Blog > Komentarze do wpisu

Pegazem po Tarnowie 240+6


Nareszcie wiosna nastała, jak należy, więc i nasze kulturalne życie nabiera nowych barw. O narastającym skandalu wokół odwołania starego i powołania nowego dyrektora tarnowskiej sceny dywagujemy w kolejnym już tekście pióra Łukasza Wilczury, wobec czego stonujmy wibrujące emocje i ambicje zaglądając do dawno już przez Pegaza nieodwiedzanego Muzeum Etnograficznego. A obejrzeć tam można interesującą wystawę ponad 200 rzeźb z kolekcji Andrzeja Cerlińskiego z Gdyni. Wracając zaś do centrum miasta natknęliśmy się na coś w rodzaju próby technicznej nowego, jak się okazało, pomysłu znanego tarnowskiego rzeźbiarza dr Jacka Kucaby, który u zbiegu ulic Wałowej i Rybnej zamierza ustawić pomnik, pardon, rzeźbę Romana Brandstaettera, sławnego Judeo – Chrześcijańskiego pisarza wywodzącego się z Tarnowa. Ale nasze galicyjskie miasteczko nie tylko rzeźbą stoi. Oto nawiedził je ostatnio egzotyczny gość aż z dalekiej Japonii Daisuke Yoshimoto – mistrz teatru butoh… Zaproszony przez prawdziwego nestora zespołów alternatywnych w Polsce, amatorską grupę Teatr Nie Teraz z Tarnowa i jej charyzmatycznego guru Tomasza Antoniego Żaka, przez pięć dni (15 – 19.04.) prowadził warsztaty teatralne w Kąśnej Dolnej, na zakończenie których dał w sobotę pokaz swojego kunsztu spektaklem „Ruiny ciała”. Zupełnie inną warsztatową maestrię zaprezentował 24 kwietnia o godz. 19.00 na Małej Scenie Tarnowskiego Teatru, znany serialowo – krakowski aktor Tomasz Schimscheiner w monodramie zatytułowanym „Marek Edelman: Życie. Po prostu”, w multimedialnym skrócie przedstawiając jedynego żyjącego przywódcę powstania w getcie warszawskim. A już w sobotę kolejna premiera w Solskim, o wielce wymownym tytule – „Lewe interesy”, ale to wydarzenie zasługuje na odrębny tekst.


Andrzej Celiński z wykształcenia jest historykiem sztuki, a z racji urodzenia i pasji człowiekiem morza. Zafascynowany kulturą Dalekiego Wschodu po studiach wstąpił do marynarki handlowej, dzięki czemu zwiedził kawał świata, z każdej podróży przywożąc egzotyczne pamiątki. W ten sposób powstała fascynująca kolekcja rzeźb, głównie z Indii i Malezji oraz z Chin, w których nasz globtroter spędził w sumie kilka lat. Na tarnowskiej wystawie zatytułowanej „Świat Orientu i Południa” liczącej ponad 200 eksponatów podziwiać można rzeźby wykonane z egzotycznych gatunków drewna, kamieni i kości słoniowej. Podzielona na działy odpowiadające o pochodzeniu rzeźb zachwyca precyzją i bogactwem form oraz wyrafinowaną stylizacją. W chińskich manufakturach obserwowałem, jak powstają takie cacka. To mrówcza praca, wymagająca benedyktyńskiej wręcz cierpliwości i złotych rąk. Technika wykonywania tych prawdziwych dzieł sztuki rękodzielniczej przekazywana jest tam z pokolenia na pokolenie. Praktycznie wygląda to tak, że stary mistrz prezentuje swoje dzieła, a młodzi adepci, jego uczniowie poprzez ich kopiowanie uczą się tajemnic warsztatowych tej tajemniczej dla nas sztuki. Tyle właściciel tej niezwykłej kolekcji, a my dodajmy tylko, iż ekspozycja w dworku etnograficznym przy ulicy Krakowskiej czynna będzie jeszcze przez cały maj.

Zaś już 10 czerwca na rogu ulic Wałowej i Rybnej zostanie odsłonięty pomnik Romana Brandstaettera, znanego dwudziestowiecznego pisarza, poety, dramaturga i tłumacza pochodzącego z Tarnowa. Rzeźba autorstwa dr Kucaby wykonana zostanie z brązu i mieć będzie około dwóch metrów wysokości Odsłonięciu towarzyszyć będzie kilka dodatkowych imprez, m.in. promocja książek, spektakl teatralny i happening historyczny. Jak się z Pegazem dowiedzieliśmy autor zakończył właśnie prace przy modelu i teraz dziełem zajmą się odlewnicy. Tarnowski rzeźbiarz, ale i nie mniej znany animator kultury przypomina przy okazji, iż w swoim autorskim programie „Szkoła latania” jest również szeroki projekt stworzenia dla miasta cyklu rzeźb (a nie pomników, co podkreśla) wtopionych w ulicę, stojących niejako obok przechodniów, a związanych ze światem sztuki, literatury i muzyki. Częścią tego rozpisanego na lata projektu jest m.in. zlokalizowana przy ulicy Wałowej „Ławka poetów” z postaciami A. Osieckiej, Zb. Herberta i J. Brzechwy, od samego początku wzbudzająca liczne kontrowersje, obecnie coraz bardziej wrastająca w staromiejski pejzaż miasta. Przypomnijmy przy tej okazji, iż Roman Brandstaetter (1906-1987) pisarz, poeta, dramaturg, tłumacz urodził się w Tarnowie, w żydowskiej rodzinie inteligenckiej, jako syn Ludwika i Marii z domu Brandstaetter. Jego dziadek, Mordechaj Dawid Brandstaetter był właścicielem tłoczni oleju lnianego w Tarnowie, jak również znanym nestorem literatury hebrajskojęzycznej, autorem wielu opowiadań i nowel. Brandstaetter ukończył szkołę powszechną oraz Gimnazjum Męskie im. Kazimierza Brodzińskiego w Tarnowie, a egzamin dojrzałości zdał w 1924 r., w Krakowie. Tam też studiował filozofię i filologię polską na Uniwersytecie Jagiellońskim. Fizycznie do Tarnowa już nigdy nie powrócił. I oto teraz przystanie oparty o narożną kamienicę, obok której zapewne wielokrotnie w swoich tarnowskich czasach przechodził. W mojej rzeźbie – zapowiada Kucaba - widz odczyta wewnętrzne rozdarcie, jakiemu uległ Brandstaetter pozostając pomimo przejścia na katolicyzm pomiędzy dwoma tradycjami: żydowską i chrześcijańską. Czy to artystyczno – moralne przesłanie dotrze do tarnowian – zobaczymy! Póki, co ściskamy kciuki za pomyślność całego przedsięwzięcia.

Ale zanim to nastąpi z artystyczną posługą zawitał do Tarnowa jeden z największych światowych mistrzów teatru butoh - Daisuke Yoshimoto. Jak podają Internetowi mędrcy „Butoh to japońska forma tańca nowoczesnego powstała w latach pięćdziesiątych, kiedy to po drugiej wojnie światowej japońscy artyści odwrócili się od tradycyjnych form, jak też od wpływów masowej kultury Zachodu i zaczęli szukać inspiracji w rodzimej mitologii, w idei teatru okrucieństwa, a także w dokonaniach niemieckiego ekspresjonizmu. Jak surrealizm, wczesne butoh wykorzystywało skrzywienie natury, jak dada – przypadek jako zasadę kompozycji. Japoński artysta, którego gościł w Tarnowie, a dokładnie w Kąśnej Dolnej Teatr Nie Teraz, to cytując dalej patronujący całemu przedsięwzięciu portal – „wybitny tancerz, choreograf i pedagog ukończył kierunek sztuki na Wydziale Teatru na Uniwersytecie Nippon w 1967 r. Od pierwszych lat swej scenicznej aktywności współpracował i współtworzył spektakle z największymi twórcami butoh, m.in. z Kazuo Ohno, Hisayo Iwaki, Yukihiko Sakai. Wielokrotnie gościł w Polsce, był m.in. programowym konsultantem wrocławskiego festiwalu tańca butoh, którego organizatorem był Ośrodek Grotowskiego.

Kwintesencja orientalnej sztuki uprawianej przez japońskiego maestra był wieńczący jego pobyt u nas spektakl The Ruins of Body" (Ruiny ciała), który tak zrecenzowała Agnieszka Setlik: W półmroku lizanej ciepłą aurą świec drewnianej sceny, biały jak śmierć, półnagi Daisuke Yoshimoto ekspresyjnymi ruchami próbuje zbudować nową epistemologię, zdolną opisać istotę bytu. Tak w największym skrócie można streścić absolutnie wyjątkowy spektakl „Ruiny ciała”, którego jednorazowy pokaz odbył się w sobotę w letniej sali koncertowej Centrum Paderewskiego w Kąśnej Dolnej, szczelnie wypełnionej publicznością, która zjechała na przedstawienie z całego regionu. Poruszające solo japońskiego mistrza butoh doskonale wyraża egzystencjalne niepokoje, pobudza do zadumy i rozmyślań nad sprawami metafizycznymi. Bardzo przy tym przypomina wywiedziony z najskrytszych głębi duszy magiczny obrzęd, który oddziaływa na widza, napawa go lękiem i przerażeniem, a równocześnie pociąga i zniewala. Zapach palonej stearyny potęguje uczucie grozy, a obrzędu dopełniają delikatne dźwięki muzyki, która jak w transie dyktuje rytm akcji. Po wyjściu ze spektaklu w nozdrzach długo jeszcze pozostał delikatny zapach świec, a przed oczami portret owładniętego szaleństwem, topiącego się w mroku podświadomości tancerza. „Ruiny ciała” to świetna sztuka, bo jej największą wartość stanowi sens metafizyczny.

Dla jednych było to katharsis i misterium dla innych kicz i hucpa. Jak było naprawdę nie wiemy, bo nie uczestniczyliśmy, będąc dla niektórych kimś w rodzaju persona non grata. Aliści dla porządku odnotowujemy i szczerze się cieszymy, że Tarnów nobilitują tacy artyści, jak Daisuke Yoshimoto.

Za to jak najbardziej mile widziani jesteśmy z Pegazem w przybytku Melpomeny przy ulicy Mickiewicza w Tarnowie. Korzystając z kolejnego zaproszenia obejrzeliśmy na Małej Scenie ciekawie zrealizowany monodram o Marku Edelmanie. W tym multimedialnym spektaklu Tomasz Schimscheiner opowiada o dramatycznym życiu Marka Edelmana - jednego z przywódców powstania w getcie warszawskim. W przedstawieniu wykorzystano materiały filmowe i fotograficzne oraz wypowiedzi Edelmana z jego pierwszej książkowej biografii „Marek Edelman: Życie. Po prostu”, Witolda Beresia i Krzysztofa Brunetko, którzy w dniu spektaklu podpisywali ją przed południem w księgarni Oświatowa przy placu Sobieskiego. Organizatorzy zapowiadali, że jest to spektakl niezwykły, bo przedstawiający niezwykłą postać - Marka Edelmana. Spektakl fascynujący - bo prezentuje prostą prawdę o koszmarnie nieprostych czasach. To spektakl o najwyższych wartościach i największych podłościach, wprowadzający widzów w świat doświadczeń i przeżyć człowieka, który przeszedł uczciwie przez cały dwudziesty wiek - choć wokół wszystko co uczciwe umierało. I tak było naprawdę. Nic dodać, nic ująć, tylko pogratulować!


Ryszard Zaprzałka


By powrócić na stronę główną kuriera kliknij powrót



piątek, 25 kwietnia 2008, tarnowski_kurier_kulturalny

Polecane wpisy

  • - > Pegazem po Tarnowie 512

    Tarnowski Teatr kończy sezon bez personalnych rewolucji. W nowy wejdzie z odrobinę mniejszym zespołem - aktorzy Jolanta Januszówna i Jerzy Ogrodnicki przechodzą

  • -> Pegazem po Tarnowie 249/250

    To będzie absolutnie wyjątkowy - dubeltowy felieton. I to nie koniecznie z powodu oczywistych świątecznych wigilijno – noworocznych przesileń. Powodem jeg

  • -> Pegazem po Tarnowie 248

    A już się zanosiło na to, że schyłek mijającego roku nie będzie taki, jak zawsze świąteczno – noworoczny, tylko urwie się na dacie 21 grudnia czyli zapowi









NOWA ODSŁONA!






tarnowski kurier kulturalny: