Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+36


Zadziwiające, jak łatwo zapominamy o ludziach, którzy odeszli, jak nie umiemy, a może boimy się, godnie uczcić ich pamięć. Listopad, to jak wiadomo niebezpieczna pora… W tym roku szczególnie dla artystów. Oto tylko w odstępie kilku dni przeszli na drugą stronę Styksu: wybitny reżyser filmowy Stanisław Różewicz, dziennikarz i reżyser Ryszard Smożewski, wielki aktor i pedagog Jan Machulski, zaś wczoraj była wicewojewoda tarnowska (podlegała jej m.in. kultura) i wybitny samorządowiec Krystyna Broda. A przed nami jeszcze jedna dekada tego cmentarnego miesiąca… . Wszyscy oni w jakiś sposób związani byli z Tarnowem: twórca „TOR-u” S. Różewicz bywał na tarnowskich imprezach filmowych organizowanych przez Jerzego Świtka, zaś prof. Machulski był ledwie kilka tygodni temu na Festiwalu „Stop” w Skrzyszowie, a dyr. Smożewski to kawał historii Tarnowa. Tym większe zdumienie, a u niektórych wręcz niesmak, wzbudziła forma pożegnania legendy tarnowskiego teatru. Śp. Ryszard odszedł we czwartek 13 listopada, a dopiero w sobotę (osobiście informowałem teatr o zgonie dyrektora Smożewskiego zaraz rano we czwartek) nad wejściem umieszczono jego zdjęcie opatrzone datami urodzin i śmierci, aliści zapomniano o jakimkolwiek żałobnym akcencie, chociażby wstążce, o czarnej fladze lub innym kirze spowijającym teatr nie wspominając (nie wywieszono ich w ogóle!). Dopiero w dniu pogrzebu, po interwencji byłej dyrektor Grażyny Nowak naklejono wąziutką czarną wstążeczkę na rogu portretu tego tak zasłużonego dla teatru i miasta człowieka. Podobnie było z klepsydrą (tej teatr nie wydrukował) i nekrologami, ten oficjalny od dyrekcji teatru ukazał się dopiero po pięciu dniach, w dniu pogrzebu, i to w lokalnym TEMI, podczas gdy nekrologi od władz miasta i rodziny ukazały się znacznie wcześniej w Dzienniku Polskim i Gazecie Krakowskiej. Ale nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Pora na inne mniej stresujące wiadomości z obszaru najszerzej pojętej kultury… . Tym bardziej, iż właśnie obchodziliśmy światowy Dzień Życzliwości.


Zacznijmy odrabianie zaległości od jubileuszy.
Już sto lat funkcjonuje Miejska Biblioteka Publiczna im. Juliusza Słowackiego w Tarnowie, powstała dzięki hojności mieszkańców miasta. MBP prowadzi kilkanaście filii, ma imponujący księgozbiór, w którym nie brak starodruków; współpracując z innymi instytucjami i organizacjami prowadzi działalność kulturalną i oświatową, także dla najmłodszych, organizuje wystawy, spotkania, wykłady, działają przy niej kluby dyskusyjne i literackie. 7 listopada okrągły jubileusz miał swój finał w Sali Lustrzanej, gdzie wręczono odznaczenia państwowe i medale jubileuszowe; nie zabrakło przy tej okazji wykładu prof. Franciszka Ziejki „Dzieje walk o prochy Juliusza Słowackiego”, monologu „Kordiana na Mont Blanc” w wykonaniu Artura Dziurmana (Teatr Stary w Krakowie) oraz koncertu muzyki klasycznej.

Obchodzące w br. swoje 50 – lecie Polskie Stowarzyszenie Kulturalne im. J. Bema na Węgrzech uhonorowało Adama Bartosza, dyrektora Muzeum Okręgowego w Tarnowie medalem 50-lecia PSK. Warto zauważyć, że tarnowskie Muzeum Okręgowe swoją pierwszą wystawę zagraniczną zorganizowało w 1976 r. właśnie przy współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Kulturalnym na Węgrzech, gdy w Kiskores zaprezentowano „Malowaną Wieś” – Zalipie. Wtedy też Muzeum wydało swój pierwszy kolorowy katalog wystawy. Stowarzyszenie Kulturalne im. J. Bema powołane zostało staraniem Polaków mieszkających na Węgrzech w trudnych latach, gdy Węgrzy leczyli swe rany po krwawym stłumieniu ich wyzwoleńczego zrywu w 1956 r. Utworzyli je potomkowie polskich emigrantów z XIX i XX wieku oraz pozostali po II wojnie światowej uchodźcy. Obrali sobie jako patrona gen Józefa Bema, postać która łączy nasze narody. Aktywność PSK skoncentrowała się na podtrzymywaniu polskości, działalności kulturalnej i umacnianiu przyjaźni polsko – węgierskiej. Dopiero w latach dziewięćdziesiątych Polacy mieszkający na Węgrzech uzyskali status mniejszości narodowej. Później było wiele wspólnych przedsięwzięć kulturalnych, pośród których szczególnie zapadły w pamięci wydarzenia związane z postacią gen. Józefa Bema i wystawa fragmentów Panoramy Siedmiogrodzkiej w Budapeszcie.

Nic też chyba nie będzie w stanie oddać atmosfery składającej się na wyjątkowość niepodległościowego widowiska muzycznego „Do Niepodległości”, które 11 listopada zaprezentowane zostało w Tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego. W każdym razie: przedsięwzięcie, przygotowane m.in. przez Centrum Animacji Społecznej „Horyzonty” i stowarzyszenie „Tarnowska Artystyczna Konfraternia” zachwycało i wzruszało, a przecież na scenie w przeważającej mierze występowali amatorzy, znakomicie przygotowana muzycznie młodzież, dzieci... Mamy nadzieję, że mieszkańcy Tarnowa będą mieli okazję odkrywać dla siebie jeszcze nie raz zespół „Ballada” z niewielkiego Zakliczyna, że będą mogli jeszcze nie raz usłyszeć znakomicie zapowiadającego się zakliczyńskiego tenora, obdarzonego przy tym zdolnościami aktorskimi Tomasza Kumięgę. Starannie dobrana narracja Krystyny Drozd i Antoniego Sypka, w połączeniu z tak dobrze zaaranżowanym i wykonanym repertuarem pieśni patriotycznych, ale też i żołnierskich, bardziej frywolnych, porwały do wspólnego śpiewu publiczność (rozdano nawet specjalnie przygotowane na tę okazję śpiewniki), jednocześnie pokazując, iż w Tarnowie i w Polsce w ogóle istnieje ogromne zapotrzebowanie na taki właśnie przekaz, niosący przy tym patriotyczne właśnie wartości, jednoczący ludzi we wspólnym, radosno – nostalgicznym śpiewie...

Ale pora najwyższa wlać do tej jubileuszowej beczki miodu łyżkę dziegciu. Oto bowiem w dniu, kiedy Tarnów – Pierwsze Niepodległe inaugurowało ogólnopolskie obchody państwowego święta, największe media o Tarnowie milczały jak zaklęte. Jak trafnie opisał to na łamach Gazety Krakowskiej Łukasz Winczura - „Pierwsze Niepodległe – pod taką marką Tarnów miał być rozpoznawalny jak Polska długa i szeroka. Cały kraj świętował 90. rocznicę odzyskania niepodległości, pretekst wydawał się więc idealny. Realizacja pomysłu zajęła kilkanaście miesięcy. W decydującej chwili miasto przegrało bitwę o media z... PZPN. Kulminacją długich przygotowań i czasem zbioru medialnych owoców miało być popołudnie i wieczór 30 października. Gościem uroczystej sesji połączonych samorządów Tarnowa i powiatu tarnowskiego był wtedy sam prezydent RP Lech Kaczyński. Przy Grobie Nieznanego Żołnierza głowa państwa, w towarzystwie małego Kacpra Przygody, zapalała „Światełko Pamięci”. I choć z tej okazji w Tarnowie akredytowało się 80 dziennikarzy z całego kraju, to i tak główne serwisy informacyjne o Tarnowie milczały.
Za to obronną ręką wyszedł Tarnów z burzy wokół niepodległościowego pierwszeństwa. Za rywali miał Kraków i Cieszyn. – To też dawało Tarnowowi obecność w mediach. Ten ranking został przez miasto wygrany i jest to naszym wielkim atutem. Również w kategoriach rozpoznawalności i marki miasta – uważa prezydent Ścigała. Historycy uczestniczący w konferencji „Rok 1918 – Młoda Europa” palmę pierwszeństwa przyznali Tarnowowi. Nawet sceptyczny wcześniej profesor Andrzej Chwalba z UJ przyklasnął takiemu werdyktowi. Przyznał, że tarnowianie najszybciej przeszli od słów do czynów i już 31 października o godz. 7.30 przewrót wojskowy zakończył się sukcesem. W kuluarach swoje wystąpienie skwitował zdaniem – Nie wiadomo, co powiedzą w Krakowie, jak się o tym dowiedzą. Sukcesem było sprowadzenie do Tarnowa prezydenta RP. Choć medialny efekt tej wizyty byłby bardziej znaczący, gdyby eksperci od wizerunku głowy państwa nie wpadli na pomysł urządzenia prezydentowi jesiennego objazdu po całym kraju. W rezultacie nawet osoba Lecha Kaczyńskiego nie zagwarantowała miastu „przebicia się” do głównych serwisów informacyjnych. Sam prezydent w migawkach telewizyjnych się pojawił. Ale przy okazji konferencji prasowej zorganizowanej w... Wierzchosławicach. Rok temu nikt nie mógł przewidzieć, że najważniejszego popołudnia i wieczoru tematem numer jeden w mediach będzie wybór nowego prezesa PZPN. Jeszcze rano tarnowskie uroczystości zapowiadały m.in. serwisy w TVN 24. Potem Tarnów swoje pięć minut na ekranach telewizorów przegrał z Grzegorzem Lato. Nieoficjalnie mówi się, że Ryszard Ścigała mizernym medialnym efektem przedsięwzięcia był mocno rozczarowany. Sam jednak kategorycznie temu zaprzecza. – Cel został w pełni osiągnięty. Ile kosztowała operacja pod kryptonimem „Pierwsze Niepodległe”? Dokładnego wyliczenia na razie nie ma. Z wstępnych i pobieżnych rachunków wynika, że będzie to suma idąca w setki tysięcy złotych. Remont Grobu Nieznanego Żołnierza pochłonął 120 tys. zł. Odnowienie elewacji Sali Lustrzanej to 33 tys. zł, pielęgnacja zieleni – 5 tys. zł, remonty ulic stricte pod kątem uroczystości – 23 tys. zł, materiały promocyjne – 9 tys. zł, wydanie „Hymnów Polskich” – 16 tys. zł, zakup flag – 10 tys. zł. Do tego doliczyć trzeba jeszcze koszt współprodukcji z TVP filmu dokumentalnego o Tarnowie, wydatki na organizację koncertu retransmitowanego w TVP 3 10 listopada, reklamy w portalu Onet i szereg innych pozycji na liście wydatków. ” No coment.

Nieco tę niepodległościową siurpryzę może złagodzić i dowartościować naszych lokalnych włodarzy trzydniowa wizyta kardynała Zenona Grocholewskiego z Watykanu. Szczególnie w kwestii projektowania Akademii Tarnowskiej, której jednym z filarów ma być teologia.
To była bardzo ważna wizyta. Przede wszystkim ze względu na oczekiwania wokół powstającej Akademii Tarnowskiej. A skoro filarem tarnowskiej uczelni ma być teologia, która jako „wiano” wnosi większość samodzielnych pracowników naukowych z tytułem doktora habilitowanego, więc głos prefekta Kongregacji Wychowania Katolickiego, która zajmuje się całokształtem katolickiego systemu oświaty i nauki, ma tu niebagatelne znaczenie. A, że najważniejszą osobą w Watykanie w rzeczonych kwestiach jest Polak, kardynał Zenon Grocholewski, była więc doskonała okazja do ustalenia wielu szczegółów związanych z działalnością uczelni, która mogłaby otworzyć swoje podwoje już w 2011 roku. Akademia Tarnowska nadawałaby tytuły doktorskie w naukach teologicznych, zaś stopnie magisterskie na polonistyce. Watykański hierarcha przyjechał do Tarnowa w środę wieczorem. Cały czwartek spędził w tarnowskim seminarium. Rano odprawił mszę i wygłosił homilię do alumnów. Później odbyło się spotkanie z kadrą profesorską, do której wygłosi konferencję na temat formacyjnej roli wykładowcy. Po południu kardynał Grocholewski poświęcił nową aulę seminaryjną oraz zainaugurował rok akademicki na tarnowskim Wydziale Teologicznym. Wygłosił tam wykład, zatytułowany „Życie duchowe centrum formacji kapłańskiej”. W piątek przed południem kardynał miał w planach spacer po starówce oraz zwiedzanie Muzeum Diecezjalnego. Następnie udał się do Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej, gdzie spotkał się z kadrą naukową. Później odbyły są rozmowy z Konwentem na rzecz Utworzenia Akademii Tarnowskiej. Na godzinę 15 wyznaczone zostało spotkanie w Sali Lustrzanej i wykład w ramach Tarnowskiego Towarzystwa Naukowego. Prefekt Kongregacji Wychowania Katolickiego poruszył w nim m.in. kwestię wychowania do wartości. W spotkaniu wzięli udział dyrektorzy szkół katolickich, placówek oświatowych noszących imię Jana Pawła II oraz mających za patronów świętych i błogosławionych. Ostatnim punktem wizyty była msza celebrowana o godzinie 18 w katedrze tarnowskiej, modlitwa przy grobie abp. Jerzego Ablewicza oraz koncert chóru Pueri Cantores Tarnoviensis.

A sokoro o muzyce się zgadało, to w poprzedni piątek w piwnicach TCK zagrała jedna z dam polskiego jazzu Krzysia Górniak wraz z zespołem. Był to pierwszy występ w Tarnowie artystki okrzykniętej mianem polskiej „Gitarowej Jazz Woman”. Delikatna i kobieca, a zarazem nieprzeciętnie uzdolniona Krzysia Górniak jest dziś prawdziwym unikatem na rynku muzycznym i kto przegapił jej występ niech żałuje. Jak napisała AS na potralu inTARnet pl Niezwykły popis kunsztu muzycznego gitarzystki i jej bandu przywraca wiarę w magię jazzu. Kwartet Krzysia Górniak Band wykonuje nowoczesny jazz fusion operując świetnie wypracowanym brzmieniem. Na piątkowym koncercie kwartet zaprezentował program z najnowszej płyty „Emotions” oraz z dwóch starszych „Tales” i „Ultra”. Zaprezentowane utwory to kawał szlachetnej i wartościowej jazzowej muzy - zróżnicowane, lecz zwarte, rasowe, a przy tym przystępne; sięgające korzeni, ale nowoczesne. Liryczne i zarazem inteligentnie napisane tematy, natychmiast wpadały w ucho, aranże niepostrzeżenie przechodziły w kolektywne improwizacje, a muzyka wprost kipiała od energii, intrygując i wciągając do samego końca. Poza niezrównaną Krzysią Górniak, świetnie wypadli też pozostali muzycy - Arkadiusz Nawrocki (piano) urzekał melodyjnością frazy, natomiast improwizacje Filipa Sojki (gitara basowa) i Przemka Knopika (perkusja) były nie tylko dowodem technicznej wirtuozerii, ale również umiejętnego malowania ciekawej i porywającej melodyjnością barwy. Mocna i dynamiczna gra Przemka nadawała muzyce porywającą motorykę, a jednocześnie co rusz wyzwalała perkusję z typowej dla niej rytmicznej funkcji, subtelnie cieniując i oszałamiając inwencją. To wzajemne wyczucie artystów przełożyło się na klarowność wykonania, umiejętne budowanie ekspresyjności oraz niczym nieograniczoną spontaniczność. Wszystko to sprawiło, że tarnowski występ Krzysia Górniak Band był tyleż kapitalny i olśniewający, co zaskakująco przystępny.

Zaś obecny tydzień domknął piątkowy Salon Jesienny w BWA (opiszemy go oddzielnie) oraz wernisaż fotografii Bożeny Wojtanowskiej opatrzonej tytułem Ścieżka – impresje bieszczadzkie w Pub-Galeria “Studio” przy ul. Żydowskiej 3 „Uważność jest ścieżką ku Bezśmiertelności, nieuwaga jest ścieżką ku śmierci. Uważni nie umierają, nieuważni już są martwi.” – to artystyczne motto tej kameralnej wystawy. Jej autorka jest absolwentką Instytutu Sztuki przy Akademii Pedagogicznej w Krakowie (dyplom z grafiki). B. Wojtanowska rozwija wiele różnych pasji, jedną z nich – góry – rozumie jako miejsce do odczuwania wolności. My z Pegazem także w górach czujemy się naprawdę wolni więc tym bardziej zachęcamy do zajrzenia do klimatycznej galerii Andrzeja Tylki.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



sobota, 22 listopada 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi

Komentarze
Gość: Anna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/29 22:51:10
Proszę o wyjaśnienie, dlaczego bez mojej wiedzy i zgody oraz bez podania źródła umieszczono na tej stronie tekst z mojej strony www.andrzejki.swieta.biz oraz o usunięcie go. Konkretnie:

pegazwtkk.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?10

Andrzejki przypadają na noc z 29 na 30 listopada, w wigilię św. Andrzeja. Według dawnych wierzeń ta noc miała moc magiczną, uchylającą wrota do nieznanej przyszłości. Nie ma też pewności, dlaczego tę właśnie noc uznano za najlepszą dla wróżb matrymonialnych, może wpływ na to miała pora roku? Może dlatego, że dzień świętego Andrzeja przypada na przełom pór roku (jesieni i zimy) i roku liturgicznego. Może dlatego, że w tę ostatnią chwilę przed adwentem wróżby miały moc największą, a sprzyjać i pomagać im miały błąkające się po ziemi duchy. Faktem jest, że Andrzejki, znane też jako Jędrzejki lub Jędrzejówki, to noc wróżb dziewczęcych dotyczących miłości i małżeństwa, traktowana z powagą, nierzadko w dawnych czasach poprzedzana postem i rozpoczynana modlitwą do św. Andrzeja, obecnie są obyczajem świeckim. Zmieniły też charakter, łamiąc panieński monopol. Dzisiaj zarówno dziewczęta jak i chłopcy, dzieci i dorośli bawią się żartobliwymi wróżbami, najczęściej wspólnie, na organizowanych zabawach i imprezach lub kameralnych, domowych spotkaniach.
-
Gość: Anna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/29 22:51:22
Proszę o wyjaśnienie, dlaczego bez mojej wiedzy i zgody oraz bez podania źródła umieszczono na tej stronie tekst z mojej strony www.andrzejki.swieta.biz oraz o usunięcie go. Konkretnie:

pegazwtkk.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?10

Andrzejki przypadają na noc z 29 na 30 listopada, w wigilię św. Andrzeja. Według dawnych wierzeń ta noc miała moc magiczną, uchylającą wrota do nieznanej przyszłości. Nie ma też pewności, dlaczego tę właśnie noc uznano za najlepszą dla wróżb matrymonialnych, może wpływ na to miała pora roku? Może dlatego, że dzień świętego Andrzeja przypada na przełom pór roku (jesieni i zimy) i roku liturgicznego. Może dlatego, że w tę ostatnią chwilę przed adwentem wróżby miały moc największą, a sprzyjać i pomagać im miały błąkające się po ziemi duchy. Faktem jest, że Andrzejki, znane też jako Jędrzejki lub Jędrzejówki, to noc wróżb dziewczęcych dotyczących miłości i małżeństwa, traktowana z powagą, nierzadko w dawnych czasach poprzedzana postem i rozpoczynana modlitwą do św. Andrzeja, obecnie są obyczajem świeckim. Zmieniły też charakter, łamiąc panieński monopol. Dzisiaj zarówno dziewczęta jak i chłopcy, dzieci i dorośli bawią się żartobliwymi wróżbami, najczęściej wspólnie, na organizowanych zabawach i imprezach lub kameralnych, domowych spotkaniach.
-
Gość: Anna, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/10/29 22:52:46
Proszę o wyjaśnienie, dlaczego bez mojej wiedzy i zgody oraz bez podania źródła umieszczono na tej stronie tekst z mojej strony www.andrzejki.swieta.biz oraz o usunięcie go. Konkretnie:

pegazwtkk.blox.pl/html/1310721,262146,169.html?10

Andrzejki przypadają na noc z 29 na 30 listopada, w wigilię św. Andrzeja. Według dawnych wierzeń ta noc miała moc magiczną, uchylającą wrota do nieznanej przyszłości. Nie ma też pewności, dlaczego tę właśnie noc uznano za najlepszą dla wróżb matrymonialnych, może wpływ na to miała pora roku? Może dlatego, że dzień świętego Andrzeja przypada na przełom pór roku (jesieni i zimy) i roku liturgicznego. Może dlatego, że w tę ostatnią chwilę przed adwentem wróżby miały moc największą, a sprzyjać i pomagać im miały błąkające się po ziemi duchy. Faktem jest, że Andrzejki, znane też jako Jędrzejki lub Jędrzejówki, to noc wróżb dziewczęcych dotyczących miłości i małżeństwa, traktowana z powagą, nierzadko w dawnych czasach poprzedzana postem i rozpoczynana modlitwą do św. Andrzeja, obecnie są obyczajem świeckim. Zmieniły też charakter, łamiąc panieński monopol. Dzisiaj zarówno dziewczęta jak i chłopcy, dzieci i dorośli bawią się żartobliwymi wróżbami, najczęściej wspólnie, na organizowanych zabawach i imprezach lub kameralnych, domowych spotkaniach.








NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: