RSS
niedziela, 22 lutego 2009

Jako niegdysiejsi bywalcy tarnowskich salonów nie możemy nie zacząć kolejnego przeglądu wydarzeń kulturalnych mijającego tygodnia od uroczystego otwarcia „Salonu Literackiego”, co miało miejsce w ubiegłą niedzielę 15 lutego o godzinie 17 w Teatrze im. Ludwika Solskiego. To bardzo krzepiąca wiadomość dla pamiętających organizowane za poprzedniej dyrekcji Solskiego „Salony Poezji, jakie odbywały się w Sali Pospólstwa tarnowskiego Ratusza. Łącznie dyrektorski tandem W. Markiewicz i G. Nowak zorganizował ich aż 45 edycji (ostatni odbył się pod koniec 2007 r.), a wystąpiła w nich cała plejada gwiazd polskiego teatru, filmu i telewizji, by wymienić tylko Annę Dymną, Teresę Budzisz – Krzyżanowską, Grażynę Barszczewską, Jolantę Fraszyńską,  Annę Seniuk, Dorotę Szegdę, Ewę Ziętek, Andrzeja Grabowskiego, Olgierda Łukaszewicza, Andrzeja Talara, Marcina Wolskiego, Jerzego Zelnika. Cieszyły się one ogromnym zainteresowaniem publiczności i dobrze się stało, iż dyrektor Żentara postanowił kontynuować tę dobrą tradycje nie pozwalając milczeć sercu… . Powrócili także do Tarnowa „Fisz Emade Tworzywo” czyli muzyczna formacja braci Waglewskich, którzy w ostatni piątek 20. dali klimatyczny koncert w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury, promując swój drugi krążek „Heavi Metal”. Również w piątek odbył się w Galerii Miejskiej ciekawy wernisaż malarstwa nieżyjącego już niestety oryginalnego twórcy Franciszka Frączka vel Słońcesława z Żołyni ale o tym piszemy oddzielnie. Podobnie, jak o III Tarnowskiej Szopce przygotowanej tradycyjnie przez niezmordowaną Krysię Drozd i jej wielopokoleniową Konfraternię, której premiera miała miejsce w tłusty czwartek w „Bristolu”. A ponieważ to koniec karnawału więc postanowiliśmy się z Pegazem zabawić. Znakomitą okazją do tego był… „Cesarski bal”, jaki przygotowało w niedzielę 22. Mościckie Centrum Kultury (aktualnie w totalnym remoncie), a wypełnił go koncert symfoniczny w wykonaniu Orkiestry Filharmonii Rzeszowskiej pod  dyrekcją Roberta Faściszewskiego oraz Szkoła Tańca „Axel” Anny Niedzielskiej.


Miłośników „Salonów Poezji” z pewnością ta wiadomość ucieszyła. Oto Tarnowski Teatr im. L. Solskiego, pod nową dyrekcją Edwarda Żentary 15 lutego zainaugurował „Salony Literackie”. Na szczęście pomimo nieco zmienionej nazwy ich formuła pozostała nie zmieniona, dominuje w nich dobra poezja, muzyka i aktorstwo. I tak pierwszy program „Salonu Literackiego” wypełnił: wieczór autorski Szczęsnego Wrońskiego oprawiony  dźwiękami gitary Janusza Grzesza, śpiewającego strofy Jana z Czarnolasu – „Nie pozwól milczeć sercu” oraz „Koncert Mozartowski w wykonaniu Arkadiusza Adamskiego (klarnet) i Tarnowskiej Orkiestry Kameralnej. A oto jego bohaterowie:
Szczęsny Wroński – poeta, prozaik, autor powieści, animator kultury, reżyser, szef Teatru Promocji Poezji i prezes Krakowskiego Oddziału Związku Literatów Polskich, kierownik literacki i organizacyjny oraz wiceprezes Stowarzyszenia Dialog, członek stowarzyszenia Teatr Atelier – Kraków, Zrzeszenia Artystycznego „ZA”, redaktor almanachów i książek, autor publikacji w prasie literackiej i publikacji książkowych (wiersze i proza); „Nie pozwól milczeć sercu” to wybór wierszy z lat 1977-2007.
„(...) To co, najbardziej znamienne w poezji Wrońskiego, to pokora wobec niewytłumaczalności, skończoności słowa jako takiego, ta werbalna ekwilibrystyka odsłania przeto ciągłą tendencję do przypisywania verbum funkcji przekaźnika, odsłania pragnienie bliskości niewyrażalnego” – pisze o jego poezji Kinga Elert.

Słaba poezja czasami dostarcza mi perwersyjnej, masochistycznej przyjemności. Jednak słuchając jak w ostatni niedzielny wieczór Szczęsny Wroński z nieznośną aktorską manierą czytał swoje wiersze, nie potrafiłam nawet w ożywieniu zawołać "to jest beznadziejne!", bo nie wypada śmiać się z rzeczy budzących litość – tak zrecenzowała nowy Salon Literacki Agnieszka Setlik. I konkludowała na portalu inTARnet.pl - „Nie pozwól milczeć sercu” - pod tym niewiarygodnie pretensjonalnym tytułem zbioru literacko koślawych tekstów zainaugurowano w Teatrze Solskiego Salon Literacki. Krakowskiemu autorowi na scenie towarzyszył Janusz Grzesz z Teatru Jednego Rapsoda w Krakowie. On z kolei przy dźwiękach gitary akustycznej śpiewał poezję Jana Kochanowskiego. I tak oto doszło do nieszczęsnej konfrontacji „liber chamorum” Wrońskiego z poezją mistrza z Czarnolasu, która we mnie wzbudziła tylko wstydliwe zażenowanie.
Drugą część wieczoru uświetnił występ znakomitego klarnecisty Arkadiusza Adamskiego i Tarnowskiej Orkiestry Kameralnej, która z wielkim wdziękiem wykonała najbardziej znane utwory Mozarta. Po sztampowym, przypominającym szkolną akademię występie „panów od poezji”, koncert muzyki klasycznej przyniósł ze sobą długo oczekiwany ładunek wartości artystycznej, subtelnych emocji i przyjemnego odprężenia. Warto było na to czekać. Czasami tak jest, że człowiek znajduje coś, na co czekał, choć w ogóle się tego nie spodziewał.

Tarnowska Orkiestra Kameralna powstała w 1991 roku (pierwszy koncert – 8 grudnia 91). W 1993 została zarejestrowana jako stowarzyszenie, a prezydent Tarnowa objął ją swym Patronatem. Od tej pory regularnie prezentuje mieszkańcom Tarnowa utwory kompozytorów polskich i europejskich, propagując muzykę klasyczną. TOK to orkiestra tarnowska nie tylko z nazwy, ponieważ jej założyciele i muzycy w niej grający to w znakomitej większości ludzie, którzy właśnie w Tarnowie zdobywali podstawy muzycznego wykształcenia i uczyli się kameralistyki.
Tarnowska Orkiestra Kameralna występowała pod batutą znakomitych dyrygentów, m.in. Łukasza Borowicza, Michała Nesterowicza, Pawła Sydora, Tomasza Chmiela, Krzesimira Dębskiego, Pier Paolo Scattolina i Tadeusza Wojciechowskiego. Od 1991 do 1998 roku dyrygentem i kierownikiem artystycznym TOK był Stanisław Krawczyński, w 1999-2000 Tomasz Tokarczyk, a od 2001 roku wizerunek artystyczny TOK kreuje koncertmistrz, Orest Telwach.
Repertuar TOK jest rozległy – od muzyki barokowej (J.S.Bach, G.F.Haendel, A.Vivaldi, A.Corelli i in.), poprzez muzykę późniejszych epok (m.in. W.A.Mozart, J.Haydn, L.v.Beethoven, F.Schubert, F.Chopin, P.Czajkowski, G.Faure, M.Karłowicz, E.Grieg), po muzykę współczesną (B.Britten, A.Casella, A.Panufnik, H.M.Górecki, W.Kilar, T.Baird, P.Sydor); nie ogranicza się jednak do muzyki kameralnej, ponieważ TOK – poszerzając skład – prezentuje też repertuar symfoniczny i oratoryjny. Orkiestra gra również muzykę filmową - w ramach 21. Tarnowskiej Nagrody Filmowej (2007) wykonywała utwory Krzesimira Dębskiego i Henri Seroki oraz muzykę jazzową (z Trio Herdzin-Bogdanowicz-Biskupski).
Tarnowska Orkiestra Kameralna występowała w Szwajcarii, Niemczech i Hiszpanii, na festiwalach w Zurichu, Terrasie i Matadepera, na Festiwalu Muzyki Współczesnej – XII Dni Kompozytorów Krakowskich w Krakowie. Z TOK koncertowali światowej sławy soliści, m.in. Blas Sanchez (Hiszpania), Denis Chevrier (Francja), Adam Wodnicki (USA), Anna Tarnawska (Niemcy), Ulrich Meldau (Szwajcaria), a z solistów polskich – m.in. Kaja Danczowska, Konstanty Andrzej Kulka, Waldemar Gromolak, Rafał Kwiatkowski, Dorota Imiełowska, Agnieszka Cywińska-Olma, Grzegorz Olkiewicz, Dariusz Samól, Arkadiusz Krupa, Piotr Tarcholik, Stanisław Paciorkiewicz, Andrzej Hiolski, Kazimierz Moszyński, Elżbieta Towarnicka. Stanisław Majerski, Tomasz Ślusarczyk, Kama Grott, Paweł Kowalski, Łukasz Długosz, Klaudiusz Baran.
TOK promuje również młodych, szczególnie uzdolnionych tarnowskich muzyków, których zaprasza do wspólnego muzykowania (Jakub Cywiński, Krystian Tkaczewski, Magdalena Kołodziejczyk).
TOK stale doskonali warsztat i podnosi poziom wykonawczy, uwrażliwiając słuchaczy na piękno. Ukoronowaniem 15-letniej działalności Orkiestry było wykonanie w lipcu 2006 Serenady P. Czajkowskiego – jednego z najpiękniejszych, ale też najtrudniejszych utworów na orkiestrę kameralną – pod dyrekcją Tadeusza Wojciechowskiego.
Zapraszani do współpracy znani i cenieni artyści z uznaniem wyrażają się o Tarnowskiej Orkiestrze Kameralnej, o profesjonalnym przygotowaniu, wrażliwości muzycznej i wspaniałej atmosferze panującej w zespole i deklarują chęć dalszej współpracy.

A 15 lutego usłyszeliśmy „Koncert Mozartowski” z udziałem klarnecisty Arkadiusza Adamskiego, absolwenta katowickiej AM, (klasa klarnetu u prof. A. Janickiego). A. Adamski jako student był uczestnikiem i laureatem konkursów krajowych i zagranicznych m.in. w Paryżu i Pradze. W 1983r. został laureatem I nagrody Ogólnopolskiego Konkursu Muzyki Kameralnej (duety) a w 1985r laureatem II na-grody Międzynarodowego Konkursu Klarnetowego im. K. Kurpińskiego. Uczestniczył w kursach mistrzowskich (Niemcy, Francja). Umiejętności swe doskonalił pod kierunkiem prof. J.Schou, jako stypendysta rządu polskiego (Dania).W 1995r. rozpoczął współpracę z Państwową Filharmonią Śląską; dwa lata później objął stanowisko solisty Polskiej Filharmonii Kameralnej. Od 1993r. pełni obowiązki klarnecisty - solisty Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach. Jako solista i kameralista występował z zespołami krajowymi i zagranicznymi, m.in. Narodową Orkiestrą Symfoniczną Polskiego Radia, The Hilliard Ensemble, Polską Filharmonią Kameralną, Operą Kameralną, Białoruską Filharmonią Narodową, Sinfoniettą Cracovia i wieloma innymi. Dokonał wielu nagrań dla polskich rozgłośni radiowych i telewizyjnych. W tarnowskim koncercie TOK zaprezentowała  Serenadę Notturno D-dur, KV 286 oraz Koncert na klarnet i smyczki, KV 581 W. A. Mozarta.

Bardzo udany powrót, po rocznej nieobecności, zanotować może na swoim artystycznym koncie znana rodzinna formacja muzyczna FISZ EMADE TWORZYWO, czyli bracia Waglewscy, którzy zagrali w Tarnowskim Centrum Kultury. Koncert  w piątkowy wieczór 20 lutego o godz. 20.
To już druga wizyta FISZA i EMADE w naszym mieście na zaproszenie TCK. W Tarnowie zaprezentują nowy program „Heavi Metal". To płyta, w dużej części zagrana na żywo, zrealizowana z lekko eksperymentalnym zacięciem przez Emade - producenta albumu. To także wycieczki w okres pierwszych, syntetycznych płyt hiphopowych z połowy lat 80'ych. Na albumie nie brakuje klasycznych samplowanych produkcji charakterystycznych dla wczesnych płyt braci Waglewskich. Pod względem tekstowym to liryczne podróże do okresu szkolnego, do czasów przełomu transformacyjnego w Polsce. To właśnie wtedy małoletni wówczas bracia byli wiernymi fanami nurtu Heavy Metal, stąd w tekstach pojawiają sie nazwy zespołów "Anthrax", "Sodom" czy "Iron Maiden" obok lekcji WF, czy "najdłuższych nóg w szkole". Płyta "Heavi Metal" nie jest jednak do końca dziełem autobiograficznym. Sądząc po tłumie zapełniającym piwnice TCK oraz entuzjastycznym przyjęciu muzycznych propozycji braci Waglewskich to nie ostatnia ich wizyta w Tarnowie… .

Ale synonimem prawdziwego karnawału był, jest i zapewne długo jeszcze będzie klasyczny bal. I chociaż wszędzie straszy kryzys to tradycja karnawałowego balowania w narodzie nie ginie. Tak jest i w naszym galicyjskim miasteczku. Tegoroczny karnawał zakończyło prawdziwe muzyczne wydarzenie: „Cesarski bal”, jaki odbył się na scenie Mościckiego Centrum Kultury, podczas którego zabrzmiały najpiękniejsze utwory Straussów – ojca i syna w wykonaniu  Filharmonii Rzeszowskiej. Ten wspaniały koncert przeniósł słuchaczy w roztańczone czasy sprzed dwóch wieków, kiedy to podczas balów, maskarad i bankietów nawet monarchowie tańczyli na trzy pas. Walce, marsze i polki rzucały na kolana Wiedeń i Paryż, a ich namiętny, czarowny wdzięk doprowadził do tego, iż Europę ogarniał prawdziwy taneczny szał. Któż nie chciałby przenieść się choćby na chwilę w roztańczone czasy Kongresu Wiedeńskiego z 1815 roku, czy na dwór cesarza Franciszka Józefa. Niezliczone walce, marsze i polki Straussów (ojca i syna) rzuciły na kolana Wiedeń i Paryż. Zrodzony z austriackiej ziemi walc przeszedł kołyszącym krokiem od kawiarnianych ogródków do cesarskich salonów przekształcając się w wyrafinowaną „walcową symfonię”.
Mało tego, stał się nawet tematem do metafizycznych rozważań - wirujący ruch par porównywano przecież do obrotu ciał niebieskich. Wielu kompozytorów „poważnej muzy” o zawrót głowy przyprawiała oszałamiająca kariera „króla walców” – Johanna Straussa, a później jego syna. Pewnego razu J. Brahms poproszony przez córkę Straussa o autograf nakreślił pierwsze takty walca „Nad pięknym, modrym Dunajem” – potem dopisał: „Niestety nie ja to skomponowałem”.
Całość rozpoczęła uwertura do jednej z najsłynniejszych operetek Joanna Straussa „Zemsta nietoperza” . A potem oczarowały tłumy wypełniające widownię MCK m.in..„Opowieści lasku wiedeńskiego”, „Keiser Walzer”, walc „Życie artysty”, jak również tryskające humorem i lekkością polki –„ Triasch – Trasch” i „Pizzicato Polka”. Taneczną namiastką balowych nastrojów  na dworze cesarskim były tańczące pary ze Szkoły Tańca „Axel” Anny Niedzielskiej, a dworskie zwyczaje balowe przybliżyły wiedeńskie opowieści wodzireja Marka Czarnoty. 
I szkoda tylko, widzowie musieli grzecznie siedzieć w fotelach, choć nogi same rwały się do tańca… Ale może w przyszłym roku w zrewitalizowanych wnętrzach Mościckiego Centrum Kultury jego przebojowa dyrektor Agnieszka Kawa zorganizuje prawdziwy karnawałowy bal. Co daj Boże! Amen.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



21:10, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 15 lutego 2009

Mijający właśnie tydzień zdominowały, jak w większości naszych miast i miasteczek, osiedli i wsi, wszechobecne Walentynki. Wprawdzie w tym roku święto zakochanych wypadło na jego końcu, nie mniej już od poniedziałku duch św. Walentego, niegdysiejszego patrona chorych na padaczkę i epilepsję, unosił się nad wszystkim, co przygotowali nam nasi zakochani w sobie, i na szczęście nie tylko, zawiadowcy kulturalni. Właśnie dla chorych objętych domową opieką hospicyjną przez jedyną taką placówkę działającą w Tarnowie przy parafii księży Misjonarzy, zagrała w niedzielę 8 lutego znana Kapela znad Baryczy. Zespół grający współczesny folk miejski oparty o gwarę Wielkopolski i brzmienie Kresów Wschodnich, szczególną popularność zyskał min. dzięki przebojowi „Moherowe Berety”… . To kolejna akcja charytatywna zorganizowana przez niezmordowanego tarnowskiego społecznika dr Jacka Roika, dzięki któremu sala tarnowskiego teatru, gdzie odbywał się ten serdeczny koncert i kwesta, zapełniła się do ostatniego miejsca (konieczne były nawet dostawki). Za to dodatkowe krzesła nie były potrzebne podczas ostatniej konferencji prasowej w Muzeum Okręgowym, na której dyrektor Adam Bartosz wspierany przez marszałka Romana Ciepielę przedstawił ambitne plany inwestycyjno – ekspozycyjne swojej placówki na bieżący rok. Z kolei we wtorek pojawiła się u nas I sekretarz Ambasady Meksyku w Polsce aby uroczyście wręczyć Juli Honkisz laur Międzynarodowego Konkursu Rysunku Dziecięcego „To jest mój Meksyk 2008”. Za to końcówka tygodnia to istny walentynkowy festiwal obfitujący w lewicowo – prawicowe oraz politycznie obojętne imprezy adresowane głównie do młodszej (czytaj: studenckiej) populacji naszego społeczeństwa. Najważniejsza z nich to IX Tarnowski Dzień Zakochanych zorganizowany w tym roku pod hasłem „Kochać jak to łatwo powiedzieć” przez Młodzieżowe Centrum Samorządności i Pałac Młodzieży, na którego program złożyły się min. przegląd piosenek i konkurs poezji miłosnej… Na finalistów (nie mylić z cymbalistami!) w Domu Studenta PWSZ przy ul. Słowackiego czekały trofea w postaci Złotych, Srebrnych i Brązowych oraz Herbacianych Róż, a także Złote, Srebrne i Brązowe Pióra…  . Nieco bardziej kameralne imprezy przygotowały różnego rodzaju kluby, min. „Alfa”, „Wall Street Bull”, „Pretekst” oraz Radio Internetowe „Nowastacja.pl”. Walentynkowo „ Kaczo, byczo, indyczno” świętowano też w tarnowskim teatrze, ale to wydarzenie opisujemy obszernie obok….


Aliści zacznijmy od naszych Walentynek, permanentnie zakochanych i kochanych bez względu na wiek, stan cywilny i materialny, których święto obchodzone jest 14 lutego. Encyklopedyczny źródłosłów „walentynek” pochodzi od imienia św. Walentego, patrona chorych na padaczkę i epilepsję. W tradycji chrześcijańskiej odnajdujemy informacje o co najmniej trzech Świętych o imieniu Valentine lub Valentinus. Jedna z legend mówi o duchownym, który przeciwstawił się rozkazowi Imperatora Rzymu Klaudiusza II. zakazującego udzielania ślubów młodym mężczyznom, jako że wg. doradców Klaudiusza, nieżonaci mężczyźni byli lepszym żołnierzami. Za to nieposłuszenstwo duchowny Walenty został skazany na śmierć. Inna historia mówi o młodym człowieku, który za pomoc prześladowanym chrześcijanom został skazany na śmierć. Z więzienia wysłał swojej ukochanej list z podpisem 'From Your Valentine' (podpis używany do dzisiaj na walentynkach w języku angielskim). Być może to zdecydowało o tradycji wysyłania w tym dniu listów zawierających wyznania miłosne (często pisane wierszem). Amerykański Greeting Card Association szacuje, że z okazji Walentynek wysyłanych jest na całym świecie około miliarda świątecznych kartek. Daje to Walentynkom drugie miejsce (za Świętami Bożego Narodzenia) w rankingu świąt, podczas których wysyła się najwięcej życzeń. I co ciekawe,  około 85% z tych życzeń wysyłają kobiety. Współcześnie święto to zyskało bardzo komercyjny charakter. Do Polski zapożyczone zostało z kultury francuskiej i krajów anglosaskich w latach 90. XX wieku. Podobnie jak Halloween, walentynki spotykają się z silną krytyką ze strony części społeczeństwa, jako kolejne obce Polakom zapożyczenie i amerykanizm.  Przeciwnicy „walentynek" zwracają ponadto uwagę na geograficzną niewłaściwość kalendarzowej lokalizacji „święta miłości". Przypisane bowiem ono zostało na środek jednego z najzimniejszych, zimowych miesięcy w roku (uwidaczniać ma to ślepy mechanizm, według którego zwyczaj ten został przeniesiony z zachodniej kultury masowej), w rzeczywistości raczej mało sprzyjającemu miłości. Dla porównania słowiańskie Święto Kresu (sobótka, Noc Kupały) z naturalnych względów obchodzone jest na początku lata – w porze roku pełnej ciepła, życia i płodności.

Na szczęście miłość nie jedno ma imię, chociaż Pegaz jest za „świętem zakochanych” jak najbardziej, i objawia się nie tylko przez walentynkowe branie ale i bezinteresowne dawanie.
Najlepszym tego przykładem jest Tarnowskie Hospicjum Domowe, które dzięki wolontariuszom wspomaga chorych i ich rodziny, min. w terminalnych fazach choroby nowotworowej. Ale hospicyjni społecznicy doradzają także, jak radzić sobie z objawami choroby nowotworowej, wspierają duchowo, organizują bezpłatne konsultacje lekarskie, pomagają w pielęgnacji chorych w ich domach, wypożyczają specjalistyczny sprzęt medyczny. To wszystko sporo kosztuje stąd ustawiczne poszukiwanie ludzi dobrej woli chcących i mogących materialnie wspomóc społecznikowskie działania współczesnych szaleńców bożych poprzez organizowane co jakiś czas publiczne kwesty i imprezy kulturalne… . Do tej dobrej i sprawdzonej tradycji odwołał się ostatnio nasz tarnowski doktor Judym czyli dr Jacek Roik, dobry duch Tarnowskiego Hospicjum Domowego organizując w Tarnowskim Teatrze wspaniały koncert charytatywny podczas którego kwestowano na potrzeby tej unikalnej w naszym mieście placówki.  
Na rzecz Tarnowskiego Hospicjum Domowego im. Bł. Fryderyka Ozanama działającego przy kościele ks. Misjonarzy zagrała w niedzielę „Kapela znad Baryczy” z Odolanowa w Wielkopolsce. Znana min. dzięki licznym występom w Radio Maryja i TV Trwam. Kapela wylansowała wiele piosenek o tematyce religijnej oraz patriotycznej. Ostatni przebój kapeli „Moherowe Berety” również w Tarnowie wzbudził entuzjazm na widowni i był kilka razy bisowany. Do Tarnowa przybył też burmistrz Odolanowa, Józef Wajs i przywiózł wydawnictwa promujące jego miasteczko i okolice.  Kapela, pod kierownictwem Bogusława Cebulskiego, zaprezentowała przed tarnowską publicznością kilkanaście utworów, min. kolędy, pastorałki i piosenki własnego autorstwa. Uwagę zwracał towarzyszący zespołowi kominiarz. Rozbawiał widownię różnymi sztuczkami i rozdawał kalendarze z pozdrowieniami z Odolanowa.  W  trakcie  koncertu wolontariusze  THD zbierali  do  puszek  datki  na potrzeby  hospicjum. Z przyjemnością informujemy, iż Tarnowianie  dali  dowód  niemałej hojności.  Zebrano łącznie 3.420 złotych.  Pieniądze  z  kwesty zostaną  przeznaczone  na zakup specjalistycznego łóżka i  sprzętu  medycznego,  przydatnego w opiece nad ciężko chorymi. Znakomita frekwencja i ofiarność tego dobroczynnego koncertu cieszyła szczególnie lek. med. Jacka Roika, pomysłodawcę i inicjatora całego przedsięwzięcia. – Jak widać, nie cierpimy na kryzys solidarności z potrzebującymi i cierpiącymi. Ale życzyłbym sobie, aby nasza wrażliwość nie była jednorazowa i nie kończyła się na udziale w charytatywnym koncercie. Hospicjum potrzebuje codziennego, nie tylko okazjonalnego, wsparcia.
O codziennej pracy Anonimowych Wolontariuszy poinformowała s. mgr Lidia Lupa, koordynująca ich pracą na rzecz umierających w swoich domach pacjentów. – Nasi wolontariusze z wielką pokorą, bezinteresownie i bez rozgłosu opiekują się chorymi. To im należą się największe oklaski…. Odnotujmy na koniec, iż ten Charytatywny Koncert  wspaniale prowadziło Małżeństwo Magdalena i Krzysztof Kossoniowie z Tarnowa.
Oraz  przypomnijmy, iż dyżury w biurze Hospicjum (na plebani ks. Misjonarzy przy ul. Krakowskiej 41) pełnione są od poniedziałku do piątku, w godzinach 16-18. W godzinach dyżuru czynny jest telefon: (014) 692-80-19.

Z kolei Tarnowskie Muzeum Okręgowe zamyka pewien etap prac remontowo-modernizacyjnych i rozpoczyna nowy. Podpisana z wicemarszałkiem Romanem Ciepielą umowa daje możliwość sięgnięcia po fundusze unijne. Tym razem w grę wchodzi ponad 20 mln zł. Długofalowy program remontowy i modernizacyjny realizowany jest już od 2007 roku. Pieniądze rozdzielono pomiędzy placówki satelitarne. Wyremontowano m.in. Zagrodę Curyłowej w Zalipiu, ratując drewniane, pokryte malunkami zabudowania oraz spichlerz w Dołędze. Od kilku miesięcy trwają prace w dwóch najważniejszych zabytkach – na zamku w Dębnie i w tarnowskim ratuszu. W pierwszym zakończono konserwację elewacji; wątku ceglanego i kamieniarki.
W ratuszu zaadaptowano piwnice i poddasze. Na razie tylko dziennikarze mieli możliwość zwiedzania obiektu. Uruchomiono nowy ciąg komunikacyjny, prowadzący na wieżę, w przestronnych pomieszczeniach na górze i na dole znajdzie się m.in. sala na archiwum, sala ekspozycyjna i wykładowa. Dyrektor Adam Bartosz zapewniał, że dzięki adaptacji zwiększono powierzchnię użytkową zabytku aż o jedną trzecią. Do ponownego uruchomienia ratusza jeszcze daleko. Konieczna okazała się wymiana instalacji grzewczej. Na piętrze, w latach 60. wykonano ogrzewanie podłogowe, instalacja wymaga odsłonięcia i usunięcia. Przy okazji tak gruntownych prac, konserwacji zostanie poddana kamieniarka i polichromia.
Muzeum jest w posiadaniu kamienicy w Rynku 3. Budynek, przeznaczony m.in. na cele administracyjne, wymaga remontu, ale plany przewidują o wiele szerszy zakres prac – zabudowę studni pomiędzy tym obiektem a sąsiednimi kamieniczkami. Muzeum zyska około 3 tys. m2 dodatkowej powierzchni. Po przeprowadzce administracji do nowej siedziby, zwolnione pomieszczenia w kamienicach w Rynku 20 i 21 poddane zostaną remontowi i odtąd popełnić będą rolę wyłącznie ekspozycyjną.
Łącznie prace rewaloryzacyjne i modernizacyjne w tarnowskich zabytkach pochłoną ponad 10.538 tys. zł i trwać będą do roku 2010, a na zamku w Dębnie ponad 11.700 tys. zł i zakończą się w 2011 roku. Muzeum ma zagwarantowany 30-procenotowy. tzw. wkład własny. Pieniądze pochodzą z Małopolskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, pozostała część pochodzić będzie z funduszy unijnych.
Obecny na konferencji prasowej wicemarszałek Roman Ciepiela podkreślił, iż tarnowska kultura otrzymuje wsparcie finansowe na niespotykaną do tej pory skalę: modernizacja Mościckiego Centrum Kultury pochłonie 22 mln zł, a Tarnowski Teatr – około 10 mln zł. Muzeum Okręgowe otrzyma blisko 22 mln zł.  (KIS)

Zakończmy ten walentynkowy przegląd nagrodą dla uczennicy Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej I stopnia w Tarnowie Juli Honkisz, która została laureatką Międzynarodowego Konkursu Rysunku Dziecięcego „ To jest mój Meksyk 2008”.  Zorganizował go Instytut Meksykanów za Granicą. Na konkurs nadesłano ponad 5000 prac z całego świata. Laureaci to 15 osób, w tym dwie z Polski. W związku z czym 10 lutego do Tarnowa przyjechała Mónica Velarde Mendez, I Sekretarz Ambasady Meksyku w Polsce, która w siedzibie Zespołu Szkół Muzycznych wręczyła naszej  „meksykańskiej” Julii nagrodę. Uroczystość połączono z prezentacją Meksyku i warsztatami artystycznymi dla uczniów „Robimy pinaty”. W ich trakcie attache kulturalny Ambasady Meksyku w Polsce pokazywał jak wykonać tradycyjną zabawkę meksykańską. Młodej laureatce gratulujemy i życzymy kolejnych sukcesów.
I to by było w tym tygodniu na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



23:18, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 lutego 2009

Tym razem rozpoczynamy nasz kulturalny rekonesans od miejsca, w którym stanęliśmy na popas dwa felietony nazad, czyli przy katedralnej Auli Jana Pawła II gdzie odbyło się pierwsze spotkanie ludzi mediów z okazji Patronalnego Święta Dziennikarzy, a do którego obiecaliśmy powrócić. Poza tym podsumujemy kolędę znanej grupy teatralnej działającej w Zakładzie Karnym w Mościcach, a także odwiedzimy para naukowy happening czyli eksperymentalną makietę Wielkiego Zderzacza Hadronów wyeksponowaną w Hali Sportowej na Gumniskach. Ale zanim o tym, co anonsujemy powyżej, wpadliśmy do tarnowskiego teatru, o którym piszemy obszernie obok w kontekście czekającego go organizacyjno - remontowego tsunami i nie tylko… Otóż na ostatniej osławionej z powodu ujawnienia się tarnowskiego Palikota w osobie radnego, a raczej bezradnego w konfrontacji ze sztuką, Jacka Łabny, pochylono się nad statutem regulującym działalność sceny przy ulicy Mickiewicza. W wyniku dokonanych w nim zmian nasz teatr może prowadzić działalność gospodarczą oraz powinien promować Tarnów i ziemie tarnowską. Poprawiono także min. nazwę organu nadzorującego pracę teatru, który przypomnijmy jest nadal instytucją miejską finansowaną z budżetu miasta, w wyniku czego nie jest już nim zarząd miasta tylko jego prezydent. Przy okazji tych statutowych poprawek, mających w gruncie rzeczy tylko znaczenie formalne, powrócił temat powołania nowej Rady Artystycznej Tarnowskiego Teatru, której ustanowienie nie jest, jak się okazuje, dla dyrektora Żentary obligatoryjne, i do działalności której w obecnym kształcie ma on stosunek „taki sobie”. Jeśli rada artystyczna miałaby w ogóle powstać, byłaby ona bardziej ciałem nie tyle doradczym, co promującym działania teatru na zewnątrz – dywaguje. A my z Pegazem zastanawiamy się, jak teatr funkcjonował do tej pory? Wszak Solski „od zawsze” wynajmował samochody i pomieszczenia, wypożyczał kostiumy, rekwizyty oraz meble – także je wykonując, i nieźle na tym zarabiał…  Czyżby te „usługi dla ludności” były  w przeszłości świadczone nielegalne? Już się boję, że przyjdą po mnie funkcjonariusze CBA i nocą kolbami w drzwi załomocą, wszak jako kierownik techniczny teatru przez wiele lat podpisywałem wiele rachunków za takie usługi… .


Pozostańmy jeszcze w teatrze przez chwilę, aby doprecyzować informację zamieszczoną w jednym z ostatnich Pegazów, a dotyczącą finisażu wystawy prac uczniów i nauczycieli tarnowskiego plastyka czynnej w teatralnym foyer przez cały miesiąc styczeń. Ekspozycję zatytułowaną „Mistrz i uczeń”, którą stanowiło ponad 170 obiektów, min. tkaniny, obrazy i meble, zakończyła licytacja, w której uczestniczyło licznie zebrane grono sympatyków szkoły i dobrej sztuki. Ceny wywoławcze oscylowały średnio w granicach od 5 do 600 złotych, aczkolwiek kilka prac wyceniono powyżej 1200  złotych. Jak dowiedzieliśmy się od Anny Śliwińskiej – Kukli, znanej tarnowskiej artystki i pedagoga Zespołu Sztuk Plastycznych dochód z licytacji wyniósł łącznie ponad 9000 złotych i zostanie przeznaczony głównie na zakup narzędzi i materiałów (płótna, farby, pędzle) potrzebnych do należytego funkcjonowania szkolnych pracowni. A performance pt. „Alegoria sztuk wszelakich” przedstawiła oczywiście Grupa Aprala z TCK dowodzona przez Michała Porębę, a nie on sam… .

Nie sam działa także ppłk. Jacek Matrejek, dyrektor Zakładu Karnego w Tarnowie – Mościcach, prawdziwy mecenas kultury, który wręcz samarytańską opieką otacza grupę teatralną złożoną z więźniów regularnie przygotowującą sztuki dla dzieci i młodzieży, zaś ostatnio kolędowe przedstawienie „Pasterze szli”. I ze swoim kolędowym przesłaniem poszli oni w świat, pokazując swój spektakl aż kilkanaście razy. Z wyreżyserowanym przez innego dobrego ducha, a raczej anioła tego miejsca panią Zofię Gołębiowską – Tabaszewską przedstawieniem przybyli po kolędzie min. do kilku tarnowskich szkół i przedszkoli, Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie i Specjalnego Ośrodka Szkolno – Wychowawczego w Zbylutowskiej Górze, Domach Pomocy Społecznej w Nowodworzu i Karwodrzy, a także w Bochni, gdzie uświetnili klubowe spotkania opłatkowe i z okazji Dnia Babci i Dziadka. Ta niezwykle cenna i ważna kulturalna resocjalizacja osadzonych nie byłaby możliwa, gdyby nie judymowy zapał kapitana Andrzeja Jelenia, więziennego koordynatora wszelkich działań kulturotwórczych w tym zamkniętym świecie. Każdy z aktorów bardzo poważnie podchodzi do pracy w zespole teatralnym – dywaguje i dodaje – jego członkowie stale rywalizują ze sobą, chcąc wypaść jak najlepiej. A pani Zofia dopowiada, że z żadną grupą nie pracowało się jej tak dobrze, jak z Pasterzami… Na szczęście zespół nie zamierza osiąść na przysłowiowych laurach i już przygotowuje kolejne premiery, tym razem będzie to bajka dla dzieci „Kot w butach”. Ta niezwykła teatralna wspólnota ludzi prawdziwie wolnych chociaż czasowo pozostających za kratami jest najlepszym przykładem znanego powiedzenia, że sztuka łagodzi obyczaje i złe anioły w dobre przemienia… a te odlatują ku wolności. „I czasem tylko trochę żal, że nasi aktorzy kończą odbywanie kary… .” puentuje rzecz całą dyrektor teatru, pardon, więzienia Jacek Matrejek.

I szkoda, że te niekonwencjonalne resocjalizacyjne para kulturalne działania znajdują tak słaby oddźwięk w lokalnych mediach. Być może to się zmieni po ostatnim interdyscyplinarnym spotkaniu poświęconym misyjności mediów i dramatycznym obniżaniu się jakości dziennikarstwa, jakie odbyło się 31 stycznia w Auli Jana Pawła II przy tarnowskiej katedrze. To pierwsze spotkanie z okazji Patronalnego Święta Dziennikarzy rozpoczęła uroczysta msza święta celebrowana przez ks. bpa. dr Wiesława Lechowicza w tarnowskiej katedrze. Po niej jego uczestnicy zgromadzili się w pobliskiej auli, gdzie min. wysłuchali koncertu młodzieżowego zespołu MEGRO z Wielogłów k. Nowego Sącza oraz interesującego wykładu ks. dr hab. Michała Drożdża – medioznawczy, wykładowcy Papieskiej Akademii Teologicznej. W ciekawym programie tego forum znalazł się jeszcze panel dyskusyjny poprowadzony przez dziennikarza RDN M. Biedronia z udziałem czołowych dziennikarzy tarnowskich mediów: min. Pulita i  J. Kosiby oraz przedstawicieli lokalnych samorządów. W spotkaniu wzięli udział dziennikarze z Małopolski i Podkarpacia. Organizatorami byli: Wydział Duszpasterstwa Ogólnego tarnowskiej kurii i diecezjalna rozgłośnia Radio RDN Małopolska. W ożywionej dyskusji, także tej pobocznej „przy kawie i herbacie” dominował temat roli dziennikarzy w ich „małych ojczyznach” i ich uzależnieniach od lokalnych układów polityczno – biznesowych.

W wykładzie pt. „Misyjność dziennikarstwa - rzeczywistość między ideałem a iluzją" ks. dr hab. Michał Drożdż powiedział, że misyjność to realizowanie określonych zadań, funkcji dla dobra innych i dobra wspólnego, a także „niesienie i przekazywanie określonych wartości, z profesjonalnym zaangażowaniem". Podkreślił, że dziennikarz ma prawo do własnych poglądów, światopoglądu, niemniej jednak cokolwiek wprowadza w obieg publiczny, powinien mieć elementarną świadomość misji tego medium, a także powinien zapytać przede wszystkim, komu jego praca ma służyć. - Jaką to ma wartość, czemu to służy? Odpowiedź na te pytania będzie punktem wyjścia w odpowiedzialnym realizowaniu misji dziennikarskiej - tłumaczył.

Coraz częściej, jego zdaniem, media „stają w rozkroku" pomiędzy misją publiczną, mechanizmami wolnego rynku i uwarunkowaniami politycznymi. Szczególnie ta ostania zależność przeszkadza misyjności. Zjawisko polityzacji mediów ma podwójny charakter. Z jednej strony media - kierujący i zarządzający nimi, ich właściciele, a także dziennikarze realizują w sposób jawny czy ukryty swoje preferencje polityczne, służąc interesownie jednej opcji politycznej. Z drugiej strony politycy korumpują media preferencjami, wpływami, wielorakimi uzależnieniami, pozbawiając media należnej im wolności i niezależności. "To wszystko przeszkadza realizacji uniwersalnej misji publicznej” – powiedział ks. Drożdż.

W wykładzie dla dziennikarzy podkreślił ponadto, że media o tyle pozostaną niezależne, o ile wszystkie zależności mediów będą podporządkowane jednej podstawowej zależności: od prawdy i uczciwości. Dopiero priorytet prawdy czyni media niezależnymi i obiektywnymi. Wykładowca mówił także, że wolność wypowiedzi, tworzenia, informacji nie może być nieograniczona, ale ogranicza ją etyka odpowiedzialności. Natomiast nazywanie odpowiedzialnego działania etycznego cenzurą, graniczy z absurdem. Etyka to nie cenzura, ponieważ etyka odzwierciedla i chroni świat wartości, przede wszystkim wartość i godność człowieka.

Ks. Michał Drożdż wskazywał jednak, że dzisiaj jesteśmy świadkami coraz bardziej postępujących procesów obniżania standardów i jakości dziennikarstwa, co prowadzić może do dewaluacji profesji dziennikarskiej jako zawodu zaufania publicznego. Pojawiły się również zjawiska negatywne, w których wolność słowa nie łączy się odpowiedzialnością, profesjonalizm nie oznacza harmonii fachowości z etycznością, a dziennikarstwo przestaje być w dużej mierze misją, stając się przestrzenią kreowania „medialnych gwiazd” lub rzemieślników medialnych.

Kończąc swój wykład ks. prof. Drożdż  powiedział, że środowiska medialno-dziennikarskie dysponują dziś ogromnym potencjałem oddziaływania na ludzi, który, źle wykorzystany, może przynieść ogromne szkody moralne i społeczne. Przywołał także starą zasadę: żeby wychowywać, trzeba być samemu wychowanym; żeby ewangelizować, trzeba być samemu człowiekiem wierzącym. „Potrzeba zatem ciągłego doskonalenia swojego warsztatu dziennikarskiego i własnej duchowej formacji. Wiedza, umiejętności dziennikarskie, umiejętność współpracy dla dobra innych oraz bogactwo ducha i świata prawdziwych wartości stanowią wyznacznik profesjonalizmu dziennikarskiego, co jest równocześnie najlepszym gwarantem realizacji misji dziennikarskiej”.

A ta misyjność dziennikarskich działań to także przybliżanie zwykłym zjadaczom chleba zjawisk zgoła nieziemskich. Dobrą okazja do tego jest aktualnie czynna interaktywna objazdowa wystawa „Wielki Zderzacz Hadronów – jak to działa?” przygotowana przez Wydział Fizyki Politechniki Warszawskiej oraz zaangażowanych w prowadzone w Szwajcarii badania naukowców, a wyeksponowana w hali sportowo – widowiskowej przy ulicy Gumniskiej staraniem Urzędu Miasta Tarnowa, III Liceum Ogólnokształcącego i tarnowskiego Pałacu Młodzieży.

Wielki Zderzasz Hadronów (LHC) to największe na świecie urządzenie badawcze. Budowano go 14 lat kosztem – jak się szacuje – 6 do 9 miliardów franków szwajcarskich. LHC to akcelerator, czyli maszyna do przyspieszania cząstek materii, znacznie przewyższająca dotąd znane, umożliwiająca osiągnięcie warunków, o których w klasycznych laboratoriach można tylko marzyć. Eksperyment z wykorzystaniem Wielkiego Zderzacza Hadronów rozpoczął się w międzynarodowym ośrodku badawczym CERN pod Genewą we wrześniu ubiegłego roku. Zaangażowanych jest w niego blisko 10 tysięcy naukowców z 80 krajów, w tym ok. 350 Polaków. Celem jest znalezienie odpowiedzi na fundamentalne pytania: jaka jest struktura materii?, jak tworzył się Wszechświat?, dlaczego występuje nadwyżka materii nad antymaterią?
Tarnów jest trzecim polskim miastem, w którym wystawa jest prezentowana. Otwarciu towarzyszył wykład inauguracyjny prof. dr hab. Jana Pluty z Wydziału Fizyki Politechniki Warszawskiej, tarnowianina z pochodzenia. Ksiądz profesor Michał Heller, światowej sławy filozof i kosmolog, laureat nagrody Templetona, Honorowy Obywatel Tarnowa mówił o swoich wrażeniach z pierwszej wizyty w CERN.
To bardzo dobrze, że Tarnów znalazł się na trasie tego objazdowego para naukowego cyrku. Dzięki czemu młodzi i starzy mogą zapoznać się z istotą jednego z największych eksperymentów naukowych w dziejach ludzkości, porównywalnego chyba tylko z wyprawą na księżyc i planowanymi podróżami w czasie.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



14:31, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 lutego 2009

Nareszcie zdarzył się w naszym galicyjskim miasteczku prawdziwy skandal. Mamy w Sejmie niezrównanego by nie rzec niezrównoważonego posła Palikota, który na skandalach zdaje się budować swój polityczny imicz. I oto teraz doczekaliśmy, a raczej dochowaliśmy się w tarnowskim parlamencie rodzimego Palikota w osobie radnego Jacka Łabny. Otóż zacny ten mąż i ojciec oburzył się był podczas ostatniej Sesji Rady Miasta na fragment dekoracji Sali Lustrzanej przedstawiający fotografię dwóch nagich mężczyzn, stanowiącej część ekspozycji objazdowej wystawy Grnad Press Foto 2008. Mężczyźni na zdjęciu nie dość że byli nadzy, to jeszcze się do siebie przytulali, co tak zbulwersowało, a może rozpraszało podczas obrad radnego Łabnę, że zażądał ich usunięcia lub zakrycia, co też ponoć uczyniono…(!). Ponieważ w powszechnej opinii nic tak nie łagodzi obyczajów jak muzyka, więc powróćmy na chwilę pamięcią do Tarnowskiego Centrum Kultury, w którego klimatycznych piwnicach w piątkowy wieczór 23 stycznia zagrał jeden z najwybitniejszych pianistów jazzowego młodego pokolenia Paweł Kaczmarczyk ze swoim Audiofeeling Quartet. Wart odnotowania był także mający miejsce dzień później (sobota 24 stycznia) Koncert Noworoczny naszego eksportowego Zespołu Pieśni i Tańca „Świerczkowiacy” w ich rodzinnym gnieździe czyli Mościckim Centrum Kultury. Zaś ten ostatni styczniowy tydzień domknęły dwie ciekawe imprezy, jakie odbyły się w tarnowskim teatrze. Pierwsza to piątkowy finisaż wystawy prac uczniów i nauczycieli Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie, połączony z aukcją, a artystycznie oprawiony pantomimą. Druga to sobotnie, cykliczne 62 już spotkanie „Na skrzydłach po drabinie”, podczas którego znaleźć się można było w… przestrzeni przeciwstawnie postrzeganej, jak napisała w zaproszeniu jego główna organizatorka Krysia Drozd.


Ale wróćmy do naszych baranów, pardon, czyli do kontrowersyjnej sesji z gejami w tle. Otóż jak wieść gminna, a raczej miejska niesie, podczas czwartkowej sesji Rady Miasta Tarnowa, radny Jacek Łabno zgłosił wniosek o usunięcie lub zakrycie zdjęcia, przedstawiającego dwóch nagich mężczyzn, przytulających się do siebie. To jedna z fotografii, które znalazła się na prezentowanej w Sali Lustrzanej, a zdemontowanej na czas obrad, wystawie GRAND PRESS FOTO 2008. Oburzony przewodniczący klubu radnych „Prawo i Sprawiedliwość” zarzuca organizatorom wystawy… promocję homoseksualizmu (!). Z oczywistych powodów zarzuty te śmieszą niektórych radnych. Jakub Kwaśny we wniosku swojego starszego kolegi dopatruje się elementów homofobii, nietolerancji i sugeruje, że Łabno nie rozumie, normalnego ludzkiego zachowania, takiego jak czułość. Z kolei Prezydent Ryszard Ścigała stwierdził, że widocznie radny Łabno nie zna się na sztuce, dodając, że cała sprawa wpisuje się w ... cele wystawy, wśród których istotnym zamiarem jest prowokacja. Ostatecznie w dalszej części obrad Rady Miasta  przychylono się do wniosku radnego Łabno, i podobno zasłonięto ową „gejowską” fotografię. Piszę podobno, bowiem zdaniem Andrzeja Skórki z Gazety Krakowskiej wystawa przetrwała sesję w stanie nienaruszonym. Sensacjami z Tarnowa zaskoczona jest Renata Gluza, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika Press – organizatora konkursu i właściciela wystawy: Trudno komentować takie reakcje. Te zdjęcia pokazują  przecież Polskę i ludzi w niej żyjących… . Niestety także ich mentalną prowincję i zaściankowość, brak tolerancji i otwartości, płytkość i prymitywizm postaw.
A oto trzy wybrane cytaty z opinii internautów w tej sprawie:
- „Wkurza mnie raz: nietolerancja, dwa: wandalizm zwykły... GRAND PRESS PHOTO 2008 w Sali Lustrzanej całkiem ciekawe. Zirytowało mnie tylko, że w dziale „Życie codzienne" pokazano m.in. sesję dwóch gejów i na jednym ze zdjęć oryginałów, ktoś (jakiś homofob) napisał długopisem JEBANE PEDAŁY. Przecież gej czy lesbijka, to taki sam człowiek jak każdy inny, też potrzebuje kochać i być kochanym. Łączymy się w pary, bo człowiek, to zwierze stadne i nie ważne czy są to pary damsko - męskie czy pary składające się z ludzi tej samej płci”.

- „A tak w ogóle, mówienie o promowaniu homoseksualizmu jest jakimś totalnym nieporozumieniem graniczącym z głupotą. Nie można promować czegoś, na co nie ma się żadnego wpływu. Orientacja seksualna nie jest przekonaniem, postawą, czy ideą którą można promować czy reklamować. Jest to konstruktywna część osobowości i dlatego nie podlega zmianie. Panie radny, szerzyć i propagować to można nietolerancję i głupotę - te zawsze były własnością głupich i pewnie nigdy wykorzenione nie będą, bo są równie wieczne jak sama głupota.”

- „Pewna teoria głosi, że faceci, którzy najbardziej boją się gejów, sami przerażeni są swoją seksualnością i przeżywają cały czas potężne lęki w związku z prawdziwym obliczem swoich preferencji seksualnych. Te lęki są, oczywiście, spychane do podświadomości, w działaniach ego manifestują się za to agresją i niechęcią skierowaną w środowiska gejowskie. Do czego zmierzam? Prawdziwi mężczyźni nie boją się gejów. Hmm, kto w takim razie zasiada w Radzie Miasta?”

Równie interesująco, aczkolwiek w zupełnie innym znaczeniu tego słowa, rozpoczął się tegoroczny cykl imprez jazzowych organizowanych przez Tarnowskie Centrum Kultury. W piątkowy wieczór w piwnicach zagrał jeden z najwybitniejszych pianistów jazzowego młodego pokolenia Paweł Kaczmarczyk ze swoim Audiofeeling Quartet. Muzyka w wykonaniu tego zaledwie 23-letniego jazzmana i jego zespołu brzmi przystępnie - dużo w niej smaku, starannego budowania atmosfery, wzajemnej atencji i ciekawej ekspresji. Jak napisała na jednym z portali Agnieszka Setlik: warto było  wybrać się na występ tych obiecujących instrumentalistów. Wieczór spędzony na słuchaniu ich muzykowania był nie tylko przyjemny, ale i niezwykle bogaty, zarówno estetycznie, jak i artystycznie.

A oto jej relacja: „Artystom (Paweł Kaczmarczyk – piano, Radek Nowicki - saksofon, Michał Barański - kontrabas, Łukasz Żyta - perkusja) nie sposób odmówić wykonawczego kunsztu - wspaniale panują nad dynamiką, potrafią umiejętnie, z dużą biegłością i elastycznością budować nośne harmonie. W trakcie koncertu muzycy często zmieniali tempo, dzięki czemu słuchając ich kompozycji nawet nie zauważyłam, gdy minęła godzina z okładem. Intrygowało dojrzałe piano Pawła Kaczmarczyka, fantastyczny dźwięk dęciaków Nowickiego i rytmiki Barańskiego, a także dobra perkusja Łukasza Żyty. Lider zespołu, Paweł Kaczmarczyk jest perfekcjonistą w tym, co robi. Głęboko przeżywa swoją muzykę, czego widzialnym przejawem były przedziwne, natchnione miny, które stroił w trakcie piątkowego występu. Nie mniej zachwycona była tarnowska publiczność, która na każdy utwór, każde solo reagowała entuzjastycznie. Szkoda tylko, że nie doczekawszy się bisów po zakończeniu koncertu, zmuszona była rozejść się w niedosycie.
Rzetelny jazzowy warsztat, popisowe sola, miejsce dla przestrzennej improwizacji, błyskotliwa interakcja sekcji rytmicznej, a przede wszystkim mikstura oryginalności, charyzmy i wizjonerstwa – wszystko to stworzyło jakość, która jest w stanie zadowolić nawet najbardziej wybrednych jazzowych koneserów. Tylko czekać aż Paweł Kaczmarczyk z nadziei polskiego jazzu zmieni się w jego główną siłę.

Wprawdzie Święta Bożego Narodzenia oraz związany z nimi okres noworoczny właśnie dobiegł końca (Gromniczna), więc niejako podsumowując go warto odnotować jedyny w swoim rodzaju koncert, jaki odbył się Mościckim Centrum Kultury w wykonaniu Zespołu „Świerczkowiacy”. Była to chyba jedna z ostatnich w tym świątecznym okresie okazja do tego, aby posłuchać najpiękniejszych polskich kolęd i pastorałek. Zespół występujący w barwnych kostiumach z regionu wykonał swój „żelazny” repertuar w bogatej aranżacji muzycznej z towarzyszeniem orkiestry. W programie koncertu znalazły się także propozycje taneczne. Zespół pokazał min. widowisko „Na kuligu" z regionu wschodnio - krakowskiego będące opowieścią o dawnych obrzędach i zwyczajach noworocznych. Na scenie nie zabrakło rozpędzonych sań, gościnnego gospodarza, rozbawionych kolędników i dobrej zabawy w izbie pełnej tancerzy. Choreografia i inscenizacja to dzieło - Wandy Zach i Wiesławy Hazuki, opracowanie muzyczne - Eugeniusz Sitko, Andrzej Radzik, prowadzenie chóru - Marta Cichońska. Kolejną propozycją koncertową były  „Zabawy i tańce górali Beskidu Śląskiego" w choreografii - Wiesławy Hazuki, opracowaniu wokalnym i muzycznym - Andrzeja Radzika i Eugeniusz Sitko..W tym uroczystym koncercie wystąpili również "Mali Świerczkowiacy", śpiewając kolędy i wykonując tańce oraz przyśpiewki Krakowiaków Zaborowskich.

Przy tej okazji warto przypomnieć, iż  „Świerczkowiacy" obchodzili w ubiegłym roku jubileusz 45-lecia istnienia. Wówczas za swoje osiągnięcia zostali wyróżnieni nagrodą Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdana Zdrojewskiego a także otrzymali certyfikat Międzynarodowej Organizacji Folklorystycznej CIOFF uprawniający Zespół do reprezentowania Polski podczas międzynarodowych festiwali folklorystycznych.

Zespół Pieśni i Tańca "Świerczkowiacy" jest wyjątkowym zjawiskiem kulturalnym nie tylko na skalę Tarnowa. Od  45 lat nieprzerwanie obecny jest na scenach krajowych i zagranicznych, zachowując przy tym niezmienną świeżość i młodość - to doprawdy zadziwiający fenomen. Zespół narodził się z prawdziwej potrzeby ludzi, którzy obok swej pracy zawodowej w mościckich Zakładach Azotowych pragnęli tańczyć, śpiewać i muzykować. Jak wszystko co autentyczne, tak i powstanie "Świerczkowiaków" ma swe głębsze korzenie. Już w 1959 r. w Domu Kultury przy Zakładach Azotowych działała kapela ludowa prowadzona przez Józefa Bryndala. Jej członkowie na początku wyglądali tak naturalnie, jakby  przyszli wprost z wiejskiego wesela. Marian Chodur, Władysław Kokoszka, Józef Kotlarz, Adolf Wiśniewski i Wiktor Hojda grali dla przyjemności melodie i przyśpiewki zasłyszane z dzieciństwa . Ich występy na scenie i estradzie zyskiwały entuzjazm publiczności i tak wielką popularność, że powstanie większego zespołu folklorystycznego stało się tylko kwestia czasu. Oficjalne powołanie Zespołu Pieśni i Tańca "Świerczkowiacy" jest zasługą Jerzego Szawicy - ówczesnego kierownika Domu Kultury Zakładów Azotowych oraz Kazimierza Ożgi - kierownika artystycznego tej placówki i utalentowanego muzyka. Podziwiamy, gratulujemy i życzymy, życzymy… .

Końcówka tygodnia i miesiąca stycznia należały zdecydowanie do Tarnowskiego Teatru, gdzie miały miejsce dwie interesujące imprezy. Najpierw w piątek 30 o godzinie 18 odbył się finisaż wystawy prac uczniów i nauczycieli Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie, którego kulminacja była  aukcja prac uczniów. Do nabycia były oprócz obrazów, także tkaniny artystyczne, meble oraz wyroby snycerskie. Powstały one podczas plenerów oraz zajęć szkolnych prace, min. pejzaże, martwe natury, kopie malarstwa tablicowego i rzeźby niejednokrotnie były wyróżniane w konkursach, stanowiąc potwierdzenie uzdolnień i kreatywności młodych twórców.
Aukcję poprowadzi pan Grzegorz Janiszewski, pełnomocnik dyrektora Tarnowskiego Teatru ds. promocji i wizerunku. Spotkanie oprawił pokaz mody karnawałowej przygotowany przez uczniów Zespołu Szkół Plastycznych, a także  pantomina w wykonaniu Michała Poręby, aktora teatru APRAPLA.

Drugim wydarzeniem wieńczącym miniony tydzień było sobotnie: „Lux in tenebris” -  62. spotkanie z cyklu „Na skrzydłach, po drabinie”. Tym razem zorganizowane się w… przestrzeni przeciwstawnie postrzeganej. Pierwsza z przestrzeni, reprezentowana była przez tegoroczne maturzystki I LO im. Kazimierza Brodzińskiego – Monikę Bochenek, Karolinę Kleszyk, Kingę Szczerbę i dzieci zespołu wokalnego Pałacu Młodzieży oraz czytającą wiersze aktorkę tarnowskiego Teatru – Bogumiłę Podstolską-Kras. Druga – zagospodarowana została  przez Ewę Dudek, Wieńczysława Leszczyńskiego i jego żonę Katarzynę. Ewa jest niewidomą wokalistką, zaś Wieńczysław niewidomym tancerzem. Co widzimy nie widząc i czy w ogóle widzimy widząc – to pytanie postawione przez organizatora spotkań, czyli Tarnowską Artystyczną Konfraternię uniesione na skrzydłach po drabinie ludzkich możliwości nawiązywało do „złotych” czasów tej wartościowej imprezy. Stając się serdecznym przesłaniem dla naszych bliźnich sprawnych inaczej i integrujących się z nimi zwykłych zjadaczy chleba. Brawo Krysiu!


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



01:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: