Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+22

Tym razem nasz cotygodniowy przegląd lokalnych wydarzeń bądź zdarzeń kulturalnych ma wyjątkowo patriotyczno – bogoojczyźniany charakter. Ale też i okoliczności 15. sierpniowe są szczególne, bo to i kolejna rocznica Bitwy Warszawskiej z 1920 roku zwanej „cudem nad Wisłą” i święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny szczególnie na polskiej wsi obchodzone jako święto Matki Boskiej Zielnej. I obydwa te święta mają również swoje głębokie tarnowskie konotacje chociażby poprzez fakt udziału w wojnie polsko - bolszewickiej stacjonującego ówcześnie w naszym mieście 16 Pułku Piechoty i 5. Pułku Strzelców Konnych oraz XIV Drużyny Strzeleckiej, a także  słynnego szeroko w Polsce jedynego w swoim rodzaju czterodniowego Odpustu Pojednania w Sanktuarium Matki Boskiej Niezawodnej Nadzieii w Jamnej koło Zakliczyna. Ten socjologiczny fenomen, będący inteligencko – plebejskim połączeniem religijnego odpustu z kulturalnym jarmarkiem od lat organizuje w ukrytym w leśnej głuszy Jamnej znanym w całym kraju Ośrodku Duszpasterskim poznańskich dominikanów charyzmatyczny duszpasterz młodzieży, twórca Lednicy, dominikanin ojciec Jan Góra. Wymownym cieniem na tych rocznicowych obchodach położyła się wiadomość o śmierci Romana Kolasińskiego – wielkiego patrioty i miłośnika Tarnowa, o którym piękne wspomnienie napisał jego przyjaciel Antoni Sypek, znany tarnowski historyk i społecznik.


Dokładnie 88 lat temu, w dniach 13 – 25 sierpniu 1920 roku, na nadwiślańskich równinach rozegrała się bitwa, która zdecydowała o losach Polski i Europy. W tym wielkim historycznym starciu nacierające na zachód siły bolszewickie (wcześniej Armia Czerwona przeszła przez Białoruś i Ukrainę wdzierając się do centralnej Polski), zostały powstrzymane przez Wojsko Polskie. Zwycięstwo Polski w tej znanej z podręczników historii jako „Bitwa Warszawska” ofensywie nie tylko uchroniło młode państwo polskie przed wcieleniem do ZSRR, lecz także całą Europę. Na Warszawę, Berlin i Paryż marsz – nawoływał latem 1920 roku swoich żołnierzy rosyjski generał Michaił Tuchaczewski. Jeszcze przez II wojną światową znany angielski polityk i historyk, lord Edgar Vincent De Abernon, uznał Bitwę Warszawską za 18. bitwę decydującą o losach świata. Kluczową rolę w tamtej batalii odegrał oskrzydlający manewr Wojska Polskiego opracowany przez szefa sztabu gen. Tadeusza Rozwadowskiego, a mistrzowsko przeprowadzony przez Józefa Piłsudskiego. Przypomnijmy: 16 sierpnia znad Wieprza we front rosyjski uderzyła dowodzona przez Piłsudskiego specjalna grupa manewrowa złożona z pięciu dywizji piechoty i brygady kawalerii. Jej natarcie przełamało linie obrony sowieckiej w rejonie Kocka i Cycowa przedostając się na tyły wojsk atakujących Warszawę. 19 sierpnia armia polska zmusiła oddziały Tuchaczewskiego do odwrotu nad Niemen. Synonimem tego bezprecedensowego zwycięstwa polaków nad bolszewikami stało się określenie „cud nad Wisłą”, użyte przez prof. Stanisława Stroińskiego na wzór „cudu nad Marną” z 1914 roku. W tym miejscu z satysfakcją trzeba odnotować udział tarnowskich formacji wojskowych (16. Pułk Piechoty i 5. Pułk Strzelców Konnych, znany wcześniej jako 3. Pułk Dragonów) oraz paramilitarnych w tej historycznej ofensywie. Na hasło rzucone przez Piłsudskiego prawie natychmiast zareagował Tarnów. Już nazajutrz po 3 sierpnia do wyjazdu gotowa była pierwsza grupa ochotników z XIV Polskiej Drużyny Strzeleckiej. W sumie w „cudzie nad Wisłą” wzięło udział około 125 tarnowskich drużyniaków, co przekładając na język wojskowy odpowiadało liczebnie trzem legionom. Z ówczesnych statystyk wynika, iż łącznie z naszego regionu, w pamiętnym sierpniu 1920 roku na podkrakowskie Oleandry stawiło się 812 legionistów, co oznacza, że na każdych stu czterech  pochodziło z Tarnowa lub jego najbliższych okolic. O tej pięknej karcie naszej historii przypomina tablica pamiątkowa umieszczona na budynku usytuowanym w cieniu tarnowskiej katedry, tuż obok Domu Mikołajewskiego, gdzie mieścił się  sztab, z którego wyruszali nasi legioniści. Tegoroczne, niedzielne obchody 88 rocznicy Bitwy Warszawskiej w Tarnowie okazały się być kolejną sztampową patriotyczno – religijną celebrą powtarzaną z roku na rok. Rozpoczął ją wiec pod pomnikiem Wincentego Witosa i przemarsz do katedry, gdzie odprawiono uroczystą mszą za Ojczyznę, po której nastąpił kolejny przemarsz pod Grób Nieznanego Żołnierza, gdzie przemawiano i składano wieńce, oddano salwę honorową, a zakończył koncert pieśni patriotycznych.

Rocznicowe obchody „cudu nad Wisłą” nakładają się na jedno z ważniejszych świąt kościoła katolickiego czyli uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. W polskiej tradycji 15 sierpnia to również  święto Matki Boskiej Zielnej, święci się wtedy kwiaty i zioła. We wszystkich sanktuariach maryjnych w całej Polsce odbywają się wówczas uroczyste nabożeństwa i odpusty. W naszym regionie wzrastającym z roku na rok zainteresowaniem cieszy się leżące nieco z dala od znanych miejsc kultu Najświętszej Marii Panny, sanktuarium Matki Niezawodnej Nadziei na Jamnej koło Zakliczyna, gdzie Pegaz bywa regularnie, nie tylko z racji odpustu, i ma tam wielu przyjaciół. Odpust Jamneński, odbywający się w święto Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny poprzedza odprawiany dzień wcześniej Radosny Pogrzeb Matki Boskiej, mający charakter plenerowej, wielkiej, parateatralnej inscenizacji - misterium. Jamna dołączyła tym samym do grona jedynie kilku miejscowości w kraju (Borek Stary, Kalwaria Pacławska, Kalwaria Zebrzydowska), gdzie odbywają się podobne misteria.
Następujące dzień później (15 sierpnia) Święto Pojednania, związane jest z wydarzeniem z II wojny światowej – jesienią 1944 roku naprzeciw hitlerowcom pacyfikującym wieś wyszła matka z trojgiem małych dzieci i obrazem Matki Boskiej. Niemcy jednak otworzyli ogień… W zrekonstruowanej piwnicy z tamtych lat ojciec Góra tworzy muzeum pamięci – ale też i symboliczne miejsce pojednania. Wokół Jamnej i na terenie całego regionu tarnowskiego nie brak bowiem cmentarzy wojskowych, także z czasów I wojny światowej – spoczywają na nich żołnierze różnych narodowości i wyznań. Połączyła ich młodość – i śmierć. Z ich tragicznej śmierci chcemy czerpać nadzieję i przelewać ją na nowe pokolenia – uzasadnia sens tego święta gospodarz Jamnejskiej Respublica Dominikana ojciec Jan Góra. Ale  15 sierpnia na Jamnej to nie tylko modlitwa, to również tradycyjny polonez tańczony na jamneńskich łąkach z samorządowcami powiatu i politykami, integracyjna odpustowa zabawa połączona z kiermaszem i degustacją gilowego co nie co oraz pysznej grochówki, a także zdarzeń artystycznych (m.in. misterium Jacka Kowalskiego o zaśnięciu Najświętszej Maryji Panny) i koncertów, w tym roku chóru męskiego z Bad Berki w Niemczech, miasta partnerskiego naszego Żabna. Dzień później (sobota, 16 sierpnia) na Jamnej odbył się już po raz trzeci Zlot Matek Boskich - spotkanie regionalnych wizerunków Matek Boskich, zainspirowane tekstami z „Beniowskiego” J.Słowackiego. Ta nieco pretensjonalna i cepeliowska impreza  ma na celu pokazanie kolorytu oraz bogactwa maryjnej obrzędowości i duchowości wiernych z różnych regionów Polski. „Zlot…”, na który przybyli m.in. kustosze sanktuariów maryjnych, zwieńczył uroczysty koncert. Ten czterodniowy odpustowy maraton zakończył kolejny, niedzielny odpust, tym razem patrona jamneńskiego duszpasterstwa - Św. Jacka. Kto nie był niech żałuje i już teraz rezerwuje w przyszłorocznym kalendarzu czas na Jamieński Odpust.

Dokładnie w przeddzień „cudu nad Wisłą”, 13 sierpnia odszedł Roman Kolasiński, jeden z ostatnich, co tak pięknie opowiadał o rodzinnym Tarnowie – jak napisał o zmarłym Antoni Sypek. Ukochał bezgraniczną miłością to miasto. Potrafił godzinami opowiadać o jej historii, którą przecież w ciągu 87 lat swojego życia sam także tworzył. Był człowiekiem niezwykle życzliwy ludziom, dowcipnym, eleganckim, niespotykanie  kulturalnym, bardzo towarzyskim. Uroczy causeur, wielbiciel muzyki, architektury, literatury. Prezentował ten styl bycia, który odszedł do lamusa. Jego charakterystyczną sylwetkę eleganckiego, uśmiechniętego pana, wielu zapamiętało na zawsze. Miał w sobie tę wytworność, która cechowała ludzi jego pokolenia, dziś zanikającą.
       Urodził się w Tarnowie w 1921 r., w samym sercu miasta, przy placu Kazimierza Wielkiego, w domu Anieli Piszowej, kronikarki miasta, którą dobrze pamiętał i nieraz o niej mi opowiadał. Być może z jej pięknej książki o Tarnowie nauczył się kochać rodzinne miasto. Był synem starszego wachmistrza legendarnego tarnowskiego 5. Pułku Strzelców Konnych. Wzrastał w duchu legionowym, przepełniony był Pan Roman patriotyzmem. Z zawodu był handlowcem. W l. 60. i 70. był kierownikiem upaństwowionej drogerii Władysława Bracha na rogu Targowej i Katedralnej, któż tego słynnego handlu nie pamięta.
       Mógł godzinami rozmawiać o Tarnowie swojej młodości, znał niezwykłe szczególiki z historii miasta, ludzi i architektury. Znał każdą kamieniczkę, każdą uliczkę, miał w swojej doskonałej pamięci nazwiska wielu tarnowian. Był razem ze swoim wielkim przyjacielem, zmarłym rok temu inż. Witoldem Grylem, zaczynem mojej książki Mój Tarnów, powstała m.in. dzięki Nim. Pan Roman owdowiał rok temu, przeżył bardzo śmierć ukochanej Małżonki, nieodstępnej towarzyski życia. Pociechą w jego ostatnich miesiącach życia byli synowie. 
       Zmarł w przeddzień Cudu nad Wisłą, On, wielki patriota, syn przedwojennego wojskowego, został wezwany na ostatnią wartą w tak niezwykły tydzień. Nie zobaczymy już charakterystycznej sylwetki Pana Romana na ulicach Tarnowa. Nie zaznamy rozmowy w Nim, nie wysłuchamy ciekawej opowieści o dawnym Tarnowie. Nikt tak jak on nie snuł gawędy o rodzinnym mieście. Pamiętam, jak pewnego razu zapytał mnie, ile krzyży i krzyżyków znajduje się na kościele xx. Misjonarzy? Zaskoczony otworzyłem szeroko oczy. 34, naliczyłem jeszcze przed wojną, powiedział. Nic dziwnego kościół xx Misjonarzy był kościołem garnizonowym. Prowadzony na nabożeństwa przez ojca wojskowego miał okazję policzyć krzyżyki. Teraz tam w niebie będą razem z inż. W. Grylem liczyć je z wysoka. Pan Roman Kolasiński został pochowany na Starym Cmentarzu, którego był wielkim opiekunem i znawcą.
Jego miłość do Tarnowa była bezgraniczna, ale i nieodwzajemniona, nigdy nie uhonorowano Go w godny sposób. Dla mnie i dla wielu znajomych był Honorowym Mieszkańcem Tarnowa. Pozostanie na kartach historii miasta XX i XXI wieku. Cześć Jego Pamięci
.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



poniedziałek, 18 sierpnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: