Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+18


Lato jak wiadomo sprzyja podróżom. Tych, których na nie stać mogą sobie na przykład pooglądać przejeżdżające przez nasz galicyjski dworzec pociągi. Pamiętam, iż jako pacholę wyprowadzany byłem na spacer tam właśnie by wraz z moim dziadkiem, emerytowanym kolejarzem w randze kierownika pociągu, kontemplować a raczej kontrolować rozkład jazdy i całokształt dworcowego życia. A pięćdziesiąt lat temu przez tarnowski dworzec przetaczały się pociągi w zupełnie „starym stylu”, istne parowe monstra, których postoje i odprawy były prawdziwymi spektaklami, no i kolejarze (ach te ich mundury!) oraz podróżni byli inni… . Niejaką namiastką tamtych złotych czasów kolei żelaznej był drugi w ponad 100. historii pociągu  przejazd przez Tarnów i krótki postój (14 lipca, godz. 19.47) legendarnego Orient Expresu. Skoro już się zgadało o letnich wojażach, to i my z moim parzystokopytnym przyjacielem, jako że w samym mieście nie wiele się dzieje, postanowiliśmy wychynąć poza jego opłotki. Na pierwszy popas zatrzymaliśmy się w Tuchowie, który jak się okazuje, nie tylko odpustem stoi ale i prawdziwą sztuką. Zaś nieco dalej w sercu Pogórza Ciężkowickiego natknęliśmy się na „Rezerwat w… ogniu”, czyli „Strefę magiczną” Tygla Kultury, do tej pory ściśle tarnowskiej imprezy wyeksportowanej tego lata do Ciężkowic właśnie. Syci wrażeń powróciliśmy do naszego miasteczka, gdzie trafiliśmy na otwarcie kolejnego sklepu z winem, tym razem firmowanym przez samego Marka Kondrata, a nie Konrada, jak napisał Dziennik Polski. Ale błądzić jest rzeczą ludzką i  nie popełnia ich tylko ten, kto nic nie robi…


Tak się przypadkiem złożyło, iż wizyta w naszym mieście słynnego Orient Expresu przypadła w 219 rocznicę zdobycia Bastylii przez lud Paryża (1789), oraz w przeddzień zwycięskiej bitwy Polaków z Krzyżakami pod Grunwaldem (15 lipca 1410). Podobne, rewolucyjno - bitewne nastroje zaobserwować można było na tarnowskim dworcu  wśród prawdziwych tłumów oczekujących w poniedziałkowy wieczór na 13. minutowy postój legendarnego pociągu. Ale warto było, bowiem  to jeden z najpiękniejszych, najdroższych i najbardziej ekskluzywnych pociągów świata. I chociaż teraz nazywa się nieco inaczej bo Venice Simplon – Orient Express, to dokładnie ten sam, aczkolwiek poddany niezbędnemu liftingowi  pociąg, który w XIX i XX wieku przemierzał pierwszą transsyberyjską linię kolejową pomiędzy Paryżem a ówczesnym Konstantynopolem. Aliści tak naprawdę ponad czasową sławę przyniosło mu umieszczenie w nim akcji jednej ze swych kultowych powieści kryminalnych przez Agatę Christie, wielokrotnie późnie przenoszonej na ekran (oczywiście powieści a nie autorki). Od tamtej pory Orient Expres nieodmiennie kojarzony jest z powieściowym śledztwem w sprawie tajemniczego morderstwa amerykańskiego milionera Samuela Edwarda Ratchetta. To pewnie dlatego 25 lat temu mocno nadwyrężony przez czas zabytkowy skład nabył i starannie odrestaurował obecny właściciel pociągu, organizując w nim sentymentalne podróże w czasie i przestrzeni po kolejowych bezdrożach Europy. Aktualnie cały ten zabytkowy skład liczy 16 wagonów, w którym oprócz części pasażerskiej i sypialnej znajdują się trzy wagony restauracyjne oraz… piano – bar. Dania serwowane są na oryginalnej porcelanie i oprawione muzyka na żywo. Całość ma niepowtarzalny mieszczańsko – arystokratyczny styl, staroświecki szyk i swoistą elegancję. Romantycznym i bywa, że mocno romansowym okolicznościom wielodniowego podróżowania sprzyjają m.in. ekskluzywne kanapy i fotele, pokryte jedwabnymi narzutami stoliki wykonane z najwyższej jakości drewna, dużo kwiatów, dyskretne oświetlenie i znakomita obsługa. Szkoda tylko, że ta podróż w zupełnie starym stylu z udziałem bogatej, międzynarodowej socjety odbywa się w mało romantyczny sposób. Otóż, legenda światowego kolejnictwa ciągniona jest przez zwykłą i całkiem współczesną lokomotywę spalinową! Czyżby organizatorom zabrakło pary w przysłowiowym gwizdku… ?

Szkoda również, iż Orient Express w swej drodze na Słowację nie zatrzymał się w Tuchowie, gdzie żądni przygód zblazowani bogacze mogliby zobaczyć nie tylko prawdziwy polski odpust ale i obejrzeć plon dwutygodniowego Ogólnopolskiego Pleneru Malarskiego „Sacrum”, w którym udział wzięło 17 artystów z kraju i zagranicy.  Do Tuchowa zaprosiła malarzy tarnowska „dama w kapeluszu” czyli Krystyna Baniowska – Stąsiek, artystka znana w Polsce i we Francji.  Pytana dlaczego jej wybór padł na Tuchów, opowiada o magii tego miejsca, jego energii i pięknie, stanowiących niejako naturalną inspirację twórczą. Dodatkowym atutem miasteczka, a w tym wypadku rodzajem artystycznej prowokacji stała się aura świętości – sacrum, jaką  roztacza namalowany na lipowej desce w XVI w.  przez Mistrza z Bodzentyna, cudowny obraz Matki Boskiej Tuchowskiej znajdujący się w XVII – wiecznym klasztorze, pierwotnie zakonu benedyktynów, a obecnie zgromadzenia o.o. redemptorystów. To światłe zgromadzenie misjonarskie „od zawsze” było mecenasem sztuki i kultury, jak najszerzej pojętych. I tak jest obecnie. I oto w ten sakralno - kulturalny pejzaż ( w tym roku plener odbywał się w czasie trwania Wielkiego Odpustu Tuchowskiego),  „wdarli” się profani „uzbrojeni” w farby, pędzle i sztalugi. Sacrum to tajemnica, jej odkrywanie to rodzaj misterium, a to już sztuka – akt twórczy. Ale nie zawsze tak się dzieje. Bywa, że artystyczna iluminacja  zamienia się w profanację, często niezamierzoną. Dużą odwagą  (to już szósta taka impreza w tym świętym miejscu),  połączoną ze staropolską gościnnością wykazali się gospodarze tego znanego szeroko Sanktuarium, którzy brać malarską nie tylko do siebie zaprosili ale i pod dach swój przyjęli. W zgodnej opiniach uczestników pleneru warunki stworzone artystom były wręcz rewelacyjne – aż się chciało malować – mówili. Te malarskie harce miały miejsce w dniach 2 – 14 lipiec i zakończyły się poplenerowym wernisażem, który  odbył się w klasztornych podziemiach i zgromadził znakomite grono gości.
A efekty tego sakralnego mimo wszystko pleneru, okazały się być nadspodziewanie dobre. Połączenie sacrum i profanum zaowocowało powstaniem ponad stu prac olejnych, akwareli i pasteli – przedstawiających zabudowania klasztorne i wnętrze kościoła, wiejskie i małomiasteczkowe pejzaże,  dożynki i abstrakcje , twarze ludzi i twarz Boga. Tradycyjnie już w tuchowskim plenerze biorą udział plastycy z różnych środowisk artystycznych Polski, Ukrainy i Słowacji oraz z Tarnowa, skąd w tym roku przyjechali m.in. Teresa Szafrańska oraz Dorota i Marek Sakowie.

Ale kulturalny szlak tarnowskich artystów nie kończy się w Tuchowie. Kilka kilometrów dalej, w równie uroczym jak maryjny Tuchów miasteczku Ciężkowicami zwanym nastąpiła w ubiegłym tygodniu prawdziwa erupcja artystycznych talentów. Stało się tak za sprawą tarnowskiego Judyma, w cywilu prezesa oddziału ZPAP Światosława Karwata, który w kulturalnym tyglu wymieszał muzykę z teatrem, sztuki wizualne z niezależnym kinem, co sprawiło, iż spokojne na co dzień „Skamieniałe miasto” stanęło w… ogniu. Te interdyscyplinarne spotkanie ze sztuka rozpoczął w piątek 11 lipca oryginalny projekt budowy pieców plenerowych do wypalania realizowany przez znanych tarnowskich artystów: Arlettę Kocoł, Renatę Stadler – Rawińską i Światosława Karwata, który dodatkowo zaprezentował „Pętanie Żywiołu”. Muzycznym przerywnikiem akcji wypalania był koncert perkusyjny zespołu „Drums Collective” w składzie: Bartłomiej Rojek i Sylwester Malinowski. Zaś później zaprezentował się teatr plastyczny „Aprala”, który przedstawił spektakl Pt. „Ciepło”. Interesująco wypadł „Czarno – biały” performance zrealizowany przez Łukasza Murzyna oraz  montaż poetycki „Działania z Herbertem” Krystyny Kuziemskiej i Stanisława Świdra. Wręcz zaczarował licznie zebranych widzów „Magiczny środek ziemi czarownic” w wykonaniu awangardowego teatru plastycznego „Aaprala” Barbary i Michała Porębów działającego przy Tarnowskim Centrum Kultury. Spore zainteresowanie wzbudziły po raz pierwszy zaprezentowane w tym miejscu wideoprezentacje prof. Zbigniewa Bajki i Łukasza Murzyna, Anny Paduszyńskiej, Joanny Styrylskiej i Jacka Wróbla oraz pokazy wideoaudioart  „Elektro mOOn”. Natomiast późnym wieczorem kilkaset osób obejrzało nieopodal słynnej skalnej „Czarownicy” misteryjno – magiczny spektakl „Magia Ognia - Krąg Żywiołów”. Drewniane sztukopodobne obiekty zaprezentowali uznani tarnowscy twórcy: Światek Karwat, Wojciech Ruszel i Michał Poręba. Zaciekawienie wzbudzały awangardowe tańce oświetlone płonącymi pochodniami i tajemniczymi kręgami. Nie mniejszym zainteresowaniem cieszyły się nocne plenerowe projekcje filmów ze znanego tarnowskiego cyklu „Filmowa Góra”. Cały ten trzy dniowy  mini festiwal sztuk wszelakich zakończył niedzielny pokaz – ekspozycja wypalonych rzeźb i „Kręgu Żywiołów”.  Impreza po raz pierwszy przeniesiona z Tarnowa do urokliwego „Skamieniałego Miasteczka” w Ciężkowicach w powszechnej opinii okazała się  prawdziwym hitem tegorocznego lata, tak dla mieszkańców, jak i licznie przybyłych gości.

PS. Ponieważ z racji wieku i możliwości nie uczestniczyłem w całości tego artystycznego wydarzenia lata 2008, więc to, czego nie widziałem  opisałem na podstawie raportów TW, a te jak wiadomo nie zawsze okazują się rzetelne, toteż niejako a priori biję się w ciągle jeszcze męską pierś… .


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



sobota, 19 lipca 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: