Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+151


Niezbadane są wyroki Boże – to jedyna sensowna myśl, która przychodzi do głowy na wieść o nagłej i niespodziewanej śmierci byłego ordynariusza tarnowskiego, a dotychczasowego metropolity lubelskiego Józefa Życińskiego. Jego czwartkowa śmierć w Rzymie to niewyobrażalna strata dla Kościoła i Polski – dla wszystkich chrześcijan, dla wszystkich Polaków. Dla nauki strata niepowetowana. Wśród polskich biskupów wyróżniał się błyskotliwą inteligencją, wszechstronną erudycją, otwartością myślową niebywale szeroką, odwagą cywilną bliską heroizmu. Był poza tym człowiekiem po prostu dobrym… . Miałem zaszczyt znać go osobiście, z racji wykonywanej profesji, kiedy jeszcze czynnie uprawiałem dziennikarstwo gazetowe. Pamiętam, jak zaśmiewał się z dowcipów na swój temat, m.in. takiego krążącego wśród księży: Otwieram „Gazetę Wyborczą”, a tam Życiński, otwieram „Rzeczpospolitą” – i tam Życiński, włączam telewizję – Życiński, idę odprawiać mszę i aż się boję otworzyć tabernakulum…” Pogrzeb arcybiskupa Józefa Życińskiego odbędzie się w sobotę 19 lutego, zostanie on pochowany w lubelskiej archikatedrze. Wiadomo już na pewno, że trumna z ciałem abpa Józefa Życińskiego w drodze z Rzymu do Lublina zatrzyma się w Tarnowie (wtorek 15). Obok poświęcamy mu obszerne wspomnienie. Aliści powróćmy do naszej siermiężnej kulturalnej rzeczywistości, którą jakże trafnie diagnozuje w swoim stałym felietonie Jerzy Reuter, Gazety Krakowskiej i nasz stały współpracownik: „Uprzejmie informuję wszystkich, którzy w natłoku codzienności nie odwiedzili ostatnio naszego pięknego rynku, że była sala wystawowa tarnowskiego BWA – ta od strony rynku - doczekała się posprzątania. Nie ma już stosów śmieci, starych pudełek, opakowań i worów pełnych tajemniczych papierzysków. Panuje w niej piękna pustka, przesycona duchami wypędzonych na dworzec PKP artystów, chociaż na dworcu pustka jeszcze większa i bardziej przygnębiająca. Jak mi powiedziały wiewiórki zamieszkujące stare planty, magistrat dokonał, to czego żaden gospodarz nie wyśnił sobie w najgorszym koszmarze. Otóż, nasz UMT wszedł w umowę z PKP, którą możemy nazwać „pactum cum Diabolo” i zobowiązał się do wynajmowania na dworcu pomieszczeń przez dwa pełne lata. Ponoć cena za wynajem wynosi 10 tysiaków miesięcznie, pobieranych z naszych podatków. Pakt ów musi mieć iście diabelską genezę, skoro BWA nie ma już powrotu na stare śmiecie i przez dwa lata musi oczekiwać na wyremontowanie pałacyku w naszym parku - tak, tego samego, który mieli odnowić bracia kurkowi, ale przespali sprawę i zyskali, bo już nie muszą. Tak więc idąc tą jedyną i słuszną drogą naszego magistratu, BWA urządza co kilka dni wernisaże, okraszane czytaniem literatury pięknej przez naszych aktorów bez sceny, myśląc, że w ten sposób udowodni, że nasz rynek to raczej kiepskie miejsce na takie wystawy. Nie wiem na czym polegał interes z PKP, ale byłem w dworcowej galerii i z pełną odpowiedzialnością za słowa stwierdzam, że każda wystawa jest jednodniowym świętem sztuki, a potem już nic się tam nie dzieje. Posługując się frazeologią – psa z kulawą nogą… na psa urok. I tak minie dwa lata, a potem pracownicy wezmą pod pachę tę pustkę i zaniosą do parku. W takich okolicznościach przyrody łatwiej BWA się ukryć przed natrętnymi obywatelami.” Zaś tarnowską prasę w ubiegłym zdominowała wiadomość o tym, że jaśnie oświecony książę i honorowy obywatel naszego miasta Paweł Sanguszko (od jakiegoś czasu w stanie wojny z tarnowskim magistratem), doczekał się był córki Olimpii. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przyszła dziedziczka zjawiła się na tym świecie… 17 września ubiegłego roku, co pozostawiamy bez komentarza, gratulując jeno kolegom redaktorom refleksu i wyczucia. Za to obszernie komentujemy piórem Krystyny Drozd kolejne numery lokalnych periodyków dla miłośników historii i dziejów regionu, a mianowicie „Tarnowskie Studia historyczne” i „Rocznik Tarnowski”, które właśnie się ukazały.  W przerwie lektury owych publikacji można było np. wpaść do klimatycznych piwnic Tarnowskiego Centrum Kultury, gdzie 10 lutego (czwartek) miała miejsce muzyczna agapa dla sympatyków ska, punka, polki, folku, czyli koncert kanadyjskiej formacji THE DREADNOUGHTS. Na koniec odnotujmy dwie undergroundowe wystawy malarskie: 11 lutego  w kawiarni Deja Vu przy ul. Żydowskiej - ekspozycja prac twórców „niemieszczących się w ramach” i 13 lutego „Pospolite ruszenie” w studenckim klubie „Przepraszam” przy Rynku, gdzie swoje prace pokazał Filip Rutkiewicz. A ponieważ w nowy tydzień wkraczamy wraz ze Świętym Walentym, patronem zakochanych i szalonych więc będzie się działo…


Nie ustają kontrowersje wokół wygenerowanego kilka lat temu przez prezydenta Ryszarda Ścigałę konfliktu z rodzina książąt Sanguszków. Ród to wielce zasłużony dla Tarnowa i mający trwałe miejsce w historii, nie tylko miasta ale i kraju. Przypomnijmy, że najpierw książę Paweł, na stałe mieszkający w Brazylii, podejmowany był w swoim rodzinnym mieście wraz ze swoja matką iście po staropolsku, a bodajże w 1990 roku obdarzono go na Ratuszu honorowym obywatelstwem miasta i uroczyście wręczono nawet…dowód osobisty, aby niemalże równolegle wystąpić na drogę sądową przeciw niemu. Nic też dziwnego, że książę odwdzięczył się we właściwym swojej nacji i racji stylu. Obecnie Paweł Sanguszko jest  stroną w szeregu postępowań sądowych związanych z próbami odzyskania majątku należącego przed wojną do jego dziadka, Romana Sanguszki. Najnowsza dotyczy procesu z Muzeum Okręgowym o odzyskanie eksponatów, które znajdują się w zbiorach Muzeum.  Jak dotąd wszystkie te próby okazują się nieskuteczne. Najgłośniejsza z tych spraw dotyczy jednak terenu na Górze Św. Marcina wraz z ruinami zamku, który dziadek księcia - Roman Sanguszko zobowiązał się darować miastu na uroczystej sesji Rady Miejskiej w 1938r. W Pałacu na Gumniskach odbył się w 1938r. wielki bal, podczas którego fetowano zdrowie księcia Romana za przekazanie miastu ruin zamku na Górze Świętego Marcina pod Park Miejski jego imienia. Teren ten jego wnuk Paweł Sanguszko sprzedał niestety w 2008 r. spółce Castle Development należącej do jego pełnomocnika, odpłacając miastu pięknym za nadobne. Gdy w ub. roku dyrektor tarnowskiego Muzeum Okręgowego informował dziennikarzy o kolejnym procesie, wspomniał również o planowanym ślubie księcia Pawła Sanguszki. Jak właśnie doniosły lokalne publikatory, rzeczony  ślub odbył się ósmego maja ub. r. w kaplicy zamku Gaillefontaine w Normandii, należącego do Sanguszków. Wybranką księcia została Severine Ialongo, która już w cztery miesiące po swoim ślubie, 17 września 2010r. księcia córką Olimpia. Szkoda, że nasi żurnaliści nie poszli tropem tej informacji dalej i nie sprawdzili, czy prezydent Ryszard Ścigała lub też dyrektor Muzeum Okręgowego Adam Bartosz wystosowali stosowne depesze gratulacyjne do szczęśliwych rodziców, aby choć trochę podreperować mocno nadwyrężoną opinię miasta i swoją w oczach księcia Pawła Sanguszki. Powoli cała ta procesowo - prestiżowa żenada zaczyna przypominać telenowelę brazylijską. Magistrat zamiast się dogadać z Sanguszkami i obcinać kupony od wspólnej historii, mogącej znakomicie promować miasto,  wdał się w z góry przegraną sprawę, nawet jeśli ją wygra…

Z kolei w Tarnowskim Centrum Kultury – muzycznej mekkce młodych Tarnowian, w ostatni czwartek 10 lutego pojawili się goście z Kanady. THE DREADNOUGHTS, bo o nich mowa, dadzą w Polsce 4 koncerty, w tym jeden  w Tarnowie. Przed nimi, jako głównymi wykonawcami wystąpili: słowacki zespół NAHODNI ZNAMI (Preszow) oraz podkarpacki OSC (Dydnia).
Muzyka THE DREADNOUGHTS, to mega wybuchowa mieszanka stylów muzycznych. Mamy tu korzenną muzykę folk, szanty, muzykę żydowską, ukraińską z punkowym wykopem i niekiedy nawet metalowym brzękiem. Ich koncerty przenoszą cię w inny wymiar - pirackich wyczynów, poszukiwania skarbów, porwań, łupów i nieodkrytych lądów. Polecamy fanom muzyki w stylu Gogol Burdello, Korpiklaani, Dropkick Murphys... Zespół na swoim koncie ma 3 albumy: "Legend Never Dies" (2007), "Victory Square" (2009), "Polka's Not Dead" (2010) oraz EP'kę "Cyder Punk Unite" (2010).
Jak się o nich mówi: powstali w 2006 roku po wielu pintach taniego piwa w East Vancouver w najbardziej nieprzyjemnym pubie. The Dreadnoughts łączy szanty z irlandzkimi brzmieniami oraz solidnym, miażdżącym wnętrzności street punkiem. Określają się jako banda nieprzystosowanych pijaków, którzy pozostają wierni starożytnym balladom oraz histerykom, którzy niegdyś opłynęli cały świat - a wszystko w hałasie nowoczesnego punku pełnego huligańskiej furii. Zespół rozpoczął  od połączenia muzyki celtyckiej z punkiem w wykonaniu dziadków The Real McKenzies, i od tamtej pory nigdy się z tego nie wycofali. Skrzypki, akordeon, mandolina, flażolet irlandzki, gitary i perkusja. W każdej dziurze, w której zagrali, stawali się niezwykle znani ze swoich pełnych mocy, chaotycznych wystąpień na żywo. W ciągu krótkich trzech lat powoli, ale pewnie, dołączyli do kanadyjskich legend punk rocka. Przypomnijmy, że THE DREADNOUGHT dał się już poznać polskiej publiczności m.in. podczas rewelacyjnie przyjętego koncertu na Przystanku Woodstock w 2010 r.

Pozostańmy jeszcze na tarnowskim Rynku, gdzie w kawiarni Deja Vu przy ul. Żydowskiej grupa młodych plastyków zaprosiła w piątek 11 lutego na swoją, jak ją określili, spontaniczną ekspozycję „nie mieszczących się w ramach”, grupy twórców nie odnalezionych – nie nazwanych – nie zrzeszonych...
W prezentacji udział wzięli: Iwona Łanocha–Surman, Danuta Kocoł, Małgorzata Wróbel–Saida, Anita Ruszel, Elżbieta Kawik, Jolanta Kwiek, Łukasz Jewuła, Jacek Adamczyk, Paweł Gliwa, Janusz Tarchała, Bogdan Bilik –„Bukowina” oraz Szymon Ruszel.

Dwa dni później, w niedziele 13 lutego miało miejsce, także na Rynku, kolejne „Pospolite ruszenie” w studenckim klubie „Przepraszam”, gdzie odbył się wernisaż wystawy prac Filipa Rutkiewicza.  Organizatorami trzeciej już edycji tego ciekawego projektu zatytułowanego „Co autor miał na myśli” są młodzieżowe organizacje kulturalne – Teatr Mamrocząc i Teatr Wałowy 39 z Tarnowa.
Projekt „Pospolite ruszenie” wystartował w październiku ubiegłego roku. Jego założeniem jest promocja młodych ludzi, ich dokonań i twórczości, tworzenie ciekawych wydarzeń artystycznych na kulturalnej mapie miasta, w końcu aktywizacja tarnowskiej młodzieży. Po spotkaniu, gdzie prezentowano poezję młodzieży, a także nietypowej debacie przed wyborami samorządowymi, czas na kolejną odsłonę projektu zatytułowaną „Co autor miał na myśli?”.

– Mam 18 lat, uczęszczam na zajęcia do profesora Kucaby. W przyszłości chcę studiować na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Będzie to nietypowa, patologiczna wystawa, która wyzwala ludzkie umysły… Wernisaż dla koneserów sztuki (malarstwa, w tym głównie ukochanej mojej grafiki), a nie smakoszy południowych win... –  mówi Filip Rutkiewicz, autor prezentowanych prac. – W myśl konwencji zaskakiwania, jak to miało miejsce podczas poprzednich spotkań, i tym razem nie będzie to typowa wystawa. Każdy, kto przyjdzie, na pewno będzie mocno zaskoczony – dodaje Jakub Marogosiak, jeden z organizatorów.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



niedziela, 13 lutego 2011, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: