Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+113


Festiwalowy tydzień szczęśliwie za nami. I jak co roku kolejna edycja Tarnowskiej Nagrody filmowej wzbudziła u jednych spazm zachwytu, a u drugich paroksyzm zniesmaczenia. Poważne recenzje i omówienia tego corocznego filmowego odpustu w naszym galicyjskim miasteczku opublikowaliśmy na naszych łamach tuż po jego zakończeniu. Teraz ograniczmy się tylko do dwóch biegunowo różnych i bardzo emocjonalnych refleksji. Jedną z nich sformułował na łamach piątkowej Gazety Tarnowskiej w swoim cotygodniowym felietonie redaktor Jerzy Reuter, pisząc m.in. Nie wiem dlaczego każdy festiwal filmowy w pomniejszym mieście obfituje w filmy zgrane, nagrodzone, skrytykowane i skonsumowane wielokrotnie, niczym złota dolarówka z filmu „Rewers”. Widownia w niewidoczny sposób zakontraktowana na podziwianie… podziwia, bo tak każe obyczaj i potęga wcześniejszych nagród na większych festiwalach, gdzie nagrody rozdają ludzie mądrzejsi od całej prowincji… . Jedno jest pewne, dzisiaj widz jest tylko etykietką doklejaną do wykreowanego przez środowisko sukcesu i można go robić na szaro, tłumaczą się enigmatyczną metaforą, celowością popełnianych błędów i wielkością sztuki ponad ludzkim – widzów – rozumem. Z kolei znany dziennikarz filmowy i etatowy juror TNF Łukasz Maciejewski deklaruje w najnowszym TEMI – Jestem dzieckiem Tarnowskiej Nagrody Filmowej, której status pozostaje dla mnie wyjątkowy. Oznacza pamięć „magdalenki”: mikrego ciasteczka, które narratorowi „W poszukiwaniu straconego czasu” Marcela Prousta przypominało o pierwszym kęsie rozkoszy – smaku najbardziej wyrafinowanym, bo przełomowym. Na łamach tego ponoć poczytnego (chyba tylko wyłącznie z racji reklam) organu wyczytałem ponad to, że prawdopodobnie TNF po raz ostatni odbyła się w maju, w 2011 roku zaplanowano ją na zakończenie lata. Cokolwiek to oznacza, jedno wydaje się oczywiste – to zapowiedz zmian, oby tylko nie wyłącznie kosmetycznych i marketingowych ale zmieniających naprawdę oblicze, tej mocno już postarzałej i z przeproszeniem posuniętej imprezy. I żeby było jasne: ważnej i potrzebnej. Na zakończenie tego wątku odnotujmy jeszcze poważny przeciek, na szczęście nie związany z obecną katastrofalną powodzią, do jakiego doszło przed oficjalnym ogłoszeniem wyników festiwalowego konkursu. Otóż, jak doniosły „życzliwe” festiwalowi media – Dobrą zabawę festiwalowej publiczności popsuł internetowy serwis Intermaks.pl, który w sobotę, tuż po godz. 11, na blisko dziesięć godzin przed oficjalną galą i ogłoszeniem werdyktu opublikował wyniki festiwalu. Jednym słowem skandal, ale cóż to byłby za festiwal gdyby nie wywoływał i wręcz nie kreował (!) podobnych sensacji. Za to zupełnie bez echa i jakiegokolwiek szerszego zainteresowania (także medialnego) minął okrągły jubileusz 2O lecia istnienia Centrum Paderewskiego Tarnów - Kąśna Dolna, obchodzony w niedzielę 16 maja, ale to temat na oddzielne dywagacje. W tym samym dniu okazało się, że „Faceci to gady”, a to za sprawą monodramu Ewy Pająk, jaki dała ta niestety niedoceniana w Solskim artystka w Pałacu Młodzieży. „Faceci to gady” to tragikomedia dotycząca losów pięćdziesięcioletniej kobiety na przestrzeni przemian politycznych i gospodarczych naszego kraju. Faceci to gady – skarżą się niejednokrotnie kobiety po przejściach, głęboko urażone w swych uczuciach. Tak też czyni bohaterka monodramu, która w swej tragikomicznej spowiedzi przedstawia nam bujną historię swego dorosłego życia. Najprościej mówiąc jest to historia kobiety, która w czasach PRL dorobiła się majątku handlując w „ramach RWPG”, to jest także jej opowieść o życiu i śmieszna i straszna, ale z pewnością nie nudna. Przeplatają się w niej śmiech i łzy, ale w tle widnieje Polska ostatnich 27 lat i doskonale znane nam realia. Za to jak najbardziej współczesną sztukę oglądać można w Galerii Miejskiej BWA, gdzie swoje odlotowe, wirtualne, by nie rzec kosmiczne, a na pewno odjazdowe multimedialne prace prezentuje młody tarnowski artysta Łukasz Pazera, syn znanych artystów i pedagogów Elżbiety i Witolda Pazerów. Tydzień domknął otwarty panel pt. „Tarnowski Teatr – kula u nogi czy skrzydła dla miasta”, jaki miał się odbyć w sobotę w Sali Lustrzanej, aliści zainteresowani przybyli tamże na godz. 15 (wśród ich Pegaz), zastali drzwi zamknięte na głucho i żadnej informacji o zmianie adresu. Bowiem, jak się okazało rzeczone spotkanie odbyło się tyle, że w DK „Gwiazda”, o czym wiedzieli tylko nieliczni, co może budzić różne podejrzenia. I to niekoniecznie te związane z kosztami wynajęcia sali przez teatralnych „rokoszan”… . Na koniec powróćmy do zeszłotygodniowego spotkania w restauracji Pasaż, którego gościem był kandydat na urząd Prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej Andrzej Olechowski, którego pytano m.in. o jego powiązania z międzynarodową finansjerą i masonerią… .


Łukasz Pazera to kolejny młody „gniewny” rodzimego chowu artysta, którego prace prezentuje Galeria Miejska BWA. Wernisaż wystawy jego prac opatrzonych tytułem „Pocztówki ze Strefy” odbył się w piątek 21 maja i zgromadził całkiem spory tłum zainteresowanych oryginalną twórczością tego twórcy. Strefa – niestabilna, niebezpieczna, nieobliczalna przestrzeń, która ma absolutna władzę nad wszystkim, z czym się zetknie. Moja koncepcja „Strefy” nawiązuje do trzech elementów: powieści „Piknik na skraju drogi” autorstwa braci Arkadija i Borysa Strugackich, filmu „Stalker” nakręconego na podstawie książki i do katastrofy w Czarnobylu. Prace wykonane są z wykorzystaniem malarskich narzędzi cyfrowych, grafiki trójwymiarowej, a także podkładów akrylowych, przetworzonych i uzupełnionych w komputerze – opowiada o swojej wystawie autor. Łukasz Pazera jest absolwentem ASP w Krakowie – dyplom zrobił w 2004 roku w pracowni filmu animowanego prof. Jerzego Kuci. Jest artystą uniwersalnym. Zajmuje się filmem animowanym, grafika komputerową 3D i 2D, malarstwem i technologią animacji trójwymiarowej. W swoim dorobku ma kilka filmów animowanych, m.in. współpracował z „Oscarowym” (aczkolwiek tylko nominowanym) Tomkiem Bagińskim i warszawskim studiem Platige Imane. Aktualnie współpracuje z londyńskim studiem animacji Passion Picture przy realizacji teledysków, projektów video i reklam. Jest także wykładowcą z zakresu animacji komputerowej na uczelniach w Anglii, Niemczech i ASP w Krakowie.

Aktorzy tarnowskiego Anna Lenczewska, Robert Żurek i Przemysław Sejmicki byli organizatorami panelu dyskusyjnego „Tarnowski Teatr - kula u nogi, czy skrzydła dla miasta?” zorganizowanego pod patronatem Związku Artystów Scen Polskich. Uczestnikami panelu mieli być m.in.: profesor Maria Szyszkowska, która miała wygłosić referat na temat „Teatr- ile etyki, ile prawa”, nie przybyła też zapowiadana nowo wybrana prezes ZASP Joanna Szczepkowska, która w liście wystosowanym do uczestników spotkania napisała - Taki panel wydaje się dzisiaj konieczny wobec licznych pytań, które pewnie od lat nurtują środowisko, a teraz naprawdę domagają się odpowiedzi. Sprawa jest szczególnie istotna w tych miastach, gdzie teatr instytucjonalny jest jeden i wpisuje się w poziom takich teatrów w całej Polsce. Artyści zawodowi nie mogą mieć poczucia izolacji środowiskowej i osamotnienia w problemach związanych z ich bytem. Byli za to: reżyser i były dyrektor teatru w Tarnowie Wiesław Hołdys („Dyrekcja teatru jako model zarządzania”), była wieloletnia z-ca dyr. naszego teatru Grażyna Nowak, przedstawiciele ZASP z Krakowa, reż. Ewa Marcinkówna, za czasów dyrekcji R. Smożewskiego etatowo związana z Tarnowskim Teatrem, z-ca dyr. Solskiego Rafał Balawejder, dyr. Wydziału Kultury M. Sobczyk, przew. Komisji Kultury B. Czekańska – Brożek. Łącznie salę „Gwiazdy” wypełniło około pół setki zainteresowanych tematem tarnowian. - Od dłuższego czasu jesteśmy świadkami wydarzeń znamionujących zapaść w polskim teatrze. Co rusz to kolejne osoby, opisują sytuacje napawające niepokojem całe środowisko artystyczne. Dochodzimy do wniosku, że nastał czas na poważną dyskusję, na temat sposobów wyjścia z tego kryzysu – zapowiadali organizatorzy dyskusji. - Chcemy zacząć od własnego podwórka, od spotkania osób związanych z kulturą i jej zarządzaniem w naszym mieście, w Tarnowie. Twierdzimy, że tylko w konstruktywnej dyskusji wszystkich środowisk twórczych Tarnowa, można stworzyć trwałe podwaliny odrodzonego teatru i odrodzonej sztuki, istotnej dla środowiska, w którym są one tworzone. Chcemy zaprosić wszystkich dla których kultura jest rzeczą ważną i równą innym podstawowym potrzebom ludzkim, na panel. Być może stanie się on zarzewiem czegoś istotnego dla Tarnowa. Dla nas wszystkich. Czy te pobożne życzenia nie pozostaną jeno teoretycznymi dywagacjami, czas pokaże. Bowiem dyskusja trwająca ponad 4 godziny ograniczyła się tylko do wygłaszania oświadczeń i jako żywo przypominała przysłowiowe, znane z tzw. minionej epoki, przelewanie pustego w próżne, o czym Pegaz dowiedział się z tzw. drugiej ręki, od zaprzyjaźnionego z naszym organem dziennikarza G.K.

Ubiegły tydzień wypełniła nie tylko sztuka  ale i polityka. Podczas wizyty w Tarnowie kandydata na prezydenta RP Andrzeja Olechowskiego pytano w Pasażu Tertila m.in.  o to, co ma takiego, czego nie mają inni kandydaci, o współpracę z tajnymi służbami w PRL, wizję Polski w kontekście przynależności do UE i o politykę zagraniczną, stosunek do takich kwestii jak suwerenność, ale też i aborcja, a także o powiązania z „klubem”, „grupą” Bildenberg – w organizowanych co roku, odbywających się za zamkniętymi drzwiami spotkaniach uczestniczy amerykańska i europejska elita finansjery, polityki, najbardziej wpływowi ludzie świata. Andrzej Olechowski jest gościem tych spotkań od 1994 roku. A oto, co sprawozdawał na ten temat na potralu inTARnet.pl red. Mirosław Poświatowski.

Współpraca ze służbami specjalnymi PRL
Na moją uwagę, że na jego kandydaturze cieniem się kładzie współpraca ze służbami PRL, Andrzej Olechowski odpowiada, iż kandydując (nie po raz pierwszy – przyp. red.) „brał to pod uwagę i swój rachunek sumienia zrobił”. - Skoro tu jestem, to znaczy że uważam, że w tej kwestii jest w porządku. Nikt nie może mnie dziś czynić zależnym z tego powodu – jestem jedynym polskim politykiem, który poinformował o współpracy z wywiadem bez żadnego przymusu ustawowego, jeszcze w 1992 roku - mówi.
Przypomnijmy, że w okresie pracy w instytucjach międzynarodowych, A. Olechowski współpracował z wywiadem – Departamentem I MSW, a jako „Tener” i „Must” był kontaktem operacyjnym Gromosława Czempińskiego, swego rodzaju ojca Platformy Obywatelskiej – wedle jego własnych wypowiedzi. Czempiński zajmował się m.in. dezintegracją Polonii i hierarchią kościoła katolickiego.

W gronie najbardziej wpływowych ludzi świata
Zapytałem z kolei o przynależność kandydata na urząd Prezydenta RP do tzw. „Grupy Bildenberg”. To nieformalny, choć posiadający swoje biuro klub, stowarzyszenie organizujące od 1954 roku spotkania najbardziej wpływowych ludzi na świecie, z udziałem np. magnatów prasowych, królów, prezydentów, byłych szefów najważniejszych instytucji finansowych (np. Banku Światowego), ludzi (nie zawsze eksponowanych na czołówkach stron gazet) świata polityki i biznesu. W spotkaniach tych biorą udział starannie wyselekcjonowani dziennikarze, jednak nie pojawią się później żadne publikacje na ten temat. Nie brak zarzutów, że Bildenbert to m.in. zalążek nieformalnego jeszcze „rządu światowego”, „nowego porządku”. W spotkaniach tych, od 1994 roku bierze udział m.in. Andrzej Olechowski.
Na moje pytanie o „Bildenbert”, A. Olechowski odpowiada: - To są pogłoski z kategorii ufologicznej, nie ma czegoś takiego jak „grupa Bildenberg”, jest raz w roku organizowana konferencja, która wzięła swoją nazwę od pierwszego spotkania które odbyło się w hotelu Bildenberg w Holandii. Na te spotkania byłem kilkanaście razy zapraszany, to jedna z najciekawszych konferencji na świecie, której celem jest zetknięcie elit europejskich z amerykańskimi. A. Olechowski zauważa, że są to spotkania poświęcone „współpracy euroantlantyckiej”, bierze w nich udział jedynie sto osób – osób wybitnych, zaś w charakterze „przyzwoitek” spotkaniom tym przysłuchują się dziennikarze. -Tyle że to są spotkania prywatne, więc nic się z nich nie publikuje - mówi kandydat na prezydenta.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



niedziela, 23 maja 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: