Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+91


Zapewne mało kto wie, że na poprzedzający Święta Bożego Narodzenia, a nie jak głoszą media bezimienne Święta, Adwent nakłada się w tym roku żydowskie święto Chanuki. Rozpoczynające się 11 grudnia Święto Chanuka trwa osiem dni. Rozpoczyna się zawsze 25 dnia miesiąca kislew, czyli – według kalendarza obowiązującego w Polsce – w grudniu. Menora ma miejsce na osiem świec, które zapala się po kolei – po jednym w każdym świątecznym dniu. To jedno z najważniejszych świąt w kalendarzu żydowskim. Upamiętnia zwycięskie powstanie Machabeuszy przeciwko Grekom okupującym Jerozolimę w 313 roku p.n.e. Podczas Chanuki Żydzi zapalają lampy chanukowe symbolizujące zwycięstwo wolności nad opresją, ducha nad materią i światła nad ciemnością. Na Chanukę tradycja nakazuje jeść latkes, czyli żydowskie placki ziemniaczane. Przyjęte jest także wręczanie najmłodszym podarunków oraz pieniędzy (gelt). O tym wszystkim dowiedzieć się można odwiedzając nasze Muzeum Okręgowe, specjalizujące się m.in. w kulturze naszych starszych braci w wierze. A skoro już tam zaglądniemy, to warto obejrzeć w piwnicznej galerii interesującą wystawę malarstwa Jerzego Ruszela, tarnowskiego malarza i pedagoga obchodzącego w tym roku 25 – lecie swojej twórczości artystycznej, której wernisaż odbył się pierwszy piątek grudnia gromadząc licznych uczniów mistrza i bywalców. Zaś dzień później znany tarnowski przedsiębiorca, mecenas sztuki i filantrop, pan na „Kocim zamku” Zbigniew Zarywski gościł w Sali Lustrzanej jednego z nestorów polskiej architektury Andrzeja Grzybowskiego. Spotkanie z tym 79 – letnim artystą o iście renesansowych zainteresowaniach: aktorem, rysownikiem, ilustratorem książek związanych z hipologią, członkiem Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, nauczycielem stylu, projektantem wnętrz, zgromadziło całkiem spore grono osób. Andrzej Grzybowski projektuje dwory i pałace w historycznych stylach. Robi to tak znakomicie, iż nawet fachowcy mylą się i jego dzieła uznają za relikty odległej przeszłości. Warte odnotowania są także dwa ubiegłotygodniowe koncerty – wydarzenia muzyczne. I 8 grudnia w kościele księży Filipinów wystąpiła na zaproszenie agencji Inter – Art.  Państwowa Filharmonia z Koszyc prezentując utwory jednego z najwybitniejszych kompozytorów przełomu XIX wieku, czołowego przedstawiciela czeskiej muzyki narodowej – Antonina Dvoraka. W wypełnionej do ostatniego miejsca świątyni wystąpiła orkiestra należąca do najbardziej reprezentacyjnych na Słowacji, znana m. in. ze współpracy z Luciano Pavarottim. Orkiestra Państwowej Filharmonii w Koszycach liczy 85 członków, którzy wykonują rocznie około 60 koncertów. Ponadto liczne utwory wykonywane przez nich, znalazły się na ponad stu płytach nagrywanych dla najznamienitszych wydawnictw na całym świecie. Od 1991 orkiestra jest jednym z głównych organizatorów festiwalu Koszyckiej Wiosny Muzyki oraz Międzynarodowego Festiwalu Organowego im. Ivana Sokola. Dzień później 9 grudnia w Mościckim Centrum Kultury po raz pierwszy w Tarnowie wystąpił Moscow City Balet – jeden z najbardziej prestiżowych zespołów baletowych świata. Zaprezentowane przez rosyjskich artystów „Jezioro Łabędzie” to porywające połączenie muzyki klasycznej, doskonałych układów choreograficznych i tanecznej maestrii. Moscow City Ballet został założony w 1988 roku przez wybitnego rosyjskiego choreografa Viktora Smirnova - Golovanova, który przez ponad 20 lat tańczył jako solista w rosyjskim Teatrze Bolszoj. W skład grupy wchodzi 55 tancerzy wywodzących się z najlepszych szkół choreograficznych Rosji i Ukrainy. Z teatraliów odnotujmy spektakl Teatru Nie Teraz „Kreon”, jaki trupa Tomasza A. Żaka dała 10 grudnia w I LO. Z tym niepokornym i kolejny już raz bezdomnym teatrem, związana była edukacyjno – patriotyczna inicjatywa Posła na Sejm RP Jacka Pilcha, a mianowicie wyświetlony w Kinie „Marzenie” 13 grudnia z okazji kolejnej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego poruszający spektakl Teatru Telewizji „INKA 1946”. Tydzień domknął „Weekend z Vitae Walor”, kadłubkiem dotąd z rozmachem organizowanego przez Stowarzyszenie Akademickie "TRATWA"  Festiwalu Filmowego "Vitae Valor", którego IX edycja winna była się odbyć w tym roku. Pegaz już teraz ściska kciuki za przyszłoroczną jubileuszową X edycję tej unikalnej w Polsce i Europie imprezy. Oby odzyskała dawny blask!


W Muzeum Okręgowym w Tarnowie w galerii Piwnica 4 grudnia 2009 r. o godz. 18.00 odbył się wernisaż wystawy malarstwa Jerzego Ruszela. Wystawę zorganizowano z okazji 25-lecia twórczości artysty. Jerzy Ruszel urodził się w 1956 roku w Tarnowie. Studiował na Akademii Sztuk Pięknych w Krakowie, gdzie w 1984 roku uzyskał dyplom na Wydziale Architektury Wnętrz. Tam także jako asystent rozpoczął pierwszą pracę. W roku 1988 otrzymał stypendium twórcze miasta Krakowa. Następnie w związku ze zmianą miejsca zamieszkania zatrudnił się w Państwowym Liceum Sztuk Plastycznych w Tarnowie, gdzie pracuje do dzisiaj. Jest artystą wszechstronnym, zajmuje się projektowaniem, malarstwem, rzeźbą, a także aranżacją wnętrz. Współuczestniczył w realizacji pomników w Krakowie, współpracując z prof. Antonim Hajdeckim i prof. Romanem Kurzawskim. Jest autorem projektów wnętrz Hotelu Holiday w Krakowie, Hotelu Saski w Krakowie, kaplicy w Gosławicach k. Tarnowa, Fitness Studio w Hamburgu, restauracji na dworcu PKP w Tarnowie, oraz wielu innych przedsięwzięć artystycznych. Uczestniczył w kilkudziesięciu wystawach indywidualnych i zbiorowych, zarówno w kraju, jak i za granicą. W latach 1990 – 1993 otrzymał prestiżową nagrodę „Rzeźba Roku”.

Na zaproszenie Zbigniewa Zarywskiego bawił w Tarnowie Andrzej Grzybowski – aktor, rysownik, ilustrator książek związanych z hipologią, członek Polskiego Towarzystwa Heraldycznego, nauczyciel stylu, projektant wnętrz, ale przede wszystkim architekt.
Jego talent w latach 80. zauważył Tadeusz S. Jaroszewski, który zwrócił uwagę na zjawisko architektury historycznej powstającej w PRL-u na prywatne zamówienia. W 1985 roku Grzybowski na zamówienie ówczesnego dyrektora Zamku Królewskiego prof. Aleksandra Gieysztora stworzył projekt przerobienia dawnej kaplicy Saskiej na salę koncertową. Zaprojektował też trzy królewskie trony oraz łoże króla. Jeden z tronów autorstwa Grzybowskiego prezentowany był na wystawie „Skarby polskie” w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu. Turyści odwiedzający zamek uważają te trony za uratowane z pożogi oryginały. Artysta ma też na koncie realizacje całych dworów i pałaców dla zamożnych Polaków (tworzone od lat 60-tych), które historycy sztuki uznają za... zabytki.
Grzybowski nie tworzy jednak kopii zabytków. Są to jego interpretacje klasycznych wzorów. Wiernie stosuje dawne detale architektoniczne. Ale jego rezydencje są nowoczesne i funkcjonalne. Grzybowski projektuje całość: bryłę‚ wnętrza‚ wzory parkietów‚ klamki‚ meble‚ obicia‚ ogrodzenia. Również stajnie i powozy. Także do filmów historycznych.
W ubiegłym roku została wydana książka Macieja Loby zatytułowana "Andrzej Grzybowski. Polski historyzm współczesny". Przedstawiony został w niej skrótowy zapis historii ruchu tradycyjnego w architekturze światowej i dzieje historyzmu w Polsce określające ramy, w które doskonale wpisała się niezwykła i nieszablonowa postać tego architekta-aktora.
Czy architektura XX wieku coś po sobie pozostawi? Czy zniszczone zabytki należy rekonstruować, nawet na podstawie bardzo skąpych informacji, czy też może pozostawić je w formie zabezpieczonej ruiny? Co zatem powinniśmy zrobić np. w przypadku ruin zamku na Górze św. Marcina? Czy pojęcie „funkcjonalizmu” musi w we współczesnym budownictwie nieść ze sobą architektoniczne potworki? ”Dla mnie wiele nowoczesnych kościołów jest jak skrzyżowanie basenu ze skocznią narciarską i pisuarem, w takim kościele nie ma cienia sacrum i dla mnie nie jest on funkcjonalny. Funkcjonalny kościół to taki, który wprawia w nastrój stosowny dla kościoła”.

”Historię opisaną przez Sofoklesa odczytuje się od lat w duchu rewolucyjnej interpretacji dziejów. Innymi słowy, bohaterem mieni się tego, kto burzy, a nie tego, kto buduje. W ten sposób z Antygony zrobiono pozytywną postać naszych lektur, a jej imię zawłaszczają, jako swe sztandarowe hasło, wszelkiej maści anarchiści. A przecież starożytny mistrz dramatu greckiego wcale nie ukrywa jej głupoty, naiwności i najzwyklejszego tchórzostwa (jak przyszło dać świadectwo głoszonym hasłom, to się po prostu powiesiła!).” - pisze o wyreżyserowanym przez siebie spektaklu Tomasz Antoni Żak. 10 grudnia o godz. 19:00 w auli I LO w Tarnowie. „Największym zagrożeniem ludzkiego bytu i moralności jest głupia, coraz głupsza i sprzedajna, służąca obcym władza. Gangrena ochlokracji krąży dzisiaj po Europie niczym „widmo komunizmu”, albo raczej jego kolejne wcielenie. Greckie polis, tak jak i później średniowieczne monarchie, nie były wolne od zła, ale w swą konstrukcję miały wbudowaną jednoznacznie świadomość grzechu i nieuchronność kary bożej. W efekcie, państwa zbudowane na tych przeszłych koncepcjach rządzenia, stały etycznie znacznie wyżej od państw współczesnych, bezczelnie nazywanych cywilizowanymi i głupio chełpiących się swą nowoczesnością. W mojej inscenizacji skupiam się na postaci Ismeny, której wybory były znacznie trudniejsze, niż emocjonalne działania jej siostry. Przyglądam się też Kreonowi, który zarażony grzechem pychy, stawiając się ponad Bogiem, niszczy to, czego słusznie bronił. Idąc śladem teatralnych koncepcji Sofoklesa, opowiadamy tę historię trzema aktorami. Ich osobowości oraz ich fizyczność zdecydowały o wielu rozwiązaniach formalnych i – co ważniejsze – o kształcie adaptacji dramatu. Należy w tym kontekście zwrócić uwagę na to, że w „Kreonie” Teatru Nie Teraz Ismena „przejmuje” niejako teksty Terezjasza czy Hajmona. Należy także zauważyć to, że Chór jest u nas „uosobowioną” i integralną postacią całego dramatu. Ważnym ponadto jest świadomość, że sofoklesowa żona króla (Eurudyka) jest tutaj jego matką, a syn (Hajmon) jego bratem. W niczym jednak te zmiany nie naruszają istoty i ducha pierwotnego tekstu.” - pisze Tomasz A. Żak. Scenariusz, scenografia i reżyseria: Tomasz A. Żak. Opracowanie wokalne: Tomasz Lewandowski. Aktorzy: Magdalena Zbylut, Ewa Tomasik, Szymon Seretem.

Spektakl „Inka 1946”, którego autorską wersję kilka lat temu przygotował przywołany wyżej TNT, opowiada historię śmierci Inki, niespełna 18–letniej łączniczki mjr Łupaszki, na której w 1946 r., w gdańskim więzieniu na Kurkowej, zasądzono i wykonano wyrok śmierci. Danuta Siedzikówna, ps. Inka, po uwolnieniu z rąk NKWD (w czerwcu 1946 roku była transportowana wraz z grupą Polaków do ZSRR) przyłącza się do partyzantów jako sanitariuszka. W czasie potyczek z UB i KBW opatruje rannych z obu walczących stron, zgodnie z zasadami służby medycznej. W lipcu 1946 roku Inka zostaje wysłana wraz z eskortującym ją kapralem Czajką do Gdańska. Jadący nie wiedzą, że na skutek zdrady byłej łączniczki majora Łupaszki – Reginy większość adresów, które znają to kontakty „spalone”. Cudem unikają aresztowania w Malborku, jednak w Gdańsku, w nocy z 19 na 20 lipca – Inka zostaje aresztowana przez UB. Poddana brutalnemu śledztwu nie zdradza. W tej sytuacji zostaje pośpiesznie „osądzona” w trybie doraźnym i 28 sierpnia 1946 roku rozstrzelana. Jednym z zarzutów, jakie jej postawiono było mordowanie rannych jeńców z UB (ludzi, którym w rzeczywistości ratowała życie). Inka umiera z okrzykiem na ustach: „Niech żyje Polska!”
Projekcja ta to kolejne już, po ubiegłorocznym spektaklu „O nim zapomnieć nie wolno. Rzecz o Łukaszu Cieplińkim” przedsięwzięcie, mające na celu wydobywanie z mroków dziejów, tych których komunistyczne władze chciały skazać na wieczne zapomnienie - Żołnierzy Wyklętych.

„Vitae Valor” – to hasło znają wszyscy miłośnicy kina z Tarnowa i okolic. W dniach 11-13 grudnia organizatorzy tego wyjątkowego festiwalu zaprosili wszystkich amatorów dobrego filmu do Sali Teatralnej Pałacu Młodzieży na „Weekend z Vitae Valor”. ”W tym roku, z przyczyn od nas niezależnych impreza musiała przybrać nieco skromniejszą formę. Nie zabraknie na niej jednak filmowych „perełek”, a ostatniego dnia spotka się z nami również nasz Gość. „Weekend z Vitae Valor” to świetna okazja, aby z codziennego zabiegania przenieść się w magiczny świat kina i może spojrzeć na swoją rzeczywistość z nieco innej perspektywy. Gwarantujemy, że warto!” - piszą organizatorzy. I tak w piątek 11 grudnia obejrzeć można byłoJESZCZE TYLKO TEN LAS (reż. Jan Łomnicki, Polska, 1991) i  TAM I Z POWROTEM (reż. Wojciech Wójcik, Polska, 2001). 12 grudnia w sobotę odbył się finał
konkursu na teledysk do piosenki religijnej, zaś po nim dwie projekcje:  DRÓŻNIK (reż. Thomas McCarthy, USA, 2003) i 3.10 DO YUMY (reż. James Mangold, USA, 2007). Imprezę zakończyło niedzielne nabożeństwo w siedzibie Duszpasterstwa Akademickiego „Tratwa”, ul. Dwernickiego 1 połączone ze „Prorokiem Miłosierdzia”, rzeczą o św. siostrze Faustynie w 15 obrazach (reż. Agnieszka Mandat i Mieczysław Grąbka, Polska, 2006), po którym zaplanowano spotkanie z aktorką i reżyserem Agnieszką MANDAT. W ten sposób uczczono 10 – lecie działalności tego zasłużonego i niezwykle potrzebnego duszpasterstwa, w którym Pegaz jeszcze nie tak dawno aktywnie działał. Gratulujemy!




Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót.



niedziela, 13 grudnia 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: