Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+15

Letnie miesiące to m.in. czas realizacji całorocznych marzeń o bliższych i dalszych podróżach, także tych morskich. Dla nizinnych szczurów lądowych, których im dalej od morza tym więcej, jakąś namiastką morskich przeżyć, jest organizowany w Tarnowie od lat bodajże 23 Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Bezan”, którego łajba właśnie dobiła do przylądka szczęśliwego zakończenia. Oby równie pomyślnie zakończyła się personalna hekatomba w tarnowskim teatrze, gdzie trwają konkursowe zmagania o dyrektorski fotel, o obsadzie którego decydować ma m.in. profesor psychologii…i księgowa. Póki co, można się było wybrać na nasze reprezentacyjne od niedawna Bulwary nad Wątokiem, gdzie podczas tarnowskiej  „Nocy Świętojańskiej” można się było całkiem nieźle zabawić. Poszukując w okolicach słynnego już „Mostku zakochanych” kwiatu paproci można było np. zgubić wianek, a zamiast piwa dostać… z dynki! Ale ogólnie było coul i w pożo, jak na każdym przyzwoitym odpuście, no może tylko muzyka była nieco z innej imprezy.


Ponieważ Pegaz organicznie nie lubi zimnej wody, dbając o swoje skrzydła i… nerki, więc nie uczestniczył w tegorocznym wodowaniu i cumowaniu „Bezanu”, nie chcąc mącić tafli  wspomnień o początkach żeglarskich biesiad organizowanych przed laty w tarnowskim teatrze przez Ryska Żądło. W związku z czym niech świadectwo bezanowej prawdzie da tym razem portalowy  redaktor Mirosław Poświatowski z inTARnet.pl Oto one:

Zakończył się Ogólnopolski Festiwal Piosenki Żeglarskiej „Bezan”, „ściągany z mielizny” na jakiej po latach żeglugi utknął, przez Tarnowską Artystyczną Konfraternię, która wraz z Tarnowskim Centrum Informacji przejęła na siebie trud organizacji tej tarnowskiej imprezy. Podczas koncertów panowała atmosfera bardzo rodzinna, choć nie był to festyn – raczej żeglarska biesiada jednocząca ludzi, którzy chcą się pobawić przy szantach i pieśniach marynarskich, przybliżających nam magię morza i bezkresnych oceanów. „Bezan” rozpoczął się 20 czerwca od „skrzydlatego” „Żeglarskiego rendez vous” w restauracji Bombay Music, gdzie szantowe klimaty „Segarsów” i „The Cotton” dopełnione zostały przez poezje tarnowskiego żeglarza i konstruktora Władysława Brożka. Przygotowane przez niego filmy z żeglarskich wypraw towarzyszyły dzień później, na Campingu 202, szantowym koncertom, wyświetlane na ekranie obok sceny. Wokół tej zaś i między publicznością przechadzali się prawdziwi żeglarze i piraci, czyniąc to wszystko, co piratom czynić wypada... Wspaniale zaśpiewali i zagrali nam „Bukanierzy”, „Męski Punkt Widzenia”, „Sąsiedzi”, „Segarsi” i tarnowski „The Cotton”; w wielu wypadkach pieśni okraszone były gawędą, anegdotą....  W przerwach między koncertami mrożące krew w żyłach morskie opowieści snuł zaś Szymon Seremet z Teatru Nie Teraz. Podsumowując – tarnowski „Bezan” ma się coraz lepiej i jest to naprawdę wyjątkowa impreza, w której bezpiecznie i w dobrym towarzystwie – także kibicujących sobie nawzajem i słuchających się szantmanów i szantymaniaków, można wziąć udział zabierając z sobą przyjaciół czy rodzinę, by wspólnie pożeglować hen, za horyzontu kres – horyzontu oceanu, muzyki i wyobraźni...

Pegaz zbudowany tą pokładową relacją dziennikarskiego majtka Mirosława obiecuje zaprzyjaźnionemu z nami kapitanowi tegorocznego „Bezanu” Krystynie Drozdowej, iż kto wie, może w przyszłym roku także wyruszy w ten żeglarski rejs… .

A na razie kibicujemy organizatorom i uczestnikom konkursu na dyrektora sceny przy ulicy A. Mickiewicza, która od prawie pół roku nie ma dyrektora. Mało tego ostatnio zrezygnowała z funkcji p.o. dyrektora Grażyna Nowak, od ponad 20 lat związana z tarnowskim teatrem. Jako długoletni zastępca dyrektora to właśnie ona wprowadzała każdego nowego dyrektora  w lokalną specyfikę naszej sceny i na tarnowskie polityczno – biznesowo- kulturalne salony . Odejście właśnie teraz osoby tak kompetentnej w sprawach teatru dodatkowo komplikuje i tak już niełatwą sytuację tej instytucji. A konkursowy kontredans trwa w najlepsze. Jak się okazuje medialne bicie głową w ścianę magistrackiej arogancji, w czym i nasz organ miał swój udział, przyniosło wreszcie rezultaty. Oto bowiem po raz pierwszy w historii tarnowskich konkursów na dyrektorów teatru podano do publicznej wiadomości podstawową listę kandydatów na to stanowisko. I tak w konkursowe szranki stanęli: Andrzej Buck z Zielonej Góry (poprzednio wieloletni dyrektor tamtejszego teatru), tarnowianin Grzegorz Janiszewski (aktor i dziennikarz), krakowianin Ireneusz Janiszewski ( reżyserował w Solskim „Antygonę” w 2002 roku), kolejny dyrektor teatru w Zielonej Górze Piotr Jędrzejczak z Łodzi, reżyser i kompozytor Antoni Mleczko z Wieliczki (założyciel i kierownik Teatru Lalki i Aktora „Parawan”), krakowski aktor Jerzy Pal, reżyserujący aktor Mariusz Pilawski z Teatru Nowego w Łodzi, niedawny asystent reżysera w Operze Krakowskiej Krzysztof Prus, niegdyś związana etatowo z tarnowska scena aktorka Elwira Romańczuk z Krakowa, dobrze znany w Tarnowie krakowski reżyser Andrzej Sadowski (przygotował u nas dwie sztuki: „Nie wszyscy złodzieje przychodzą kraść” i „Zaproszony gość”), ostatni dyrektor – nominat Solskiego wrocławianin Grzegorz Turkiewicz,  którego desygnację na to stanowisko po protestach tzw. środowiska wstrzymał prezydent R. Ścigała, oraz znany aktor teatralno – filmowo - telewizyjny Edward Żentara z Krakowa (w przeszłości m.in. dyrektor teatru w Koszalinie).

Niejako w ślad za tym opublikowano również skład komisji konkursowej, w której składzie znalazł się m.in. znany profesor psychologii z Uniwersytetu Jagiellońskiego Zbigniew Nęcki. Poza nim dziewięcioosobowa komisję tworzą jeszcze: wiceprezydent Tarnowa Dorota Skrzyniarz (przewodnicząca),  sekretarz miasta Aleksandra Mizera, dyrektor wydziału kultury UMT Marcin Sobczyk, wicedyrektor departamentu sztuki w ministerstwie kultury Małgorzata Dybowska, naczelnik wydziału teatru w departamencie sztuki wspomnianego wyżej ministerstwa Bożena Sawicka, aktor Solskiego i przedstawiciel teatralnej „Solidarności” Przemysław Sejmicki, kolejny  teatralny związkowiec – tym razem związku zawodowego pracowników tarnowskiego teatru – pracownica księgowości Maria Wąsil, oraz przedstawiciele ZASP Irena Wollen i Piotr Zawadzki.

Jak z powyższego wynika, o tym kto będzie w najbliższej przyszłości kreował teatralne zdarzenia w tarnowskim teatrze mają zdecydować psycholog, magistraccy i ministerialni urzędnicy, teatralna księgowa, związkowcy, a także jeden… aktor(!). A my z Pegazem mamy jeszcze jedną kandydaturę, a mianowicie jakiegoś renomowanego psychiatry, który poddał by  profesjonalnej psychoanalizie pomysłodawców i członków tego teatralnego konklawe. A czasu jest naprawdę mało, bowiem nieprzekraczalnym terminem ogłoszenia jego wyników podanym przez prezydenta jest 7 lipiec. Ale nawet gdyby zdążono w tym terminie ogłosić nazwisko nowego dyrektora to i tak w teatrze będzie już wakacyjna przerwa, a to wszak akceptacja dzielnej załogi Solskiego (głównie jej związkowej części) będzie decydująca dla losów dyrektora – nominata. Więc pewnie sprawa przeciągnie się do września, kiedy to dyrektor – elekt będzie mógł podjąć skuteczny lobbing swojej osoby i uzyskać związkowe votum zaufania. W ten sposób zmarnowany zostanie kolejny sezon, o Talii pukającej już niebawem do teatralnych wrót nie wspominając…

Ale przejdźmy do bardziej lżejszych tematów. Za nami kolejna Noc Świętojańska zwana też potocznie Sobótką, niegdyś bardzo ważne słowiańskie święto związane z letnim przesileniem Słońca obchodzonego w najkrótszą noc w roku (czyli najczęściej z 23 czerwca na 24 czerwca). To święto ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości obchodzone było na obszarach zamieszkałych przez ludy słowiańskie, germańskie i celtyckie. Przeprowadzane w jego trakcie zwyczaje i obrzędy miały zapewnić świętującym zdrowie i urodzaj. W czasie tej magicznej nocy rozpalano ogniska, w których palono zioła. W trakcie radosnych zabaw odbywały się różnego rodzaju wróżby i tańce. Dziewczęta puszczały w nurty rzek wianki z zapalonymi świecami. Jeśli wianek został wyłowiony przez kawalera oznaczało to jej szybkie zamążpójście. Jeśli płynął dziewczyna wychodziła za mąż, ale nie prędko. Jeśli zaś płonął, utonął lub zaplątał się w coś prawdopodobnie zostawała starą panną. Poszukiwano także mającego ponoć magiczną moc kwiatu paproci... .

Organizowaną od kilku lat przez magistrat przy wsparciu Tarnowskiego Centrum Kultury w Parku Strzeleckim „Sobótkę”, postanowiono kolejny raz przenieść do centrum miasta, na promenadę nad Wątokiem. Zgodnie z tradycją miała ona formę czarodziejskiego wieczoru – widowiska, pełnego guseł, muzyki i światła. Wprawdzie niektórzy zamiast kwiatu paproci poszukiwali piwa, a inni woleli od udziału w konkursach chamskie bijatyki, niemniej całość była bardzo udana. Dopisała też pogoda, a wraz z nią i frekwencja. Najgłośniej było przy ulicy Cichej, tuż obok Bulwarów lub, jak kto woli Promenady nad naszym modrym i pięknym niczym Dunaj (a, co!) Wątokiem, gdzie zlokalizowano epicentrum sobótkowych igrców. Tę najkrótsza noc w roku wypełniły m.in. konkursy z nagrodami, koncert zespołów „Van” i „Normalsi”, „Las Czarownic” – widowisko plastyczno-taneczne Teatru Plastycznego „Aprapla” oraz oczywiście puszczanie wianków. Na koniec, zgodnie z tradycją, niebo rozświetliły sztuczne ognie i w ten sposób „Noc Świętego Jana”, jedyna taka magiczna noc w roku, kiedy spełniają się najskrytsze marzenia przeszła do lamusa historii. A my z Pegazem do tarnowskiej stajni Augiasza, gdzie również zobaczyć można kwiat paproci, szczególnie nad ranem… (adres do wiadomości redakcji).


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



piątek, 27 czerwca 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: