RSS
niedziela, 31 stycznia 2010

I tak proszę szanownej publiki szczęśliwie dotrwaliśmy do końca stycznia, a wraz z nim zakończył się również czas bożonarodzeniowych świąteczności i anielskości. A propos tego ostatniego określenia to tak nazywa się właśnie najnowszy muzyczny projekt znanego tarnowskiego chóru Gos.pl działającego przy parafii księży Filipinów w Tarnowie. W ostatnią niedzielę stycznia dał on tam wieczorową porą wspaniały koncert swojej „Anielskości”, będący realizacją autorskiego pomysłu jednego z dyrygentów grupy - Bartka Szułakiewicza. Projekt „Anielskość” przygotowany został specjalnie z okazji świąt Bożego Narodzenia. To nowe, zaskakujące i piękne aranżacje dobrze nam znanych polskich kolęd, świątecznych standardów oraz utworów o czysto gospelowych korzeniach. Chórowi towarzyszył zespół, tym razem w wersji pół akustycznej w składzie: Bartek Szułakiewicz - piano, Tomek Boruch - gitara akustyczna, Grzegorz Nosek - bass, Tomek Bielecki - instrumenty perkusyjne, skrzypaczki: Monika Niedzielko i Angelina Kierońska-Zielińska oraz Anna Podkościelna-Cyz (wiolonczela). A całość poprowadzili za pulpitem dyrygenckim stając Anna Podkościelna-Cyz oraz Bartek Szułakiewicz, znakomici w każdej z podjętych rol. Z kolei w innej, nie mniej artystycznie ubogaconej, parafii księży Misjonarzy przy ul. Krakowskiej świętowano ostatnio dwa podniosłe jubileusze, uczczone wydaniem starannie przygotowanej płyty z muzyką kameralną zatytułowanej „Muzyka u Świętej Rodziny”. A one jubileusze to: dziesięciolecie istnienia cenionego w mieście chóru Cantores Sancte Familiale (śpiewa w nim m.in. były prezydent Tarnowa, obecnie poseł Józef Rojek), oraz 25 – lecia pracy Mariusza Mikołaja Łabędzkiego – tamtejszego organisty, kantora i założyciela zespołu. Wspomniana płyta zawiera 13 wybranych utworów z okresu od baroku do współczesności i jest artystycznym podsumowaniem dorobku misjonarskich kantorów. Te jubileuszowe okoliczności to dobra okazja aby przypomnieć, iż to dzięki m.in. maestro Łabędzkiemu (absolwentowi Studium Liturgicznego przy PAT w Krakowie, laureatowi Festiwali Organistowskich Diecezji Tarnowskiej, współpracownikowi Europejskiej Akademii Chóralnej przy Uniwersytecie w Mainz, autorowi kompozycji organowych), w tym dawnym kościele garnizonowym odbywają się cykliczne koncerty muzyki poważnej pod nazwą „Muzyka u Świętej rodziny”. To w tamtejszym kościele znane koncerty charytatywne organizuje popularny tarnowski lekarz i społecznik Jacek Roik. Aliści muzykowanie to nie tylko domena kościelnego mecenatu ale również wielowiekowa tradycja koncertów dworskich. Od jakiegoś czasu z rosnącym powodzeniem kontynuuje je pięknie położony na Powiślu zabytkowy dwór w Dołędze, będący od 1973 roku filią Muzeum Okręgowego w Tarnowie, kiedy to ostatnia jego właścicielka, Jadwiga Tumidajska przekazała obiekt z przeznaczeniem na muzeum.
Na organizowanych tam od 12 lat kameralnych „Koncertach w szlacheckim dworze” gromadzą się melomani z całego regionu Małopolski. Ostatnio, w sobotę 16 stycznia wystąpił tam działający od 2002 roku Zespół Kameralny „Maes Trio” związany z Filharmonią Śląską. Blisko stu osobowa widownia wysłuchała m.in. M. Kjuss - Fale Amuru, F. Kreisler - Piękny Rozmaryn, J. Strauss - Figaro Polka i  Róże Południa, V .Monti – Czardasz, A. Piazzola - Tzigane Tango i Adios Nonino, L. Gugliemi / E. Piaf - La vie rose, E.Waldteufel - Walc Łyżwiarzy, F. Lehar - Usta milczą, dusza śpiewa z “Wesołej  wdówki”, F. Loewe - Przetańczyć całą noc z “My fair lady”, J. Offenbach – Can-can  z “Orfeusza w piekle”. A w tym pięknym, żyjącym teraz muzyką XIX – wiecznym dworze bywali przed laty sławni poeci i malarze,  luminarze polskiej kultury i nauki, m.in.: Stanisław Wyspiański, Adam Asnyk, Włodzimierz Tetmajer i prof. Michał Siedlecki, którzy zjeżdżali tam na letnie wywczasy. Miejsce to było także ważnym przystankiem dla powstańców styczniowych oraz wpisało się tragicznie w tzw. Rabację, jedno z najbardziej krwawych zdarzeń na naszej ziemi, zginęło wówczas około 1100 osób. Teraz można poznać niepublikowane dotąd wspomnienia 17 letniej dziewczyny, świadka tych ponurych dni, opublikowane nakładem Muzeum Okręgowego w Tarnowie pod tytułem „Rabacja na Powiślu - Dziennik Marianny Pikuzińskiej i relacje chłopskie o krwawych wydarzeniach 1846 roku" w opracowaniu Kazimierza Bańburskiego i Władysława Koniecznego.


Rabacja zwana "Rzezią Galicyjską", rozpoczęła się w lutym 1846 roku i pochłonęła około 1100 ofiar, głównie ziemian. W chwili, gdy szlachta galicyjska przygotowywała kolejne powstanie przeciw austriackiemu zaborcy, starosta tarnowski Joseph Breinl poprzez swych agentów podpuścił chłopów przeciw szlachcie i dworskim oficjalistom. Na czele tej ruchawki stanął chłop ze wsi Smarzowa koło Pilzna - Jakub Szela. Tłuszcza chłopska rzuciła się na dwory i mordowała ich właścicieli. Rannych i pomordowanych zwożono na plac przed Starostwo w Tarnowie (dzisiejszy Plac Sobieskiego) domagając się obiecanej przez Austriaków nagrody.

Marianna Pikuzińska miała siedemnaście lat, gdy rozegrały się tragiczne zdarzenia Rzezi Galicyjskiej. Zawsze spokojny Dwór w Dołędze w ciągu jednego dnia stał się miejscem potwornych zdarzeń, kiedy tłum chłopów zaczął go oblegać i szturmować. Pobito służbę dworską i dwór został splądrowany. Dziewczyna opisała w swych pamiętnikach tę tragedię. Dopiero po 160 latach ukazały się jej wspomnienia w formie książki opracowanej przez wspomnianych wyżej autorów. Jedną z ofiar rabacji był Teofil - brat autorki przy czym jego losy rodzinie nie były znane.
„Dziennik Marianny Pikuzińskiej i relacje chłopskie o krwawych wydarzeniach 1846 roku" ma tę zaletę, że pokazuje zdarzenia tego okresu jakby z dwóch stron. Jedno to przeżycia młodej szlachcianki, a drugie, to zeznania chłopów uczestniczących w napadach na dwory, spisane przez urzędników austriackiej administracji. To właśnie w jednym z zeznań chłop mówi, że widział ciało Teofila razem z pięcioma innymi zwłokami. Tym samym potwierdza się proroczy sen dotyczący śmierci Teofila. Pamiętnik Marianny Pikuzińskiej posłużył także artystom Tarnowskiego Teatru za scenariusz dla przejmującej inscenizacji, której premiera odbyła się w oryginalnych wnętrzach dworu w Dołędze.


Oto fragmenty tego unikalnego dokumentu:

19 lutego [18]46
Przyjechałyśmy z mamą dzisiaj z Krakowa. Okropna była droga! Na Podgórzu nie chcieli nas puścić, ale cwancygiery wetknięte temu i owemu pomogły. Zadymka i wiatr taki straszny, że konie iść nie chciały, skręcały się ciągle i o mało nas nie wywróciły. W Gdowie kazała mama zajechać do karczmy - a, że wiatr nie ustawał musiałyśmy zanocować. Strach nas ogarniał, wiatr gwizdał i wył, śnieg w okna bił. Mimo to zagrzawszy się herbatą zasnęłam. Po północy, może koło 2-giej budzi mnie mama, że okropny sen miała. Ledwie usnęła widzi sześciu zabitych młodych ludzi, między nimi Teofila, który odzywa się: "Mamo, ja już nie żyję". Zerwałam się, serce mi biło okropnie, o spaniu już ani myśli. Modliłyśmy się i nie mogły doczekć do rana. Ledwie troszkę zaświtało, kazała mama zaprzęgać - pojechałyśmy. Teofila nie ma, musiał uciekać z domu, Chłopi go skarżyli, że namawia do buntu. Wczoraj w nocy mieli uderzyć na Tarnów. Noc taka była straszna, nic nie wiemy co się stało. Anusia z p. Burzyńską pojechały do Konar dowiadywać się. O Boże, Boże! Biedny Teofil, nie miał ze swoich nikogo - zdradził go syn ogrodnika, którego ojciec służył jeszcze u babki i rósł z mamą, któremu Teofil tyle zrobił dobrego. Co za człowiek! Jak to boli.

20 lutego [18]46
Jeszcze nie wiemy. W Konarach nic się nie dowiedziały. Chłopi trzymają wartę po gościńcach, nie puszczają nikogo, zamiast pomagać, przeszkadzają. Co się będzie działo! Boże, zlituj się!

25 lutego [18]46
Skończyło się - pamiętam słowa Pana naszego - i my je możemy powtórzyć, bo jeśli godzi się porównać - powtarzamy Jego męki. Wściekłe hordy z cepami, widłami, napadają bezbronnych, biją mordują, odwożą do cyrkułów, a tam im płacą. O! przeklęci, na wieki przeklęci w których głowach rozwinął się ten pomysł. Ale nie - to nie podobna, aby człowiek, chrześcijanin, mógł coś podobnego wymyślić, samo piekło musiało im [to] poddać. Tak obłąkać ciemne umysły tylu ludzi, porobić ich zbójami, mordercami swoich braci, swojej Ojczyzny - to okropne. Jak oni są ciemni, jak poprzewracane mają w głowach, że to ich panowie mieli zabijać. O Boże, za co nas tak karzesz?

Na nas, przed paru dniami, napadła zaborowska gromada. Anusia już była u nas, przeniosła się z dziećmi, żeby nam śmielej było. Koło północy pierwsza usłyszała brzęk szyb w swoim domu i zaraz okropny hałas na dziedzińcu. Wyskoczyłyśmy wszystkie z łóżek, ledwie narzuci[wszy] cokolwiek na siebie, już nasze okna się trzęsą i rozlegają głosy: "Otwieraj, otwieraj!" Ledwie mama zaświeciła świecę, już drzwi siłą wyparte otworzyły się i jak wzburzona fala, gdy zrobi przerwę, cała masa ludu wpada do pokoju i wywijając pałkami, cepami, kosami, woła: "Gdzie broń?, gdzie Polacy? Będziemy rewidować". Jak szaleni latają po pokojach, jeden drugiego popycha, bo ledwie pomieścić się mogą. Każdy woła o świecę. Otwierają szafy, komody, wyrywają widłami posadzkę i zabierają wszystko, co który może. A my struchlałe tulimy się do siebie; dzieci pobudzone płaczą. Rano przyprowadzili tutejszego stolarza, lokaja i kucharza, naszych wsiowych - tylko poprzebieranych w surduty, powiązanych, i furmana Teofila - Purchlę, który jeździł z nim zawsze i zaczęli ich bić. Wysunęłam się naprzód prosząc i całować po rękach chciałam, żeby nie bili - a jeden zamierzył się na mnie kosą, mówiąc: "Pójdziesz rebeliantko, bo ci głowę utnę". Byłby to pewnie zrobił - i byłabym już nie cierpiała, ale biedna moja mama schwyciła mnie za rękę i nie puściła z pokoju. Ledwie serce mi nie pękło, słyszącą rozhukaną tłuszczę jak dawała rozkazy naszej gromadzie, która zebrała się także na dziedzińcu, żeby tak dalej szli rabować, bić i odwozić Polaków do cyrkułu, bo im tam zapłacą za głowę. W sobotę, niedzielę i poniedziałek, byłyśmy zupełnie na śmierć przygotowane. Co chwila przychodził któryś z naszych ludzi ostrzegać. Przecie oni lepsi jak inni. Kilku tylko poszło na rabunek do Strzelec. Ostrzegali nas, że zaborowianie będąc w Tarnowie, widzieli pozabijane kobiety - dowiedzieli się, że wolno zabrać wszystko. A nam zostawili krowy, konie i co było w spichrzu i zbierają się jeszcze raz przyjść, zabrać resztę, a nas zabić. Uciekać nie podobna, bo na drogach zabijają. Zresztą nie ma z czem, bo wszystkie pieniądze i rzeczy zabrali. Dzieci małe, tu chociaż mleko mają. Piastunki pouciekały, bojąc się, że je zabiją. Ledwie uprosiłyśmy mamkę malutkiej Mani, że na noc została. Budząc się rano rozglądałam się naprzód, czy na tym świecie jeszcze jestem. Śpię tak mocno, że mogliby mnie śpiącą zabić.

1 marca [18]46
Ostatki. Okropne przedstawienie odbyło się w kościele. Nabożeństwo z wystawieniem Najświętszego Sakramentu, mnóstwo ludzi. Nagle wszczyna się hałas krzyk, chłopi czapki na głowy i uciekają wszystkimi drzwiami, po konfesjonałach do okien się wspinają i uciekają, baby za nimi. Słychać tylko głosy: "Walą się, walą". Myśmy w ławkach struchlały, myśląc, że kościół się pali, albo Kozacy, czy Tatary już go obstąpiły - a to weszło do kościoła dwóch surdutowych - może Niemców z Radłowa, a ktoś podszepnął, że Polacy idą i takiego popłochu narobili. Na złodziejach czapka gore. Ale jakże to bolesne. Wendorfowa, której męża zbili bardzo, zrabowali także, a jego zawieźli do Bochni, dostała pomieszania zmysłów. Chce pomagać księdzu kończyć nabożeństwo. Spiewa  Dominus. Straszne rzeczy się dzieją - a o Teofilu nic nie wiemy, żadnej komunikacji z okolicą. Nigdzie nie puszczają.

Marzec [18]46
Nigdzie nic dobrego. Same wiadomości jedne okropniejsze od drugich. Wszędzie tak mordowali. Krew strumieniami płynęła przed cyrkułem w Bochni, w Tarnowie. Trupów obdartych bez trumien, bez pogrzebów wciskali do dołów. Może i Teofil był między nimi!
Ale mówią znów, że go widzieli przebranego za chłopa, że uciekł za Wisłę - inni, że widzieli przywiezionego do Tarnowa zabitego, że go zamknęli, inni go widzieli w Bochni, ale nie można dotrzeć, widzieć tego, kto go widział. Serce drży na tą myśl - wyobrażając sobie jak go bili, a może zabili. Biedna Anusia - rozpacza, czasem znów się pociesza, że może uciekł, może zamknięty.
Co za męczarnie nic nie wiedzieć, co się gdzie dzieje dalej? Co w Krakowie, w Królestwie? Żadnych gazet, żadnej komunikacji. Wczoraj słychać było strzały armatnie. Za każdem uderzeniem, wszystkie nerwy drżały. Może to nasi padają, a może odebrali armaty i biją nieprzyjaciół. Może jaka pociecha zabłyśnie. O Boże! Zlituj się.

26 marca [18]46
Jakże trudno oswoić się z nieszczęściem, zdaje się, że to wszystko nie może być prawdą, że to sen trapiący. Czy mógł zginąć Teofil pod cepami? Taki młody, silny, taką okropną śmiercią! Jeżeli musiał zginąć, czemu nie na polu bitwy, od kuli nieprzyjacielskiej - ale od własnych braci dla których o wolność i swobodę poświęcił się. Tylu ludzi z takim zapałem tak marnie poginęli, w samym kwiecie wieku. Może i on także zginął! O Boże, jakżeś nas ukarał. A może Pan Bóg nas doświadcza żebyśmy w przyszłości umieli cenić wolność i byli jej godnymi. Tylko cierpliwości! Żebym mogła przejąć na siebie cierpienia drogich mi osób. Mamy, Anusi. O biednej, biednej Anusi. Ona go kochała. Nie ma dość wielkiej ofiary, której bym z ochotą nie zrobiła, żeby jej przynieść ulgę. Dałbym się zamknąć na całe życie, żeby on wrócił do niej do tych biednych dzieci. Ale to próżne nie ziszczone chęci moje, jak go zabili, już nikt nie wskrzesi.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



15:59, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 24 stycznia 2010

W mijającym tygodniu obchodziliśmy jedno z najsympatyczniejszych świat w roku, a mianowicie Dzień Babci i Dzień Dziadka. Jako, że i my z moim parzystokopytnym przewodnikiem powoli wchodzimy w tzw. trzeci wiek więc rozpoczynamy ten etap naszej kulturalnej ekskursji od takiej oto refleksji: - Laptop, telefon komórkowy i kursy językowe to domena dzisiejszej babci. Stereotyp starszej pani siedzącej w fotelu i robiącej na drutach przechodzi do lamusa. Dzisiaj Babcie coraz częściej aktywnie uczestniczą w życiu towarzyskim, podejmują kursy oraz podążają za trendami mody. Niejeden wnuk może także poszczycić się Babcią, która kształci się na Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Dziadkowie również nie zostają w tyle i ich pierwowzór także ulega zmianie. A życząc wszystkim dotkniętym tą w gruncie rzeczy sympatyczną przypadłością, wszak starość może i powinna być „wiekiem złotym”, aby przeżywać ją pogodnie i refleksyjnie, z dystansem i zdrowo, aktywnie i twórczo, przechodzimy płynnie do tego, co się w tarnowskiej mocno zmrożonej kulturalnej materii zdarzyło. Zdecydowana dominantą był przygotowany z rozmachem XIII Dzień Judaizmu, który po raz pierwszy obchodzono w naszym galicyjskim (także niegdyś mocno żydowskim) miasteczku. Pisaliśmy o tym obszernie więc teraz odnotujmy tylko ciekawy komentarz na ten temat pióra znanego tarnowskiego publicysty Mirosława Poświatowskiego, zamieszczony na portalu inTARnet.pl , zatytułowany „Refleksje po tarnowskich Dniach Judaizmu”, opatrzony podtytułem „Tylko dialogu zabrakło…”. „(...) Nie ma takiego człowieka, który nie jest wart rozmowy. Nie ma tematu, na który nie warto porozmawiać. (...) Błędem jest nierozmawianie z tymi, którzy chcą z nami rozmawiać. (...) Dialog nie może mieć celu. Jest procesem. Celem jest to, że rozmawiam, wymieniam poglądy, próbuję zrozumieć i zaakceptować inność. Próba przeciągnięcia kogoś na naszą stronę jest naruszeniem delikatnej materii międzyludzkich relacji. Przedstawiam poglądy nie po to, by ktoś je zaakceptował, ale po to, by ułatwić tej drugiej stronie zrozumienie mojego punktu widzenia. (...)” - te piękne i mądre słowa Miriam Gonciarskiej – pisze autor owych refleksji - można było przeczytać w okolicznościowym wydaniu magistrackich „Wiadomości tarnowskich”, które ukazały się przy okazji „Dni Judaizmu”. Szkoda tylko, że tarnowskie obchody, podobnie zresztą jak cały, dotychczasowy proces „dialogu” katolicko – i polsko-żydowskiego, nie stanowiły urzeczywistnienia owych pięknych postulatów. Wręcz przeciwnie...”. Na szczęście Tarnów nie tylko nie tylko relacjami z „naszymi starszymi braćmi w wierze” stoi. Oto niejako pod bokiem wystawienniczego monopolisty, jakim od lat jest Galeria Miejska BWA, rozpoczęła działalność piwniczna galeria Muzeum Okręgowego, gdzie swoje prace malarskie i tkaniny pokazała znana tarnowska artystka Aleksandra Zuba – Ben. Wernisaż jej prac odbył się w poniedziałek 18 stycznia inaugurując nowy cykl wystaw pt. „Tarnowscy Artyści w Galerii Muzealnej”. Oby ta artystyczna koprodukcja Muzeum Okręgowego i Związku Artystów Plastyków stała się trwałym elementem kulturalnego pejzażu miasta. Z kolei w „Palecie” czyli galerii Związku Nauczycielstwa Polskiego przy ul. Piłsudskiego kontemplować można prace malarskie Alicji Klich, emerytowanej nauczycielki języka polskiego z Łęgu Tarnowskiego, których wystawę otwarto się we czwartek, a dwa dni później 23 stycznia, w sobotę w Galerii Niebieskiej MBP odbył się wernisaż malarstwa (oleje na płótnie) krakowskiej artystki Małgorzaty Mizi, „w cywilu” adiunkta na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Wernisaż jej prac „Wyżej dachów. Tarnów i okolice” inauguruje cykl imprez MBP z okazji Roku Tarnowa.
Na koniec odnotujmy serdeczny koncert kolęd „Gwiazdo świeć, kolędo leć...”, na jaki zaprosiło mieszkańców Tarnowa Radio RDN Małopolska we czwartek 21 stycznia do kościoła pw. Miłosierdzia Bożego przy ul. Klikowskiej. Kolęd i pastorałek w wykonaniu Alicji Majewskiej, Haliny Frąckowiak i Zbigniewa Wodeckiego wysłuchało ponad 1500 osób. To już 17 wspólne kolędowanie tych popularnych artystów, którzy każdego roku odwiedzają wiele polskich miast. A, że w niedzielę obchodziliśmy imieniny Św. Franciszka Salezego, patrona dziennikarzy i ludzi mediów, z tej okazji życzymy wszystkim utożsamiającym się z tymi zawodami stosowania ewangelicznych zasad w codziennym dążeniu do prawdy… oraz końskiego zdrowia, o czym Pegaz wie najlepiej.


„(...) Nie ma takiego człowieka, który nie jest wart rozmowy. Nie ma tematu, na który nie warto porozmawiać. (...) Błędem jest nierozmawianie z tymi, którzy chcą z nami rozmawiać. (...) Dialog nie może mieć celu. Jest procesem. Celem jest to, że rozmawiam, wymieniam poglądy, próbuję zrozumieć i zaakceptować inność. Próba przeciągnięcia kogoś na naszą stronę jest naruszeniem delikatnej materii międzyludzkich relacji. Przedstawiam poglądy nie po to, by ktoś je zaakceptował, ale po to, by ułatwić tej drugiej stronie zrozumienie mojego punktu widzenia." W jaskrawej sprzeczności z dialogiem, tak definiowanym, jak u Miriam Gonciarskiej podczas tarnowskich Dni Judaizmu, stanął m.in. komunikat Urzędu Miasta Tarnowa, który wezwał dziennikarzy, aby - czyniąc zadość prośbie zgłoszonej ponoć przez żydowskich gości uroczystości - nie zadawać im pytań dotyczących ... holocaustu czy II wojny światowej. Z góry założone były więc tematy „tabu”. Wedle zapewnień księdza Piotra Łabudy, taki komunikat był „nieporozumieniem” ze strony magistratu. Kuriozalna była jednak także niedzielna konferencja prasowa, podczas której pytanie gościom tarnowskiej imprezy udało się zadać jedynie dziennikarce diecezjalnej rozgłośni, a organizatorzy starannie zadbali o to, aby inni dziennikarze przypadkiem nie zakłócili przygotowanego wcześniej scenariusza wydarzenia. Dziennikarze usłyszeli więc, że dobra konferencja powinna pozostawiać „pewien niedosyt” i bezprecedensową w takich sytuacjach prośbę, żeby nie wstawali z miejsc, dopóki ... goście nie wyjdą. W ten sposób przy okazji konferencji (podobno „prasowej”) przepadła nawet okazja do zadania indywidualnych pytań „na boku”.
Przywołane fakty są symptomatyczne i stanowią doskonały przykład na jakość prowadzonego od ponad dwóch dekad dialogu między Żydami z jednej strony a Polakami, czy chrześcijanami z drugiej. Przykro mi to pisać, ale podczas tarnowskich „Dni Judaizmu” nie doszło do pogłębionej refleksji nad tymi relacjami i otwartej rozmowy na trudne tematy. Dialogu w Tarnowie po prostu zabrakło.
Szumnie zapowiadana i promowana impreza, istotnie stanowiąca szansę na nawiązanie prawdziwej rozmowy i dialogu o ważnych sprawach, skończyła się – z winy organizatorów - na łatwych do przewidzenia kurtuazyjnych gestach i powierzchownych rytuałach. Stało się tak niekoniecznie z powodu jakiejś niechęci czy uprzedzeń ze strony żydowskiej (przynajmniej jeśli chodzi o jej reprezentantów, goszczących w Tarnowie), ale raczej z winy „pomocników dialogu” (Kuria, urzędnicy magistratu), dbających o to, aby przypadkiem żaden kontrowersyjny temat, czy zdanie nie ujrzało światła dziennego.

Poszerzając niejako swój dialog z odbiorcami tarnowscy artyści plastycy skonfederowali się z Muzeum Okręgowym i stworzyli kolejne na mapie Tarnowa miejsce prezentacji swoich prac.
Celem tego interesującego projektu jest promowanie dorobku miejscowych twórców. Tym razem w Muzeum, w „Galerii Piwnica” otwarta została wystawa pt. „Aleksandra Zuba – Benn – malarstwo, tkanina”. Artystka jest absolwentką Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu, gdzie w 1986 roku otrzymała dyplom na Wydziale Wychowania Plastycznego, oraz drugi równorzędny z gobelinu, w pracowni Magdaleny Abakanowicz. Zajmuje się malarstwem, tkaniną unikatową, papierem ręcznie czerpanym, oraz wikliną. Należy do ZPAP, Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Twórczego „Wiklina”, oraz Klubu „Struktura” przy ZPAP w Krakowie. Uczestniczyła w kilkudziesięciu wystawach zbiorowych w kraju i za granicą. Jej prace znajdują się między innymi w zbiorach: Muzeum Miniatury Tkackiej „ Dar Pomorza” w Gdyni oraz Muzeum Rzemiosła w Krośnie. Od 1993 jest pedagogiem w Zespole Szkół Plastycznych w Tarnowie (tkanina artystyczna, malarstwo). W latach 1997-2000 uczestniczyła w Międzynarodowych Sympozjach Sztuki Włókna w Kowarach. W latach 2000 – 2004 brała udział w realizacji wielko-formatowych obrazów Plenerowej Galerii Miasta Tarnowa. Od 2000- 2005 roku była wykładowcą w Ogólnopolskim Stowarzyszeniu „ Akademia Łucznica” (Narodowe Centrum Kultury), w dziedzinie tkaniny artystycznej i papieru czerpanego, natomiast od 2006-2008 roku, wykładała w Instytucie Sztuk Pięknych Akademii Świętokrzyskiej w Kielcach. Za swoją twórczość otrzymała wiele nagród i wyróżnień.

Malowanie jest moją pasją  - mówi Alicja Klich, kolejna artystka, której wystawę otwarto w Tarnowie. Wernisaż wystawy jej malarstwa odbył się w siedzibie ZNP w czwartek wieczorem. Jak mówi Alicja Klich, malowanie jest jej sposobem na jesień życia. Zajmowanie się nim daje jej dużo radości. Czasem w malowaniu coś rzeczywiście mi nie wychodzi, ale wtedy staram się poskromić sztukę i jeszcze więcej pracować – mówi autorka. -  A gdy uda się pokonać trudności, to z pewnością można liczyć na dobry końcowy efekt na płótnie.
Alicja Klich pasjonuje się malowaniem pejzaży i kwiatów. Stosuje technikę olejną i pastele. Na wystawie w  Galerii „Paleta” ZNP zaprezentowała obrazy właśnie o tej  tematyce.
W swoim malarstwie stara się wzorować na francuskich impresjonistach, a szczególnie na Monecie i Manecie. Zdarza się jej również malować z widokówek i zdjęć, a czasem z natury. – Korzystam też z rad twórców bardziej ode mnie doświadczonych, co wychodzi z pewnością z korzyścią dla mojego rozwoju artystycznego – dodaje pani Alicja.
Do grona osób bardziej doświadczonych zalicza m.in. swojego kuzyna, Stanisława Klicha, który również jest na emeryturze i maluje od wielu lat. Wspólnie z panią Alicją będą zresztą mieli w najbliższym czasie wspólną wystawę w bibliotece w Żabnie.
Stanisław Klich mieszka w Bobrownikach Wielkich. Nie jest malarzem z wykształcenia, ale samoukiem. Malowanie sprawia mu wiele radości.
Alicja Klich podkreśla, że wiele cennych rad do jej malarstwa dały także panie instruktorki z Pałacu Młodzieży, które prowadzą zajęcia: Stanisława Kumorek i Małgosia Kądziela. Pasjom twórczym pani Alicji kibicuje również jej syn Paweł.
Alicja Klich mieszka w Łęgu Tarnowskim. Jest emerytowaną nauczycielką języka polskiego. Uczyła w Bobrownikach Wielkich i Niedomicach.

Ten malarski serial zakończył się w sobotę w Galerii Niebieskiej MBP w Tarnowie wernisaż  malarstwa Małgorzaty Mizi. – Jestem z urodzenia mieszczuchem i pewnie dlatego tak bardzo pociąga mnie przestrzeń: wieś, niebo, pustka – to, co poza „intensywnością zabudowy”, powyżej „terenów zurbanizowanych”. Będąc architektem maluje swoje tęsknoty dla zrównoważenia tej dwoistości duszy - mówi Małgorzata Mizia, architekt i malarza, adiunkt na Wydziale Architektury Politechniki Krakowskiej. Artystka ma na swoim koncie wiele wystaw indywidualnych w kilku miastach Polski. W Tarnowie, do którego ma duży sentyment, jej twórczość prezentowana jest już po raz szósty. – Tarnów, miasto piękne, harmonijne, z zabytkami i unikatami o randze czasem nawet światowej, zachowało równocześnie ludzką skalę, przyjazną dla życia, dlatego dla mnie, po sąsiedzku krakowianki, zawsze stanowiło atrakcję….
Malarstwo, jak sama mówi, jest dla niej wentylem bezpieczeństwa. Daje jej całkowitą i bezwarunkową przyjemność, upust pasji i nieskrępowaną wolność wyrazu. W jej malarstwie przewijają się tematy architektoniczne, zaś w architekturze, malarstwo jest początkiem wszystkich jej późniejszych, projektowych działań. Wystawa stanowi więc próbę oddania uroków Tarnowa widzianych oczami jej wrażliwości artystycznej.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



20:50, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 stycznia 2010

Tym razem zacznijmy od konstatacji sprowadzającej się do stwierdzenia, iż Tarnów jest miastem dobrym do życia, ale mało obywatelsko aktywnym. Wynika ona z opublikowanych właśnie w Gazecie Wyborczej badań SPLOT i PBS DGA „Mój samorząd”, w których aż 85 proc. Tarnowian uważa, że miejsce, w którym mieszkają, to dobre miasto. Wprawdzie nasze samopoczucie jest znacznie gorsze od krakowian, ale lepsze od mieszkańców stolicy. Z kolei aż 51 proc. Tarnowian ufa ludziom, w tym najbardziej kościołowi (74,5 proc.), następnie fundacjom (64 proc.) i dopiero potem prezydentowi R. Ścigale (62 proc.). Absolutnie kuriozalnie skomentowała ten ostatni wynik pani rzecznik prezydenta Tarnowa Dorota Kunc – Pławecka: Prezydent prowadzi wręcz niewyobrażalną liczbę konsultacji społecznych. Dziwię się, że nie znalazło to odzwierciedlenia w tym sondażu. Szkoda tylko, że regularnie spotykając się z organizacjami pozarządowymi, z radami osiedli i innymi gremiami polityczno – biznesowymi, wyraźnie brak mu czasu na rozmowy ze zwykłymi obywatelami rządzonego przez siebie miasta. Za to w podobnym stopniu, co pozostali mieszkańcy polskich miast tarnowianie najmniej ufają partiom politycznym (13,8 proc.). Zdecydowanie poniżej średniej krajowej wypadamy w przynależności do organizacji pozarządowych, stowarzyszeń czy partii politycznych (9,8 proc.), podczas gdy w takim np. Olsztynie w działalność publiczna angażuje się prawie 15 proc. mieszkańców. Ciekawe, jak w podobnym sondażu jeno dotyczącym uczestnictwa w kulturze wypadliby tarnowianie. Jak oceniliby naszych magistrackich, i nie tylko, zawiadowców kulturalnych. Aby nieco ochłonąć i nabrać dystansu do oczywistej sprzeczności pomiędzy dobrym samopoczuciem Prezydenta i jego dworu, którzy zamiast tworzyć wzorem chociażby podkrakowskich Niepołomic prawdziwe, nowe miejsca pracy a nie otwierać kolejne galerie handlowe a coraz większą zwykłą biedą mieszkańców miasta, z których kto żyw emigruje gdzie się da i ani myśli wracać – postanowiliśmy nieco wychynąć poza jego opłotki. Trafiliśmy w ten sposób do Żabna, gdzie kulturalny rząd dusz sprawuje niedawny dyrektor tarnowskiego teatru Wojciech Markiewicz. I jak na prawdziwego człowieka teatru przystało (nic to, że artystycznego zesłańca), właśnie inicjuje tamże powstanie gminnego teatru o wdzięcznej nazwie „Żabot”. To jeszcze za jego dyrektorowania w Solskim gościł w Tarnowie światowej sławy reżyser i malarz, scenograf i publicysta Lech Majewski. Otwierając z okazji kolejnej edycji Tarnowskiej Nagrody Filmowej w Tarnowskim Centrum Kultury wystawę swoich prac opowiadał o swoim najnowszym projekcie, a mianowicie przygotowaniach do niezwykłego projektu filmowo – malarskiego „Młyn i krzyż”, będącego nie mniej, ni więcej tylko ożywieniem obrazu jednego z najbardziej znanych malarzy niderlandzkich Petera Breughla Starszego (1525 – 1569). Autor tego filmu, jakiego jeszcze nie było tak się zachwycił naszą Starówką, ze postanowił część zdjęć nakręcić właśnie w Tarnowie. I oto teraz gotowy już film w międzynarodowej gwiazdorskiej obsadzie trafia właśnie do kin w stolicach całej Europy. Aliści w naszym galicyjskim miasteczku raczej go nie zobaczymy, no chyba, że sam mistrz pokaże nam swoje dzieło, z okazji kolejnej wizyty w Tarnowie. A że sezon wyborczy nabiera tempa więc wszystko jest możliwe... . Podobnie, jak to, że docenimy i odkryjemy prawdziwy talent Danuty Słowik, uczennicy naszego Zespołu Szkół Plastycznych. Ta młoda dama właśnie zwyciężyła w międzynarodowym konkursie fotograficznym „Be creative – Unlock Your Mindi!”. Miniony tydzień domknęła coroczna gala „Uskrzydlonych 2009”, zorganizowana w piątek 15 stycznia w Sali Lustrzanej przez Tarnowską Fundację Kultury. Statuetka, dzieło artysty rzeźbiarza Stefana Niedorezo, przypomina Ikara i jest przyznawana od 1988 roku ludziom i firmom z terenu Małopolski i Podkarpacia promującym nasz region. Nie można także nie wspomnieć o trwających od soboty do poniedziałku, po raz pierwszy w Tarnowie, XIII Dniach Judaizmu, ale o tym napiszemy oddzielnie.


Wprawdzie mamy już styczeń 2010 roku, ale nie możemy nie odnotować swoistego wydarzenia artystycznego, jakie miało miejsce jeszcze w grudniu ubiegłego roku w Centrum Kultury i Bibliotek w Żabnie, którego dyrektor Wojciech Markiewicz nawiązuje swoją działalnością do najlepszych lat tej placówki, jeszcze z czasów dyrektorowania tam Stanisława Lisa. Otóż odbyła się tam premiera spektaklu „Słowa” pióra Kamila Cyganika, przygotowana wspólnie z tarnowskim Uniwersytetem III Wieku działającym przy WSE. Autor sztuki jest synem znanego krakowskiego poety i dziennikarza Henryka Cyganika, którego związki z Żabnem sięgają początków Festiwalu Teatrów Lalkowych „O nagrodę Zająca Poziomki”, którego był pomysłodawcą. Wkrótce w marcu odbędzie się jubileuszowa 25. edycja tego szeroko znanego w regionie konkursu. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy, premiera „Słów” była pierwszym samodzielnie wyprodukowanym przez Centrum Kultury w Żabnie przedstawieniem, inaugurującym działalność Gminnego Teatru „Żabot”. Gratulujemy i czekamy na kolejne premiery, na które tak jak przed laty zjeżdżać się będzie cały kulturalny Tarnów.

Jak niedawno doniosła Gazeta Wyborcza jeden z naszych największych artystów, człek iście renesansowy, Lech Majewski ukończył właśnie, jak sam mówi, dzieło życia, czyli film „Młyn i krzyż”. Do tego niezwykłego projektu najbardziej pasuje etykietka: „film, jakiego nie było”.
Rutger Hauer zagrał w nim Petera Breughla Starszego, Michael York- XVI – wiecznego bankiera Joghelincka, Charlotte Rampling – Maryję. Dwanaście postaci spotyka się w drodze na Kalwarię, we wnętrzu ożywionego obrazu Breughla. Tytuł filmu nawiązuje do książki historyka sztuki Michaela Gibsona. W filmie Majewskiego obraz potraktowany jest jak rzeczywistość. Majewski traktuje Breughla jak filmowca. Uruchomił komputerową technologię, żeby odtworzyć skomplikowaną perspektywę obrazu. Po zdjęcia chmury jeździli aż do nowej Zelandii. Gdyby robić ten film w Anglii, kosztowałby 19 mln funtów. Tu powstał za ułamek tej sumy -  chwali się reżyser. Był też jego scenarzystą, producentem i jednym z operatorów. „Młyn i krzyż” kupiły na pniu Rijksmuseum w Amsterdamie, Kunsthistoriches Muzeum w Wiedniu, londyńska National Galery i Luwr. Majewski zrealizował w ten sposób swoje wielkie marzenie – ożywił obraz dopisując mu historię. Ciekawe, jak w tym wielkim projekcie prezentuje się nasze galicyjskie miasteczko, choćby tylko w kilku ujęciach…
.

O filmowej karierze marzy również Danuta Słowik z tarnowskiego plastyka, która pomimo młodego wieku już odniosła międzynarodowe sukces. Zwyciężyła w konkursie „Be Creative – Unlock Your Mind!”, a wcześniej zdobyła wyróżnienie w I Międzynarodowym Biennale Fotografii Szkół Plastycznych „Twórczość młodych – moi bohaterowie, moi idole, mój styl” oraz w VIII Ogólnopolskim Konkursie Fotografii Dzieci i Młodzieży „Człowiek, Świat, Przyroda”. Nasza nastolatka swoją przygodę z fotografią rozpoczęła stosunkowo niedawno, bo ledwie trzy lata temu. W połowie pierwszej klasy złapałam tego bakcyla, który pochłonął mnie bez reszty – mówi. A wicedyrektor szkoły Piotr Burdzyński dodaje: - Danusia jest bardzo utalentowana i pracowita. Ma ogromne szanse spełnić swoje marzenia. Cały czas inwestuje w siebie. Dzięki wygranej w międzynarodowym konkursie nie tylko zdobyła profesjonalny sprzęt fotograficzny dla siebie i szkoły, ale także skorzystała z pięciodniowego pobytu w Londynie i jednorazowego kieszonkowego w wysokości 500 funtów. I co chyba najważniejsze otrzymała ofertę studiów na brytyjskim  Bucks New University. Przedstawiciele tej uczelni byli pod ogromnym wrażeniem umiejętności młodziutkiej Polki. Wręcz byli nas początku przekonani, iż nad jej fotografiami pracował cały sztab ludzi – z duma podkreśla dyrektor Burdzyński. Czy dojdzie do jej wyjazdu do Anglii jeszcze nie wiadomo, na razie przed Danutą Słowik matura, a po niej studia w łódzkiej filmówce, o czym skrycie marzy. Aktualnie prace naszej już eksportowej artystki oglądać można m.in. w tarnowskiej pizzerii Campo di Fiori oraz na jej stronie internetowej www.dslowik.pl Jak wyznała Pegazowi, wzorem dla niej jest amerykański fotografik – David La Chapelle – To osoba niesamowicie kreatywna i otwarta. Jego zdjęcia są niezwykle złożone i można je interpretować na setki sposobów. No cóż, gratulujemy i życzymy podobnego uskrzydlenia...

A skoro już się o tym zgadało, to może niebawem Danuta Słowik dołączy do zacnego grona laureatów prestiżowej nagrody „Uskrzydlony”, przyznawanej za wybitne osiągnięcia m.in. w promocji naszego miasta i regionu. Zgodnie z oficjalną wykładnią „Uskrzydleni” to ludzie aktywni i przedsiębiorczy, nie trzymający się schematów i wyraziści w swoich środowiskach, to kreatorzy sukcesów indywidualnych i zbiorowych, którzy kierują się w życiu norwidowską dewizą zawartą w „Promethidionie”:

          Bo piękno na to jest, by zachwycało
                               Do pracy – praca, by się zmartwychwstało.

I dlatego należy ich dostrzegać – społecznie wartościować i publicznie honorować. Takiemu właśnie celowi służy nagroda „Uskrzydlony”, przyznawana od 1988 r. ludziom i firmom z terenu Małopolski i Podkarpacia, którzy swoimi osiągnięciami promują nasz region. Przyznaje je specjalna Kapituła corocznie powoływana przez Radę Fundatorów Tarnowskiej Fundacji Kultury, której od lat przewodniczy Stanisław Lis. Nie inaczej było i w tym roku, kiedy to w piątek 15 stycznia 2010 r. podczas wielkiej gali w Sali Lustrzanej uhonorowano kolejnych dwunastu „Uskrzydlonych” za osiągnięcia w roku 2009. Po raz drugi przyznano też  „Super Uskrzydlonego”  za całokształt  dokonań. Jak zwykle przybyli „Uskrzydleni” w poprzednich latach, miejscowe elity polityczno – biznesowe, liczni przedstawiciele lokalnych mediów oraz zwykli obywatele grodu Leliwitów.

Statuetka „Uskrzydlonego”, dzieło artysty rzeźbiarza Stefana Niedorezo, przypomina Ikara. Każda statuetka „Uskrzydlonego” ma swój numer, do którego dołączona jest karta z imieniem i nazwiskiem wyróżnionej osoby. Prowadzona jest również dokumentacja „Uskrzydlonych” w postaci kroniki ze zdjęciami i wpisami laureatów i osób uczestniczących w uroczystości wręczenia nagrody.„Uskrzydlony” z pewnością jest symbolem pięknego człowieka, który uduchowiony swoim sukcesem potrafi go smakować, nie tracąc jego ludzkiego wymiaru. .„Uskrzydlony” jest też symbolem zwycięstwa, które jak wiatr pociąga innych za sobą. Jest wreszcie ludzkim pragnieniem posiadania skrzydeł, dzięki którym można pokonać przestrzeń.  Do tej pory „Uskrzydlonym” uhonorowano ponad 200 osób. Wśród laureatów jest wiele osób wybitnych, zasłużonych dla kultury oraz rozwoju i promocji regionu. „Uskrzydlony” przyznawany jest osobom indywidualnym i zespołom twórczym, ale tylko wówczas, gdy osiągnięty sukces jest wynikiem twórczej pracy wielu osób i nie sposób indywidualnie go uhonorować. Sukcesu bowiem nie da się jednoznacznie definiować. Wydaje się to jednak zbyteczne, bo jak powiedział Napoleon Bonaparte „Sukces jest największym mówcą świata”
- Nagrodę przyznano w siedmiu kategoriach – mówiła Lucyna Krupa, prezes Tarnowskiej Fundacji Kultury, obchodzącej w tym roku jubileusz dwudziestolecia działalności.

Według tej kolejności zostali nimi: proboszcz Parafii pod wezwaniem Świętej Trójcy w Łęgu Tarnowskim ksiądz doktor Andrzej Bakalarz, Zespół Pieśni i Tańca „Nieczajnianie”, aktor Tarnowskiego Teatru Mariusz Szaforz, dyrektor Tarnowskiej Nagrody Filmowej Anna Grygiel, wójt gminy Wierzchosławic Wiesław Rajski, dziennikarz „Dziennika Polskiego” Mirosław Kowalski, dziennikarz Telewizji Małopolska Jacek Ruda, Tarnowska Konfederacja Motocyklistów „WATAHA”, Sylwia Murdza Chrobak i Stowarzyszenie Folkloru Ludowego w Dębicy, Ochotnicza Straż Pożarna z Zakliczyna, „Polan” Polsko-Francuska sp. z o. o. Joint Venture z Żabna oraz Konsul Honorowy Słowenii w Polsce Mieczysław Barański.
Natomiast statuetkę „SUPERUSKRZYDLONEGO 2009” Kapituła Nagrody „USKRZYDLONY ” postanowiła przyznać Stanisławowi Rokoszowi, wójtowi gminy Dębica.
Amen.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



22:50, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 stycznia 2010

Jak zwykle co roku o tej porze rozpoczyna się dyskusja o sensie akcji Wielkiej Orkiestry, osobie Owsiaka, pieniądzach, terrorze czerwonych serduszek i puszek. Również w Tarnowie miniony tydzień zdominował Finał XVIII Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy Jerzego Owsiaka. Bogaty program przygotowany przez dwa tarnowskie sztaby WOŚP w Pałacu Młodzieży oraz przy Szkole Szczepanika pomieścił m.in.. dyskoteki, zawody pływackie, „serduszkowe lodowisko”, bardzo ciekawie zapowiadający się koncert plenerowy, 4 Tarnowska Moto-orkiestra, spektakl dla dzieci, licytacje RDN i MTK – to tylko niektóre propozycje, przygotowane we współpracy m.in. z Tarnowskim Teatrem, TOSIR-em oraz tarnowskimi pubami i klubami. Ze szczególnych „atrakcji” możliwych do wylicytowania warto wymienić możliwość towarzyszenia kierowcy rajdowemu podczas wykonywania pewnego, prezentowanego w Polsce po raz pierwszy skoku samochodem, a nawet... przejażdżkę z prezydentem Tarnowa w charakterze szofera. Z uwagi na liczne grono sympatyków, jak i osób nie darzących sympatią osoby Ryszarda Ścigały, szczególnie w tym drugim przypadku licytacja ta może okazać się prawdziwym hitem tegorocznej „Orkiestry”, aczkolwiek z niewątpliwym pożytkiem dla dzieci z chorobami onkologicznymi, dla których WOŚP gra po raz drugi w swojej osiemnastoletniej historii. „Kiedy rok temu mówiliśmy o diagnostyce onkologicznej małych dzieci, okazało się, że „dotknęliśmy” niezwykle ważnego, ale także trudnego tematu. W Polsce jest kilkanaście centrów onkologii dziecięcej z doskonałą kadrą, które to centra nie są dostatecznie wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt potrzebny do diagnostyki i leczenia. Zebrana kwota podczas XVII Finału okazała się niewystarczająca. Aby z sukcesem zakończyć temat onkologii dziecięcej, postanowiliśmy poświęcić mu jeszcze jeden Finał.” – pisze o swojej imprezie jej guru, człowiek orkiestra Jurek Owsiak. Wprawdzie Finał tegorocznej edycji tej już w zasadzie globalnej imprezy zaplanowano na sobotę 10 i niedzielę 11 stycznia, nie mniej jej uroczysta inauguracja miała miejsce już we środę 6 stycznia o godzinie 19.45 (wliczając w to 15 minutowe opóźnienie!), kiedy to na, na drugi peron tarnowskiego dworca wjechał pociąg o nazwie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Z nowoczesnej lokomotywy TRAXX F 140 firmy Bombardier dumnie wysiadł Marszałek Województwa Małopolskiego Roman Ciepiela, który w lokomotywie właśnie odbył podróż z Krakowa. Na peronie powitali go m.in. wolontariusze WOŚP. Przyjazd Marszałka zaowocował przekazaniem na licytację w ramach WOŚP czapki maszynisty, którą Roman Ciepiela otrzymał na pamiątkę swojej przygody z koleją, oraz… długopisów. Aliści Tarnów nie tylko Owsiakową „Orkiestrą” stoi. Otóż dzień przed jej dwudniowym maratonem, w piątek 8 stycznia w Tarnowskim Centrum Kultury odbyła się ciekawa dubeltowa impreza, a mianowicie wernisaż fotograficzny wystawy Krzysztofa Millera, zatytułowanej „Fotografia osobista POWROTY PORTRETY", a tuż po nim klimatyczny koncert z cyklu „Młody Jazz”, w którym wystąpił zespół AUAUA, o czym piszemy oddzielnie. Natomiast to, co wydarzyło się następnego dnia jest absolutnie godnym odnotowania faktem – swoistym rekordem, udanie łączącym kulturę z turystyką. Oto bowiem znany tarnowski artysta neowitrażysta Piotr Barszczewski, ostatnio posługujący się oryginalnym pseudonimem Adam Perun wzniósł się na bodajże najwyższy szczyt swoich możliwości, konkretnie na poziomie 1987 m n.p.m. Po raz pierwszy w historii przy górnej stacji kolejki na Kasprowym Wierchu w Zakopanem odbył się w sobotę 9 stycznia wernisaż wystawy prac tego artysty zatytułowanej „Neowitraż" czyli witraż XXI wieku, komponowany fotografią cyfrową. A jeszcze niedawno artysta ten swoje prace prezentował w podziemiach wielickiej kopalni, ale cóż artysta zmiennym jest… . Ciekawe, gdzie odbędzie się kolejny wernisaż jego prac. A, że sezon bożonarodzeniowy w pełni więc na koniec odnotujmy kolędowe koncerty dwóch najbardziej znanych tarnowskich zespołów śpiewaczych – oba odbyły się także w piątek 9 stycznia: Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes.Dziewczęta w tarnowskiej Bazylice Katedralnej oraz Chłopięcego Chóru Katedralnego Pueri Cantores Tarnovienses w kościele św. Maksymiliana Kolbe, którego piąta już płyta trafiła właśnie do sklepów.


Dla nas z Pegazem idea pomocy chorym dzieciom jest wspaniała i nigdy nie będę miał nic przeciwko, by istniały organizacje charytatywne, jak choćby ta Owsiaka. Ale właśnie z nią pojawiają się pewne problemy – jedni WOŚP (czytaj: Owsiaka) kochają, inni nie znoszą. Nie ma co ukrywać, że gdyby nie on, orkiestra by nie istniała. Czy taki stopień depersonalizacji jest zjawiskiem pozytywnym? Nie sądzę – z postacią Owsiaka wiąże się lans w mediach, głupie wypowiedzi (jak choćby „walenie z baśki" przeciwników politycznych), hasło: „Róbta co chceta". Pomoc dla dzieci to fantastyczna sprawa, ale gorzej, kiedy gwiazdy chcą się na niej wylansować. Czytam w portalu TVN 24 artykuł: "Siądź z Durczokiem, zatańcz z Maserakiem". Promocja, zachęta do uczestnictwa i wrzucania do puszek – wszystko jest dla mnie zrozumiałe do pewnego stopnia. Problem pojawia się poważny, jeśli weźmie się pod uwagę fenomen WOŚP na tle innych organizacji charytatywnych, które działają przez cały rok, takich jak np. Drzwi Nadziei, Emaus, Betel, Caritas czy choćby krakowska Fundacja im. Brata Alberta, a które nie mają możliwość takiej reklamy w mediach? A przecież pomagają cały rok – być może problem w tym, że większość, a przynajmniej spora część organizacji charytatywnych są katolickimi?

Podczas tegorocznej WOŚP w Tarnowie funkcjonują dwa sztaby: w Pałacu Młodzieży i przy Szkole Szczepanika. 10 stycznia w teren wyruszyło 700 wolontariuszy z puszkami i identyfikatorami. W przypadku Sztabu Szczepanika było to 250 wolontariuszy, głównie z gimnazjów nr 1, 2, 4, 6, 7, 11, Gimnazjum Dwujęzycznego, ale też z gimnazjów w Wierzchosławicach i Skrzyszowie – no i oczywiście młodzież ZSOiT im. J. Szczepanika w Tarnowie, przy ul. Brodzińskiego 9. Z kolei tarnowski sztab, działający przy Pałacu Młodzieży, mieści się przy ul. Piłsudskiego 24. Zdecydowanym hitem tegorocznej „Orkiestry” były licytacyjne propozycje Prezydenta Ścigały, które obejmowały:
1. Prezydent powozi - samochodem służbowym, jako kierowca dowiezie i przywiezie w dowolne miejsce osobę, która na rzecz WOSP wpłaci najwięcej.
2. Bezpłatne, półroczne parkowanie na miejskich parkingach dla dwóch osób.
3. Bezpłatny, półroczny bilet na liniach autobusowych obsługiwanych przez MPK.
4. Komplet bezpłatnych wejściówek na 10 dowolnie wybranych imprez organizowanych przez TCK w ciągu roku.
5. Karnet żużlowy od Prezydenta na nowy sezon.

A oto niektóre szczegóły tej sercem pisanej akcji:
Sobota, 9 stycznia to m.in. zawody pływackie dla najmłodszych – Basen Miejski Dom Sportu w Mościcach, Moto-Orkiestry – Galeria Tarnovia, koncert grupy Sen-Zu, spotkanie z publicznością: Maciej Wisławski, Andy Mancin, Dyskoteki w Klubach: Alfa, Blue, Blue Max, Wall Street Bull.

Zaś Niedzielę, 10 stycznia to.: zbiórka pieniędzy na ulicach miasta, Żurek z Radiem RDN, Plac Sobieskiego, od godz. 9:00 do wykończenia zapasów. W miejscu tym pojawią się również tarnowscy sportowcy, Tarnowska Konfederacja Motocyklistów Wataha. Planowana jest także zbiórka krwi, w Oddziale Terenowym Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, ul. Szpitalna 13, Serduszkowe Lodowisko, Lodowisko TOSIR oraz MOTO ORKIESTRA ( Super Sprint o Puchar Prezydenta Miasta Tarnowa, Koncert Rekordzisty Guinnessa – Alexa Roka, Z Los Angeles do Tarnowa – popisowy skok samochodem – wykonuje Andi Mancin) oraz Koncert Plenerowy – Sztab przy Szkole Szczepanika, ul. Brodzińskiego: występ grupy tanecznej, klaun-czarodziej Taperini, „Bajkolandia”, „Nevodrom”, grupa Kreatorów Mody Szkoły Szczepanika, zespół rockowy „Prodżekt”,
 zespołu „New View”, grupa artystyczna „Wodzireje”, coverowy zespół „Ramolski” (przeboje lat 70-tych i 80-tych), koncert zespołu „Wanda i Banda”, a 20.00 – Światełko do Nieba – pokaz sztucznych ogni. Na ul. Brodzińskiego zobaczyć będzie można również pokazy Tarnowskiego Klubu Przyjaciół VW Garbusa, udzielania pierwszej pomocy, grupy SPAT, skorzystać z Kawiarenki Orkiestrowej i Sklepiku Orkiestrowego.
Ponadto w Klubie Studenckim Przepraszam – koncerty i licytacje.

Artystycznym dopełnieniem Owsiakowego grania były odbywające się niejako równolegle koncerty kolęd w wykonaniu Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes” w tarnowskiej Bazylice Katedralnej oraz Chłopięcego Chóru Katedralnego „Pueri Cantores Tarnovienses” w kościele św. Maksymiliana Kolbe. Szczególnym wydarzeniem był promocyjny koncert tej ostatniej formacji, podczas którego wykonano m.in. Completorium, jedno z bardziej znanych kompozycji Grzegorza Gerwazego Gorczyckiego. To właśnie ten utwór znalazł się na  najnowszej, piątej z kolei, płycie Pueri Cantores Tarnovienses nagranej w kościele parafialnym w Błoniu. Tarnowskiemu chórowi w nagraniu towarzyszyli: Tarnowska Orkiestra Kameralna oraz soliści z Krakowa i Katowic. - Oryginalność nagrania, które znajduje się na płycie, polega m.in. na tym, że kompozycja ta została ukazana w sposób liturgiczny, tzn. obok muzyki, którą skomponował Gorczycki, usłyszeć można także chorał gregoriański, śpiew kantora i scholi a'capella i unisono - mówił ks. Grzegorz Piekarz, dyrygent chóru. - Dodatkowym atutem płyty jest fakt, że wszystkie teksty, które chór czy soliści wykonują, zostały przetłumaczone na język polski, co służy temu, by równocześnie ze słuchaniem muzyki śledzić treść tego dzieła.

G.G. Gorczycki, duchowny katolicki, urodził się ok. 1667 w Rozbarku k. Bytomia - zmarł 30 kwietnia 1734 w Krakowie. Uważany jest za jednego z najwybitniejszych kompozytorów polskiego baroku, nazywany był polskim Händlem. Przez ostatnie 30 lat swego życia był związany z katedrą na Wawelu. Pełnił tam funkcję głównego kapelmistrza.
Promocja tej oryginalnej płyty rozpoczęła się koncertem 2 stycznia w kościele Matki Bożej Fatimskiej, kolejny odbył się w katedrze tarnowskiej 3 stycznia, zaś ostatni w kościele św. Maksymiliana 9 stycznia. Ten ostatni koncert  transmitowała RDN Małopolska.

Z kolei Piotr Barszczewski (od niedawna Adam Perun) – znany tarnowski artysta-plastyk, projektant i artysta fotografik; absolwent ASP i PAT w Krakowie, członek ZPAP oraz ZPAF, zaprezentował swoje prace na jednym z najpiękniejszych szczytów Tatr na Kasprowym Wierchu. Ta zakopiańska, dosłownie na najwyższym poziomie wystawa współorganizowana przez Polskie Koleje Linowe S.A., jest unikatowym tego typu przedsięwzięciem nie tylko ze względu na miejsce prezentowania ekspozycji, lecz również z uwagi na jej styl i technikę wykonania - tzw. "NEOWITRAŻ". Hasło promujące ekspozycję brzmi: „Wystawa na najwyższym poziomie".  Przez najbliższych dziewięć miesięcy, od 1 stycznia do 30 września 2010 roku środowisko kultury i sztuki spotykać się będzie się z turystyką i narciarstwem na wysokości 1987 m n.p.m.
Wystawa obejmie 25 prac o wymiarach: 1000x 500 mm, wydrukowanych dwustronnie na specjalnej pleksi z mikropryzmatami, w oprawie ram z anodowanego aluminium, z umieszczonymi wewnątrz diodami oświetlającymi wewnętrznie grafikę.
Neowitraże to witraże XXI wieku, malowane fotografią cyfrową. Jak mówi o swoich dziełach ich autor, otaczający go świat przedstawia jako siatkę przenikających się wzajemnie kształtów – szachownicę czarnych i białych pól, z których te ostatnie wypełnia fragmentami fotografii krajobrazów, portretów i martwych natur. – Przenikanie się kształtów, rzeczy z rzeczami, osób z osobami, jak również osób z rzeczami, to symbol współistnienia, zależności i niewidzialnej komunikacji między nimi. Kompozycja, opowiadający swoją historię ornament, wypełniająca go faktura i kolor zdjęcia, nasycenie, którego współtwórcą jest odgrywająca ważną rolę czerń oraz  najważniejsze – magiczne światło ożywiające to, co pomiędzy czernią – to wszystko składa się na efekt optyczny, który nazwałem neowitrażem – dywaguje Adam Perun.
Piotr Barszczowski urodził się w 1972 r., ukończył Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie oraz historię sztuki sakralnej na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Specjalizację robi na Wydziale Form Przemysłowych krakowskiej Akademii Sztuk Plastycznych . W Tarnowie prowadzi Pracownię Projektów Plastycznych SYMBOL. Barszczowski łączy grafikę komputerową z malarstwem i fotografią cyfrową.
W roku 1995 artysta zajął pierwsze miejsce w konkursie komputerowej grafiki użytkowej "YEA 95" w Poznaniu. Dwa lata później otrzymał wyróżnienie w konkursie "Corel World Design" w Kanadzie.
I to było w tym poświątecznym tygodniu na tyle.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



18:08, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
sobota, 02 stycznia 2010

Przełom roku to czas szczególnej nostalgii. Niby szampan, niby konfetti we włosach, wielu w tańcu, w ramionach ukochanych osób, ale w tle myśli o przemijaniu, wyjątkowo w te dni silne… A my, cały rok ukryci za kulisami prawdziwego życia, albo - jak sufler w schronie pod sceną podczas nalotu Szekspira – pogubieni w ciemnościach wypatrujemy na niebie naszych możliwości Gwiazdy Betlejemskiej, naszej szansy na odnalezienie drogi. A kiedy w tę noc Glorii spłynie na nas światło i moc, w labiryncie starych dekoracji naszego życia odnajdujemy złotą nić Ariadny i z ciężkim wierszem na sercu otwieramy drzwi kolejnego, Nowego Roku. Jedynie lont pamięci wlecze się za nami i po jakimś czasie nasze słowa znowu zaczną pachnieć prochem... Szkoda, że nie sianem, bowiem wówczas osioł czyli Pegaz zostałby ze mną, a tak wybrał szopę. Osiołkowi w żłobie dano i został (podobnie, jak wielu innych), a moje Betlejem coraz dalej. Z każdym dniem Nowego Roku odleglejsze. Całe szczęście, iż Pegaz ma skrzydła i wie gdzie mnie szukać, więc kiedy król Herod zacznie rzezać niewiniątka i św. Rodzina zmuszona będzie do ucieczki – on rozwinie skrzydła i wzleci, a ja z nim. Żebym tylko nie przegapił i zdążył. Żebym tylko nie był panną z przypowieści, co to zabrakło jej oliwy i przysnęła. Więc wzlatujmy… Wprawdzie założoną od samego początku istnienia pegazowej felietonistyki była kulturalna, z przeproszeniem penetracja Tarnowa i jego opłotków, nie mniej u progu Anno domini 2010 postanowiliśmy złamać tę do tej pory ortodoksyjnie przestrzeganą regułę i wznieść się nieco wyżej. Tym bardziej, iż mój parzystokopytny przewodnik i przyjaciel ma skrzydła i dla niego to betka. Tak więc wzniósłszy się ponad naszego miasta i powiatu poziomy, nie wnikając w szczegóły, spróbujmy podsumować, to co w kulturalnej tym razem ogólnopolskiej trawie piszczało w roku minionym. Aliści nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wrzucili również remanentowego kamyczka i do naszego miejskiego ogródka. Generalnie, nasza tarnowska kultura psieje. Taką radykalną opinię przeczytać można było w ostatnim w ubiegłym roku wydaniu Gazety Tarnowskiej. Kto w przedsylwestrowym zamęcie nie zdążył nabyć Gazety Krakowskiej, a chciałby się dowiedzieć, kto i dlaczego tak powiedział niech zajrzy pojutrze na nasze łamy gdzie publikujemy rozszerzoną wersję tego interesującego wywiadu pióra Jerzego Reutera. Oto jego fragment: …tarnowska kultura od lat funkcjonuje w ramach tego samego personalno – towarzysko – biznesowo - politycznego układu i jest martwa. Nastawiona głównie na eksponowanie twórczości artystów spoza Tarnowa, a konsekwentnym pomijaniu rodzimych twórców. Jest pozorancka i kunktatorska, pretensjonalna i prowincjonalna, nie kreuje tylko afirmuje rzeczywistość. Jest do bólu spolegliwa i uzależniona od polityczno – biznesowych sponsorów i promotorów.  Kierujący od lat tarnowskimi placówkami kulturalnymi ludzie już dawno się zgrali i wypalili. Brak im wizji i poczucia misji. To urzędnicy a nie Judymi. I nie zmieniają tej opinii trzy flagowe miejskie imprezy: Festiwal Komedii TALIA, Tarnowska Nagroda Filmowa oraz ArtFest, czy mniejszego kalibru autorskie koncerty Wojtka Klicha, a także oferta Galerii „Hortar”. Ale już brak Festiwalu Filmowego „Vitae Valor” to zdecydowana tegoroczna porażka. Podobnie, jak „działalność” Miejskiej Biblioteki Publicznej. Na tym tle bardzo korzystnie wypada Mościckie Centrum Kultury, ale to instytucja marszałkowska, oraz poza samorządowe inicjatywy kulturalne, m.in. Tarnowska Konfraternia Artystyczna, Centrum Animacji „Horyzonty”, Teatr Nie Teraz. Jedno jest pewne.  Czas najwyższy na prawdziwe, a nie tylko kosmetyczne zmiany w miejskiej kulturze. Tylko kto będzie tym odważnym szeryfem?


Czołowym i wielce znaczącym był w ubiegłym roku VI Kongres Kultury Polskiej, całkowicie zdominowany przez… ekonomię. Okazało się bowiem, że największym problemem kultury jest obecnie… sposób jej finansowania. W jakim stopniu powinno to robić państwo, a w jakim samorządy, organizacje pozarządowe, czy prywatni inwestorzy? Zdania na ten temat były podzielone. Innym dyskutowanym problemem było zawłaszczanie obszarów zarezerwowanych dla sztuki przez kulturę masową. Dużą winę za ten stan rzeczy ponoszą media publiczne, które próbując konkurować ze stacjami prywatnymi, upodabniają się do nich. – Niech telewizja publiczna przeznacza tyle samo pieniędzy na programy kulturalne, ile na show „Gwiazdy tańczą na lodzie”. Niech gwiazdami masowej wyobraźni staną się Zanussi, Warlikowski, Janda czy Komorowska – apelowała dziennikarka Katarzyna Janowska.
Na razie jednak ten apel wydaje się głosem wołającego na puszczy. Telewizja Polska i Polskie Radio zrezygnowały w tym roku (już po nominacjach!) z przyznania nagród Cogito (literatura piękna) i Opus (muzyka poważna), tłumacząc to „dramatyczną sytuacją finansową”. Lekarstwem na kryzys publicznej radiofonii ma być wycofanie się z finansowania Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia. Zarząd radia straszy nas też likwidacją innych zespołów artystycznych, pozostających na jego utrzymaniu. Ciągle słyszymy o zagrożonym losie radiowej Dwójki. Mamy w Polsce – nie wiadomo po co – pięć programów publicznych, ale oszczędności zaczyna się od próby redukcji tego, co najbardziej wartościowe.

Rewers polskiego kina
Niewiele mieliśmy ostatnio w polskim kinie ciekawych debiutów. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się „Rewers” Borysa Lankosza, nagrodzony na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Operujący subtelnym humorem, bez patosu, ale też bez zgrywy przedstawiający realia polskich lat '50 czarno-biały film Lankosza trudno porównać z jakimkolwiek innym obrazem.
A to chyba najwyższy komplement. Na sukces, oprócz znakomitego scenariusza, złożyły się mistrzowskie kreacje odtwórców głównych ról: Agaty Buzek, Krystyny Jandy, Anny Polony i Marcina Dorocińskiego, a także muzyka, którą skomponował Włodek Pawlik. Kto jeszcze nie widział, niech koniecznie wybierze się do kina.

Jubileusz, którego nie było
Ogłoszenie przez Sejm Roku Juliusza Słowackiego okazało się pustym gestem. Ministerstwo Kultury niewiele zrobiło, by przybliżyć szerszej grupie Polaków postać wieszcza. Imprezy poświęcone poecie miały najczęściej znaczenie lokalne, jak pomysłowa „Juliuszada” we Wrocławiu. W Białymstoku odbyła się ważna konferencja „Piękno Słowackiego”, ale czy klucz estetyczny to wszystko, co możemy zaproponować przy odczytywaniu twórczości autora „Króla-Ducha”?
Nie powstała nawet żadna strona internetowa, koordynująca działania lokalnych ośrodków. Wstyd. Frazesy o tym, że „Słowacki wielkim poetą był”, nie wystarczą, jeśli nie wygospodaruje się pieniędzy na organizację podobnych przedsięwzięć.

Zdaniem twórców
Malarz Michał Świder stwierdza: – Dla mnie wydarzeniem roku był pierwszy numer magazynu „44/Czterdzieści i Cztery”, który, choć ukazał się pod koniec ubiegłego roku, dotarł do wielu czytelników na początku obecnego. „Czwórki” stały się dla mnie zaczynem wielu przemyśleń i przeżyć. W czasach zacierania znaków, zawłaszczania i niszczenia symboli, przesłanie tego pisma jest bardzo istotne. Cieszy mnie, że obok „Frondy” mamy kolejny periodyk, będący pogłębioną odpowiedzią na wszechobecne próby „lukrowania” ludzkich myśli obietnicą wiecznego, młodego, zdrowego życia – tylko tu i tylko teraz.
Piosenkarz i publicysta Paweł Kukiz zauważa: - Wydarzenia kulturalne zostały w tym roku przyćmione przez pogrzeb Michaela Jacksona i aresztowanie Romana Polańskiego. Cały ten medialny cyrk utwierdza mnie w przekonaniu, że żyjemy w czasach apokaliptycznych.
Najpierw oglądaliśmy, jak robi się bohatera z człowieka, który poprawiał Pana Boga i stał się sztucznym wytworem popkultury. Pomalowanym pozorami dobroci, za którą tak naprawdę stała księgowa. Kilkakrotne grzebanie ciała, spory dotyczące praw autorskich – wszystko to zrobiło na mnie bardzo negatywne wrażenie. Z kolei w sprawie Polańskiego przez wiele lat udawaliśmy, że nic się nie stało, choć wszyscy wiedzieli, jaką niegodziwość popełnił reżyser. Nie zależy mi na tym, żeby zamknąć Polańskiego w celi, ale cieszę się, że sprawiedliwości stało się zadość.

A jak było w naszym galicyjskim miasteczku?
W Tarnowie trzy nazwiska: Opałko, Horbacewicz i Koprowski zdaje się najbardziej zapadły w pamięci Tarnowian w mijającym roku. Wydarzeniem, które niezależnie od nikogo przyszło, wyrządzając wiele szkód, była czerwcowa powódź, w której ucierpieli mieszkańcy nie tylko Skrzyszowa i Powiśla, ale i Tarnowa.
Jak na całym świecie w Tarnowie głośnym echem odbił się też kryzys gospodarczy. Niektórzy pracodawcy wykorzystali go do uporządkowania swoich spraw w firmach, przez co wiele osób straciło pracę lub ma gorsze warunki zatrudnienia. Wielu musiało przejść na własną działalność gospodarczą, by w ten sposób uchronić się przed utratą pracy. W sumie zwolnienia grupowe dotknęły blisko 1000 osób. Mijający rok to z pewnością wiele nowych rozwiązań komunikacyjnych w Tarnowie. M.in. tymczasowe rondo, które ułatwiło życie kierowcom na skrzyżowaniu Starodąbrowskiej ze Słoneczną czy przebudowa skrzyżowania na Mickiewicza ze Starodąbrowską. Ale też kontrowersyjne skrzyżowanie na Lwowskiej ze Starodąbrowską, którego kosztem zniknęły 3 kamienice. Minionego roku nie wspominają dobrze mieszkańcy Kołłątaja, przed oknami których pojawiło się przebicie do drogi wojewódzkiej i ciche mieszkania pozostaną już tylko wspomnieniem.
Zadowoleni mogą być za to kibice żużla, jaskółki wróciły do ekstraligi.
Jednym z najgłośniejszych wydarzeń kończącego się roku, był z pewnością konflikt między miastem a nauczycielem I. LO w Tarnowie, który zamiast zostać dyrektorem, trafił do gimnazjum, ale jak na razie wymiar sprawiedliwości opowiedział się po jego stronie. Cala Polska mówiła też o skwerze sekretarza PZPR w Tarnowie - Opałki, którego imieniem chciał prezydent nazwać plac w Mościcach. Prezydent Tarnowa zdecydował się też na odważne i niepopularne posunięcia w swoim najbliższym otoczeniu, rok przed wyborami, z pracy zwolnił swojego zastępcę, Kazimierza Koprowskiego.
W Tarnowie powstała pierwsza galeria handlowa, a z nią kilkaset miejsc pracy, w powiecie 2 hale sportowe, na które długo uczniowie czekali. Staroście tarnowskiemu natomiast "dostało się" od opozycji za wnioski unijne na drogi, ale wszystko skończyło się dobrze.
W przyszłym roku w Tarnowie będzie rewitalizacja starówki, przede wszystkim zmieni się Plac Rybny i zostanie odsłonięta Bima. Przy zbiorniku Kantoria na Piaskówce pojawi się natomiast nowy amfiteatr. Zostanie też otwarta nowa przychodnia rehabilitacyjna przy Mostowej. W miejscu po obecnym amfiteatrze ma powstać parking.

Kiedyś wiadomości rozchodziły się z szybkością nóg posłańca, później dyliżansu i kolei żelaznej, a teraz Internetu. Kiedyś programy: radiowy i telewizyjny rozpoczynały się rano i kończyły wieczorem, teraz trwają przez całą dobę. I trzeba je czymś wypełnić. Stąd wiemy dokładnie o wszystkich: wojnach i kataklizmach, wypadkach i katastrofach, morderstwach i gwałtach. Czasem tylko, jak kometa, przemknie po tym medialnym niebie informacja o mężach i niewiastach pokój czyniących i dobro świadczących, rozbłyśnie meteor piękna i szlachetności. Efektem tego medialnego zniewolenia jest kompletny chaos w nas i wokół – pomylenie prawdziwego rytmu życia z tym, który jest nam dany a raczej narzucany. Więc zanim nadleci mój Pegaz i czas się wypełni kolejnym felietonem, życzę wszystkim zniewolonym, aby w nowym 2008 roku  zrzucili okowy i znaleźli czas na refleksję, na zamyślenie, na chwilę milczenia...




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



15:10, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: