Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+21

No i mamy oczko. To już bodajże piąte w bogatej historii naszych kulturalnych harców licząc tylko tytuły czasopism, na łamach których ukazywały się pegazowe felietony. A ten najnowszy zdominowała muzyka, bowiem to ona tego lata króluje  niepodzielnie na tarnowskich scenach, tarasach i ogródkach. Po jazzowym lipcu nastał nam oto bluesowy sierpień. A dzieje się tak głównie za sprawą Tarnowskiego Centrum Kultury, które wiedzie absolutny prym w promowaniu i organizowaniu najróżniejszych imprez muzycznych, szczególnie w miesiącach letnich kiedy to na tarnowskim rynku na plenerowej scenie występują soliści i kapele prezentując wszystko co aktualnie w jazzowo – bluesowej trawie piszczy. Aliści w tym roku przybyła TCK – owi poważna konkurencja w postaci Muzycznych Tarasów – cyklicznej imprezy organizowanej u siebie przez Mościckie Centrum. I trochę szkoda, że tej letniego muzycznego dyktatu nawet nie próbują przełamać tarnowscy plastycy, którzy swoje plenerowe prezentacje postanowili wypalić w kulturalnym tyglu zlokalizowanym tym razem w  Ciężkowicach. A skoro już tam wirtualnie zajrzeliśmy, opisując rzec całą w poprzednich Pegazach, to już niebawem, bo 17 sierpnia w pobliskiej im Kąśnej Dolnej rozpocznie się chyba najważniejsza impreza muzyczna sezonu, a mianowicie Ogólnopolski Festiwal Muzyki Kameralnej „Bravo Maestro”. Ale to temat na specjalne, szczegółowe relacje. A ponieważ nie samą muzyką żyje homo sapiens więc odnotujmy jeszcze lokalny news ostatnich dni czyli informację o zgodzie Watykanu na wejście tarnowskiego Wydziału Teologicznego w struktury planowanej Akademii Tarnowskiej, o co solidarnie zabiegają nasze polityczno – kościelno – biznesowe elity.


Przed rokiem, po raz pierwszy otwarty został letni Ogródek Tarnowskiego Centrum Kultury, usytuowany na jego tyłach – wejście od ulicy Krótkiej, w którym w niepowtarzalnej atmosferze odbywały się kameralne koncerty jazzowe.  Pomysł ten został bardzo dobrze przyjęty, więc również w tym roku przez cały lipiec odbywały się tam spotkania z muzyką. Z tym, że nie był to tylko jazz ale i inne gatunki muzyczne, zmianie, oprócz nazwy imprezy uległ także termin tych cyklicznych imprez, z piątkowego na sobotni. Tegoroczny „Ogródek Dźwięków” wypełniły cztery cotygodniowe koncerty prezentujące różne style i formy muzyczne – od nastrojowej muzyki zespołu MANO, którego wokalistką jest doskonale znana tarnowskiej publiczności z zespołu SIEDEM, Magda Piwowarczyk, poprzez „Kwintet Smyczkowy” z największymi przebojami muzyki rozrywkowej, formację „Niezgoda Ascoustic Band”, po duet gitarowy „Kudelka Brothers” z repertuarem muzyki filmowej.

Kto odczuwał niedosyt muzycznych wrażeń mógł je w pełni zaspokoić tuż obok na tarnowskim rynku, gdzie w lipcowe piątki odbywał się „JAZZ-owy RYNEK” – Letni Festiwal Jazzu Tradycyjnego, nowatorski projekt powstający we współpracy z najbardziej utytułowanym tarnowskim zespołem jazzowym Leliwa Jazz Band, który był gospodarzem imprezy. A na plenerowej scenie wystąpili: Beale Street Band,  The Orginal Vigas Band ze Słowacji, Hagaw Associattion, Jazz Pom Band Brzozow, Old Timers. Tradycyjnie każdy z letnich wieczorów jazzowych rozpoczynali gospodarze, a później na scenie pojawiali  się zapraszani goście, wśród nich nierzadko znane osobistości ze świata jazzu tradycyjnego, nie tylko z Polski, co gwarantowało muzyczną ucztę na najwyższym poziomie.

A po jazzie przyszedł czas na blues. III już edycję letniego festiwalu „Był sobie blues…” otworzył pierwszego sierpnia koncert „Bielszy odcień bluesa”.

Tarnów pokazał, że lubi tę muzykę i mimo początku miesiąca licznie zgromadził się na płycie rynku, by posłuchać i potańczyć w ulubionych rytmach. Gospodarzem piątkowych koncertów jest ich animator i współautor, tarnowski gitarzysta Wojtek Klich, który w tym roku do udziału w festiwalu zaprosił młodych wykonawców oraz tych, którzy „czują bluesa” już od wielu lat. Zbieżność tytułu koncertu z programem radiowym kultywującym i propagującym muzykę bluesową (niegdyś na antenie radiowej Trójki) nie jest przypadkowa. Tarnowski rynek wypełniła plenerowa audycja muzyczna poprowadzona przez Jana Chojnackiego i Redaktora Klicha Wojciecha. Było to swoiste novum w postaci przewodnika po muzyce bluesowej, jej historii. Natomiast najważniejsze utwory tego gatunku na żywo wykonał zespół Wojtka Klicha, w składzie którego znaleźli się dodatkowo Karolina Cygonek (wystąpiła rok temu podczas festiwalu „Był sobie blues”), Tadeusz Pocieszyński (The Bluesmobile Band), Piotr Restecki (wirtuoz stylu "fingerstyle"). W zgodnej opinii uczestników tego inauguracyjnego koncertu był on jednym z najlepszych spośród wszystkich dotychczasowych. z  tego cyklu Ale byli tacy, dla którym „Był sobie blues…”  okazał się „taki sobie”.  Oto internetowa opinia red. Agnieszki Setlik zamieszczona na portalu inTARnet.pl:

Magiczne słowo „blues” w nazwie tarnowskiego festiwalu ściągnęło pod scenę tłum ludzi. Oczywiście wyraźnie kłóci się to z opinią, że prawdziwy blues nie jest masowy. Jednak z drugiej strony podobno „blues niejedno ma imię”. Hołdując powyższej zasadzie, bardzo łatwo przerobić ten spójny przecież i jednolity gatunek muzyczny na worek, do którego można wszystko wrzucić, żeby potem każdy mógł wygrzebać sobie z niego coś dla siebie. Taki właśnie „workowy blues” zabrzmiał na piątkowym koncercie. W miejsce głęboko „klimatycznego” grania w specyficznym półtonowo-rytmicznym charakterze, pojawił się blues na modłę rockową z dudniącym basem, rozbujanym rytmem i porywającym, nieokrzesanym brzmieniem. Trochę flejowaty, ale na szczęście barwny, pełen ekspresji i daleki od nudy. Klichowi towarzyszył doborowy zespół muzyków. Tarnowski bluesman, dwójka wirtuozów gitary w osobach Tadeusza Pocieszyńskiego i Piotra Resteckiego oraz - znana z poprzedniej edycji festiwalu - zjawiskowa wokalistka Karolina Cygonek, stworzyli ogniste, pełne rockowo-bluesowego nerwu show o ogromnej sile rażenia. Ich świetny warsztat połączony z ogromną radością grania spowodowały, że od pierwszych dźwięków wszyscy - publiczność i muzycy - bawili się znakomicie. W zasadzie ja też. I choć nie jestem szczególnie sentymentalna, nie mam profilu na „Naszej Klasie” i nie tęsknię za słuchaną w czasach licealnych muzyką – także tą w wykonaniu Klicha - to już dziś wiem, że z przyjemnością pojawię się na kolejnych tegorocznych koncertach w ramach wymyślonego przez niego festiwalu.

Wszystkich, którzy po tym wspaniałym początku poczuli bluesa zapraszamy w imieniu organizatorów na kolejne sierpniowe, piątkowe koncerty : 8 – Blues Doctor, Hoodoo Band, 22 -40% Bluesa, Ścigani, 29 – Kłusem z bluesem, Big Fat mama.
Każdorazowo też ok. godz. 23.00 odbywa się w ramach „Klubu festiwalowego Leliwa” "Sam na sam z bluesem" i jam sessions – kameralne koncerty z udziałem muzyków występujących wcześniej na dużej scenie.

Ktoś kiedyś napisał, że hasło „blues” działa na niejednego jak ryba na kota. I dokładnie ta nieco przewrotna maksyma sprawdziła się podczas wczorajszego (piątek 8 sierpnia) koncertu.
Były tłumy, tańce i świetna zabawa. Oto muzyczni bohaterowie wieczoru:
Blues Doctor - to utytułowany zespół grający muzykę z pogranicza bluesa, funky i soulu. Połączenie tych gatunków, akurat w ich przypadku było strzałem w dziesiątkę. Powstały kompozycje o bardzo świeżym brzmieniu, doskonałe do zabawy. Blues Doctors wykonuje również covery takich artystów jak: Coco Montoya, Derek Trucks, Freddie King, Joe Bonamassa, Stevie Ray Vaughan.
W drugiej części festiwalowego wieczoru na scenie pojawił się zespół Hoodoo Band, jest to wrocławska grupa grająca mieszankę bluesa, soulu i funku, czyli podobny klimat, jak wspomniany wcześniej Blues Doctors. W 2007 roku Hoodoo Band został odkryciem roku w ankiecie przeprowadzonej przez "Okolice Bluesa" oraz czasopisma Twój Blues. Zespół ma na koncie występy na bluesowych festiwalach w kraju oraz za granicą. Obecnie Hoodoo Band kończy prace nad debiutanckim albumem, który ukaże się jeszcze w tym roku. Kolejne koncerty Festiwalu "Był sobie blues" zaplanowano dopiero za dwa tygodnie, 22 sierpnia. Wystąpią wtedy anonsowani już wcześniej - 40% Bluesa i Ścigani.

I chociaż niektórzy określają proponowaną przez TCK muzykę „nieokrzesanym brzmieniem”, a nawet „morderstwem bluesa w czystej formie”, to owo magiczne coś, które mimo wszystko ona niesie, i które pozostaje w sercu na długo sprawia, że ten rodzaj muzycznego uzależnienia nie przemija, i trwa… . I nie jest go w stanie zagłuszyć wszechobecny na tarnowskim rynku , szczególnie w weekendy, gwar piwnych ogrodników oraz niekiedy padający deszcz.

Być może ta muzyczna nawałnica przetaczająca się tego lata przez naszą starówkę oczyści nieco atmosferę (jak wiadomo muzyka łagodzi obyczaje) wokół idee fixe tarnowskich decydentów od polityki i religii tudzież biznesu czyli Tarnowskiej Akademii. A takową chcą oni powołać na bazie wydziału Filologii Polskiej Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej i Wydziału Teologicznego Sekcji Tarnów Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Sam pomysł wydaje się ze wszech miar słuszny bowiem jego realizacja spowoduje powstanie nareszcie tarnowskiej uczelni wyższej z prawdziwego zdarzenia, konkretnie tzw. drugiego stopnia akademickiego, gdzie studenci mogliby uzyskiwać nie tylko tytuł magistra ale i doktora. Wprawdzie świeckich szkół wyższych ci u nas dostatek ale tak naprawdę można na nich zdobyć co najwyżej licencjat, a nierzadko ich poziom oscyluje wokół dawnej, i to nie koniecznie przedwojennej, matury. Jak na razie tylko tarnowski biskup ordynariusz Wiktor Skworc przeszedł od słów do czynów, czego efektem jest zgoda rzymskiej Kongregacji Wychowania Katolickiego, a konkretnie jej prefekta polskiego kardynała Zenona Grocholewskiego na to, aby Wydział Teologii Sekcja Tarnów oddzielił się od Krakowa i następnie wszedł do Akademii Tarnowskiej. - Bardzo się cieszę, jasnym sygnałem z Watykanu, że doceniono nasze starania i rolę Kościoła, który chce zaangażować się w edukację młodego pokolenia - podkreśla ordynariusz tarnowski biskup Wiktor Skworc. I dodaje - Tarnów na to stać, aby stworzyć środowisko naukowe na wysokim poziomie.

Jak na razie, osoby studiujące w Tarnowie teologię, mogą uzyskiwać tytuły magistra i doktora, zaś takiego prawa nie mają jeszcze studenci państwowej uczelni. Gdy władze PWSZ również spełnią konieczne warunki i otrzymają stosowne pozwolenie, możliwe będzie połączenie wydziałów i utworzenie Akademii Tarnowskiej. Ostateczna decyzja o powołaniu uczelni należy do rządu i parlamentu. Ale od czegóż mamy nasze tarnowskie lobby w Sejmie i rządzie najjaśniejszej RP.

Być może dobrą okazja do postawienia przysłowiowej kropki nad „i” będzie listopadowa wizyta w Tarnowie kardynała Zenona Grocholewskiego, która odpowiednio zmotywuje pozostałych uczestników bitwy o Tarnowską Akademię.


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



sobota, 09 sierpnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: