wspomnieć o naszym Muzeum Diecezjalnym, które w tym roku obchodzi okrągły jubileusz 120 – lecia swojej działalności. I aż się z Pegazem żachnęliśmy, o ile reakcję konia, a takim przecie jest mój skrzydlaty przewodnik może tak określić, ujrzawszy na tarnowskim rynku pięknie się prezentujące… nagrobne wieńce żałobne. Jak się na szczęście okazało ich wystawa nie miała nic wspólnego z fetowanymi właśnie rocznicami, a była efektem konkursu „Żołnierska pamięć” zorganizowanego przez nasz PTTK.


To była najlepsza kwesta od 16 lat. Po podliczeniu wszystkich pieniędzy z puszek okazało się, że była to rekordowa zbiórka. Zebrano w sumie 22.300 złotych, co jest najlepszym wynikiem w 16-letniej historii tarnowskiego kwestowania na rzecz odnowy niszczejących nagrobków. Antoni Sypek, przewodniczący Komitetu Opieki nad Starym Cmentarzem, przyznaje, że duża w tym zasługa między innymi ładnej pogody w drugim dniu kwesty. – Nigdy dotąd w Dzień Zaduszny nie zebraliśmy tyle pieniędzy co w tym roku. Było to prawie 10 tysięcy złotych – zauważa. Nie zdecydowano jeszcze o tym, które nagrobki zostaną wyremontowane z tegorocznej kwesty. Decyzja w tej sprawie zapadnie m.in. po rozmowach z Miejskim Zarządem Cmentarzy. Zebrane ponad 22 tysiące złotych z pewnością starczą na odnowienie trzech, czterech pomników. To bardzo krzepiąca informacja, a inicjatywa ze wszech miar godna poparcia. Niezły wynik uzyskali także kwestarze z tarnowskiego Towarzystwa Miłośników Lwowa i Kresów Południowo – Wschodnich, którzy zebrali ponad jedenaście tysięcy złotych, powtarzając tym samy ubiegłoroczny wynik zbiórki na odnowę polskich cmentarzy za wschodnią granicą.

Tym bardziej dziwi w tym kontekście zupełna obojętność społeczeństwa na apel innego tarnowskiego stowarzyszenia „Zamek Tarnowski”, które kwestowało niedawno na placu Sobieskiego na rzecz odkupienia od księcia Sanguszki ruin na Górze św. Marcina. Przypomnijmy, iż latem obywatel Tarnowa, i to honorowy, Paweł Sanguszko sprzedał zamek, a raczej to co z niego pozostało wraz z działką za dwieście tysięcy złotych krakowskiej spółce Castle Development , co wzburzyło opinię publiczną i czego skutkiem jest obywatelska inicjatywa odzyskania naszej „Marcinki”. Najpierw na fali społecznego oburzenia prezes zamkowego stowarzyszenia Wojciech Maniak ogłosił we wrześniu, ze datki na ten szczytny cel można wpłacać na specjalne konto bankowe. Na co odzew był niestety niewielki, a właściwie żaden. W ciągu miesiąca na wpłaty zdecydowały się jeno trzy osoby, w tym dwie spoza Tarnowa, co dało łącznie ledwie 200 złotych. W tej sytuacji zdecydowano się na zbiórkę publiczną, ale cóż również i jej dwudniowe efekty okazały się mizerne. I to pomimo, iż na placu Sobieskiego stanęło specjalne stoisko z ulotkami i publikacjami poświęconymi zamkowi, zaś „plastycznie oprawili je” członkowie Tarnowskiego Bractwa „Gladii Amici” ubrani w historyczne stroje, wspomagani przez młodzież z V i XVI LO. Aliści optymizmu nie traci sympatyczny pan prezes Wojtek twierdząc, iż nawet jeśli zbierzemy choćby tysiąc złotych, to brakować do wykupienia zamku będzie już tylko 999 tysięcy… .

Ale dość o pieniądzach. 25 października w sobotę o godzinie 19.30 odbył się w Bazylice Katedralnej w Tarnowie niecodzienny koncert wpisany w tarnowskie obchody 90. rocznicy odzyskania przez nasz kraj niepodległości. Oto po raz pierwszy w Tarnowie wystąpiła międzynarodowa Orkiestra Akademii Beethovenowskiej. Ta najmłodsza obecnie w naszym kraju orkiestra symfoniczna skupia najwybitniejszych studentów i absolwentów europejskich uniwersytetów muzycznych z Krakowa, Stuttgartu, Brukseli i Paryża. Mimo niedługiego stażu Orkiestra Akademii Beethovenowskiej należy już do jednych z najbardziej znanych i cenionych orkiestr symfonicznych nie tylko w naszym kraju, ale i za granicą. Artystycznym gwarantem jakości, oprócz bardzo utalentowanych muzyków, jest pierwszy dyrygent Orkiestry – maestro Michał Dworzyński – najlepszy polski dyrygent młodego pokolenia, który jako asystent London Symphony Orchestra jest wizytówką naszego kraju na arenie międzynarodowej. W tarnowskim koncercie usłyszeliśmy m. in. utwór „Chaconne” Krzysztofa Pendereckiego poświęcony pamięci Jana Pawła II oraz V Symfonię „Losu” c-mol op. 67 Ludwika van Beethovena.

I jeszcze jeden koncert, tym razem imieninowy, wieńczący całą serię imprez poświęconych obchodzonej niedawno 30. rocznicy wyboru na papieża Jana Pawła II krakowskiego kardynała Karola Wojtyły. Koncert zatytułowany „Tak nieobecny że jest" – utkany z wierszy i pieśni poświęconych osobie Jana Pawła II odbył się w Tarnowie - Mościcach w dniu jego Imienin 4 listopada - we wspomnienie św. Karola Boromeusza. Mościcki kościół parafialny, którego proboszczem jest od roku dawny duszpasterz młodzieży i sternik akademickiej „Tratwy” ks. Artur Ważny, wypełniła poezja ks. Jana Twardowskiego i śpiew Agaty Bernadt która wystąpiła wraz z zespół Krakowskie Przedmieście z Krakowa. To już kolejna impreza kulturalna organizowana w tym miejscu, były letnie koncerty organowe, teraz mieliśmy okazję uczestniczyć w drugiej poetyckiej biesiadzie – poprzednia majowa poświęcona była twórczości innego wybitnego poety w sutannie, ks. Janusza Pasierba. W kontekście listopadowej zadumy nad odchodzeniem do „Domu Ojca" – anonsowali swoją imprezę organizatorzy -  chcemy zatrzymać się nad osobą Sługi Bożego Jana Pawła II. ", móc choćby przez chwilę zamieszkać w wierszach, jak w domu… .

Krakowskie Przedmieście 34 w Warszawie to miejsce, gdzie przez ponad 40 lat, poeta i ksiądz Jan Twardowski mieszkał pracował i spotykał się z ludźmi. Krakowskie Przedmieście z Krakowa, to inicjatywa muzyczno-poetycka, powstała, jako swoista „pamiątka" tamtych spotkań, ale przede wszystkim służąca promowaniu najlepszej współczesnej poezji nurtu religijnego, a: Jan Twardowski, Janusz Pasierb, Roman Brandstaetter, Czesław Miłosz, Ernest Bryll, Jerzy Szymik, Józef Baran , wreszcie Karol Wojtyła - to najczęściej przywoływani w ich programach poeci.
Ponad 60 koncertów, dotychczas zrealizowanych przez krakowskich muzyków, przy współudziale aktorów Teatru Starego najlepiej świadczy, że są one oczekiwane i potrzebne. Młody Karol Wojtyła, jeszcze jako student polonistyki, napisał: „... sztuka (a więc i poezja) jest przewodniczką na drodze ku Bogu: ma wymiar romantycznej tęczy. Od ziemi i serca człowieka ku Nieskończoności". A ks. Jan Twardowski dopowiedział: „Ufam, że poezja - jak miłość - ocaleje." I my też z Pegazem tak uważamy.

Podobnie, jak poezja, tarnowskie Muzeum Diecezjalne zdaje się być ponadczasowe. Okazuje się, ze jest ono najstarszą tego typu placówką w Polsce. Dokładnie w sobotę 25 października minęła 120. rocznica jego powstania. Każdego roku muzeum odwiedza ok. 10 tysięcy turystów z całego świata. W placówce organizowanych jest ponadto ok. 200 lekcji dla dzieci i młodzieży oraz 50 wykładów dla studentów. Obecnie fotografie najcenniejszych eksponatów zamieszczono w ekskluzywnym jubileuszowym kalendarzu na 2009 rok. Aliści kupić go nigdzie nie można, trzeba w tym względzie zdać się na niedawno odznaczonego przez Ministra Kultury prestiżowym medalem „Gloria Artis” księdza dyrektora Tadeusza Bukowskiego, który bardzo oszczędnie dystrybuuje owe wydawnicze „cudo”.

A oto koniczny w tym miejscu rys historyczny wiekowego Jubilata. Przed 120 laty, tarnowskie muzeum diecezjalne założył ówczesny rektor seminarium duchownego ks. Józef Bąba. Na jego apel, księża oddawali przechowywane na kościelnych strychach czy dzwonnicach dawne wyposażenie kościołów. - Ocalił od zniszczenia relikty dawnych wystrojów gotyckich świątyń. Zgromadził szaty liturgiczne i hafty nawet z XV wieku – wymienia dyrektor ks. Tadeusz Bukowski.  Muzeum Diecezjalne w Tarnowie mieści się w zabytkowych kamieniczkach z wieku XVI wieku, w sąsiedztwie katedry. Obecnie muzeum posiada 2,5 tysiąca eksponatów. Najważniejszy dział zbiorów stanowią zabytki sztuki cechowej - gotyckiej rzeźby i malarstwa z terenu Małopolski, reprezentujące tzw. szkołę krakowsko-sądecką. Najstarszym eksponatem jest drewniana, XIII-wieczna rzeźba przedstawiająca „Głowę św. Jana Chrzcielna na misie”. W każdym szanującym się podręczniku historii sztuki znaleźć można inne nie mniej cenne eksponaty, jak chociażby „Opłakiwanie z Chomranic” z połowy XV wieku czy cykl średniowiecznych rzeźb Matki Boskiej z Dzieciątkiem. Drugi dział zbiorów obejmuje tkaniny kościelne (ornaty, kapy itp.) od czasów średniowiecza aż po wiek XIX. Tarnowskie Muzeum posiada także dział sztuki ludowej, gdzie na szczególną uwagę zasługują obrazy ludowe malowane na szkle, pochodzące z terenu Europy a także innych kontynentów. Przekazał je w darze dla Muzeum Diecezjalnego w roku 1957 znany w Polsce i zagranicą kolekcjoner, Węgier z pochodzenia, a tarnowianin z wyboru, Norbert Lippóczy. Muzeum prezentuje także przykłady współczesnej rzeźby ludowej z bardzo żywotnego ośrodka tej sztuki w Paszynie k. Nowego Sącza. W roku 1988 z okazji Jubileuszu 100-lecia Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie zbiory wzbogaciły się o kolejną kolekcję: dzieła sztuki z około r. 1900. Są to płótna kilku malarzy polskich, jak np. Jacek Malczewski, Vlastimil Hofman, Kazimierz Sichulski, Wojciech Weiss, a także zbiór porcelany i zegarów. Eksponaty te są darem tarnowskiej kolekcjonerki Olgi Majewskiej.

Nieco oszołomieni tymi jubileuszowymi okolicznościami i aby trochę odsapnąć wychynęliśmy zza katedry na pobliski rynek, a tam ku naszemu zdumieniu natknęliśmy się na oryginalną cmentarną ekspozycję. Czyżby – pomyśleliśmy - tarnowscy karawaniarze postanowili w ten sposób zintensyfikować reklamę swoich usług?  Na szczęście, jak się okazało był to plastyczny efekt Konkursu Wieńców Nagrobnych „Żołnierska Pamięć", który już po raz dwunasty zorganizowało tarnowskie koło PTTK. Od lat towarzyszy mu motto: "Wy, którzy chodzicie w świetle dnia, pamiętajcie o tych, którzy za was zginęli". Młodzież szkolna wykonała wieńce z elementami charakterystycznymi dla okresu I wojny światowej i państw biorących udział w walkach na terenie byłej Galicji. Po dokonaniu oceny przez komisję, konkursowe prace zostały wystawione na tarnowskim Rynku, przed siedzibą Muzeum Okręgowego. - Uczyniliśmy tak po raz pierwszy, niech ocenią je także i podziwiają mieszkańcy miasta. Będziemy odtąd prezentować je publicznie każdego roku, zasługują na to - przekonuje Stanisław Kornaś z PTTK. Najwyższe oceny komisji konkursowej otrzymały wieńce wykonane w Zespole Szkół Licealnych i Technicznych w Wojniczu, w gimnazjach w Lubczy i Zakliczynie oraz Szkole Podstawowej w Radłowie. Wszystkie konkursowe wieńce, w liczbie dwudziestu, zostały 7 listopada złożone na mogiłach Cmentarza Legionistów w Łowczówku. Udekorowano nimi żołnierskie groby na zakończenie XX Złazu Patriotyczno-Turystycznego Szlakami Legionistów "Łowczówek 2008". I to by było w tym tygodniu na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



01:10, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: