Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+121


Za nami Zderzenia 2010, a przed nami kolejne, mamy nadzieję prawdziwie wydarzenia tego wyjątkowo upalnego lata. Tym razem fani rocka i piłki nożnej mieli nie lada dylemat, co wybrać np. koncert Katarzyny Nosowskiej na tarnowskim Rynku czy finał Mundialu w telewizji. Trzeba naprawdę wyjątkowo się „postarać” aby z nowymi – starymi Zderzeniami trafić w sam środek futbolowego szaleństwa, aliści nasi kulturalni zawiadowcy zdają się nie dostrzegać niczego więcej poza własnym nosem, co zdecydowanie wpłynęło na frekwencję zorganizowanych przez nich w tym czasie imprez. Na szczęście dla nich okazało się, że występ kultowego Heja dla wielu mieszkańców miasta i regionu był atrakcyjniejszy niż mundialowa rywalizacja Iniesty i Casillasa z Robbenem i Sneijderem, o czym świadczył całkiem spory tłum fanów zespołu, jaki zjawił się na Rynku. Ale już sobotni koncert krakowskiej „Magii Obłoków” wypełniony piosenkami Marka Grechuty w wykonaniu zespołu Anawa cieszył się zdecydowanie mniejszym zainteresowaniem, a szkoda. Cóż niszowa, acz znakomita muzyka krainy łagodności przegrała z „kopaczami” i upałami… . Być może to było również powodem mizernych efektów towarzyszącej Zdarzeniom kwesty „Tarnów dla powodzian”, podczas której uzbierano tylko 3 tys. 85 zł i 49 groszy, co w kontekście kosztów imprezy szacowanych wcześniej przez organizatorów na 100 tysięcy złotych właściwie nie wymaga komentarza. Tym bardziej, że kwota ta miała być z racji odwołanego z powodu powodzi Święta miasta” przeznaczona dla powodzian właśnie. Takie przynajmniej medialne deklaracje składał miłościwie panujący nam (jeszcze!) prezydent Tarnowa Ryszard Ś., i jak dotąd nikt go o to na licznych konferencjach prasowych nie zapytał, co z kolei nie najlepiej, delikatnie rzecz ujmując, świadczy o lokalnym dziennikarstwie. Aliści odpuśćmy i rozliczenia zostawmy na czas przedwyborczych harców. A czas letniej kanikuły to m.in. pora „Spacerków po Tarnowie”, o czym już szczegółowo pisaliśmy a które ciekawie anonsuje dziennikarska neofitka Ewa Czajkowska – Smożewska na łamach Dziennika Polskiego…. Lipiec i sierpień, to czas na rendez-vous z historią grodu Leliwitów Wytrwali wakacyjni spacerowicze wskazują na niewątpliwy urok i smak popołudniowych, niedzielnych wędrówek. Bo jest w tych wakacyjnych spacerach z historią w tle niezaprzeczalne piękno zagadek i tajemnic naszego miasta. Nieodkrytego jeszcze piękna nie tylko zabytkowych budowli, zaułków, ale i plączącej się nowoczesności, młodości. Z roku na rok to przybywa, to ubywa zachwytu, zdziwienia: niebo błękitniejsze, prawie brandstaetterowskie i ludzie nietuzinkowi. Duszą jakby tkwiący w wielokulturowej i galicyjskiej aurze, choć żyjący w nowocześnie, na miarę dwudziestego pierwszego wieku, zarządzanym mieście. Lato to także dobra okazja do poczytania. Także najnowszych tarnovianów. Właśnie na tarnowskim rynku wydawniczym pojawił się nowy tytuł. To „Szkice Tarnowskie”, których wydawcą jest Tarnowski Oddział Polskiego Towarzystwa Historycznego. Z kolei na portalu inTARnet.pl Krystyna Drozd interesująco dywaguje na temat najnowszej książki znanej tarnowskiej dziennikarski Krystyny Bik – Jurkow Pt. „Mówiąc o milczeniu”. Kilka dni temu ukazał się także edytorsko wysmakowany album „91 shots” prezentujący najlepsze prace konkursu fotograficznego ATT Photo Award zorganizowanego przez Azoty Tarnów. Zdaniem ekspertów, takiego wydawnictwa nie powstydziłyby się najlepsze londyńskie galerie. Jak się okazuje wakacje, to również czas zaskoczeń. Oto prominentny, by nie rzec permanentny tarnowianin Łukasz Maciejewski, znany dziennikarz, krytyk filmowy i teatralny, zadebiutował jako znawca opery. Kilka miesięcy temu, nakładem Opery Krakowskiej, ukazał się ekskluzywny, opublikowany w trzech językach (polskim angielskim i niemieckim) album, zatytułowany „Opera Krakowska - spełnione marzenie”, do którego tekst napisał nasz autor.


„Szkice Tarnowskie” są periodykiem podejmującym zagadnienia o charakterze historyczno-społecznym. Zawartość bieżącego numeru została usystematyzowana w tematyczne działy, wśród których znajduje się okolicznościowy dział – „680. rocznica lokacji miasta Tarnowa”. W inauguracyjnym numerze „Szkiców” nie zabrakło również artykułów z takich dziedzin jak: „sławni ziemi tarnowskiej”, organizacje i stowarzyszenia, gospodarka, wojskowość, archeologia, demografia, oświata czy religia. Całość pisma nieprzypadkowo otwiera dział „In memoriam”. W grudniu 2009 r. odszedł dr Stanisław Potępa. Tarnowianom nie trzeba przypominać kim był. Swoje refleksje poświęcone osobie tego niestrudzonego badacza dziejów Tarnowa na łamach "Szkiców" snują córki doktora, panie: Katarzyna Potępa-Hałdzińska i Małgorzata Stolarz, a także przyjaciele i współpracownicy: dyrektor Adam Bartosz, dr Andrzej Niedojadło, Kazimierz Bańburski i Adam Olszówka. Jak podkreśla redakcja pisma, „Szkice Tarnowskie” są propozycją skierowaną do Państwa – Tarnowian, mieszkańców naszego miasta, powiatu tarnowskiego i ziemi tarnowskiej. Powstało ono z pasji jaką daje poznawanie historii lokalnej, a także z potrzeby dzielenia się tą wiedzą z Państwem.
W zamierzeniu Zarządu Tarnowskiego Oddziału PTH periodyk ma ukazywać się z częstotliwością co najmniej dwa razy w roku.
W przygotowaniu znajduje się również periodyk Oddziału o charakterze naukowym pt. „Tarnowskie Studia Historyczne”.

”Na tarnowskim rynku księgarskim napotkałam publikację Krzysztofy Bik –Jurkow o jakże metaforycznie brzmiącym tytule: „Mówiąc o milczeniu”. Zafrapowana zadałam sobie pytanie czy o milczeniu można i powinno się pisać, publicznie rozmawiać? (…) Czas, w którym przyszło żyć i dorastać bohaterom Krzysztofy Bik-Jurkow, jest czasem jakże innych wyzwań, tragedii, tęsknot i zapatrzeń niż pokolenia współczesnego. Czas dzisiejszy jest równie trudny, jak trudnym był czas pokolenia opisywanego przez panią Krzysztofę. I chwała jej za spisanie wieloletniego milczenia.” - pisze Krystyna Drozd. „Dla mnie milczenie  w rzeczy samej, nie gadulstwa, nawet i rozsądnego, ale milczenia rozumnego wymaga. Chociaż niemo, ale jednak, uczestniczę w wymianie myśli czy poglądów z osobą, której obecność nie tylko toleruję, ale akceptuję i zarazem pragnę.
Z ciekawością przekartkowałam książkę. Do strony ostatniej. Do spisu treści. I popadłam w rozterkę. Rozterkę wyboru. I chyba dobrze się stało, że kartkować poczęłam po raz wtóry. Gdybym bowiem, podczas tego drugiego kartkowania, nie natrafiła na fotografie i nazwiska zacnych, otoczonych szacunkiem znanych mi osób, książkę tę odłożyłabym na księgarską półkę. Nie pomógłby i wstęp przedrukowany na ostatniej stronie okładki – mnie nadmiar słów, nawet oczywistych i ważnych, niestety zniechęca. Przypuszczam, że wielu potencjalnych czytelników reaguje w sposób podobny. Nie można we wszystkich przypadkach odmieniać i Ojczyzny i Patriotyzmu i Szacunku i Wartości. Nie można o nich nachalnie przypominać. One tkwią w każdym z nas, są immanentną cząstką nas, wręcz jestestwem. Cóż, dziś nie przelewamy krwi do kropli ostatniej, nie idziemy w bój nasz ostatni, i wierzby nam nie szumią, pąki róż białych nie rozkwitają. Dziś inny kształt ma nasz patriotyzm. Nie epatujemy nim, łez nie ronimy, a jeśli, to w ukryciu. Nie beblamy o nim. Dla mnie współczesny Patriotyzm i Ojczyzna to odpowiedzialność za to, co na codzień robię, jak się zachowuję, jakich słów używam, czy widzę drugiego człowieka, czy znam historię swojego kraju, miasta, czy kocham, szanuję i doceniam to wszystko co jest dorobkiem poprzednich pokoleń…. Też krytycznie. Nie burzę, nie niszczę, ale współtworzę i tworzyć pomagam. Pamiętam i pamięć o innych zachować pragnę…
Czas, w którym przyszło żyć i dorastać bohaterom Krzysztofy Bik-Jurkow, jest czasem jakże innych wyzwań, tragedii, tęsknot i zapatrzeń niż pokolenia współczesnego.
Czas dzisiejszy jest równie trudny, jak trudnym był czas pokolenia opisywanego przez panią Krzysztofę. I chwała jej za spisanie wieloletniego milczenia. Subtelnego. Taktownego. Jakże oczekiwanego przez jej rozmówców.
Przypuszczam, że równie oczekiwanego przez potencjalnego, młodego czytelnika, bo to dla niego, książka ta napisana została. Przeczytamy więc o Stylińskich, o Franciszku Kruszynie, Zdzisławie Baszaku, Henryku Tadeuszu Narożańskim i córkach jego – Barbarze i Jadwidze, Janie Strzesaku, Jurasach, Stanisławie Wiatr Partyce, braciach Sakach, Żychowskich. O cmentarzu w Łówczówku i o Kotłasie w obwodzie Archangielskim. I o Andrzeju Warżelu., który na rzeczywistość patrzył z rozczarowaniem.

Onegdaj ukazał się album „91 shots” prezentujący najlepsze prace konkursu fotograficznego ATT Photo Award zorganizowanego przez Azoty Tarnów. Do kwalifikacji w konkursie ogłoszonym na początku br. przez spółkę notowaną na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych zgłosiło się ponad 120 profesjonalnych fotografów i studentów szkół artystycznych, którzy nadesłali ok. 600 prac prezentujących styl i osiągnięcia ich autorów. Jury pod przewodnictwem Tomasza Sikory wybrało 5 finalistów, którzy zostali zaproszeni do Tarnowa na 3-dniowa sesję fotograficzna. Jej rezultatem było kilkaset czarno-białych prac, z których najlepsze 91 jest zaprezentowanych w ekskluzywnym albumie „91 shots” przygotowywanym na zlecenie tarnowskiej firmy przez wydawnictwo Grupa Tomami.
- Jestem przekonany, że takiego albumu nie powstydziły by się najlepsze muzea czy galerie świata z nowojorską MOMA, czy londyńskim TATE Gallery na czele – ocenia „91 Shots” Radosław Ignacy Bułtowicz, artysta sztuk wizualnych.
Zdaniem krytyka filmowego Łukasza Maciejewskiego, publikacja prezentuje magiczne, nieznane oblicze Mościckiej fabryki. -Oglądając utrwalone na zdjęciach pozornie znajome miejsca, twarze i reakcje, odkrywamy je no nowo. Widzimy inaczej, dostrzegamy więcej. Fabryka. Zakłady „Azotowe”. Popularne „Azoty”. Wszystko wydaje się oczywiste. Charakterystyczny zapach hal fabrycznych, wydreptane ścieżki, infrastruktura budowli. Małe miasto w dużym mieście. Ekskluzywny album „91 SHOTs” zawierający prace finalistów konkursu fotograficznego „ATT Photo Award” udowadnia, jak zwodnicza to perspektywa: Nagrodzeni w konkursie fotografowie (…) podczas trzydniowej sesji zdjęciowej na terenie zakładów uwiecznili tajemniczy świat industrialnych przestrzeni, który (w ich obiektywie) zyskał wyraziste oblicze poetyckie – uważa Łukasz Maciejewski.
Autorem najlepszej fotografii ATT Photo Award, wyróżnionej konkursowym Grand Prix jest Paweł Stelmach, student III roku Warszawskiej Szkoły Fotografii. Finalistami konkursu, których prace można zobaczyć już w „91 shots” są również: Izabela Urbaniak, Marek Dziedzic, Miłosz Krajewski, Kuba Kamiński. Specjalne wyróżnienie konkursowe otrzymał tarnowski fotograf Hubert Burzawa.

Kilka miesięcy temu, nakładem Opery Krakowskiej, ukazał się ekskluzywny, opublikowany w trzech językach (polskim angielskim i niemieckim) album, zatytułowany „Opera Krakowska - spełnione marzenie”. To wspaniale wydana monografia opery w Małopolsce, która dystrybuowana jest przede wszystkim na  międzynarodowych festiwalach operowych i targach muzycznych. Autorem części merytorycznej tomu jest Łukasz Maciejewski. Autor twierdzi, że Opera jest jednym z ostatnich bastionów wielkiej, kulturowej tradycji - stała się pomostem pomiędzy muzyczną tradycją, współczesnością, a zabiegami inscenizacyjnymi wybiegającymi w przyszłość. Fascynuje, prowokuje do dyskusji, intryguje. Nic zatem dziwnego, że to właśnie teatr operowy stał się jedną z najbardziej atrakcyjnych: kulturalnych i artystycznych wizytówek miast, które mogą poszczycić się Operą na wysokim poziomie. Do tej elitarnej grupy należy również Kraków, jedno z najstarszych i najpiękniejszych miast w Europie. Ponad tysiącletnia historia Krakowa – miasta kultury, zapracowała na status jednego z najpopularniejszych miejsc na świecie. Wszystko wskazuje na to, że w nieodległym czasie, obowiązkowym punktem programu każdej wycieczki do Krakowa będzie wizyta w nowowybudowanej Operze, mieszczącej się przy ul. Lubicz 48. Dysponując w końcu własną (co prawda kontrowersyjnie ocenioną z architektonicznego punktu widzenia) siedzibą, Opera w Krakowie rozpoczęła kolejny, przełomowy rozdział w swojej ponad półwiecznej działalności.
 W bogato ilustrowanym tomie autorstwa Łukasza Maciejewskiego znalazł się zarówno rys historyczny przybliżający bogate dzieje Opery w Małopolsce, opis najwybitniejszych inscenizacji w dziejach placówki (czyli przedstawienia w reżyserii m.in. Kantora, Szajny, Korda), oraz bogate plany na przyszłość.
 
I to by było w tym „żarliwym” tygodniu na tyle.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



poniedziałek, 19 lipca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: