Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+37


Nalejcie wosku na wodę ujrzycie swoją przygodę. Słychałam od swej macierze, że która mówi pacierze, w wigiliją Jędrzeja Świętego ujrzy oblubieńca swego – taka staropolską wykładnię pióra Marcina Bielskiego znalazłem w Internecie. Aliści nie zawsze tak bywało. Otóż ostatni tydzień listopada kończący się obecnie andrzejkowymi szaleństwami jeszcze nie tak dawno rozpoczynały tzw. Katarzynki, noc z 24 na 25 listopada, kiedy to kawalerowie mieli monopol na wróżby… . Zaś cały ten listopadowy sezon na wróżby i przepowiednie zaczynał się nocą z 10 na 11 listopada, której patronował św. Marcin, a kiedy to mający się ku sobie kawalerowie i panny wspólnie zerwane wcześniej gałązki z drzew owocowych, jednakowoż osobno, wstawiali do wody wierząc, iż jeśli zakwitną do Bożego Narodzenia dobrze to wróży planowanym małżeństwom. Na szczęście mijający tydzień nie tylko wróżbami stał i aczkolwiek one gusła także stanowią część naszego kulturalnego dziedzictwa, warte odnotowania są również inne kulturalna… . Np. poniedziałkowe spotkanie ze Sławomirem Sikorą promującym swoją kolejną książkę Pt. ”Osadzony”, na które przyszło do Pasażu… trzy osoby.


Ale wróćmy jeszcze na chwile do naszych „baranów”. Wielce prawdopodobne wydaje się, że kolebką wszystkich tych listopadowych wierzeń jest starożytna Grecja. Grecy wierzyli, iż dusza ludzka po śmierci człowieka zyskując dar jasnowidzenia, mocą tą wpływać może na świat rzeczywisty, zsyłając prorocze sny. Animizm i kult zmarłych w Grecji były składnikiem religii i do pomocy dusz Grecy uciekali się gdy chcieli uchylić rąbka tajemnicy przyszłości.
Na greckie pochodzenie wskazywać też może etymologia imienia patrona andrzejkowych zwyczajów - Andrzej po grecku to Andress (andros - mężczyzna, aner -mąż). Według innej hipotezy kult św. Andrzeja wywodzi się z wierzeń celtyckich i starogermańskich, związanych z postacią Frey (Frei, Freyrze), boga płodności i urodzaju, światła słonecznego i deszczu. Frey, syn Njorda władał też wiatrami i oceanem. Z kolei święty Andrzej z Betsaidy jest między innymi orędownikiem zakochanych w sprawach matrymonialnych, opiekunem małżeństw i rybaków. Niezależnie jednak od tych historycznych konotacji, andrzejkowa tradycja przetrwała w kulturze europejskiej do dziś. Andrzejkowy zwyczaj znany był między innymi w Szkocji, której od ponad tysiąca lat patronuje święty Andrzej i którego krzyż znajduje się na narodowej fladze (Flaga Saltire) tego kraju. Podobnie jak w Polsce i tam wigilia św. Andrzeja była wieczorem wróżb. W Niemczech również wróżono w andrzejkową noc, a w dzień św. Andrzeja wychodzili na ulice pierwsi kolędnicy.

Być może ta nieco przedwczesna przedświąteczna atmosfera sprawiła, że nieźle promowane w mediach, aczkolwiek zupełnie nieoplakatowane na mieście, spotkanie z dobrze znanym w Tarnowie Sławomirem Sikorą okazało się organizacyjnym niewypałem. Niezwykle bowiem rzadko się zdarza, aby na pisarza, a w takim charakterze występował on w Pasażu, czekało ledwie trzy osoby!. Chociaż gdyby doliczyć jeszcze dziennikarzy w sile pięciu ludzi oraz dwójkę organizatorów, to może nie było tak źle… . Aczkolwiek, kiedy gościł u nas w 2004 roku frekwencja była wcale, wcale… . Przypomnijmy, iż Sławomir Sikora to uczestnik jednej z najgłośniejszych spraw kryminalnych lat 90-tych, którego historia (wraz z A. Brylińskim) stała się osnową głośnego filmu "Dług" K.Krauze. W roku 2004 od spotkania w naszym mieście rozpoczęły się na dobre społeczne starania o ostateczne ułaskawienie go z więzienia, po odbyciu 10 lat kary. Decyzja o jego ułaskawieniu, w grudniu 2005 roku, była jedną z ostatnich decyzji odchodzącego prezydenta A. Kwaśniewskiego. Decyzję tę poparł także Lech Kaczyński, który zapowiedział również ułaskawienie Arkadiusza Brylińskiego (od wiosny 2006r. przebywa na wolności, jako przedterminowo zwolniony). Swoją traumatyczną historię opisał Sikora w  książce „Mój dług”, której tarnowska promocja w 2004 roku, z jego udziałem, spotkała się z dużym zainteresowaniem. Tym razem Sławomir Sikora, jak powiedział, przyjechał do Tarnowa spłacić swoisty dług wdzięczności za okazane mu wtedy poparcie. Przyjeżdża też po to, aby promować swoją najnowszą książkę "Osadzony". Oba te spotkania przygotowała z ogromnym osobistym zaangażowaniem Izabela Bieniek, dzięki której wtedy i teraz Sławek gościł m.in. w tarnowskiej „kablówce”. Nasze miasto odwiedził  Sikora także przy okazji ostatnich wyborów do Europarlamentu, udzielając swego poparcia byłemu posłowi i ministrowi oraz liderowi SLD Krzysztofowi Janikowi, o którym twierdzi, że był głównym inżynierem jego uwolnienia z więzienia.
W "Osadzonym" (wydawnictwo Albatros, 2008) Sikora spowiada się Radosławowi Grucy z ostatnich lat swojego życia. Jak zmieniło się polskie więzienie przez 20 lat? Czy frajer, cwel, klawisz, grypsujący znaczy to samo teraz, co kiedyś? Jak przetrwać uwięzienie w pudle? Jakie zawierać sojusze i co liczy się za murami: kasa, spryt, czy po prostu szczęście? A co z rodziną, kobietami, miłością...? Teraz gdy ktoś zapyta mnie, jak tam było, to nie będę mu tego relacjonował, ale po prostu odeślę do mojej książki – mówił w Tarnowie. Jest o wiele bardziej otwarta niż poprzednia książka „Mój dług”, gdyż mogłem w niej napisać o wiele więcej… .
Sławomir Sikora opowiadał też o swoim najnowszym, internetowym projekcie edukacyjno-społecznym, związanym z meandrami polskiego prawa i problemami z nim związanymi.

Kłopotów z frekwencją nie powinno być w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie nasza tarnowska Galeria Miejska BWA przygotowała wystawę prac Andrzeja Dudzińskiego "Pod lekkim napięciem", której kuratorem jest dyrektor Bogusław Wojtowicz. Przypomnijmy, iż mistrz gościł w ubiegłym tygodniu w Tarnowie, gdzie w ramach nowego cyklu „Osobowości” zaszczycił obecnością otwarcie w MCK wystawy swoich wielkoformatowych prac malarskich. Najnowsze prace Andrzeja Dudzińskiego, pokazywane na przełomie listopada i grudnia 2008 r. w Bibliotece Uniwersyteckiej w Warszawie są dowodem na wyraźną dominację fotografii w palecie artysty. Dudziński tak mówi o tym cyklu: - Obrazy cyfrowe, prądem, pod lekkim napięciem, malowane. - Ma na myśli niskie napięcia towarzyszące przekazywaniu informacji. W jego przypadku informacji kolekcjonowanych przy pomocy aparatu cyfrowego. Te zdjęcia są elementami powstających kolaży. Ulubiona technika dadaistów zawsze była bliska Dudzińskiemu. Wydawała się idealną formą przekazu na czas dekonstrukcyjnego myślenia. Jego pierwsza okładka dla "Ty i Ja" była kolażem. Tym razem komputer wyparł nożyczki, skalpel i klej a obraz powstający w wirtualnej przestrzeni pozbawiony został fizycznego formatu - może być wielkości kartki ze szkicownika i równie łatwo stać się czterometrowym bilbordem. A oto, co sam mistrz ma w tej materii do powiedzenia: Czy możliwa jest symbioza wody z papierem? A przyjaźń ognia z drewnem?? Harmonia w kolizji??? Te pytania, tylko z pozoru absurdalne, od dawna nie dawały mi spokoju. Wiara w jakieś tajemnicze wzajemne przyciąganie rzeczy i żywiołów sprowokowała mnie do rozpoczęcia serii wielkoformatowych kolaży cyfrowych, w klasycznej formie dyptyku. Początkowo chodziło o wygodną zasadę kompozycyjną, pozwalającą w przejrzysty sposób łączyć ze sobą przeciwstawne, albo nie mające ze sobą związku, tematy. Potem ta formuła zaczęła się rozmywać i linia demarkacyjna między zestawianymi wyobrażeniami przestała być wyraźna. A wreszcie podział na dwie połowy przestał mi wystarczać i poszerzyłem przestrzeń do, również klasycznej, konwencji tryptyku, wraz z jego geometrycznym dostojeństwem i sakralnymi odniesieniami...

Ale wróćmy na nasze tarnowskie podwórko, gdzie wyjątkową aktywność przejawia Krystyna Drozdowa wraz ze swoją Artystyczną Konfraternią. Tylko w mijającym tygodniu, i to dzień po dniu, zorganizowała ona dwa interesujące wieczory w Muzeum Okręgowym przy Rynku 21. Pierwsze z nich to cykliczne spotkanie „Uwaga człowiek” (środa 25), podczas którego muzyka wypowiadała się wierszem, ten zaś stapia się z muzyką. Przekładając to na prozę chodzi o strofy słuchaczy Akademii Trzeciego Wieku „pisane do szuflady”. Drugie (czwartek 26) to Piołun z kropelką rosy...  czyli kolejne spotkanie z poezją. Tym razem w całości zostało ono poświęcone Pani Stanisławie Wiatr – Partyce, znanej działaczce „kresowej” i kulturalnej. Tym razem usłyszeć można było, w muzykę oprawione wybrane wiersze z Jej tomiku „Piołun z kropelką rosy”. ”Urodziłam się w Nieświeżu – najpiękniejszym mieście na ziemi. Rosłam na stepie w Północnym Kazachstanie i tam zaczęłam pisać wiersze. (...) Data, której w moim życiorysie ominąć nie sposób: 13 kwietnia 1940 r. w Ostaszkowie został podpisany wyrok śmierci na mojego Ojca. W tym samym dniu wyruszył transport wiozący moją Matkę i mnie na Sybir”.

Zgoła odmienną propozycja były „Łotrzyce", czyli sztuka z piosenkami pióra Agnieszki Osieckiej, którą po raz pierwszy w 1974 roku na potrzeby sceny STS wyreżyserował Maciej Englert. Teraz inscenizację tego teatralno – muzycznego przeboju przygotował Piotr Bogusław Jędrzejczak. Gościnnie spektakl zaprezentowano w Tarnowskim Teatrze 24 listopada. Bohaterkami sztuki są dwie aktorki, niespełnione zawodowo i osobiście. Artystki żyją z chałtur, ale marzą o występach w teatrze. Nie układa im się z mężczyznami, ale pragną prawdziwej miłości. Do tego prowadzą ze sobą nieustanną grę pozorów. W pewnym momencie dochodzi jednak do przełomu. Okazuje się, że przegrane na wszystkich frontach kobiety zyskują nagle moc i wewnętrzną siłę. Postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce. Buntują się przeciwko agentowi, którego do tej pory posłusznie słuchały. Upijają go, krępują, robią makijaż i wyganiają na mróz....
”Wszystkie dialogi to majstersztyk Osieckiej. Po raz kolejny można się przekonać o jej nietuzinkowych zdolnościach do obnażania ludzkich słabości i przywar za pomocą kpiny, satyry, ironii... Nie brakuje w jej sztuce także tekstów lirycznych, jak choćby „Ninon”. W "Łotrzycach" momenty tragiczne przeplatają się z komicznymi.”
Zaś wśród wykonawców oprócz Beaty Łuczak, Ewy Pająk, zobaczyć można było Janusza Hamerszmita, aktora przed laty związanego z tarnowską sceną. Także oprawa muzyczna spektaklu spoczywała w rękach tarnowian: Tomasza Benna i Fryderyka Andrasza.
To kolejna po „Trzech siostrach” A. Czechowa z Teatru im. A. Mickiewicza w Częstochowie i „Wakacjuszce” wg. Z. Mierzyńskiej – monodramie w wykonaniu Emilii Krakowskiej, importowa propozycja Solskiego. Czyżby to listopadowe otwarcie zwiastowało impresaryjny przełom na scenie przy ulicy Mickiewicza. 
I to by było w tym tygodniu na tyle.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



sobota, 29 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi

Komentarze
Gość: C. B. K., *.star.net.pl
2008/12/01 10:57:02
Czy spotkanie z byłym więźniem/jak to fajnie brzmi "były więzień", to jak martyrologia jakaś?/było organizacyjnym niewypałem, czy może niewypałem jest autorskim? Kogo interesują meandry więziennego życia? Ani tam się wybieramy, ani to ciekawe. Temat spisany i wielokrotnie pokazywany.








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: