RSS
poniedziałek, 28 lutego 2011

Ubiegły tydzień naznaczyły dwa ważne odejścia. Najpierw w poniedziałek zmarł w wieku 88 lat Jerzy Nowosielski, wybitny krakowski malarz, jeden z najznakomitszych ludzi polskiej kultury, a we wtorek odeszła do domu Pana Wanda Józefa Schab, jedna z ostatnich poetek zamierającego ruchu pisarzy ludowych w naszym regionie. Od ponad 50 lat mieszkała w Lisiej Góry, gdzie przed laty żył i tworzył inny znany literat Jan Rybowicz. Autorka czterech tomów poezji. Zmarła roku w wieku 81 lat. Wanda Józefa Schab urodziła się w Tarnowie (1929), gdzie spędziła dzieciństwo i gdzie ukończyła prestiżowe wówczas żeńskie Gimnazjum błogosławionej Kingi. W 1949 roku pani Wanda wraz z mężem Tadeuszem na ponad rok wyjechała do Trzebnicy aby po powrocie osiąść już na stałe w tej podtarnowskiej wsi, aktywnie włączając się w życie swojej nowej małej ojczyzny. Pracowała m.in. w Banku Spółdzielczym i Lecznicy Zwierząt, prowadziła wiejską klubokawiarnię i była radną… Zawsze ciężko pracowała, wychowała pięcioro dzieci, doczekała wnuków, a nawet prawnuczek Oleńki i Gabrysi. Wszystko bliskim darowała. I kiedy powinna odpocząć zaczęła pisać wiersze, proste jak życie które prowadzi, piękne jak serce… . Bo tak naprawdę to nic wcześniej nie wskazywało na to, że pani Wanda da się uwieść Pegazowi i swoimi spracowanymi rękami zacznie wyczarowywać poetyckie strofy, godne najwybitniejszych chłopskich twórców. W druku ukazały się cztery tomiki jej wierszy: „W moim sercu jest zakątek” (1997), „Moje słowa są proste, nieszukane…” (2004) i „Zapomnieć, albo ocalić od zapomnienia…” (2005) i „Modlę się do ciebie panie…” (2008).  Sędziwa poetka swoje poetyckie credo zawarła w tytułowym wierszu tomiku wydanego z okazji 75 urodzin. Oto ono: Moje słowa są proste, nieszukane, kunsztem literackim niezdobione, mówią zawsze, co serce dyktuje i niesie życie czasem ranione. I takie też są naznaczone „wiejskością” wiersze Wandy Józefy Schab, przechadzające się po gościńcach życia i bujające w obłokach poetyckiego natchnienia. Refleksyjne i namiętne, pełne zachwytu nad urodą otaczającego ją świata i zrozumienia dla ludzkich ułomności. W których patos i prostota sąsiadują z religią i patriotyzmem. A wszystko to jest przewiązane wstążeczką smutku za kimś najbliższym „kto kochał życie i już nie wróci do nas…”. Popularyzacji teatru wśród mieszkańców Tarnowa, współtworzeniu przez nich sztuki a nawet walce z wykluczeniem społecznym służyć ma realizacja projektu pod nazwą „Cztery Talie Roku”. Będzie to możliwe dzięki dofinansowaniu zadania ze środków unijnych w kwocie miliona złotych. Drugie tyle dokłada miasto. Umowę w tej sprawie podpisano ostatnio w delegaturze Urzędu Wojewódzkiego. Sygnatariuszami byli wicemarszałek województwa małopolskiego Roman Ciepiela, prezydent Ryszard Ścigała oraz dyrekcja Teatru. - To najwyższa dotacja w historii tarnowskiego teatru, jaką dyrekcja kiedykolwiek zdobyła na działalność artystyczną - podkreśla dyrektor Edward Żentara. Z kolei znany tarnowski artysta Piotr Barszczewski, tworzący w unikalnej technice neowitrażu, wydał album podsumowujący 20 lat jego twórczości. Jak sam mówi, neowitraż to witraż XXI wieku - komponowany fotografią cyfrową. Piotr Barszczowski nie wydał tego albumu pod własnym nazwiskiem, ale pod pseudonimem artystycznym: Adam Perun. Ten pseudonim towarzyszył mu zresztą podczas nietypowej wystawy fotograficznej zorganizowanej na górnej stacji kolejki linowej na Kasprowym Wierchu. To nie był przypadek, wszak nasz artysta znany jest jako autor doskonałych panoram i zdjęć nagradzanych na wielu konkursach, a także jako twórca ponad 300 logotypów, którymi posługują się firmy i instytucje w całej Polsce. Pasją Piotra Barszczewskiego są oryginalne witraże komponowane z kilkunastu naraz, wykonanych wcześniej przez niego starannie dobranych zdjęć. Spory wybór takich właśnie prac złożył się na najnowszy jubileuszowy album dokonań artysty, celowo skonstruowany tak, aby można było podświetlać poszczególne neowitraże i w pełni podziwiać zamysł ich twórcy. Koniec tygodnia zdominowała tym razem muzyka. I tak w piątek 25 lutego w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury wystąpiła znana formacja muzyczna “Mikromusic”, zaś w sobotę i niedzielę w Centrum Sztuki Mościce miały miejsca dwa znaczące wydarzenia -26 lutego dano „Theodora oratorium" Georga Friedricha Haendela w wykonaniu Chóru Kameralnego i CAPELLI CRACOVIENSIS, a 27 lutego musical „Skrzypek na dachu”, z udziałem artystów Teatru Muzycznego w Łodzi.


Ponad dwa miliony złotych – to wartość projektu „Cztery Talie Roku”, realizowanego przez Tarnowski Teatr im. L. Solskiego, a mającego trwać do 2013 roku. Z sumy tej aż milion złotych udało się pozyskać z środków unijnych. W miniony poniedziałek marszałek województwa Roman Ciepiela przekazał umowę na dofinansowanie projektu. Szacuje się, że we wszystkich towarzyszących mu wydarzeniach weźmie udział ponad 20 tysięcy osób. Obok festiwalu komedii Talia pojawią się jeszcze trzy projekty artystyczne. Cały projekt składa się z czterech elementów: „Talii bez barier” - warsztatów dla dzieci, „Małej Talii” - przeglądu spektakli dziecięcych, Ogólnopolskiego Festiwalu Komedii Talia oraz „Talii korzenie” przeglądowi regionalnych grup artystycznych. Głównym celem jest zwiększenie popularności teatru jako formy spędzania wolnego czasu w postaci uczestnictwa odbiorcy w charakterze widza i twórcy-amatora. Planuje się powtórzenie cyklu czterech imprez w kolejnym roku. Przez dwa lata trwać będą eliminacje, po to, aby w trzecim roku wszyscy wygrani mogli przystąpić do wspólnej pracy i przy koordynacji działań ze strony Tarnowskiego Teatru oraz wsparcia merytorycznego zawodowych aktorów i twórców mogli wyprodukować wspólny spektakl. Dzięki temu zrealizuje się kolejny cel tj. łączenie działań artystycznych o wymiarze amatorskim, nieformalnym z teatrem instytucjonalnym.

25 lutego (piątek) o godz. 19:30 w Piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury wystąpił “Mikromusic” - zespół okrzyknięty mianem jednej z najciekawszych formacji młodego pokolenia. „Grupa Mikromusic jest zupełnie inna niż cała nasza krajowa scena muzyczna” - powiedział o nich Marek Niedźwiecki. Muzycy inteligentnie łączą wiele stylów muzycznych, ale bazują głównie na jazzie i trip hopie. Wizytówką zespołu jest tajemniczy głos wokalistki – Natalii Grosiak, który intryguje i wciąga szczególnie mocno w żywych koncertowych relacjach. Zespół pochodzi z Wrocławia, ale w jego składzie na perkusji gra pochodzący z Dębicy, Łukasz Sobolak. Zespół znany jest m.in. z koncertów przed takimi artystami jak Macy Gray i Lura. W 2010 r., grupa ponownie wstrząsnęła polską estradą wydając trzeci swój album zatytułowany „SOVA”. Materiał zebrany na nowa płytę jest dojrzały, przemyślany, a zarazem pełen energii i twórczego zapału. Autorką tekstów jest Natalia Grosiak, natomiast muzyka powstała przy udziale wszystkich członków zespołu. W Tarnowie Mikromusic zaprezentował swój najnowszy repertuar, nie zabrakło jednak ulubionych kompozycji z poprzednich płyt. Zespołowi Mikromusic od początku kibicowali czołowi polscy muzycy, nierzadko wspierając pracę nad płytami. Na debiutanckim krążku "Mikromusic" pojawiło się wielu cenionych artystów m.in. Leszek Możdżer, multiinstrumentalista Sambor Dudziński, akordeonista Piotr Dziubek. Trzeci, studyjny album zespołu Mikromusic ukazał się 12 października. Mikromusic ma na koncie trzy krążki – „Dobrze jest” (2006), „Sennik” (2008) oraz „Sovę” (2010). Grupa została doceniona nominacją do Yacha za teledysk do utworu "Sennik". Zespół ma również na swoim koncie nominację do Camerimage za teledysk do piosenki "Thank God I m a Woman". Oto aktualny skład grupy: Natalia Grosiak (vocal), Dawid Korbaczyński (guitar), Robert Szydło (bass), Robert Jarmuzek (piano), Adam Lepka (trumpet), Łukasz Sobolak (drums), Maciek Prokopowicz (sound engineer).

Zupełnie inną jakościowo i gatunkowo propozycją uraczyło tarnowskich melomanów Centrum Sztuki Mościce, zapraszając na koncert  muzyki Georga Friedricha Haendela.
Händel był największym, obok Johanna Sebastiana Bacha, kompozytorem późnego baroku i wczesnego klasycyzmu. Był także twórcą nowego gatunku muzycznego, "angielskiego oratorium", różniącego się od włoskiego pierwowzoru radosną barwą melodii i monumentalną aranżacją. Haendel był, jak przyznawał Mozart, największym mistrzem w operowaniu zespołem chóralnym. Libretto „Theodora oratorium" oparte zostało na sentymentalnej, „umoralniającej" powieści Roberta Boyle'a, opisującej męczeństwo św. Teodory, znanej raczej jako św. Dorota z Cezarei. Oto namiestnik rzymskiej prowincji Syrii, Valens, urzędujący w Antiochii wydaje dekret: z okazji urodzin cesarza Dioklecjana wszyscy mają złożyć ofiary Jowiszowi. Wśród chrześcijan znajduje się jednak dziewica znakomitego urodzenia słynąca jeszcze bardziej z doskonałości swych cnót, Teodora. Teodora oczywiście nie spełni rozkazu namiestnika, ten szykuje zaś dla niej karę - zamiast zabić, odda ją do kultowego lupanaru w świątyni Wenus. To gorsze od śmierci, więc uwięziona Teodora o śmierć właśnie się modli. W celi odnajduje ją kochający ją żołnierz Didimus, który zostawszy chrześcijaninem namawia ją do ucieczki, w jego przebraniu. Fortel udaje się, jednak teraz pod sąd trafia Didimus, z czym Teodora pogodzić się nie może. Gotowa ponieść męczeńską śmierć staje więc przed namiestnikiem. Widząc to, Didimus domaga się wyroku na siebie, by chronić tak godną czci ukochaną. Valensowi sytuacja nie sprawia problemu: niech w takim razie umrą oboje. W ostatnim duecie bohaterowie opiewają uroki czekającego ich raju, co z żarliwą nadzieją kontynuuje końcowy chór chrześcijan, podziwiający chwałę męczenników.

Dzień później także w Centrum Sztuki Mościce w Tarnowie zaprezentowano znany musical „Skrzypek na dachu”, z udziałem artystów Teatru Muzycznego w Łodzi. Musical ten to opowiadającą o losach żydowskiej rodziny, skazanej na wygnanie z rodzinnej wsi w carskiej Rosji. Swój sukces zawdzięcza w dużej mierze walorom libretta, które pieczołowicie odtwarza atmosferę i koloryt małej żydowskiej wioski z początku XX wieku. Skrzypek na dachu jest także obrazem przemian w świecie, upadania tradycji, która nie wytrzymuje konfrontacji z nowymi zjawiskami. Na tym tle rozgrywa się historia rodziny Tewjego - mleczarza i dramat całej wioski. To także jeden z niewielu musicali, w których w piękny, dowcipny, liryczny i dramatyczny zarazem sposób mówi się o podstawowych wartościach życia i przemijaniu... To przedstawienie muzyczne ze światowymi przebojami, w którym kabaret, muzyka, śpiew i taniec przeplatają się ze skeczami, dowcipami i monologami przepełnionymi żydowskim humorem. To także ponadczasowa opowieść o narodzie wybranym, jego obrzędach, tradycjach, stosunku do drugiego człowieka, wierze i cierpieniu przyprawiona niewybrednym humorem.

Musical "Skrzypek na dachu" to arcydzieło gatunku będące adaptacją książki Szolema Alejchema, opowiadającą o losach żydowskiej rodziny, skazanej na wygnanie z rodzinnej wsi w carskiej Rosji. Swój sukces zawdzięcza w dużej mierze walorom libretta, które pieczołowicie odtwarza atmosferę i koloryt małej żydowskiej wioski z początku XX wieku. Skrzypek na dachu jest także obrazem przemian w świecie, upadania tradycji, która nie wytrzymuje konfrontacji z nowymi zjawiskami.
 Na tym tle rozgrywa się historia rodziny Tewjego - mleczarza i dramat całej wioski. To także jeden z niewielu musicali, w których w piękny, dowcipny, liryczny i dramatyczny zarazem sposób mówi się o podstawowych wartościach życia i przemijaniu. Reżyser przedstawienia Teatru Muzycznego w Łodzi, Jan Szurmiej, wiernie odtworzył klimat obyczajowy malutkiej Anatewki gdzieś daleko na Ukrainie i jej żydowskiej społeczności.
Piękne piosenki i brawurowe chóry, znakomita choreografia i stylizowane kostiumy - wszystko to składa się na przedstawienie, doskonale wpisujące się w tradycję niezliczonych realizacji tego musicalu na całym świecie i od lat cieszy się uznaniem publiczności. W roli Tewjego - mleczarza zaprezentował się ZBIGNIEW MACIAS.
 Musical "Skrzypek na dachu" to niekwestionowane arcydzieło gatunku. Po premierze w 1964 roku, która na Broadwayu odniosła olbrzymi sukces, grany jest z wielkim powodzeniem na scenach całego świata.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



16:54, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 lutego 2011

Świebodzin ma 36-metrowego Jezusa, Tarnów będzie miał 22-metrowy krzyż, z dumą doniosły lokalne publikatory. Oto szczegóły tego projektu: „Na Górze Św. Marcina postawiony zostanie krzyż – informuje tarnowski magistrat. To inicjatywa Kurii Biskupiej w Tarnowie dla uczczenia jubileuszu 225-lecia Diecezji Tarnowskiej. Miasto wydało tzw. warunki zabudowy dla tej inwestycji. Obecnie opracowywany jest projekt posadowienia krzyża na tym terenie. Krzyż ma stanąć w miejscu drewnianego, który posadowiono na Górze Św. Marcina przed II wojną światową. Nowa konstrukcja ma być wykonana z metalu i mierzyć 22,5 m wysokości.” Ciekawe, że nikt nie zadał podstawowego w tej kwestii pytania, a mianowicie o tytuł własności terenu, na którym ma być posadowione to nowe logo Tarnowa. Wszak miejsce to znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie ruin zamku Tarnowskich, a teren ten jest przedmiotem gorszącego sporu pomiędzy naszym magistratem, a rodziną książąt Sanguszków. Na dzień dzisiejszy ruiny wraz z działkami obok zamku są własnością jednej z krakowskich spółek… Może więc warto sprawdzić, kto jest rzeczywistym dysponentem tego terenu, aby nie generować kolejnego skandalu, tym razem z krzyżem w tle. Jak powszechnie wiadomo, nic tak nie łagodzi obyczajów, jak muzyka, więc powróćmy jeszcze na chwilę do początku ubiegłego tygodnia zdominowanego przez Walentynki, które już po raz jedenasty zorganizowało w Tarnowie Towarzystwo Powszedniej Pomocy „SERCE” oraz Gimnazjum nr 2 - Tarnowski Dzień Zakochanych. Głównym punktem programu był koncert zatytułowany „Kochać, jak to łatwo powiedzieć”, który pięknie plastycznie oprawiła Teresa Czerkas, a poprowadził Damian Mika z Radia ESKA. Wystąpili w nim wokaliści z  szkół gimnazjalnych, średnich oraz studenci, którzy zgłosili swój udział w Tarnowskim Przeglądzie Piosenek o Miłości. Piosenki były przeplatane wierszami, które zostały nagrodzone w konkursie „Romantyczne strofy”. Wykonawców oceniało niezależne jury powołane przez organizatorów, w skład, którego weszli wspaniali muzycy  oraz  przedstawiciele Rady Krajowej Stowarzyszenia Autorów Polskich. Jak poinformował Stanisław Olszówka z TPP”SERCE”, główny realizator XI Tarnowskiego Dnia Zakochanych, do tegorocznej edycji tej niezwykłej imprezy zgłosiła się rekordowa liczba zarówno wokalistów jak i autorów wierszy, co zmusiło organizatorów do przeprowadzenia selekcji uczestników pretendujących do udziału w finale konkursów, którego wyniki publikujemy poniżej. Tych, którzy odczuwają pewien niedosyt artystycznych doznań, zapraszamy do piwnicznej galerii Muzeum Okręgowego przy Rynku, gdzie od 7 lutego czynna jest  ekspozycja malarstwa Michała Poręby, będąca kontynuacją cyklu wystaw poświęconych tarnowskim twórcom. Tym razem obejrzeć tam można 41 prac malarskich, wykonanych przede wszystkim w technice akrylu. Z Muzeum tylko krok do Tarnowskiego Teatru, gdzie dobiegają końca prace remontowe, wprawdzie mocno opóźnione ale których efekty już widać. Oczywiści nie oznacza to otwarcia teatru, co uwarunkowane jest kolejnymi dotacjami m.in. na wyposażenie techniczne budynku, skompletowanie nowego zespołu aktorskiego i na produkcje nowych premier. Jednym z ostatnich etapów zewnętrznych prac budowlanych było umieszczenie popiersia patrona teatru na granitowym cokole. Rzeźba autorstwa Xawerego Dunikowskiego spoczęła na swoim miejscu po półtorarocznym pobycie w magazynie teatralnym. Z pewnością na cokół nie zasługuje jeszcze młody tarnowski fotografik Michał Książek, aczkolwiek artystycznie zapowiada się wielce obiecująco. Przekonać się o tym można było w ostatni piątek zaglądając do popularnego młodzieżowego klubu „Lychee” przy ulicy Mościckiego 8, gdzie miał miejsce wernisaż fotografii Michała Książka. Ta nietypowa wystawa ma także adekwatny do swojego charakteru tytuł „Fuzja 3D”. - Niezwykłość moich prac polega na tym, że są trójwymiarowe – mówił autor, z przekora dodając - Wstęp kosztuje 8 złotych, ale nie są to pieniądze wyrzucone. Dobrą imprezę przy okazji wernisażu rozkręcił dj. yankowsky z silesia dnb, brylując w klimacie… drum n bass w najlepszym wydaniu. A kto nie dał rady dotrzeć do klubu przy Mościckiego 8, może wszystko zobaczyć w Internecie pod adresem www.fuzja3d.e3d.pl. Tego samego dnia koncertem zespołu „Tango Jazz Project” Tarnowskie Centrum Kultury rozpoczęło tegoroczny cykl koncertów „Młody Jazz”. Zaś tydzień domknął „Klan wdów”, które w niedzielę opanowały Mościckie Centrum Sztuki.


Oto laureaci XI Tarnowskiego Dnia Zakochanych, których wyłoniło niezależne jury w składzie: Dorota Przęczek – muzyk, Romuald Gębala-muzyk, Zbigniew Mirosławski, Dariusz Romanowski –  Krajowe Stowarzyszenie Autorów Polskich, Urszula Moskal, Marzena Wołek – Klub Młodych Autorów oraz Magdalena Słowik - Klub Wolontariuszy „SERCE”:

I Nagrodę „Złotą Różę” przyznało Kindze Sobół - studentce PWSZ za interpretację piosenki „Grande valse brillante”.
II nagrodę „Srebrną Różę” otrzymała Katarzyna Gryboś – studentka PWSZ  za piosenkę „Wybieram Cię” 
III nagrodę „Herbacianą Różę”, otrzymała Izabella Czapla - studentka PWSZ za piosenkę „Tańczące Eurydyki”.

Jury postanowiło również przyznać 2 wyróżnienia: dla Pauliny Kubali - uczennicy III  LO, za piosenkę „Boję się”, oraz Ewy Judasz z VII LO za piosenkę ”Kochać znaczy żyć”. Nagrodę Publiczności „Czerwoną Różę” otrzymała również Kinga Soból – studentka PWSZ za piosenkę „Grande valse brillante”.

Jury Konkursu„Romantyczne Strofy” pod przewodnictwem Zbigniewa Mirosławskiego, postanowiło przyznać I Nagrodę –„Złote pióro”- Karolinie Kubowicz uczennicy Ogólnokształcącej Szkoły Sztuk Pięknych w Tarnowie za wiersz „Pocałunek”. II Nagrodę ”Srebrne Pióro” otrzymała Marta Gontaszewska z Niepłatnego Niepublicznego Gimnazjum za wiersz „Ja ,Ty”. III nagrodę „Czerwone Pióro” odebrała Adriana Fryc z Gimnazjum nr 2 w Tarnowie za wiersz „Jak Ci powiedzieć ?”

Wyróżnienia otrzymały:
Oliwia Rożek z Niepłatnego Niepublicznego Gimnazjum za wiersz „Zapomnieć”
Anna Szczęch z Niepłatnego Niepublicznego Gimnazjum w Tarnowie za wiersz „Walentynkowe wyznanie”.

W drugiej części koncertu, wystąpił gorąco oklaskiwany Daniel Pochroń, który zaprezentował licznie zebranej publiczności wiele romantycznych i nastrojowych piosenek.

Michał Poręba urodził się w 1964 roku w Tarnowie. W 1992 roku ukończył studia w WSP w Krakowie, gdzie uzyskał dyplom z malarstwa w pracowni prof. Ireny Popiołek i prof. Aleksandra Pieńka. Zajmuje się malarstwem, rysunkiem, rzeźbą, a także działaniami parateatralnymi i performance. Jest nauczycielem i wykładowcą z kilkunastoletnim doświadczeniem i ogromnym dorobkiem, zarówno w dziedzinie edukacji, jak i twórczości. Pracował w szkole podstawowej, gimnazjum, szkole średniej, a także wykładał w Krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Wraz z Elżbietą i Witoldem Pazerami prowadził pracownię plastyczną w Tarnowskim Centrum Kultury, gdzie zajmował się organizowaniem plenerów, seminariów, wykładów i warsztatów. Współpracował z InSEA (Międzynarodowe Stowarzyszenie Wychowania przez Sztukę) - Polski Komitet w Łodzi i ODM w Tarnowie. W TCK stworzył autorski Teatr Plastyczny APRAPLA, który z powodzeniem występował na wielu festiwalach, np.: Festiwal Działań Plastycznych i Teatralnych w Tczewie oraz Festiwal Komedii TALIA w Tarnowie. Pracował w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika w Tarnowie gdzie uczył malarstwa i rysunku. Jest wykładowcą na podyplomowym kursie z zakresu „Sztuka” organizowanym przez MCDN. Należy do Związku Polskich Artystów Plastyków. Ma na swoim koncie wiele osiągnięć w dziedzinie twórczości. Jest autorem pomnika Jana Szczepanika – „Polskiego Edisona”, usytuowanego w centrum Tarnowa. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych, zarówno w kraju jak i za granicą. Za swoją działalność otrzymał wiele nagród. Michał Poręba jest znany tarnowianom jako rzeźbiarz, autor dwóch popiersi znanych postaci, zdobiących tarnowskie skwery. Jego autorstwa jest pomnik genialnego wynalazcy Jana Szczepanika znajdujący się na placu przed Szkołą Szczepanika oraz rzeźba twórcy harcerstwa Andrzeja Małkowskiego przy ul. Krakowskiej. - Jan Szczepanik był postacią niemal bliźniaczo podobną do twórcy popiersia - mówił podczas poniedziałkowego wernisażu wystawy, dyrektor Muzeum Okręgowego Adam Bartosz. - Dlatego wystarczyło, aby Michał Poręba popatrzył w lustro, gdy wykonywał rzeźbę genialnego wynalazcy.

Wernisaż wystawy malarstwa Michała Poręby zgromadził w poniedziałek 7 lutego pełne sale w muzealnej galerii "Piwnica". Prezentowane są tu oczywiście wyłącznie prace malarskie autorstwa tarnowianina. Są to obrazy abstrakcyjne z najczęściej abstrakcyjnymi tytułami. Należy jedynie domyślać się, co przedstawiają kompozycje. Są one natomiast bardzo wyraziste w barwach. Choć w przypadku niektórych obrazów można domniemywać, jakiej tematyki dotyczą. Na przykład jeden z nich nosi tytuł "Bzykanie wśród komarów". Twórca sam o sobie mówi, że jest artystą wielowymiarowym. Choć z natury jest człowiekiem spokojnym, proces twórczy postrzega jako kłębowisko emocji. To pierwsza wystawa twórczości Michała Poręby po trzyletniej przerwie (poprzednia wystawa miała miejsce w tarnowskim teatrze). Zaprezentował w Muzeum jedynie te mniejsze rozmiarami prace, bo większe po prostu nie zmieściły się do muzealnych pomieszczeń. - Ale dzięki temu wystawa ma swój niepowtarzalny, kameralny klimat - dodaje tarnowski twórca. Wystawa malarstwa Michała Poręby jest już 10. z cyklu muzealnych ekspozycji poświęconych twórczości tarnowskich artystów plastyków. Będzie można oglądać ją w podziemiach Muzeum Okręgowego przez równo miesiąc.

Popiersie Ludwika Solskiego ponownie stanęło przed budynkiem tarnowskiego teatru.
Rzeźbę autorstwa Xawerego Dunikowskiego przekazał do Tarnowa sam Solski w styczniu 1954 delegacji zespołu tarnowskiego teatru. Jak napisał Eugeniusz Kapralski w monografii teatralnej: Chwile spędzone w prywatnym mieszkaniu Solskiego na wspólnej pogawędce były dla zespołu niezapomnianym przeżyciem.
- Obecność Ludwika Solskiego to widoczny znak, że nasze tułaczki dobiegają końca. Bardzo chcielibyśmy otworzyć teatr w okolicy Międzynarodowego Dnia Teatru, który przypada 27 marca – mówi Edward Żentara, dyrektor teatru. - Tomasz Obara rozpoczął się już próby do „Tajemniczego ogrodu” i właśnie ten familijny tytuł pokażemy naszym widzom na początku. Chcemy także zaprosić na otwarcie spektakl w najlepszej obsadzie aktorskiej, ale to już będzie niespodzianka dla teatromanów.
Oficjalnie teren budowy ma zostać przekazany do końca lutego. Wtedy też nastąpi przeprowadzka z dotychczasowej sceny w Pałacu Młodzieży, gdzie teatr pracował od września 2009 roku. Na okres modernizacji znajdowała się tam sala teatralna, garderoby oraz obsługa widowni. Natomiast reszta pracowników przeniosła się na teren zaplecza za głównym budynkiem teatru. Przebudowa budynku Tarnowskiego Teatru im. L. Solskiego była realizowana ze środków Małopolskiego Regionalnego Programu Operacyjnego na lata 2007–2013 oraz budżetu Gminy Miasta Tarnowa i kosztowała około 15 milionów złotych.

W styczniu ubiegłego roku Tarnowskie Centrum Kultury rozpoczęło realizację projektu „Młody Jazz”, w ramach którego prezentowano młodych, utalentowanych, polskich muzyków, poruszających się wokół szeroko pojętego jazzu.
W ubiegłym roku odbyło się sześć koncertów z tego cyklu. W roku bieżącym projekt będzie kontynuowany, zmianie nie ulegnie też symboliczna cena biletów, która utrzyma się na poziomie dziewięciu złotych.
Najbliższy koncert z cyklu „Młody Jazz” odbędzie się już 18 lutego o godzinie 19.30 w piwnicach TCK. Wystąpi zespół z tarnowskimi korzeniami „Tango Jazz Project”.
Grupa w nowatorski i atrakcyjny sposób wiąże muzykę jazzową z uczuciowym tangiem. Wyjątkową kolorystykę muzyczną nadają także gitara, kontrabas, perkusja i instrumenty perkusyjne. Zespół tworzą muzycy z Tarnowa, Warszawy i Łodzi. Zespół „Tango Jazz Project”. Zespół tworzą: Paweł Jabłoński – akordeon, Maciej Salus – gitara, Piotr Górka – kontrabas, Sylwester Malinowski – instrumenty perkusyjne oraz Bartek Rojek – perkusja.

Tydzień zakończyło Centrum Sztuki Mościce, które w ramach Małopolskich Wieczorów Teatralnych zaproponowało widzom w ostatnią niedzielę, 20 lutego spektakl Pt. "Klan wdów”, lekką i zabawną francuską farsę, w gwiazdorskiej obsadzie, m.in.: Magdę Zawadzką, Joannę Żółkowską, Krystynę Tkacz, Hannę Stankównę, Joannę Domańską.
Trzy pozbawione romantycznych złudzeń wdowy odkrywają tajemnice swoich mężów: kochanka (ewentualnie kochanki), dzieci z inną kobietą, prowadzone latami podwójne życie. Jedne wiedzą o tym, ale trwają w małżeństwie - inne żyją w nieświadomości i nawet czują się szczęśliwe. Oczywiście do czasu - konkretnie do chwili, gdy małżonek przenosi się w zaświaty, a jego sprawy doczesne wychodzą na jaw...


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



19:29, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 lutego 2011

Niezbadane są wyroki Boże – to jedyna sensowna myśl, która przychodzi do głowy na wieść o nagłej i niespodziewanej śmierci byłego ordynariusza tarnowskiego, a dotychczasowego metropolity lubelskiego Józefa Życińskiego. Jego czwartkowa śmierć w Rzymie to niewyobrażalna strata dla Kościoła i Polski – dla wszystkich chrześcijan, dla wszystkich Polaków. Dla nauki strata niepowetowana. Wśród polskich biskupów wyróżniał się błyskotliwą inteligencją, wszechstronną erudycją, otwartością myślową niebywale szeroką, odwagą cywilną bliską heroizmu. Był poza tym człowiekiem po prostu dobrym… . Miałem zaszczyt znać go osobiście, z racji wykonywanej profesji, kiedy jeszcze czynnie uprawiałem dziennikarstwo gazetowe. Pamiętam, jak zaśmiewał się z dowcipów na swój temat, m.in. takiego krążącego wśród księży: Otwieram „Gazetę Wyborczą”, a tam Życiński, otwieram „Rzeczpospolitą” – i tam Życiński, włączam telewizję – Życiński, idę odprawiać mszę i aż się boję otworzyć tabernakulum…” Pogrzeb arcybiskupa Józefa Życińskiego odbędzie się w sobotę 19 lutego, zostanie on pochowany w lubelskiej archikatedrze. Wiadomo już na pewno, że trumna z ciałem abpa Józefa Życińskiego w drodze z Rzymu do Lublina zatrzyma się w Tarnowie (wtorek 15). Obok poświęcamy mu obszerne wspomnienie. Aliści powróćmy do naszej siermiężnej kulturalnej rzeczywistości, którą jakże trafnie diagnozuje w swoim stałym felietonie Jerzy Reuter, Gazety Krakowskiej i nasz stały współpracownik: „Uprzejmie informuję wszystkich, którzy w natłoku codzienności nie odwiedzili ostatnio naszego pięknego rynku, że była sala wystawowa tarnowskiego BWA – ta od strony rynku - doczekała się posprzątania. Nie ma już stosów śmieci, starych pudełek, opakowań i worów pełnych tajemniczych papierzysków. Panuje w niej piękna pustka, przesycona duchami wypędzonych na dworzec PKP artystów, chociaż na dworcu pustka jeszcze większa i bardziej przygnębiająca. Jak mi powiedziały wiewiórki zamieszkujące stare planty, magistrat dokonał, to czego żaden gospodarz nie wyśnił sobie w najgorszym koszmarze. Otóż, nasz UMT wszedł w umowę z PKP, którą możemy nazwać „pactum cum Diabolo” i zobowiązał się do wynajmowania na dworcu pomieszczeń przez dwa pełne lata. Ponoć cena za wynajem wynosi 10 tysiaków miesięcznie, pobieranych z naszych podatków. Pakt ów musi mieć iście diabelską genezę, skoro BWA nie ma już powrotu na stare śmiecie i przez dwa lata musi oczekiwać na wyremontowanie pałacyku w naszym parku - tak, tego samego, który mieli odnowić bracia kurkowi, ale przespali sprawę i zyskali, bo już nie muszą. Tak więc idąc tą jedyną i słuszną drogą naszego magistratu, BWA urządza co kilka dni wernisaże, okraszane czytaniem literatury pięknej przez naszych aktorów bez sceny, myśląc, że w ten sposób udowodni, że nasz rynek to raczej kiepskie miejsce na takie wystawy. Nie wiem na czym polegał interes z PKP, ale byłem w dworcowej galerii i z pełną odpowiedzialnością za słowa stwierdzam, że każda wystawa jest jednodniowym świętem sztuki, a potem już nic się tam nie dzieje. Posługując się frazeologią – psa z kulawą nogą… na psa urok. I tak minie dwa lata, a potem pracownicy wezmą pod pachę tę pustkę i zaniosą do parku. W takich okolicznościach przyrody łatwiej BWA się ukryć przed natrętnymi obywatelami.” Zaś tarnowską prasę w ubiegłym zdominowała wiadomość o tym, że jaśnie oświecony książę i honorowy obywatel naszego miasta Paweł Sanguszko (od jakiegoś czasu w stanie wojny z tarnowskim magistratem), doczekał się był córki Olimpii. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przyszła dziedziczka zjawiła się na tym świecie… 17 września ubiegłego roku, co pozostawiamy bez komentarza, gratulując jeno kolegom redaktorom refleksu i wyczucia. Za to obszernie komentujemy piórem Krystyny Drozd kolejne numery lokalnych periodyków dla miłośników historii i dziejów regionu, a mianowicie „Tarnowskie Studia historyczne” i „Rocznik Tarnowski”, które właśnie się ukazały.  W przerwie lektury owych publikacji można było np. wpaść do klimatycznych piwnic Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie 10 lutego (czwartek) miała miejsce muzyczna agapa dla sympatyków ska, punka, polki, folku, czyli koncert kanadyjskiej formacji THE DREADNOUGHTS. Na koniec odnotujmy dwie undergroundowe wystawy malarskie: 11 lutego  w kawiarni Deja Vu przy ul. Żydowskiej - ekspozycja prac twórców „niemieszczących się w ramach” i 13 lutego „Pospolite ruszenie” w studenckim klubie „Przepraszam” przy Rynku, gdzie swoje prace pokazał Filip Rutkiewicz. A ponieważ w nowy tydzień wkraczamy wraz ze Świętym Walentym, patronem zakochanych i szalonych więc będzie się działo…


Nie ustają kontrowersje wokół wygenerowanego kilka lat temu przez prezydenta Ryszarda Ścigałę konfliktu z rodzina książąt Sanguszków. Ród to wielce zasłużony dla Tarnowa i mający trwałe miejsce w historii, nie tylko miasta ale i kraju. Przypomnijmy, że najpierw książę Paweł, na stałe mieszkający w Brazylii, podejmowany był w swoim rodzinnym mieście wraz ze swoja matką iście po staropolsku, a bodajże w 1990 roku obdarzono go na Ratuszu honorowym obywatelstwem miasta i uroczyście wręczono nawet…dowód osobisty, aby niemalże równolegle wystąpić na drogę sądową przeciw niemu. Nic też dziwnego, że książę odwdzięczył się we właściwym swojej nacji i racji stylu. Obecnie Paweł Sanguszko jest  stroną w szeregu postępowań sądowych związanych z próbami odzyskania majątku należącego przed wojną do jego dziadka, Romana Sanguszki. Najnowsza dotyczy procesu z Muzeum Okręgowym o odzyskanie eksponatów, które znajdują się w zbiorach Muzeum.  Jak dotąd wszystkie te próby okazują się nieskuteczne. Najgłośniejsza z tych spraw dotyczy jednak terenu na Górze Św. Marcina wraz z ruinami zamku, który dziadek księcia - Roman Sanguszko zobowiązał się darować miastu na uroczystej sesji Rady Miejskiej w 1938r. W Pałacu na Gumniskach odbył się w 1938r. wielki bal, podczas którego fetowano zdrowie księcia Romana za przekazanie miastu ruin zamku na Górze Świętego Marcina pod Park Miejski jego imienia. Teren ten jego wnuk Paweł Sanguszko sprzedał niestety w 2008 r. spółce Castle Development należącej do jego pełnomocnika, odpłacając miastu pięknym za nadobne. Gdy w ub. roku dyrektor tarnowskiego Muzeum Okręgowego informował dziennikarzy o kolejnym procesie, wspomniał również o planowanym ślubie księcia Pawła Sanguszki. Jak właśnie doniosły lokalne publikatory, rzeczony  ślub odbył się ósmego maja ub. r. w kaplicy zamku Gaillefontaine w Normandii, należącego do Sanguszków. Wybranką księcia została Severine Ialongo, która już w cztery miesiące po swoim ślubie, 17 września 2010r. księcia córką Olimpia. Szkoda, że nasi żurnaliści nie poszli tropem tej informacji dalej i nie sprawdzili, czy prezydent Ryszard Ścigała lub też dyrektor Muzeum Okręgowego Adam Bartosz wystosowali stosowne depesze gratulacyjne do szczęśliwych rodziców, aby choć trochę podreperować mocno nadwyrężoną opinię miasta i swoją w oczach księcia Pawła Sanguszki. Powoli cała ta procesowo - prestiżowa żenada zaczyna przypominać telenowelę brazylijską. Magistrat zamiast się dogadać z Sanguszkami i obcinać kupony od wspólnej historii, mogącej znakomicie promować miasto,  wdał się w z góry przegraną sprawę, nawet jeśli ją wygra…

Z kolei w Tarnowskim Centrum Kultury – muzycznej mekkce młodych Tarnowian, w ostatni czwartek 10 lutego pojawili się goście z Kanady. THE DREADNOUGHTS, bo o nich mowa, dadzą w Polsce 4 koncerty, w tym jeden  w Tarnowie. Przed nimi, jako głównymi wykonawcami wystąpili: słowacki zespół NAHODNI ZNAMI (Preszow) oraz podkarpacki OSC (Dydnia).
Muzyka THE DREADNOUGHTS, to mega wybuchowa mieszanka stylów muzycznych. Mamy tu korzenną muzykę folk, szanty, muzykę żydowską, ukraińską z punkowym wykopem i niekiedy nawet metalowym brzękiem. Ich koncerty przenoszą cię w inny wymiar - pirackich wyczynów, poszukiwania skarbów, porwań, łupów i nieodkrytych lądów. Polecamy fanom muzyki w stylu Gogol Burdello, Korpiklaani, Dropkick Murphys... Zespół na swoim koncie ma 3 albumy: "Legend Never Dies" (2007), "Victory Square" (2009), "Polka's Not Dead" (2010) oraz EP'kę "Cyder Punk Unite" (2010).
Jak się o nich mówi: powstali w 2006 roku po wielu pintach taniego piwa w East Vancouver w najbardziej nieprzyjemnym pubie. The Dreadnoughts łączy szanty z irlandzkimi brzmieniami oraz solidnym, miażdżącym wnętrzności street punkiem. Określają się jako banda nieprzystosowanych pijaków, którzy pozostają wierni starożytnym balladom oraz histerykom, którzy niegdyś opłynęli cały świat - a wszystko w hałasie nowoczesnego punku pełnego huligańskiej furii. Zespół rozpoczął  od połączenia muzyki celtyckiej z punkiem w wykonaniu dziadków The Real McKenzies, i od tamtej pory nigdy się z tego nie wycofali. Skrzypki, akordeon, mandolina, flażolet irlandzki, gitary i perkusja. W każdej dziurze, w której zagrali, stawali się niezwykle znani ze swoich pełnych mocy, chaotycznych wystąpień na żywo. W ciągu krótkich trzech lat powoli, ale pewnie, dołączyli do kanadyjskich legend punk rocka. Przypomnijmy, że THE DREADNOUGHT dał się już poznać polskiej publiczności m.in. podczas rewelacyjnie przyjętego koncertu na Przystanku Woodstock w 2010 r.

Pozostańmy jeszcze na tarnowskim Rynku, gdzie w kawiarni Deja Vu przy ul. Żydowskiej grupa młodych plastyków zaprosiła w piątek 11 lutego na swoją, jak ją określili, spontaniczną ekspozycję „nie mieszczących się w ramach”, grupy twórców nie odnalezionych – nie nazwanych – nie zrzeszonych...
W prezentacji udział wzięli: Iwona Łanocha–Surman, Danuta Kocoł, Małgorzata Wróbel–Saida, Anita Ruszel, Elżbieta Kawik, Jolanta Kwiek, Łukasz Jewuła, Jacek Adamczyk, Paweł Gliwa, Janusz Tarchała, Bogdan Bilik –„Bukowina” oraz Szymon Ruszel.

Dwa dni później, w niedziele 13 lutego miało miejsce, także na Rynku, kolejne „Pospolite ruszenie” w studenckim klubie „Przepraszam”, gdzie odbył się wernisaż wystawy prac Filipa Rutkiewicza.  Organizatorami trzeciej już edycji tego ciekawego projektu zatytułowanego „Co autor miał na myśli” są młodzieżowe organizacje kulturalne – Teatr Mamrocząc i Teatr Wałowy 39 z Tarnowa.
Projekt „Pospolite ruszenie” wystartował w październiku ubiegłego roku. Jego założeniem jest promocja młodych ludzi, ich dokonań i twórczości, tworzenie ciekawych wydarzeń artystycznych na kulturalnej mapie miasta, w końcu aktywizacja tarnowskiej młodzieży. Po spotkaniu, gdzie prezentowano poezję młodzieży, a także nietypowej debacie przed wyborami samorządowymi, czas na kolejną odsłonę projektu zatytułowaną „Co autor miał na myśli?”.

– Mam 18 lat, uczęszczam na zajęcia do profesora Kucaby. W przyszłości chcę studiować na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Będzie to nietypowa, patologiczna wystawa, która wyzwala ludzkie umysły… Wernisaż dla koneserów sztuki (malarstwa, w tym głównie ukochanej mojej grafiki), a nie smakoszy południowych win... –  mówi Filip Rutkiewicz, autor prezentowanych prac. – W myśl konwencji zaskakiwania, jak to miało miejsce podczas poprzednich spotkań, i tym razem nie będzie to typowa wystawa. Każdy, kto przyjdzie, na pewno będzie mocno zaskoczony – dodaje Jakub Marogosiak, jeden z organizatorów.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



16:38, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 lutego 2011

No i doczekaliśmy się kolejnego okrągłego jubileuszu ale nic to w porównaniu z innymi tego typu okolicznościami. Choćby z takim na przykład corocznym plebiscytem tygodnika TEMI, który przyznaje Złote Róże lub Złote Rogi, tradycyjnie wzbudzające kontrowersje i bulwersujące swoimi wyborami. Nie inaczej jest i w tym roku. Głosami czytelników tego reklamowo – ogłoszeniowego periodyku Złote Róże przyznano prezydentowi Tarnowa Ryszardowi Ścigale – za skuteczną kampanię wyborczą, Danucie i Krzysztofowi Witkowskim, właścicielom firmy Bruk-Bet z Niecieczy za wprowadzenie tamtejszej drużyny kopaczy nożnych do I ligi oraz, jak najbardziej zasłużenie, Witoldowi Pazerze, wybitnemu malarzowi za „trzydzieści lat wierności sobie i sztuce”. Z kolei Złote Rózgi otrzymali: Lucyna Malec, mocno kontrowersyjna działaczka PiS za manipulowanie listami kandydatów do Rady Powiatu, twórcy „Encyklopedii Tarnowa” za merytoryczny bubel i Edward Żentara dyrektor tarnowskiego teatru za „obniżanie poziomu tego, co dzieje się na tarnowskiej scenie”. A skoro o teatrze się zgadało, to zdaniem Jerzego Reutera obecny sezon teatralny jest już stracony. I nie bardzo wiem dlaczego, chociaż sprawców tego kataklizmu organizacyjnego wiem gdzie szukać. Już listopadowe zapowiedzi, które wyznaczały grudzień na dzień wielkiego otwarcia nowego przybytku Melpomeny, pachniały naftaliną i propagandą sukcesu, szytą na miarę czasów nie tak bardzo minionych. Dzisiejszy stan tej wielomilionowej inwestycji nie rokuje – jak mawiają chłopaki z OIOM-u - brak mu oddechu, a transplantacja nie jest możliwa, bo ustało krążenie i mózg zamarł. Co prawda, dumnie prezentują się fotele i położone bezpośrednio na betonową podłogę sceny nowe deski, ale ta powłoka okrywa tylko pustkę. Dla szarego widza wszystko jest piękne i nowe, a chwała spływa na UMT, chociaż nikt nie zajrzy pod spód tego sztafażu i nie zapyta – co ten sztafaż ma ożywiać i które proporcje zachowuje? Na szczęście nie nawiązuje on do głównej treści dzieła i można go pominąć. Tak więc, w obliczu klęski organizacyjnej, czas do września należałoby poświęcić na przygotowanie teatru do nowej rzeczywistości i spełnić obietnice wyborcze dobrze przygotowanym sezonem 2011 - 12… tylko czym i kim? Jak znam życie, Edward Żentara odejdzie ze stanowiska, bo nie spełni pokładanych w nim nadziei, a winni, gdzieś w okolicach jesieni, otworzą uroczyście nowy budynek i obdarują się kwiatami, zwalając jednocześnie winę za opóźnienia na inżyniera budowlanego, architekta i wybitnego pomocnika murarskiego Edwarda Żentarę. Bo czyż nie tego spodziewaliśmy się po artyście? Tak więc wróćmy do czasów ponoć minionych i niech nauczyciele budują szkoły, aktorzy teatry, a murarze niech dyrektorują. No co? Przecież tak kiedyś było. Pozostają jeszcze winni wszystkiemu urzędnicy – co z nimi zrobić? A zamknąć w wielkim foyer i niech się przechadzają. Amen. Aliści są w naszym galicyjskim miasteczku ludzie, którzy maja zupełnie inne priorytety. Oto bowiem w ostatnią sobotę stycznia w sali bankietowej hotelu „Tarnovia” zawiązano lożę Bractwa Kawalerów Wawelskiego Dzwonu Spiżowego, elitarnej organizacji łączącej ze sobą dawne ziemiaństwo z obecnym biznesem. Kolejne sukcesy odnotowali także uczniowie popularnego tarnowskiego plastyka, którzy w ogólnopolskim konkursie, zorganizowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych  na plakat pod hasłem „Polska prezydencja dla Europy, zdobyli jedną z trzech głównych nagród w wysokości 2.500 zł – otrzymała je Justyna Świętek z kl. II LP., zaś wyróżnienia honorowane drukiem w specjalnym katalogu przypadły aż czterem uczennicom: Katarzynie Szwed kl. III LP, Monice Michalczewskiej kl. II LP, Klaudii Figurniak kl. III, Klaudii Szot kl. III LP oraz Katarzynie Haptaś kl. III LP. Ale powróćmy na salony wystawiennicze, tym razem Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie w środę 2 lutego odbył się wernisaż prac fotograficznych Pawła Młotkowskiego pod wspólnym tytułem „Estetyka destrukcji”. W ubiegłym tygodniu miały też miejsce dwie promocje książek poświęconych Tarnowowi i jego mieszkańcom. I tak w poniedziałek 31 stycznia w Muzeum Etnograficznym przy ul. Krakowskiej zaprezentowano książkę Piotra Gryglaszewskiego Pt. „Onitschówka” w Tarnowie. Od podmiejskiego dworu do Muzeum Etnograficznego”, przedstawiającego dzieje jego obecnej siedziby. Zaś w Sali Lustrzanej w piątkowy wieczór 4 lutego miała miejsce promocja trzeciego tomu książki Krzysztofy Bik-Jurkow „Zwyczajni, Niezwykli”, zawierającej 15 wywiadów i portretów prominentnych Tarnowian. O oby tych wydarzeniach piszemy oddzielnie. Również tego samego dnia w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury odbył się pierwszy w tym roku koncert jazzowy, z którym wystąpił Adam Went Power Set, a w Centrum Sztuki Mościce Rafał Rutkowski ze stołecznego Teatru Montownia dał monodram „To nie jest kraj dla wielkich ludzi”.


Kto przyszedł na sobotnie spotkanie do sali bankietowej hotelu "Tarnovia", mógł natknąć na prawdziwych arystokratów oraz tarnowskich przedsiębiorców. Na sali obecny był m.in. książę Ryszard Bochenek-Dobrowolski, a także hrabia Sobański, którego ród wywodzi się jeszcze z czasów Mieszka I. Było to pierwsze spotkanie w Tarnowie w tym gronie. Jego efektem jest nowa loża bractwa, którą kawalerowie spod znaku Dzwonu Wawelskiego nazwali zresztą "Lożą Tarnovia". Jak tłumaczyli w sobotę, loża w Tarnowie może być chlubą miasta. Loży Bractwa nie ma na przykład jeszcze w Rzeszowie,  w najbliższym czasie mają zostać otwarte kolejne loże. Na razie jest ich osiem. Podczas spotkania w sobotę zaprezentowano mistrza loży "Tarnovia". Został nim tarnowski przedsiębiorca Krzysztof Rymanowski. Zaprezentował go hrabia Jan Pondel, który jest mistrzem superiorem w stowarzyszeniu i prowadził sobotnie spotkanie. Stowarzyszenie Kawalerów Bractwa Spiżowego Dzwonu Wawelskiego istnieje w Polsce już od siedmiu lat. Obecnie zrzesza 130 osób. Jak podkreślają jego członkowie, nie jest łatwo dostać się do Bractwa. Trzeba być osobą poleconą przez kogoś, kto jest już jego członkiem. W stowarzyszeniu jest oczywiście rodowa arystokracja. - Nie ma wśród nas ludzi biednych, są milionerzy, a nawet miliarderzy - podkreślał prezentując organizację hrabia Jan Pondel. - Z jednej strony jesteśmy otwarci na nowe postaci, ale jednocześnie hermetycznie zamknięci. Chcemy kreować nową arystokrację - dodawał. Jak sami przyznają, kawalerowie zrzeszeni w stowarzyszeniu mają za cel pomagać sobie nawzajem. Wręcz nie mogą odmówić sobie takiej pomocy, gdy zostaną o nią poproszeni.  Jak podkreślają Bracia, Tarnów to miasto, gdzie jest wiele zacnych nazwisk, które mogłyby przystąpić do stowarzyszenia. Na pierwsze spotkanie zaproszono zresztą znanych tarnowskich przedsiębiorców. Jednym z gości był m.in. Jacek Okoński, właściciel ogólnopolskiej firmy montującej instalacje gazowe do samochodów z siedzibą w Tarnowie. Jednym z kawalerów Bractwa Spiżowego Dzwonu Wawelskiego jest już Rafał Stec, właściciel tarnowskiego biura nieruchomości. Rafał Stec niedawno wspomógł aukcję zorganizowaną przez Braci, z której dochód został przeznaczony na pomoc Polakom na Wschodzie, organizowaną przez Wspólnotę Polską.

Po zakończeniu ekspozycji fotografii Wacława Wantucha „Akty”, Tarnowskie Centrum Kultury zaprosiło na wernisaż kolejnej wystawy - „Estetyka destrukcji”.
Na wystawie można obejrzeć zestaw 30 fotografii wykonanych przez Pawła Młodkowskiego z paralotni, na wysokości od 100 do 500 metrów. Abstrakcyjne obrazy, pokazując świat z innej perspektywy, świadczą o tym, że z chaosu może wyłonić się piękno. Właśnie ono uchwycone przez autora i zakomponowane w kwadracie jest przedmiotem tej ekspozycji.
Paweł Młodkowski, urodził się w 1975 roku. Jest absolwent Wydziału Leśnego Akademii Rolniczej w Poznaniu. Fotograf i pilot paralotniowy, właściciel firmy Locolot, specjalizujący się w fotografii lotniczej. Nagradzany i wyróżniany w polskich i międzynarodowych konkursach fotograficznych m.in.: trzykrotnie w Wielkim Konkursie Fotograficznym National Geographic Polska (2006, 2007 - wyróżnienia; 2008 Grand Prix), zdobywca złotego i dwóch srebrnych medali oraz kilku wyróżnień w International Photography Awards (2008, 2010), dwukrotnie nominowany w Sony World Photography Awards (2008, 2010). W 2008 zaproszony przez Nikon Polska do udziału w projekcie Nikony Fotografii. Obok projektu „Estetyka destrukcji”, od kilku lat pracuje nad projektem „Pola z duszą". Oba to otwarte cykle fotograficzne pokazujące w abstrakcyjnych obrazach Polskę widzianą z lotu ptaka.

Adam Wendt Power Set, jest pierwszą w tym roku propozycja jazzową Tarnowskiego Centrum Kultury. Formację tworzy trio znakomitych polskich muzyków, a jego liderem jest saksofonista Adam Wendt, znany chociażby z legendarnego Walk Away, czy grupy Leszcze z którą gra do dziś. Zespół Adam Wendt Power Set prezentuje nurt jazzu elektrycznego, a ich podejście do muzyki może się podobać nie tylko koneserom tego gatunku. Niekonwencjonalne instrumentarium (elektronicznie przetwarzany dźwięk saksofonu, linia basu realizowana przez keyboard), zróżnicowany, dynamiczny repertuar, oryginalne kompozycje oraz komunikatywność wypowiedzi muzycznej - to główne atrybuty zespołu.
Projekt ten jest ukłonem w stronę wielkich mistrzów światowej sceny jazzowej, takich jak: Eddie Harris, J.C. Adderley, Stanley Turrentine, Miles Davis.

"To nie jest kraj dla wielkich ludzi" - to one-man show aktora Teatru Montownia Rafała Rutkowskiego, jaki dał on  4 lutego w CSM.

Wirtuozeria aktorska i zjadliwość tekstów. Inteligentnie, bardzo śmiesznie i  z wysokiej klasy talentem Rafała Rutkowskiego.  One - man show w wykonaniu aktora Teatru Montownia, Rafała Rutkowskiego, który wraz z dramatopisarzem Michałem Walczakiem przygotował ponad godzinę perwersyjnej, niepoprawnej politycznie rozrywki. Wcielając się w kolejne postaci, prowadzi widza przez labirynt masek, potworów i świętych polskich. Artyści, kaznodzieje, kabotyni, wojskowi, szarlatani i ginekolodzy. Dla młodych i starych, dla tych, którzy odnieśli sukces i frustratów, jednym słowem - dla wszystkich, którzy żyją w Polsce. Dla ludzi o mocnych nerwach.

Z recenzji:
(...) Udławiłem się ze śmiechu na monty-pythonowskim z ducha skeczu o pewnym wojskowym z komisji poborowej posiadającym dar rozpoznawania gejów. A o przygodach beznogich harcerzy, którzy nazwali swój zastęp Węże, zdecydowanie powinna powstać nawet osobna sztuka. Popisowy występ Rutkowskiego zaświadcza, że Walczak jako reżyser i autor złapał właściwy rytm i ton komediopisarski (...)
Łukasz Drewniak, Przekrój
 
(...) Aktor Teatru Montownia i autor tekstu Michał Walczak tworzą polską stand-up comedy od zera. Efekt jest porażający. Przede wszystkim Walczak (jeden z najlepszych dramaturgów młodego pokolenia) is back. Skecze o zakompleksionym księdzu udzielającym ślubu ukochanej, wojskowym teście na geja czy prywatnym, ekskluzywnym przedszkolu dla dzieci "wiecie kogo" to polskie szaleństwo w pigułce. Rutkowski zdolny zmiąć, wygiąć i wywrócić swoją twarz na wszelkie sposoby doprowadza publiczność do spazmów. (...)
Joanna Derkaczew, Gazeta Wyborcza

(...) Rutkowski oscyluje między prywatnością a graną postacią, budując trudną, bo z natury rzeczy niestabilną, proteuszową formę aktorskiego popisu. I jest w tym po prostu dobry. Można nie cenić stand-up comedy jako trywialnego wykwitu kultury popularnej. Ale nie można nie docenić aktora, który ten niski gatunek przedstawia z wysokiej klasy talentem. (...)
Janusz Majcherek - Gazeta Wyborcza


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



19:07, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: