Blog > Komentarze do wpisu

-> Pegazem po Tarnowie 241

 

Ech, ta jesień. Ten czas, który upomina się o pamięć. Pamięć zbiorowa i ta osobista, bardziej bolesna, bardziej bliska. Za nami bal Wszystkich Świętych i wyciszone, refleksyjne Zaduszki. Te ostanie, pierwsze w chrześcijaństwie, datowane na rok 998, wprowadzone zostały przez burgundzkiego opata Odilona z Cluny, jako przeciwwaga dla pogańskich obrządków czczących zmarłych. W Polsce tradycja Dnia Zadusznego zaczęła się tworzyć już w XII wieku, a z końcem XV wieku była znana w całym kraju. To jedyny taki dzień w naszym kalendarzu, kiedy głośno wypowiadamy imiona i nazwiska zmarłych, których pamiętamy. Dzień, w którym każdy na swój sposób modli sie za nich. I wspominamy, kiedy byli z nami w tej Dolinie Łez. Rozważamy, czy ich życie było snem, czy opowieścią pełna wrzasku, nic nieznacząca? Czy sceną i przedstawieniem? Krótkie czy długie? Czy było życiem bohatera, czy życiem artysty? Z pewnością na jego (życia) targowisku, na które przybywali, kierowani rozmaitymi zamiarami, starali się zostawić swój ślad, jakiś znak. Najczęściej nie wiedząc nawet, czy grają swoje role dobrze czy źle... A kurtyna spadała kończąc komedię, tragedię, dramat... Ech, to życie! Pędzimy wiec przez nie, jakbyśmy mieli umrzeć jutro z niezmąconą radością! Niech będzie jak najdłuższe, byśmy mogli żywic odległe nadzieje, byśmy mogli myśleć, żyć zgodnie z naturą. Pamiętając, że musimy umrzeć! Każda śmierć boli, ale gdy odchodzą od nas osoby w kwiecie wieku, które mogłyby jeszcze wiele dobrego zrobić na tym świecie, to żal jest tym większy. Ostatni rok obfitował w tego typu, nagłe i niespodziewane rozstania. Poniżej wypominki niektórych z nich. To postacie wyjątkowe, które odcisnęły swój ślad na kartach historii i regionu. Pamiętajmy o Nich nie tylko przy okazji Zaduszek. A skoro o nich mowa, to 31 października odbyła się w klimatycznych piwnicach Tarnowskiego Centrum Kultury kolejna, już 19 edycja „Zaduszek Dżemowych” Wojtka Klicha. Dobrze w Tarnowie rozpoznawalnego muzyka, kompozytora i animatora kultury. W atmosferze dnia Wszystkich Świętych, w blasku świec, w klimacie jesiennej nostalgii muzyka zmarłych artystów robi wyjątkowe wrażenie. Zainicjowane przed laty przez Wojtka Klicha Zaduszki Dżemowe, są aktualnie jedną z najbardziej wyczekiwanych imprez cyklicznych w Tarnowie. Niepowtarzalny klimat koncertu potęgują przeżycia związane z odwiedzaniem grobów bliskich. Zaduszki Dżemowe są niezwykłym "spotkaniem" z nieżyjącymi muzycznymi gwiazdami. W ubiegłym roku "Zaduszki Dżemowe" obchodziły swoją 18-tkę. Z tej okazji odbył się w Tarnowskim Teatrze wyjątkowy koncert, podczas którego dokonano  nagrania płyty "live" z udziałem publiczności. Właśnie ta płyta miała swój promocyjny debiut podczas tegorocznych Zaduszek. Pomysł na Zaduszki Dżemowe narodził w kilka miesięcy po śmierci Ryszarda Riedla – lidera grupy Dżem, był to rok 1994 r. W hołdzie Riedlowi w TCK zorganizowano pierwszy koncert. Od tamtej pory impreza stała się corocznym kultowym wydarzeniem muzycznym Tarnowa, które każdego roku przybiera nowego charakteru. Każda edycja wywołuje niezwykłe emocje i wspomnienia o bliskich nam zmarłych. Słuchając utworów nieżyjących artystów, granych na żywo, można poczuć, jak bardzo bliskie jest to, co po nich zostało. Na przestrzeni dziewiętnastu lat, na zaproszenie Wojtka Klicha, podczas „Zaduszek Dżemowych” swoją obecność zaznaczyli m.in.: Jerzy Styczyński (Dżem), Adam Otręba (Dżem), Sebastian Riedel, Marek Piekarczyk (TSA), Krzysztof „Zalef” Zalewski, Jacek Dewódzki (ex. Dżem), Piotr Lubertowicz, Maciej Maleńczuk, Liam McMurray (Irlandia), Robert Lubera, Jean Lubera. Dzień wcześniej 30 października podczas wspólnej, uroczystej sesji tarnowskiej Rady Miejskiej i Rady Powiatu Tarnowskiego, która odbyła się w tarnowskim ratuszu ogłoszono tegorocznych laureatów nagrody im. Tadeusza Tertila.  Zostali nimi: Ewa Cieplińska, Magdalena Drobot, Agnieszka Puchała i Anna Wołkowicz.


Obchodzona cztery lata temu 100. rocznica objęcia urzędu przez Tadeusza Tertila – burmistrza, który na początku XX wieku wprowadził Tarnów w nowoczesność, stworzyła doskonałą okazję do ustanowienia roku 2007 „Rokiem Tadeusza Tertila” oraz nagrody jego imienia dla autorów prac licencjackich i magisterskich tematycznie związanych z Tarnowem lub powiatem tarnowskim.
W tym roku do konkursu zakwalifikowało się siedem prac (trzy magisterskie, trzy licencjackie i jedna i inżynierska) z sześciu małopolskich uczelni wyższych: dwóch tarnowskich: Małopolskiej Wyższej Szkoły Ekonomicznej i Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej oraz czterech krakowskich: Uniwersytetu Jagiellońskiego, Uniwersytetu Pedagogicznego, Politechniki Krakowskiej i akademii Krakowskiej im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Dotyczą dziedzin humanistyczno-społecznej i techniczno-przyrodniczej, są ściśle powiązane z naszym regionem.
Na spotkaniu w Ratuszu obecny był Ryszard Tertil, wnuk burmistrza Tadeusza Tertila. - Jestem przekonany, że mój dziadek patrzy z góry i jest zachwycony tym, jak rozwija się Tarnów. Jestem miłośnikiem tego miasta i to, co widzę napawa mnie optymizmem – mówił w ratuszu.
Najwyższą średnią ocen i tym samym Nagrodę im. Tadeusza Tertila w kategorii „najlepsza praca magisterska” z dziedziny humanistyczno-społecznej otrzymała praca magisterska Magdaleny Drobot „Świadomość ekologiczna mieszkańców Tarnowa”. Zwycięzcą w kategorii techniczno – przyrodniczej została praca Agnieszki Puchały „Centrum sportów jeździeckich i rekreacji w Tarnowie”. Z kolei praca licencjacka Ewy Cieplińskiej „Postawy wobec osób niepełnosprawnych wśród dzieci i młodzieży w tarnowskich placówkach nauczania integracyjnego” okazała się najlepsza w kategorii „praca licencjacka”. Ponadto kapituła konkursu wyróżniła pracę Anny Wołkowicz „Rola informacji w zarządzaniu turystyką na przykładzie Tarnowskiego Centrum Informacji”.

 A oto nasza serdeczna klepsydra…
Wioletta Hajduk zmarła18stycznia.Tarnowska nauczycielka zmagała się z rzadkim rodzajem nowotworu – mięsakiem gładkokomórkowym. Walczyła o życie do końca. Mimo fatalnych diagnoz cały czas emanował z niej optymizm i wiara w to, że wszystko skończy się dobrze. Kibicował jej mąż, rodzina i mnóstwo, niejednokrotnie przypadkowo spotkanych osób, które ujęła swoją wolą życia i pogodą ducha. W akcję pomocy i zbiórki funduszy na leczenie włączył się niedawno cały Tarnów. Także i nasza redakcja. Dzięki temu mogła odbyć kosztowną hospitalizację w Chinach. Pieniądze zbierano m.in. podczas koncertów i akcji charytatywnych. Miała 44 lata.

Józef Mucha zmarł 8 lutego. Urodził się w podtarnowskich Więckowicach. Pracował w Krakowie najpierw jako kierowca w„Tygodniku Powszechnym”, a później związał się na długie lata z krakowską kurią metropolitalną. Był osobistym kierowcą kardynała Adama Stefana Sapiehy, arcybiskupa Eugeniusza Baziaka oraz przez 16 lat arcybiskupa Karola Wojtyły, z którym przejechał około pół miliona kilometrów. Po tym, jak Karol Wojtyła został papieżem, Józef Mucha jeszcze przez trzynaście lat pracował jako osobisty kierowca kardynała Franciszka Macharskiego, po czym przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Wierzchosławicach, rodzinnej wiosce swojej żony. Swoje wspomnienia opisał w książce, której obszerne fragmenty drukowaliśmy. Miałem zaszczyt poznać go osobiście. Miał 89 lat.

Barbara Marianowska zmarła 9 lutego. Od 2001 do 2011 roku była posłanką na Sejm z listy PiS w okręgu tarnowskim. Pracowała m.in. w Komisji Finansów Publicznych, Komisji Kontroli Państwowej oraz w wielu podkomisjach. Zajmowała się sprawami finansów państwa, systemu podatkowego, akcyzy oraz podatku VAT. Jest twórcą obowiązującej ustawy o zwrocie VAT w budownictwie. Zainicjowała powstanie w Tarnowie  Ogólnopolskiego Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej na rzecz Ustawy Fundusz Alimentacyjny. Tygodnik„Polityka” w 2005 roku zaliczył ją do dziesiątki najbardziej
Pracowitych posłów IV kadencji Sejmu. Bardzo sympatycznie wspominam nasze dziennikarsko - poselskie spotkania, ale szczególnie te mniej oficjalne w jej biurze poselskim przy ul. Krakowskiej, którego dyrektorem był przez czas jakiś Jurek Świtek oraz te „plenerowe” np. u o. Jana Góry na Jamnej. Ciężko chorowała od 2005 roku. Prezydent Bronisław Komorowski nadał jej pośmiertnie Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Miała 65 lat.

Lidia Holik-Gubernat zmarła12 kwietnia. Aktorka tarnowskiego teatru od 1951roku. Do1958 roku pracowała w Tarnowie, później, w teatrach w Sosnowcu, Katowicach i w Kielcach. W 1966 roku powróciła na deski Solskiego w roli Oleńki w„Potopie” (zaczynałem wówczas swoją 25 – letnią przygodę z Solskim). Na scenie zagrała blisko sto ról. Miedzy innymi w spektaklach: „Miłość w Wenecji”,„Wesele”,„Białe małżeństwo”, „Śluby panieńskie”, „Chłopiec z gwiazd”, czy„Krzesła”. Bardzo ciepło wspominam naszą kilkunastoletnią znajomość, przyjaźń… Kilka tygodni przed śmiercią rozpoczęła próby do spektaklu „Trzy siostry”, jednak ze względu na kłopoty ze zdrowiem zmuszona była zrezygnować z roli. Miała 80 lat.

Jerzy Reuter zmarł 24 kwietnia. Był pisarzem, pasjonatem historii Tarnowa, dziennikarzem.
Publikował w Internecie i czasopismach literackich. W 2007 roku ukazał się zbiór jego opowiadań„ Zdrada”, a dwa lata później„Opowiadania”. Od czterech lat stale współpracował z Gazetą Krakowska, a dokładnie z jej tarnowską piątkową mutacją. Był także jednym z najbliższych i najlepszych moich współpracowników – tkk wiele mu zawdzięcza. Nadal publikujemy jego teksty. Nasza przyjaźń rozpoczęła się podczas wspólnego statystowania w dyplomowym spektaklu reżysera Jacka Andruckiego „Trojanki”, który odbierał sam Wojciech Pszoniak. Łączyły nas podobne doświadczenia życiowe i pokoleniowe, podobnie rozumieliśmy poezję i misyjność artystycznej twórczości… Bardzo mi Go brakuje…
Spod jego ręki wyszło niemal dwieście tekstów poświęconych historii Tarnowa,160 „Pitawali tarnowskich” i kilkadziesiąt felietonów opisujących tarnowską rzeczywistość. Czytelnicy szczególnie cenili Jego teksty parahistoryczne, w których odsłaniał tajemnice Tarnowa i jego mieszkańców. Do redakcji często dzwoniły osoby poruszone Jego opowieściami. Niespodziewana śmierć przerwała mu pracę nad książką – kryminałem, którego akcja miała się rozgrywać w Tarnowie przełomu XIX/XX wieku. Miał 56 lat.

Zofia Kubińska – Szymanowska zmarła 28 lipca. Lekarz – specjalista chorób płuc, wieloletni prezes Towarzystwa Lekarskiego, członek Szarych Szeregów. Była córką pierwszego wójta Mościc – inżyniera Stanisława Kubińskiego i jedna z ostatnich przedstawicielek pokolenia dzieci – budowniczych Mościc. Chętnie dzieliła się swoim życiowym doświadczeniem, m.in. z Galerią Miejską BWA – to w dużej mierze na podstawie jej archiwaliów powstał unikatowy projekt „Mój Tarnów”. Miała 87 lat.

o. Stanisław Stańczyk zmarł 8 października. Jego staraniem, w 1991 roku, powstała Mała Poligrafia Redemptorystów w Tuchowie, gdzie drukowanych jest większość lokalnych gazet i książek o regionie. Ojciec Stańczyk był mocno zaangażowany w działalność drukarni. Był w niej, jak mówią, nie tylko dyrektorem, ale tez zwykłym robotnikiem. Kiedy zachodziła potrzeba, zakasywał rękawy i sam naprawiał drukarskie maszyny. Znaliśmy się wiele lat, to u niego drukowałem swoje pierwsze tomiki wierszy i periodyki, których byłem red. naczelnym  „Tratwa” i „Teraz Tarnów”. Był także współtwórcą słynnej ruchomej szopki, mieszczącej się w podziemiach klasztoru, odwiedzanej przez turystów z całego świata. Miał 58 lat.

Jacek Andrucki zmarł 17 października. Reżyser i dyrektor artystyczny Teatru im. Solskiego w latach 1992 – 1994. Był godnym następcą Ryszarda Smożewskiego, właściwie jedynym z pośród wszystkich kolejnych dyrektorów Solskiego. Jego inscenizacje, m.in. „Księgi Bałwochwalczej” pamiętane są w Tarnowie do dziś.  Jako reżyser wystawił m. in. światową prapremierę „Adama i Ewy” Michaiła Bułhakowa. Był prawdziwym artystą, z całą gamą zachowań przynależnych temu gatunkowi ludzi – zawsze jakby nieco wycofany, nieśmiały, bardzo wrażliwy ale równocześnie niezwykle kreatywny i konsekwentny w realizacji swoich artystycznych pomysłów. Wiem, co piszę bowiem byłem wówczas kierownikiem technicznym tarnowskiego teatru. Był także bardzo wrażliwy na krzywdę innych, potrafił zaprosić do domu bezdomnego, czy dać nieznajomemu na ulicy ostatniego papierosa… Zresztą ten nałóg go zabił – zmarł na raka płuc. Kiedy na skutek intryg musiał odejść z Tarnowa, widywaliśmy się od  czasu do czasu w Warszawie, gdzie miał mieszkanie oraz na… dworcu głównym, gdzie Jacek bywał regularnie zajmując się  bezdomnymi, o czym mało kto wiedział. A wszystko to godził z reżyserskimi wypadami po całej Polsce, graniem w teatrze i filmie. Był także dyrektorem teatrów w Białymstoku, Koszalinie i Rzeszowie. Prywatnie Jacek był kimś w rodzaju guru, mistyka (bardzo interesowała go filozofia wschodu), sam siebie określał mianem „starego hipisa”. I takim w istocie był, i takim pozostanie w mojej pamięci. Miał 67 lat.


Ryszard Zaprzałka



sobota, 03 listopada 2012, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: