Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+135


Tak głośno o tarnowskim teatrze nie było już dawno. Podobną burzę medialną wywołała kilka lat temu goła pupa Papkina, jednego z bohaterów fredrowskiej Zemsty wystawianej na deskach sceny przy ul. Mickiewicza. Szkoda, że wtedy i teraz  rzecz dotyczy nie prawdziwych wydarzeń kulturalnych kreowanych na scenie, a spraw poza artystycznych. Tym razem awanturę wywołała publikacja krytyka filmowego i teatralnego Łukasza Maciejewskiego, który na łamach tygodnika „Temi” zamieścił obszerny artykuł o Solskim. W swoim tekście postawiał on odważną tezę, że „Teatr w Tarnowie jest martwy”. Według niego cała działalność placówki od miesięcy skupia się niemal wyłącznie na małoobsadowych, topornych artystycznie i nieudolnych intelektualnie przedstawieniach pokazywanych w Pałacu Młodzieży lub maleńkiej piwniczce TCK. - Chciałem w ten sposób sprowokować dyskusję – mówi radiu ESKA Łukasz Maciejewski. - Wyraziłem opinie, które od dawna krążą w kuluarach – najlepiej świadczy o tym odzew jaki dostałem po publikacji – dodaje. Wywołani do tablicy wypowiadają się dyrektorzy teatru i inni magistraccy zawiadowcy kulturalni. Także i my publikujemy obok obszerny materiał na ten temat, łącznie z kontrowersyjnym artykułem redaktora Maciejewskiego. A póki co przytaczamy jedną z wypowiedzi internautów, którzy „nie uważają, że Tarnowski Teatr jest martwy, bo w ostatnich dwóch latach wyprodukowano tu kilka naprawdę dobrych a jednostkowo nawet świetnych spektakli. Widzieliśmy je, dlatego wiemy, co mówimy. Dyrekcja powinna mieć również prawo do (racjonalnego) dobierania sobie współpracowników.  Mówienie jednak przez dyrektora Żentarę o dobrej, przyjemnej atmosferze, jaka wreszcie zapanowała wśród pracowników tarnowskiego teatru, po absurdalnych i groteskowych wojnach personalnych sprzed kilku miesięcy, trąci co najmniej niesmakiem. A  zakończony właśnie Festiwal Komedii skończył się tragikomicznie.” Z kolei Internetowi Przyjaciele Tarnowskiego Teatru swój komentarz do tekstu Ł. Maciejewskiego opatrzyli na Facebooku tytułem „Tarnowski Teatr zmiażdżony krytyką”, zaś redaktor J. Reuter w swoim cotygodniowym felietonie w Gazecie Krakowskiej wspomina, jak to drzewiej bywało na teatralnych widowniach – oba teksty publikujemy poniżej wraz z również portalowym podsumowaniem ostatniej edycji Festiwalu Komedii „Talia”. A propos Talii to odnotujmy jeszcze recitalowy występ jednej z jego gwiazd, a mianowicie Mariana Opani, który wraz z synem Bartoszem dał świetny koncert zatytułowany „Nasze fascynacje”. Odbył się on w niedzielę 24 października 2010 r.  godz. 19.00. w Mościckim Centrum Kultury, które od 5 listopada zmienia nazwę na Centrum Sztuki Mościce. Żeby nie było tylko o teatrze na koniec wspomnijmy o corocznym Biennale Nauczycieli, zakończonym piątkowym wernisażem zorganizowanym w salonach wystawienniczych Tarnowskiego Centrum Kultury.


Przyjaciele Tarnowskiego Teatru

Kolejny „poślizg" na budowie teatru przesuwa pierwszą premierę w nowym budynku na koniec roku, ale i ten termin jest wątpliwy. Według krytyka Łukasza Maciejewskiego, to nie opóźnienia na budowie teatru, lecz styl i jakość zarządzania tą instytucją są przyczynami zrujnowania "Solskiego". Uważam, że w przypadku Tarnowskiego Teatru miarka się przebrała. Czasami trzeba zabrać głos, kiedy wszyscy milczą. A "Solski", w mojej opinii, jest dzisiaj ruiną. Określenie to nie ma nic wspólnego z oceną trwającego właśnie remontu przybytku Melpomeny, tylko ze stylem i jakością zarządzania instytucją - czytamy tekst Łukasza Maciejewskiego w najnowszym wydaniu TEMI. Krytyk filmowy i teatralny na stałe mieszkający w Krakowie po zakończonym właśnie Festiwalu Komedii Talia twierdzi, że tak źle z teatrem w Tarnowie jeszcze nie było. Maciejewski domaga się jak najszybszej i najlepiej radykalnej zmiany stylu funkcjonowania teatru. Nie chce usprawiedliwień pracowników teatru, że przyczyną obecnej sytuacji jest przedłużający się remont, brak infrastruktury, czy nawet zła aura. Zajmując się od lat publicystyką teatralną (miesięcznik "Teatr", "Notatnik Teatralny", "Gazeta Krakowska") krytyk za dyrekcji Żentary nigdy nie został zaproszony na żadną premierę, ani nie otrzymywał żadnych informacji na temat działalności instytucji. W podobnej sytuacji są jego koledzy z branży, jak pisze Maciejewski w TEMI: teatr w Tarnowie taktycznie ignoruje recenzentów. Efekt takich działań, według autora omawianego tekstu, jest taki, że Tarnów przestał funkcjonować na forum ogólnopolskim. Jeżdżąc na festiwale teatralne, uczestnicząc w konferencjach teatrologicznych, pytam czasami kolegów-krytyków, czy nie wybraliby się do Tarnowa, nie napisaliby o naszym teatrze. Reakcją rozmówców jest zdumienie, że teatr w Tarnowie w ogóle istnieje. (...) Warto wyraźnie powiedzieć, że poza Tarnowem teatr jest martwy. Według krytyka Festiwal Komedii Talia nie powinien być określany mianem "festiwalu" od momentu, gdy zrezygnowano z jury i komisji selekcyjnej, a spektakle prezentowane podczas Talii to skromny zestaw mniej lub bardziej przypadkowych przedstawień - artystycznie co najmniej wątpliwych, przeterminowanych lub stricte konfekcyjnych. Maciejewski uprzedza linię obrony Edwarda Żentary, pisząc, że sala zastępcza w Pałacu Młodzieży jest niefunkcjonalna i brzydka, ale istnieją także przedstawienia plenerowe, happeningi, performance, albo parateatralne widowiska. Zdaniem Łukasza Maciejewskiego, cała działalność teatru od miesięcy skupia się niemal wyłącznie na małoobsadowych, topornych artystycznie i nieudolnych intelektualnie przedstawieniach, pokazywanych w Pałacu Młodzieży lub maleńkiej piwniczce TCK.

Czy nasz teatr jest martwy

„Był niegdyś w teatrze obyczaj. Stary i szanowany przez wszystkich, od sprzątaczki po dyrektora. Polegał on na prostym odruchu nie zajmowania pierwszych trzech rzędów na widowni przez pracowników teatru i zaproszonych VIPów. Zapobiegało to kumulowaniu tremy u grających na scenie aktorów i co najważniejsze, nie czyniło z tak szacownego przybytku kultury targowiska próżności. Pamiętam, że dla gości specjalnych był zarezerwowany dziewiąty rząd i nikt z tym faktem nie polemizował, nawet delegacje z KW PZPR z pierwszym sekretarzem na czele. W tamtych czasach spektaklem rządziła galeria, a jak jej nie było, robiły to ostatnie rzędy. To ci widzowie bez twarzy, często oddający ostatni grosz na bilet, decydowali o późniejszym sukcesie, lub porażce. Wytupywali kiepskich aktorów, a tym najlepszym nie pozwalali zejść ze sceny bez bisów. A dzisiaj? Dzisiaj jest zupełnie na odwrót. W pierwszym rzędzie, na samym środku, zasiada pan „Pierwszy”, obok szanowna małżonka, a dalej zastępcy, pomagierzy i wszyscy, którzy chcą się pokazać w  towarzystwie. W drugim zasiadają drudzy, czyli kierownicy. Dalej siedzą znajomi  pierwszych, a jeszcze dalej drugich. Panteon teatralny zamykają dziennikarze, lud prosty, z bojaźnią patrzący na rząd pierwszy. Minęły czasy, gdy aktorzy ze strachem spoglądali na ostatnie rzędy, na swoje być albo nie być. Teraz cała uwaga skupia się na towarzystwie przednim, bo gdy oni nie klaszczą, nikt nie klaszcze, a gdy się śmieją, wszyscy zarykują się do łez. A gdy przed spektaklem na scenę wyjdzie pan „Pierwszy” to sukces jest z klucza. Galeria, czyli tyły sceny, w ramach oszczędności są zaciemnione, widzowie jacyś smutni i bez zapału. Odliczają kolejne spektakle i za każdym razem siadają bliżej pierwszego rzędu - a nuż przytuli do piersi, jak kolejny order, i doda otuchy?” (Jerzy Reuter).

* * *

Z kolei na jednym z lokalnych portali przeczytać można, że „Decyzją widzów, najważniejszym spektaklem tegorocznej „Talii” została kompilacja farsy, kabaretu i musicalu autorstwa Elżbiety Jodłowskiej „Klimakterium... i już” - infantylne dyrdymały o czterech kobietach w wieku menopauzalnym, które opowiadają i śpiewają o trapiących je dolegliwościach, “włosach w dupie”, powtarzających się w nieskończoność nagłych uderzeniach gorąca itp. Rubaszna satyra połączona z muzyką zagwarantowała przedstawieniu spory sukces frekwencyjny, a co za tym idzie komercyjny. Zrozumiałe jest, że banał bywa sympatyczny. Banał nawet wielu ludziom może się podobać. Niemniej jednak szczytem filisterstwa jest utożsamianie go ze sztuką, nawet ze sztuką użytkową. O ile pierwsza połowa festiwalu była dość interesująca: ciekawa, pozakonkursowa premierowa “Romanca” i “Kocham Pana, Panie Sułku” oraz stająca jako pierwsza w szranki konkursowe “Lekcja szaleństwa” - w moim odczuciu najwartościowsza propozycja biorąca udział w tegorocznej “Talii” – o tyle druga część kompletnie rozczarowała. Kolejno po sobie zaserwowano nam puste, sztampowe i kiczowate spektakle, o których myśli się fatalnie, a jeszcze gorzej pisze. Niby śmieszne odzywki, żenujące gagi i banalne teksty (choć w niektórych nawet tego zabrakło – przykładem “Duety”) sprawiły, że większości widowisk bliżej było do kiepskiego sitcomu, niż dobrej komediowej sztuki. A jednak festiwalowy werdykt nie zaskoczył – w końcu głosowała publiczność i zgodnie z przewidywaniami postawiła na kasowy hit. Za co jednak tak naprawdę wyróżniono nagrodą Tadeusza Łomnickiego? - wie chyba tylko jednoosobowe jury w osobie dyrektora "Solskiego". Może za słynne nazwisko? Znajduję tylko jeden racjonalny powód, dla którego warto było uhonorować Grand Prix komercyjne “Klimakterium...i już” - menedżer i zarazem mąż autorki, Tomasz Heller, wykonał piękny gest przekazując główną nagrodę w wysokości 15 tysięcy złotych na rzecz Kaliny Janowskiej, kilkumiesięcznej dziewczynki chorej na nowotwór złośliwy.

* * *

Czym fascynują się Marian Opania i jego syn? Piosenkami Brela, Wysockiego, Okudżawy i Kofty. Liryczny wieczór z balladami w świetnych interpretacjach dwóch znakomitych aktorów. Nastrojowy koncert idealny na jesienną nostalgię, do zasłuchania i zachwycenia.

Marian Opania wystąpił w kilkudziesięciu filmach, m.in. „Lalce” Wojciecha Hasa, „Perle w koronie” Kazimierza Kutza, „Człowieku z żelaza” Andrzeja Wajdy czy VIII części Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego. Znany też z serialu „Na dobre i na złe” oraz ze znakomitych duetów kabaretowych z Wiktorem Zborowskim. Od ponad dwudziestu lat związany z warszawskim Teatrem Ateneum, gdzie poza rolami dramatycznymi zachwyca interpretacją piosenek i songów w muzycznych spektaklach "Wysocki", "Brel" i "Hemar".

Bartosz - syn wybitnego aktora to absolwent warszawskiej PWST, którą ukończył w 1993 r. Po raz pierwszy przed kamerami wystąpił w 1992 r. w filmie "1968. Szczęśliwego Nowego Roku". Za rolę Józefa Andryszka I w obrazie Jana Jakuba Kolskiego pt. "Historia kina w Popielawach" otrzymał nominację do "Orła", Polskiej Nagrody Filmowej dla najlepszego aktora. Grał też w takich produkcjach, jak :"Na dobre i na złe", "Cisza", "Zakochani", a swojego głosu użyczał w m.in. "W 80 dni dookoła świata" i "Szeregowiec Dolot". Mówi, że nie ma w sobie nic z gwiazdora. Nie lubi udzielać wywiadów ani rozdawać autografów. Przyznaje, że jego największym autorytetem jest ojciec.

* * *

Blisko 60 nauczycieli pasjonujących się malarstwem, rzeźbą, fotografią, wystawia aktualnie swoje prace w Tarnowskim Centrum Kultury, dokąd trafiły z siedziby tarnowskiego oddziału Związku Nauczycielstwa Polskiego. To właśnie tam nauczycieli mogli zgłaszać swoje prace. Ponoć zainteresowanie wystawą ze strony twórców ze szkół przerosło oczekiwania organizatorów. - Co roku zresztą jesteśmy zasypywani pracami różnego rodzaju, nie tylko plastycznymi, ale także na przykład fotografią - mówi Józef  Sadowski, organizator Biennale. Wystawa nauczycielskiej twórczości (Biennale odbywa się co dwa lata) zgromadziła tym razem prace 57 twórców. W sumie 115 prac zostało wyeksponowanych w trzech salach wystawienniczych TCK. Do tegorocznego konkursu swoje prace zgłosili nie tylko nauczyciele z Tarnowa i powiatu tarnowskiego ale także z Lublina. Podczas piątkowego wernisażu, uświetnionego gośćmi z zaprzyjaźnionego z Tarnowem słowackiego Proszowa, wręczono nagrody dla nauczycieli, którzy pokazali - zdaniem jury - najbardziej interesujące prace, przede wszystkim malarskie, ale także rzeźby, haft i fotografie. Swoje nagrody dla realizujących swoje plastyczne pasje nauczycieli ufundowali m. in. prezydent miasta i marszałek Roman Ciepiela. Twórcy odbierający nagrody dostawali od prowadzącego imprezę prezesa Józefa Sadowskiego po minucie na zaprezentowanie siebie i swojej twórczości. – Niech o mnie mówi moja twórczość i obrazy, które tutaj prezentuję – mówił znany tarnowski artysta i pedagog Jacek Janicki, który jako pierwszy odebrał przyznana mu gratyfikację. Wśród nagrodzonych znalazł się m.in. Kazimierz Dżalak z Bogumiłowic i Marta Odbierzychleb z Tarnowa (niestety nieobecna). Nagrodzono również słowackiego twórcę Pawła Kowala z Preszowa. „Dziennik Polski" jako jeden z patronów tegorocznego Biennale ufundował nagrody rzeczowe dla autorów wyróżnionych prac. Otrzymali je Aneta Kopeć-Wilk za fotografię zatytułowaną "Z okna" (nauczycielka Gimnazjum n6 w Krzyżu) oraz Beata Olszewska za "Rudowłosą".




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



poniedziałek, 25 października 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: