Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+144


Wiadomość o śmierci Bogusława Wojtowicza, dyrektora Galerii Miejskiej, która lotem błyskawicy obiegła Tarnów w przed dzień Wigilii, żałobnym kirem okryła ukochane przez niego miejsca i ludzi… Odszedł zaledwie w wieku 54 lat, pokonany przez raka, jeden z najznamienitszych ludzi tarnowskiej kultury, charyzmatyczna osobowość, prawdziwy człowiek renesansu. Znaliśmy się i przyjaźniliśmy wiele lat, obok publikujemy obszerny tekst poświęcony jego osobie. Ale życie musi toczyć się dalej, już bez niego… więc w  śnieżną drogę Pegazie.
Zgodnie ze staropolskim obyczajem Święta Bożego Narodzenia nie mogą obejść się bez opłatków, wigilijnej świecy oraz siana kładzionego pod wigilijny obrus. Dwa pierwsze z tych świątecznych akcesoriów rozprowadzają parafie, zaś siano oferuje obywatelom za darmo powiatowa władza samorządowe, co ma swoją zgoła nieświąteczną wymowę… . Jak co roku, tak i teraz, we środę 22 grudnia pojawiła się na głównych tarnowskich ulicach fura siana, ciągniona przez konie i „ogrywana” przez „Kumotrów”, dyżurnych kolędników na każdą okazję. Ale to nie był koniec przedświątecznych atrakcji tego dnia.      
Otóż na tarnowskim Rynku otwarto w południe Jarmark Bożonarodzeniowy. Oprócz oferty handlowej organizatorzy – Urząd Miasta Tarnowa i Tarnowskie Centrum Kultury - przygotowali także propozycje kulturalne – występy zespołu kolędniczego, jazowego, koncert chóru i gwiazdy wieczoru, zespołu „Turnioki”. W podcieniach Muzeum Okręgowego otwarty został kiermasz świąteczny, w którego ofercie znalazły się  m.in.: ozdoby świąteczne, kartki okolicznościowe, ozdobne aniołki, wyroby spożywcze regionalnych gospodarstw agroturystycznych: pieczywo, miody, wyroby zielarskie, domowe wypieki. Nie zabrakło też atrakcji dla najmłodszych. Na Rynku pojawił się zagroda z żywymi zwierzętami - lamami, osłami i najmniejszymi końmi świata z gatunku falabella. Była też okazja przejechania się na kucyku. Wieczorem z repertuarem kolędowym wystąpił na scenie tarnowski chór GOS.PL oraz zespół jazzowy Big Contest Band. Po nim widzowie mogli jeszcze obejrzeć i posłuchać gwiazdę wieczoru – góralski zespół „Turnioki”. Grupa łączy muzykę góralską z innymi gatunkami muzyki, takimi jak: rock, jazz, reggae. Zespół wydał trzy płyty autorskie i dwie z innymi wykonawcami, zagrał także ponad 700 koncertów w kraju i zagranicą.
Dwa dni wcześniej kolędował także nasz eksportowy Zespół Pieśni i Tańca Świerczkowiacy i „Mali Świerczkowiacy”. W programie widowiska znalazły się zwyczaje wspólnego kolędowania w oparciu o tradycję Beskidu Żywieckiego, Śląskiego, Lachów Sądeckich, Krakowa w tym także rodzimego regionu - Krakowa Wschodniego.
Dwukrotnie (najpierw w Wyższym Seminarium Duchownym, a w Święta w Bazylice Katedralnej) dano również monumentalne „Oratorium na Boże Narodzenie”, niezwykły utwór Camille Saint-Saëns’a. To pierwsze ważne religijne dzieło tego francuskiego kompozytora powstało w drugiej połowie XIX wieku, w ciągu 11 dni. Jest napisane na solistów, chór, orkiestrę smyczkową, harfę i organy. - Od opery różni się tylko tym, że nie ma tak zwanego ruchu scenicznego – tłumaczy dyrygent i dyrektor Chłopięcego Chóru Katedralnego Pueri Cantores Tarnovienses ksiądz Grzegorz Piekarz. Naszemu znakomitemu chórowi towarzyszyli wybitni soliści: Jolanta Kowalska – sopran, Agnieszka Monasterska – mezzosopran, Agata Piękosz – alt, Szczepan Kosior – tenor, Jarosław Kitala – baryton oraz Tarnowska Orkiestra Kameralna. Utwór wykonany był po łacinie, ale wszyscy, którzy przyszli posłuchać tego oryginalnego oratorium otrzymali tekst z równoległym tłumaczeniem na język polski.  Udział w „Oratorium na Boże Narodzenie” to kolejne przedsięwzięcie tarnowskiego chóru chłopięcego. Pueri Cantores Tarnovienses wykonującego przede wszystkim utwory przydatne w liturgii, ale również prezentowane podczas koncertów śpiewy gregoriańskie i wielogłosowe śpiewy religijne ze wszystkich epok. Chór prezentuje bogaty i różnorodny repertuar, prowadzi aktywną działalność koncertową, uczestniczy w konkursach i festiwalach muzycznych w kraju i za granicą. Ma na swoim koncie pięć płyt, nagrywał także dla Polskiego Radia i Telewizji. Aliści kolędować można także na jazzowo, co walnie udowodnił Big Contess Band Piotra Pociaska, dając we środę 23 grudnia w Bombay Music  interesujący koncert kolęd i pastorałek. W ciekawych, bogatych stylistycznie aranżacjach można było usłyszeć wiele cytatów i nawiązań: od jazzu tradycyjnego, poprzez swing, jazz etniczny, muzykę latynoską po mainstream lat 60. W podobnym klimacie, aczkolwiek z dominantą rockowo – bluesową, odprawiono jak co roku w pierwszy dzień Świąt w TCK  piwniczne - Rockowe O! płateczki Wojtka Klicha. Kończąc odnotujmy jeszcze promocyjny wieczór kolejnego numeru Szkiców Tarnowskich oraz ostatnią w tym roku premierę Tarnowskiego Teatru.


Przełamując się opłatkiem zwykle nie zadajemy sobie pytania o to gdzie i kiedy został on upieczony. Tymczasem większość opłatków trafiających do mieszkańców Tarnowa i regionu powstaje w Błoniu pod Tarnowem, gdzie znajduje się znany ośrodek formacyjny tarnowskich seminarzystów. Najwięcej powstaje oczywiście białych, ale są także opłatki niebieskie, żółte, różowe, zielone i pomarańczowe. Receptura od lat jest taka sama. - Opłatek powstaje z mąki i wody, ciasto trzeba dobrze wymieszać i trafia ono do specjalnego pieca. Samo pieczenie trwa niecałe dwie minuty. Później opłatki przenosi się do nawilżalni, wycina i pakuje – opowiada ksiądz Wiesław Czaja, dyrektor zakładu przetwórczo – handlowego. Najwięcej pracy jest od września do grudnia. Opłatki są zamawiane przez proboszczów diecezji tarnowskiej, kupują je także księża pracujący na misjach. Opłatki z Błonia pojechały w tym roku m.in. do Francji, Niemiec, Norwegii i na Ukrainę. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczone są na utrzymanie tarnowskiego seminarium.

Jak powszechnie wiadomo już przed wiekami osiołkowi w żłobie dano rzeczone wyżej siano aliści także nam współczesnym ono pisane, a raczej przypisane przez naszego Pana Starostę, który w ten sposób nijako zrównuje nas z szopkowym kłapouchem. Jak pisze Jerzy Reuter w swoim cotygodniowym felietonie  - „ Pobierając ów cenny susz należy zachować ciszę, by konie nie usłyszały co wiozą i nie zawróciły w miejscu, w proteście przeciw lekceważeniu ich codziennego chleba. Prawdziwa furmanka z jeszcze bardziej prawdziwym woźnicą będzie pokazywana dziatwie szkolnej, jako uzupełnienie edukacyjnego procesu i wpajania milusińskim miłości do tradycji starej, jak proces suszenia koniczyny. Jak podaje nasze starostwo, siano można było brać pełną garścią i za darmochę. Rozumiem, że ta końska zagrycha została gdzieś zakupiona, bo przecież pan starosta siana nie hoduje, chociaż szacun dla paszy ma i chętnie udostępni źdźbło. Gdy tarnowianie kotłowali się wokół furmanki, w innych miastach kupcy i różnej maści producenci, najczęściej ludowi, rozstawili kramy na rynkach i głównych ulicach, sprzedając świąteczne jedzonko, a starostowie otwierali kilkudniowe kiermasze wigilijne, już bez siana. Nie wiem kto kogo wypycha, ale wiem, że hasło „wypchaj się siankiem” ma w Tarnowie stałe miejsce i jest już tradycją nie do obalenia. Najśmieszniejsze jednak jest to, że takie akcje, na poły rolne i hodowlane, bo koń i siano to jedna rodzina, nie urządzają miejscy włodarze, lecz ci podmiejscy, czyli gdzieś z powiatu. Myślę, że nasz pan prezydent dobrze wie w której trawie piszczy i woli sianem się nie zajmować – i dobrze – bo pan prezydent ma swoje siano usadowione w magistracie. Takim magistrackim suszem jest pani, bardzo ważna, która na każdą miejską imprezę przychodzi w tym samym stroju, a problem pana prezydenta polega na tym, że nie wie, czy ma coś zakupić, czy dać podwyżkę na cele mundurowe. Ja, na szczęście, takich problemów nie mam i zamiast się zamartwiać, wolę wypchać się sianem.” Gwoli ścisłości i po prawdzie trzeba dodać, że na Rynku otwarto okolicznościowy kiermasz, aliści bardziej przypominał on cepeliadę i odpustową tandetę, a nie uzupełniał wigilijny stół…

Ukazał się drugi numer periodyku „Szkice Tarnowskie”. Promocja wydawnictwa odbyła się 21 grudnia w Miejskiej Bibliotece Publicznej im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie.
„Szkice Tarnowskie” to, obok „Tarnowskich Studiów Historycznych”, oficjalne pismo tarnowskiego oddziału Polskiego Towarzystwa Historycznego. Publikowane są w nim artykuły o charakterze naukowym, popularnonaukowym oraz publicystycznym. Czasopismo ma przede wszystkim zachęcić czytelników do poznania wydarzeń, osób, zjawisk, miejsc i instytucji związanych z dziejami ziemi tarnowskiej. – Publikowane w piśmie materiały, artykuły oraz szkice będą odkrywać zapomniane postacie, instytucje, zakłady i wydarzenia z różnych dzielnic miasta, zatem każdy tarnowianin powinien w „Szkicach” znaleźć coś dla siebie, nie tylko ze względu na własne zainteresowania, ale i zamieszczane wątki rodzinne – mówi dr Andrzej Niedojadło, wice   prezes oddziału PTH.
O tym, że potrzeba mówienia i pisania o Tarnowie oraz jego regionie istnieje, wyraźnie przekonują zawarte w drugim numerze „Szkiców Tarnowskich” artykuły, które zgromadzone zostały w czterech działach tematycznych: In memoriam, Kronika, Regionalia, Varia. Zainteresowanie studiowaniem dziejów ziemi tarnowskiej stanowi zatem niesłabnącą inspirację do pracy nad kolejnymi numerami pisma. Tak, aby ich treść oraz szata graficzna były jeszcze bardziej atrakcyjne, odkrywcze i wartościowe, zaś Czytelnikom oraz Redakcji dawały jeszcze więcej satysfakcji. Na drugi numer „Szkiców Tarnowskich” składa się 27 tekstów. Poświęcone są one pamięci Janiny Kani, Bronisława Jaśkiewicza, Zofii Mańkowej, księdza Kazimierza Szwargi oraz Stefana Słowińskiego. Ponadto w drugim numerze pisma znalazły się m.in. artykuły na temat pracowników oraz historii Zespołu Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika w Tarnowie, kronika działalności MBP im. J. Słowackiego w Tarnowie, przyczynek do dziejów tarnowskiej filatelistyki, rys poświęcony sześćdziesięcioletniej historii mediów zakładowych w Azotach Tarnów oraz zapis działalności klubu sportowego „Tarnovia”.

Ostatnią w tym roku premierę dał Tarnowski Teatr. Jest nią pogodna komedia „Przyjazne dusze” Pama Valentinea w dyrektorskiej reżyserii Edwarda Żentary, której akcja doskonale wpisuje się w klimat Bożego Narodzenia. Sztuka ta od paru sezonów cieszy się sporym powodzeniem na polskich scenach, wystawiana także po tytułem „”Kochankowie nie z tej ziemi”. Bohaterami są młodzi lokatorzy a zarazem świeżo poślubiona małżonkowie - Mary i Simon, rozpoczynający wspólne życie. Dziewczyna jest w ciąży, jej mąż raczkuje jako twórca książek kryminalnych. I kiedy wydaje się, że w spokoju będą żyć w miłości rozwiązując napotykane problemy, zaczynają się problemy. Okazuje się przy tym, że dom – jak każdy angielski dom z tradycją – ma swoją historię wraz z poprzednimi mieszkańcami. Przyglądają się oni rozwojowi sytuacji, dostrzegając zarazem, że życie młodej pary przypomina ich własne. I to początek zgrabnej fabuły z aniołem jako gościem. Historia bardzo zabawna i wzruszająca, zdająca kłam stereotypowemu myśleniu o duchach i przemijaniu. W tarnowskiej inscenizacji na szczególne wyróżnienie zasługuje solidna scenografia Tomasza Piaseckiego, z niejakim pietyzmem odtwarzająca typowo angielski salon i gabinet w jednym wnętrzu. Bez zarzutu jest również klimatyczna oprawa muzyczna spektaklu. Poległ za to reżyser Żentara, który fatalnie ustawił i poprowadził aktorów, co dziwi tym bardziej, że rzecz jest z gatunku teatralnych samograjów. Mariusz Szaforz (Jack Cameron) i Jolanta Januszówna (Susie Cameron), jako jedyni w obsadzie bronią się swoim scenicznym obyciem i warsztatem, tworząc barwną i pełną uroku parę. Przy nich aktorska młodzież: Piotr Hudziak i Monika Wenta- Hudziak, grający Simona i Mary Williamów wypadają blado, tworząc postaci bez wyrazu. W ogóle spektakl jest bardzo nierówny. Z jednej strony dobra rola Patrycji Szwarc (Anioł) i momentami wręcz znakomita Bogusława Podstolska – Kras (Marta Bradshow), a z drugiej sztuczny i nijaki Jerzy Ogrodnicki (Mark Webster), któremu jak dotąd najlepiej wychodzą role nieme… Co z tego, że zgodnie z deklaracjami dyrektor Edward Żentara regularnie co miesiąc pokazuje na pałacowej scenie nowy spektakl, skoro ilość ma się nijak do jakości. Nie najlepiej rokuje to na po remontową przyszłość miejskiego teatru.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



poniedziałek, 27 grudnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: