RSS
poniedziałek, 26 stycznia 2009

Wprawdzie okres powszechnego świętowania i  składanych przy tej okazji życzeń dawno już za nami, niemniej styczeń to miesiąc dwóch ważnych rocznic, które w tym roku przeszły w Tarnowie jakby niezauważenie. Chodzi o 146 rocznicę Powstania Styczniowego obchodzoną co roku  22 stycznia, w dniu jego wybuchu, oraz kolejną 69 rocznicę wyzwolenia Tarnowa spod okupacji hitlerowskiej, co miało miejsce 18 stycznia 1945 roku. Tej ostatniej rocznicy poświęcamy odrębny tekst obok.  Ale zacznijmy nasz tym razem  historyczno kulturalny rekonesans od… św. Franciszka Salezego, którego liturgiczne wspomnienie przypada 24 stycznia. Ten czcigodny biskup i Doktor Kościoła, jest o czym wie niewielu, a jeszcze mniej pamięta, patronem dziennikarzy i ludzi mediów w ogóle. Z tej okazji nasz duszpasterz środowisk twórczych, a w cywilu dyrektor Muzeum Diecezjalnego w Tarnowie ks. dr Tadeusz Bukowski rozesłał do lokalnych redakcji okolicznościowe życzenia (także i my je dostaliśmy), za które pięknie dziękujemy i które z przyjemnością upubliczniamy: Jako Duszpasterz Środowisk Twórczych życzę wszelkich łask i opieki Św. Patrona w niezmiennej dynamice odkrywania oczekiwań i potrzeb mieszkańców Tarnowa i regionu, aby Tarnowską Ziemię coraz bardziej wyróżniały media atrakcyjne, nowoczesne i opiniotwórcze. Natomiast tradycyjnie w ostatnią niedzielę każdego miesiąca, najbliższa to 25 stycznia, o godz. 20:30 w kościele Księży Filipinów odbywają się msze święte dla ludzi aktywnych na płaszczyźnie sztuki, będąca szczególną okazją do refleksji i modlitwy w intencjach Środowisk Twórczych – pisze w zaproszeniu ks. Tadeusz Bukowski. Kończąc zaś tę ogłoszeniową wyliczankę przypominamy kolegom żurnalistom, iż w najbliższą sobotę 31 stycznia Wydział Duszpasterstwa Ogólnego Diecezji Tarnowskiej wraz z RDN Małopolska organizują specjalne spotkanie z okazji Patronalnego Święta Dziennikarzy, na które zaproszeni są dziennikarze, rzecznicy prasowi, ludzie mediów i public relations z terenu Małopolski i Podkarpacia. Wprawdzie w zaproszeniu nie ma wzmianki o parzystokopytnych, nie mniej i my z Pegazem tam się wybieramy, a czego doświadczymy tym się podzielimy w kolejnym felietonie.


Z pewnością warto przy okazji patronalnego święta ludzi mediów przypomnieć nieco zapomnianą postać Franciszka Salezego. Urodził się w Alpach Wysokich pod Thorens 21 sierpnia 1567 r. Jego ojciec, także Franciszek, był kasztelanem w Nouvelles. Matka, Franciszka, pochodziła również ze znakomitego rodu Sionnaz. Spośród licznego rodzeństwa Franciszek był najstarszy. W domu otrzymał wychowanie głęboko katolickie. Duży wpływ na jego późniejsze życie wywarła mamka Puthod i kapelan Deage. Jednak wpływ decydujący na wychowanie syna miała matka. W roku 1573 jako sześcioletni chłopiec Franciszek rozpoczął regularną naukę w kolegium w La Roche-sur-Foron. W dwa lata później był w kolegium w Annecy, gdzie przebywał trzy lata. W tym też czasie przyjął pierwszą Komunię świętą i sakrament Bierzmowania (1577). Kiedy miał 11 lat, zgodnie z ówczesnym zwyczajem otrzymał tonsurę jako znak przynależności do stanu duchownego. Kiedy miał zaledwie 15 lat, udał się do Paryża, by studiować na tamtejszym słynnym uniwersytecie (Na Sorbonie zgłębiał teologię i zagadnienia biblijne). Ponadto w kolegium jezuitów studiował klasykę i dodatkowo język hebrajski i grecki.
Posłuszny woli ojca, by rozpoczął studia prawnicze, które mogły mu otworzyć drogę do kariery urzędniczej, Franciszek z Sorbony udał się do Padwy. Studia na tamtejszym uniwersytecie uwieńczył doktoratem. Po ukończeniu studiów w Padwie udał się do Loreto, gdzie złożył ślub dozgonnej czystości (1591). Potem odbył pielgrzymkę do Rzymu (1592). Kiedy syn powrócił do domu, ojciec miał już gotowy plan: zamierzał go wprowadzić jako adwokata i prawnika do senatu w Chambery i czynił starania, by go ożenić z bogatą dziedziczką, Franciszką Suchet de Mirabel. Franciszek jednak ku wielkiemu niezadowoleniu ojca obie propozycje stanowczo odrzucił. Natomiast zgłosił się do swojego biskupa, by ten go przyjął w poczet swoich duchownych. Święcenia kapłańskie otrzymał w roku 1593 przy niechętnej zgodzie rodziców. Jednocześnie został prepozytem kolegiaty św. Piotra, co uczyniło go drugą osobą po miejscowym biskupie.
W rok potem (1594) za zezwoleniem biskupa Franciszek udał się w charakterze misjonarza do okręgu Chablais, by umocnić w wierze katolików i aby próbować odzyskać dla Chrystusa tych, którzy odpadli od wiary i przeszli na kalwinizm. Miał wyjątkowy dar nawiązywania kontaktu z ludźmi prostymi, umiał ich przekonywać, a swoje spotkania okraszał złotym humorem. Na murach i parkanach rozlepiał ulotki - zwięzłe wyjaśnienia prawd wiary. Może dlatego właśnie Kościół ogłosił św. Franciszka Salezego patronem katolickich dziennikarzy.
W epoce fanatyzmu i zaciekłych sporów Franciszek objawiał wprost wyjątkowy umiar i łagodność. Jego ujmująca uprzejmość i takt spowodowały, iż nazwano go „światowcem pośród świętych". W kontaktach między ludźmi wyznawał zasadę: „Więcej much się złapie na kroplę miodu aniżeli na całą beczkę octu". Według podania miał on w ten sposób odzyskać dla Kościoła kilkadziesiąt tysięcy kalwinów. W swojej żarliwości apostolskiej Franciszek posunął się do tego, że w przebraniu udał się do Genewy i złożył wizytę głowie Kościoła kalwińskiego, Teodorowi Beze, usiłując nakłonić go do powrotu na łono Kościoła katolickiego. Wizytę ponowił Franciszek aż trzy razy, chociaż nie dała ona konkretnych wyników.
Misja w Chablais trwała 4 lata. W roku 1599 papież Klemens VIII mianował Franciszka biskupem pomocniczym. Po otrzymaniu święceń (sakry) biskupich Franciszek udał się ponownie do Chablais, by dokończyć tam swoją misję (1601). W 1602 r. został biskupem Genewy po śmierci biskupa Graniera. Z właściwą sobie żarliwością zabrał się natychmiast do dzieła. Rozpoczął od wizytacji 450 parafii swojej diecezji, położonej po większej części w Alpach. Zdając sobie sprawę, jak wielkie spustoszenia może sprawić ignorancja religijna, popierał Bractwo Nauki Chrześcijańskiej. Za podstawę nauczania wiary służył katechizm, ułożony niedawno przez kardynała św. Roberta Bellarmina. Sam także cały wolny czas poświęcał nauczaniu. Stworzył nowy ideał pobożności - życie duchowe, wewnętrzne, praktykowane w klasztorach, wydobył z ukrycia, aby „wskazywało drogę tym, którzy żyją wśród świata". W roku 1604 zapoznał się Franciszek ze św. Joanną Franciszką de Chantal i przy jej współpracy założył nową rodzinę zakonną sióstr Nawiedzenia NMP (wizytek). Uzyskała ona zatwierdzenie papieskie w 1618 r. W 1654 r. przybyły do Polski i zamieszkały w Warszawie. Zaproszony do Paryża w celu odbycia konferencji (1618-1619), Franciszek zapoznał się tu ze św. Wincentym a Paulo.

Zmarł nagle w Lyonie podczas powrotu ze spotkania z królem Francji 28 grudnia 1622 r. Jego ciało przeniesiono do Annecy, gdzie spoczęło w kościele macierzystym Sióstr Nawiedzenia. Jego serce zatrzymały jednak wizytki w Lyonie. Beatyfikacja odbyła się w roku 1661, a kanonizacja już w roku 1665. Papież Pius IX ogłosił św. Franciszka Salezego doktorem Kościoła (1877), a papież Pius XI patronem dziennikarzy i katolickiej prasy (1923). Ponadto czczony jest jako patron wizytek, salezjanów i salezjanek (Towarzystwa św. Franciszka Salezego, założonego przez św. Jana Bosko); Annecy, Chabery i Genewy.
Jego pisma wyróżniają się tak pięknym językiem i stylem, że do dnia dzisiejszego zalicza się je do klasyki literatury francuskiej. Do najbardziej znanych należą: Kontrowersje, Filotea, czyli wprowadzenie do życia pobożnego (1608) i Teotym, czyli traktat o miłości Bożej (1616). Zostało także sporo jego listów (ok. 1000).

I trochę żal, że ludzie mediów tak mało wiedzą o swoim uczonym patronie i nawet w dniu swojego święta nie przypominają o nim. Podobnie, jak o innej ważnej rocznicy, od lat uroczyście obchodzonej w Tarnowie. Mam na myśli 146. rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego, którego rocznica minęła 22 stycznia 1863 roku. A oto jego encyklopedyczna historia, którą przypominamy młodzieży i innym dorosłym zapominalskim:
Powstanie styczniowe (1863–1864) – polskie powstanie narodowe przeciwko Imperium Rosyjskiemu, ogłoszone manifestem 22 stycznia 1863 wydanym w Warszawie przez Tymczasowy Rząd Narodowy, spowodowane narastającym rosyjskim terrorem wobec polskiego biernego oporu, wybuchło 22 stycznia 1863 w Królestwie Polskim i 1 lutego 1863 w byłym Wielkim Księstwie Litewskim, trwało do jesieni 1864, zasięgiem objęło tylko zabór rosyjski: Królestwo Polskie oraz ziemie zabrane – Litwę, Białoruś i część Ukrainy; było największym polskim powstaniem narodowym, spotkało się z poparciem międzynarodowej opinii publicznej; miało charakter wojny partyzanckiej, w której stoczono ok. 1 200 bitew i potyczek, mimo początkowych sukcesów zakończyło się klęską powstańców, z których kilkadziesiąt tysięcy zostało zabitych, blisko 1 tys. straconych, ok. 38 tys. skazanych na katorgę lub zesłanych na Syberię, a ok. 10 tys. wyemigrowało; po upadku powstania Kraj i Litwa pogrążyły się w żałobie narodowej; w 1867 zniesiono autonomię Królestwa Polskiego, jego nazwę i budżet, w 1869 zlikwidowano Szkołę Główną Warszawską, w latach 1869–1870 setkom miast wspierających powstanie odebrano prawa miejskie doprowadzając je tym samym do upadku, w 1874 zniesiono urząd namiestnika, w 1886 zlikwidowano Bank Polski; skasowano wszystkie klasztory w Królestwie, skonfiskowano ok. 1 600 majątków ziemskich i rozpoczęto intensywną rusyfikację ziem polskich; po stłumieniu powstania znaczna część społeczeństwa Królestwa i Litwy uznała dalszą walkę zbrojną z zaborcą rosyjskim za niecelową i zwróciła się ku pracy organicznej; powstanie przyczyniło się do korzystniejszego niż w dwóch pozostałych zaborach uwłaszczenia chłopów; pozostawiło trwały ślad w literaturze (Orzeszkowa – Nad Niemnem, Dąbrowska – Noce i dnie) i sztuce polskiej (Grottger – Polonia i Lithuania, Matejko – Polonia) XIX i XX wieku.
Tarnowskie obchody  tego wydarzenia odbyły się na Starym Cmentarzu, najważniejszej tarnowskiej nekropolii. Zorganizowane zostały przez tarnowski Hufiec ZHP im. gen. Józefa Bema oraz Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. A rozpoczęły się od „apelu poległych” . Do „apelu” wezwani zostali powstańcy, którzy spoczęli na cmentarzach w Tarnowie i regionie. W trakcie uroczystości harcerze zaciągnęli pod powstańczym kurhanem wartę honorową. Warto przypomnieć, iż tradycja harcerskich obchodów kolejnych rocznic wybuchu powstania styczniowego i uroczystych „apeli poległych” przy kurhanie na Starym Cmentarzu w Tarnowie sięga okresu międzywojennego. Kultywowano ją jeszcze przez pewien czas po zakończeniu II wojny światowej, a następnie wrócono do niej na początku lat 80. ubiegłego wieku.  Z chwilą wprowadzenia stanu wojennego, władze zakazały organizowania zbiórek harcerskich i obchodzenia rocznic. Instruktorzy tarnowskiego hufca z kręgu „Gniazdo” pod kierownictwem druha harcmistrza Mariana Bryndala, na złość partyjnym dygnitarzom, wskrzesili tę piękną tradycję i już 22 stycznia 1982 roku spotkali się pod Kwaterą Powstańców Styczniowych. Tak było i w tym roku dzięki min. druhowi harcmistrzowi Leszkowi Ignasikowi, organizatorowi tegorocznych obchodów.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



01:24, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 stycznia 2009

Równie bajkowo, jak zimowy śniegu tren spowijający styczniowy Tarnów, wygląda nowy rok w kulturze, który zainaugurowały w niedzielę 11 stycznia dwa teatralne przedstawienia: „Przygody Koziołka Matołka” w Teatrze im. L. Solskiego i „Śpiąca królewna” w Mościckim Centrum Kultury, wystawiona przez teatr „Maska” z Rzeszowa. Tamże zwieńczył mijający tydzień w kulturze trzydniowy blok imprez opatrzonych intrygującym tytułem „Po lin – tu się zatrzymamy”. O innych kolejnych wydarzeniach kulturalno – towarzyskich, takich jak min. Wielka Gala „Uskrzydlonych” czy plenerowo – salonowy wernisaż braci Kalinów w BWA piszemy obok oddzielnie. Ale skoro o teatrze mowa to właśnie na łamach lokalnych mediów dyrektor wydziału kultury tarnowskiego magistratu Marcin Sobczyk bardzo pochlebnie recenzuje dotychczasowe dokonania sceny przy ulicy Mickiewicza pod nowymi rządami dyrektorskiego triumwiratu: Zientara, Janiszewski i Balawejder. Kuriozalność tej oceny sprowadzającej się w gruncie rzeczy li tylko do spraw organizacyjno – finansowych, a zupełnie pomijając poziom artystyczny ostatnich premier (szczególnie „Betlejem”), ale to temat na oddzielny tekst, dobrze koresponduje z medialną wrzawą wokół ostatniego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Ta grająca już od siedemnastu lat, także w Tarnowie, pod wodzą charyzmatycznego Jurka Owsiaka, jedyna na świecie formacja od jakiegoś czasu zjada swój własny ogon zachłystując się biciem kolejnych rekordów finansowych, a z premedytacją przemilczając wcale nie małe rzeczywiste koszty tego kwestarskiego pospolitego ruszenia. W powszechnej opinii wcale nie tak małej rzeszy fanów tej ogólnonarodowej kwesty uczciwie byłoby każdorazowo przedstawić rzeczywisty bilans jej finansowych sukcesów, odejmując od zebranych milionowych kwot poniesione z tej okazji koszty… . Unikając w ten sposób fałszywych tonów w brzmieniu tej naprawdę wielkiej orkiestry. Zgoła odmiennie, bardzo szlachetnie w swej intencji brzmi przesłanie, by nie rzec orędzie, jakie u progu nowego roku wystosował do tarnowian za pomocą Dziennika Polskiego jeden z najwybitniejszych jego zamiejscowych obywateli Zbigniew Święch, znany krakowski dziennikarz i pisarz historyczny, niedawno mianowany przez prezydenta Ścigałę ambasadorem Tarnowa na cały świat, które ze względu na jego wagę cytujemy poniżej w całości.


Posłanie do tarnowian… w mieście, całym kraju i – poza Polską. Ostatnio w naszym Tarnowie istne zatrzęsienie wszelkich jubileuszy. Są one ważne nie tylko dla środowisk, których dotyczą, ale także dla ogółu tarnowian – gdziekolwiek przyszło im żyć. Świadomość trwania od wielu lat różnych instytucji – sama w sobie tworzy dodatkowe więzi. Wyliczanka jest długa. 130 lat ma Karpacka Spółka Gazownictwa, 120 lat – Muzeum diecezjalne, po 100 lat liczą Miejska Biblioteka Publiczna im. Juliusza Słowackiego, Dom Pomocy Społecznej i kościół Księży Misjonarzy. 90 lat temu Tarnów był pierwszym miastem niepodległym w Niepodległej – tyle lat liczy Klub Sportowy „Tarnovia”. Po 80 lat mają: Klub Sportowy „Unia”, Muzeum Okręgowe, Tarnowskie Azoty i Nowy Cmentarz (na nim spoczywają moi Rodzice – w ubiegłym roku Matka skończyłaby 100 lat), 55 lat ma na swoim karku Koło Przewodników PTTK „Leliwa”, po 45 zaś Stowarzyszenie Romów i Zespół „Świerczkowiacy”, okrągłe 30. urodziny obchodzi Tygodnik „Temi”. Po około 20 lat liczą: Tarnowska Fundacja Kultury organizująca od dwóch dziesięcioleci ogólnopolskie spotkania liderów kultury i projekt Światowego Forum Mediów Polonijnych tak wspaniale od kilkunastu lat realizowany. 15 lat zaliczyli – Tarnowska Orkiestra Kameralna, Fundacja bpa Jerzego Ablewicza, Nowy Szpital, Radio Dobra Nowina, tarnowski oddział „Gościa Niedzielnego”, a niebawem i Fundacja im. Hetmana Jana Tarnowskiego. Dziesięciolatkami są Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa i – powiat tarnowski. W roku 2009 największym z jubileuszy będzie 450 – lecie Akademioli, stworzonej przez hetmana Jana Tarnowskiego, czyli obecnie I Liceum im. Kazimierza Brodzińskiego. To zadziwiające, ile lat ta szkoła przez wieki trwania dała Rzeczypospolitej wybitnych obywateli! Proponuję, aby jesienią zwołać do Tarnowa globalny Zjazd Tarnowian (zwłaszcza absolwentów naszego I Liceum) i powołać Stowarzyszenie „Leliwa”, obejmujące również 13 miast z gwiazdą i półksiężycem w herbie. Na górze św. Marcina, gdzie niegdyś ognie paliliśmy w V Drużynie ZHP im. Szymona Kohorta – zapalimy ognisko, śpiewając pieśni z tarnowskim rodowodem („Płonie ognisko i szumią knieje”). Zestrzelimy myśli w jedno ognisko, w jedno ognisko duchy! Wówczas Tarnów stanie się prawdziwą stolicą wszystkich tarnowian. Worek z jubileuszami przetwórzmy w niebywałą promocję Tarnowa. Z wielkim szacunkiem Zbigniew Święch.

Niestety z nieco mniejszym szacunkiem musimy z Pegazem ocenić tegoroczną finansową uliczną fiestę, czyli XVII Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Jak sprawozdawała w mediach Agata Grudzień z tarnowskiego sztabu Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: "Oficjalne, szczegółowe wyniki będą znane pod koniec miesiąca. Istnieją jednak wstępne obliczenia. To jest ponad 200 000 zł i liczymy dalej (puszki Tarnowskiego Sztabu 120000 tyś. zł, 55 tyś. zł Sztab przy Szkole Szczepanika, 7 tyś. zł MTK, 18 tyś. zł Radio RDN Małopolska). Także rekord na pewno padnie!".  W Tarnowie WOŚP zaczęła grać od czwartku. Najwięcej imprez odbyło się w niedzielę. Na scenie ustawionej przy ulicy Brodzińskiego odbył się IV Plenerowy Koncert WOŚP. Były m.in. konkursy i zabawy. Zagrały zespoły muzyczne, w tym gwiazda wieczoru Paweł Stasiak z zespołem PAPA D (dawnym Papa Dance). O godz. 20.00 rozbłysło Światełko do Nieba. Na tarnowskiej Kapłanówce odbył się 3. SuperSprint o Puchar Prezydenta Tarnowa. Jego główną atrakcją było pilotowanie startu z Michałem Bębenkiem. Licytacje odbywały się również na antenie Małopolskiej Telewizji Kablowej. Tylko dzięki aukcji przeprowadzonej na antenie radia RDN Małopolska uzyskano 18 tys. złotych. Najwięcej zapłacono za obraz Witolda Pazery i złote serduszko orkiestry (4,5 tys. zł). Wylicytowano również rękawice żużlowca Janusza Kołodzieja i buty Maryli Rodowicz. I bardzo dobrze, tylko dlaczego przy okazji tych hura optymistycznych sprawozdań i odliczaniu kolejnych rekordów tej bez wątpienia ważnej i potrzebnej akcji od początku panuje swoista zmowa milczenia na temat rzeczywistych kosztów poniesionych przy jej organizacji. A sądząc po medialno – organizacyjnym rozmachu kolejnych koncertów pomocowej orkiestry im. Jurka Owsiaka, są one niemałe, i liczyć je trzeba w setkach milionów złotych.  Także w Tarnowie były one z pewnością znaczne, ale i nasi lokalni organizatorzy poddali się ogólnopolskiemu tabu w tej sprawie. Ciekawe dlaczego, wszak wszyscy wiedzą, iż nic nie ma za darmo i wszystko ma swoja cenę. Także dobroczynność… .

Ale wróćmy do naszych baranów a raczej bajek, które zapoczątkowały tegoroczny sezon kulturalny w naszym mieście. Koziołek Matołek to postać stworzona przez Kornela Makuszyńskiego (autora tekstu) i Mariana Walentynowicza (twórcę kolorowych rysunków) w jednej z pierwszych w Polsce historyjek obrazkowych dla dzieci z 1933 roku. Niektórzy uważają ją za jeden z pierwszych polskich komiksów… .  Na „koziołkowych” opowieściach wychowały się całe pokolenia Polaków, i co ciekawe, nic nie tracą one na swojej świeżości. Nic też dziwnego, iż  Koziołka Matołka powszechnie uważa się za  postać kultową, mimo że od śmierci obu autorów jego przygód minęły już dziesięciolecia, a opisane i narysowane przygody tytułowego bohatera nie przystają do współczesnej rzeczywistości. Ta obrazkowa powieść należy do kanonu polskiej literatury dziecięcej. Fabuła książeczek (a powstała ich cała seria: "120 przygód Koziołka Matołka", "Druga księga przygód Koziołka Matołka", "Trzecia księga przygód Koziołka Matołka" i "Czwarta księga przygód Koziołka Matołka") sprowadza się do podróży bohatera po całym świecie w poszukiwaniu mitycznego Pacanowa, jedynego miejsca na świecie, gdzie kują kozy. Przygody są oczywiście niezwykłe i absolutnie nieprawdopodobne, Koziołek jest sympatyczny i łatwowierny, śmieszny, niezdarny i głupiutki. Na podstawie cyklu książeczek Kornela Makuszyńskiego tarnowski przygotował iście karnawałowy spektakl pt. "Przygody Koziołka Matołka", którego premiera odbyła się 11 stycznia w niedzielę o godzinie 16.   Reżyserem spektaklu jest Sławomir Gaudyn, adaptacja i scenografia jest autorstwa Grzegorza Janiszewskiego, zaś muzycznie oprawił spektakl Adam Prucnal, a występują w nim aktorzy: Przemysław Sejmicki jako Koziołek Matołek oraz Jolanta Januszówna, Anna Lenczewska, Grzegorz Janiszewski i Robert Żurek.

Nieco mniej zwariowana, za to bardziej baśniowa okazała się "Śpiąca królewna" z Teatru „Maska” w Rzeszowie, pokazana  na deskach Mościckiego Centrum Kultury w Tarnowie w tą samą niedzielę 11 stycznia, tyle że przed południem o godzinie 11. A rzecz cała zaczyna się od   narodzin królewny Różyczki, które napełniają cały dwór radością. Wróżki zamieszkujące królestwo zbierają się, aby obdarować maleńką królewnę najwspanialszymi zaletami. Niestety, jedna z nich, nie otrzymawszy zaproszenia na chrzciny, postanawia się zemścić. Tak wygląda fabuła tej jednej z najpopularniejszych na świecie baśni  - opowieści o królewnie, nad którą już za młodu zawisło straszliwe niebezpieczeństwo. Królewnie, która za sprawą złej wróżki pewnego razu rani się wrzecionem w palec i zasypia na 100 lat. Na szczęście na ratunek przybywa dzielny młodzieniec. Jego odwaga i miłość odwracają zły czar. Raz jeszcze dobro triumfuje, a intrygi złych i zawistnych ludzi pełzną na niczym. Ta historia znana z baśni braci Grimm nabiera w rzeszowskim spektaklu wymiaru uniwersalnego, stając się opowieścią o dorastaniu w świecie zakazów i nakazów, które mają ustrzec królewnę przed tym, co i tak nieuchronne, staje się także opowieścią o zmaganiu z własnym przeznaczeniem. Pokazuje także, że wobec siły zła, dobro niekiedy musi ustąpić, ale ostatecznie zawsze zwycięża. Spektakl wyreżyserował Marek Wit, scenografię zaprojektował Pavel Hubička, a muzycznie przysposobił  Nikos Engonidis, zaś wystąpili w nim:  Monika Szela, Małgorzata Szczyrek, Jadwiga Domka, Maria Dańczyszyn, Marta Bury, Piotr Pańczak, Bogusław Michałek, Robert Luszowski.

Zatrzymajmy się jeszcze na chwilę w Mościcach gdzie Mościckie Centrum Kultury zorganizowało ciekawie pomyślaną imprezę „Po-lin… tu się zatrzymamy". Podczas sobotnio – niedzielno – poniedziałkowego bloku imprez (17,18 i 19 styczeń) można było zobaczyć unikalne archiwalia, muzykę i kuchnię pokazującą świat, którego już nie ma: przedwojenną Polskę, w której dwie kultury: żydowska i polska, współistniały obok siebie. Cykl imprez rozpoczęła sobotnia projekcją filmu „Po – Lin. Okruchy Pamięci” (g.20). To dokument w całości oparty na materiałach archiwalnych. Ich autorami są Żydzi, którzy wyemigrowali do USA, ale w latach trzydziestych XX wieku przyjeżdżali do Polski, by odwiedzić swoich krewnych. Często przywozili ze sobą kamery. Te amatorskie filmy pokazują codzienne życie Żydów w przedwojennej Polsce. Po projekcji  spotkanie z reżyserką filmu Jolantą Dylewską poprowadził Łukasz Maciejewski. W niedzielę w ramach cyklu odbyły się dwa wydarzenia. O godz. 18, w restauracji AD REM w Tarnowie smakować można było potrawy kuchni żydowskiej. Godzinę później na dużej scenie MCK odbył się koncert ośmioosobowej formacji „MAX KLEZMER BAND”. Grupa zaprezentowała muzykę żydowską z motywami z różnych stron świata. Ostatnim akcentem PO – LIN …TU SIĘ ZATRZYMAMY, była projekcja filmu „Przyjeżdża Orkiestra”. Zaprezentowana w kinie Millenium  komedia opowiada o egipskiej orkiestrze, która zagubiła się w Izraelu. Przybyła tam, by zagrać na uroczystym otwarciu centrum kulturalnego. Niestety, nikt nie odebrał muzyków z lotniska. Starają się więc sami dotrzeć na miejsce planowanego występu…
I to by było w tym tygodniu na tyle…


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót


Ryszard Zaprzałka



22:56, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 11 stycznia 2009

Pięknie prezentuje się zimową aurą otulona nasza perła Renesansu i nie tylko. Być może to sprawiło, iż magistraccy magicy od promocji miasta postanowili wejść w nowy rok z nowym otwarciem się na świat zewnętrzny i wymyślili… magię miasta, na którą przeznaczyli w tym roku aż 115 tysięcy złotych, ale o tym za chwilę. A, że różnie dotąd bywało z PR miasta najlepiej świadczą przyznane ostatnio w plebiscycie tygodnika TEMI „Złote Róże” i „Złote Rózgi”, a także „Storczyki” (donosimy o tym obok, w ślad za top.portalem). Otóż jedynym dubeltowym ich laureatem – Róży i Rózgi - został nie kto inny, jak nasz Pan Prezydent, którego czytelnicy nagrodzili za komunikacyjną rewolucję w mieści i zganili za pat w sprawie „marcinki”. Na szczęście główny zdobywca „Złotej Róży” ksiądz profesor Michał Heller, najznamienitszy ze współczesnych tarnowian otrzymał ją jak najbardziej zasłużenie. Przypomnijmy, iż prawie równocześnie ksiądz profesor został „Małopolaninem Roku 2008”, co sprawia, iż nowy rok zaczął się dlań wyjątkowo pomyślnie. Nieco wcześniej, bo 3 stycznia odbył się w Galerii „Studio” przy ul. Żydowskiej wernisaż fotografii Jakuba Ochnio ucznia III LO w Tarnowie. Niestety pierwsze styczniowe spacery po centrum miasta nie napawają optymizmem, choćby ze względu na zanikającą różnorodność istniejących, niekiedy od wielu lat placówek handlowych, które skutecznie z głównych ulic miasta wypierają banki. Przykład z ostatnich dni to zniknięcie popularnego „Smakosza”, działającego od kilkudziesięciu lat całodobowego popularnego spożywczaka przy ulicy Krakowskiej, w którego dotychczasowej siedzibie instaluje się kolejny bank. Pegaz zniesmaczony i zaskoczony (bardzo lubił robić tam zakupy), tą noworoczną siurpryzą sprawdził, iż tylko na odcinku ulicy Krakowskiej od DH „Świt” do Mac Donalda przy wjeździe na Rynek funkcjonuje…20 różnych oddziałów bankowych. Świadczy to nie tylko o postępującej degradacji i wręcz upadku drobnego handlu ale także stanowi wymowny znak czasów, w jakich przychodzi nam żyć i mieć, bo z być coraz trudniej…jak się okazuje nie tylko w kulturze.


Nigdy jeszcze w kilkuset wydaniowej historii pegazowych felietonów nie przeprowadziliśmy ani też cytowaliśmy in ekstensjo wywiadów z kimkolwiek. Aliści kiedyś musi być ten pierwszy raz, tym bardziej iż sprawa magii miasta leży nam na sercu „od zawsze”. Oto co na temat nowego PR otwarcia ma do powiedzenia u progu nowego roku nowo mianowana dyrektor nowego magistrackiego wydziału „Magia miasta”  Agnieszka Borzęcka, dotychczasowa „skromna” rzecznik prezydenta Ryszarda Ścigały, z którą na łamach Gazety Tarnowskiej (GK) rozmawiał Łukasz Winczura: 
Coraz więcej miast prowadzi mniej lub bardziej profesjonalne kampanie reklamowe. My zakładamy Wydział Marki Tarnowa, bo tak jest „trendy”?
Nie. Ale faktem jest, iż marketing miast, a nawet państw, rozwija się bardzo intensywnie. Niby dlaczego jako Tarnów mamy stać z boku?
Czym zajmie się nowa komórka w magistracie?
Najkrócej mówiąc, chodzi o to, by skoordynować przepływ informacji wraz ze strategią promocyjną miasta. To usprawni pracę urzędu.
Tarnów ma już swoją markę?
Oczywiście. Stworzyli ją kiedyś ludzie pokroju hetmana Tarnowskiego, generała Bema, Jana Szczepanika czy Eugeniusza Kwiatkowskiego. Dziś jesteśmy dumni, że z Tarnowem kojarzy się ks. Michał Heller czy Wilhelm Sasnal.
Jesteśmy bardziej „Biegunem ciepła” czy „Pierwszym niepodległym”?
I tym, i tym. Wcale to nie przeszkadza, że gramy dwoma hasłami promocyjnymi...
A Pani, które jest bliższe?
Powiem tak, że na razie lepiej się przyjął „Biegun ciepła”...
Nawet jak minus 20 za oknem i strach, że gazu nie będzie?
Szczególnie teraz (śmiech). W Wikipedii można przeczytać, że to u nas przed laty padł rekord ciepła w grudniu. Było wtedy 19 stopni na plusie. I ta informacja znajduje się obok daty upamiętniającej powołanie rządu Władysława Grabskiego. Poza tym angielska wersja hasła „Hot spot”, czyli gorący punkt, jest oczkiem puszczanym także do inwestorów, którzy tu chcieliby ulokować swoje pieniądze.
Eryk Mistewicz, który zajmuje się marketingiem miast, twierdzi, że kluczem do sukcesu jest napisanie opowieści o swoim mieście...
Taką opowieść można oczywiście napisać za biurkiem. Ale będzie ona znacznie bardziej pasjonująca, kiedy stworzą ją nasi mieszkańcy.

W tę PR niby rewolucję doskonale wpisuje się rozstrzygany tradycyjnie na przełomie roku plebiscyt czytelników jedynego tarnowskiego tygodnika reklamowo - informacyjnego TEMI na Złotą Różę i Złotą Rózgę… W drugiej już edycji tego osobliwego konkursu wzięło udział ponad tysiąc czytelników, których głosy zdecydowały o wyłonieniu piątki finalistów  w każdej kategorii konkursu. Z tego grona jury w składzie: Monika Faron (RDN Małopolska), Jacek Ruda (MTK), Agnieszka Borzęcka (Marka Miasta), Jerzy Kosiba (TEMI) i Tadeusz Bałchanowski (wydawca) wybrało tegorocznych laureatów. I tak do Złotej Róży czytelnicy TEMI nominowali: ks. Michała Hellera, Ryszarda Ścigałę, Agnieszkę Kawę, Wojtka Klicha i Tarnowskie Centrum Kultury, z których to złote trofeum otrzymała pierwsza trójka nominowanych, ze szczególnym podkreśleniem zasług światowej sławy tarnowskiego kosmologa ks. profesora Michała Hellera w promocji Tarnowa w świecie. Prezydenta Miasta uhonorowano za „odważne decyzje usprawniające tarnowską komunikację”, a byłą dyrektor wydziału kultury za „atrakcyjność oferty w kierowanym od niedawna Mościckim Centrum Kultury”.  Z kolei do  Złotych Rózg w tym roku nominowano: Radę Miasta Tarnowa, Ryszarda Ścigałę, Pawła Sanguszkę, autorów upadku żużlowców Unii Tarnów i organizatorów Festiwalu Komedii „Talia” 2008 (miałkość pomysłu, dobór spektakli i brak imprez okołofestiwalowych), z których także pierwsza trójka otrzymała to wielce wymowne trofeum. Złotą rózgą potraktowano nasz lokalny parlament za ewidentne „błędy przy wprowadzaniu zmian w sferze parkowania”, zaś włodarza miasta za „niedopilnowanie sprawy terenu na Górze Św. Marcina”, a księcia pana za „kombinacje w sprawie tegoż terenu”. Tuż poza finałową piątką zasługująca zdaniem czytelników TEMI na Złote Rózgi znaleźli się jeszcze artysta rzeźbiarz Jacek Kucaba za „projekt pomnika papieża usytuowany na tarnowskich Falklandach” i radny miejski Krzysztof Nowak za „brak porozumienia z kimkolwiek”, a także aż poczwórnie nasz pan prezydent: za zakorkowanie miasta, za rezygnację z koncepcji Młyna Sztuki, za dziwny konkurs na dyrektora teatru i za niewypał z pierwszym niepodległym. No cóż, ponieważ z gustami się nie dyskutuje jak mawiał klasyk, więc spuśćmy zasłonę miłosiernego milczenia na taki a nie inny podział ról w naszej tarnowskiej szopce, do której ksiądz Heller pasuje jak kwiatek do kożucha. No chyba, że chodziło o… listek figowy.

Z całą pewnością tak nie jest w przypadku prestiżowego tytułu „Małopolanina Roku 2008”, jakim w pełni zasłużenie uhonorowano ks. prof. Michała Hellera. To nagroda przyznawana przez Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski. W jej uzasadnieniu napisano „Ks. prof. Michałowi Hellerowi - kosmologowi, filozofowi i teologowi, laureatowi Nagrody Templetona, uczonemu, którego myśli i idee mają globalny wymiar, twórcy Centrum Kopernika Badań Interdyscyplinarnych w Uniwersytecie Jagiellońskim i Papieskiej Akademii Teologicznej tytuł został przyznany za "przerzucanie mostów pomiędzy religią i nauką". Nagrodę otrzymał również prof. Jacek Woźniakowski - założyciel Klubów Inteligencji Katolickiej, twórca i dyrektor wydawnictwa "Znak". Nazwiska laureatów tradycyjnie ogłoszono podczas Noworocznego Spotkania Opłatkowego Samorządów Małopolski i Polski., które odbyło się w Krakowie z udziałem Kard. Stanisława Dziwisza.
Małopolanin Roku przyznawany jest od 1995 roku. Otrzymują go osoby urodzone w Krakowie lub Małopolsce, którzy przyczyniają się do rozwoju regionu i kraju. Wręczono go już 20 osobom. Ks. prof. Michał Heller to absolwent tarnowskiego Seminarium. Pierwszy dziekan Wydziału Teologicznego w Tarnowie. Jest profesorem filozofii na Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie, pracownikiem Watykańskiego Obserwatorium Astronomicznego, kierownik Ośrodka Badań Interdyscyplinarnych, a od 1990 r. członkiem Papieskiej Akademii Nauk. W 2008 jako pierwszy Polak został laureatem Nagrody Templetona, przyznawanej za pokonywanie barier między nauką a religią. 28 czerwca 2008 otrzymał tytuł honorowego obywatela miasta Tarnowa.

Wśród laureatów tytułu przyznawanego od 1995 roku są m.in. Andrzej Zoll, Wisława Szymborska, Andrzej Wajda, Czesław Miłosz, Stanisław Lem Franciszek Ziejka, Zbigniew Brzeziński, Antoni Dziatkowiak, Jerzy Nowosielski, Henryk Mikołaj Górecki, Krzysztof Penderecki, Robert Korzeniowski, Sławomir Mrożek, Adam Bujak, kardynałowie: Franciszek Macharski i Stanisław Dziwisz, arcybiskup Ignacy Tokarczuk oraz Adam Małysz. Małopolaninem Wszechczasów jest Ojciec Święty Jan Paweł II.  W tym znakomitym gronie w pełni zasłużenie znalazł się nasz ksiądz profesor, któremu serdecznie z tej okazji gratulujemy.

Zakończmy ten tydzień wymownym hasłem „Carpe temporis”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza zachętę do korzystania z czasu, z życia jakie nam dano i zadano. Jest to równocześnie tytuł pierwszej w tym roku wystawy w Galerii „Studio” – Pub Andrzeja Tylko przy ul. Żydowskiej, której wernisaż odbył się 3 stycznia o godz. 20:00, a jej autorem jest Jakub Ochnio, uczeń III LO w Tarnowie. Autor prac od dwóch lat jest pasjonatem fotografii, szczególnie dokumentalnej; pełni funkcję prezesa grupy „Omega”, jest członkiem Tarnowskiego Towarzystwa Fotograficznego. Prezentowane na wystawie zdjęcia to cykl kilku reportaży, w tym z tarnowskiego domu dziecka oraz tarnowskiego więzienia(…), a także zrobione na tarnowskich ulicach – mówił autor wystawy. Czarno białe fotografie tworzą niezwykły klimat miejsc i zdarzeń uchwyconych okiem obiektywu. Jest to fotografia dokumentalna w której można znaleźć styl nowoczesnej fotografii połączonej z stylem lat 70. Wernisaż najnowszej wystawy młodego artysty zaszczycili licznie zarówno młodzi jak i starsi koneserzy dobrej fotografii, wśród których  nie zabrakło starszych kolegów po fachu młodego kandydata na artystę fotografika. To właśnie jeden z nich, powszechnie uznawany za guru tarnowskich fotografików Andrzej Tylko uroczyście otworzył wystawę mocno stremowanego Jakuba Ochnio, którą wszystkim, nie tylko smakoszom dobrego piwa, jako że Galeria Studio to także Pub, gorąco polecam.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



21:21, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 04 stycznia 2009

Ten pierwszy w nowym roku 2009 cotygodniowy spacer po kulturalnych zaułkach naszego galicyjskiego miasteczka, aliści jak by nie było, w randze stolicy powiatu zaczynamy z pewną nieśmiałością. Tym większą, im mniejszą mamy ochotę na wyściubienie nosa poza domowo- stajenne opłotki spowodowane takimi, a nie innymi okolicznościami przyrody, wszak nie od dziś wiadomo iż organicznie nie lubimy zimna.  Ale do rzeczy. Początek stycznia to początek skali, nowe otwarcie, kolejna szansa, czas dany nam ponownie ale i zadany. Z tym ostatnim pojęciem świat „od zawsze” miał problemy, do dziś tak naprawdę nie wiadomo ile właściwie dni ma rok. Niezależnie od tego odnotujmy na przełomie roku kilka zwyczajowo związanych z tym okresem wydarzeń, jak chociażby kultowe już wigilijne „Rockowe opłateczki” Wojtka Klicha w TCK, fantastyczny bożonarodzeniowy koncert chóru GOS.Pl w tarnowskim teatrze oraz wieńczący świąteczny pakiet imprez sylwester na Rynku, poprzedzony happeningiem w Teatrze im. L. Solskiego. Nie sposób także pominąć półmetka rządów prezydenta Ryszarda Ścigały, który pokazał na przełomie roku ludzka twarz i zamiast tradycyjnie wysyłanych urzędowych kartek świątecznych zadysponował aby kwotę przeznaczona na ich wysyłkę przeznaczyć na pomoc dla potrzebujących, oraz czytał i kolędował w Tatrzańskiej podczas cyklicznego wieczoru „Czytanie nocą” organizowanego przez bezdomny od nowego roku Teatr Nie Teraz. Wszystko to, co się działo i dzieje, zawsze zdarza się gdzieś i kiedyś. Być może wyjątkiem była pierwotna osobliwość, sam Wielki Wybuch, od którego zaczęła się ewolucja Wszechświata, a który jednocześnie zaszedł wszędzie i być może, w pewnym sensie, „poza czasem”. Tym problemem m.in. zajmuje się najznamienitszy z współczesnych obywateli naszego miasta ksiądz profesor Michał Heller i jego współpracownicy. My jednak, na co dzień, żeby sprawnie działać, musimy regulować zegarki i zrywać kartki z kalendarza oraz określać miejsce pracy i zamieszkania. Sylwester i Nowy Rok jest dla mierzenia czasu w długich okresach tym, czym północ dla czasu dobowego, umownym początkiem skali, którego nie wyróżniają żadne prawa fizyki, a jedynie historia, tradycja i przyzwyczajenie.


Niezależnie od tych kalendarzowych dywagacji, o których interesująco pisze obok na naszych łamach publicysta Tygodnika Powszechnego Stanisław Bajtlik w każdą wigilijną noc, nieprzerwanie od 1995 roku w wypełnionych po brzegi Piwnicach TCK rozbrzmiewają kolędy i pastorałki w blues-rockowych aranżacjach. Również tegoroczne Święta Bożego Narodzenia nie mogły obyć się bez „O!płateczków Rockowych Wojtka Klicha”, które nadają tej wyjątkowej nocy niepowtarzalny klimatu. Ostatni wigilijny Koncert, na który na długo przed zabrakło biletów, wzbogacony został o nowe autorskie pastorałki Wojtka Klicha i jego gości. Rockowe O!Płateczki to ziszczenie niepokornych marzeń Wojtka Klicha, który wymyślił sobie tę imprezę, datę i irracjonalną godzinę rozpoczęcia (bo któż o 1.30 w nocy odwiedza sale koncertowe?) i wszystko to od początku wypaliło! Od pierwszego koncertu O!Płateczki stały się imprezą kultową, nie do powtórzenia i (jak okazało się po edycji w której nagrywana była płyta koncertowa w tarnowskim teatrze) nie do przeniesienia. ”Mam wrażenie jest to rodzaj opłatka dla naszego środowiska muzycznego i jego wiernych sympatyków, którzy zjeżdżają z najodleglejszych miejsc na tę jedną noc by być razem ze swoim rodzinami i z tą jedyną, niezwykłą rodziną muzyków i fanów starego dobrego rocka…” – dywagował na ten temat Tomasz Kapturkiewicz, dyrektor TCK. W tę magiczną bożonarodzeniową noc, muzycznymi opłatkami dzielili się: Wojtek Klich- wokal, gitara, Jerzy „Kobra” Drobot – bas, Stanisław Migała- gitara, Krzysztof Krupa „Flipper”- perkusja oraz Goście.

Natomiast tuz po Świętach, standardy muzyki gospel i najpiękniejsze, najbardziej znane i lubiane kolędy we współczesnych aranżacjach, wypełniły w sobotni wieczór tarnowski teatr. A wszystko to za sprawą bardzo radosnego, energetycznego, koncertu zatytułowanego „A Child is Born”, jaki dał tam bardzo popularny i lubiany tarnowski chór GOS.PL, działający przy parafii księży Filipinów. Tarnowski Chór GOS.PL jest zespołem, który od 6 lat wykonuje muzykę określana jako Contemporary gospel, czyli z towarzyszeniem instrumentów wywodzących się z tradycji murzyńskich śpiewów Negro Spiristuals, ale wzbogacony nowoczesnymi doświadczeniami muzyki jazzowej, saulowej i rockowej. W koncercie „A CHILD IS BORN” oprócz standardów muzyki gospel znalazły się też nowoczesne aranżacje tradycyjnych polskich kolęd. Chórowi pod kierownictwem Tomasza Steca i Anny Podkościelnej-Cyz towarzyszy zespół instrumentalny w składzie: Bartek Szułakiewicz – fortepian, syntezatory, aranżacje Grzegorz Nosek - gitara basaowa Daniel Kapustka – perkusja Tomek Boruch – gitary Michał Król – saksofony Tomek Bielecki – instrumenty perkusyjne. Wypełniona do ostatniego miejsca widownia tarnowskiego teatru bardzo żywiołowo reagowała na to, co działo się na scenie, często włączając się w spiew kolęd. Szczególnie podobał się występ „małych aniołków”, w których role wcieliły się kilkuletnie zaledwie pociechy członków chóru.

Zaś dwa dni później 29 grudnia w poniedziałek Starosta Tarnowski, Stowarzyszenie Nie Teraz, Księgarnia "Oświatowa" oraz Restauracja "Tatrzańska" zaprosiły czytanie i kolędowanie… kolejny, już szesnasty wieczór literacko-muzyczny z cyklu "Czytanie Nocą". Ostatnie tegoroczne spotkanie, które rozpocznie się tradycyjnie o godz. 21:00, zatytułowano po prostu "Kolęda". Jego gośćmi byli tarnowscy „Trzej królowie”: Bogdan Pastuszko, prezes Karpackiej Spółki Gazownictwa, Ryszard Ścigała, prezydent Tarnowa i Edward Żentara, dyrektor Teatru im. L.Solskiego. Wystąpiła również grupa kolędnicza "Śmignianie". Ten klimatyczny wieczór przygotowali aktorzy Teatru Nie Teraz oraz Tomasz Lewandowski z gitarą, zaś całość poprowadził ich guru Tomasz Antoni Żak z Lisiej Góry. W tę świąteczną poetykę bardzo zgrabnie wpisał się Prezydent Ryszard Ścigała, który w tym roku nie wysłał tradycyjnych kartek ze świątecznymi życzeniami. Pieniądze, zamiast na zakup pocztówek i znaczków, zostaną przeznaczone na pomoc dla potrzebujących – zasilą kuchnię dla ubogich, działającą przy klasztorze ojców Bernardynów. Czas świąt, gdy nasze myśli koncentrują się wokół potrzebujących i samotnych, a pusty talerz przy wigilijnym stole jest tego symbolem, to dobry moment na takie inicjatywy – mówi Ryszard Ścigała. I dołączył życzenia: Nowy rok niech będzie czasem realizacji zamierzeń i spełnienia marzeń, przynosząc tylko to, co dobre, piękne i szczęśliwe.

Typową dla Tarnowa sylwestrową sztampę (stadne zbiegowisko pod Ratuszem, pod którym zgromadził się kilkutysięczny tłum zabawiany tym razem min. przez Reni Jusie), nareszcie przełamał tarnowski teatr. Sylwester w teatrze? A dlaczego nie, tym bardziej iż dzieje się tak w wielu innych miastach. W ostatnim dniu starego roku tarnowski teatr zaprosił odważnych na spektakl „Kaczo, Byczo i indyczo”. To prowokacja artystyczna, której autorem jest Bogusław Schaeffer. To kompozytor, muzykolog, dramatopisarz i grafik. Kaczo jest próbą przeniesienia na scenę artystycznej techniki collage’u stosowanej głównie w sztukach plastycznych, a polegającej na tworzeniu kompozycji z różnych przedmiotów i tworzyw. Rzecz całą wyreżyserował Tomasz Piasecki, zaś w obsadzie: Anna Lenczewska, Tomasz Piasecki i Edward Żentara. W Kaczo showman gra Showmana, aktorzy wcielają się piętrowe role, na scenie rozgrywają się prawdziwe sceny. Czy również zatem i widz zostaje zmuszony do odgrywania roli widza? Kaczo – jak zapowiadają organizatorzy - naciąga granice teatralności nie przekraczając ich; bawi się nimi, bawiąc zarazem widzów; jest swobodnym collage’em filozoficznych monologów, przyziemnych, życiowych perypetii dramatycznych, dostrzec w nim można próby wdarcia się za kulisy teatru i poszukiwania odpowiedzi na pytanie zasadnicze: na czym polega zadanie showmana? Jak jest naprawdę spróbujemy odpowiedzieć za kilka tygodni, po oficjalnej premierze sztuki.

Kończąc ten pierwszy aczkolwiek jeszcze noworoczny felieton zacytujmy raz jeszcze naszego uczonego kolegę z TP i skonstatujmy, iż skoro odkryliśmy, że Wszechświat się rozszerza, że jego ewolucja miała początek w Wielkim Wybuchu, to w zasadzie moglibyśmy pokusić się o wprowadzenie kalendarza liczącego lata od tego zdarzenia. Żylibyśmy w roku około 13 730 000 000. Około, bo wiek Wszechświata znamy w najlepszym przypadku z dokładnością do 1 proc., czyli z błędem sięgającym około 140 000 000 lat. Poza tym, wpisywanie 16-cyfrowych dat (11 cyfr dla roku i po dwie dla dnia i miesiąca) byłoby kłopotliwe. 26-cyfrowe numery kont bankowych, 10-cyfrowe NIP i 11-cyfrowy PESEL (plus niezliczona ilość PIN-ów) wystarczą. I tego państwu oraz sobie i Pegazowi w nowym roku absolutnie nie życzę.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



02:42, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: