Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+107


To powinien być wyjątkowy felieton, wszak wszem i wobec trwa wielkie świętowanie. Sęk w tym, że w tym wielkanocnym przesileniu nierzadko zapominamy o co w tym wszystkim chodzi, jaki najważniejszy, poza komercyjny i poza medialny sens ma Wielkanoc (przypominamy o tym obok). A jest to najstarsze święto chrześcijańskie, a od siedemnastu wieków obchodzonym w pierwszą niedzielę po pierwszej wiosennej pełni księżyca. Jak w większości świąt, tak i w tym przeplatają się wątki i symbole różnych epok i kultur, pogańskie, antyczne i chrześcijańskie. Nazwę tego święta, najbardziej typową dla ludów słowiańskich, przyjęliśmy od Czechów wraz z chrześcijaństwem, a nawiązuje ona do cudu zmartwychwstania, który nastąpił nocą. Na świecie znane jest też jako Pascha, od hebrajskiego Pesach, wiosennego Święta Przaśników upamiętniającego wyjście Żydów z Egiptu, obchodzonego w pełnię księżyca, w czasie którego na ofiarę przeznaczano jednoroczne baranki. Jako Hebrajczyk, obchodził to święto Chrystus, na nie wraz z uczniami przybył do Jerozolimy i święto Pesach stało się tłem męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Obecnie te przełomowe dla historii świata dni nazywane są Triduum Paschalne. W Tarnowie uroczystości rozpoczęła środowa masowa Droga Krzyżowa poprowadzona uliczkami starego miasta (Wekslarską, Wałową i Katedralną), której początek miał miejsce na Rynku, a zakończenie na placu Katedralnym. Sporych rozmiarów drewniany krzyż nieśli przedstawiciele poszczególnych parafii, klerycy i proboszczowie. W związku z obchodzonym obecnie Rokiem Kapłańskim ofiarowano ją w intencji wszystkich kapłanów. Wspominano również piątą rocznicę odejścia do domu Ojca Papieża Jana Pawła II, i jednego z najznamienitszych tarnowskich ordynariuszy arcybiskupa Jerzego Ablewicza, którego 20 rocznica śmierci przypadła właśnie we środę. W Wielki Czwartek biskupi wraz całym tarnowskim kościołem celebrowali w katedrze pamiątkę Ostatniej Wieczerzy, symbolicznie obmywając nogi współczesnym apostołom, zaś w Wielki Piątek uroczyści złożono eucharystyczne ciało Chrystusa do Grobu. Z licznym udziałem wiernych odbywały się adoracje i czuwania, spowiadano się i poszczono… Postać Ojca Świętego uczczono także w Wielki Piątek, kiedy to o pamiętnej godzinie 21.37 tarnowianie modlili się pod pomnikami naszego Papieża przed Bazyliką Katedralną i na Falklandach, gdzie osobiście wyniósł on do chwały ołtarzy naszą krajankę Karolinę Kózkę. Natomiast w Wielka Sobotę poświęcono ogień i wodę i odprawiono uroczystą Rezurekcję, a wcześniej powszechnie święcono pokarmy. Przy tej okazji warto przypomnieć zawartość koszyka ze święconką, w którym obowiązkowo powinny się znaleźć: Jajka (Pisanki, Kraszanki) - symbol życia i odrodzenia, Baranek (Cukrowy, Z Masła bądź z ciasta) - Symbol Jezusa Chrystusa (Agnus Dei - Baranek Boży), Chleb - także symbolizuje Ciało Chrystusa, jest oznaką dostatku, Chrzan -  wraz z masłem jest symbolem goryczy i słodyczy po śmierci i zmartwychwstaniu, Sól - symbol dostatku i gościnności, Wędliny - symbolizują kończący się Wielki Post. Mięso wieprzowe symbolizujące uwolnienie z jarzma praw starozakonnych. Ponadto w koszyku znajdować się mogą także inne produkty jak rzeżucha, ser i ciasto oraz inne symbole wielkanocne np. zajączek, kurczaczek, rzeżucha, gałązki wierzby (kotki, bazie). Ale można też tak, jak nasi magistraccy magicy od pjaru i promocji robić sobie z Wielkanocy jaja. Otóż, jak dumnie doniosły nasze dworskie media: - Na tarnowskim Rynku już po raz trzeci historyczne fontanny zamieniły się w wielkanocne kosze z ogromnymi pisankami. Oprócz prawie dwumetrowych pisanek w tradycyjne wzory z tarnowskim hasłem „Daj bliskim swoje ciepło", możemy nacieszyć oczy również dorodnymi kurczakami, które podobno wykluły się z ubiegłorocznych pisanek. To już druga po świetlnych fontannach (Boże Narodzenie) kiczowata siurpryza, jaką muszą oglądać autochtoni i goście odwiedzający w ten świąteczny czas tarnowski Rynek. Aliści ponoć wszystko zaczęło się od jaja, więc… . Święta to także czas życzeń więc i my z Pegazem składamy wszystkim tego, czego każdemu brak, jak śpiewał wielki Okudżawa, ze szczególnym uwzględnieniem pracowników odbudowujących Tarnowski Teatr, którzy ponoć od stycznia nie otrzymują należnych im wynagrodzeń… .


W środę minęła 20 rocznica śmierci arcybiskupa Jerzego Ablewicza – Księcia Niezłomnego. W czasach PRL-u był on jednym z najbardziej znienawidzonych przez aparat państwa komunistycznego, hierarchów kościoła. Jerzy Karol Ablewicz urodził się 1 listopada 1919 roku. 5 marca 1943 w Przemyślu przyjął święcenia kapłańskie, potem pracował jako duszpasterz w parafiach. Studiował w Lublinie. Związany był z Wyższym Seminarium Duchownym w Przemyślu, gdzie był profesorem i wicerektorem. 26 lutego 1962 został mianowany biskupem tarnowskim (Hasłem posługi biskupiej Jerzego Ablewicza były słowa: Lavare pedes - Umywać stopy), przyjął sakrę biskupią 20 maja 1962 i kilka dni później objął rządy w diecezji. 10 czerwca 1987, w czasie pobytu Jana Pawła II w Tarnowie (w dniu uroczystości na Falklandach), bp Ablewicz został promowany na arcybiskupa ad personam (bez podnoszenia diecezji do rangi metropolii). Był jednym z najbardziej znienawidzonych przez esbeków biskupów w Polsce. - Tarnów miał ogromną rzeszę powołań. Biskup tarnowski był bardzo aktywny, mówił ostro, bronił pokrzywdzonych, pomagał internowanym. To wszystko nie podobało się SB. Wielu chciało się go pozbyć. Przygotowano wiele prowokacji, za wszelką cenę chciano go skłócić z metropolitą krakowskim, kardynałem Karolem Wojtyłą. Obaj jednak przejrzeli grę bezpieki - mówi Marek Lasota, szef krakowskiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Obaj, arcybiskup i Ojciec Święty przyjaźnili się całe lata. Odwiedzali się bardzo często. W czasie śmiertelnej choroby ordynariusza Jan Paweł II dzwonił do Tarnowa... Ich przyjaźń przetrwała próbę czasu. I rzeczywiście byli przyjaciółmi. To bardzo drażniło SB, która za punkt honoru postawiło sobie ich skłócenie. Dokumenty znalezione w ostatnich latach w IPN-ie potwierdzają tę hipotezę. - Należy wykorzystać do działań dezintegracyjnych okoliczności i sprzyjające sytuacje na tle zróżnicowań i rozdźwięków między poszczególnymi biskupami, a w szczególności między kardynała Wojtyłą a biskupem. Ablewiczem i biskupem Tokarczukiem - raportował w 1972 roku pułkownik Zenon Goroński, dyrektor IV Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych zajmującego się właśnie inwigilacją kościoła. Nie była to odosobniona instrukcja. Takie sugestie padały tez później. - Wyrobić przekonanie u biskupa Ablewicza, że kardynał Karol Wojtyła robi wszystko, aby pomniejszyć jego znaczenie, obawiając się go jako konkurenta, głównie w rozgrywkach personalnych i na terenie Watykanu. Równolegle zakłada się przenoszenie do Watykanu opinii, że biskup Jerzy Ablewicz jest predestynowany do piastowania najwyższych funkcji kościelnych i z tego tytułu kardynał Wojtyła i inni biskupi - w tym Tokarczuk - chcąc go utrącić, urabiają mu ujemną opinię. Skąd tak wielkie zainteresowanie biskupem Ablewiczem? Marek Lasota nie ma najmniejszych wątpliwości. - Z powodu niezłomnego ducha biskupa. Bezpieka doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że to właśnie w dużej mierze zasługa ordynariusza tarnowskiego, iż tutejsza diecezja jest jedną z najbardziej katolickich w kraju. Dlatego próbowano w otoczeniu biskupa Ablewicza zbudować siatkę agentów i Tajnych Współpracowników, których raporty mogłyby się przyczynić do spadku autorytetu biskupa Ablewicza - mówi Marek Lasota. Do tych działań bezpieka była doskonale przygotowana. W budynku, który jest naprzeciw tarnowskiej Kurii Diecezjalnej (dzisiaj jest tutaj KANA) przygotowano bardzo profesjonalne jak na tamte czasy studio, wszystkie zamontowane tutaj mikrofony były wycelowane w pałac biskupi. Niestety! Praca bezpieki szła na marne, bo nie dosyć, że biskupa nie udało się skłócić z późniejszym papieżem, to jeszcze "nie udało się złapać żadnego haka, nie udało się go skompromitować". Ponowne, maksymalne rzecz jasna zainteresowanie tarnowskiej SB biskupem Jerzym Ablewiczem związane było z informacja, która w 1981 roku obiegła Polskę, iż po śmierci Sługi Bożego, kardynała Stefana Wyszyńskiego, to on miałby być przymierzany do stolicy prymasowskiej. „W stosunku do biskupów, którzy z uwagi na predyspozycje mogą być kandydatami Watykanu na stanowisko prymasa, a są nielojalne wobec władz państwowych (Wojtyła, Stroba, Tokarczuk, Ablewicz Dąbrowski) stosować działania podrywające ich autorytet włącznie do skompromitowania.” W innym dokumencie czytamy „należy wykorzystać działania eksponujące jego nadmierną samodzielność, podkreślanie odrębności diecezji, poczucie wyższości intelektualnej, sprawności organizacyjnej". I wtedy, obawiając się, że takie metody mogą być nieskuteczne pojawił się plan: „Zabić Ablewicza". Na ile było to realne. Marek Lasota mówi, że póki co nie ma na to konkretnych dowodów. Faktem jest, że grupa która powstała, by walczyć z kościołem, powstała z inspiracji najwyższego kierownictwa MSW, SB i partii komunistycznej, doprowadziła wcześniej do niewyjaśnionego do dzisiaj pożaru samochodu kardynała Henryka Gulbinowicza z Wrocławia. Ta sama grupa ciężko pobiła księdza Andrzeja Bardeckiego z Krakowa. Nie cofnął się przed najgorszym: zabiła księdza Jerzego Popiełuszkę. Marek Lasota potwierdza, że śledztwo w tej sprawie jest prowadzone. - Nie dziwię się, że ordynariusz tarnowski mógł być celem zamachu. Jego autorytet był naprawdę olbrzymi, cały czas rósł. Ale czy były jakieś przygotowania do zamachu, trzeba poczekać z wynikami śledztwa - mówi.

* * *

Na całej kuli ziemskiej, jak dowodzą badania archeologiczne pełniło jajko funkcje uniwersalnego fetysza. Jak pisze Jacek Oledzki w „Wyrzeczysku" wynikało to z oczywistego faktu: „jest jajko życiem, jego kwintesencją i potencją. Życie to wyłania się z zamkniętej kulistej skorupki z jej nieruchomego wnętrza. Powstaje na oczach człowieka. Zawiera nieprzeniknioną, lecz przekonywującą tajemnicę". Już w starożytności jajko było przedmiotem kultu. Symbolizowało świat, płodność, zdrowie i szczęście. Uważano, że jest ono początkiem wszystkiego. Miało olbrzymie jajko wyjść z ust najwyższego Boga. Dlatego też zawieszano jajka u sufitu egipskich świątyń. Było też atrybutem egipskiego boga Ptach, który jako garncarz nadaje kształt światu w formie jaja. Podczas pracy bóg - garncarz stłukł jajo i dlatego nastąpił podział świata. Sztuka zdobienia jaj znana była już słowianom w dziewiątym wieku. O zabawach z malowanymi jajami wspominał Wincenty Kadłubek w swojej dwunastowiecznej kronice "Polacy z dawien dawna byli zawistni i niestali, bawili się panami swymi jak malowanymi jajkami". O ich malowaniu i zwyczaju barwienia pisał Owidiusz, Pliniusz, Juwenalis i encyklopedysta Zygmunt Gloger. Od setek wieków uważano jajko za siłę przeciwdziałającą złym duchom, używane było w kulcie zmarłych jako uczta dziewiątego dnia zamykająca okres żałoby. Wkładano jajko nieboszczykom do grobów, aby oczyścić ich ze wszystkich nieprawości, wierząc, że jeżeli się tego nie uczyni jego duch będzie się błąkał po świecie. Wiara w siłę przeciwdziałającą złym mocom sprawiła, że używano jajek jako "kamienia węgielnego", przy zakładaniu wielkich miast, budowli (np. Kościoła Mariackiego), czy przy budowie nowych domów. Jajko związane jest ściśle z każdym ważnym momentem pracy rolnika. Kiedy wiosną po raz pierwszy wyprowadzano bydło na pastwisko kładziono na progu stajni jajko. Po przejściu krów oddawano je biednym z prośbą o modlitwę o bydło. Po grzbietach krów, koni, owiec toczono jajko po to, aby bydło przez lato stało się krągłe jak jajko, konie zaś biegały tak szybko jak ono się toczy. Wierzono, że jajka mają moc przyciągania do siebie ciążącej na człowieku lub zwierzęciu choroby. Podania i legendy z dziesiątego wieku mówią, iż zwyczaj malowania jajek wielkanocnych wprowadziła święta Magdalena. Kiedy płakała przy pustym grobie miał się jej ukazać anioł i rzec "Nie płacz Chrystus zmartwychwstał". Po przyjściu do domu zauważyła, że wszystkie jajka się zaczerwieniły. Wyszła przed dom, rozdała je napotkanym apostołom obwieszczając tę nowinę. Jeżeli dać wiarę innej wersji Maria Magdalena, kiedy przyszła do Heroda z prośbą by ulitował się nad Jezusem, podarowała mu kilka jajek malowanych. Ta legenda dała początek wierze, że to dziewczęta powinny malować jajka a najważniejsze z nich ofiarować swoim chłopcom, co zjedna ich miłość i wierność. Są też legendy związane, z kamieniowaniem Chrystusa przez Żydów. Jedna z nich mówi, że aniołowie chcąc przeszkodzić w dręczeniu Chrystusa rozsypali pisanki, aby Żydów zabawić. Inna mówi, że podczas prowadzenia Chrystusa na Golgotę Żydzi rzucali w Chrystusa kamieniami a te z woli Boga zamieniały się w pisanki, aby zaoszczędzić mąk synowi Bożemu.




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



niedziela, 04 kwietnia 2010, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: