Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+60


Tym razem zacznijmy nasz kulturalny galop od… postoju przed gmachem przy ulicy Mickiewicza 4 gdzie jeszcze mieści się teatr im. L. Solskiego, a który już niebawem ma zmienić adres na Pałac Młodzieży. Otwartym tylko pozostaje pytanie o datę rozpoczęcia remontu dotychczasowej siedziby naszej Melpomeny (ostatnio unieważniono rozstrzygnięte już przetargi i wszczęto ponowne ich procedury), aliści znając PR determinację jaśnie nam panującego prezydenta Ryszarda Ś. pewnie wkrótce (czytaj: kiedyś) to nastąpi… . Być może dlatego nieco przeciąga się artystyczne pożegnanie trupy aktorskiej dyrektora E. Żentary z tarnowską publicznością. Właśnie odbyły się tam dwa ponoć ostatnie spektakle przed planowanym remontem – w sobotę 30 kwietnia dano tam na Małej Scenie najnowszą premierę Teatru Nie Teraz pt. „Kreon”, prywatnego przedsięwzięcia Tomasza Antoniego Żaka, zaś we wtorek 5 maja przedpremierowo pokazano spektakl „Każdy kocha 0palę”, którego premiera zaplanowana jest podczas XIII Festiwalu Komedii TALIA w październiku (tylko którego roku i gdzie?). Ciekawostką tego ledwo artystycznie naszkicowanego projektu był zamknięty dla szerokiej publiczności jego pokaz. Czyżby obawiano się pożegnalnej siurpryzy na przykład ze strony Pegaza, który mając skrzydła bywa (i swoje wie) nawet tam gdzie go nie zapraszają? Ale nic to w porównaniu z prawdziwą bombą, jaką odpalił w ostatnich dniach były już, jak się okazało przewodniczący stowarzyszenia Zamek Tarnowski Wojciech Maniak, z uporem Don Kichota walczący o powrót do tarnowskiej macierzy malowniczych ruin na Górze Św. Marcina. Widać ta wielomiesięczna batalia mocno go wyczerpała i pewnie zniechęciła do działalności pro publico bono, oto bowiem postanowił wraz z małżonką Andrzeliką Mędala – Maniak pójść na swoje i zbudować dla siebie prawdziwy średniowieczny gród, tyle że nie w Tarnowie ale pod Dąbrową Tarnowską. Dokładnie we wsi Oleśnica, gdzie przed wiekami mieściła się siedziba rodu Ligęzów. Po wymarłym, potężnym rodzie Ligęzów nie zachowało się w okolicy prawie nic, a należy mu się hołd, który tą inwestycją zamierzamy złożyć, ożywiając historię dla współczesnych - mówią nowi państwo na zamku w 0lesnicy, podkreślając że budować będą za własne pieniądze (planowany koszt to 300 – 400 tysięcy złotych), oraz z pomocą planowanej Fundacji Ligęzów. Rekonstrukcja grodu Ligęzów  ma powstać w ciągu dwóch lat na 38 arowej działce. Z czterech kondygnacji rycerskiej wieży jedna przeznaczona będzie na mieszkanie komesa, pozostałe będą wykorzystane na historyczne ekspozycje, warsztaty garncarskie i snycerskie, sale tańców i rycerskich wprawek. Wojtek Maniak chce także organizować w swoim zamku lekcje historii dla dziatwy szkolnej oraz gościć bractwa rycerskie z całej Polski. Pegaz już ściska kciuki za pomyślność tego oryginalnego przedsięwzięcia i zapowiada się z gospodarską wizytą... , jako że sam rezyduje w nieodległej Lisiej Górze. Mijający tydzień zakończyły w piątek 8 maja dwie znaczące imprezy kulturalne, a mianowicie nietypowe, tym razem nie koncertowe, spotkanie w dworku w Kąśnej Dolnej poświęcone roli I. J. Paderewskiego w budowie II RP - w 90 rocznicę Traktatu Wersalskiego oraz wernisaż plastyczny w Galerii Miejskiej BWA o mocno intrygującym tytule:„Ukryte piękno meblościanki, domowych pleśni i niedzielnych spotkań”, prezentujący podwójną rolę mieszkania autorstwa Małgorzaty Markiewicz (studiowała w pracowni Działań Medialnych prof. Antoniego Porczaka na Wydziale Rzeźby ASP w Krakowie). Tradycyjnie też równolegle w Galerii Małej oglądać można było prace Krzysztofa Maniaka i Michała Mantynowa, członków niezależnej tarnowskiej grupy artystycznej POSTSCRIPTUM. Zaś już w niedzielę zagościły w grodzie Leliwitów aż dwa ponad regionalne wydarzenia – XVI Festiwal Muzyki Odnalezionej i 23 Tarnowska Nagroda Filmowa, która potrwa przez tydzień. Ale o tym napiszemy oddzielnie i obszernie.


Tarnowski „Kreon” – na podstawie „Antygony” Sofoklesa w reżyserii Tomasza A. Żaka (jest on także autorem scenariusza), i opracowany wokalnie przez Tomasza Lewandowskiego pokazany w pierwszy majowy weekend na deskach Solskiego jest ze wszech miar przedsięwzięciem pionierskim. Tak pod względem wyborów literackich autora scenariusza, jak i reżyserskiej obróbki w iście offowy sposób przedstawiający dramat Antygony, którą w Żakowej inscenizacji zastąpiła Ismena.    
Ale oddajmy glos twórcom przedstawienia:
Największym zagrożeniem ludzkiego bytu i moralności jest głupia, coraz głupsza, sprzedajna i służąca obcym władza. Gangrena ochlokracji krąży dzisiaj po Europie niczym widmo komunizmu, albo raczej jego kolejne wcielenie. Greckie polis tak jak i później średniowieczne monarchie, nie były wolne od zła, ale w swoją konstrukcję miały wbudowane jednoznacznie świadomość grzechu i nieuchronność kary bożej. W efekcie państwa zbudowane na tych przeszłych koncepcjach rządzenia, stały etycznie znacznie wyżej od państw współczesnych, bezczelnie nazywanych cywilizowanymi i głupio chełpiących się swą nowoczesnością.
Historię opisaną przez Sofoklesa odczytuje się od lat w duchu rewolucyjnej interpretacji dziejów. Innymi słowy bohaterem mieni się tego, kto burzy, a nie tego kto buduje. W ten sposób z Antygony zrobiono pozytywną postać naszych lektur, a jej imię zawłaszczają, jako swoje sztandarowe hasło, wszelkiej maści anarchiści. A przecież starożytny mistrz dramatu greckiego wcale nie ukrywa jej głupoty, naiwności i najzwyklejszego tchórzostwa (kiedy przyszło dać świadectwo głoszonym hasłom, po prostu się powiesiła!).
W inscenizacji Teatru Nie Teraz pierwszoplanowa jest postać Ismeny, której wybory były znacznie trudniejsze, niż emocjonalne działania Antygony. Ważna jest także postać Kreona zarażonego grzechem pychy i stawiającego się ponad Bogiem, niszczącego to, czego sam wcześniej słusznie bronił. Idąc śladem teatralnych koncepcji Sofoklesa, opowiadamy tę historię trzema aktorami (Ewa Tomasik – Chór, Magdalena Zbylut – Ismena, Szymon Seretem – Kreon). Ich osobowości i fizyczność zdecydowały o wielu rozwiązaniach formalnych i wpłynęły na kształt interpretacji dramatu. W niczym nie zmienia to jednak istoty i ducha tekstu pierwotnego.

Z kolei przedpremierowym spektaklem „Każdy kocha Opalę”, jaka dano na Dużej Scenie w zgoła nie premierowy wtorek 5 maja, Tarnowski Teatr pożegnał się oficjalnie z widzami na dotychczasowej scenie. W tytułowej roli wystąpiła Barbara Wrzesińska, a partnerowali jej Robert Żurek, Anna Lenczewska, Jerzy Ogrodnicki, Tomasz Piasecki i Andrzej Popiel. Spektakl reżyseruje Jan Tomaszewicz a scenografię przygotuje Tatiana Kwiatkowska.
Ten n nietypowy  pokaz  dopiero co przygotowywanego na październik spektaklu był możliwy ze względu na przesunięcie terminu modernizacji budynku teatru – mówi Edward Żentara, dyrektor naczelny i artystyczny Solskiego. Chcemy pożegnać się z naszą wierną publicznością w dotychczasowym budynku, bowiem wrócimy na nową scenę dopiero jesienią 2010 roku.
„Przygotowania do wystawienia tego tytułu trwają od początku kwietnia, były przerywane w międzyczasie dwoma premierami („Rozmowy z katem” i „Zdążyć przed panem Bogiem”). To zwariowane tempo jak na tak duży tytuł, planowo premiera ma być na inaugurację TALII, ale czego się nie robi dla widzów – mówi reżyser Jan Tomaszewicz. Proszę dlatego o wyrozumiałość, bo pokazujemy spektakl w pewnym zakończonym etapie. Dodatkowo problemy zdrowotne pani Barbary niosły cały czas ryzyko odwołania tego przedstawienia, ale jest to winna chociażby tarnowskim lekarzom, z którymi już się zaprzyjaźniła”.
Bohaterką sztuki jest tytułowa Opala Kronkie – samotna, starsza kobieta. Mieszka w zniszczonym, zaniedbanym domu, którego jest właścicielką. Całe dnie spędza na szperaniu po okolicznych składach staroci w poszukiwaniu swoich skarbów. Żyje w tym niewyobrażalnym bałaganie, pośród starych mebli, niepotrzebnych nikomu przedmiotów i z ukochanym kotem. Do zaniedbanego domu Opali trafia trójka oszustów, na tropie których jest już policja. Nie mogą wrócić do miasta, postanawiają więc zostać w jej domu. Ta przyjmuje ich z radością i życzliwością, odstępując im jeden z pokoi. Pod pozorem wdzięczności i życzliwości nowi lokatorzy snują misterny plan wykorzystania naiwnej kobiety. Ubezpieczają ją na wypadek śmierci i konsekwentnie dążą do urzeczywistnienia nieszczęśliwego wypadku. Ten – wydawać by się mogło – prosty plan, okazuje się jednak wyjątkowo trudny do zrealizowania...
W pewnym sensie Opala jest radosną, ufną „wariatką”, bo wariactwem nazywa się w Polsce naiwność, a to przecież nic innego jak czystość wewnętrzna, zaufanie do ludzi. Szukałam takiego tekstu – bo mówi on o tym, co mnie boli, a boli mnie, że zamiast rozumu mamy cwaniactwo, zamiast szlachetności – obłudę i hipokryzję i ta sztuka jest właśnie sprzeciwem wobec tego. My w Polsce wolimy się wyśmiewać, niż śmiać. W „Opali” będziemy mieli do czynienia z czystym śmiechem, takim z łezką w oku - mówi odtwórczyni roli głównej, Barbara Wrzesińska.
Niestety, z nie do końca zrozumiałych względów spektakl  miał charakter zamknięty, zaproszeni na niego zostali: władze miasta i województwa, sponsorzy i mecenasi teatru, media, pracownicy Solskiego oraz najwierniejsi widzowie. Oby tylko tak organizowane premiery nie stały się tradycją w nowym zrewitalizowanym Solskim.

Równie niezwykłe było piątkowe spotkanie w dworku Paderewskiego w Kąśnej Dolnej  zatytułowane „Rola I. J. Paderewskiego w budowie II Rzeczypospolitej – w 90. rocznicę Traktatu Wersalskiego”. Program tego wyjątkowo nie koncertowego projektu wypełniły:   projekcja filmu dokumentalnego Bohdana Rączkowskiego „Paderewski”, wykład prof. Mariana Marka Drozdowskiego oraz promocja jego książki „Józef Piłsudski Naczelnik Państwa Polskiego”. Dobrze się stało, iż  w rocznicę podpisania Traktatu Wersalskiego kończącego I wojnę światową Centrum Paderewskiego Tarnów – Kąśna Dolna przypomniało postać Ignacego Jana Paderewskiego, tym razem nie jako wielkiego artystę i wirtuoza, ale jako polityka, szefa rządu RP oraz uczestnika konferencji w Wersalu.
Prelegent M. Marek Drozdowski to znany historyk, profesora Instytutu Historii PAN, m.in. autor prac: „Stefan Starzyński, prezydent Warszawy”, „Archiwum polityczne Eugeniusza Kwiatkowskiego", „Eugeniusz Kwiatkowski”, „Eugeniusz Kwiatkowski w polskiej historiografii i publicystyce historyczno – ekonomicznej”, „Eugeniusz Kwiatkowski: człowiek i dzieło”, „Historia Warszawy” wraz z Andrzejem Zahorskim, „Alarm dla Warszawy: obrona cywilna stolicy we wrześniu 1939 roku.” Oto polityczna biografia patrona kąśnieńskiego dworku przedstawiona przez prof. Drozdowskiego:
Ignacy Jan Paderewski (1860 - 1941) – pianista, kompozytor, polityk, premier rządu, Minister Spraw Zagranicznych. Był przede wszystkim artystą. Przez wiele lat angażował się również w działalność społeczną i polityczną. W roku 1908 Paderewski był zleceniodawcą i fundatorem Pomnika Grunwaldzkiego, który odsłonięto w Krakowie w roku 1910 w rocznicę bitwy.
Po wybuchu I wojny światowej był współzałożycielem komitetów pomocy Polakom w Francji, Anglii oraz Szwajcarii. W 1915 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych. To dzięki jego staraniom sprawa niepodległości Polski znalazła się wśród postulatów prezydenta W. Wilsona. W sierpniu 1917 roku został przedstawicielem Komitetu Narodowego Polskiego na Stanu Zjednoczone. W grudniu 1918 roku Ignacy Paderewski wrócił do kraju. Jego przybycie do Poznania i entuzjastyczne powitanie stało się impulsem do wybuchu powstania na terenie Wielkopolski. 16 stycznia 1919 roku Paderewski został premierem, pełniąc równocześnie w swoim rządzie funkcję ministra spraw zagranicznych. W grudniu 1919 roku gabinet Paderewskiego podał się do dymisji. Artysta wyjechał za granicę, ale powrócił do kraju w roku 1920, w czasie wojny polsko – bolszewickiej. Był również przez pewien czas wysłannikiem rządu polskiego do Ligi Narodów.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



poniedziałek, 11 maja 2009, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: