Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+115


Absolutnym wydarzeniem mijającego tygodnia było odwołanie zapowiadanych hucznie Dni Tarnowa, nazywanych też Zderzeniami, co w tym szczególnym roku okazało się być wyjątkowo niefortunną zbitką lingwistyczno – logistyczną. Otóż owe artystyczne Zderzenia nie wytrzymały pogodowego zderzenia z nękającą nas od kilku tygodni katastrofalną powodzią. A jeszcze kilka dni temu magistraccy organizatorzy owego święta buńczucznie zapowiadali, że pomimo iż zderzenia mogą brzmieć niebezpiecznie nie należy się niczego obawiać. Kultura bowiem rządzi się innymi prawami niż np. ruch drogowy, co brutalnie zweryfikowało samo życie zderzając nas z powodziową traumą. Tak więc Zderzenia 2010 nie odbyły się, co zdarzyło się chyba po raz pierwszy w historii naszego galicyjskiego miasteczka. I chociaż Tarnów, miasto 680 – letniej historii bezdyskusyjnie zasługuje na swoje święto, którego tradycje sięgają początków lat trzydziestych ubiegłego stulecia, to w zaistniałej sytuacji decyzja prezydenta Ryszarda Ścigały przyjęta została ze zrozumieniem, nawet przez tych nie akceptujących jego modelu prezydentury. Zamiast więc opisywać, to czego nie będzie, przypomnijmy pokrótce historię tego święta. Po raz pierwszy tarnowianie zorganizowali je w listopadzie 1938 roku, w 20 lat po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Kolejne przygotowano 10 lat później, w stulecie Wiosny Ludów, dla upamiętnienia postaci generała Józefa Bema i naszych relacji z Węgrami. Po dłuższej przerwie „Dni Tarnowa” powróciły do kalendarza imprez dopiero w latach siedemdziesiątych. Odbywały się one co dwa lata i taki stan trwa do dzisiaj. Kiedy kilka lat temu nasi magistraccy magicy kulturalni zaproponowali nową formułę imprezy tytułując ją właśnie „Zderzeniami”, szybko okazało się, że doskonale wpisuje się ona w dotychczasową ideę Święta Miasta. Chcąc być w zgodzie z tradycją i nowoczesnością wymyślili, aby „Zderzenia” odbywały się w Tarnowie co roku, a raz na dwa lata włączane były w tradycyjne miejskie świętowanie. I taki stan trwa do dzisiaj. Trochę to skomplikowane i może warto by było uporządkować ten nazewniczy świąteczny bałagan, tym bardziej że dla zwykłych mieszkańców nie ma to większego znaczenia. Chcą świętować niezależnie od tego, jaką to świętowanie ma nazwę lub podgrupę. A skoro o świętowaniu się zgadało, to przynajmniej otwierający ubiegły tydzień Dzień Dziecka nie wzbudził u nikogo żadnych wątpliwości. Tym bardziej, że jak napisał poeta Julian Ejsmond: A jeżeli masz dziecko, najszczęśliwszy z ludzi, Które jest jako motyl i ptaszek i kwiat... Spójrz w oczy swego dziecka, w sercu ci się zbudzi radość, której nie zaćmi najsmutniejszy świat. A wszystko zaczęło się dawno – bo 55 lat temu, od historycznego już zdania: „Mężczyźni i kobiety wszystkich narodowości uznają, że ludzkość powinna dać dziecku wszystko, co posiada najlepszego i stwierdzają, że ciążą na nich, bez względu na rasę, narodowość i wyznanie - wyspecyfikowane następnie obowiązki". Historia Dnia dziecka wzięła swój początek w 1924 roku w Genewie, kiedy przedstawiciele ponad pięćdziesięciu krajów zgrupowanych w Lidze Narodów, na wniosek Międzynarodowego Związku Pomocy Dzieciom przyjęła uchwałę zwaną Deklaracją Praw Dziecka. Na tym się jednak na razie skończyło. Zacytowane powyżej słowa – to już późniejsza historia Dnia Dziecka i pochodzą one z 1959 roku. Chociaż barwna historia Dnia Dziecka nie jest wolna od podtekstów politycznych, a konkretny kształt temu świętu nadała dopiero Konwencja o Prawach Dziecka z 1989 r., z całą pewnością zmieniła na lepsze pozycję dzieci wobec prawa. Dziś nikt nie kwestionuje prawa dziecka do życia, rozwoju, nauki i miłości, a historia Dnia Dziecka stanowi jedynie smutne przypomnienie, że nie zawsze to było takie oczywiste.
Niestety także i to niewinne święto pokrzyżowała organizatorom deszczowa aura i nie wszystkie miejskie imprezy się odbyły. Za to pogoda dopisała w Boże Ciało, które tradycyjnie obchodzone jest zawsze w pierwszy czwartek czerwca. Niejako artystycznym dopełnieniem tego radosnego święta był zorganizowany już po raz trzeci na tarnowskim rynku koncert ewangelizacyjno – charytatywny „Spe Salwi”, z którego dochód przeznaczony jest dla Afryki. W ten chrześcijański nurt kultury doskonale wpisuje się również interesująca wystawa „Dekalog w obrazach”, jaką aktualnie oglądać można w tarnowskim kościele księży filipinów. Ten niezwykły pod każdym względem tydzień zakończmy przypomnieniem niesłusznie zapomnianej postaci tarnowskiego poety i opozycjonisty Jerzego Barczyńskiego, co zawdzięczamy Tarnowskiej Konfraterni Artystycznej i przygotowanej przez jej liderkę Krystynę Drozd cyklicznej audycji „Uwaga, Człowiek” prezentowanej w rozgłośni RDN Małopolska. Już w trakcie pisania tego felietonu dowiedzieliśmy się, że zmarł inż. Antoni Bahr, niekwestionowany lider tarnowskiej opozycji demokratycznej, rzec by można ojciec duchowy Jerzego Barczyńskiego i jemu podobnych, ówczesnych „młodych gniewnych”, wielki patriota i uroczy człowiek, prywatnie wuj znanego aktora Andrzeja Grabowskiego.


W poniedziałek 31 maja zmarł Antoni Bahr, instruktor harcerski, żołnierz AK, członek Komisji Rewizyjnej ZR Małopolska NSZZ „S”, członek KZ NSZZ „S” w Zakładach Azotowych w Tarnowie, długoletni pracownik „Azotów” - magister chemii, inżynier elektryk; internowany w stanie wojennym, współzałożyciel Klubu Inteligencji Katolickiej, twórca i przewodniczący Wojewódzkiego Komitetu Obywatelskiego w Tarnowie. Pogrzeb zasłużonego tarnowianina odbył się w sobotę, 5 czerwca o godz. 10:00 w Krakowie, na cmentarzu na Salwatorze. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno z Antoni Bahrem niektórzy z nas mieli okazję rozmawiać - niemal równo rok temu, bo 16 czerwca na antenie RDN Małopolska wyemitowana została druga audycja Tarnowskiej Artystycznej Konfraterni ze startującego wówczas dopiero co cyklu „Uwaga, Człowiek” - poświęcona właśnie Antoniemu Bahrowi... Powoli odchodzą zasłużeni ludzie, a my częstokroć nie mamy nawet czasu się spytać, posłuchać, porozmawiać, dowiedzieć się co mają do powiedzenia. Spotkać się, jak człowiek - z człowiekiem...

„Spe Salvi” to tytuł Koncertu Ewangelizacyjno-Charytatywnego, który 3 czerwca w uroczystość Bożego Ciała, już po raz trzeci odbył się na tarnowskim rynku. Idea przyświecająca organizatorom koncertu w tym roku, to pomoc Republice Środkowoafrykańskiej, a dokładnie tarnowskim misjonarzom, którzy w Bagandou prowadzą szpital dla Pigmejów. Zorganizowało go Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży z Bazyliki Katedralnej oraz Inicjatywa Młodzi Misjom diecezji tarnowskiej. Pamiętając o tragedii związanej z tegoroczną powodzią ostatnia część koncertu – Poporatorium „Miłosierdzie Boże” zadedykowana została wszystkim, którzy w niej ucierpieli.
Koncert rozpoczął się o godzinie 18.30 występem tarnowskiego chóru Gos.Pl, po którym odbyła się aukcja obrazów namalowanych przez uczniów Zespołu Szkół Plastycznych w Tarnowie na rzecz szpitala w Bagandou. Natomiast wcześniej, przez całe popołudnie trwał Misyjny Piknik Rodzinny z wieloma atrakcjami dla najmłodszych.

Wystawa „Dekalog w obrazach” wyeksponowana w kościele tarnowskich środowisk twórczych przy ulicy Piłsudskiego jest kolejną realizacją pomysłu twórców i właścicieli jedynej z prawdziwego zdarzenia prywatnej, rodzinnej galerii sztuki „Hortar” Teresy i Janusza Kopczyńskich. To właśnie na zaproszenie pana Janusza, pod artystyczna kuratelą prof. Stanisława Rodzińskiego, uznani twórcy polskiego malarstwa namalowali cykl obrazów ilustrujących dwanaście przykazań. Gotową wystawę po raz pierwszy pokazano w galerii przy ulicy Legionów w 2007 roku, jej wernisaż stał się niekwestionowanym wydarzeniem artystycznym tamtego sezonu. I oto teraz ponownie możemy obcować i kontemplować artystyczne interpretacje  poszczególnych przykazań. A autorami prac są czołowi polscy malarze: Paweł Taranczewski, Bogdan Klechowski, Tadeusz Boruta, Stanisław Rodziński, Marek Sapetto, Stanisław Baj, Grzegorz Wnęk, Katarzyna Cwynar, Franciszek Maśluszczak i Małgorzata Hołówka. Jak podkreślał sprawca tego artystycznego tumoru, ks. Tadeusz Bukowski – duszpasterz tarnowskich artystów: obecna ekspozycja to ważny głos w dyskusji o Dekalogu, który może pomóc w lepszym zrozumieniu zasad etyki chrześcijańskiej, której esencja jest właśnie dziesięć przykazań.

Nie założył rodziny, żyje w biedzie i zapomnieniu. Jak wielu mu podobnych, prawdziwych bohaterów tamtych dni. Odrzuconych i zapomnianych przez kolegów, bo zajętych wyłącznie własnymi politycznymi i biznesowymi karierami. Co miesiąc otrzymuje najniższą emeryturę i pisze wiersze. Mieszka w malutkim mieszkaniu na tarnowskiej Strusinie. Mowa o Jerzym Barczyńskim, którego postać przypomniała ostatnio Tarnowska Artystyczna Konfraternia w cyklicznej audycji wyemitowanej w lokalnej rozgłośni RDN „Małopolska”.
Dziś mało kto pamięta, że Jurek jest jednym z inicjatorów tarnowskich protestów społecznych w czasie wydarzeń marcowych 1968roku. 13 marca 1968 roku , wraz z towarzyszącymi mu dwiema osobami, rozrzucił z okien autobusu ulotki nawołujące mieszkańców Tarnowa do udziału w manifestacji popierającej żądania młodzieży akademickiej. Niecały tydzień później 20 i 21 marca, uczestniczył w demonstracjach ulicznych w Tarnowie. Miał wówczas 21 lat.
Oto jak wspomina tamten czas :
...Autorzy opisujący dziś wydarzenia marcowe popełniają kardynalne błędy. Podają na przykład, że demonstrację przed pomnikiem Mickiewicza zorganizowali studenci z Krakowa, mieszkający w Tarnowie. Bzdura! To był samorodny protest młodzieży szkolnej i robotniczej Tarnowa, do którego przyczyniły się rozrzucone wcześniej przeze mnie ulotki. Przed laty prasa lokalna pisała, że towarzysze z „Azotów” mieli znaczny wpływ w zaprowadzeniu porządku w Krakowie i Tarnowie. Śmieszne stwierdzenia. Widziałem tych towarzyszy w akcji. Jak zaczęły lecieć z dachów kamienie, to taki towarzysz wrzasnął do swoich, czyli do milicji robotniczej, by ściągali z rękawa opaski. Szybko też wciskali się w tłum.
Jerzy otwiera zeszyt, z zapisaną flamastrem wypowiedzią ówczesnego I sekretarza Komitetu Miejskiego PZPR w Tarnowie. W skupieniu kartkuje, natrafia wreszcie na wpis: „Pierwszy sekretarz mówił, jak w czasie zajść marcowych w Tarnowie ujawniała się postawa aktywistów partyjnych. Niektórzy ludzie, grzmiał sekretarz, przedtem często odwiedzający komitet miejski, w czasie owych gorących dni jakoś nie pokazywali się w komitecie, wykorzystywali natomiast chętnie urlopy. Co to były za czasy! Córka tego sekretarza, Halina, o czym mówili mi później znajomi, brała aktywny udział w wydarzeniach marcowych, oczywiście po stronie demonstrantów”.
Jerzy Barczyński, którego przyjaźnią się szczycę, jest autorem trzech zbiorów wierszy: Dezerter, Noc refleksji, Wyspy życia . Jego utwory zamieszczono m.in. w tarnowskich wydawnictwach: "Biały autobus", "Wszystkie nasze liście", "Antologia poezji zapomnianej", "Jesienne Skrzydła", "Galaktyka tarnowskich poetów". Jurkowe wiersze były publikowane m.in. w „Magazynie Kulturalnym”, „Pogłosach Kramu”, „Gazecie Południowej”, „Przewodniku Katolickim”, „Metalowcu Tarnowskim”, „Głosie Lisiej Góry”, „Tarninie”, „TeMI”, "Wiadomościach Tarnowskich", "Wizjerze Regionalnym", "Odwecie" - piśmie Stowarzyszenia Kombatantów "Jędrusiów" Żołnierzy AK, Ich Rodzin i Sympatyków w Połańcu. Jest członkiem grupy poetyckiej „Obserwatorium”, przedtem w grupie poetyckiej „Rydwan”. Mój wiersz nie będzie poezją zachwytu/ mój wiersz w naszą ziemię wrośnięty/ z biało czerwoną opaską/ podczas dźwięku syren milczy. W dzisiejszej poezji Jurka ma buntu i nienawiści, choć życiorys uzasadniałby te emocje.
Przenika je smutek, świadomość przemijania. Zresztą od początku pisania, poezja Jurka przesiąknięta jest wiarą, nadzieją i miłością, refleksją….




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



poniedziałek, 07 czerwca 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: