Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+65


Ponieważ kalendarz oraz aura zachęcają do weekendowych wypadów poza miejskie opłotki więc i my z moim skrzydlatym przyjacielem postanowiliśmy pogalopować w tzw. teren. Tym bardziej, iż w samym grodzie Leliwitów po wcale udanej serii zdarzeń przekornie nazywanych przez magistrackich magików od kultury zderzeniami nie wiele się w ostatnim tygodniu wydarzyło. Na początek obraliśmy kierunek północny i na pierwszy popas stanęliśmy w Lisiej Górze, który jak na siedzibę wiodącej w powiecie gminy Centrum Kultury ma w… pobliskim Śmignie. Nie zrażeni tym terytorialno – organizacyjnym qui pro quo zajrzeliśmy tam i trafiliśmy na zupełnie wyjątkowy koncert Starego Dobrego Małżeństwa, któremu przy tej okazji wręczono kolejną Złotą Płytę. Jak się okazało kulturalne związki Lisiej Góry vel Śmigna z tą popularną formacją muzyczną nie są przypadkowe. Oto bowiem zespół ma w swoim repertuarze sporo utworów opartych o wiersze znanego poety i prozaika Jana Rybowicza, który żył i tworzył aż do swojej tragicznej śmierci właśnie w Lisiej Górze. Obecnie strażnikiem pamięci o tym niesłusznie popadającym w zapomnienie twórcy jest wywodzący się również z tej miejscowości alternatywny Teatr Nie Teraz, ściśle w tym zakresie współpracujący ze Starym Dobrym Małżeństwem. Ale to koniec dobrych wiadomości z zakresu gminnej kultury. Przemieszczając się nieco na wschód, aczkolwiek nie przekraczając granic lisiogórskiej gminy, zatrzymaliśmy się na kolejny postój w Żukowicach Starych, gdzie dosłownie pod bokiem mieszkającego tam wójta dokonuje się prawdziwy zamach na ważną część naszego dziedzictwa kulturowego. Otóż władze wspomnianej gminy postanowiły wyburzyć rodzinny dom wielkiego polskiego aktora Stefana Jaracza i w miejscu tego niewątpliwego zabytku wybudować gminny… parking. (!) Skandal jest tym większy, iż mieszkanie Jaraczów mieściło się w budynku miejscowej szkoły podstawowej ufundowanej przez książąt Sanguszków w latach 1837 – 1886, której dyrektorem był ojciec genialnego aktora. I teraz zamiast muzeum lub pomnika ma być parking przeciwko czemu gorąco z Pegazem protestujemy i apelujemy do polityków oraz Teatru im. L. Solskiego w Tarnowie i Muzeum Okręgowego o ratunek. Ta ostatnia instytucja winna także zainteresować się wystawionym onegdaj na internetowej aukcji portalu Allegro ostatnim sztandarem tarnowskiego Komitetu Miejskiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, której pełną nazwę przytaczamy tylko ze względu na młodzież nie pamiętającą już znaczenia skrótu PZPR. Wprawdzie pamiątkę po nieboszczce wyceniono tylko na 100 złotych, nie mniej miejsce sztandaru, niezależnie od tego, co społeczeństwo myśli  o tzw. czerwonych jest zdecydowanie w muzeum. Pomyślny finał sprawy jest tym bardziej możliwy, iż chorągiew oną na sprzedaż wystawił znany tarnowski „zamkoman” Wojciech Maniak. Jak widać intensyfikuje on starania o kasę na planowaną budowę swojego, skoro ruiny na Górze św. Marcina „nie wypaliły”, zamku - tym razem w Oleśnicy koło Dąbrowy Tarnowskiej… . Odnotujmy jeszcze piątkowy (12 czerwca) koncert orkiestry symfonicznej zespołu szkół muzycznych im. Marcina Józefa Żebrowskiego z Częstochowy w dworku Ignacego Jana Paderewskiego w Kąśnej Dolnej oraz mające miejsce tego samego dnia interesujące spotkanie ze Stanisławem Michalkiewiczem w Hotelu Tarnovia (piszemy o tym oddzielnie). Warto było także wpaść w sobotni wieczór na tarnowski Rynek gdzie w ramach Święta Małopolski można było posłuchać m.in. łemkowskiego zespołu folkowego Serenza, góralskiej formacji Trebunie Tutki, żydowskiego Di Galitzyaner Klezmorium oraz Grzegorza Turnaua. Kończąc przypomnijmy przypadającą w niedzielę 14 czerwca 69. rocznicę pierwszego transportu więźniów z Tarnowa do KL Auschwitz, o czym zdajemy się coraz bardziej zapominać… .


Przed tygodniem w sobotę w podtarnowskim Śmignie odbył się wyjątkowy koncert z udziałem znanej grupy Stare Dobre Małżeństwo pod czas którego z rąk przedstawiciela wytwórni płytowej zespół odebrał  Złota Płytę. Wcześniej przez dwie godziny ta niezwykle popularna, wręcz kultowa, formacja muzyczna wykonywała m.in. utwory oparte o wiersze Jana Rybowicza. To już trzeci występ w tym miejscu Starego Dobrego Małżeństwa. A wszystko w hołdzie Janowi Rybowiczowi, który był mieszkańcem sąsiedniej Lisiej Góry. Również termin tego koncertu nie był przypadkowy. Właśnie 26 maja ten jeden z najciekawszych polskich prozaików, całkowicie niesłusznie popadający w zapomnienie,  obchodziłby swoje 60. urodziny. - Poznałam pana Jana Rybowicza, jeszcze w czasach, gdy pracowałam w Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej – wspominała podczas koncertu Zofia Rogowska, zaproszona przez organizatorów na scenę. – Przychodził do biblioteki i opowiadał mi, że dostaje listy z różnych wydawnictw, gdzie odmawiano mu drukowania jego wierszy i mówił, że następnie je pali. Poprosiłam go wtedy, aby kilka swoich wierszy przekazał do biblioteki i tak znalazły się w jej posiadaniu. Na pewno Rybowiczowi było ciężej ze względu na jego wybuchowy charakter niż bardziej spolegliwym kolegom po piórze. Tradycyjnie już koncerty organizowane co roku w Domu Kultury w Śmignie gromadzą fanów Starego Dobrego Małżeństwa z całej Polski. Nie inaczej było w tym roku, przyjechali fani zespołu m.in. z Olsztyna, Świnoujścia, Warszawy, Myszkowa i Krakowa. - Niektórzy docierają do nas okazjami z najdalszych zakątków kraju, nie patrząc na odległość i czas poświęcony na dojazd – mówi dyrektor Domu Kultury w Śmignie, Edward Kędzierski. – Obserwowałem już trzeci koncert z kolej i mogę powiedzieć, że nie ma to jak Stare Dobre Małżeństwo a liderowi grupy Krzysztofowi Myszkowskiemu należy pogratulować tak licznego potomstwa – żartował ze sceny.

Ciekawe, jak zareagowaliby uczestnicy tych muzyczno - poetyckich posiadów  na wieść, że w nieodległych Żukowicach planowany jest parking w miejsce zabytku. Oto dawny budynek szkoły podstawowej w Starych Żukowicach wybudowany w latach 1837 – 1840 z fundacji książąt Sanguszków decyzją władz gminy Lisia Góra ma zostać zburzony, a na jego miejscu planowany jest parking. Obecni lokatorzy domu otrzymali już od władz gminy wezwanie do wyprowadzki. Taka sytuacja to jeszcze nic strasznego, parkingów brakuje w całym kraju, nawet, jak się okazuje w małych wioskach. Prawdziwym skandalem jest, iż sporny budynek to dom rodzinny sławnego polskiego aktora Stefana Jaracza, którego ojciec, działacz ludowy był dyrektorem tamtejszej szkoły w latach 1882 – 1886. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy, łatwością, z jaką władze gminy pozbywają się zabytku zbulwersowane jest kierownictwo Muzeum Okręgowego w Tarnowie, które widzi możliwość stworzenia tam wyjątkowej izby pamięci Stefana Jaracza, z możliwością wykorzystania na ten cel funduszy zewnętrznych. Czy ta obietnica finansowego grantu pomoże, zobaczymy licząc na promocyjny zmysł wójta gminy Lisia Góra, w granicach której znajdują się Żukowice Stare. A parking bardzo przydałby się przed postulowanym muzeum właśnie… .

Zapewne „finansowa mechanika”, jak był łaskaw się wyrazić niedawno jeden z prominentnych polityków, sprawiła, iż pamiątkowy sztandar tarnowskiej nieboszczki Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej znalazł się ostatnio w sieci internetowych zakupocholików. Jak doniosła Gazeta Krakowska odnalazł się jeden z najcenniejszych atrybutów władzy Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Tarnowie. Nie wiadomo, gdzie podziewał się od czasu upadku komunizmu. Dokładnie w 20. rocznicę zmiany ustroju w Polsce sztandar Komitetu Miejskiego PZPR trafił na aukcję internetową. Wystawiający zamierza przeznaczyć dochód z jego sprzedaży na cel społeczny. Dokładnie pieniądze mają sfinansować rejestrację fundacji powoływanej do prowadzenia historycznej edukację młodzieży. Tyle że dotyczącą czasów zdecydowanie odległych. Na szczęście mimo upływu lat na sztandarze czas nie odcisnął żadnego piętna. Czerwona tkanina wcale nie wypłowiała, nietknięte są haftowane napisy i frędzle. Brakuje tylko jednego z dwóch ozdobnych pomponów. Licytacja na serwisie aukcyjnym trwa. Ale prawdziwą bombą okazała się osoba wystawiająca ów zabytek na aukcję. Otóż zrobił to Wojciech Maniak, znany tarnowski miłośnik historii. Aliści były prezes stowarzyszenia Zamek Tarnowski swoich najświeższych planów z rodzinnym miastem już nie wiąże. W Oleśnicy pod Dąbrową Tarnowską rozpoczyna budowę rekonstrukcji wczesnośredniowiecznego grodu. Powołuje do życia także Fundację im. Ligęzów. Będzie się ona zajmować edukacją historyczną młodych ludzi. Partyjny sztandar wpadł mu w ręce przez przypadek. - Pewna osoba chciała wesprzeć tworzenie fundacji. Podarowała sztandar, by dochód z jego sprzedaży pokrył choć część kosztów powołania fundacji - tłumaczy. Darczyńca chce pozostać anonimowy.
Dawni wysoko postawieni działacze partyjni odnalezienia się sztandaru nie chcą komentować. Jakub Kwaśny, młody działacz SLD, zastanawia się natomiast, czy sprzedaż takiego rarytasu jest zgodna z prawem. - Sztandar zniknął 20 lat temu podczas okupacji siedziby PZPR przez działaczy KPN - mówi. - Pytanie więc, czy nie pochodzi on z przestępstwa.
W Komendzie Miejskiej Policji w Tarnowie nie ma już żadnych dokumentów dotyczących zajść sprzed dwudziestu lat. Nie sposób więc sprawdzić, czy Służba Bezpieczeństwa rzeczywiście poszukiwała sztandaru. Partia została zresztą zlikwidowania w dniu, w którym zakończyła się okupacja komitetu. - Materiały z tamtych lat zostały przekazane do IPN - mówi Zbigniew Ostrowski, komendant tarnowskiej policji.
Dywagacje Jakuba Kwaśnego przecina Leszek Golba, były poseł KPN, który 20 lat temu uczestniczył w okupacji komitetu PZPR. Pamięta, że milicja prowadziła sprawę dotyczącą wtargnięcia do siedziby partii, ale ją umorzono. - Nikt nie zabierał stamtąd żadnego sztandaru. To jakaś bzdura - mówi. - Myśmy tylko zabezpieczyli przed niszczeniem dokumenty, które przekazaliśmy prokuraturze. Żadnego wyposażenia nie dotykaliśmy, żeby nikt nas nie oskarżył o kradzież.
Licytacja sztandaru zaczęła się skromnie - od złotówki. Wczoraj wczesnym popołudniem kupujący oferowali już 100 złotych.
- To prawdziwy rarytas - cieszy się Wojciech Maniak. - Nigdzie w Internecie takich rzeczy nie widziałem. Liczę więc, że na sztandar skuszą się amatorzy pamiątek z tamtego okresu.
A my z Pegazem obiecujemy monitorować całą tę sztandarową zadymę i poinformować jak rzecz cała się zakończy.

Ale wróćmy do spraw poważnych. Dokładnie 69 lat temu, 14 czerwca 1940 r. do KL Auschwitz trafił pierwszy transport więźniów z Tarnowa - 728 Polaków i Żydów. Tydzień później, 20 czerwca, dołączyło do nich 313 więźniów z Wiśnicza. Noszą najstarsze oświęcimskie numery - od 31 do 1071. Ostatni tarnowski transport do KL Auschwitz miał miejsce 2 października 1943 r. Kim byli? Polakami. Uczniami, studentami, żołnierzami, członkami konspiracyjnych organizacji, kwiatem polskiej młodzieży i inteligencji. Chyląc z milczącym szacunkiem głowę przed ich bohaterstwem oddajmy im głos (cytujemy za Dziennikiem Polskim):

(...) ranek 14 czerwca 1940 r. był słoneczny. Z tym widokiem kontrastował pochód skazańców przesuwający się w milczeniu wyludnionymi ulicami Tarnowa. Głucho dudniły podkute buty żandarmów na ulicach Tarnowa. Jeszcze do dziś stoi mi jak żywy przed oczami obraz matki usiłującej podać mi przez kordon żołdaków spod znaku SS paczkę z żywnością. Pamiętam pięści zaciskające się bezsilnie na widok brutalnego odpędzania kolbą drogiej mi istoty (...) - Eugeniusz Niedojadało, nr 213.
(...)"Pochód wił się wśród ulic jak długi wąż - robił przy tym nieodparte wrażenie gnanego do rzeźni stada. Krzyki żandarmów przycichły, lecz nie ustały. Szliśmy poważni i przygnębieni. Byli wśród nas miejscowi, tarnowianie - im chyba było najtrudniej. Choć trasa naszego marszu wciąż była pusta... mimo to gdzieniegdzie w oknach dało się dostrzec ukryte za firankami twarze. Spłoszone znikały szybko, aby za chwilę znów się ukazać. To oszołomione terrorem miasto w dwójnasób przeżywało wyjazd tak ogromnego transportu... W pewnym momencie, rzucona niewidzialną ręką, upadła wiązanka czerwonych kwiatów, zdeptana wściekle butem idącego żandarma. Tak żegnał swoich więźniów poczciwy Tarnów: cicho... tajemnie... serdecznie" - Jerzy Bielecki, nr 243

Edward Wrona, nr 206 - (...) ponury ten pochód przesunął się z Placu pod Dębem ulicą Wałową, Krakowską na rampę kolejową, gdzie w pośpiechu wtłoczono więźniów do przygotowanych wagonów (...)

(...) w obozie Karol Fritsch przywitał nas słowami : zdrowi i młodzi mają tu prawo żyć nie dłużej niż trzy miesiące... wyjście stąd prowadzi przez komin (...) - Eugeniusz Niedojadało, nr 213

Szacuje się, że w KL Auschwitz-Birkenau zginęło lub zmarło wskutek głodu, chorób, niewolniczej pracy, tortur, zagazowania i eksperymentów pseudomedycznych ponad 1 mln spośród 1,3 mln więźniów. Z pierwszego transportu ocalało 239 więźniów. Dzisiaj żyją już tylko nieliczni. W Tarnowie mieszka Jan Światłowski nr 1057, Kazimierz Zając - nr 261 w Brzesku, Eugeniusz Niedojadało nr 213 - zmarł 2 kwietnia 2007 r. w Tarnowie.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



poniedziałek, 15 czerwca 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: