Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+33


Wszyscy Święci podpalili cmentarze i zwołują nas na Dziady. Zniewoleni tradycją wędrujemy do miejsc ostatnich. Słowa opadają z nas jak liście. Szeleszcząc pod stopami wspominają imiona zmarłych. Byli cząstką naszego życia. Po ich odejściu świat jest inny i my jesteśmy już nie ci sami. Odtąd stale nosimy w sobie śmierć tych, których kochaliśmy. Z ich śmiercią i my trochę umarliśmy… . Niczego już się nie da naprawić, niczego odwołać, nie da się powiedzieć tego, z powiedzeniem czego się zwlekało. Za późno na skąpioną – nie wiedzieć czemu – czułość. Teraz to niewykonane, nieopowiedziane, nienaprawione trzeba nosić w sobie. „Śpieszmy się kochać ludzi…”. Śpieszmy się, żeby zdążyć powiedzieć o miłości. Naszym najbliższym, i nie tylko. I nie ma sensu tamtych niespełnień spychać na dno niepamięci. Prędzej czy później wypłyną. Są gorzką prawda o nas samych. Wprawdzie wypadki zdarzają się tym innym i nawet choroba, otarcie się o śmierć nie wzbudza w nas refleksji, że mogłem to być ja. Pierwszym sygnałem, który wwierca się w naszą świadomość to odchodzenie kolegów z naszej klasy, także tej „pl”. Potem pozostaje już prosty rachunek – np. chrzest dziecka i myśl: mogę nie być na jego ślubie. Można o tym nie myśleć, zanurzyć się w wir codziennych zajęć, być intensywnie potrzebnym, można się w przeróżny sposób „sprawdzać” i mruczeć do siebie: nie jest jeszcze tak źle. Ale tak naprawdę czas najwyższy zacząć selekcję tego co ważne i niezbędne - zatrzymywać, co pozorne i doraźne – odpuszczać sobie. Święto Wszystkich Świętych wprowadził dla całego kościoła Grzegorz IV w 834r. jako pamięć o zmarłych. Tradycja Wszystkich Świętych albo Święta Zmarłych ma swój początek w starym celtyckim święcie "Samhain" czyli śmierci ciała.. Samhain oznaczał dla naszych przodków początek nowego roku. Zaczynał się on 1 listopada dlatego, że Celtowie byli rolnikami i dla nich żniwa zaczynały się sianiem ozimin, czyli obdarowywaniem pierwiastkiem życia śpiących jeszcze pól. Drugim nie mniej ważnym powodem obchodzenia tego święta właśnie w tym dniu było to, że najprawdopodobniej 1 listopada według przekazu Mojżeszowego rozpoczął się Potop. Tak więc w rzeczywistości początek temu świętu dało składanie hołdu ludziom, którzy zginęli w tamtym biblijnym kataklizmie. Ale są też i tacy, szczególnie w Stanach Zjednoczonych i na tzw. Zachodzie, którzy korzenie tego święta wywodzą z czarnej magii, nawet satanizmu. A stąd już tylko krok do oswajania, szczególnie najmłodszych z Halloween, a nieco starszych z modną ostatnio „kulturą śmierci”.


Według kościołów: Katolickiego, Episkopalnego i Luterańskiego – święto Wszystkich Świętych oznacza cześć dla wszystkich świętych w niebie - tych znanych i tych nieznanych. Natomiast coraz modniejszy i u nas Halloween  to dzień przed Wszystkimi Świętymi, czyli 31 października. W okresie chrystianizacji plemion celtyckich Samhain nadano chrześcijański charakter i nazwano je wigilią Wszystkich Świętych, czyli Hallows lub Hallow Even. W połowie XIX wieku przywędrowało wraz z irlandzkimi emigrantami do Ameryki i tam zmieniło nazwę na Halloween. W drugiej połowie XX wieku święto trafiło znowu do Europy. W Irlandii za czasów pogańskich ludzie przebrani w kolorowe kostiumy odprowadzali duchy do granic miasta. Niezamożni proponowali bogatym interes, który polegał na tym, że mieli odprawiać modły za dusze zmarłych w zamian za chleb. Najbardziej znanym gadżetem tego neo pogańskiego święta jest wydrążona dynia ze światełkiem w środku, która dla irlandzkich chłopców oznaczała błędne ogniki uważane za dusze zmarłych. W czasie tajemniczych celtyckich obrzędów miano uwalniać ludzkie dusze z ciał czarnych kotów, sów i nietoperzy.

Obecnie w wyeksponowanych miejscach domów umieszcza się wydrążone i podświetlone od wewnątrz dynie z wyciętymi kształtami różnych postaci oraz, w zależności od wyobraźni domowników, imitacje ludzkich czaszek, szkieletów, manekinów znanych postaci z horrorów, itp. Kulminacyjnym momentem tego święta jest odwiedzanie domów przez przebrane dzieci, które wypowiadają zdanie "trick or treat" - psikus albo poczęstunek, co ma nakłonić odwiedzonego domownika do poczęstowania dzieci garścią wcześniej zakupionych na ten cel słodyczy pod „groźbą" zrobienia mu psikusa np. nasmarowania klamki pastą do zębów. Na Zachodzie młodzież oprócz organizowania domowych imprez, często odwiedza tzw. „Scary Farm" - straszne farmy, czyli zaadoptowane na ten cel duże przestrzenie, gdzie tworzone są specjalne scenerie, niczym wystrój planu filmu grozy, jednak wszyscy w tym czasie dobrze się bawią. Dzieci najczęściej chodzą po domach i proszą o słodycze. Niektórzy, co światlejsi rodzice i pedagodzy, także ci duchowni tłumaczą im, ze zabawa w Halloween jest po prostu wesołym przygotowaniem się do uroczystości Wszystkich Świętych. Ale nie zawsze tak to niewinnie wygląda. Niektórzy, jak Anton Szandor La Vey, autor „Biblii szatana”, twierdzi wręcz, że Halloween jest najważniejszym dniem w roku dla kościoła szatana. A jego liczni zwolennicy, głównie w USA i na Zachodzie, uważają, że korzenie tego święta wywodzą się z czarnej magii, nawet satanizmu. A stąd już tylko krok do oswajania, szczególnie najmłodszych, z modną ostatnio „kulturą śmierci”.

Warto to dokładnie wyjaśnić bowiem coraz częściej myli się Halloween z Hallowmass  - wziętym ze staroangielskiego Hallow, co oznacza uświęcać, czyli czcić Wszystkich Świętych.. W Kościele Katolickim jest to jeden z najważniejszych obrzędów w roku. W tym dniu wszyscy katolicy są zobligowani do uczestniczenia w mszy i nabożnego nawiedzania cmentarzy.  Natomiast drugi listopada jest to dzień poświęcony zmarłym, których w tym dniu szczególnie się wspomina. Jedno jest pewne, Święto to obchodzone bez wiary, bez obcowania z Tajemnicą, pozostaje jedynie pustym erzacem. Pustym, jak wydrążona dynia…

W Polsce do początku XX w. /głównie na terenach wiejskich/ istniał zwyczaj przygotowywania w dniu 31 października różnych potraw. Pieczono chleby, gotowano bób i kaszę, a na wschodzie kutię z miodem i wraz z wódką pozostawiano na noc dla dusz zmarłych /prawosławni na grobach, katolicy na domowych stołach/. Wieczorem zostawiano uchylone drzwi wejściowe, aby dusze zmarłych mogły w swoje święto odwiedzić dawne mieszkania. Był to znak gościnności, pamięci i życzliwości, w zwyczaju było również nawoływanie zmarłych po imieniu. Wierzono, że dusze doświadczają głodu i pragnienia, potrzebują wypoczynku i bliskości krewnych. Obowiązkiem żywych było zaspokojenie tych pragnień, gdyż obrażone czy rozgniewane mogły straszyć, wyrządzić szkodę, sprowadzić nieszczęście czy przedwczesną śmierć. Po zapadnięciu zmroku, przez dwa kolejne dni: 1 i 2 listopada, zabronione było ubijanie masła, deptanie kapusty, maglowanie, przędzenie i tkanie, cięcie sieczki, wylewanie pomyj i spluwanie, aby nie rozgnieść, nie skaleczyć i nie znieważyć odwiedzającej dom duszy. W całej Polsce ugaszczano obficie żebraków i przykościelnych dziadów, ponieważ wierzono, że ich postać mogła przybrać zmarła przed laty osoba. W zamian za jadło zobowiązani oni byli do modlitwy za dusze zmarłych.

W noc zaduszną, aż do świtu, na cmentarzach, rozstajach i w obejściach, rozniecano ogniska, których zadaniem było wskazywanie drogi błąkającym się duszom. Popularne było również palenie ognisk na mogiłach samobójców i ludzi zmarłych tragicznie, którzy zwykle byli grzebani za murem cmentarnym. Chrust na te ogniska składano w ciągu całego roku - ten, kto przechodził obok, kładł obok grobu gałązkę i w ten sposób tworzył się stos do spalenia w noc zaduszną. Wierzono, że ogień palony na grobach samobójców ma moc oczyszczającą umarłych, daje również ochronę żywym przed złymi mocami, które mogły być obecne w takich miejscach.

Wielki Platon poświęcił jeden ze swoich słynnych dialogów sztuce umierania, a ściślej mówiąc, ćwiczeniu się w śmierci poprzez filozofowanie rozumiane jako przuczanie się do umierania. Nie ma chyba człowieka, któremu myśl o śmierci przychodziłaby łatwo. Zazwyczaj kiedy rozmyślamy o nad tajemnicą życia i śmierci, to milczymy. Zgadzamy się na nieuchronność i nieodwołalność śmierci, tak jak akceptujemy, że po lecie przychodzi jesień, a po dniu noc. Wierzymy, że „śmierci Bóg nie uczynił i nie cieszy się ze zguby żyjących”. Idąc na groby myślimy o przemijaniu i modlimy się za tych, co odeszli. Z nadzieją, ze jakiekolwiek było ich ziemskie życie, tam są już w ręku Boga i nie dosięgnie ich klęska.  Reasumując śmierć to nie jest coś, co nadejdzie jutro, ale raczej coś co już nadeszło i rozpoczęło się w naszym życiu. Jest bramą, za którą jest to, co dobre, piękne i trwale nieskończone. Taką przynajmniej mamy nadzieję… .

PS. W Zaduszki każdy napisany wiersz jest pocałunkiem anioła śmierci, a każdy przeczytany jest lampka zapaloną na grobie poety.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



piątek, 31 października 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: