RSS
sobota, 01 czerwca 2013

 

Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą na emeryturę. E. Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny, bacznie przygląda się absolwentom szkół teatralnych, ale na razie nie zamierza powiększać etatowego zespołu. Gotowa jest też lista osób, które mają tworzyć reaktywowaną po latach Radę Artystyczną Teatru Solskiego. W jej składzie znajdą się m.in. aktorzy tarnowskiej sceny oraz… M. Smolis, związany z warszawskim Teatrem Syrena. Za nami również Debata Finałowa pomiędzy II LO i XVI LO, której przewodnią tezą był: „Tarnów to miasto sprzyjające młodym ludziom”. Całość tego oryginalnego projektu edukacyjnego (współfinansowany przez Szwajcarię), realizowanego w Tarnowie, to głównie zasługa stosunkowo młodego tarnowskiego Stowarzyszenia KANON, któremu przewodzą Iwona i Dariusz Snopkowscy. Zgodnie ze zasadą przyjętą w Tarnowskiej Lidze Debatanckiej, na godzinę przed pojedynkiem odbyło się losowanie stron. XVI LO przypadło bronienie tezy, II LO natomiast jej oskarżanie. A w Loży mędrców zasiedli m.in. prezydent Tarnowa R. Ścigała, redaktor naczelny Temi T. Bałchanowski i szef Działu promocji Radia RDN Małopolska M. Biedroń. Stosunkiem głosów 2:5 (małe punkty: 728:807) Loża opowiedziała się po stronie opozycji w tej debacie czyli II LO. Tym samym tytuł Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej przypadł II Liceum Ogólnokształcącemu, XVI  Liceum Ogólnokształcące im. Armii Krajowej zdobyło drugie miejsce. Należy przypomnieć, iż trzecie miejsce w rozgrywkach zajął Zespół Szkół Ekonomiczno - Gastronomicznych w Tarnowie.  Już teraz Organizatorzy zapraszają na UROCZYSTĄ GALĘ w tarnowskim teatrze planowaną na 18-go czerwca, na której nastąpi wręczenie Pucharu Mistrza Tarnowskiej Ligi Debatanckiej, medali oraz pamiątkowych prezentów dla wszystkich uczestników projektu. Już po raz drugi w Tarnowie, w ramach obchodów Światowego Dnia Rozwoju Kultury, odbyła się „Doba Dla Kultury”. W trakcie „Doby” w dniach 31 maja (piątek) – 1 czerwca (sobota) można było, m.in.: zwiedzić kabiny projekcyjne Kina Marzenie, zobaczyć scenę „z drugiej strony” w tarnowskim Teatrze, spotkać się z M. Świetlickim i wziąć udział w koncercie „Świetlików” w Pałacyku Strzeleckim. Ponadto, spotkać się z postaciami z bajek na pikniku dla najmłodszych w Parku Strzeleckim,  wziąć udział w warsztatach radiowych i  telewizyjnych, uczestniczyć w próbie warsztatów wokalnych w TCK, zwiedzić introligatornię i dział starodruków MBP, zobaczyć wystawy w BWA, Muzeum Etnograficznym, siedzibie ZPAP, Galerii Aniołowo, Izbie Pamięci Światowego Związku Żołnierzy AK, zwiedzić Dworek Paderewskiego w Kąśnej Dolnej. We wszystkich instytucjach biorących udział w „Dobie dla Kultury” można było zbierać okolicznościowe „stemple uczestnika”. Dla najaktywniejszych przewidziano nagrody. Miniony tydzień zakończył pierwszo czerwcowy, niestety deszczowy, blok imprez związanych z Dniem Dziecka, którego artystyczną dominantą był rozpoczynający się właśnie tego dnia w tarnowskim teatrze V Festiwal Spektakli Dziecięcych Mała Talia. Blisko 5000 dzieci z regionu tarnowskiego będzie miało okazję zobaczyć 5 tytułów zaprezentowanych przez aktorów z Rzeszowa, Częstochowy, Rabki i Tarnowa. Kończąc odnotujmy jeszcze symboliczną wizytę w Tarnowie najstarszego ocalałego z getta tarnowskiego Żyda 87 – letniego Leo Kleina…

Dla teatrów, które zwykle dostępne są dla widzów od września do czerwca, wiosenne miesiące to czas personalnych roszad. Nie tylko tych najgłośniej komentowanych, a dotyczących dyrektorskich stanowisk, ale także zmian w zespołach aktorskich, co z kolei mocno interesuje teatralną publiczność. Nie inaczej będzie w Teatrze im. L. Solskiego w Tarnowie. Tu, na szczęście, spodziewać się możemy jedynie drobnych zmian.  - W ubiegłym sezonie nastąpiły spore zmiany w zespole aktorów; dwie osoby odeszły, a cztery inne przyjęłam. Repertuar w sezonie, który właśnie dobiega końca, był układany pod istniejący zespół i w przedstawieniach występowali właściwie etatowi aktorzy, a takich jest w tym momencie szesnaściowo, pojawiali się też aktorzy grający gościnnie. Planując już powoli sezon 2013/2014, zdecydowałam się na taki repertuar, w którym występować będą etatowi aktorzy, nie zamierzam powiększać zespołu. Nawet troszkę się zmniejszy, bo nowy sezon zaczniemy bez Jolanty Januszówny, która odchodzi na emeryturę, a pod koniec roku z tego samego powodu odejdzie Jerzy Ogrodnicki. - wyjaśnia Ewelina Pietrowiak, dyrektor artystyczna tarnowskiej sceny.  Jak każdy dyrektor teatru odpowiedzialny za budowanie zespołu, Ewelina Pietrowiak zasypywana jest życiorysami, podaniami, nagraniami przesyłanymi przez aktorów w różnym wieku, w tym także dopiero kończących szkoły aktorskie. - Z wielkim zainteresowaniem oglądałam przedstawienia prezentowane podczas Festiwalu Szkół Teatralnych, bo przecież niewykluczone, że za dwa sezony będę szukać kogoś do zespołu. Obserwuję, szukam, wyławiam co ciekawsze osoby. Ufam swojej intuicji; wolę zobaczyć aktora na scenie, a nie oceniać go tylko na podstawie listy ról i zapisu spektaklu. Taki festiwal jest ku temu doskonałą okazją i wielu dyrektorów teatrów właśnie tam się spotyka - dodaje dyrektor Pietrowiak.

Gdyby tylko pozwalał na to teatralny budżet, przyjęcie do zespołu kolejnych kilku czy nawet kilkunastu aktorów nie byłoby problemem. Ale wtedy mógłby pojawić się zupełnie inny problem. - Aktorzy muszą grać. Nie ma chyba większej frustracji dla aktora niż przesiedzieć sezon czy dwa bez roli. Układając repertuar staramy się myśleć o wszystkich aktorach, ale czasami tak się nie da. Tu bardzo wiele rzeczy trzeba dograć, by w odpowiednim momencie odpowiedni reżyser mógł pracować z aktorami, którzy akurat nie pracują już nad inną sztuką. Bywa to trudne i stąd czasami aktorzy mają sezon przerwy, widać ich rzadziej na scenie. Jednak dwa, trzy sezony bez grania to zła sytuacja. Aktor by się rozwijać musi grać, a jeśli gra, to także zarabia. Ważne jest, by nie przyjmować aktora tylko do jednej roli, bo akurat kogoś takiego w zespole brakuje, ale by mieć wobec niego plany sięgające zdecydowanie dalej - w jakich spektaklach zagra za pół roku, w kolejnym sezonie - mówi Ewelina Pietrowiak. Od czasu do czasu na tarnowskiej scenie występują aktorzy grający gościnnie, ale to rzadkość. Niedawno zrezygnowano z aktorów gościnnych tworzących w dużej mierze obsadę "Małego księcia" i ich miejsce zajęli aktorzy etatowo związani z teatrem. Na pewno aktorów grających gościnnie zobaczymy natomiast w sztuce przygotowywanej na najbliższy festiwal komedii Talia 2013. Będzie to przedstawienie "W pokoju obok"; tu niezbędny jest udział aktorki o określonych warunkach zewnętrznych. A Mulatki w tarnowskim zespole nie ma.

Gotowa jest lista osób, które tworzyć mają Radę Artystyczną Teatru Solskiego. Zgodnie ze statutem obowiązującym w Tarnowskim Teatrze dyrektor może powołać radę artystyczną, ale nie musi. Po co właściwie taka rada?  - Jest ciałem doradczym, opiniującym, ale nie decydującym o doborze repertuaru - to należy już do dyrektorów artystycznego i naczelnego. Rada czasami bywała traktowana jako swoisty wentyl bezpieczeństwa i tworzyły ją osoby związane z teatrem lub zapraszano stale współpracujących reżyserów. To ostatnie rozwiązanie nie zawsze dobrze się kończy, bo bywa, że dominują w repertuarze spektakle tych właśnie reżyserów. Mamy już przygotowaną propozycję nowego składu rady artystycznej teatru, wymaga on jeszcze uzgodnienia z prezydentem Tarnowa i zapewne stanie się to przed końcem sezonu - mówi dyrektor Rafał Balawejder. Radę artystyczną tworzyć będą Matylda Baczyńska (aktorka), Anna Wakulik (kierownik literacki), Tomasz Piasecki (aktor), Marcin Hycnar (tarnowianin, aktor filmowy i teatralny, związany z warszawskimi teatrami) oraz Michał Smolis (kierownik literacki w Teatrze Syrena w Warszawie). - Nie ma tu głośnych nazwisk, ale nie o to chodziło. Bardziej o ludzi, w dużej mierze młodych, z którymi możemy się spotkać kilka razy w roku i porozmawiać, wymienić opinie o sztukach granych w wielu miastach, a zwłaszcza w warszawskich teatrach. To w stolicy widać odbicie tego, co dzieje się w teatralnej Polsce, jakie przedstawienia cieszą się zainteresowaniem publiczności - dodaje Rafał Balawejder.
Przypomnijmy tylko, że w składzie rady, którą powołał w 2006 roku ówczesny dyrektor Wojciech Markiewicz, byli m.in.: Jan Polewka (reżyser, scenograf), Krzysztof Miklaszewski (scenarzysta, reżyser), Jerzy Bończak (aktor, reżyser). Jego następca Edward Żentara nie popierał tworzenia rady artystycznej, uważając, że jest wystarczająco doświadczonym aktorem i reżyserem, by decyzje o doborze repertuaru podejmować samodzielnie. Ale zaznaczał też, że decyzje te konsultował z aktorami, dyrektorami innych teatrów, reżyserami.

Najstarszy ocalały z getta tarnowski Żyd odwiedził miasto pierwszy raz od prawie 70 lat. Niezwykłe spotkanie związane było z renowacją pamiątkowej tablicy na Cmentarzu Żydowskim w Tarnowie. 87-letni Leo Klein przyjechał do Tarnowa wraz z rodziną z Niemiec, Szwajcarii, Belgii i Francji. Jak zaznacza Adam Bartosz - przewodniczący Tarnowskiego Komitetu Ochrony nad Zabytkami, pamiątkowej tablicy udało się przywrócić pierwotny stan. W tym miejscu stał pomniczek, który postawił członek z rodziny Kleinów ocalały z Holokaustu. Ten pomnik zniszczał przez lata. Szczęśliwie zachowała się fotografia tej tablicy, którą wykonano zaraz po wojnie i według tej fotografii wykonana jest pamiątkowa tablica - mówi.
Przed uroczystością przy pomniku Senior rodu oprowadzał rodzinę po Tarnowie, wspominając liczne miejsca i wydarzenia. Leo Klein dokładnie pamięta każdy szczegół tamtych dni. Na Folwarcznej 4 był Dom żołnierza, tam była drabina, gdzie się schowałem. Siedziałem tam 24 godziny, a przez dziurę zawsze widziałem co się działo. Kiedy zszedłem z powrotem zabrali mnie od razu, żebym czyścił buty, bez przerwy. A jak nie było dobrze to znowu chowałem się do góry - wspomina. Leo Klein został wywieziony do Płaszowa z ostatnia grupą w 1943 roku. Ocalał dzięki Schindlerowi. Uroczystości na Cmentarzu Żydowskim w Tarnowie odbyły się w piątek (31 maja) i miały charakter kameralny. Przewodniczył im rabin z Katowic, który poprowadził modlitwę za zmarłych.

Ryszard Zaprzałka




 

18:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 30 grudnia 2012

To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jego inności nie jest też cezura czasowa: koniec starego i początek nowego roku. Te oczywiste oczywistości, jakkolwiek ważne i nie do pominięcia w Pegazie, pisanym w sylwestrowych okolicznościach przyrody, tym razem zdominowała jakościowa i techniczna zmiana naszego, z przeproszeniem, organu. Otóż z nastaniem nowego Anno Domini 2013 tkk od czterech lat funkcjonujący na blogu gazeta.pl przemienia się w profesjonalny portal internetowy tarnowskikurierkulturalny.pl – zachowując swoją dotychczasową tożsamość:  nazwę i charakter. Jak dotąd, tak i nadal będziemy możliwie najszerzej, najgłębiej i najrzetelniej monitorowali to, co w kulturalnej trawie Tarnowa i okolic piszczy. Aliści otwierając się w raz z nowym rokiem na nowe możliwości, szanse i nadzieję… Licząc na wypróbowaną przez minione lata państwa przyjazną obecność, wyrozumiałość dla popełnianych błędów i anielską cierpliwość do nas…

A  ponieważ anielski sezon w pełni, podjęliśmy próbę ustalenia, ile też tych stworzeń fruwa wokół nas. I okazało się, że jest ich dokładnie 301 655 722. Taką przynajmniej liczbę podaje XIV kabała. Podążając dalej tym tropem ustaliliśmy z moim skrzydlatym aczkolwiek parzystokopytnym aniołem stróżem, że około 520 r. niejaki Pseudodionizy Aeropagita rozróżnił trzy hierarchie aniołów: Serafini (aniołowie miłości), Cherubini (aniołowie wiedzy) i posłuszne Trony. Są wśród aniołów tacy, którzy opiekują się narodami (Księstwa), i Archaniołowie, którzy przynoszą ludziom najważniejsze wiadomości/, oraz opiekujący się nami na co dzień (Stróże). Wszystkie anioły nie mają ciała i są nieśmiertelne. W Biblii różnią się wyglądem, w sztuce – różnymi atrybutami, np. mają skrzydła. Aliści są także aniołowie, o których nie wie nikt, bezimienni, jak ci, którym są przypisani. To szeregowcy w niebieskiej armii. I to od nich tak naprawdę zależy, co się z nami szarakami na co dzień i od święta dzieje. Pilnują nas i pilnie raportują, gdzie i co trzeba.

A po świątecznych szaleństwach nastał czas na poświąteczne remanenty i refleksje.  Zniesmaczeni co nie co poszukiwaniami odpowiednich kryteriów i ocen, koniecznością dokonywania wyborów i nadawania numerów - rozglądamy się nerwowo z Pegazem za wodą święconą, która wywabiłaby nasze w tym względzie przewinienia. A wokół tyle świętych, że zasłaniają już niebo. Coraz trudniej zebrać wszystkich przy stole, zaparkować pamięć w  dozwolonym miejscu i trzymając się za ręce przemawiać do siebie nierdzewnymi słowami. Coraz częściej zacina się też nasza maszynka tolerancji, wzajemnego znoszenia siebie na wzajem, i coraz częściej nie możemy znaleźć dotrzymującej słowa karty gwarancyjnej. Ale do rzeczy czyli kulturalnego „spisu z natury” niektórych ostatnich, i jakby mniej „medialnych” zdarzeń kulturalnych tego wyjątkowego, ostatniego tygodnia roku.

Zgodnie z tarnowską tradycją, również w tym roku w wigilijną noc tuż po pasterce, w piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury zabrzmiały Rockowe O!płateczki Wojtka Klicha, kultowa impreza mająca swoje stałe miejsce w kalendarzu imprez kulturalnych Tarnowa. Ten  odbywający się nieprzerwanie od 1995 roku wyjątkowy koncert kolęd i pastorałek w blues – rockowych aranżacjach  to prawdziwy ewenement w skali kraju (a może i świata), który odbywa się tradycyjnie w Wigilijną Noc,  to ziszczenie niepokornych marzeń Wojtka Klicha, który wymyślił sobie tę imprezę, datę i irracjonalną godzinę rozpoczęcia - bo któż o 1.30 w nocy odwiedza sale koncertowe.

Podobnie jak rok temu, ze względu na oszczędności, zrezygnowano z hucznego Sylwestra na Rynku połączonego z  występami zespołów na żywo (ostał się jeno pokaz ogni sztucznych). Na szczęście nie wszyscy postponują tradycję, o czym dobitnie zaświadcza chociażby kolejna edycja plenerowej szopki z żywymi zwierzętami w przyklasztornych ogrodach klasztoru ojców Bernardynów. W tym roku została ona powiększona i wzbogacona nową iluminacją świetlną. Konstrukcja szopki ma w tym roku wygląd tradycyjnego pasterskiego szałasu, w którym zamieszkają przede wszystkim zwierzęta znane z polskich gospodarstw, m.in. owce, kaczki, barany i dwa kucyki. Szkoda tylko, że zabrakło egzotycznych wielbłądów czy lam, które były w poprzednich latach. - Budowa trwała ponad miesiąc, a w wykonaniu samej szopy, jak i zagrody po raz pierwszy pomagały nam osoby, które na co dzień korzystają z naszej kuchni - mówi o. Lucjusz Wilk, gwardian klasztoru. Bernardyni jednocześnie zachęcają do zobaczenia ruchomej szopki w kościele, w której umieszczono w tym roku kilka nowych figur, m.in. wędkarza i kowala. Żywą szopkę u Bernardynów będzie można oglądać od godz. 8 do 19. Codziennie do 6 stycznia, kiedy to zaplanowano tradycyjny pochód Trzech Króli przez miasto.  A skoro o szopkach mowa to nie sposób nie wspomnieć o kolędach, będących ich artystycznym dopełnieniem i wszechobecnych w tym wyjątkowym czasie w tzw. przestrzeni międzyludzkiej. Więc koncertuje kto może i gdzie może…

W kościele i w teatrze, na ulicy i po domach, które odwiedzali Kolędnicy Misyjni. I tak w sobotę 29 grudnia  w Kościele Księży Misjonarzy odbył się koncert kolęd i pastorałek w wykonaniu Dziewczęcego Chóru Katedralnego „Puellae Orantes” i Kwartetu Smyczkowego „Airis”. Podczas koncertu zaprezentowano repertuar z albumu „Łukaszewski & Bembinow. Kolędy i pastorałki”, nagrodzonego Fryderykiem 2012. Z kolei w niedzielę 30 grudnia w kościele p.w. Miłosierdzia Bożego kolędowała działająca przy tamtejszej parafii 25. osobowa Tarnowska Orkiestra Miłosierdzia Bożego. Tego samego dnia Centrum Sztuki Mościce zaprosiło na świąteczny koncert „Pastuszkowie Hej!” w wykonaniu Zespołu Pieśni i Tańca Świerczkowiacy.

Zaś w tarnowski teatr przygotował, podobnie jak w poprzednim roku, sylwestrowe spotkanie zatytułowane „Muzyczne prezenty na Nowy Rok”.  W programie tego sylwestrowego koncertu zapowiedziano popularne arie z oper W.A. Mozarta, S. Moniuszki, G. Bizeta, P. Czajkowskiego a także arie z operetek, piosenki z musicali oraz serię znanych piosenek lwowskich – wszystko w międzynarodowym wykonaniu. Ten muzyczny cocktail przyprawiła grana już od jakiegoś czasu na deskach Solskiego farsa „Czego nie widać”.

Mijający rok to 366 dni obfitujących w wydarzenia, o których mówić się będzie jeszcze długo w Tarnowie. Władza, jak to hucznie wszem i wobec ogłosił magistrat zapamięta 2012 rok jako jedno pasmo sukcesów, aczkolwiek mieszkańcy już niekoniecznie… Przełom roku, to  jak wiadomo,  czas stosownych remanentów, statystyk,  podsumowań i postanowień więc i my nie będziemy chować głowy w piasek… o czym obok.  I tak, w tej medialnej i jak na razie wirtualnej zaspie, bo śniegu jak na lekarstwo  utkwiwszy, z umiarkowaną nadzieją na lepsze jutro tarnowskiej kultury, także tej prasowej (właśnie ukazały się dwa nowe czasopisma), pozostajemy „Na ten Nowy Rok”.

Ryszard Zaprzałka



18:27, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 23 grudnia 2012

 

A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki,  jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowiadanym przez Majów końcu świata. Aliści, jak się okazało, jeszcze nie tym razem, co trafnie skomentował na facebooku  mój tarnowsko – kanadyjski przyjaciel Antoni Wolak. Otóż, pisze on – „Ostatni dzień kalendarza Majów to nie pierwsza przepowiadana apokalipsa. Millenaryści spodziewali się go 31 grudnia 999 roku, gdy wierzono, że więziony w lochach Watykanu potwór Lewiatan zniszczy Ziemię. Na 1600 rok koniec świata przewidywał Marcin Luter, na 1999 Nostradamus, a na 2060… Izaak Newton. Gdy 30 marca 2010 zaczęły się pierwsze zderzenia wiązek protonów w Wielkim Zderzaczu Hadronów, nieznana publicznie z nazwiska Niemka mieszkająca w Szwajcarii toczyła bezskuteczną walkę przed sądami o powstrzymanie eksperymentu w obawie, że w jego wyniku powstanie czarna dziura i zniszczy Ziemię. Pewne jest natomiast, że prędzej czy później nasze Słońce przekształci się w tzw. czerwonego olbrzyma, pochłaniając Merkurego, Wenus i Ziemię. Nastąpi to jednak za ok. 5 mld lat". I tego się będziemy trzymać, przynajmniej ja i mój parzystokopytny interlokutor. Na szczęście nie wszyscy ulegli tej apokaliptycznej wariacji. W takim np., Błoniu koło Tarnowa, jakby nigdy nic, trwa iście przemysłowe (wiadomo: Święta) pieczenie opłatków. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy dziennie w zakładzie przetwórczo-handlowym Wyższego Seminarium Duchownego wypieka się ok. 7 tys. 200 opłatków. - Opłatek powstaje z mąki i wody, ciasto trzeba dobrze wymieszać i trafia ono do specjalnego pieca. Samo pieczenie trwa do 2 minut. Później opłatki przenosi się do nawilżalni, wycina i pakuje - tłumaczy Alicja Słowik. Opłatki są zamawiane głównie przez proboszczów diecezji tarnowskiej. Zamówienia przychodzą z całej Polski, a także m.in. z Niemiec, Anglii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych-mówi ks. Wiesław Czaja, dyrektor zakładu. Oprócz białych opłatków, w Błoniu powstają m.in. żółte, różowe i pomarańczowe. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczone są na utrzymanie tarnowskiego seminarium, gdzie kształci się ok. 200 kandydatów do kapłaństwa. Również magistrat zupełnie zignorował koniec świata i zarządził, że od najbliższej sesji obrad Rady Miasta strzec będą strażnicy miejscy. Chodzi o to, aby nie proszeni goście (czytaj: obywatele) nie mogli swojej władzy patrzeć na ręce czyli uczestniczyć – broń Boże bez prawa głosu – w posiedzeniach wybranych przez siebie przedstawicieli. Teraz zgodnie z przyjętym wnioskiem przewodniczącego G. Światłowskiego mieszkańcy Tarnowa będą mogli obserwować obrady przez otwarte drzwi Sali Lustrzanej, z perspektywy…bufetu oraz przez wstawiony tam telewizor! To ewidentne pogwałcenie i skandaliczne ograniczenie swobód demokratycznych miało swoje źródło w listopadowej sesji RM, kiedy to zdesperowani kibice tarnowskiej Unii Tarnów stanęli za plecami swoich wybrańców i na chwilę przejęli jeden mikrofonów, głośno wyrażając niezadowolenie z dramatycznej sytuacji klubu piłkarskiego, spowodowanej ich zdaniem bierną postawę urzędników oraz prezydenta. Ten kuriozalny pomysł krytykują radni opozycji i koalicji. - Jest to o duży krok za daleko i ja się na to nie będą godził. Będę głośno mówił, że jest to ograniczanie demokracji - uważa radny Jakub Kwaśny z SLD. Do tej pory podczas sesji na sali często zjawiali się związkowcy. W czytelny sposób demonstrowali swoje niezadowolenie. Ostatnio protestowali przeciw komercjalizacji tarnowskich przychodni. Stawali wtedy z transparentami za prezydentem R. Ścigałą. Teraz urzędnicy nie będą już narażeni na podobne siurpryzy… Na szczęście nie wszystko zależy od urzędników. STGU (Stowarzyszenie Twórców Grafiki Użytkowej) ogłosiło wyniki w konkursie „Projekt Roku – Polski Konkurs Graficzny 2012” przyznając w kategorii „Forma” medal D. Nowakowi – młodemu twórcy związanemu z Tarnowem, absolwent tarnowskiego Liceum Plastycznego, później krakowskiej ASP, współtwórcy grupy artystycznej New Roman. Gratulujemy również K. Gliwie, która otrzymała medal w kategorii „Debiut”. Oboje udanie współpracują z tarnowskim BWA:  Damian m.in. jest autorem plakatu dworcowego projektu „Zapnij płaszcz” i współautorem nowego logo BWA, Kaja – autorką plakatu wystawy BWA „Sen jest drugim życiem” i współautorką (z Agnieszką Piksą) książeczki do wystawy. Odnotujmy jeszcze spotkanie z red. C. Gmyzem w restauracji Bombay Music, w teatrze: charytatywny koncert „Pomóżmy Oli” i kolejne "schodowe" tym razem kolędowe śpiewanie dla zabieganych tarnowian. Artystyczne urodziny R. Rzeźnikiewicza i drugą już rocznicę śmierci Bogusia Wojtowicza.

  
Profesor Włodzimierz Bernacki, tarnowski poseł Prawa i Sprawiedliwości, zaprosił 17 grudnia o godzinie 17.,00 na spotkanie z redaktorem Cezarym Gmyzem. Spotkanie odbyło się w restauracji Bombay Music przy ulicy Krakowskiej w Tarnowie. Przypomnijmy: 30 października bieżącego roku Cezary Gmyz opublikował tekst pod tytułem „Trotyl na wraku Tupolewa”, w którym przedstawił wyniki badań jakie zostały przeprowadzone przez polskich specjalistów w czasie pobytu w Smoleńsku. - Ukazanie się drukiem artykułu Cezarego Gmyza zapoczątkował całą serię wydarzeń. Najpierw zwolnienia w „Rzeczpospolitej”, potem  likwidacja „Uważam Rze”, a równolegle z tym atak mediów związanych z  „salonem” na środowiska konserwatywne, a także na  dziennikarzy niepokornych. A wszystko to w państwie, którego konstytucja gwarantuje wolność słowa – mówi poseł Bernacki. 

Tego samego 17 grudnia w tarnowskim teatrze zorganizowano staraniem Stowarzyszenia „Dajmy Dzieciom Miłość” koncert charytatywny „Pomóżmy Oli”. Dla Oli Boguckiej na scenie zagrali i zaśpiewali przyjaciele, artyści z Tarnowa i Warszawy, a wśród nich zespół Jazz City Choir,  a foyer teatru podziwiać będzie można obrazy paryskiej artystki rodem z Tarnowa Ani Kropiowskiej. W koncercie, który poprowadzili Maria Zawada-Bilik i Grzegorz Janiszewski posłuchać było można m.in. piosenek B. Okudżawy, J. Brela, E. Piaf, L. Cohena.  Ola Bogucka, tarnowianka, lat 22. Przy porodzie doznała poważnego uszkodzenia splotu barkowego prawej ręki. W 1991 roku przeszła operację przeszczepu nerwów, która jednak nie przywróciła jej pełnej sprawności. Mimo tego Ola ukończyła szkołę muzyczną w Tarnowie w klasie wiolonczeli. Obecnie jest studentką Uniwersytetu Warszawskiego w Instytucie Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich. Jest także uczennicą Wydziału Wokalnego w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Warszawie. W lipcu tego roku przeszła kolejną skomplikowaną operację ręki w Santander w Hiszpanii. Obecnie przechodzi intensywną rehabilitację. - Wszystkim, którzy zechcą pomóc mi i moim rodzicom w zwrocie poniesionych kosztów operacji i rehabilitacji, bardzo dziękuję za wsparcie – pisze na stronie Stowarzyszenia „Dajmy Dzieciom Miłość” Ola Bogucka.


Rafał Rzeźnikiewicz jest liderem zespołu Anaconda. Obchodzi właśnie 30-lecie swojej działalności scenicznej. Po raz pierwszy wystąpił na scenie w grudniu 1982 r. Grał wtedy z zespołem Akron. Po raz pierwszy wystąpili wtedy na scenie i po raz pierwszy odnieśli sukces. Pierwszy raz zagrali w Domu Kultury w Żabnie. Wygrali w konkursie. – Ten występ otworzył nam drzwi do kariery – wspomina po latach Rafał Rzeźnikiewicz. Potem koncertowali już w całej Polsce. Dwukrotnie wystąpili w Jarocinie. Akron można było zobaczyć w popularnych programach telewizyjnych: Non stop kolor i Luz. Zagrali tam swoje piosenki. W 1991r. wystąpili w Sopocie w konkursie o Grand Prix. Rafał Rzeźnikiewicz chciał jednak iść w kierunku ostrzejszej muzyki i rozwiązał Akron. Założył Pacific. Pacific przekształcił się w Anacondę. Z Anacondą nagrali cztery płyty. Ostatnia z nich „Minucyje” (po staropolsku: kalendarz) nawiązuje do średniowiecza. Na płycie znalazło się w sumie 19 utworów (70 minut muzyki). Klimatem nawiązuje ona do literatury błazeńskiej z czasów średniowiecznych. Zespół Anaconda istnieje od 1996r. Występuje w składzie Rafał Rzeźnikiewicz (gitary, mandolina, bębny, śpiew), Barbara Guzy (śpiew), Tomasz Lewandowski (gitara), Jacek Brzózan (bas), Maciek Guzy (perkusja). Muzykom towarzyszy w wędrówkach sympatyczny pies Frodo, znaleziony swego czasu w Niedomicach.

Ta tragiczna wiadomość lotem błyskawicy rozeszła się po zanurzonym już w świątecznym nastroju Tarnowie. 23 grudnia po południu zmarł po ciężkiej chorobie Bogusław Wojtowicz, od 12 lat dyrektor Biura Wystaw Artystycznych Galerii Miejskiej w Tarnowie, wcześniej pracujący również w Tarnowskim Centrum Kultury i tarnowskim teatrze ( ale także na scenach w Rzeszowie, Bielsku Białej i Lublinie). Uroczystości pogrzebowe odbędą się w czwartek 30 grudnia. O godz. 13.00 Msza Święta Żałobna w Katedrze w Tarnowie, o 15.00 uroczystości pogrzebowe na cmentarzu komunalnym w Krzyżu. Miał 54 lata. Ten z urodzenia Rzeszowianin, a z wyboru Tarnowianin był twórcą i współtwórcą wielu artystycznych projektów. Jego niespokojny duch, co i raz, gnał go po świecie ale zawsze wracał do swojego ukochanego miasta i marzył…  Wcześniej o „Młynie Sztuki”, ostatnio o niszczejącej „Harcówce” – pałacyku w Parku Strzeleckim, który chciał zamienić na tętniące sztuką centrum kultury oraz o dworcowej galerii, którą na kilka dni przed jego odejściem otwarto na tarnowskim dworcu PKP. Nie zdążył już tam być fizycznie ale jego duch, wierzymy w to głęboko, będzie niebiańskim kuratorem każdej kolejnej ekspozycji przygotowanej przez jego następców. Zostanie w naszej pamięci i sercach, a jego charakterystyczna sylwetka jeszcze nieraz pojawi się na tarnowskim Rynku…  Miał wielkie zasługi dla kultury, i to nie tylko tarnowskiej, doceniany i wielokrotnie nagradzany. Inicjator szeregu interesujących wystaw, które przez ostatnie lata można było podziwiać w Tarnowie, współtwórca m.in. oryginalnego Festiwalu ArtFest. Stale współpracował z Andrzejem Dudzińskim (był „etatowym” kuratorem jego wystaw), Januszem Foglerem, Ryszardem Horowitzem, Wojciechem Prażmowskim, Jerzym Skolimowskim. Wcześniej prowadził autorskie audycje radiowe poświęcone jazzowi i piosence francuskiej. Współpracował z: Tomaszem Stańko, Janem Ptaszynem Wróblewskim, Zbigniewem Namysłowskim, Adamem Pierończykiem, Stanisławem Sojką, w latach 90 - tych był menadżerem zespołu rockowego ZIYO. Odszedł jeden z luminarzy tarnowskiej kultury, prawdziwych gigantów, człowiek iście renesansowy. Znaliśmy się i przyjaźniliśmy się całe lata... Był, jak trudno zaakceptować ten czas przeszły już dokonany,  przykładem człowieka, któremu udało się zatrzymać na kilka lat rozwój choroby nowotworowej. Jak sam mówił, choć chwilami było ciężko, postanowił się swoim schorzeniem po prostu „nie przejmować”, choć przecież wielu tarnowian pamięta jego wychudzoną postać z tego okresu. Zapytałem go kiedyś o ten pierwszy moment, w którym dowiedział się że ma raka. „W takich chwilach, gdy dowiadujesz się że jesteś chory na raka, człowiek robi swego rodzaju rachunek sumienia, dzieląc rzeczy na istotne oraz nieistotne, przewartościowując swoje kontakty z ludźmi” – dywagował. Trudne doświadczenie skłoniło go również do ponownego zastanowienia się nad tym, czym jest życie – tu dla B. Wojtowicza jedyną wartością okazała się duchowość, postrzegana jako umiejętność przeżywania piękna. Był też i Bóg – ale nie ten zinstytucjonalizowany. Zapytałem go także o reakcje innych ludzi, o litość, której Boguś w ogóle nie oczekiwał i nie chciał, o innych pacjentów obecnych w klinice... W tym miejscu ludzie są tam wobec siebie nadzy i przez to prawdziwi, każdy jest niezgrabny, więc w pewnym sensie okazuje się tym, kim jesteś naprawdę” - mówił. Pytałem również o lęk przed śmiercią - w odpowiedzi usłyszałem m.in., iż dużą trudność sprawia m.in. brak możliwości zaplanowania czegokolwiek w dłuższej perspektywie czasu oraz strach przed „pozostawieniem nie załatwionych spraw”. „Za bardzo się do życia przyzwyczailiśmy” – tak spuentował to nasze ostatnie spotkani


Ryszard Zaprzałka



13:41, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
sobota, 22 grudnia 2012

 

Ubiegły tydzień zdominowały obchody, także tarnowskie, 31 rocznicy wprowadzenia stanu wojennego. Ich artystyczną oprawę stanowił czwartkowy koncert w tarnowskim teatrze, którego aktorzy kolejny raz zaprosili tarnowian do wspólnego śpiewania. W podziemiach teatru na scenie Underground były oczywiście słynne „A mury runą…” ale także inne utwory największych bardów opozycji z epoki przed 1989r. Wsłuchując się w piosenki Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Wysockiego można było się chociaż na chwilę przenieść  do czasów gdy słowa o wolności dawały ludziom nadzieję i otuchę. - Celem naszej Śpiewanej Lekcji Historii jest przypominanie piosenek, które powstały w czasach Stanu Wojennego i w obozach, gdzie internowano działaczy Solidarności... Piosenki powstawały z potrzeby buntu wobec ogłoszenia Stanu Wojennego i z potrzeby serca. Ludzie niespodziewanie odseparowani od rodzin, uwiezieni wraz z kryminalistami łapali za gitary i pisali teksty, w większości do znanych ogólnie melodii... słowa proste, czasami ostre, niecenzuralne umożliwiały odreagowanie. Te powstałe na "wolności" pisali uznani twórcy (Pietrzak, Kaczmarski, Gintrowski, Pietrzak i inni), by spotykając się na koncertach w prywatnych domach lub Kościołach zagrzewać do oporu przeciw znienawidzonej władzy. My chcemy zaśpiewać je wraz z publicznością przypominając tamte klimaty - podkreśla Jerzy Pal - inicjator organizacji spotkania. Również historii, tyle, że nieco starszej, dotyka najnowszy album znanego tarnowskiego filantropa i przedsiębiorcy Marka Tomaszewskiego. „Tarnów. Żydowskie krajobrazy” to ledwie część  bogatej, liczącej niemal tysiąc unikatowych pocztówek i zdjęć starego Tarnowa znanego kolekcjonera. Starannie wydany album zabiera nas w niezwykłą podróż do wcale nieodległych czasów, kiedy niemal połowę mieszkańców Tarnowa stanowiła ludność pochodzenia żydowskiego. Z kolei „Notatki z pleneru na południu Francji' to następna wystawa w cyklu „Tarnowscy Artyści w Galerii Muzealnej" na Rynku. Autorem interesującej wystawy jest tarnowski malarz Jerzy Ruszel. Artysta studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, a obecnie pracuje w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie. Zajmuje się projektowaniem, malarstwem, rzeźbą, a także aranżacją wnętrz. Pozostańmy jeszcze przez chwile w kręgu malarstwa. Oto Stanisław Westwalewicz, artysta malarz, grafik, rysownik, kontynuator sztuki Młodej Polski – przez połowę życia związany z Tarnowem i Pilznem, po 73 latach, powrócił w symboliczny sposób do rodzinnych Kozienic koło Radomia. W tamtejszym Muzeum Regionalnym otwarto właśnie Galerię Malarstwa jego imienia. W ten sposób tarnowska legenda S. Westwalewicza  rozszerzy się  na centralną Polskę.   Wszystkie narody mają swoje legendy. Dla Słowaków jedną z najważniejszych jest historia o Janosiku, który zabierał dobra bogatym i obdarowywał nimi biednych. Tym razem tarnowska publiczność miała rzadką okazje obejrzenia baletowej wersję przygód słynnego zbójnika. W Centrum Sztuki Mościce we wtorek 11 grudnia balet „Janosik” pokazał Narodowy Teatr z Korzyc. A skoro o muzyce mowa, to debiutancki album tarnowskiej grupy By Million Wires został nominowany do tytułu płyty roku w plebiscycie zorganizowanym przez największy światowy fanpage skupiający fanów post-rocka. Z kolei  Radio RDN Małopolska i RDN Nowy Sącz ruszają z nową propozycją dla swoich słuchaczy. Od najbliższej niedzieli, w parafiach diecezji tarnowskiej rozdawany będzie pierwszy, bezpłatny numer miesięcznika "Na fali". To przede wszystkim kompendium wiedzy o naszym radiu. - W pierwszym numerze naszego radiowego miesięcznika znajdziecie przede wszystkim informacje o samym radiu. Zależało nam na tym, żeby pokazać, a raczej opisać, jak działa nasza rozgłośnia i na czym polega praca radiowców. Oprócz tego wszystkie informacje są okraszone tematami, którymi zajmowali się reporterzy RDN Małopolska. Znajdą tu Państwo także felietony, informację kulturalne, oraz poradniki - mówi Łukasz Pelc redaktor naczelny. Zaś muzycznie tydzień domknął sobotni (15.12.) koncert rockowy: AntykWariat i Fingers w Klubie Przepraszam. Na koniec odnotujmy jeszcze piątkowe (14.12.) spotkanie w Mościcach z Szymonem Hołownią, który spotkał się z młodzieżą IV LO, oraz zasiadał w loży mędrców podczas kolejnego spotkania Ligii Debatanckiej.

„Tarnów. Żydowskie krajobrazy” to druga, po wydanym ponad rok temu albumie „Tarnów – wędrówka w przeszłość z kartą pocztową”, książka Marka Tomaszewskiego, miłośnika Tarnowa, przedsiębiorcy i kolekcjonera. –Temat jest trudny i kontrowersyjny, który wciąż  budzi wiele niepotrzebnych emocji – mówi autor.– Ale jaki byłby dzisiejszy Tarnów bez Żydów? Mieszkali tutaj przez pół tysiąca lat, wybudowali wiele fabryk i kamienic, odcisnęli swój ślad na jego historii – przekonuje. W książce umieszczonych zostało ponad 250zdjec i pocztówek, które pokazują radosne i dramatyczne chwile z życia tarnowskich Żydów. –To w wielu wypadkach zdjęcia unikatowe, prawdziwe rarytasy kolekcjonerskie – mówi Janusz Kozioł z tarnowskiego Muzeum Okręgowego. – Mnie zaskoczyły przede wszystkim te, które w sposób niewinny przybliżają kulturę i zwyczaje żydowskie. Nie spodziewałem się nawet, że na kartach pocztowych uwiecznione zostały takie obrzędy, jak obrzezanie czy sceny ślubne – twierdzi. Marek Tomaszewski zdjęcia do albumu pozyskiwał praktycznie do ostatniego momentu. – W piątek miałem oddać materiał do druku, a we wtorek na niemieckim portalu pojawiło się kapitalne zdjęcie ulicy Lwowskiej. Aukcja miała skończyć się za osiem dni, Ale nie mogłem tyle czekać – opowiada. Tarnowianin zaproponował wiec osobie, która wystawiła zdjęcie, konkretną sumę pieniędzy, w zamian za odstąpienie od licytacji. Udało się. Dzięki temu fotografia została dołączona do przygotowanego już do składu materiału. Osnową do prezentowanych zdjęć i pocztówek są autentyczne teksty i wspomnienia tarnowskich Żydów. Wśród nich Abrahama Chometa – ostatniego przedwojennego przewodniczącego gminy żydowskiej, który przeżył Holokaust.

Jerzy Ruszel urodził się w 1956 roku w Tarnowie. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. W roku w 1984 uzyskał dyplom na Wydziale Architektury Wnętrz. W roku 1988 otrzymał stypendium twórcze miasta Krakowa. Następnie w związku ze zmianą miejsca zamieszkania zatrudnił sie w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie, gdzie pracuje do dzisiaj. Jest artystą wszechstronnym, zajmuje sie projektowaniem, malarstwem, rzeźbą, a także aranżacją wnętrz. Współuczestniczył w realizacji pomników w Krakowie, współpracując z prof. Antonim Hajdeckim i prof. Romanem Kurzawskim. Jest autorem projektów wnętrz Hotelu Holiday w Krakowie, Hotelu Saski w Krakowie, kaplicy w Gosławicach k. Tarnowa, Fitness Studio w Hamburgu, restauracji na dworcu PKP w Tarnowie, oraz wielu innych przedsięwzięć? artystycznych. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. W latach 1990 – 1993 otrzymał prestiżową nagrodę 'Rzeźba Roku"..
Cykl wystaw 'Tarnowscy Artyści w Galerii Muzealnej" organizowany jest w ramach współpracy Muzeum Okręgowego i ZPAP Okręg Tarnowski.

Stanisław Westwalewicz, artysta malarz, grafik, rysownik, kontynuator sztuki Młodej Polski – przez połowę życia związany z Tarnowem i Pilznem, po 73 latach, powrócił w symboliczny sposób do rodzinnych Kozienic koło Radomia. W tamtejszym Muzeum Regionalnym otwarto właśnie Galerie Malarstwa jego imienia. Składa się na nią 45 zgromadzonych na przestrzeni wielu lat obrazów, powstałych głównie w dwudziestym wieku. – Spośród nich najliczniejszą grupę stanowią prace mojego taty – mówi wzruszony Andrzej Westwalewicz, syn malarza, który uczestniczył w uroczystej inauguracji kozienickiej galerii. Jak opowiada, było to wydarzenie wielkiej rangi, a pamięć jego ojca przywoływana była wielokrotnie. – W otwarciu galerii uczestniczyły tłumy ludzi. Wśród nich leciwi dziś mieszkańcy Kozienic, którzy pamiętają jeszcze tatę ze sztalugami – opowiada.

Stanisław Westwalewicz w Kozienicach spędził dzieciństwo i młodość. Wrócił tam także po studiach na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie. Z rodzinną miejscowością rozstał sie w 1939 roku, kiedy jako ochotnik zgłosił się do wojska.18 września dostał się do sowieckiej niewoli. Był więźniem w Kozielsku i Griazowcu. Jako jeden z nielicznych więźniów uniknął śmierci w Katyniu, a w roku 1941, po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej, został żołnierzem armii Andersa. Przeszedł z nią cały szlak bojowy od krajów Bliskiego Wschodu do ziemi włoskiej i bitwy pod Monte Cassino.

Podczas wojny, również w czasie pobytu w obozie, nie rezygnował z twórczości artystycznej. Cały czas malował, a swoje prace wystawiał m.in. w Bejrucie, Jerozolimie, Damaszku, Kairze i Rzymie. Już po zakończeniu wojny uczestniczył w bujnie rozwijającym się we Włoszech życiu artystycznym, będąc współzałożycielem międzynarodowego stowarzyszenia skupiającego malarzy z całej niemal Europy.

Po powrocie do Polski zamieszkał najpierw w Pionkach koło Radomia. W 1951 roku Westwalewiczowie przenieśli się do Pilzna, rodzinnego miasta zony Stanisława – Wandy. Od 1962 roku osiadł na stałe w Tarnowie, gdzie pracował do ostatnich dni życia. Zmarł 15maja 1997 roku.

W czasie swojej, trwającej kilkadziesiąt lat, artystycznej aktywności wykonał tysiące rysunków, grafik i obrazów. Tworzył pejzaże, portrety, akty i martwe natury. Uprawiał nie tylko malarstwo sztalugowe, ale też zajmował się sztuką sakralną. Jest autorem polichromii w wielu kościołach, m.in. w Tarnowie i Pilźnie. Od 1997 roku jego imię nosi ulica, przy której mieści sie Zespół Szkół Plastycznych w Tarnowie.

„Janosik” Teatru Narodowego z Koszyc jest projektem Ondreja Šotha - reżysera  i choreografa. Šoth w swojej inscenizacji spogląda na Janosika z szacunkiem jakim darzy się bohatera legendy, ale i z dystansem. Opowiada bowiem starą ludową historię za pomocą środków charakterystycznych dla współczesnego teatru tańca.
Ondřej Šoth urodził się w Bardiowie w 1960 roku, studiował taniec w konserwatorium w Koszycach, a następnie choreografię i reżyserię tańca w Akademii Sztuk Scenicznych  w Bratysławie. Uczestniczył w Międzynarodowym Kursie Pantomimy L. Fialki i M. Marceau, oraz w kilku seminariach za granicą. Był wykładowcą w Akademii Sztuk Scenicznych w Bratysławie i Akademii Sztuk Scenicznych oraz konserwatorium w Pradze. Prowadził również kursy w teatrach tańca w Belgii i Francji. Jako choreograf pracował między innymi w Słowackim Teatrze Narodowym oraz trzy lata w Arts Concerts w Monachium. W latach 1994-1998 był dyrektorem teatru miejskiego w Ústí nad Labem. Ma na swoim koncie ponad 30 choreografii.

Debiutancki album tarnowskiej grupy By Million Wires został nominowany do tytułu płyty roku w plebiscycie zorganizowanym przez największy światowy fanpage skupiający fanów post-rocka (http://www.facebook.com/postrock.instrumental). Krążek „Letters to the Absent” pojawił się w tym zestawieniu jako jeden z dwóch polskich reprezentantów obok warszawskiego kolektywu The Sky Is. Głosowanie trwa od 3 grudnia do 1 stycznia i odbywa się za pośrednictwem ankiety umieszczonej na stronie: http://freeonlinesurveys.com/app/showpoll.asp?qid=163150 sid=h3gx0pewvxj61nt163150&new=True Wśród „rywali” tarnowskiego kwintetu znaleźli się m.in. tak znani artyści jak Sigur Ros, Mogwai, Goodspeed You Black Emperor czy Crippled Black Phoenix.
Zespół By Million Wires powstał w 2007 roku z inicjatywy Mirka Skroka i Mateusza Ostafila. Podsumowująca 5-lecie działalności płyta „Letters to the Absent” spotkała się z ciepłym przyjęciem ze strony zarówno krajowych jak i zagranicznych krytyków. Materiał jest dostępny do odsłuchu na stronie: http://40miles.bandcamp.com.

W studenckim klubie Przepraszam w sobotę zabrzmiały rockowe klimaty. Na scenie zagrały dwie tarnowskie formacje: AntykWariat oraz Fingers.
Fingers - Początki kapeli sięgają lipca roku 2010, kiedy współpracę nawiązała trójka - Damian, Mateusz i Piotrek W. W styczniu 2011 roku zespół rozpoczął próby na terenie klubu Wataha i tam uformował się obecny, pięcioosobowy skład. Obecnie grupa działa z nowym składem. Jak sami mówią: Chcemy grać jak najwięcej i jak najlepiej, a będzie to możliwe tylko, kiedy uzyskamy rozgłos. Dlatego tak ważna jest dla nas promocja. Robimy co możemy by szerzyć kulturę dobrego rocka na płaszczyźnie Tarnowa, Polski, Świata.
Członkowie:
Damian Halski - lider, gitara elektryczna
Tomek Kuczera - gitara elektryczna
Mateusz Mytnik - gitara basowa
Grzegorz Felsztyński - perkusja
Piotr Wątroba - wokal, teksty, grafiki

AntykWariat - Zespół powstał na przełomie wieków z inicjatywy trójki tarnowskich muzyków: Alka Schmidta, Marcina Słowika oraz Marcina Świderka. Z początku wykonywał muzykę freestylową, zainspirowaną niekończącymi się jamami, nie stroniąc od własnych wykonań szeroko rozumianej klasyki muzyki rockowej. W latach 1999 - 2005 zespół sporo koncertował na terenie Tarnowa i okolic oraz - później - Krakowa, prezentując coraz odważniej autorski repertuar. Koniec roku 2005 przyniósł zawieszenie działalności, wynikające z sytuacji osobistej muzyków. Rok 2007 to powrót AntykWariatu w już nieco innym składzie i wznowienie działalności koncertowej. Po licznych zmianach personalnych w połowie 2012 roku wykrystalizował się obecny skład: Alek Schmidt - gitara, Mateusz "Tusiek" Boryczko - perkusja, Paweł Kot - bas oraz Ewa Judasz.

Ryszard Zaprzałka



18:41, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 grudnia 2012

Wraz z nastaniem prawdziwej zimy "pierwsi obywatele" naszego galicyjskiego miasteczka czyli Bima, Gwiazda, Strzelec i Hetman znaleźli ciepłą, bezpieczną przystań. Mowa oczywiście o naszych milusińskich łabądkach rozkosznie brylujących przez większą część roku na stawie w Parku Strzeleckim, pod czujnym okiem magistrackich urzędników. Otóż w ostatni czwartek (pierwsza wtorkowa próba zakończyła się fiaskiem), cztery młode i ich rodzice zostali odłowieni i przewiezieni do gminy Gręboszów gdzie w gospodarstwie jednego z pracowników na co dzień dbających o porządek w Parku, spędzą zimę w towarzystwie miejscowego ptactwa domowego. -  Kupiliśmy im karmę, przeznaczoną specjalnie dla łabędzi, jest jej prawie 500 kg, ale jeśli będzie potrzeba więcej, to dokupimy - mówi J. Czupryna z Urzędu Miasta. Przypomnijmy, że młode łabędzie wykluły się w czerwcu tego roku. A ich pojawienie się było dużym zaskoczeniem, bowiem opiekujący się ptakami pracownicy Urzędu Miasta myśleli, że pływające po stawie łabędzie są tej samej płci… Łabędzi nie ma już w Parku, za to na ulicach pojawiły się świąteczne stroiki. Bożonarodzeniowy nastrój tworzą m.in. trzy fontanny świetlne – dwie na rynku i jedna na skwerze przy ul. Mickiewicza, gwiazdki i choinka. Przystrojone gwiazdkami i dzwonkami zostały ulice Wałowa i Krakowska. Światełka choinkowe ozdabiają świerki przy skrzyżowaniu ul. Krakowskiej i Narutowicza, przy pomniku W. Witosa oraz na skwerze przy Mickiewicza. Obok pomnika króla W. Łokietka stanęły sanie z reniferami. Nowością w tym roku są kurtyny świetlne, które zdobią budynek Urzędu Miasta Tarnowa przy ul. Mickiewicza. W ten zimowy nastrój bardzo dobrze wpisał się  prawdziwy Mikołaj z Laponii, który wpadł do Tarnowa tylko na chwilkę aliści zdążył na uroczyste zapalenie światełek na choince ustawionej tuż przy ratuszu. A skoro o św. Mikołaju to dzień wcześniej, 5 grudnia miała miejsce kolejna edycja kampanii społecznej „Cała Polska czyta dzieciom”, w którą także  w tym roku włączyli się aktorzy tarnowskiego teatru, czytając bajki najmłodszym pacjentom tarnowskich szpitali i przedszkolakom. Zaś w sam dzień św. Mikołaja, 6 grudnia 2012 r., tarnowski teatr dał dla swoich najmłodszych widzów specjalną premierę „Lokomotywa II” w aktorskiej reżyserii Mariusza Szaforza, wypełnioną tekstami M. Konopnickiej, J. Tuwima, J. Brzechwy i A. Fredry. Za nami również kolejna dorosła premiera. Tym razem tarnowski teatr pokazał „Brzydala” Mariusa von Mayenburga w reżyserii studenta reżyserii krakowskiej PWST Łukasza Fijała. I sądząc po pierwszych reakcjach i komentarzach była to udana premiera, co nie jest znów tak częste w Solskim. Piszemy o tym obszernie obok, łącznie z recenzją Mateusza Tolbata zamieszczoną w piątkowej Gazecie Krakowskiej (rubryka o tym i owym). Poza tym dobiega końca interdyscyplinarny festiwal ArtFest:  Za nami ostatni (piątek 7 grudnia) koncert tegorocznej imprezy. Na scenie CSM  wystąpiła jedna z najgłośniejszych polskich wokalistek ostatnich lat Julia Marcell. Dzień później, w sobotę 8 grudnia w Filii MBP w Tarnowie - Mościcach odbył się na wernisaż wystawy prac E. Molskiego „Ziemia obiecana”. To kolejna ekspozycja prac tego wiśnickiego artysty w Tarnowie. Eugeniusz Molski – absolwent Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu, laureat prestiżowych nagród i wyróżnień. Artysta, były wieloletni nauczyciel w Liceum Sztuk Plastycznych w Nowym Wiśniczu, uprawia ceramikę, rzeźbę, malarstwo i malarstwo ścienne. Brał udział w ponad 200 wystawach indywidualnych i zbiorowych w kraju i za granicą. Za nami także ostatnia trzecia już akcja Julity Wójcik „Bezwidokówki” odbywająca się w ramach ArtFestowej wystawy „Sen jest drugim życiem” i ostatni w tym roku Salon Poezji, tym razem poświęcony H. Poświatowskiej, jaki odbył się w niedzielę 9 grudnia w teatrze. Na koniec odnotujmy wizytę w Tarnowie znawców języka romskiego z całej Europy i obecność duchów buszujących nocą w Muzeum Etnograficznym…


Aktorzy tarnowskiego teatru po raz kolejny włączyli się do kampanii „Cała Polska czyta dzieciom”. Kampania społeczna, rozpoczęta w czerwcu 2001 przez Fundację „ABCXXI – Cała Polska czyta dzieciom”, a mająca na celu propagowanie codziennego czytania od lat cieszy się dużym powodzeniem w całym kraju. 5 grudnia M. Baczyńska, K. Piąty, E. Sąsiadek, Z. Zoń oraz K. Urban i T. Piasecki czytali dzieciom m.in. w Wielofunkcyjnej Placówce Opiekuńczo-Wychowawczej „Przyjazny Dom”, obydwu tarnowskich szpitalach, a także Przedszkolu nr 24.
Wspólne czytanie służy rozwojowi dzieci - buduje ich pozytywne relacje z rodzicami. Organizatorzy kampanii przekonują, że czytanie dziecku dla przyjemności „20 minut dziennie. Codziennie!” to skuteczna, tania i przyjazna metoda wspomagania dzieci w ich wszechstronnym rozwoju – psychicznym, umysłowym, społecznym i moralnym oraz budowaniu zasobów wewnętrznych dziecka: kompetencji emocjonalnych i intelektualnych.
- Zaangażowanie się naszej instytucji w promowanie czytania dla najmłodszych jest również inwestycją w wychowanie mądrego społeczeństwa, w kształtowanie przyszłych świadomych odbiorców kultury – mówi K. Bogusz, kierownik Biura Promocji i Organizacji Widowni teatru.

Na premierę spektaklu dla najmłodszych widzów „Lokomotywa II” zaprosił 6 grudnia o godzinie 18.00 tarnowski teatr. W przedstawieniu wyreżyserowanym przez Mariusza Szaforza aktorzy zaprezentowali teksty M. Konopnickiej, J. Tuwima, J. Brzechwy i A. Fredy.
- To spektakl dla dzieci i rodziców. Najwyższej klasy literatura jest też świetnym materiałem scenicznym. To, co na kartce wydaje się zwyczajną historią, ożywione na scenie zabierze widzów w barwną podróż do krainy wyobraźni – mówi Mariusz Szaforz, reżyser przedstawienia. Jak deklarują twórcy spektaklu - „Lokomotywa II” to raczej kabaret dla dzieci, niż typowe teatralne przedstawienie. Na scenie widzowie mogli obejrzeć  B. Podstolską-Kras, M. Wentę-Hudziak, M. Szaforza, J. Pala i P. Hudziaka. 

ArtFest powoli dobiega końca. Nie oznacza to jednak końca emocji związanych z festiwalem. Centrum Sztuki Mościce jeszcze przez ponad miesiąc prezentować będzie wystawę fotografii Jana Saudka. A za nami ostatni koncert tegorocznej imprezy. W piątek 7 grudnia na scenie CSM  wystąpiła jedna z najbardziej pożądanych polskich wokalistek ostatnich lat - Julia Marcell. To już trzecie spotkanie tej niezwykle utalentowanej piosenkarki z tarnowską publicznością. Julia Marcell to prawdziwy znak naszych czasów. Niebywała popularność oraz wysoka pozycje na międzynarodowej scenie muzycznej zdobyła wyłącznie własnymi siłami. Swój debiutancki album „It Might Like You” sfinansowała dzięki środkom pozyskanym... od fanów za pośrednictwem serisuwww.sellaband.com. bardzo dobrze wydane 50tys. dolarów przyniosły Julii popularność, która zaowocowała światowym tournee artystki oraz Paszportem Polityki 2011w kategorii muzyka popularna. W 2011 roku Marcell wydała kolejny longplay – „June”. Ta barwna, nietuzinkowa płyta zachwyciła nie tylko fanów wokalistki, ale także krytyków. Singiel „Matrioszka” zdobył kilka nominacji do Fryderyków 2012,a „June” został uznany alternatywną płytą roku. Muzykę Julii Marcell nie sposób sprowadzić do jednej kategorii. Sama artystka lubi ją określać jako„Classical-Punk”. Classical z powodu intencji, punk z wykonania. I rzeczywiście w produkcjach Marcell usłyszeć można zarówno drapieżne i energetyczne nuty, jak i wszechobecne skrzypce i fortepian – ulubione instrumenty piosenkarki. Nie obce są jej także klubowe rytmy, syntetyczne oraz elektroniczne
brzmienie, wzbogacające utwory Marcell i wprowadzające jej twórczość w obszar nowoczesnej alternatywy. Zespół koncertowy artystki uzupełniają MandyPing-Pong (skrzypce, wokal), Thomsen Slowey Merkel (bas), a także Jakob Kiersch, Christian Vinne, Thomas Fietz oraz Sebastian Schmidt (perkusja).

Za nami także ostatnia trzecia już akcja Julity Wójcik „Bezwidokówki” odbywająca się w ramach ArtFestowej wystawy „Sen jest drugim życiem”. To kampania zatytułowana “Ekonomia przetrwania”. - Jest to seria codziennie wysyłanych przesyłek ekonomicznych, w formie otwartych kart pocztowych. Od momentu wręczenia przesyłki pani z okienka pocztowego, są one odczytywane i w ten sposób rozchodzą się zapisane na nich ostrzeżenia. Zanim dotrą do BWA Galerii Miejskiej w Tarnowie przeczyta je jeszcze paru pracowników poczty i listonosz, może opowiedzą je w domu i kolegom. Ostatecznie zawisną w galerii na dworcu w Tarnowie gdzie i podróżni będą mogli się zapoznać z przesłanymi hasłami. Kampania ta jest z założenia listą przestróg przed zagrożeniami obecnego świata silnie związanego z ekonomią (dziedziną przez wielu niechętnie zgłębianą). Otwarty rynek, do którego tak bardzo zmierzaliśmy, od ‘89 roku stał się faktem. Wiele osób nie zdążyło się przystosować do tych zmian. Wytrawnym ekonomicznym znawcom z łatwością przychodzi manipulowanie nieświadomymi masami. Kampania przetrwania jest jak nauka podstaw dobrego odżywiania, czy prawidłowego mycia zębów dla każdego. W szkoła wciąż brak jest lekcji podstaw ekonomii, czy chociażby nauki korzystania z usług bankowych. Dlatego warto wystrzegać się paru zasad. Proszę czekać na kolejne bezwidokówki - zachęca. Julita Wójcik

Na ostatnie w tym roku spotkanie w Salonie Poezji zaprosiła Miejska Biblioteka Publiczna w Tarnowie i tarnowski teatr. 9 grudnia o godzinie 11.00 w foyer teatru posłuchać można było wierszy Haliny Poświatowskiej i spotkać się z bratem poetki. Spotkanie „Jestem Julią... 10 tęsknot poetki Haliny Poświatowskiej”  aktorsko wypełniły: K. Piąty, E. Sąsiadek i Z. Zoń.
Gościem specjalnym był Zbigniew Myga, brat poetki i zarazem kustosz Muzeum Haliny Poświatowskiej; słowo wstępne: S. Smoleń; oprawa muzyczna: K. Mach (gitara).
Halina Poświatowska (z domu Myga) – polska poetka urodzona 9 maja 1935 roku w Częstochowie. Z powodu ciężkiej wady serca większość życia spędziła w szpitalach oraz senatorach. Tam też spotkała swego męża - Adolfa R. Poświatowskiego (także ciężko chorego). Po dwóch latach małżeństwa, w wieku 21 lat została wdową,. W 1958 roku Poświatowska przeszła skomplikowaną operację serca w Stanach Zjednoczonych. Została tam trzy lata i studiowała w Smith College w Northampton. Po powrocie do kraju rozpoczęła studia filozoficzne na Uniwersytecie Jagiellońskim, po ich ukończeniu podjęła tam pracę naukową.  W 1967 roku stan jej zdrowia był na tyle niepokojący, że podjęto decyzję o kolejnej operacji serca. Zmarła w tym samym roku, 11 października w Warszawie. Miała zaledwie 32 lata. Debiutowała na łamach „Gazety Częstochowskiej” w 1956 roku. Pierwszy tomik wierszy wydała rok później pod tytułem: „Hymn bałwochwalczy”. Kolejne wydania poezji to „Dzień dzisiejszy” (1963), „Oda do rąk” (1966) i „Jeszcze jedno wspomnienie” (1968, pośmiertnie). Głównymi motywami jej twórczości poetyckiej były przeplatające się wzajemnie miłość i śmierć. Swoją postawą wyrażała sprzeciw wobec nieugiętego losu - mimo ciężkiej choroby żyła tak, jak chciała.

Z całej Europy przyjechali do Tarnowa znawcy języka romskiego i Romowie, którym zależy, by ten język się rozwijał. Mówili nim od wieków, ale dopiero ponad 20 lat temu zostały spisane jego zasady i powstał alfabet. - Nasz język jest bardzo bogaty, najważniejsze, żeby sami Romowie mówili nim na co dzień, a z tym niestety różnie bywa - powiedział Radiu RDN Małopolska Stanisław Stankiewicz - prezydent Światowego Związku Romów. 'Język romski jest fundamentalną sprawą zachowania tożsamości. Na południu Polski są grupy społeczne, które z wielu względów straciły pewne fundamenty kulturowe i językowe i to jest dla mnie smutne' - dodaje. Międzynarodowa Konferencja o języku romskim miała na celu m.in. zainicjować dyskusję na temat podniesienia poziomu wykorzystania języka romskiego. Odbyła się w Tarnowie, gdzie mieszkają Romowie, a w tutejszym w Muzeum Etnograficznym działa pierwsza na świecie stała wystawa o kulturze romskiej.

A propos Muzeum etnograficznego, to jego pracownicy przyznają, że od kilku lat w dworku przy ul. Krakowskiej 10 mieszka duch. Przesuwa meble, eksponaty i spaceruje po wystawach. Bardzo często w tarnowskim Muzeum Etnograficznym słychać dźwięki skrzypiącej podłogi, otwieranych drzwi, czy maszyny do pisania. Przykładów dających podejrzenia, że w dworku straszy jest wiele. Kilka lat temu przygotowano wystawę huculską. Następnego dnia, gdy pracownicy przyszli do pracy, sporo eksponatów leżało na szklanych gablotach. Ktoś musiał je starannie pozdejmować, bo gdyby pospadały z pewnością potłukłyby gabloty. Nie stłukło się także lustro, które samoistnie spadło ze ściany łazienki. Pracownicy przyznają, że to nie żarty i sami wielokrotnie podejmowali próby "pozbycia się" ducha. Były msze w jego intencji, a w sali muzealnej, kilka lat temu, wódz indiański Sat'Okh (Długie Pióro) odprawił specjalne modlitwy wypędzające ducha. Pomogło na kilka lat, ale kiedy wódz zmarł, duch powrócił. Kilkakrotnie próbowano ustalić kim może być duch. Jak udało się dowiedzieć z archiwalnych dokumentów, w dworku, w którym teraz znajduje się tarnowskie Muzeum Etnograficzne, mieszkała rodzina kupiecka Onitschów. Pracownicy muzeum przypuszczają, że po muzealnych korytarzach snuje się być może dawny właściciel tego domu, Władysław Onitsch, który strzeże swoich wnętrz.

Ryszard Zaprzałka



19:58, tarnowski_kurier_kulturalny
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 50








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: