Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+163


Wróćmy jeszcze na chwilę do przedwczesnego odejścia cenionego tarnowskiego artysty malarza Jacka Wróbla (poświęciliśmy mu oddzielne wspomnienie), którego pośmiertną wystawę oglądać można w kultowym Pub Studio Andrzeja Tylko przy ul. Żydowskiej. Pogrzeb Jacka odbył się w Wielką Sobotę. Wtedy też jego przyjaciele ustalili, że trzeba zrobić wystawę jego prac. I to nie za miesiąc, dwa albo pół roku, a już teraz. Do Andrzeja Tylko zadzwonił Artur Grodziński, który kolekcjonuje obrazy artysty. Powiedział, że udostępni prace, ktoś zaoferował samochód, którym zostały przywiezione, kilka osób przyszło powiesić je na ścianach. Rzecz miała miejsce w piątek 29 kwietnia. - Ten wernisaż zorganizowaliśmy naprędce. Skrzyknęliśmy się w Wielką Sobotę, po pogrzebie Jacka, że można by zrobić coś takiego, co przypominałoby go. Kiedy się tu zebraliśmy, oglądaliśmy zdjęcia z wernisażu Jacka sprzed kilku lat. Były bardzo wesołe i tak też chcieliśmy go zapamiętać - powiedział Andrzej Tylko. - Nie chcieliśmy czegokolwiek rozdrapywać, siedzieć tu i płakać, a zrobić normalny wernisaż, taki, na którym zjawiłby się Jacek, gdyby tylko miał czas - dodał. Na tym serdecznym wernisażu, oprócz licznie zgromadzonych przyjaciół, obecna była żona, a także córki artysty. - Tato często tu przebywał, dlatego tutaj jest ten wernisaż. To nie jest przypadkowe miejsce - powiedziała Łucja Wróbel. Także, o czym już pisaliśmy w poprzednim Pegazie, przywołujemy raz jeszcze I Galę Muzyki Chrześcijańskiej w Tarnowie. Tym razem to refleksje Andrzeja Króla związanego z portalem inTARnet.pl I to by było na tyle ubiegłotygodniowych suplementów. W ostatni piątek, 6 maja Galeria Miejska BWA w Tarnowie, z siedzibą na dworcu PKP zaprosiło na otwarcie wystawy malarstwa Waldemara Żuchnickiego „Notki z podróży”, rozpoczynającej ogólnopolską trasę wystawową tego urodzonego w Tarnowie artysty, stypendysty prestiżowej nowojorskiej Pollock-Krasner Foundation w 1991 roku. Waldemar Żuchnicki (rocznik 1954) studiował Historię Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Ukończył Wydział Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, uzyskując dyplom w pracowni profesora Jerzego Nowosielskiego oraz aneks z malarstwa architektonicznego w pracowni profesor Janiny Kraupe – Świderskiej. Uprawia malarstwo, rysunek i grafikę. Brał udział w kilkunastu wystawach w kraju i za granicą. Dokładnie w tydzień po beatyfikacji Jana Pawła II w tarnowskim teatrze im. Ludwika Solskiego odbyła się w premiera dramatu Karola Wojtyły pod tytułem ,,Brat naszego Boga". Reżyserem spektaklu jest Tomasz Piasecki natomiast w rolę Brata Alberta wcieli się Ireneusz Pastuszak. "Brat naszego Boga" to opowieść o istnieniu dwóch powołań i jednym człowieku. To historia polskiego powstańca i malarza Adma Chmielowskiego, który wybierając życie zakonne jako brat Albert poświęca się pracy dla biednych i bezdomnych. - Zabieramy się za to nie dlatego, że tak wypada, że chcieliśmy uczcić beatyfikację. Jednak zabraliśmy się za to bo znaleźliśmy w tym materiale Karola Wojtyły pewien fundament pod spektakl, który chcemy zrobić. To nie jest tak, że bierzemy to tylko dlatego, iż autorem jest Karol Wojtyła - wyjaśnia reżyser Tomasz Piasecki. Także w niedzielę 8 maja Centrum Paderewskiego zorganizowało w dworku w Kąśnej Dolnej tradycyjną majówkę – interdyscyplinarne spotkanie z muzyką mistrza, o czym piszemy oddzielnie. Niedziela to również czas inauguracji tradycyjnego majowego Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek, a tym roku zorganizowanego pod hasłem: „Biblioteka zawsze po drodze, nie mijam – wchodzę”. W poniedziałek 9 maja o godz. 12:00 w Sali Lustrzanej w ramach „Tygodnia Bibliotek” odbyło się uroczyste spotkanie pracowników MBP oraz bibliotek gminnych z władzami miasta i powiatu, radnymi, czytelnikami. W programie: wykład pt. „Europejskie korzenie literatury polskiej” (Miłosz, Herbert, Barańczak) dr hab. Michała Nawrockiego (prof. PWSZ) oraz recital poetycko – muzyczny w wykonaniu Andrzeja Słabiaka, aktora scen polskich, po występach w środowiskach polonijnych Kanady i USA. Na bogaty program tegorocznego Tygodnia Bibliotek złożą się m.in. dwie wystawy – „Ocalone dziedzictwo” w Galerii Niebieskiej MBP, prezentujące stare druki oraz „Anioły, anioły…”, ekspozycja prac plastycznych poetki Zofii Gołębiowskiej – Tabaszewskiej. I tylko żal organizowanych co roku ulicznych kiermaszy książek, których odeszły w niebyt wraz z tzw. minoną epoką. Na koniec odnotujmy zaproszenie znanego tarnowskiego muzealnika Andrzeja Szpunara z Muzeum Okręgowego w Tarnowie do pracy przy projekcie badawczym pt. "Archeologia doliny polsko-ukraińskiej rzeki Warężanka".


Twórczość – dywaguje w swoim tekście Andrzej Król - stanowi ludzki udział w dziele stwarzania świata. Twórczość literacka, muzyczna i plastyczna torowały sobie drogę przez wieki ewolucji chrześcijańskiego światopoglądu. Najwcześniej docenione zostało słowo pisane, choć dziś dzieła patrystyczne nie cieszą się powodzeniem (z różnych powodów), potem przyszła kolej na wyróżnienie w VIII wieku n.e. obrazów, siedemset lat później można było zapomnieć o bałwochwalstwie i podziwiać rzeźby Leonarda da Vinci oraz Michała Anioła. Największy opór stawiała muzyka. Przełom nastąpił dopiero po XX wiekach chrześcijaństwa.
W sobotnie popołudnie, w auli Wyższego Seminarium Duchownego w Tarnowie, mieście mianowanym przez portal Ekai stolicą muzyki chrześcijańskiej, przyznano „Chrześcijańskie Fryderyki”, czyli „Złote Gongi” w siedmiu kategoriach: debiut roku (dla zespołu LOVE STORY), piosenka roku (dla MIETKA SZCZEŚNIAKA), wokalistki roku (dla MONIKI KUSZYŃSKIEJ), wokalisty roku (dla MUŃKA STASZCZYKA), projekt roku (dla ELEKTRYCZNYCH GITAR), zespołu roku (dla MALEO REGGAE ROCKERS), płyty roku (dla RAZ DWA TRZY). O zwycięstwie zdecydowały głosy radiowych słuchaczy, oddane w antenowym plebiscycie.
Nie wiadomo, czy istnieje „muzyka chrześcijańska”, nie wiadomo, czym się różni „muzyka chrześcijańska” od „muzyki niechrześcijańskiej”, ale teraz wiadomo przynajmniej, że istnieją nagrody za jej uprawianie. W świecie, w którym coraz mniejsze panuje przekonanie o wartości nagrody wiecznej, coraz większe znaczenie mają nagrody doczesne. Medialność wymusza pozytywne wartościowanie każdej modalności. Chrześcijaństwo, jakże efektownie, ulega pokusie istnienia w sferze medialnej i wirtualnej. Wartość zjawisk artystycznych coraz częściej wiąże się z ich istnieniem, a coraz mniej z estetyką. Wszystko jest tak samo dobre, a lepsze jest to, co zostaje za takie uznane. Postmodernistyczne kryteria przenikają także sferę sacrum.
Uroczystość wręczenia nagród była transmitowana na falach eteru przez Radio Dobrze Nastawione, a za jego pośrednictwem także przez dwadzieścia innych stacjach radiowych w Polsce, USA i Kanadzie. Nie dźwięk jednak był dominantą uroczystości rozdania Złotych Gongów, ale obraz . Wirtualność nagród i eteryczność radiowa została doceniona przez sceniczną i realną obecność twórców muzyki. W mroku, ciętym kolorowymi iluminacjami z czterech reflektorów, wśród chtonicznych wyziewów parującego ciekłego azotu, widoczna była postać Chrystusa ukrzyżowanego, z krwistą stułą opadającą ku scenie, na której po prawicy, na stole, stał siedmioramienny świecznik Złotych Gongów, a po lewicy współczesne instrumentarium, służące niektórym do decybelicznych sadomasochistycznych tortur. Wybór takiej scenerii, takiej oprawy dla uroczystości chrześcijańskich, pozostaje dla mnie zawsze tajemnicą. Świadomość zatrzymuje się na tym misterium tremendum, którego nie mogą opisać słowa, bo wrażenia nie chcą poddać się werbalizacji.
A może to najlepszy sposób, aby obudzić głód światła i pragnienie refleksji? Zmysły spragnione harmonii pozwalają wtedy dostrzec i powitać jasną chwilę, gdy ta mroczność rozświetlona zostaje głosem Moniki Kuszyńskiej, która zaśpiewała jedną piosenkę na rozpoczęcie gali w duecie z Beatą Bednarz i zwieńczyła rozdanie nagród swoim koncertem, w którym znalazło się także miejsce na muzyczną improwizację z Januszem Yaniną Iwańskim. Każdy kolejny utwór egzorcyzmował rzeczywistość, wypełniał radością i nadzieją, był nasycony mocą śpiewnej modlitwy, przynosił osobliwe dary. W tej muzyce, w tym zdarzeniu spełnione były wszystkie kanony piękna, zaklętego w sferycznej harmonii Kosmosu.

A tak o obrazach Waldemara Żuchnickiego pisał zmarły ostatnio  profesor Jerzy Nowosielski: - Malarstwo Waldemara Żuchnickiego jest na granicy artystycznej niemożliwości, ponieważ składa się z dwu elementów, co do których zazwyczaj myślimy, że ich proste połączenie jest zupełnie niemożliwe, że da najwyżej zwykłą składankę, nie osiągając nigdy poziomu plastycznej syntezy.
Jeden element to realistyczne, prawie że banalne widzenie przedmiotów tak jak one istnieją dla naszego wzroku. Drugi element to siatka form abstrakcyjnych – jakby jakiś raster, przez który ta zwyczajna, przedmiotowa, opisowa zawartość ma się jakoś przesączać. Czuje się te obie warstwy wyraźnie oddzielnie, czuje się, że to przesączanie pierwszej przez drugą stanowi jak gdyby dla obu gwałt, że dzieje się to przemocą. A przecież wiemy, że przemoc w malarstwie nie popłaca.
Czy aby naprawdę? Czy zawsze? Chyba nie, ponieważ kontaktując się z malarstwem Żuchnickiego wyczuwamy w nim artystyczną prawdę. Jest to prawda surowa, niemal brutalna, całkiem na pewno dzika – a jednak przekonuje, uniemożliwia sprzeciw estetyczny. Jak to się dzieje? Jak to jest możliwe? Czy sama prostota, symplicystyczne uproszczenie przyjętego założenia jest dramatycznym na tle aktem woli i świadomości malarza, ze doprowadza jego realizacje do poziomu artystycznego, prawdziwego „dziania się’’. Możliwe, że to właśnie, to szaleńczo uproszczone – „ja tak chcę’’ jest punktem wyjścia i dostatecznym powodem. Ale rzeczywiście sprawa się natychmiast komplikuje. Powiedziałem na początku – raster. Tylko, że ten abstrakcyjny raster, ta abstrakcyjna siatka nałożona na zwykłą realistyczną wizję, pod ciśnieniem tej wizji ulega gwałtownemu odkształceniu. Przestrzeń tej abstrakcyjnej siatki staje się przestrzenią na swojej płaszczyźnie zmienną, to rozszerzającą się, to znów nadmiernie i gwałtownie skurczoną.
Cóż w tym nowego? Przecież tak działo się już we wczesnych realizacjach kubizmu. To prawda, ale w tamtych malowidłach czuło się , że wszystko dzieje się razem, że elementy abstrakcji malarskiej urastają jakby spontanicznie i niejako wtórnie w stosunku do analizowanych struktur przestrzennych przedstawianych przedmiotów.
U Żuchnickiego inaczej. Bierze on dwie konwencje malarskie „gotowe’’, osobno istniejące i dawno już przez innych sformułowane, poddaje te konwencje brutalnemu zabiegowi – wtłaczając jedną w drugą, jak w maszynce do mielenia mięsa wtłaczamy pokrojone kawałki w nóż i siatkę metalową, i pod ciśnieniem przepuszczając te kawałki uzyskujemy nową, inną substancję. Zabieg ten przemyślany ile brutalny. A jednak w rezultacie tego zabiegu Żuchnicki otrzymuje obrazy żywe, abstrakcyjne, dramatyczne - bliskie może dobrym relacjom op-artu, tyle że mniej programowe, bardziej skomplikowane i wzruszające. Jak to się dzieje? Myślę, że tego już opisać się nie da. Jest to tajemnicą jego talentu.

Archeolodzy biorący udział w międzynarodowym projekcie "Archeologia doliny polsko-ukraińskiej rzeki Warężanka" chcą zbadać stopień uszkodzeń znanych już środowisk archeologicznych i zarejestrować nowe, leżące po stronie polskiej. Gdy ćwierć wieku temu badacze rozpoczęli obserwacje rejonu granicznego odnotowali sytuacje, gdy ciekawe, łączące kultury stanowiska archeologiczne przecięte były granicą państwową. Spory problem stanowiła ówczesna sytuacja historyczna, ponieważ tereny leżące na obszarze ZSRR były niedostępne także dla badaczy ukraińsko-radzieckich. Innym celem projektu jest nawiązanie do aktualnie prowadzonych badań na obszarach przyległych Ukrainy i opublikowanie monografii archeologii regionu rzeki Warężanki (w języku polskim i ukraińskim wraz ze streszczeniem po angielsku). Badaniami kierują Andrzej Urbański (z Muzeum Zamojskiego w Zamościu) oraz Oleg Osalczuk (z RSA Lwów), reprezentujący placówki, które organizują projekt, finansowany przez polskie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



wtorek, 10 maja 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: