Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+41


Święta, święta i po świętach… . Licząc na anielską cierpliwość naszych czytelników kończymy ten rok pański 2008 Pegazem numer 41, co pewnie nic nie znaczy acz może niekoniecznie… .  A ponieważ anielski sezon w pełni, postanowiliśmy podjąć próbę ustalenia, ile też tych stworzeń fruwa wokół nas. I okazało się, że jest ich dokładnie 301 655 722. Taką przynajmniej liczbę podaje XIV kabała. Podążając dalej tym tropem ustaliliśmy z moim skrzydlatym aczkolwiek parzystokopytnym aniołem stróżem, że około 520 r. niejaki Pseudodionizy Aeropagita rozróżnił trzy hierarchie aniołów: Serafini /aniołowie miłości/, Cherubini /aniołowie wiedzy/ i posłuszne Trony. Są wśród aniołów tacy, którzy opiekują się narodami /Księstwa/, i Archaniołowie, którzy przynoszą ludziom najważniejsze wiadomości/, oraz opiekujący się nami na co dzień /Stróże/. Wszystkie anioły nie mają ciała i są nieśmiertelne. W Biblii różnią się wyglądem, w sztuce – różnymi atrybutami, np. mają skrzydła. Aliści są także aniołowie, o których nie wie nikt, bezimienni, jak ci, którym są przypisani. To szeregowcy w niebieskiej armii. I to od nich tak naprawdę zależy, co się z nami szarakami na co dzień i od święta dzieje. Pilnują nas i pilnie raportują, gdzie i co trzeba. Tak więc po świątecznych szaleństwach nastał czas na poświąteczne remanenty i refleksje.  Zniesmaczeni co nie co poszukiwaniami odpowiednich kryteriów i ocen, koniecznością dokonywania wyborów i nadawania numerów - rozglądamy się nerwowo z Pegazem za wodą święconą, która wywabiłaby nasze w tym względzie przewinienia. A wokół tyle świętych, że zasłaniają już niebo. Coraz trudniej zebrać wszystkich przy stole, zaparkować pamięć w  dozwolonym miejscu i trzymając się za ręce przemawiać do siebie nierdzewnymi słowami. Coraz częściej zacina się też nasza maszynka tolerancji, wzajemnego znoszenia siebie na wzajem, i coraz częściej nie możemy znaleźć dotrzymującej słowa karty gwarancyjnej. Więc może warto w ten czas ostateczny wybrać się do zimowej Itaki, położonej całkiem nie daleko od Tarnowa, bo na Jamnej… .


Nakryta zimową czapą śniegu sterczy dumnie wśród paleśnickich lasów. W Święta Bożego narodzenia niedostępna, jak my na co dzień. Aby ją zdobyć, trzeba wyjść sobie na przeciw. Zostawić na dole, na ostatnim przystanku czas i mozolnie wspinać się do góry. Do plecaka spakować tylko ciepły śpiwór i karimatę oraz... marzenia. Najlepiej porozwieszać je po drodze na drzewach i lekko, jak ptak wznieść się ku górze. A tam już nie straszy drewno i kamień, ludzka pamięć i czas zamknięty w piwnicy wojennych zdarzeń. Tam czeka człowiek w białym habicie i na powitanie kreśli na śniegu znak ryby. I prowadzi do kamiennej arki, której strzeże rozstrzelana Madonna w zielonej sukience z nadziei, w papieskiej koronie i z gwiazdą betlejemską we włosach. To Matka Niezawodnej Nadziei, która chroni nas od straty czasu, pomaga odnaleźć talenty zbyt głęboko ukryte, odkryć na nowo marzenia pogrzebane i miłości zmarnowane. Która na co dzień chroni nas od słów zbędnych i grobowego milczenia, daremnych iluminacji i fałszywych proroctw. Zdążamy tam przez cały rok, aby w ten jedyny wieczór w roku spotkać się przy prostym drewnianym stole, podzielić się płatkiem śniegu i obdarować gałązką jemioły, na szczęście, na ten Nowy Rok. I w radosnym uniesieniu, nabrzmiałym od kolęd przekroczyć próg nadziei i dostrzec blask prawdy w każdym bliskim. Aby o północy, kiedy zakwitnie gwiazda betlejemska i zaryczy osioł Janusz, zostawić na płocie Pustelni kapotę codziennych spraw i pozwolić działać nowonarodzonemu. A potem zasiąść w „Wieczerniku” z ojcem Janem i Andrzejem, Rudym aniołem i śpiewającym Pająkiem, Gienkiem linoskoczkiem i poszukiwaczami prawd wszelakich, którzy na te wigilijne dziady ściągają tutaj z całej Polski, a nawet z zagranicy, aby gadać i rozmawiać, śpiewać i milczeć... do rana i dalej. Tych kilka niezwykłych dni, a może tylko godzin spędzonych „na lotnisku”, „u Kostka”, w refektarzu o. Jana i na szlaku do Pustelni, wśród młodych apostołów starych prawd, tropiących ślady właściwych znaczeń ludzi i rzeczy, miejsca i czasu, pozwala z góry spojrzeć na ziemię i siebie. Ujrzeć belkę we własnym oku i wyjąć źdźbło z oka bliźniego swego. Bowiem nie jest sztuką zbudować dach nad głową – sztuką jest aby nie przysłaniał nieba. Aby to zrozumieć trzeba wspiąć się na jamneńską Górę Przemienienia. Kto tam nie był powinien to zrobić, jak najszybciej. Na Jamnej zawsze, niezależnie od pór roku, na stole stoi puste nakrycie i czeka. Może w tym roku na Ciebie...

Cały rok ukryci za kulisami prawdziwego życia, albo -  jak sufler w schronie pod  sceną podczas nalotu Szekspira – pogubieni w ciemnościach wypatrujemy  na niebie naszych możliwości Gwiazdy Betlejemskiej, naszej szansy na odnalezienie drogi.  A kiedy w tę noc Glorii spłynie na nas światło i moc, w labiryncie starych dekoracji naszego życia odnajdujemy złotą nić Ariadny i z ciężkim wierszem na sercu otwieramy drzwi kolejnego, Nowego Roku. Jedynie lont pamięci wlecze się za nami i po jakimś czasie nasze słowa znowu zaczną pachnieć prochem... Szkoda, że nie sianem, bowiem wówczas osioł czyli Pegaz zostałby ze mną, a tak wybrał szopę.  Osiołkowi w żłobie dano i został /podobnie, jak wielu innych/,  a moje Betlejem coraz dalej.  Z każdym dniem Nowego Roku odleglejsze. Całe szczęście, iż Pegaz ma skrzydła i wie gdzie mnie szukać, więc kiedy król Herod zacznie rzezać niewiniątka i św. Rodzina zmuszona będzie do ucieczki – on rozwinie skrzydła i  wzleci, a ja z nim. Żebym tylko nie przegapił i zdążył. Żebym tylko nie był panną z przypowieści, co to zabrakło jej oliwy i przysnęła. Kiedyś wiadomości rozchodziły się z szybkością nóg posłańca, później dyliżansu i kolei żelaznej, a teraz Internetu. Kiedyś programy: radiowy i telewizyjny rozpoczynały się rano i kończyły wieczorem, teraz trwają przez całą dobę. I trzeba je czymś wypełnić. Stąd wiemy dokładnie o wszystkich: wojnach i kataklizmach, wypadkach i katastrofach, morderstwach i gwałtach. Czasem tylko, jak kometa, przemknie po tym medialnym niebie informacja o mężach i niewiastach pokój czyniących i dobro świadczących, rozbłyśnie meteor piękna i szlachetności. Efektem tego medialnego zniewolenia jest kompletny chaos w nas i wokół – pomylenie prawdziwego rytmu życia z tym, który jest nam dany a raczej narzucany. Więc zanim nadleci mój Pegaz i czas się wypełni kolejnym felietonem, życzę wszystkim zniewolonym, aby w nowym 2009 roku  zrzucili okowy i znaleźli czas na refleksję, na zamyślenie, na chwilę milczenia...


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



niedziela, 28 grudnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: