Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+126


Letnia kanikuła, jak powszechnie wiadomo, sprzyja wszelkiego rodzaju ekskursjom, także tym autobusowym. A ponieważ mój parzystokopytny przewodnik zapewne z racji panujących upałów staje dęba więc i ja z konieczności postanowiłem się przemieścić w czasie i przestrzeni za pomocą środków masowej komunikacji. I jakżeż miło zostałem zaskoczony. Oto, okazuje się, że obok w większości zdewastowanych i zrujnowanych przystanków, znaleźć można także takie, na widok których serce rośnie i przysłowiowa szczęka opada, oczywiście z zachwytu. Tym bardziej, że bywając od zawsze poetą i na co dzień operując słowem (nie mylić z manipulowaniem), szczególniem wyczulon na wszelkie pozytywy w tym względzie. A takim niewątpliwie są niektóre z przystanków Gminy Tarnów, na których oczekując na przyjazd autobusów lub busów, zapoznać się można z twórczością znanych polskich poetów oraz… cytatami z wypowiedzi Jana Pawła II. Ze zdumienia przecierałem okulary i oczy oglądając na trasie z Tarnowa do Tuchowa, a dokładnie w Tarnowcu, Porębie Radlnej, Radlnej i Nowodworzu, schludne przystanki „wzmocnione” metalowymi płytami z laserowo wydrukowanymi fragmentami wierszy J. Kochanowskiego i K. Norwida, a także cytatami z naszego Papieża. Indagowany na tę niezwykłą, kulturalną, okoliczność wójt gminy Tarnów Grzegorz Kozioł wyjaśnia, że żelazne płyty nie rozlecą się tak łatwo, jak szyby, w dodatku upstrzone niecenzuralnymi wyrazami i z racji swojej kruchości nagminnie rozbijane, a poza tym poezja uspokaja, więc nikomu nie powinno przychodzić do głowy niszczenie przystanków. Pegaz bije brawo dla autorów tego unikalnego projektu i wyraża nadzieję na skuteczność oddziaływania owych „literackich odstraszaczy” na miejscową żulię, a pozostałym użytkownikom przystanków życzy prawdziwych poetyckich iluminacji. Cóż, jeszcze nie tak dawni wieszcz marzył o tym, aby jego wiersze trafiły pod strzechy, teraz można je znaleźć na autobusowych przystankach, dobre i to… . A ponieważ przystanków tylko w gminie Tarnów jest około 100 więc do roboty panowie samorządowcy, szczególnie, że wybory tuż, tuż! No cóż, niektórzy rewitalizują przystanki, inni budują pomniki. Wracając z owej poetyckiej krainy schludnych przystanków stanąłem na popas w Koszycach, gdzie na miejscowym osiedlu, dokładnie na skrzyżowaniu ulic Dąbka i Bajana, stanął 14 sierpnia monument świętego Maksymiliana Marii Kolbego. To oddolna i jak najbardziej obywatelska inicjatywa mieszkańców skupionych wokół miejscowej rady osiedla. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy w sumie zagospodarowanie i uporządkowanie centrum Osiedla Koszyckiego kosztowało około 85 tysięcy złotych. Prócz skweru, pojawiły się tam też nowe drogi i chodniki. - To miejsce poświęcone pamięci bohaterów – uzasadnia decyzję o wyborze postaci na pomnik Tadeusz Mazur, przewodniczący Rady Osiedla, radny Rady Miejskiej w Tarnowie. - Do grona zasłużonych, takich jak Henryk Sucharski, Stanisław Dąbek czy Jerzy Bajan, dołączył „bohater ludzki”, dobroczyńca, który oddał życie dla innych, św. Maksymilian Maria Kolbe. Ciekawe, co na takie pomnikowe dictum miłościwie nam panujący (jeszcze!) prezydent Tarnowa Ryszard Ś. Wszak Platforma Obywatelska i jej polityczni sojusznicy „Tarnowianie” mają zupełnie innych, swoich świętych, tym bardziej, że krzyż w przestrzeni publicznej jest ich zdaniem passe… 
Ale dość o tym. Oto, jak donosi InterMAKS, tarnowianka - Bożena Gruszka wygrała konkurs na najlepszą recenzję miesiąca. Pani Bożena należy do Dyskusyjnego Klubu Książki "Galeria", działającego przy Miejskiej Bibliotece Publicznej w Tarnowie. Została wyróżniona przez Instytut Książki za recenzję  "Domu Augusty" Majgull Axelsson, a którą i my w ślad za w/w portalem publikujemy. Z kolei nasz eksportowy Zespół Pieśni i Tańca “Świerczkowiacy” w dniach od 30.07.2010r. do 8.08.2010 r. wystąpił reprezentując Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Folkloru w Cori we Włoszech. Miejmy nadzieję, że także sukcesem zakończy się występ obchodzącego w tym roku 30 – lecie działalności Teatru Nie Teraz, który aktualnie bawi na 40 Międzynarodowym Kampusie Artystycznym FAMA w Świnoujściu prezentując spektakl „Kreon” – autorską interpretację „Antygony” Sofoklesa guru grupy Tomasza A. Żaka. Natomiast w niedzielę 22 sierpnia rozpoczęła się ósma edycja Festiwalu Muzyki Kameralnej „Bravo Maestro”, imprezy cieszącej się ogromnym zainteresowaniem i popularnością koneserów muzyki klasycznej, ale o tym potem. Zaś w piątek minęło równe 10 lat od kiedy to w Tarnowie odnotowano najcieplejszy od czasów wojny dzień, dając tym samym asumpt do nazywania naszego galicyjskiego miasteczka Biegunem Ciepła. Tylko kto o tym pamiętał… .


Dyskusyjne Kluby Książki to wspólny projekt Instytutu Książki i Bibliotek Wojewódzkich adresowany przede wszystkim do czytelników korzystających z bibliotek publicznych. Pomysł oparty jest na założeniu, że potrzebne są miejsca, w których można rozmawiać o wspólnie czytanych książkach oraz, że nie trzeba być krytykiem, by czerpać przyjemność z dyskutowania o literaturze. Celem klubów jest także ożywienie środowisk skupionych wokół bibliotek oraz zachęcenie samych bibliotekarzy do kreowania mody na czytanie. Kluby powstały z inicjatywy Instytutu Książki i działają przy jego wsparciu finansowym i merytorycznym od początku 2007 roku przy bibliotekach różnego stopnia – od bibliotek wojewódzkich, po filie biblioteczne w małych miejscowościach. Klubami w obrębie jednego województwa opiekuje się koordynator wojewódzki. A oto nagrodzona recenzja tarnowianki Bożeny Gruszki:

Mario Vargas Llosa - „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki"

Irytują mnie zdrobnienia, te wszystkie pieniążki, pozdrowiona, buziaczki i mięsko z ziemniaczkami. Tymczasem przyszło mi się zmierzyć z powieścią, w której deminutiwa są podstawowym środkiem stylistycznym. Książka Llosy „Szelmostwa niegrzecznej dziewczynki” samym tytułem sugeruje spotkanie z figlarną, przebiegłą osobą wzbudzającą raczej sympatię niż niechęć. A tu – nic z tych rzeczy !

Osadzona mocno w realiach politycznych i społecznych Peru i Europy Zachodniej historia Ricarda, peruwiańskiego emigranta - tłumacza, realizującego marzenia o spokojnym życiu w Paryżu, to w rzeczywistości studium wampiryzmu emocjonalnego. Polega on na bezwzględnym wykorzystywaniu czyjegoś zaangażowania uczuciowego, wrażliwości i  lęku przed odrzuceniem.
Piętnastoletnia Lily, w której Ricardo zakochał się w Miraflores, pojawia się później w jego życiu jako kandydatka na partyzantkę, kochanka komendanta Świetlistego Szlaku, żona francuskiego dyplomaty, żona angielskiego hodowcy koni, kochanka szefa mafii tokijskiej, przemytniczka wszelakich używek, rzekoma ofiara nigeryjskich policjantów. Gdy w końcu zostaje żoną Ricarda, też czyni to z wyrachowania i nie pod swoim prawdziwym nazwiskiem.
Pojawia się w życiu Peruwiańczyka, by wykorzystać jego maniakalne zadurzenie, rozbudzić namiętność i nadzieje i każdorazowo porzucić. Jej filozofia życiowa sprowadza się do poszukiwania pieniędzy – „jedynego szczęścia, którego można dotknąć”. Okrada kolejnych mężów i kochanków,  zawsze odnajduje drogę do Ricarda, by przekonywać go podstępnie, że jest  dla niej jedynym oparciem i powiernikiem.
Ricardo, współczesny Żyd – Wieczny Tułacz, oprócz miłości do tytułowej niegrzecznej dziewczynki, doświadcza poczucia braku tożsamości narodowej. Już nie jest Peruwiańczykiem, ale też nie jest Europejczykiem. Jako tłumacz uczestniczy w licznych konferencjach UNESCO, lecz nie identyfikuje się z żadnym problemem ludzkości.
A przecież te problemy – AIDS, partyzantka peruwiańska, ubóstwo, przemyt narkotyków – zabierają mu kolejnych przyjaciół.
Opowieść Llosy jest pełna świetnych portretów postaci, których życie umiejętnie zostaje wplecione w serię ważnych wydarzeń politycznych. Byłaby to znakomita lektura, gdyby nie  wspomniana na wstępie maniera deminutywna. Narrator zdecydowanie nadużywa zdrobnień.
Niegrzeczna dziewczynka (partyzanteczka, Chilijeczka, Francuzeczka, Japoneczka,) ma oczywiście ciałko, piersiątka, uszka, stópki, rączki, wszystko to jest kruchutkie, drobniutkie, maleńkie i szczuplutkie nawet gdy przyodziane w bluzeczkę, kostiumik, kapelusik i buciki. Być może zdrobnienia mają podkreślić niedojrzałość emocjonalną głównych bohaterów, zgodziłabym się z taką interpretacją. Jednak Llosa używa zdrobnień również w opisach szefa mafii (drobniutki, szczuplutki jak patyczek, złożył rączki) jak i swojego wujka.
Jeśli moje zastrzeżenia nie odstręczają Was od zapoznania się z niegrzeczną dziewczynką, zabierzcie ją ze sobą na wakacje. Każdy ma takiego wampira, jakiego sobie wyhoduje.

Bożena Gruszka


W dniach od 30.08.2010r. do 8.08.2010 r. ZPiT Świerczkowiacy reprezentował Polskę na Międzynarodowym Festiwalu Folkloru w Cori (Włochy). Zespół otrzymał zaproszenie od CIOFF oraz od włoskich organizatorów festiwalu (Associazione Curtulare „Latium” i Associazione Culturale „Festival Della Collina”) .Udział w festiwalu brało 11 zespołów z całego świata:  Białoruś, Polska (ZPiT Świerczkowiacy), Hiszpania, Chile, Kuba, Meksyk, Kenia, Tailandia, Włochy.
Tradycyjnie jak co roku występy festiwalowe  rozpoczęły się w Rzymie. Kolejne odbywały się w miastach regionu Lacjum: Cori, Segni, Paliano, Cisterna. W   tego rocznym festiwalu wzięło udział ponad 300 artystów ze wszystkich kontynentów. Hasło przewodnie Latium  World  Folkloric Festiwal 2010 to: „PEACE IS IN OUR HANDS”, zgodnie z dyrektywami wydanymi przez UNESCO mającymi na celu edukowanie ludzi do kultury pokoju. W kolejnych dniach festiwalu oprócz pokazów rytmów, melodii, pieśni i tańców odbywały się także wieczory folklorystyczne, parady „Świat Folkloru”, wieloetniczne spotkania i degustacja produktów spożywczych przygotowywanych przez uczestników festiwalu. Ciekawym wydarzeniem był wyjazd wszystkich grup biorących udział w festiwalu do słynnych średniowiecznych ogrodów Nimfa,  gdzie mieszanka kolorowych kostiumów z wieloma barwami natury zainspirowała organizatorów do sesji zdjęciowej.
Festiwal w Cori to dziesięć dni z tradycyjną muzyką ludową i tańcem, a także wieczory galowe z udziałem wielu artystów, którzy reprezentują różne kultury. Wymiana kulturalna we wzajemne przyjaźni jest jednym z celów, jakie osiąga festiwal, zrozumienie poprzez różne tradycje, skracanie odległości, wzbogacanie i nauka szacunku oraz patrzenie na świat jak na miejsce gdzie mogą żyć w pełni harmonii różne narody.
ZPiT Świerczkowiacy jest pierwszym polskim zespołem zaproszonym do udziału w festiwalu od 15 lat. Swym udziałem ubarwił i uświetnił to wydarzenie prezentując polski folklor w śpiewach, melodiach, tańcach i strojach na międzynarodowej estradzie festiwalu w Cori.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



wtorek, 24 sierpnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: